Dodaj do ulubionych

Holyłód nad Wisłom byndzie

03.06.21, 08:46
https://scontent.fwaw3-2.fna.fbcdn.net/v/t1.6435-9/194324341_320682456099755_3690603202077677405_n.jpg?_nc_cat=1&ccb=1-3&_nc_sid=730e14&_nc_ohc=b_yuZSLKu5oAX-Jb-KJ&_nc_ht=scontent.fwaw3-2.fna&oh=8124ae41d1642a329da77cde0e650497&oe=60DD617B

Nowa historia. Nawiązanie do „Pasji” Gibsona.
Dalsze dzieje Chrystusa po inkarnacji w zezwłoku paranoika.
Obserwuj wątek
    • wscieklyuklad Re: Holyłód nad Wisłom byndzie 03.06.21, 08:51
      Nie, to wcale nie żart. Dotąd nikt nie wiedział, co działo się z Jarosławem Kaczyńskim w czasie, gdy ogłaszano stan wojenny w Polsce. Ale już wkrótce wszyscy dowiemy się, co prezes robił 13 grudnia 1981 roku. Dzięki telewizji Jacka Kurskiego.

      Wreszcie wiemy, na co idą co roku 2 mld złotych z drobnym dodatkiem. TVP Jacka Kurskiego kręci dokument. Tytuł roboczy: Człowiek zbuntowany. Tytuł wcale nie zaskakujący, zważywszy na filmową karierę braci Kaczyńskich w filmie „O dwóch takich, co ukradli księżyc”. Tam też Jarosław Kaczyński ujawniał swoją buntowniczą naturę. Potem zostało to tylko zwielokrotnione.
      Obecnie buntuje się, bo Polacy za mało zarabiają, muszą jeździć mercedesami, a nie autami elektrycznymi Made in Poland, no i buntuje się, bo wymiar sprawiedliwości wciąż jest niesprawiedliwy.

      Reżyserką jesteśmy pewni – dzieła – będzie Ewa Świecińska. Produkcja dokumentu napisała do Bogdana Borusewicza w tej sprawie. Pytając byłego opozycjonistę, marszałka Senatu, czy jest zainteresowany występem w produkcji. Borusewicz odpowiada, że nie.

      Dlaczego? Poznałem go (Jarosława Kaczyńskiego – przyp. red) w 1988 roku, nic nie wiem o jego działalności opozycyjnej – odpowiada Borusewicz. I dodaje, że owszem współpracował z Kaczyńskim ale Lechem.

      Film dokumentalny o działalności opozycyjnej lat 70. i 80. ukazujący postać Jarosława Kaczyńskiego i jego drogę do polityki. W archiwach Telewizji Polskiej znajdują się liczne materia, dotyczące początków aktywności ówczesnych opozycjonistów, ukazujących ich dziabania antykomunistyczne, represje jakich doznawali i codzienną walkę – możemy przeczytać w mailu do Borusewicza.
      Wydarzenia tamtych dni zostaną w filmie skonfrontowane z wypowiedziami Jarosława Kaczyńskiego „dziś” oraz innych ważnych opozycjonistów – świadków historii. Film, w zamyśle autora ma być zbudowany z anegdot, nie z suchych faktów. Przewidziane są zdjęcia dokumentalne i fabularyzowane, a prezentowana w filmie historia skończy się ok. 1990 roku – to dalsza część maila od produkcji filmu.

      Ewa Świecińska nakręciła wiele filmów dokumentalnych, m.in. „Świątynię” i „Świętego z marginesu”, jest też drugą reżyserką filmu fabularnego „Smoleńsk”. Odpowiadała za spoty emitowane w 2017 r. w TVP z okazji Dnia Flagi i Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Jej „dziełem” jest też film „Pucz”, o blokowaniu mównicy sejmowej przez parlamentarzystów opozycji.

      z netu

      Gówną rolę ma podobno zagrać Antony Hop Kinsky
          • wscieklyuklad Re: Holyłód nad Wisłom byndzie 03.06.21, 20:22
            Drogi Kuzynie!

            Śpieszę się przestrzec Cię przed zbytnią, tak zwykłą dla Ciebie, skromnością, która może nasz Wielki Naród pozbawić szansy na poznanie Twojej Kuzynie wielkości. Dowiedziałem się bowiem, że wraże i zwodnicze siły zarządzające TVP pragnąc pomniejszyć Twe znaczenie tworzą o Twej postaci jedynie skromny film dokumentalny zamiast serialu.

            Ten przykład obrzydliwego hejtu, który dotyka Cię bez przerwy ze strony TVP (podobnie jak w każdych prawie Wiadomościach) jest oburzający! To hejt przez zaniechanie mówienia dobrych o Tobie rzeczy, czyli najgorsza i najtrudniejsza do identyfikacji kategoria hejtu, która jednak winna być zwalczana z gorliwością.

            Jestem przekonany, że prawda o Tobie i Twojej przewodniej roli w obalaniu komunizmu już niedługo zagości w podręcznikach historii, religii, polskiego i biologii. Jednakże to nie umniejsza roli TVP! Za co do diaska płacimy te miliardy na tych darmozjadów, którzy nawet o swoim dobroczyńcy serialu nie chcą wyprodukować? Dlatego też musisz ich trzymać krótko.

            Wystarczy abyś przesłał Jackowi Kurskiemu mój list z dopiskiem odręcznym „Wykonać”, a już on składając pocałunki na każdej literce napisanej twoją dłonią w przerwach całowania wyda stosowne polecenia i serial powstanie.

            Podrzucam Ci więc tematy do kolejnych odcinków „Człowieka zbuntowanego”.

            Bunt na księżycu - przedstawi twój kuzynie bunt przeciwko ówczesnym władzom PRL-u polegający na tym, żeś przyjął jako dziecko propozycje Julii Bystigerowej i zagrał (ocierając się o Oskara) porywającego księżyc, co miało być już twoim pierwszym sygnałem do Narodu, aby dał się porwać do walki z komuną.
            Bunt na uczelni - to o twoich pochodach na 1 Maja, gdy idąc w szeregu zagubionych naukowców podstępnie sączyłeś im do ucha antykomunistyczne tezy.
            Bunt pod kołdrą. To o twoich działaniach 13 grudnia, gdy podstępnie zmyliłeś bezpiekę, która sądziła, że wstaniesz przed południem i wyjdziesz z domu (do domu się bali wchodzić, ze względu na osobę, która go wam podarowała za Stalina), gdzie Cię chcieli capnąć i aresztować. Bunt pod kołdrą ośmieszył ich okrutnie.
            Bunt kapciowego. Odcinek o Wałęsie i twojej zemście na nim za to, że się wepchnął przed Ciebie po nagrodę Nobla.
            Człowiek ze Srebrnej. To o tym, jak ukradziony przez PZPR Narodowi majątek uratowałeś, przejmując go. Odcinek zakończymy prezentacją dwóch pięknych wież na ocalonej działce, za których projekt sprytnie nie zapłaciłeś grosza, a masz.
            Bunt przeciw fizyce. Tu przedstawi się działania twego przyjaciela Macierewicza, które są największym rządowym buntem przeciw prawom fizyki od czasów Einsteina.
            Bunt przeciw Polsce. To o czasach twej władzy, gdy postanowiłeś zbuntować się przeciwko temu wszystkiemu co Polskę stanowiło, aby zamienić kraj w twoje podobieństwo.
            I myślę drogi Kuzynie, że taka prawda o twoim buncie się Polakom należy.


            Zawsze życzliwy,
            Roman Giertych
                  • wscieklyuklad Re: Holyłód nad Wisłom byndzie 05.06.21, 22:35
                    Powstaje film dokumentalny o działalności opozycyjnej Jarosława Kaczyńskiego. Za jego reżyserię ma odpowiadać Ewa Święcińska - dziennikarka. Według materiałów IPN Ewa Święcińska została zarejestrowana przez Służbę Bezpieczeństwa jako Tajny Współpracownik o pseudonimie Andrzej. To właśnie Święcińska jest autorką kontrowersyjnego dokumentu "Pucz" z 2017 r., była rowniez drugą reżyserką innego propagandowego filmu PiS pt. „Smoleńsk”.
                    Po zwycięstwie PiS, IPN wydał jej glejt jakoby nie była TW, bo do współpracy zobowiązała się pod „naciskiem” SB. W rzeczywistości sama napisała m.in. „Za przekazywane informacje będę pobierać wynagrodzenie pieniężne. Każdorazowo będę pisała pokwitowania” – napisała. Zobowiązywała się też zachować fakt współpracy w ścisłej tajemnicy. Dokumentacja współpracy poraża. Takich to współpracowników mają Kaczyński i Kurski.

                    https://scontent.fwaw3-2.fna.fbcdn.net/v/t1.6435-9/195861916_865243441014841_546109654542351124_n.jpg?_nc_cat=107&ccb=1-3&_nc_sid=730e14&_nc_ohc=01v_HD7qRi8AX-J1MgH&tn=RYViHpREO_RnEsEr&_nc_ht=scontent.fwaw3-2.fna&oh=713cfe35c455e832a76d9b4295b75aa6&oe=60DFBE7C

                    To jest to pisonie gówno.
                          • wscieklyuklad Re: Holyłód nad Wisłom byndzie 06.06.21, 10:08
                            TVP chce kręcić film „dokumentalny” o Jarosławie Kaczyńskim pt. „Człowiek zbuntowany”. To tak, jakby kręcić film o mnie pt. „Młodziutka baletnica”. Powstanie zapewne kolejny propagandowy gniot, jaki już znamy z dawnych czasów.

                            Aby jednak przywrócić historię do rzeczywistości, przypominam rozdział z „Raportu Gęgaczy”, nieznacznie tylko przeze mnie uzupełniony:
                            Kłamstwa życiorysowe

                            To takie ludzkie i zrozumiałe, że każdy chciałby mieć piękny życiorys. Gdy się jest politykiem, to wręcz pożądane. Dość powszechnie życiorysy się troszeczkę naciąga, coś przemilcza, coś uwypukla… Wszystko jest do wytrzymania, dokąd nasz życiorys nie zamienia się w całkiem cudzy. U kłamczoholika rzecz ma się następująco. Zaczyna się od drobnych korekt, ale co roku życiorys pięknieje, przybywają nowe „fakty”, praca w biurze zarządu zamienia się w pracę w zarządzie, podoficer w oficera, tata biuralista w tatę legionistę, itd. Po paru latach w życiorysie pojawiają się czyny, o których słyszało się w telewizji, czytanie parokrotne podziemnej prasy zamienia się najpierw w kolportowanie tejże, później w wydawanie tejże, a paniczny strach przed udziałem w podziemiu z czasem staje się byciem przywódcą tegoż.

                            Jarosław Kaczyński rzeczywiście był współpracownikiem KOR, a ściślej Zofii Romaszewskiej. Rzeczywiście brał udział w tworzeniu tak zwanego Raportu Madryckiego. Zofia Romaszewska przyznała po latach, że pracował w filii UW w Białymstoku i „dostarczał cennych informacji o tym, co działo się na tym terenie”. Inna sprawa, że „na tym terenie” niewiele się działo, ale tego fragmentu życiorysu Kaczyńskiego nikt poważny nie kwestionuje. Cuda zaczęły dziać się później.
                            Według oficjalnego życiorysu Prezesa, zamieszczonego swego czasu na stronie PiS, w czasie strajków sierpnia 1980 roku, Jarosław Kaczyński „zakładał Solidarność”. Gdzie ją „zakładał”? Zagadka.
                            I co to znaczy „zakładał”? To znaczy, że co konkretnie robił? Brał udział w strajku? Nie, a przynajmniej nic o tym nie wiadomo. Zresztą, gdzie, w którym? To pierwsza tajemnicza wersja. Gorzej, że nie jedyna.

                            Druga wersja pojawia się w wywiadzie udzielonym przez Jadwigę Kaczyńską Newsweekowi. Według tej wersji, Jarosław Kaczyński był przez cały lipiec i sierpień 1980 roku aresztowany w Pałacu Mostowskich (KS MO w Warszawie) i został zwolniony dopiero po podpisaniu porozumień rządu z MKS w Gdańsku. Jest to z całą pewnością nieprawda. Jednym z postulatów MKS w Gdańsku było zwolnienie osób zatrzymanych w związku z pomocą strajkującym. Była sporządzona lista tych osób, Kaczyńskiego na niej nie ma. Zresztą dlaczego miałby być zatrzymany? SB w ogóle nim się nie interesowała (teczkę założono mu dopiero w 1982 roku, i to z innego powodu).

                            Jest i wersja trzecia. Tym razem z życiorysu w Encyklopedii Solidarności. Był na krótko zatrzymany 28 sierpnia (czyli tuż przed końcem strajków) we Wrocławiu. Trudno to sprawdzić, może był, może nie. A tym bardziej nie wiadomo, czy z powodów politycznych. Milicja w tym czasie starała się zablokować łączność między dużymi ośrodkami strajkowymi. Mogli zatrzymać do wyjaśnienia przyjezdnego, tylko dlatego, że był z Warszawy. To możliwe. Wysoce wątpliwa wydaje nam się dalsza część tej wersji. Kaczyński ponoć był „czymś w rodzaju łącznika między strajkującymi załogami”. Jest to zupełnie nieprawdopodobne. Po pierwsze nie przypominamy sobie istnienia takich „łączników”. Po co? Nie było takiej potrzeby. Tym bardziej, jeśli już komuś powierzono by taką misję, to raczej nie Jarosławowi Kaczyńskiemu, który był w środowisku ówczesnej opozycji kompletnie nieznaną postacią. Jeśli już, to wysłano by Lecha, który skromnie, bo skromnie, ale w opozycji na Wybrzeżu działał. Lecha tam znano, Jarosława – wysoce wątpliwe.

                            Jeszcze by uszło, gdyby nie wersja czwarta wygenerowana przez biuro PiS na ul. Nowogrodzkiej w Warszawie: Jarosław Kaczyński w sierpniu 1980 roku „prowadził punkt informacyjny dla strajkujących załóg na ul. Bednarskiej w Warszawie” (wyjaśnienie udzielone przez biuro PiS Zbigniewowi Lisickiemu i przesłane mailem Krzysztofowi Łozińskiemu). No to już kłamstwo szerokotorowe. Taki punkt rzeczywiście istniał, ale już po zakończeniu strajków, we wrześniu. Punkt ten prowadziła Katarzyna Zon, a nie Kaczyński. Kaczyński mógł tam być, bo było tam wielu ludzi, ale na pewno nie „prowadził” tego punktu podczas strajków sierpnia. Punkt ten istniał krótko, przestał być potrzebny gdy tworząca się Solidarność zaczęła mieć własne lokale. Wcześniej, też po zakończeniu strajków istniał punkt kontaktowy na ul. Hożej.

                            cdn
                            • wscieklyuklad Re: Holyłód nad Wisłom byndzie 06.06.21, 10:08
                              No i co o tym myśleć? Co myśleć o człowieku, który nie potrafi w sposób jasny i zrozumiały powiedzieć, co robił w krótkim, ale ważnym okresie czasu? O człowieku, który był jednocześnie we Wrocławiu, w Pałacu Mostowskich i na Bednarskiej?

                              Powstała Solidarność. Po latach Jarosław Kaczyński nagle palnął, że na zebraniu 17 września 1980 roku, to on, wbrew Wałęsie, zadecydował o powstaniu jednego związku Solidarność, a nie kilku związków regionalnych (publiczna wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego 17 września 2011 roku po godz. 12, transmitowana przez radio). W rzeczywistości był to projekt Karola Modzelewskiego. To on zaproponował powołanie jednego związku.

                              Wałęsa był wówczas niekwestionowanym przywódcą ogromnego ruchu, a Jarosław Kaczyński kompletnie nieznaną postacią. I ten nikomu niemal nie znany osobnik „zadecydował wbrew Wałęsie” o powstaniu Solidarności. Zapewne też wcześniej zadecydował wbrew konklawe o wyborze Karola Wojtyły.

                              Jarosław Kaczyński pojawił się w Regionie Mazowsze jako pracownik biurowy (być może wolontariusz) w Ośrodku Badań Społecznych przy Zarządzie Regionu, którym kierował Antoni Macierewicz. Podkreślamy, Kaczyński nie był pracownikiem biura Zarządu Regionu, lecz ośrodka doradczego przy zarządzie. Podczas wyborów parlamentarnych w 2007 roku, Kaczyński podawał, że był „doradcą Zarządu Regionu”. Natychmiast po wyborach ta informacja zniknęła ze strony PiS. I tak z pracownika biurowego jednego z ciał doradczych, stał się doradcą Zarządu Regionu. To tak, jakby urzędnik dziekanatu jednego wydziałów głosił po latach, że był doradcą rektora.

                              Jeden z nas, Krzysztof Łoziński, był na wszystkich 62 zebraniach Zarządu Regionu Mazowsze w latach 1980-81, – Kaczyńskiego nie przypomina sobie na żadnym. Na liście doradców zarządu nie figurował.

                              Nastał stan wojenny. Co robił Kaczyński nie wiadomo, prawdopodobnie nic. Gdy w czasie przedwyborczej debaty telewizyjnej z Donaldem Tuskiem został zapytany przez Tuska: „Co pan robił w stanie wojennym?”, zamilkł. Nic nie odpowiedział i był wyraźnie zagubiony.

                              Coś jednak robił, uczestniczył w zakładaniu Komitetu Helsińskiego, ale Komitet Helsiński to wszak „łże-elity”, „wykształciuchy” i „lumpeninteligenci”, wiec kłopot, o tym się nie mówi. Tak jak o udziale w Okrągłym Stole, bo to wszak była „zdrada okrągłego stołu”, wedle obecnej wersji.

                              Ale czas mijał. Przyszły kolejne wybory i Kaczyński w kolejnym życiorysie był już „członkiem i doradcą władz krajowych podziemnej Solidarności”. Encyklopedia Solidarności podaje kolejną wersję: był członkiem i doradcą „w składzie sekretariatu Krajowej Komisji Wykonawczej”. Kaczyński podawał też, że był „sekretarzem podziemnej KKW”. Wszystkie te same funkcje przypisywał też sobie Lech Kaczyński.
                              No to ustalmy fakty.

                              22 kwietnia 1982 Zbigniew Bujak, Bogdan Lis, Władysław Frasyniuk i Władysław Hardek powołali Tymczasową Komisję Koordynacyjną NSZZ „Solidarność”. Działała ona w niezmieniony składzie do 25 października 1987 roku. Jak widać żadnego z Kaczyńskich w niej nie było. Tak więc żaden z Kaczyńskich w żadnych podziemnych władzach Solidarności przez pierwsze 6 lat podziemia nie uczestniczył.

                              Krajowa Komisja Wykonawcza NSZZ „Solidarność” została powołana 25 października 1987 roku. W skład KKW weszli: Lech Wałęsa (przewodniczący), Zbigniew Bujak, Jerzy Dłużniewski, Władysław Frasyniuk, Stefan Jurczak, Bogdan Lis, Andrzej Milczanowski, Janusz Pałubicki, Stanisław Węglarz; następnie dokooptowano Jana Andrzeja Górnego (15 XI 1987), Antoniego Stawikowskiego i Antoniego Tokarczuka (5 XII 1987), Stefanię Hejmanowską, Henryka Sienkiewicza, Grażynę Staniszewską (9 IV 1988), Zbigniewa Romaszewskiego (25 IX 1988). Jak widać nie było w niej ani jednego Kaczyńskiego.

                              Osobna kwestia, to nadużyciem jest nazywanie tego ciała „podziemną Solidarnością”. Solidarność nadal była teoretycznie nielegalna, ale KKW działała już całkiem jawnie, nikt jej nie ścigał, nikogo nie aresztowano, miała publicznie znaną siedzibę w Gdańsku, na zebrania żadna SB-cja nie wpadała. W połowie sierpnia 1988 roku władze rozpoczęły z Solidarnością rozmowy, które zakończyły się obradami Okrągłego Stołu od 6 lutego do 4 kwietnia 1989 roku. Sierpień 1988 roku można uznać za definitywny koniec okresu przejściowego między podziemiem a pełną jawnością i uznawaniem (jeszcze nieformalnym) przez władze.

                              Jedno można na pewno ustalić: żaden z Kaczyńskich nie był „członkiem władz krajowych podziemnej Solidarności” nawet przez sekundę. Nie był nawet członkiem władz tego okresu przejściowego: październik 87 – sierpień 88.

                              A co z tym sekretariatem i „sekretarzem”, do której to funkcji przyznawali się obaj Kaczyńscy? Faktycznie, od listopada 1987 roku istniał sekretariat KKW i pracowali w nim Kaczyńscy. Czy mogą jednak na tej podstawie podawać się za „członków władz krajowych”?

                              Sprawę jednoznacznie określa statut NSZZ „Solidarność”. Rozdział IV, paragraf 17 statutu określa jednoznacznie władze związku. Są to: Zjazd Delegatów, Komisja Krajowa, Komisja Rewizyjna. Koniec, więcej nie ma. Sekretariat nie był władzą, a jego pracownicy nie byli członkami władz.

                              Jarosław Kaczyński uczestniczył w zebraniach KKW jako „sekretarz” nie będący członkiem KKW (gdyby był kobietą pisano by „sekretarka”) od jesieni 1988 roku, czyli pół roku po wyjściu Solidarności z podziemia, po spotkaniu Wałęsy z Kiszczakiem, po rozmowach w Magdalence, po powołaniu rządu Rakowskiego. Ogłaszanie się na tej postawie „sekretarzem podziemnej KKW”, to czyste nadużycie, zwłaszcza że sugeruje funkcję sekretarza zarządu, czyli drugiej osoby w zarządzie po prezesie. A tu faktycznie tylko „sekretarz” a nie „sekretarka” ze względu wyłącznie na płeć.

                              A tak przy okazji: w Komisji Krajowej „S” nie było funkcji sekretarza zarządu.

                              Trzeba przyznać, że Lech Kaczyński uprawiał życiorysowej mitomanii znacznie mniej, ale później, po jego śmierci, nadrobił za niego jego brat. Nie znamy ani jednej wzmianki autorstwa Lecha Kaczyńskiego, w której przypisywał by sobie istotną rolę w strajku w Stoczni Gdańskiej w sierpniu 1980 roku. Wręcz przeciwnie, na początku lat 90, w prywatnej rozmowie z Krzysztofem Łozińskim powiedział, iż żałuje, że nie brał w tym poważniejszego udziału. Nie nam rozstrzygać, ile czasu i kiedy Lech Kaczyński w stoczni był. Są na ten temat rozbieżne relacje, a dokumenty nie są jednoznaczne. Pozostańmy przy tym, co jest jednoznaczne.

                              Na liście doradców MKS Lech Kaczyński nie figuruje. Adam Borowski (autor notatki w „Encyklopedii Solidarności”) powiedział, że Lech Kaczyński „był doradcą, ale Mazowiecki nie zgodził się na wpisanie go na listę doradców”. Dla nas jest to jednoznaczne: nie ma go na liście doradców, to doradcą nie był. Trzeba tak kategorycznie rozstrzygać, bo dziś bardzo wielu ludzi, którzy kompletnie nic nie robili, podaje się za doradców Solidarności. To jest pojęcie wysoce niejasne i mgliste. W podziemiu nie było legitymacji członkowskich i list obecności, dla tego dziś bardzo łatwo jest przypisywać sobie jakiś mglisty „udział” w podziemiu lub „bycie doradcą”. Byle tylko bez konkretów.

                              Pomińmy powszechnie znany incydent w czasie obchodów rocznicy strajku w stoczni, gdy Jarosław Kaczyński wygadywał ewidentne kłamstwa na temat roli swojego brata w tym strajku. Zajmijmy się kłamstwami poważniejszymi.

                              Wedle najnowszej wersji kłamstwa życiorysowego, która go dotyczy, Lech Kaczyński był „autorem 21 postulatów” strajkowych i „autorem tekstu porozumień sierpniowych”. Można rzec, że ]

                              głosząc te kłamstwa Jarosław Kaczyński pobił absolutny rekord świata.

                              21 postulatów strajkowych sformułowała w nocy z 3 na 4 dzień strajku specjalna komisja wyłoniona z członków komitetu strajkowego. Nie było w niej (ani w komitecie) Lecha Kaczyńskiego. Komisja była potrzebna, bo w zakresie postulatów panował kompletny chaos. Domagano się na przykład wystąpienia z Układu Warszawskiego, głoszono: „precz ze Związkiem Radzieckim”. Takie postulaty groziły natychmiastową inwazją milicji i końcem strajku.

                              Odpowiedź na pytanie, kto był autorem 21 postulatów
                              • wscieklyuklad Re: Holyłód nad Wisłom byndzie 06.06.21, 10:10
                                bardzo wielu strajkujących zgłaszało postulaty, a komisja jedynie dokonała wyboru i uporządkowania. Żadna jedna osoba nie była „autorem tekstu 21 postulatów”. Żadne źródła z tamtych dni nie potwierdzają obecności w tym czasie w stoczni Lecha Kaczyńskiego.

                                Podobnie jest z autorstwem tekstu porozumień kończących strajk. Żadna jedna osoba takim autorem nie była. Tekst porozumień był negocjowany punkt po punkcie z delegacją rządową. Jeśli w ogóle mówić o autorstwie tego tekstu, to autorami byli zbiorowo wszyscy uczestnicy tych negocjacji, a tych dokumenty wyliczają jednoznacznie:

                                Po stronie strajkujących: Lech Wałęsa, Andrzej Kołodziej, Bogdan Lis, Lech Będkowski, Wojciech Gruszewski, Andrzej Gwiazda, Stefan Izdebski, Jerzy Kwiecik, Zdzisław Kobyliński, Henryka Krzywonos, Stefan Lewandowski, Anna Pieńkowska, Józef Przybylski, Jerzy Sikorski, Lech Sobieszek, Tadeusz Stanny, Anna Walentynowicz, Florian Wiśniewski.

                                Po stronie rządowej: Mieczysław Jagielski, Zbigniew Zieliński, Tadeusz Fiszbach, Jerzy Kołodziejski.

                                Koniec, nikt więcej. Jak łatwo zauważyć, Lecha Kaczyńskiego tu nie ma.

                                A swoją drogą, to Jarosław Kaczyński potrafił najpierw powiedzieć, że jego brat „nie mógł zamknąć się w stoczni, bo miał małe dziecko”, a innym razem mówić, że był „autorem 21 postulatów” lub „autorem tekstu porozumień gdańskich” i w ogóle najważniejszą osobą tego strajku.

                                Lech Kaczyński niewątpliwie w stoczni był, ale krótko i w ostatnim lub przedostatnim dniu strajku. Zrobiono mu wtedy 2 zdjęcia.

                                Mamy jeszcze kłamstwo życiorysowe dotyczące incydentu z ostatnich lat życia Lecha Kaczyńskiego. Adam Bielan oświadczył nagle, że jest nieprawdą, iż Lech Kaczyński w Gruzji wydał pilotom rozkaz lądowania w Tbilisi, mimo zamkniętego lotniska. Twierdził, że takiego rozkazu nigdy nie było, Lech Kaczyński nie wchodził w ogóle do kabiny pilotów, był cały czas razem z nim w saloniku. Oczywiście Bielan kłamał, bo sam Lech Kaczyński domagał się postawienia przed sądem pilota i jego degradacji „za niewykonanie rozkazu”. Przemysław Gosiewski wystosował nawet w tej sprawie pismo z identycznym żądaniem ukarania pilota za niewykonanie rozkazu zwierzchnika sił zbrojnych – prezydenta. Rozmowa była zresztą nagrana, są zeznania pilota na temat jej treści.

                                W 2004 roku, zrobiono bohaterkę Powstania Warszawskiego z Jadwigi Kaczyńskiej (matki Jarosława i Lecha). Po wyborach (2005 r.) wyszło na jaw, iż Jadwiga Kaczyńska w Powstaniu nie brała udziału, przebywała w Skarżysku Kamiennej, gdzie mieszkała. Ciekawa była metoda tej mistyfikacji. Propagandyści z Muzeum Powstania Warszawskiego, niby przez pomyłkę, umieścili ją jako powstańca na plakacie rozklejanym w autobusach miejskich (L. Kaczyński był wówczas prezydentem Warszawy). Podczas wyborów prezydenckich (2010 r. ), telewizja publiczna (zależna od PiS) powtórzyła tę mistyfikację przed debatą prezydencką z udziałem J. Kaczyńskiego. Prezes dyskretnie nie sprostował.

                                Na koniec dodam trzy „fakty” najnowsze. Według relacji Bogdana Jankowskiego, szefa „Solidarności” na Uniwersytecie Warszawskim, Jarosław Kaczyński, przynajmniej do 1989 roku, do „Solidarności” w ogóle nie należał, bo się nie zapisał. NSZZ „Solidarność” była związkiem zawodowym. Zapisać się do niej można było tylko w podstawowym miejscu pracy, w przypadku J. Kaczyńskiego tylko na UW. Nie było możliwości zapisania się gdzie indziej. Tak więc rzekomy „sekretarz Komisji Krajowej” do „S” w ogóle nie należał. Był tylko pracownikiem.

                                „Fakt” drugi. Jarosław Kaczyński rzekomo był szefem sekcji prawnej Ośrodka Badań Społecznych przy Regionie Mazowsze. Dotarliśmy do dokumentu Zarządu Regionu opisującego funkcje w tym ośrodku. Nie ma tam Jarosława Kaczyńskiego jako szefa sekcji prawnej. Nie ma tez takiej sekcji.

                                „Fakt” trzeci J. Kaczyński rzekomo działał w redakcji Tygodnika Solidarność. Przejrzeliśmy wszystkie 37 numerów tego tygodnika z tamtego czasu (1980-81). Nie ma ani jednego tekstu.

                                S. Łoziński

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka