przewóz rowerów w PKP

05.07.07, 13:29
ostatnio stoczyłam bój o przewóz roweru i ...oczywiście stanęło na moim:) ale
dla zainteresowanych wrzucam kilka szczegółów...

"Papierowa rzeczywistość"
U kazdego przewoźnika kolejowego w Polsce wygląda to podobnie. Rower
przewozić mozna w specjalnie przygotowanych wagonach/przedziałach rowerowych,
lub jeżeli takich w składzie nie ma, w pierwszym wagonie, w przejściu tuz za
lokomotywą, albo w ostatnim na samym jego końcu, przy czym to obsługa
decyduje, w którym końcu pociągu rower można postawić.
Widać, że przewoźnicy mieli jasny cel dopuszczenia jazdy z rowerem przy jak
najmniejszych utrudnieniach dla reszty pasazerów. Można bić brawo za
intencje.


Wagony przedziałowe, brak wagonu,przedziału rowerowego.

A jak jest w praktyce w przypadkach najczęstszych, czyli przy braku
wagonów/przedziałów rowerowych? Niestety owe przepisy regulaminu PKP PR mają
się do rzeczywistości nijak. Nie biorą bowiem pod uwagę dwóch rzeczy:

1) Pociągi dzielone
Pierwsza z nich to pociągi dzielone. Czesto zdarza się, że obsługa odmawia
możliwości postawienia roweru w pierwszym wagonie, gdyż obok jest przedział
służbowy i 'to im przeszkadza w pracy'. W przypadku, gdy ostatnie wagony sa
odczepiane i jadą w innym kierunku powoduje to albo konieczność noszenia
roweru gdzieś w połowie trasy z wagonu do wagonu (a co za tym idzie
opóźnianie pociągu), albo też awanturę z obsługą by jednak postawić rower w
pierwszym wagonie i opóźnianie składu już na starcie.

Jeszcze gorzej jest, gdy wagony są doczepiane w połowie trasy. Wtedy jest
jeszcze większa szansa na awanturę z obsługą i opóźnienie. Bo skoro obsługa
kazała postawić rowery np z tyłu składu wiedząc o doczepianiu wagonów, to
czemu teraz chce by je przenoszono? Z praktyki znam przypadki, gdy rower stał
w połowie składu blokując przejście, bo nawet interwencja Policji i SOK nie
zmusiła rowerzysty do przestawienia roweru, a obsługa chcąc sprawdzić bilety
zatrzymywała pociąg w 'polu' by móc przejć z wagonu do wagonu. O opóźnieniu w
takim wypadku nawet nie wspominam, bo zdenerwowany rowerzysta też potrafi
ogłosić strajk włoski, albo zaprosić obsługę do noszenia roweru.

Są jeszcze składy dzielone na trzy kierunki. Niewiele Ich, ale bywa, że
rowerzysta jedzie w kierunku, w którym poruszają się wagony tylko i wyłącznie
ze środkowej części pociągu.



2) Wieksza ilość rowerów.
W przejściu na początku wagonu pierwszego lub na końcu ostatniego mieszczą
się spokojnie trzy rowery. Przy czterech przejście jest już praktycznie
niemożliwe, a już na pewno nie dla osoby z większym bagażem. Co ma zatem
zrobić grupa trzech rowerzystów, gdy wsiadając zobaczą w środku pociagu już
dwa rowery? Ano właśnie... pozostaje drugi koniec pociagu (nie koniecznie
jadący w interesującym nas kierunku), albo zignorowanie regulaminu.
A co zrobić, gdy w pociągu naraz znajdzie się >8 rowerów? W przypadku
zastosowania regulaminowego rozwiązania zablokowane zostana oba krańce
pociągu, a miejsca i tak dla kogoś zabraknie.
Z praktyki wiem, że wtedy najczęściej 'wyłączana z użytku' jest jedna toaleta
(mieści się tam 3-5 rowerów), albo przedział (mieści się 8-10 jednośladów).
Oczywiście nie za czyjąś zgodą. Co najwyżej z milcząca aprobatą nie mającej
lepszego pomysłu obsługi.

Inne problemy:
W przypadku pociągów obsługiwanych przez PKP Intercity dochodzą dodatkowo
problemy w wypadku pociagów objętych obowiązkowa rezerwacją oraz wykupem
miejscówek. Rowerzysci masowo narzekają na różnych grupach dyskusyjnych) na
problemy z zakupem miejscówek 'bez wskazania miejsca' umożliwiajacych podróż
w przedziale blisko roweru w przypadku braku wagonu rowerowego.

Podsumowanie:
Krótko mówiąc regulamin, choć pełen dobrych intencji, jest nieżyciowy i
powoduje utrudnienia dla pasazerów z rowerami. Porada na to jest jedna.
Trzeba miec wydrukowany i przygotowany regulamin PKP i odpowiednio negocjować
z obsługą nie bojąc się straszenia SOK, czy Policją, do czego czesto ucieka
się obsługa. Będąc pewnym, że nie łamie się regulaminu, albo do jego złamania
zmuszają nas czynniki od nas niezależne (np właśnie inne rowery), .


Wagony bezprzedziałowe, brak wagonu,przedziału rowerowego.



Starych wagonów wielkoprzedziałowych Bh, Bht, czy pietrowych (Bhp, Bdhpumn),
stopniowo na PKP ubywa. W tych ostatnich jest sporo miejsca na końcu każdego
wagonu, co wystarcza na przewóz kilkunastu rowerów i jest wartoscia
wystarczającą. W tych wymienionych wcześniej, prócz końców wagonu rower
przypiąć mozna także w szerokich przejściach, dzięki czemu możliwości są
porównywalne. Gdyby nie poręcze przeszkadzające we wsiadaniu i wysiadaniu z
rowerem, byłyby to naprawde wystarczające rozwiązanie dla rowerzystów.



Pojawia się natomiast spora grupa wagonów nowoczesnych (Adhmnu, Bdhmnu,
Brdhmnu). Tam z miejscem jest już nieco gorzej, w dodatku nie ma do czego
przypiąć jednośladu, co zmusza rowerzystę do bacznej obserwacji, czy jego
jednoślad 'nie wysiada sam' na jakiejś stacji, co w połączeniu z pilnowaniem
by jednoślad się nie wywrócił w praktyce oznacza siedzenie na podłodze przy
rowerze.

Podmiejska dzungla - EZT.
Tutaj zaczynają się róznice pomiędzy przewoźnikami. Oczywiście w kazdym EZT
są wyznaczone przedziały dla podróznych z wiekszym bagażem, czyli także z
rowerami. Problemu więc byc nie powinno. A jednak przyjzyjmy się
poszczególnym rozwiązaniom:

1) SKM Warszawa.
Pociągi to w większości zmodernizowane EZT. Modernizacja polegała m.in. na
usunięciu przedziałow, w tym i przedziału bagażowego. Dla rowerzystów
dostępne są stojaki. Problem zaczyna się, gdy pasażerów jest dużo i na
rozkładanych miejscach siedzących przy stojakach siedzą już pasażerowie.
Oczywiście to już kwestia kultury pasażerów, ale często rowerzysta nie może
ze stojaków skorzystać właśnie z tego powodu. Być może przydałaby się
czytelna informacja dla pasażerów, że rowerzyście w takim wypadku należy
umożliwić postawienie roweru w stojaku. Bo likwidacja miejsc, które przecież
(gdy nie ma rowerzystów) mogą i powinne być wykorzystywane przez pozostałych
pasazerów, byłaby w ocenie autora błędem.
Tym niemniej dla warszawskiej SKMki należą się brawa, gdyż ich oferta i tak
jest bardzo przyjazna - są stojaki, a rowery jeżdżą za darmo.

2) SKM Trójmiasto
Pociągi to typowe EZT. W przedziałach bagażowych umieszczono dla rowerzystów
stojaki, o które lepiej jest rower oprzeć, niż w nie go wstawiać. Przedział
jest wyraźnie oznakowany jako rowerowy.



Trudno jednak ustalić (proszę o dopowiedzenie w komentarzach jezeli ktoś ma
praktykę w tej materi) czy jeden z przedziałów nie jest wykorzystywany jako
służbowy, a przez to czy nie ma problemów z obsługą w przypadku przejazdu
dużej grupy rowerzystów i konieczności korzystania przez rowerzystów właśnie
z przedziału służbowego.

3) PKP Przewozy regionalne
Sytuacja wyglada tu podobnie jak w przypadku Trójmiejskiej SKM-ki. Z tą
róznica, że o stojakach mozna tylko pomarzyć, co nie jest wielką przeszkodą.
Dużo większym problemem jest obsługa. Zwłaszcza w zestawach złożonych z
jednego EZT często się zdarza, że jeden przedział bagażowy jest już pełen
rowerów, a obsługa kategorycznie odmawia możliwości wstawienia roweru do
drugiego przedziału wykorzystywanego jako służbowy.

4) Koleje Mazowieckie
Do niedawna sytuacja wyglądała identycznie jak w przypadku PKP PR. Jednak po
tym jak jeden z pasazerów podróżujący z rowerem złożył skargę na wyjatkowo
agresywną obsługę (doszło do rękoczynów), a sprawę nagłośniły media,
regulamin zmieniono na korzyść pasażerów. W tej chwili przejazd z rowerem w
przedziale służbowym nie powinien być już problemem, co jest ewenementem na
kolei, który powinien być wyraźnym sygnałem dla reszty przewoźników.
Nie nalezy też zapominać o corocznej promocji, dzięki której w Kolejach
Mazowieckich rowery w okresie wiosna-jesień jeżdżą za darmo.
Dzięki tym prostym
    • zuziknatropie Re: przewóz rowerów w KM 05.07.07, 13:42
      Całkowity zakaz przewozu rowerów.
      Najłatwiejszy sposób na podejście do zagadnienia to wymiganie się od niego,
      czyli całkowity zakaz przewożenia rowerów w pojazdach komunikacji miejskiej
      umieszczony w regulaminie przewozów. Jednym ruchem i w zasadzie bez kosztów
      rozwiązuje się problem roweru w zatłoczonym pojeździe, problem skarg pasażerów
      na ubrudzone ubranie, czy tym podobne sprawy. Sprawa załatwiona, przynajmniej w
      teorii. Są bowiem przynajmniej dwie skuteczne i sprawdzone metody, którymi
      rowerzyści omijają ten zakaz, a na internetowych grupach rowerowych, co
      bardziej zmuszeni potrzeba cykliści co chwila wymyślają nowe.

      Pierwsza to wsiadanie ostatnimi drzwiami pojazdu. Często miejsca tam nie za
      wiele na rower, ale kierowcy trudno dostrzec wsiadającego z rowerem w lusterku,
      zwłaszcza, gdy pasażerów wsiada na danym przystanku więcej. Podobnie pasażerowi
      rzadko chce się przeciskać w obie strony przez cały autobus i robić awanturę
      kierowcy, że rowerzystę przeoczył. Więc w tym przypadku skutek jest odwrotny -
      mamy rower w autobusie w miejscu zupełnie do tego nie przeznaczonym, mamy
      kłótnie i nierzadko opóźnienia pojazdu z powodu tychże (kierowca nie jest w
      stanie jednocześnie prowadzić pojazd i kłócić się z pasażerem na jego końcu).
      Drugi sposób jest o tyle lepszy, że nie zależy od szczęścia. Jest nim
      zdemontowanie np przedniego koła z roweru i wiezienie go osobno. Wtedy nie jest
      to już rower, gdyż nie da się na nim jechać, a jedynie części rowerowe, które
      oczywiście objęte zakazem przewozu nie są nigdzie. Zatem nie ma siły, łącznie z
      Policją, mandatami, czy sądami grodzkimi, by taką osobę z autobusu wyrzucić,
      gdy się uprze. Znam dwa takie przypadki i sprawy zakończyły się uniewinnieniem
      rowerzysty.

      Jak widać zdesperowany człowiek, który koniecznie musi pojazd przewieźć, z
      problemem zakazu poradzi sobie śpiewająco. Większość rowerzystów jednak albo
      zrezygnuje z wożenia pojazdu (co za tym idzie także z jazdy samemu, czyli
      zapłacenia za bilet), albo zrezygnuje po awanturze z kierowcą i pasażerami oraz
      opóźnieniu danego kursu, czyli cel w 90% przypadków zostanie osiągnięty.


      Możliwość wożenia roweru zależnie od woli prowadzącego pojazd.
      To rozwiązanie jest z punktu widzenia przewoźnika najłatwiejsze, stosuje je
      m.in. wiele przedsiębiorstw PKS oraz część przewoźników komunikacji miejskiej.
      W końcu to kierowca, jako osoba znająca specyfikę danej linii, powinien
      wiedzieć najlepiej czy w danej sytuacji istnieje możliwość przewiezienia
      roweru, czy też nie ma takiej możliwości. W teorii piątka z plusem.

      A co na to praktyka? Cała odpowiedzialność w razie jakichkolwiek problemów z
      rowerem w autobusie spada na kierowcę, który się zgodzi (a który i bez tego ma
      wiele problemów na głowie). Ten widząc w myślach tłok na trasie i 'gramolenie
      się z rowerem' z autobusu na przystanku w połowie trasy, które najpewniej
      spowoduje opóźnienie kursu, 'na wszelki wypadek' odmawia w 9 przypadkach na 10,
      niezależnie czy jest to zasadne czy nie. Przynajmniej takie są doświadczenia
      moje i osób przeze mnie sondowanych. Choć oczywiście znane są sytuacje, gdzie
      kierowca się zgadza... jak i sytuacje, gdzie kierowca pozwolił przewozić rower,
      a później okazało się, ze z powodu zatłoczenia był to błąd.

      Z powodu tego, że decyzja jest zależna od kierowcy, rozwiązanie bywa też
      niepraktyczne z punktu widzenia pasażera. Nigdy nie może on być pewny, czy w
      razie potrzeby, będzie mógł rower przewieźć, czy też zostanie odprawiony z
      przysłowiowym kwitkiem. Oczywiście w razie nagłej potrzeby jak awaria, czy
      deszcz, spróbuje on na pewno, ale wszelkie przejazdy bardziej planowane będą
      raczej przez rowerzystów ograniczane nawet wtedy, gdy teoretycznie nie ma
      przeszkód by rower bezpiecznie przewieźć.


      Przewóz rowerów dozwolony jedynie w pojazdach przystosowanych
      Wożenie rowerów wyłącznie w pojazdach specjalnie do tego przystosowanych,
      posiadających bagażniki na rowery, które jeżdżą na określonych liniach.
      Rozwiązanie to, przynajmniej w wariancie krakowskim, umożliwia jedynie wożenie
      rowerów od pętli (krańca) do pętli, co sprawdza się wyłącznie w miejscach,
      gdzie ruch rowerowy jest w pewien sposób skanalizowany i wszyscy jadą w
      określonej relacji (właśnie od krańca do krańca). Co za tym idzie metoda ta
      sprawdza się bardziej w przypadku linii podmiejskich, czy wręcz
      międzymiastowych, a w komunikacji miejskiej jest zbyt mało elastyczna z punktu
      widzenia rowerzysty. Rowerzysty który, aby z niej skorzystać musi dojechać na
      jeden z krańców i akurat chcieć jechać dokładnie na kraniec drugi.

      Dodatkowo wszelkie samochodowe bagażniki rowerowe mają to do siebie, że nie są
      uniwersalne - sporej części rowerów (poziome, dziecięce, o dużych rozmiarach
      ram, o nietypowej geometrii ram, o ramie ze ściankami cienkościennymi itp itd)
      do stojaków po prostu przyczepić się nie da, albo da się, ale grozić to będzie
      uszkodzeniem roweru. Zmniejsza to dodatkowo

      Dla przewoźnika ta metoda też daleka jest od optimum, gdyż wymaga instalacji
      bagażników w pojazdach obsługujących daną linię, co oczywiście stanowi koszt.
      Prócz kosztu zakupu są jeszcze koszty eksploatacji, gdyż bagażniki z czasem się
      zużywają, a wystając poza obrys autobusu, dodatkowo niosą za sobą jeszcze
      podwyższone (być może w sposób ledwie zauważalny, trudno mi tu polemizować)
      zużycie paliwa.


      Przewóz rowerów tylko w razie konieczności.
      To ostatni pomysł, który zastosowano właśnie w Poznaniu. W regulaminie
      przewozów jest tam od kilkunastu dni zapis, że rowerzysta może przewieźć rower
      komunikacją miejska w razie konieczności, czyli awarii roweru uniemożliwiającej
      jazdę na nim lub nagłego załamania pogody. I oczywiście jest to dokładnie to, o
      co rowerzystom chodzi. Przecież mało kto wozi ze sobą ważący kilkanaście
      kilogramów rower dla przyjemności komunikacją miejską, gdyż o wiele wygodniej
      się na nim jedzie niż go nosi.

      O ile taki zapis jest wystarczającym z punktu widzenia rowerzysty, tym niemniej
      odpowiedzialnym za ewentualne sprawdzanie rowerzystów, czy nastąpiła ww
      konieczność został - znowu - kierowca. A kierowca zazwyczaj nie będzie umiał
      trafnie zinterpretować, czy dana awaria uniemożliwia jazdę (czasem takiej
      awarii nie widać na pierwszy rzut oka), czy też odwrotnie - rower jest sprawny,
      a tylko został 'odpicowany' na zepsuty celem przewiezienia. Zapis ten zatem
      najpewniej pozostanie zwyczajnie martwy, choć oczywiście jego idea jest słuszna
      i być może wystarczająco zniechęci do kombinowania rowerzystów.


      Przewóz rowerów w dozwolony w wyznaczonych kursach.
      W Polsce o ile mi wiadomo, żadne miasto nie stosuje podziału w rozkładach na
      kursy, w których rower przewozić można i kursy, w których jest to zabronione.
      Ciężko zatem opisać w praktyce takie właśnie rozwiązanie, choć w Europie w paru
      miejscach jest stosowane. Takie rozwiązanie wydaje się jednak mieć głębszy
      sens, gdyż umożliwia prawne zabronienie jazdy kursami i liniami o dużym
      zatłoczeniu, gdzie rower zwyczajnie byłby problemem, a umożliwienie przejazdu
      liniami mniej obciążonymi i kursami poza szczytem. Trudno jednak sondować na
      ile takie rozwiązanie byłoby praktyczne, gdy za określanie kursów 'dozwolonych'
      i 'zakazanych' zabraliby się świetni fachowcy od komunikacji, ale mający
      niewielkie pojęcie o rowerach. Obawiam się, że wiele decyzji które kursy do
      której grupy zaliczyć mogłyby budzić uzasadnione kontrowersje.


      Przewóz rowerów dozwolone w każdym pojeździe KM.
      Przykładem takiego miasta, które umożliwia przewóz roweru środkami komunikacji
      miejskiej, od lipca 2003 jest Warszawa. Jedynym prawnym (zawartym w regulaminie
      przewozów) ograniczeniem w przypadku Warszawskim jest fakt, że właściciel
      roweru nie może z nim wsiadać do pojazdów zatłoczonych oraz powinien sam zadbać
      aby jego rower nie był problemem dla innych pasażerów, czyli by np nie
      pobrudził nikogo. Z punktu widzenia ro
    • psychomaszyna W Kolejach Mazowieckich 05.07.07, 14:13
      O ile kojarzę w Kolejach Mazowieckich jest do końca wakacji promocja i można
      rower przewozić za darmo

      W PKP Przewozy Regionalne opłata wynosi 4,5 zł
      W PKP Intercity opłata wynosi 9 zł

      W miarę możliwości należy korzystać z przedziałów przeznaczonych do przewozu
      rowerów lub bagażowych

      Parę razy woziłem rower i jakoś nigdy nie było afery

      Ot wsio
      • zuziknatropie Re: W Kolejach Mazowieckich 05.07.07, 14:34
        no popatrz...a ja tylko wsiadłam i już była afera...hihi

        a w czym był problem? bo wsiadłam do wagonu przeznaczonego do przewozu rowerów
        który był podczepiony jako pierwszy. Prowadzacy pociąg (motorniczy - czy jak mu
        tam) kazal mi natychmiast przejśc do ostatniego...no i skończylo się tym, ze
        nigdzie się nie ruszyłam, a Pan Kierownik walnął drzwiami i skupił się na
        prowadzeniu pociagu:) Dlatego uważam, że warto znać swoje prawa i kiedy trzeba
        stuknąć obcasem a nie jak pokorne ciele robic co inni każą...
        • zuziknatropie gdyby ktoś jeszcze mial problem z rowerem... 09.07.07, 13:35
          "Wydział Kontroli Handlowo-Przewozowej uprzejmie informuje, że przewóz rowerów
          pod opieką podróżnego w pociągach Kolei Mazowieckich w okresie od 28 kwietnia
          do 30 września jest bezpłatny. Przewóz może nastąpić w przedziałach dla
          podróżnych z większym bagażem, zlokalizowanych tuż przy kabinach sterowniczych
          elektrycznych zespołów trakcyjnych (EZT) lub na pomostach pod warunkiem, że nie
          nastąpi utrudnienie wsiadania i wysiadania z pociągu.
          Niemniej jednak w pierwszym przedziale od czoła pociągu (przy
          maszyniście) należy zwrócić uwagę, aby rower nie blokował i utrudniał dostępu
          do drzwi bocznych kierownikowi pociągu w czasie podawania sygnału odjazdu ze
          stacji. Uchwyty zainstalowane w tym przedziale są przeznaczone do zamocowania i
          umieszczenia roweru, w celu jego bezpiecznego przewozu pod nadzorem podróżnego.
          W przedłożonej skardze nie przedstawiła Pani dokładnych danych
          dotyczących daty wyjazdu, godziny i odcinka podróży, co utrudnia wdrożenie
          postępowania wyjaśniającego na powyższą okoliczność wobec osób winnych
          niewłaściwego zachowania się. W przypadku uzupełnienia danych powrócimy do
          powyższej sprawy a w stosunku do obsługi, zostaną wyciągnięte wnioski
          służbowe.
          Za utrudnienia i niedogodności w podróży uprzejmie Panią przepraszam."
          • psychomaszyna Re: gdyby ktoś jeszcze mial problem z rowerem... 10.07.07, 15:23
            Mi nawet kiedy było pusto w przejściu kolejarze kazali wejść do pierwszego
            przedziału. Powiem szczerze, że byli bardzo uprzejmi.
Pełna wersja