Dodaj do ulubionych

"Joe Biden jest prezydentem-elektem!"

09.11.20, 21:19
Fragment wywiadu z Ambasador USA w Polsce, Georgette Mosbacher

https://v.wpimg.pl/NTIwNzQxYTUoFThJfgNsIGtNbBM4WmJ2PFV0WH43YWJ9QzZOY0FhMiAbKwg0CCF6LgU7CjAPPno5G2EbIRFhInhYKhMiCCI1MFgrFzMdKnt6QnofZEh6Y2RGKhthVXpkf0djQjROeHlxQ3YeNEB4YXgSf09zBQ==

Red.
- Obserwujemy w tej chwili proces zmiany władzy w Stanach Zjednoczonych, ale nie brak w nim kontrowersji, związanych choćby z liczeniem głosów. Czy możemy już powiedzieć, że Ameryka ma nowego prezydenta-elekta, czy jest zbyt wcześnie?


Georgette Mosbacher (ambasador USA w Polsce):

- Nie jest zbyt wcześnie. Mamy w USA Kolegium Elektorów, które musi przyznać 270 głosów elektorskich zwycięzcy wyborów, a Joe Biden przekroczył ten próg, czyli jest prezydentem-elektem.


- Dlaczego w takim razie prezydent Donald Trump i jego zespół prawników przekonują, że mamy do czynienia z "ukradzionymi wyborami", a ich rezultat nie jest pewny, ponieważ czeka na wyroki sądów?

- Nie posiadam informacji, które może mieć prezydent, ale mówimy o istniejących na mocy naszego prawa procedurach, które pozwalają ponownie przeliczyć głosy, gdy wyniki w poszczególnych stanach są do siebie bardzo zbliżone. Uważam, że Donald Trump ma wszelkie prawo do skorzystania z narzędzi, które daje mu konstytucja, ale w tej chwili wygląda na to, że Joe Biden będzie kolejnym prezydentem Stanów Zjednoczonych.

- Czy ma pani obawy, nie tylko jako ambasador, ale również jako obywatel USA, że amerykańska demokracja jest w tej chwili zagrożona licznymi nieprawidłowościami i reszta świata, która ogląda wybory, otrzymuje raczej pesymistyczny obraz?


- Wręcz przeciwnie, myślę, że to świetna lekcja do oglądania zza granicy, bo mówimy o demokracji w działaniu. A demokracja jest momentami niepoukładana i nieporadna, ale praktykujemy ją od ponad 200 lat z sukcesami i tutaj nic się nie zmieni. Winston Churchill mawiał przecież, że demokracja jest najgorszą formą rządów, ale lepszej nie wymyślono. Jest czas na wątpliwości i korzystanie z zapisów prawa, ale jestem przekonana, że do 20 stycznia 2021 roku nowa głowa państwa obejmie swój urząd - i raz jeszcze powtarzam - według naszej najlepszej wiedzy, będzie to kandydat demokratów, Joe Biden.

- Mówi pani o wątpliwościach, ale nie ma ich Donald Trump. Jak sam zatweetował, to on wygrał te wybory licząc "legalne głosy", a przecież zwycięzców nie może być dwóch.

- Ktoś na końcu musi być górą, ale do 20 stycznia obecny prezydent może kwestionować rezultat głosowania oraz domagać się interwencji w miejscach, które podejrzewa o nieprawidłowości. Tak wygląda proces zmiany władzy. Nie mogę się wypowiadać, dlaczego prezydent Trump nie jest gotowy w tej chwili do zaakceptowania wyniku, ale nie ma innej możliwości poza scenariuszem, w którym w ten czy inny sposób pod koniec stycznia mamy legalnie urzędującą głowę państwa.
(...) Ludzie nie ufają już prasie i telewizji i to wina tych podmiotów. Niemniej, choć jestem wobec ich zachowania krytyczna, zawsze stoję na stanowisku, że na tym polega wolność słowa - media mają prawo do wyboru swojej drogi i punktu widzenia. Osobną rzeczą jest obowiązek obywateli szukania prawdy, niestety muszą to robić poza największymi koncernami informacyjnymi.

- Jak pani ocenia możliwą zmianę na tle relacji personalnych między rządem Prawa i Sprawiedliwości oraz prezydentem Andrzejem Dudą a demokratami oraz Joe Bidenem. Nie jest tajemnicą, że prezydent-elekt krytykował sytuację polityczną w naszym kraju, zestawiając Polskę z Białorusią, odnosił się również krytycznie do sytuacji osób LGBT.


- Znam Joe Bidena od 35 lat. To dobry i przyzwoity człowiek, z ogromnym doświadczeniem w polityce, był przecież wiceprezydentem przez osiem lat. Znamy dobrze jego poglądy, których nie ukrywał podczas swojej kampanii, dlatego nie będzie żadnych niespodzianek. Jest przyjazną i życzliwą osobą, sądzę więc, że świetnie dogadają się z prezydentem Andrzejem Dudą.

- Zmiana prezydentów to zwyczajowo również czas na zmianę korpusu dyplomatycznego. Czy zna już pani swoją przyszłość w tym zakresie?

- Tak, mamy pod tym względem pewną przyjętą tradycję. Jako ambasador jestem polityczną nominatką Donalda Trumpa, a nie zawodowym dyplomatą. Od takich osób oczekuje się, że nawet, jeśli nie dojdzie później do zmiany, złożą list rezygnacyjny do 20 stycznia, przed zaprzysiężeniem nowego lokatora Białego Domu. Zamierzam uczynić tak samo, to będzie mój ostatni dzień w Warszawie.

- Co dalej przed Georgette Mosbacher - osobą prywatną. Powrót do biznesu?

- W tej chwili nadal mam wiele obowiązków ambasadorskich i na nich się skupiam. Jednak bez względu na to, czy pełniąc funkcję ambasadora czy też nie, darzę Polskę głębokim uczuciem. Każda minuta spędzona przeze mnie w Polsce jest dla mnie radością, a Polaków uważam za ludzi niezwykle szczodrych. Jesteście wspaniałym krajem, to dla mnie ogromny przywilej i zaszczyt, że mogę tu pełnić ten urząd…

Staram się nie płakać, bo to nieprofesjonalne, ale pracowałam naprawdę ciężko, mam nadzieję, że zostawiam po sobie coś pozytywnego. Polska na zawsze zostaje w moim sercu i zawsze może liczyć na moją pomoc. To się nie zmieni.

Rozmawiał M. Makowski dla WP Wiadomości
Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka