Dodaj do ulubionych

Sejmowa kuchnia pisowska

29.10.20, 11:14
Dlaczego akurat teraz Trybunał Konstytucyjny zajął się przepisami o zakazie aborcji?

To pytanie odmieniane jest w ostatnich dniach na wszystkie sposoby. Pojawiają się głosy, że orzeczenie TK miało przykryć rekordowe wzrosty zakażeń koronawirusem. Inni z kolei mówią o spłacie wyborczego długu Kościołowi, który zaangażował się po stronie PiS podczas wyborów. Tymczasem nieoficjalnie chodziło o partyjne, wewnętrzne rozgrywki w Prawie i Sprawiedliwości.

Lawinę miało wywołać głosowanie nad tzw. Piątką dla Zwierząt, forsowaną osobiście przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Przypomnijmy, przeciw ustawie było wszystkich 19 posłów Solidarnej Polski, w tym lider ugrupowania Zbigniew Ziobro.

Spośród 18 posłów Porozumienia Jadwiga Emilewicz zagłosowała za, Marcin Ociepa wstrzymał się od głosu, a 14 posłów zagłosowało przeciw, w tym lider ugrupowania Jarosław Gowin.

Jednak największym zaskoczeniem był sprzeciw piętnastu posłów Prawa i Sprawiedliwości. Wśród nich byli m.in. minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski, poseł Henryk Kowalczyk, Zbigniew Dolata, Teresa Hałas, Lech Kołakowski, Jerzy Małecki, Kazimierz Moskal.

W konsekwencji zostali oni zawieszeni w prawach członków klubu PiS, groziło im również wyrzucenie z partii.

- Zawieszenie będzie połączone z utratą funkcji czy stanowisk w Sejmie, czy okręgach - zapowiadał szef klubu PiS, wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki.

Szybko się okazało, że "Piątką dla zwierząt" prezes PiS wywołał wewnętrzny kryzys w Zjednoczonej Prawicy. W konsekwencji opóźniło się podpisanie umowy koalicyjnej, powołanie nowego rządu, ale przed wszystkim okazało się, że w partii mówiono o katastrofie ideowej i wizerunkowej

Okazało się, że zawieszeni politycy PiS przeszli do kontrofensywy.

- Podejmowano argumenty, że zaangażowanie Kaczyńskiego w moralną krucjatę przeciw hodowcom zwierząt jest niewspółmiernie większe niż zaangażowanie PiS w prawo do życia nienarodzonych dzieci. W kwestii ochrony zwierząt prezes nie miał oporów głosowania ramię w ramię z Platformą i Lewicą. W kwestii zaostrzenia zakazu aborcji Kaczyński kierował się pragmatyzmem i przez lata odrzucał kryterium moralne - mówi nasz rozmówca, znający kulisy sprawy.

Nieoficjalnie mówiło się, że zawieszenie politycy mogą odejść z partii i założyć swój klub. Tym samym Zjednoczona Prawica mogłaby stracić większość w Sejmie.

Twarzą partyjnej wolty miał być były minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski. To on po odejściu z rządu otwarcie atakował pomysły kierownictwa PiS.

"Moja lojalność i pozostanie w klubie PiS zależy od całkowitej zmiany szkodliwej ustawy o ochronie zwierząt. Piątka dla zwierząt jest głupia i zła. Należałoby po męsku wycofać się z niej, przyznać się do błędu i przeprosić tych posłów i senatorów, których próbuje się karać, zastraszać i łamać kręgosłupy. Proszę zauważyć, to ci ludzie, tych piętnaścioro zawieszonych posłów i siedmioro zawieszonych senatorów, w dalszym ciągu daje dobrą twarz PiS-owi” - mówił w mediach Ardanowski.

Z naszych informacji wynika, że po tym, jak pojawiły się głosy o założeniu nowego klubu poselskiego, Kaczyński przystąpił do próby przeciągnięcia na swoją stronę buntujących się posłów.
Ardanowskiego nie dało się przekonać do zmiany poglądów. Ale większość spośród ewentualnej grupy rozłamowców już tak.

Strajk kobiet. Kulisy wyroku Trybunału

Wśród polityków, którzy zagłosowali przeciw Piątce dla Zwierząt byli posłowie Piotr Uściński i Bartłomiej Wróblewski. Mało kto o nich słyszał wcześniej? Nie w Prawie i Sprawiedliwości...

Piotr Uściński, były wiceprzewodniczący Parlamentarnego Zespołu na rzecz Prawa do Życia, od samego początku w Sejmie mówił głośno: aborcja w Polsce powinna być całkowicie zabroniona, a życie ludzkie chronione od poczęcia. To ten polityk, proponował, by przepisy umożliwiały rodzić dzieci kobietom, których ciąża jest wynikiem gwałtu.

W podobnym tonie od samego początku wypowiadał się Bartłomiej Wróblewski.

- To on stanął na czele grupy 119 posłów, którzy w ubiegłym roku zaskarżyli w TK przepisy zezwalające na aborcję z powodu ciężkiego uszkodzenia lub choroby płodu.


Nieoficjalnie prezes PiS, żeby ich zatrzymać (a także kilku innych posłów, o podobnych poglądach w temacie całkowitego zakazu aborcji) dał zielone światło prezes Julii Przyłębskiej, by Trybunał zajął się sprawą i wydał w tej sprawie wyrok.

To w końcu oni, reprezentowali w ubiegłym tygodniu przed Trybunałem Konstytucyjnym wnioskodawców. Przypadek? Przecież byli zawieszeni w prawach członka PiS, a reprezentowali cały obóz Zjednoczonej Prawicy - mówi nam nasz informator, znający kulisy sprawy.

Nasz informator zwraca uwagę jeszcze na jedną na rzecz.
- Nieprzypadkowo również, w tym samym czasie pojawiły się informacje, że poseł Bartłomiej Wróblewski ma zostać kandydatem PiS na Rzecznika Praw Obywatelskich. Tu też nie ma mowy o przypadku... - podkreśla nasz rozmówca.

Wróblewski 8 września został przez prezesa Kaczyńskiego zawieszony w prawach członka partii za złamanie dyscypliny klubowej, głosując przeciwko tzw. Piątce dla Zwierząt. 22 października został twarzą wniosku do Trybunału, który od tygodnia wywołał masowe protesty w całej Polsce.

- Jednego prezes PiS na pewno nie przewidział. Zasięgu i skali protestów społecznych. Był przekonany, że w okresie pandemii i możliwości zgromadzeń do 5 osób, nie będzie żadnych tłumów na ulicach. Był przekonany, że demonstracje będą wyglądać podobnie jak w przypadku protestów w obronie sądów. Nie zdawał sobie sprawy, że manifestacje będą miały miejsca nie tylko w dużych miastach, ale w setkach małych miejscowości. I, że twarzą protestów będą młodzi ludzie, których PiS potrzebuje przy kolejnych wyborach do zwycięstwa - mówi nam nasz rozmówca.

Zarówno Kaczyński, jak i politycy Zjednoczonej Prawicy nie spodziewali się, że protesty przybiorą tak skrajne formy, jak ataki na kościół i pikiety pod domami osób, kojarzonych z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego. W tych kategoriach trzeba traktować wtorkowe wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego, który wezwał swoich sympatyków, a także wyborców do obrony kościołów i sprzeciwu wobec protestującym.

- Prezes nie pójdzie na żadne ustępstwa. Nie spodziewajmy się, że wykona krok w tył. Jego przemówienie to wypowiedzenie wojny. Jakikolwiek kompromis oznaczałby, że przyznaje się do błędu. A on do błędu się nie przyzna, byłaby to oznaka jego słabości - uważa nasz rozmówca.

Przypomnijmy, że ustawa, od której się zaczął wewnętrzny kryzys w PiS, czyli Piątka dla Zwierząt może trafić do sejmowej zamrażarki. Kontrowersyjne przepisy miały być procedowane na posiedzeniu Sejmu, które miało miejsce w tym tygodniu. Nie trafiły jednak pod obrady.

Może okazać się, że prezes Kaczyński, żeby utrzymać sejmową większość, uspokoił (przynajmniej częściowo) rolników i wywołał wściekłość i gniew polskich kobiet.

/źródło: wiadomości wp./
Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka