Dodaj do ulubionych

Nie dla łemigracyjnych kretynek

21.07.22, 20:34
I zakamuflowanej łopcji mniemieckiej tysz

Wklejam bez nadziei na skumanie (z netu)

Edwin Bendyk

Literatura nie jest dla idiotów – ten krótki fragment wypowiedzi Olgi Tokarczuk na Festiwalu Góry Literatury wywołał reakcje oburzenia i kontrreakcje oburzenia na oburzenie. Wybuchła awantura, idiotyczna i zarazem ujawniająca coś istotnego.

Słynna już wypowiedź Olgi Tokarczuk pojawia się po ostatnim pytaniu, jakie zadał Jerzy Sosnowski w trakcie spotkania poświęconego „Empuzjonowi”, najnowszej książce pisarki. Po godzinnej rozmowie o literaturze, zachodniej klasyce, „Czarodziejskiej górze”, mizoginii, feminizmie, płciowości i podmiotowości, wzorach męskiej dominacji dochodzi do pytania o kwestię w sumie dość techniczną, dotyczącą pisarskiej strategii i posługiwania się przez noblistkę formatem prozy gatunkowej.

Olga Tokarczuk odpowiada więc, jak posługuje się różnymi formatami i rejestrami, zwracając też uwagę na rolę udziału w literackim procesie czytelnika. Wcześniej odpowiadała na pytanie, czy do lektury „Empuzjonu” potrzebna jest znajomość „Czarodziejskiej góry”. Pisarka życzliwie zwolniła czytelników z tego obowiązku. Ot, dobra dyskusja pisarza z pisarką na literackim festiwalu. Bardzo szczera, bo Jerzy Sosnowski nie godzi się na rolę stojaka do mikrofonu dla noblistki, a jako mężczyzna – gatunek potraktowany w „Empuzjonie” dość brutalnie – domaga się od interlokutorki wyjaśnień.

Krytyka słów Tokarczuk ma sens tylko w takim właśnie kontekście, inaczej jest zwykłą manipulacją. Tę zaś najlepiej można skomentować, przywołując „Nie myśl, że książki znikną”, publikację powstałą w wyniku rozmowy Umberto Eco i Jean-Claude’a Carrière. Jest w niej znakomity rozdział „Pochwała głupoty” – tytułu nie należy oczywiście rozumieć dosłownie, tylko ironicznie. Eco i Carrière w gorącej dyskusji analizują zjawisko głupoty w przestrzeni publicznej, starannie rozróżniając kategorie i zwracając uwagę, że kim innym jest głupek, kim innym idiota, a jeszcze innym problemem są zachowania wynikające z niepełnosprawności umysłowej.

Idiotów cechuje m.in. to, że nie wahają się głosić publicznie z pełną stanowczością banalnych prawd lub forsują pozornie spójne, ale logicznie niekompletne wypowiedzi, łączące w całość elementy niemające związku z istotą omawianego problemu. Eco i Carrière zapewne idiotyzmem nazwaliby autorytatywne stwierdzenia o tym, że Tokarczuk emanuje klasową wyższością i pogardą dla ludu formułowane na podstawie minutowego fragmentu z ponadgodzinnej rozmowy.

Cóż, wypowiedź Tokarczuk da się wykorzystać na Twitterze i jeszcze dodać komentarz. Ciekaw jestem reakcji, jaką wywołałby Andrzej Bursa, gdyby żył i przyjechał na festiwal przeczytać wiersz „Sobota”, w którym oznajmiał, gdzie ma małe miasteczka. Obawiam się, że tematem komentarzy byłby także jedynie osławiony wers, a nie cały utwór. Tak jak najgorętszym tematem z tegorocznych Gór Literatury stały się wyrwane z kontekstu słowa noblistki, a nie jej nowa książka lub choćby całe spotkanie z nią.

Awantura o wypowiedź Olgi Tokarczuk stała się także dla wielu komentatorów okazją do refleksji nad stanem kultury, czytelnictwa, społecznych hierarchii.
Obserwuj wątek
    • 1zorro-bis Re: Nie dla łemigracyjnych kretynek 22.07.22, 08:28
      a myslisz ze to do lemigracyjnych kretynek dotrze? big_grin
      • sorel.lina Re: Nie dla łemigracyjnych kretynek 22.07.22, 11:02
        Kim są idioci, o których mówi Olga Tokarczuk? Pisze polonista

        Idiota to osoba niewykształcona, niezainteresowana gromadzeniem wiedzy, skupiona na sobie. W rozmowach z pracownikami uczelni często słyszę opinię, iż dzisiejsi studenci to idioci. Profesorowie żalą się, że muszą wykładać dla idiotów. Pytają, jak jest w liceach, gdzie pracuję. Czy moi uczniowie też nie chcą się uczyć?

        Nieidioci” to w rozumieniu owych profesorów osoby o wysokich kompetencjach kulturowych, czyli oni sami. Czy moi uczniowie są na tyle kompetentni, aby pojąć różnicę między metaforą a metonimią, zrozumieć eseje Czesława Miłosza albo napisać poprawnym językiem dłuższy tekst?

        Uczeni ci przeoczyli rewolucję, jaka miała miejsce w pedagogice. W rozumieniu szkolnym kompetencja kulturowa, czyli bycie nieidiotą, to przymiot dziecka, jego otwartość na nowe doświadczenia, aktywność, chęć uczestniczenia w zajęciach przedszkolnych bądź szkolnych.

        W tym sensie wszystkie dzieci posiadają kompetencje (pomijam przypadki szczególne, kiedy te kompetencje są ograniczone, nigdy jednak nie występuje ich całkowity brak), nie są zatem idiotami. Mają najważniejszy przymiot, jakim jest podmiotowość, cecha, która daje im prawo wpływania na przebieg lekcji, kształtowania innych uczestników, także osobę prowadzącą zajęcia. Na starcie idiotów nie ma.

        Szkoła, czyli jak ludzie idiocieją

        Paradoksalnie najbardziej kompetentne są dzieci najmłodsze, takie, które jeszcze niczego się w przedszkolu bądź szkole nie nauczyły, potem ich kompetencje gwałtownie maleją, tzn. tracą ów przymiot, jakim jest otwartość, aktywność i poczucie, że odniosą w trakcie nauki mnóstwo sukcesów. Innymi słowy, idiocieją. Gdyby zbadać aktywność dzieci na lekcjach, wyszłoby, że na pytanie nauczyciela las rąk podnosi się w klasie pierwszej (sytuacja powtarza się w liceum), natomiast w ostatniej spada nieomal do zera. Ma się wrażenie, że maturzyści to banda idiotów.

        Moje liceum od lat uczestniczy w wymianie doświadczeń ze szkołami z Europy Zachodniej. Uczniowie z tych krajów dziwią się, dlaczego polscy rówieśnicy są tak nieaktywni, mimo że – to powszechna opinia – wiedzą i umieją znacznie więcej. Ma się wrażenie, komentują czasem nasi goście, jakby wszyscy Polacy byli w dzieciństwie molestowani albo doświadczyli jakiejś innej traumy. Uczestniczą w dyskusji najczęściej dopiero wtedy, gdy są o to proszeni, mówią wtedy sensownie, widać też, że dobrze znają język. Taka bierność jest dla naszych gości dziwna i niezrozumiała.


        Od siebie dodam, że nie zawsze tak źle to wygląda, jednak w porównaniu ze spontanicznym zachowaniem gości rzeczywiście nasi uczniowie sprawiają wrażenie, jakby wyrzekli się odwagi, energii i przebojowości. Potrzebują zachęty, aby się rozruszać. Zwykle po paru dniach wspólnych zajęć różnice między naszą i obcą młodzieżą zanikają. Jakie może być większe oskarżenie polskiego systemu edukacji niż dostrzeżenie, że trzeba się z niego wyrwać, aby nie być idiotą?

        PiS znów wtłacza wiedzę

        Jeśli profesorów irytuje bierność i bezużyteczność studentów, którzy tego czy owego nie wiedzą i nie umieją, jakże irytująca i upokarzająca musi być przemoc intelektualna, jakiej uczniowie i studenci stale doświadczają w szkołach i na uczelniach. Studiującym wmawia się bowiem, podobnie jak dzieciom w szkołach, że przymioty ducha nie mają znaczenia, liczy się wiedza, inaczej jesteś idiotą. To jest owa przemoc, rodzaj intelektualnej agresji, która skutkuje brakiem motywacji, biernością, odmową inicjatywy. W procesie edukacji od przedszkola do akademii przerabia się dziecko na martwą kukłę, wmawiając, że bez prowadzenia za rękę przez nauczyciela, a potem doktora i profesora, bez nauczenia się tego, co intelektualny władca każe, jesteś idiotą.

        Podkreślę ponownie, że współczesna pedagogika każe podchodzić do wychowanka inaczej. Zachęca nauczycieli, aby pozwolili dzieciom czytać książki kreatywnie, niekoniecznie przez angażowanie wiedzy o literaturze (np. świadomość gatunku, schematu fabularnego czy konwencji artystycznych), ale przez odwołanie się do własnego doświadczenia, wyobraźni oraz pomysłowości. Polecenia, aby odwołać się do własnego doświadczenia i na tej podstawie skomentować jakiś element fabuły lub języka w dziele, pojawiały się na maturze w latach 2015–22. Ta metoda czytania lektur nie będzie jednak kontynuowana. PiS bowiem preferuje powrót do tradycji: kompetencją nie są przymioty ucznia, które szkoła ma za zadanie rozwijać, lecz wiedza i umiejętności, które należy wtłoczyć.

        Głęboko wierzę, że dziecko, zamiast uczyć się dogmatów o literaturze, powinno nabywać kompetencji krytyczności i sprawczości. Na przykładzie wygląda to tak: „Olga Tokarczuk w opowiadaniu »Profesor Andrews w Warszawie« pokazała Anglika w Polsce w czasie stanu wojennego, podoba mi się historia o kupowaniu żywego karpia, ale z kwestią totalnej nieznajomości angielskiego wśród warszawiaków autorka przesadziła. Naprawdę nikt nie mówił w stolicy po angielsku, jedynie kilka osób pracujących na uczelni? Wierzycie w to? Bo ja nie” – mówi uczeń w liceum. Interpretowanie nie polega na kolekcjonowaniu faktów o dziele, lecz na interweniowaniu w świat przedstawiony, zainspirowaniu się wyborami, jakich dokonał autor, i na podjęciu z nim polemiki.

        Cdn.





        • sorel.lina Re: Nie dla łemigracyjnych kretynek 22.07.22, 11:07
          Czytanie to nie rywalizacja

          Wiedza o psychoanalizie czy behawioryzmie albo innych szkołach psychologii (główny bohater jest bowiem profesorem psychologii) przydałaby się zapewne krytykom literatury, jednak uczniom mogłaby jedynie przeszkadzać. Ci bowiem, którzy posiadaliby tę wiedzę, wpędziliby w kompleksy tych, którzy nie wiedzieliby o psychologii nic. Czytanie literatury nie polega na rywalizowaniu, kto wie o niej więcej. Nie polega też na wytykaniu, kto jakie treści przeoczył, lecz na chęci przemeblowania dzieła (służy do tego np. metoda Lego Logos Jarosława Marka Spychały).

          Tradycyjnie pojmowane kompetencje kulturowe, czyli szerokie oczytanie, erudycja, znajomość pojęć, to kwestia przyszłości dziecka. Uczymy się bowiem przez całe życie, uczeń przyswoi je w innym momencie życia, o ile zechce. Na razie wyzwalamy u dziecka tylko inicjatywę sięgania po książkę. Gdybyśmy chcieli ucznia przygotować do czytania, jak to pojmują starzy profesorowie, wcisnąć mu do głowy wiedzę o literaturze, czytelnik by umarł. W Polsce czytelnictwo umiera nie dlatego, że Polacy są idiotami. Winny jest przestarzały system nauczania, który czyni z ludzi idiotów.

          Olga Tokarczuk nie jest nauczycielką, tylko pisarką, może więc nie brać pod uwagę nakazów współczesnej pedagogiki. Dzięki Noblu stała się osobą, którą w dobrym tonie jest pooglądać i posłuchać, jej głos się liczy. Tak wyjątkowa i cenna nagroda spowodowała, że pisarka pozyskała szeroką publiczność, licznych i różnorodnych widzów, także zajadłych krytyków. Stała się rozpoznawalna niczym Lech Wałęsa, Jurek Owsiak czy Magda Gessler. Jej opinie mogą albo kłaść mosty między Polakami, albo budować mury. Gdy Tokarczuk mówi, to nie jest czcze gadanie. Jej gesty i postawy mają znaczenie.

          Noblistka. Gadał dziad do obrazu

          Noblistka ma teraz do zaoferowania przede wszystkim siebie, jest bardziej zajmująca od swoich książek. Budzi zainteresowanie wszystkich, zarówno czytających literaturę, jak i nieczytających. Publika śledzi każdy jej krok, monitoruje, czyha na okazję do niezgadzania się. Nie ma większej przyjemności niż polemizowanie z kimś tak wybitnym. To musi pisarkę frustrować: być znaną, tropioną, ściganą, ale niekoniecznie czytaną. Oczywiście mogłaby zareagować na tę sytuację kulturalnie i językiem humanistki przekonywać humanistów, że książki zaś są największym skarbem ludzkości, dlatego trzeba je czytać. Byłoby to też bardzo belferskie. Równie dobrze mogłaby gadać jak dziad do obrazu, a obraz ani razu. Celebryta, który nie potrafi wyrażać się dosadnie, nudzi. Nawet noblistka, jeśli chce być słuchaną, nie może przynudzać. W tej kwestii publiczność nie robi wyjątków.

          Bardzo żałuję, że na żywo nie usłyszałem, jak Tokarczuk wypowiada opinię, iż „literatura nie jest dla idiotów”. Jestem zawiedziony, ponieważ ominął mnie największy skandal sezonu. Znam go jedynie z drugiej ręki. Czuję się jak fan, który ma wszystkie płyty ukochanego wokalisty, natomiast przegapił występ, na którym wykrzykuje on do publiczności, iż postawił poprzeczkę wyżej niż Zenek Martyniuk. Słuchacze muszą reprezentować sobą wyższy poziom. Bo muzyka nie jest dla idiotów. Ominęło mnie zatem to, co najważniejsze: skandaliczne zachowanie twórcy.

          „Skandal – jak powiedział Mickiewicz w odniesieniu do coraz bardziej kontrowersyjnych wykładów, jakie wygłaszał w College de France – jest potrzebny, by znaleźć szerszy oddźwięk dla głoszonej sprawy”. Dla artysty te słowa to największe przykazanie. Eufemistycznie rzecz ujmując, literatura jest dzisiaj ignorowana w życiu społecznym, jest niczym piąte koło u wozu, niepotrzebna. Mówiąc zaś dosadniej, nie jesteśmy przecież w szkole, Polacy mają w dupie czytanie książek. Kiedy do mojego mieszkania przychodzą goście i natykają się od razu w korytarzu na potężny regał z tysiącem woluminów, a przecież to zaledwie skrawek księgozbioru, niektórzy pytają, po co mi tyle książek.

          Słowo Boże nie jest dla wieprzy

          Gdybym był jak Olga Tokarczuk, wywiesiłbym przed drzwiami wejściowymi tablicę z napisem: „Wstęp nie dla idiotów”. Ograniczam się jedynie do tego, że nie pokazuję, ile takich niepotrzebnych rzeczy mam w głębi mieszkania. Może gdybym jednak odważył się i palnął jakiś mocny komentarz, uświadomiłbym moim gościom, w jakim zagrożeniu znalazła się nasza przyjaźń. Pisarz nie powinien się krępować, nauczyciel i przyjaciel musi. Jeśli ludzie chcą tylko na autora książek popatrzeć, niech spieprzają. Trzeba im to powiedzieć dosadnie: nie czytacie książek, bo jesteście idiotami (przyczyny, że zrobiono z was idiotów w wyniku obróbki szkolnej, to inna sprawa). Oczywiście takie słowa wywołają skandal. Skandaliczne było, gdy Chrystus powiedział apostołom, aby nie rzucali pereł przed wieprze. Słowo Boże nie jest bowiem dla wieprzy. Jak ktoś jest wieprzem, niech spada. Literatura też nie jest dla wieprzy. Wieprz to właśnie idiota.

          Zdarza się, że do mojego liceum przychodzą osoby, które są tak pozbawione ambicji, aktywności i przebojowości, że aż się prosi nazwać je idiotami. Jednak ich abnegacka postawa nie wzięła się znikąd, ktoś musiał im tę krzywdę zrobić. Co z tego, że im powiem, iż szkoła maturalna, a później studia nie są dla idiotów? Od tej uwagi się nie zmienią, raczej będą jeszcze bardziej bierni. Przecież oni przyjęli taką postawę, ponieważ wmówiono im, że są niedoskonali, za słabi na czytanie arcydzieł czy rozumienie wielkiej poezji. Sami zresztą uprzedzają, jacy są fatalni, abym nie musiał ich krytykować, że są kiepscy z polskiego. Mówią nauczycielowi, iż są nikim, jeśli chodzi o czytanie książek! To przecież intelektualne samobójstwo.

          Rozumiem, że Olga Tokarczuk zraniła publiczność dla wyższej sprawy. Publiczność można ranić, uczniów oraz studentów nigdy. Artysta może nawet pokazać widzom środkowy palec, jeśli tak pojmuje kreację siebie, nauczyciel szkolny czy akademicki powinien sięgać po metody nieskandaliczne. Żeby czytać literaturę, nie trzeba najpierw przepłynąć przez morze wiedzy, ominąć zasadzki klasówek i kartkówek, doprawdy do tego wystarczy chęć, aby zamoczyć w dziele stopy. Konieczność bycia odpowiednio przygotowanym do kontaktu z literaturą to pętla, która zaciska się na szyi czytelnika. Czytanie z pętlą na szyi? Kompletny idiotyzm!

          Edwin Bendyk
          • sorel.lina Re: Nie dla łemigracyjnych kretynek 22.07.22, 11:24
            https://scontent.fktw5-1.fna.fbcdn.net/v/t39.30808-6/294949007_386683536781301_7102001848747580734_n.jpg?_nc_cat=104&ccb=1-7&_nc_sid=730e14&_nc_ohc=fKX1F9F4-40AX-D9E1Y&_nc_ht=scontent.fktw5-1.fna&oh=00_AT9hCKGhjR3oRdeBs74C5UdHoMt0P3gPOYuAVNRcaAeu1Q&oe=62DFAA37

            Tak jeszcze a propos literatury i idiotów.
            Nawet całe regały książek nie zrobią z głupca mędrca, ani z tępaka intelektualisty.
            • wscieklyuklad Re: Nie dla łemigracyjnych kretynek 22.07.22, 14:26
              robiło tę focię pewnie w jakiejś byblyotece
              • wscieklyuklad Re: Nie dla łemigracyjnych kretynek 23.07.22, 15:14
                Drogi Rodaku z kolczykiem w uchu,
                Z łańcuchem dokoła szyjki,
                Niech Ci choć trochę pójdzie do słuchu
                Treść mojej historyjki.
                Bo przyznać musisz, słodki łobuzie
                Z gadżetów pełną chatą,
                Że ładne wszystko masz - oprócz buzi!
                Buzię masz ryjowatą...
                Jak ją odmienić - zachodzisz w głowę,
                Tę twarz, co w lustrze skrzeczy,
                A ja wyjaśnić chcę w paru słowach
                Przyczynę stanu rzeczy:
                Jeśli za mało książek znasz
                - to Ci wychodzi na twarz.
                Gdy nie wiesz, kim był J. S. Bach - to spłaszcza Ci czółka dach.
                Nieznany Ci Edypa los
                - to deformuje Ci nos.
                Gdy nie wiesz, co to savoir - vivre
                - żuchwę masz grubą, aż dziw!
                Owe przykłady można by mnożyć,
                Proszę szanownych Pań, Panów
                I całkiem długą listę utworzyć
                Zdeformowanych organów.
                Niech więc Rodakom sprawa ma służy,
                Tu się nie trzeba lenić:
                Znam dwóch chirurgów plastycznych, którzy
                Mogą ten stan odmienić!
                Dwójka chirurgów jest w stanie
                Zmienić Wam twarz, bez wątpienia:
                Myślenie i Oczytanie...
                I tak przez trzy pokolenia!”.

                Wojciech Młynarski

                Dlatego księgi jakubowe od dechy do dechy trzytać trza!

              • 1zorro-bis Re: Nie dla łemigracyjnych kretynek 24.07.22, 08:04
                "dr" Jaki....czyscil pewnie ksiazki z kurzu i nabywal przez to wieeeeeedze! big_grin

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka