Dodaj do ulubionych

Bandziory w wolstapowskich szmatach

09.08.21, 15:36
Lubin. Policja siłą odebrała telefony rodzinie 34-letniego Bartka. Nowe fakty!

We wtorek jest zaplanowana sekcja zwłok 34-letniego Bartka, który zmarł po piątkowej interwencji policji - przekazał Wirtualnej Polsce poseł Piotr Borys z KO. Rodzina nie otrzymała specjalistycznej pomocy psychologicznej. A cioci zmarłego mężczyzny policja wykręciła rękę, gdy zabierała jej telefon. Kobieta nagrywała działania policji wobec 34-latka.

z netu

wolstapowscy siepacze zamordowali kolejnego młodziaka.
Igora Stachowiaka - pomylonego z faktycznym przestępcą - zamęczyli na śmierć paralizatorami oraz katowaniem.Mordercom upiekło się - dostali jakieś symboliczne kary, bo przecież faktów ujawnionych przez TVN(!!!!) nie udało się zamieść po dywan ani przypudrować.

Całość wydarzenia jest niejako zwierciadlanym odbiciem amerykańskiego dramatu, który rozegrał się w maju ub. roku, gdy psychopata w amerystapowskim uniformie zadusił Georga Floyda w Minneapolis.
Bandziorów wezwał sklepikarz, który nabrał podejrzeń, iż George zapłacił sfałszowaną 20-dolarówką.
Dalszy przebieg wydarzeń był identyczny jak w Lubinie, gdzie morderców wezwała mamuńka ofiary, która nie podejrzewała, ale widziała na głaza własne jak synuś ciska kamieniami w okna a że lubił przyćpać (jak i George) więc trza go było osaczyć, ująć i stosownie ukarać.
W obu przypadkach osaczanie polegało na obaleniu ofiary, oraz fachowym dla przestępców w wolstapowskich uniformach (czego dowodem są liczne fotoreportaże z miejsc sekowania polskich manifestantów) duszeniu obalonego na ziemię człowieka do skutecznego zamordowania.
Jedyna różnica to gabaryty ofiary. Ten amerykański miał bowiem 193 cm wzrostu i był bez wątpienia znacznie silniejszy zwłaszcza po dopalaczach.
To w Lubinie był - jak to określają matoły z zagranicy - słupkiem. Niewysoki, ważący ledwie 65 kilosów - mimo to czterech morderców przez kilkanaście minut katowało obalonego na glebę do chwili, gdy wyzionął ducha.

Z wolstapowskich raportów wynika, iż jeden z morderców starał się "ocucić nieprzytomnego poprzez uderzanie ofiary w twarz" (JA PIERDOLĘ! SPECJALISTA OD REANIMACJI!)
Ponieważ to wysoce nowoczesne cucenie nie przyniosło skutku, mordercy wezwali ratownictwo medyczne z odsieczą.
Dalszy przebieg wydarzeń łatwo odtworzyć: medycy podjęli reanimację zwłok (zapewne poinformowano ich, iż do zatrzymania krążenia doszło w chwili hamowania karetki w miejscu morderstwa) i kontynuowali w drodze do szpitala, gdzie podjęto dalsze działania trwające dalsze kilkadziesiąt minut.
wolstapowskie skurwysyny ogłosiły, iż zgon nastąpił po dwugodzinnym pobycie w placówce szpitalnej.
Jakiś chujczyna ubolewając nad dramatem komendy lubińskiej pierdoli, iż mężczyzna w chwili przekazania ratownikom ŻYŁ.

Doświadczenie uczy i pozwala wyciągnąć następujące wnioski odnośnie do "wyjaśnienia" sprawy.

Igor Stachowiak zmarł z własnej winy - zasadniczym powodem zgonu było... ćpanie. Gdyby nie fentanyl (????), który wypełniał jego żyły i tętnice w ilości fifty-fifty w stosunku do aktualnej obfitości krwi Igor pobiłby samego Stefka Seagala (imię twardzieli!), który w filmie "Mroczna dzielnica" bohatersko zniósł elektrowstrząsy nastawionym na maksa paralizatorem (no może nie był aż tak niezłomny, gdyż w efekcie spieszczenia jednak prądem przyklęka) i po brutalnej próbie tortur paralizatorem zachęcał oprawców do kolejnej "sesji" - niestety fentanyl zrobił swoje.
Tak, czy inaczej morderca dostał 2 i pół roczku (dwa lata jak dla brata - w więziennym slangu zeków).

Śmierć w Lubinie zostanie oczywiście zamieciona pod dywan.
Okaże się, że zamordowany miał w sobie poziom narkotyków przewyższający objętość krwi (krew rozcieńczona w narkotyku). Ta ilość wyzwoliła w nim siłę słonia, co w połączeniu z niebywałą agresją skutkowało naruszeniem nietykalności wolstapowców - i gdyby przeżył z pewnością byłby z tego powodu postawiony przezd Wysokim Trybunałem i wtrącony do pierdla na lat wiele.

Tylko i wyłącznie narkotyki były powodem zgonu, gdyż z powodu przepełnionego marychą żołądka porzygał się w momencie gdy wolstapowiec delikatnie ucisnął kolanem jego nadbrzusze - wymiociny z powodu braku kontroli ważnych odruchów wytłumionych narkotykiem, przedostały się do dróg oddechowych powodując śmierć z uduszenia.

Ratownicy medyczni zażądali, by przedstawicielka wolstapo była obecna w karetce w trakcie transportu do szpitala.
To dowód jednoznaczny i nie do obalenia, iż zabierali zwłoki i chcieli mieć świadka podjętych i z góry skazanych na niepowodzenia działań, tak by potem proKURAtor nie zarzucił im błędów zawodowych (tak przecież było w przypadku morderstwa prezydenta Adamowicza, gdzie uznano, iż proces reanimacji był wadliwy- podczas gdy skurwysyna propisoniego nożownika do dziś nie osądzono).

NIKT NIE ZOSTNIE OSKARŻONY ANI SKAZANY.

WNIOSKI?

Matka zamordowanego jest idiotką.
Wystawiła siepaczom własne dziecko.
Jeśli zdarzy się Wam kiedyś nieszczęście rodzinne, radźcie sobie sami.
NIGDY NIE WZYWAJCIE NA POMOC WOLSTAPOWCÓW!
Chyba, że "agresorką" jest Babcia Kasia - z nią siepacze mają już wielomiesięczne doświadczenie gdy chodzi o obezwładnianie.
A Babcia Kasia jest mądra.
Gdy idzie protestować przeciw mafijnemu bydłu nie ćpa!
I wolstapowcy o tym wiedzą, dlatego Babcia Kasia wciąż żyje.

Dlatego nie żal mi tej kobiety.
Bo to ona jest właściwą morderczynią

Obserwuj wątek
          • wscieklyuklad Re: Bandziory w wolstapowskich szmatach 10.08.21, 05:28
            Zeznania ratowników ws. zgonu 34-letniego Bartka.
            W dokumencie Prokuratury Rejonowej w Lubinie zatytułowanym "Postanowienie o zasięgnięciu opinii instytucji" z dnia 9 sierpnia przedstawiono zeznania ratowników, których wezwano na ulicę Traugutta w sprawie 34-latka. Czytamy w nim:
            Treść dokumentu Prokuratury Rejonowej w Lubinie
            Według oświadczeń ratowników po tym, jak przyjechali na ul. Traugutta w Lubinie (…), dokonali sprawdzenia tętna, ciśnienia, lecz parametry te były niewyczuwalne. Według ratownika zgon pokrzywdzonego stwierdzono już na ul. Traugutta. Stwierdził także, że z tego powodu nie podejmowali żadnych czynności resuscytacujnych.
            Matce odmówiono zobaczenia ciała jej syna.
            Z innego dokumentu Prokuratury Rejonowej w Lubinie dowiadujemy się, że matce zmarłego nie pozwolono zobaczyć zwłok syna. Adwokat kobiety wystosował specjalne pismo do prokuratury z prośbą o wydanie pozwolenia na oględziny
            "W związku z powyższym (red. sekcji zwłok zaplanowanej na inny dzień) nie jest możliwe okazanie ciała syna przed ww. czynnością" – czytamy w odpowiedzi PR w Lubinie.

            Z netu

            Czyli nie tylko, że bandziory zamordowały człowieka, ale rzecznik tych skurwieli kłamało przed kamerami, że w chwili umieszczania w karetce parametry źyciowe zakatowanego były obecne.
              • wscieklyuklad Re: Bandziory w wolstapowskich szmatach 10.08.21, 14:55
                Dalszy przebieg "dohodzenia" jest zgodny z opinia wyrażoną na naszym jedynym już opiniotwórczym forum portalu GW.
                Winnymi śmierci Bartka są ratownicy medyczni, którzy podjęli niefachowe działania ratownicze na zwłokach.
                Ratownicy medyczni to młodzi, źle wyszkoleni paramedycy, którzy nie mieli szansy zapoznania sie z medycyną dochtora Kill Dera, a tym bardziej "Dr Ewy", która w przypadku niedrożności zmiażdżonej buciorem psychopaty krtani natychmiast dobywała z lekarskiej torby ośnik, nacinała nim chrząstkę tchawicy i przez nią prowadziła akcję ratowniczą (skuteczną).
                Tymczasem w opinii ojca zamordowanego przez ratowników medycznych Bartka - członkini zespołu oprawców, wysiadła z karetki, obojętnie otaksowała leżące ciało i kozika nie dobyła, tchawicy nie nacięła, dmuchu nie wykonała.
                Ten brak fachowości z olbrzymim poziomem narkotyków we krwi zamordowanego przez personel PR, doprowadził do tragedii.

                Oczywiście morderstwo zostanie starannie zbadane w czasach, gdy pisieta zapełnią już więzienne cele a organy ścigania/sprawiedliwości zostaną oczyszczona raz na zawsze z propisonich bydlaków.
                Morderstwo Grzegorza Przemyka zostało przecież opisane dopiero po latach.
                Musimy uzbroić się w cierpliwość i objąć pomocą niewątpliwie wywalonych z pracy ratowników medycznych.
                • wscieklyuklad Re: Bandziory w wolstapowskich szmatach 17.08.21, 19:58
                  Fala hejtu wylała się na policjantów z Zabrza, którzy interweniowali w poniedziałek, 16 sierpnia, przy ul. 3-Maja. W sieci pojawiło się wideo, na którym widać, jak trzech mundurowych stosuje wobec mężczyzny środki przymusu bezpośredniego, a świadkowie wyjaśniają, że "pił on tylko piwo zero procentowe". Jak informuje oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Zabrzu, wspomniany zatrzymany zachowywał się agresywnie i był pod wpływem alkoholu.

                  Z netu

                  Bo zero procent ale jednak alkoholu było!
                    • wscieklyuklad Re: Bandziory w wolstapowskich szmatach 19.08.21, 17:51
                      Masz dość przemocy policji dołącz do Stop przemocy i brutalności policji
                      Na nagraniu zaprezentowanym dziś przez adwokatów i rodziców zmarłego Bartka Sokołowskiego, widać, jak jeden z policjantów przytrzymuje mu ręce, a drugi kolanem uciska jego szyję. Chwilę potem Bartek przestaje się ruszać. Nikt nie podejmuje reanimacji.
                      Nagranie zaprezentowane dziś podczas konferencji przedstawia moment, kiedy przyciskany do ziemi przez policjantów Bartek słabnie, przestaje się ruszać i traci przytomność. To nowy, niepublikowany dotąd film z interwencji policji w Lubinie, który znalazł w sieci Dawid Kołodziej, prezes Polskiego Towarzystwa Psychopedagogicznego.
                      – Kolano jest na szyi, natomiast kiedy Bartek staje się bezwładny, policjant daje kolano na jego ucho i głowę. Przez cały moment tego zdarzenia kolano jest na krtani i szyi. Bartek jest nieprzytomny, prawdopodobnie w tym momencie zakończył swoje życie. I nikt nie udziela mu pomocy – mówi radca prawny Wojciech Kasprzyk, jeden z pełnomocników rodziców Bartka Sokołowskiego, który zmarł po lub w trakcie interwencji policji.
                      – Liczymy na to, że w końcu sprawcy tego bestialskiego zachowania zostaną zatrzymani i będą za to odpowiadali – dodaje.
                      Film zaprezentowany dziś na konferencji zostanie jutro przekazany prokuraturze jako dowód w sprawie. – Oglądałem ten film i dla mnie nie ma wątpliwości, gdzie Bartek zmarł. Zmarł na ulicy, na tym nagraniu dokładnie to widać. Dla mnie to były tortury z morderstwem – mówi Bogdan Sokołowski, ojciec Bartka.
                      – Nie było mądrego człowieka, żeby to przerwał. Było czworo policjantów i żaden nie powiedział "Stop". Wziąłbym tych policjantów do kostnicy po sekcji, żeby sobie na niego popatrzyli i zobaczyli, co zrobili – dodaje.
                      Rodzina zrobiła drugą sekcję zwłok
                      Nie czekając na decyzję prokuratury odnośnie drugiej sekcji zwłok w Poznaniu, rodzina na własną rękę zrobiła prywatne badania za granicą w jednym z krajów Unii Europejskiej.
                      – Ta sekcja została wykonana wczoraj. Na wyniki będziemy czekać dwa tygodnie, bo są także badania toksykologiczne i tomografia komputerowa – mówi adw. Renata Kolerska, pełnomocniczka rodziców Bartka.
                      Pierwsze badanie, które odbyło się w Zakładzie Medycyny Sądowej we Wrocławiu, nie wykazało, co było przyczyną zgonu Bartka, który zmarł po interwencji policji. Trwa oczekiwanie na wyniki badań toksykologicznych i histopatologicznych.
                      Dopiero we wtorek, 11 dni po śmierci Bartka, pełnomocnicy rodziny otrzymali od łódzkiej prokuratury kopię dokumentów z akt sprawy. Wcześniej lubińska prokuratura, która prowadziło śledztwo w pierwszych dniach, odmówiła im wglądu w materiały. Adwokaci zapoznali się już m.in. z zeznaniami policjantów i jednego z ratowników.
                      Jutro o godz. 14 na nowym cmentarzu w Lubinie odbędzie się pogrzeb 34-latka. – Apeluję o spokój, bo chcę spokojnie syna pochować – mówi Bogdan Sokołowski.
                      – Rodzina zamierzała skremować Bartka, bo taka była jego wola. Zostanie on jednak pochowany w sposób tradycyjny. Jeżeli będą jakieś kontrowersje, ciało zawsze jeszcze będzie można zbadać – mówi adw. Renata Kolerska.
                      Śmierć 34-letniego Bartka
                      Do śmierci 34-letniego Bartka doszło 6 sierpnia nad ranem po lub w trakcie interwencji policji przy ul. Traugutta w Lubinie. Funkcjonariusze zostali wezwani do mężczyzny przez jego matkę, która chciała, by został zabrany do szpitala. Kobieta informowała, że jej syn nadużywa narkotyków. Wcześniej Bartek rzucał kamyczkami w okna budynku, gdzie mieszkał z babcią. Chciał zbudzić bliskich, by dostać się do środka.
                      Nagranie z interwencji trafiło do sieci. Bartka próbuje obezwładnić najpierw dwoje, a później czworo policjantów. Przyciskają go do ziemi. Ten wyrywa się i krzyczy, że go zabiją. Wzywa pomocy. Gdy policjantom nie udaje się umieścić go w radiowozie, znów kładą go na ziemi i klęczą nad nim.
                      Po chwili Bartek traci przytomność, przestaje się ruszać. Wtedy jeden z policjantów próbuje go cucić. Klepie go po twarzy i woła po imieniu.
                      Ojciec zmarłego 34-latka uważa, że jego syn został zabity. – Nie mam wątpliwości, jak zginął Bartek. Dla mnie to było zabójstwo. Trzy razy dusili go kolanem. On charczał. Cucili go i znowu dusili kolanem. Nie można powiedzieć, że zrobili to nieumyślnie, bo to było umyślne – mówił Onetowi Bogdan Sokołowski.
                      Tydzień temu jeden z pełnomocników pokazał zdjęcie Bartka zrobione przez rodziców cztery dni po jego śmierci. Widać na nim sporą ranę na twarzy 34-latka.
                      Powołując się na rozmowę z pielęgniarką ze szpitala, która była świadkiem interwencji policjantów, Kasprzyk przekonuje, że u Bartka mogło dojść do zmiażdżenia krtani na skutek duszenia. Pełnomocnicy zgłoszą kobietę jako świadka w sprawie.
                      Wstrząsająca relacja ratowniczki
                      Z pisma Prokuratury Rejonowej w Lubinie, opublikowanego na Twitterze przez posła KO Piotra Borysa, wynika, że według ratownika medycznego zgon 34-latka stwierdzono w miejscu zatrzymania go przez policję, czyli przy ul. Traugutta.
                      Tak też wynika z relacji ratowniczki medycznej, do której dotarli dziennikarze "Interwencji" z Polsat News. Jak mówiła kobieta, Bartek zmarł w trakcie policyjnej interwencji, kilka minut przed przyjazdem karetki. Gdy pogotowie przyjechało na miejsce, 34-latek był już zimny, bez oznak życia, miał szerokie źrenice.
                      Ratowniczka tłumaczyła, że załoga karetki nie reanimowała Bartka, bo wcześniej reanimacji nie podjęli policjanci. Ratownicy nie podłączyli go też do żadnych urządzeń monitorujących czynności życiowe.
                      – On był cały mokry i elektroda się nie przyklejała – mówiła "Interwencji" ratowniczka. Dodała też, że na miejsce nie wezwano prokuratora, bo padał deszcz, 34-latek leżał w kałuży i trzeba by było zbyt długo czekać. Karetka miała zabrać Bartka do szpitala tylko po to, żeby tam stwierdzić zgon. W czwartek rano ratowniczka złożyła wypowiedzenie z pracy. Sprawę ze strony pogotowia ma zbadać specjalna komisja.
                      Przekaz policji jest z kolei taki, że Bartek zmarł po ok. dwóch godz. od przewiezienia do szpitala. Wojciech Jabłoński z dolnośląskiej policji zapewniał, że w chwili, gdy funkcjonariusze przekazywali 34-latka załodze karetki, u mężczyzny wyczuwalny był oddech i tętno.
                      Przypomnijmy, śledztwo jest prowadzone pod kątem przekroczenia uprawnień przez policjantów i nieumyślnego spowodowania śmierci Bartka. Adwokaci rodziny już pod koniec zeszłego tygodnia wnioskowali do Biura Spraw Wewnętrznych policji o zawieszenie czworga funkcjonariuszy do czasu wyjaśnienia sprawy.

                      z netu
                      • wscieklyuklad Re: Bandziory w wolstapowskich szmatach 19.08.21, 22:04
                        Po krakowskiej demonstracji w obronie TVN24 lokalne wolstapo zatrzymało samochód prowadzony przez obywtelkę Francji. Powodem zatrzymania było głośne puszczenie słynnej piosenki Cypisa na wysokości siedziby lokalnej mafii.
                        Francuzce wlepiono za to mandat w wysokości 500 zł. Jej chłopak otrzymał mandat w identycznej wysokości. Powodem kary w tym przypadku było... wystawienie nogi z samochodu.

                        Ja pierdolęęęęę!
                        Każdy wie, źe żyjemy w matrixie i państwie rzondzonym przez paranoików.
                        A jednak nie ma dnia by nas skrajnie nie zaskoczono.
                        • wscieklyuklad Re: Bandziory w wolstapowskich szmatach 20.08.21, 19:37
                          Na nagraniu zaprezentowanym dziś przez adwokatów i ojca zmarłego Bartka Sokołowskiego, widać, jak jeden z policjantów przytrzymuje mu ręce, a drugi przyciska go do ziemi. Chwilę potem Bartek przestaje się ruszać. Nikt nie podejmuje reanimacji.

                          Z netu

                          Co za kretyński komentarz, przecieź nie morduje się po to, by reanimować!
                          • wscieklyuklad Re: Bandziory w wolstapowskich szmatach 25.08.21, 17:18
                            Zapowiadany strajk Agrounii trwa drugi dzień. Policja pilnuje demonstrujących rolników, a funkcjonariuszy jest więcej niż protestujących. W Serocku Policjanci nie mają kim łapać złodzieja samochodu, bo wszyscy pilnują pokojowo protestujących rolników.



                            Rolnicy strajkują, chcą spotkania z Morawieckim

                            Rolnicy domagają się spotkania z premierem i przedstawienia mu swoich postulatów. Organizatorami protestów są zwykli rolnicy pod opieką Agrounii Michała Kołodziejczaka.

                            “To jest wojna z rządem. Będzie przybierać na sile. My łatwo nie oddamy tego, co posiadamy. Mamy bardzo dużo do stracenia i musimy to obronić” – komentuje Kołodziejczak i dodaje że dzisiejsze blokady to dopiero początek i będą trwały do skutku.

                            Jeżeli premier nie chce podejmować odpowiednich decyzji, nie chce się z nami spotkać i nie stać go na ten gest to my będziemy go zmuszać ile się da, ale to wszystko do pewnego stopnia. Mamy godność i nie możemy zgodzić się z taką biernością rządu. Dzisiaj bierność rządu jest niewspółmierna z aktywnością ludzi, którzy bardzo ciężko pracują w Polsce i nie mogą godnie zarabiać – dodaje lider Agrounii

                            Z netu

                            O culfa, to naprawdę nie jest fejk?
                            Wolstapowiec uprzejmie się pyta?
                                • wscieklyuklad Re: Bandziory w wolstapowskich szmatach 28.08.21, 14:26
                                  Pełnomocnicy rodziny 34-letniego Bartosza S. z Lubina (woj. dolnośląskie) - który zmarł po policyjnej interwencji - poinformowali, że złożyli zawiadomienia do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstw. Jak przekazali, chodzi między innymi o mataczenie, niszczenie dowodów i poświadczenie nieprawdy. Tymczasem prokuratura podkreśla, że "szczegółowo analizuje wszystkie zagadnienia".

                                  Z netu

                                  chyba Szcze głową.
                                    • wscieklyuklad Re: Bandziory w wolstapowskich szmatach 29.08.21, 14:19
                                      Rodzina Arkadiusza M. poinformowała, że 5 lipca został on zatrzymany przez policję i nie wrócił już do domu. Mężczyzna zmarł w kieleckim szpitalu kilka dni później
                                      Bliscy mieszkańca Ostrowca Świętokrzyskiego kierują wiele zarzutów w kierunku policjantów. Padły m.in. oskarżenia o pobicie
                                      Policja potwierdza, że mężczyzna został zatrzymany w związku przestępstwem narkotykowym, ale został przekazany pod opiekę lekarzy, bo jego stan wymagał hospitalizacji. Nie komentuje zarzutów stawianych przez rodzinę
                                      Śledczy sprawdzają, czy ostrowieccy policjanci nie przekroczyli swoich uprawnień. Czekają też na wyniki badań, które zostały wykonane w Krakowie

                                      Z netu

                                      Jeśli chcesz przeżyć to na widok wolstapowca w odległości poniżej 50 metrów SPIERDALAJ!
                                      • wscieklyuklad Re: Bandziory w wolstapowskich szmatach 31.08.21, 19:05
                                        Tworzenie fałszywych dowodów, nieprawdziwe zeznania i próba wrobienia niewinnego kierowcy w uszkodzenie radiowozu - o takie przestępstwa zostali oskarżeni czterej policjanci z poznańskiej drogówki. W trakcie śledztwa trzech z nich pożegnało się ze służbą i przeszło na emeryturę. Mundur nosi jedynie Przemysław K., który wciąż jest naczelnikiem poznańskiej drogówki. Mimo poważnych oskarżeń, władze poznańskiej policji nie pozbawiły go kierowniczego stanowiska.
                                        Wiosną 2019 r. poznańscy policjanci zauważyli zbitą szybą w służbowym bmw. Zamiast ją naprawić, zaczęli szukać "jelenia", którego można wrobić w uszkodzenie radiowozu
                                        Wkrótce pod Poznaniem zatrzymano niewinnego kierowcę, któremu policjanci zaczęli wmawiać, że spod jego samochodu dostawczego wyleciał kamień i zbił szybę w radiowozie
                                        Kierowca nie przyjął mandatu, sprawa przeciwko niemu trafiła do sądu. Ostatecznie nie poniósł żadnej kary. Kłopoty mają za to policjanci, którzy niesłusznie go oskarżali
                                        Czterech policjantów, w tym szef poznańskiej drogówki, zostało oskarżonych przez prokuraturę o tworzenie fałszywych dowodów, fałszywe zeznania, przekroczenie uprawnień i niedopełnienie obowiązków

                                        Z netu

                                        Do celi z bandziorami tych bydlaków.
                                          • wscieklyuklad Re: Bandziory w wolstapowskich szmatach 02.09.21, 20:28
                                            Jakub Żulczyk
                                            Mordercy z wrocławskiej policji znowu zabili człowieka, 25-letniego Dmytry Nikiforenkę. Link do artykułu Jacek Harłukowicz z Gazeta Wyborcza w komentarzu.
                                            „O 22.52 - pomimo że Dmytro leży już spokojnie i w ogóle nie wierzga - policjanci cały czas na nim siedzą i podduszają. Biją po głowie, jeden wciąż przyciska kolanem. Dwie minuty później sytuacja się zmienia. Kompletnie bierna wobec zachowania policji lekarka Joanna K. wybiega z sali i wraca z pulsometrem. Funkcjonariusze zaczynają wypinanie Dmytry z pasów. Ktoś otwiera okno, ktoś bada puls, inny świeci latarką w oczy, obserwując reakcję źrenic.”
                                            „O godz. 23.53 reanimacja zostaje wstrzymana. Lekarze stwierdzają zgon. Równo o północy wszyscy opuszczają salę.
                                            Przez dwie godziny ciało Dmytry leży na wykaflowanej podłodze w samych tylko slipkach. Prokurator dociera do WrOPON dopiero przed godz. 2. Dlaczego o śmierci Ukraińca podczas interwencji policji zostaje powiadomiony dopiero o godz. 1.10, a więc ponad godzinę po stwierdzonym zgodnie? Na to pytanie nie udało mi się uzyskać odpowiedzi.”

                                            Z netu

                                            Skurwysyny zamiotły morderstwo pod dywan i tylko dzięki niezależnym mediom ujawniono kolejne morderstwo wolstapowskich siepaczy
                                                  • wscieklyuklad Re: Bandziory w wolstapowskich szmatach 14.09.21, 13:09
                                                    Uciekający przed policją konną mężczyzna został niemal stratowany przez konie w centrum Katowic. Nagranie z zajścia trafiło do sieci. Policja konna na ulicach Katowic pojawiła się jako posiłki w ramach akcji "Bezpieczne miasto".

                                                    Interwencja miała miejsce w ubiegłą sobotę w centrum Katowic. Została podjęta wobec mężczyzny, który prawdopodobnie będąc się pod wpływem alkoholu, miał znieważyć funkcjonariuszy policji konnej.
                                                    ‹ wróć
                                                    – Mężczyzna poślizgnął się na bruku i upadł. Nie został stratowany przez konie. Wykorzystując zamieszanie, uciekł z miejsca interwencji – zapewnia Agnieszka Żyłka, rzeczniczka policji w Katowicach
                                                    Policyjni jeźdźcy pracują na co dzień w Częstochowie. To tam mieści się jedyna tego typu jednostka w woj. śląskim. Do Katowic trafili w ramach dodatkowych patroli
                                                    Więcej takich informacji znajdziesz na stronie głównej Onet.pl
                                                    Interwencja miała miejsce w ubiegłą sobotę w centrum Katowic. Została podjęta wobec mężczyzny, który prawdopodobnie będąc się pod wpływem alkoholu, miał znieważyć funkcjonariuszy policji konnej.
                                                    – Interwencja zaczęła się ok. godziny 17 na ul. Mariackiej. Mężczyzna zachowywał się wulgarnie, jego zachowanie wskazywało, że znajduje się pod wpływem alkoholu. Nie chciał się wylegitymować, podać swoich danych w związku z popełnionym wykroczeniem. Mężczyzna skupił agresję na policjantach; znieważył funkcjonariuszy – opisuje w rozmowie z Onetem podkomisarz Agnieszka Żyłka, rzeczniczka policji w Katowicach.
                                                    Później interwencja przeniosła się na ul. Staromiejską, gdzie mężczyzna chciał się schować w jednym z ogródków restauracyjnych. Właśnie ta część interwencji, jak podaje Żyłka, jest widoczna na amatorskim nagraniu.
                                                    – Co prawda mężczyzna wyszedł z ogródka, ale nadal nie wykonywał poleceń policjantów. Poślizgnął się na bruku i upadł. Nie został stratowany przez konie. Wykorzystując zamieszanie, uciekł z miejsca interwencji. Wbiegł w tłum i uciekł. Osoby, które towarzyszyły mężczyźnie, zostały wylegitymowane, jedna z nich to partnerka mężczyzny, który ukrywa się przed policją – dodaje rzeczniczka.
                                                    Policja konna w Katowicach. Dodatkowe patrole
                                                    Policja konna pojawiła się w Katowicach w ramach posiłków po niebezpiecznych zdarzeniach, do których dochodziło w mieście w wakacje. Chodzi m.in. o liczne bójki w centrum miasta, na które uwagę zwracali mieszkańcy i radni. Czarę goryczy przelała tragedia z ostatniego dnia lipca, kiedy pod kołami autobusu miejskiego zginęła 19-letnia kobieta, która próbowała rozdzielić grupkę awanturujących się na jezdni osób.
                                                    – Jestem przerażony tym, że to się dzieje w moim mieście, które zaczyna przypominać Gotham City. Coś złego dzieje się nie tylko w Katowicach, ale całej Polsce. Dotarliśmy w miejsce, z którego nie ma odwrotu – komentował wówczas w rozmowie z Onetem były sędzia Jarosław Gwizdak.
                                                    – Centrum miasta powinno być jego wizytówką i miejscem bezpiecznym, tymczasem co chwile dochodzi tu do aktów wandalizmu, kradzieży, włamań czy bijatyk – mówi dla Onetu Marek Matyszczak radny dzielnicy Śródmieście.
                                                    Dostajemy wiele niepokojących sygnałów od mieszkańców, przedsiębiorców, restauratorów. Skarżą się na brak porządku i bezpieczeństwa. Wiele zdarzeń nie miałoby miejsca, gdyby na ulicach śródmieścia były widoczne częściej piesze patrole policji. Niestety większość działań, zarówno miasta jak i policji czy straży miejskiej, opiera się na prowizorycznych działaniach wizerunkowych czy działaniach po fakcie – dodaje.
                                                    Jak informował później prezydent Katowic Marcin Krupa, na jego wniosek w śródmieściu pojawiło się więcej służb mundurowych – szczególnie w weekendy. To efekt akcji "Bezpieczne miasto/Bezpieczne Katowice".
                                                    – W ramach tego programu Komenda Miejska Policji otrzymuje corocznie m.in. 200 tys. zł na dodatkowe patrole w ścisłym centrum Katowic. W ostatnim czasie, na moją prośbę w śródmieściu pojawiły się kolejne, w tym konne oraz z psami. Wszystko po to, aby mieszkańcy czuli się jeszcze bezpieczniej – mówił Krupa.
                                                    To tam mieści się jedyna tego typu jednostka w woj. śląskim
                                                    Funkcjonariusze na koniach pracują na co dzień w Częstochowie. To tam mieści się jedyna tego typu jednostka w woj. śląskim. W ubiegłym roku, po blisko dwudziestu latach działalności, zlikwidowano zespół konny działający w Chorzowie. Posterunek znajdował się przy Parku Śląskim. Zimą 2020 r. policjantów i konie przeniesiono i połączono z jednostką w Częstochowie.
                                                    Drużyna policji konnej w Częstochowie została utworzona wiosną 1998 roku, jako druga w Polsce. Obecnie pracuje tam 11 policyjnych jeźdźców i 12 koni.
                                                    Policja konna wykorzystywana jest m.in. do zabezpieczania imprez sportowych, w tym meczów piłkarskich oraz imprez masowych, takich jak sobotni marsz równości w Katowicach. W tym roku po raz pierwszy funkcjonariusze na koniach w czasie wakacji patrolowali okolice zbiornika wodnego Pogoria 4 w Dąbrowie Górniczej. Policyjni jeźdźcy brali także udział w poszukiwaniach (na rozległych terenach leśnych) Jacka Jaworka, który we wsi Borowce pod Częstochową miał zastrzelić trzy osoby.
                                                    wiadomosci.onet.pl/.../katowice-nowe.../5xzhqgt...

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka