Dodaj do ulubionych

Tu mieszkało dziecko

25.02.10, 18:28
dosc szokujace zdjecia, ale piekne z drugiej strony. nigdy sie takich nie
pokazywalo, w przeciwienstwie do wyretyszowanych gwiazdeczek
Obserwuj wątek
    • panzwarszawy Tu mieszkało dziecko 25.02.10, 18:37
      Spokojnie - wszystko da się skorygować bez użycia skalpela.
      Moja żona - dermatolog - po ciąży zupełnie straciła figurę, nie mówiąc
      już o fałdach i rozstępach. Po pół roku ćwiczeń, kremach i kilku
      nieskomplikowanych zabiegach kosmetycznych ma taką samą, a może i nawet
      lepszą figurę, niż przed ciążą.
      Tak więc głowa do góry i trochę zaangażowania a może być lepiej, niż
      przed ciążą.
    • czekoladaitabasco Tu mieszkało dziecko 25.02.10, 18:46
      Ja myślę że to nie do końca tak jest,myślę iż sporo zależy od uwarunkowań
      genetycznych na które wpływu nie mamy.
      Ja pierwsze dziecko urodziłam kiedy miałam 23 lata i nie mam po ciąży ani
      jednego rozstępu a nikt wtedy nie wiedział o istnieniu kremów na rozstępy itp,
      po ciąży wróciłam do wagi 62 kg i nikt by nie powiedział że rodziłam
      dziecko.Teraz jestem w 6 mcu ciązy i trochę się boję jak to będzie:)czas pokaże...
      Patrząc na zdjęcia nasuwa się myśl, coś za coś, w końcu dziecko zmienia
      wszystko, zwłaszcza wartościowanie ,pozdrawiam obecne i przyszłe mamy:)
      • rik-a Re: Moja żona urodziła dwójkę ślicznych córek 01.03.10, 23:29
        Super, ale bardzo Cię proszę, sprawdź najpierw co to jest chemioterpia, bo ona
        nie powoduje tycia, rozstępów, wiotczenia skóry itp. A pisząc "te kobiety na
        zdjęciach to chyba po jakiejś chemioterapii czy coś bo doprawdy porażka" nawet
        nie wiesz jak ranisz ludzi po chemioterapii. Oni naprawdę mają ciężko i walczą o
        to, żeby czuć się dobrze - łamią im się paznokcie, wypadają włosy, nudności itp.
        Natomiast nie tyją i nie wyglądają jak panie na zdjęciach. Chemioterapia to
        podawanie lekarste, nie jakieś oszpecanie ludzi z SF. Proszę cię, nie powielają
        bzdur i stereotypów, czytaj trochę o tym, co czeka co drugiego z nas. Twój
        komentarz jest nie na miejscu. Czuję się nim dotknięta.
    • thazin Tu mieszkało dziecko 25.02.10, 19:36
      nie jest to nowy pomysl. Ogladalam z 5 lat temu projekt ktory powstal na
      roznych blogach temu tematowi poswieconych.Przed i w czasie ciazy. I nie dosc
      ze sa to czesto niepotrzebnie "naturalistycznie" fotografowane to jeszcze
      wazne zeby obejrzec kobitke przed ciaza, w czasie ciazy oraz np. 3-5 miesiecy
      po ciazy. Jedyne co sie nauczylam z tych zdjec to ze lepiej nie tyc wiecej niz
      20kg.
      Poniewaz sa takie projekty w sieci od dluzszego czasu nie sadze zeby tworzenie
      poslkiego odpowiednika bylo potrzebne. Lepiej polecic kobietom zbey sie
      angielskiego uczyly bardziej im sie to przyda niz kopiowanie pomyslow.
    • sprocket74 Jezzzzuuuu... 25.02.10, 19:40
      Boże... dobrze, że przeczytałem ten artykuł przed kolacją. Zdjęcia i tak są
      stylizowane więc w rzeczywistości bohaterki artykułu wyglądają jeszcze gorzej.

      Najbardziej rozczuliło mnie wyznanie: "Czasem czuję się niesamowicie piękna.
      Podoba mi się, że moje ciało opowiada jakąś historię" - to się nazywa
      "myślenie magiczne". Dalej poszły wynurzenia, że ciało to ma być zdrowe, a
      pani rozwija się intelektualnie.

      Cóż - gratuluję bohaterkom reportażu wyrozumiałych mężów. Są dwie opcje: albo
      panom tak opadło libido, że jest już im wszystko jedno albo mają na boku kochanki.

      Niestety - wśród kobiet panuje radosne przekonanie, że jak już zaszłam w ciążę
      to mogę jeść za dwoje, nie dbać o siebie a mąż / partner i tak będzie mnie
      kochał i akceptował bo będziemy mieli dzidziusia.
      No to muszę Was rozczarować - będzie Was kochał jako matkę jego dzieci. Będzie
      kochał dzidziusia - ponad wszystko. Ale swoje potrzeby sexualne spełni z
      koleżanką z pracy / prostytutką / sąsiadką. I nie będziecie miały o tym
      zielonego pojęcia bo w ogromnej większości przypadków nie da Wam żadnego
      znaku, że coś jest nie tak. A im bardziej będziecie pytać tym bardziej będzie
      zaprzeczał.

      Sorki, drogie panie - Wasz wygląd świadczy tylko o braku jakiegokolwiek
      instynktu samozachowawczego oraz kompletnej ignorancji potrzeb Waszych
      partnerów. Życzę powodzenia!
      • sid.leniwiec Re: Jezzzzuuuu... 25.02.10, 19:52
        Zdjęcia są stylizowane, ale imo właśnie na brzydsze, paradoksalnie.

        A poza tym masz trochę racji, aczkolwiek nie tylko kobiety radośnie się
        zapuszczają. A ciąża jest lepszym usprawiedliwieniem niż wyhodowanie mięśnia
        piwnego i awersja do każdego kosmetyku ponad mydło.
      • ag52 Re: Jezzzzuuuu... 25.02.10, 20:46
        Sprocket zgadzam się z Tobą w 100%. Kobiety powiny dbać o siebie
        przez caly czas. Niestety w naszym społeczeństwie funkcjonuje
        jeszcze poglad,ze byle złapać męża a potem można jeść, tyć i byle
        jak wygladać !!!
        • lucjak Re: Jezzzzuuuu... 25.02.10, 23:18
          no tak...a co z panami. Ciekawi mnie tak po ludzku tekst typu "kobieta powinna
          dbać o siebie cały czas". A kto tak powiedział? Każdy człowiek robi to o chce i
          lubi. Oczywiście nie żyjemy w próżni więc starajmy się nie wonieć dookoła, bo
          tak jest grzecznie. Ale wara komuś od moich spodni/spódnicy, makijażu/jego braku
          czy innych elementów mojego istnienia. Chcę to dobrze - nie chcę to proszę się
          zająć sobą. I ani mi w głowie wstawać godzinę wcześniej, żeby jakiś amator
          oglądacz mógł się lepiej poczuć. Błe!
      • ingusionek Re: Jezzzzuuuu... 25.02.10, 22:10
        Kobieto musisz być strasznie nieszczęśliwa.
        Współczuję Ci serdecznie twojego podejścia do życia i do stanu macierzyństwa.
        Nie dziwie się że "ten" facet Cię zostawił.
        Wiele z nas zdaje sobie sprawę ze swojego wyglądu po porodzie i taki kop prosto
        w d... wcale nie jest do niczego potrzebny!!!
        • elinkan Re: Jezzzzuuuu... 02.03.10, 13:50
          kimś jeszcze jesteś i coś soba reprezentujesz oprócz bycia "mamą ingusi?"

          wal się e swoja uszczypliwością i przyjmij do wiadomości, ze są na tym świecie
          normalne matki, których życie nie zakończyło sie przy porodzie
      • pchelapchelska Re: Jezzzzuuuu... 26.02.10, 13:14
        Skad to pojecie? Bo facet to musi miec na czym oko zawiesic, prawda?
        A wez madralo zrzuc wage jak karmisz piersia, zajmujesz sie
        dzieckiem, gotujesz i juz pracujesz. Z reszta sami tatusiowie, mimo
        ze nie utyli w ciazy, tez jakos specjalnioe super nie wygladaja,
        zaniedbani, mamusiami sie nie zainteresuja, bo fuj co za brzuch! i
        fuj cellulit! I fuj wielka d!A kazdy z was to Mr Universum. Szkoda
        mi nerwow na takie opinie. Nie, to ze urodzilam dziecko nie znaczy,
        ze mam prawo zrec jak wariatka i nie dbac o siebie, bynajmniej. Nie
        chce, zeby moje dziecko potem sie wstydzilo matki wieloryba. Ale
        wiesz co, gdybym miala odrobine wiecej wsparcia ze strony meza, a
        nie tylko sluchanie, ze w sumie to juz dlugo po porodzie jestem, i
        czy to normalne, ze tak mi brzuch zwisa... a nie zwisa az tak
        paskudnie, bo szczesliwie dla siebie stracilam troche z tego co
        przybralam. Jednak nie zmienia to faktu, ze te ''pomocne'' slowa
        bardziej deprymuja i prowokuja chec kompulsywnego objadania sie
        bardziej niz kompulsywnego szwendania sie po silowniach. A jak juz
        ide na silownie, to za duzo czasu tam spedzam, bo przeciez trzeba
        sie dzieckiem zajac...
        IGNOROWANIE POTRZEB NASZYCH PARTNEROW! SZANOWNY KOLEGO, ALBO MASZ 16
        LAT I MALO DOSWIADCZENIA, ALBO ZUPELNIE NA GLOWE UPADLES. A KTO
        BEDZIE NASZE POTRZEBY ZASPOKAJAL? no ale nie, bo my MUSIMY myslec o
        WASZYCH potrzebach, potrzebach dziecka, i do tego wygladac jak pani
        z okladki. Mala poprawka z rzeczywistosci, nikt nie wymyslil
        Photoshop'a ktory by poprawial kobiety w rzeczywistosci. Na rzecz
        zaniedbanych mezow/ partnerow... Bron Boze przed takimi
        szowinistami. A szczerze mowiac, to taka wypowiedz mi mojego
        szanownego malzonka nawet przypomina... Jak facet siedzi w domu to
        glupieje.
        • sid.leniwiec Re: Jezzzzuuuu... 26.02.10, 16:14
          A z tym się zgadzam - faceci maja wymagania pod sufit, tylko jakoś nie stosują
          ich w odniesieniu do samych siebie. Taki typ może być brzuchaty, łysiejący,
          szczerbaty i niski, a kobiecie wypomni 3 kg za dużo. Dodatkowo w mediach kobiecy
          wygląd też jest poddawany większej presji. Aczkolwiek przedmówca ma trochę racji
          - no przecież w artykule masz panią, która radośnie stwierdza, że może być gruba
          i brzydka, bo ma męża i już nie łapie na ciało, poza tym ona to jest
          intelektualistką.
      • flasska słucham? 26.02.10, 16:17
        Cóż - gratuluję bohaterkom reportażu wyrozumiałych mężów. Są dwie opcje: albo
        > panom tak opadło libido, że jest już im wszystko jedno albo mają na boku kochan
        > ki.

        Gratuluję ci zadowolenia z siebie. Są dwie opcje: jesteś bardzo młody i budujesz złożone relacje jedynie z kobietami redtube - albo też jesteś starszy, a mimo to twoje doświadczenie sprowadza się do relacji z kobietami z redtube ;)

        Nie przyszło ci może do głowy, że związek kobiety i mężczyzny nie opiera się na utrzymywaniu mężczyzny w stanie zaspokojenia przez kobietę?

        No to muszę Was rozczarować - będzie Was kochał jako matkę jego dzieci. Będzie
        > kochał dzidziusia - ponad wszystko. Ale swoje potrzeby sexualne spełni z
        > koleżanką z pracy / prostytutką / sąsiadką.

        Strach. Aż strach się wiązać z takimi dziećmi. Sami sprawiacie, że kobiety coraz rzadziej darzą szacunkiem mężczyzn. Wypierz mu ciuchy, ugotuj obiad, niańcz dziecko, łaź do pracy (bo sam nie zarobi przecież na dom) i jeszcze wyglądaj jak modelka. A poszli. Do koleżanki, do prostytutki, sąsiadki. Byle dalej.


        > Sorki, drogie panie - Wasz wygląd świadczy tylko o braku jakiegokolwiek
        > instynktu samozachowawczego oraz kompletnej ignorancji potrzeb Waszych
        > partnerów. Życzę powodzenia!

        To stwierdzenie zaś świadczy dobitnie o twojej ignorancji.


        A ty jak wyglądasz? Pytam, bo wielu panów daje sobie jakieś irracjonalne prawo do wypowiadania się na temat kobiecej urody, samemu pozostając w stanie przypominającym skrzyżowanie mistrza Yody z Alem Bundy.

        I jest to naprawdę wielce zabawne, gdy taki łysiejący grubasek, chłepcąc piwko w przyulicznym ogródku, wypowiada się o przechodzących kobietach niczym juror Miss Universe. Kup sobie lustro i przed każdym takim postem obejrzyj się w nim dokładnie.

        Bo jeśli masz jakąś partnerkę, niewykluczone, że kocha cię jako swojego "starego kapcia", do którego się przyzwyczaiła, ale do łóżka chętniej wybierze się z zadbanym praktykantem z firmy. Musisz się pilnować - zawsze. Pamiętaj o tym.

        Jesteś tylko kawałkiem mięcha i jeśli przestaniesz być świeży, spełniać oczekiwania - wylądujesz w koszu.


        Panowie, dbajcie o siebie, bo na większość z was nie można patrzeć przed jedzeniem.
        • sid.leniwiec Re: słucham? 26.02.10, 16:50
          Flasska, czy gdybyś związała się z facetem przystojnym, o ładnym ciele, który po
          jakimś czasie tyje 20 kg, łysieje i wygląda mniej atrakcyjnie, to pociągałby Cię
          on ciągle tak samo? Ja zdaje sobie sprawę, że ciaża to ciaża i na wiele rzeczy
          nie ma się wpływu, ale te panie chyba w ogóle machnęły ręką na swój wygląd. Ok,
          ich sprawa, ale gdyby mi seksowny blondyn zamienił się w skapiałego tłuścioszka,
          to choćbym ciągle go kochała, to oglądałabym się na ulicy za młodymi, zgrabnymi,
          przystojnymi.
          • flasska Re: słucham? 26.02.10, 20:11
            Ale ja tego na tych zdjęciach nie widzę. Chyba że bohaterki artykułu wcześniej były zawodowymi modelkami - to może być szok. Może jestem dziwaczką, ale dla mnie ciała tych kobiet to nie jest tragedia, wstrząs i zgryzota.

            Flasska, czy gdybyś związała się z facetem przystojnym, o ładnym ciele, który po
            > jakimś czasie tyje 20 kg, łysieje i wygląda mniej atrakcyjnie, to pociągałby Cię
            > on ciągle tak samo?

            Ale ja się nie wiążę z ciałem jedynie. Wiążę się z całym człowiekiem. I ten człowiek tam siedzi w tym ciele.

            Poza tym jest różnica pomiędzy zapuszczeniem się wynikającym z braku troski o siebie, obżarstwa i lenistwa niezwiązanego w żaden sposób z biologią, a zmianą wyglądu będącą skutkiem ciąży, choroby czy starzenia się.


            Ja zdaje sobie sprawę, że ciaża to ciaża i na wiele rzeczy
            > nie ma się wpływu, ale te panie chyba w ogóle machnęły ręką na swój wygląd

            Jak to machnęły? Przecież one mają jeszcze życie poza pilnowaniem obwodów. Z tego, co mówią, wynika, że ich życie jest bogate w emocje i doświadczenia. Pracują, żyją w rodzinie. Gdyby ich egzystencja ograniczała się do "wyglądania", rozumiałabym to histeryczne podejście do ich brzuchów.

            Mają też krytyczne spojrzenie na siebie, wiedzą, że nikt nie weźmie ich za modelki. Rzecz w tym, że kobiety nie muszą się zabijać, żeby wyglądać tak, jak otoczenie uważa za stosowne.

            To jest moje zdanie.

            A w ogóle to odpowiadam na post w stylu "jak się nie będziecie za wszelką cenę starać doprowadzić do stanu modelki cosmo, wasi mężowie będą chadzać do burdelu. I to jest naturalne, i tak ma być." Takie wypisywanie się na temat wierności ich mężów to zwyczajne chamstwo.

            A założenie, że każda kobieta musi za wszelką cenę dążyć do osiągnięcia idealnego ciała, uważam po prostu za cichą, a parszywą ideologię. Nie musi. I ma prawo decydować o tym, jakie to ciało ma być. (Choć tutaj taką decyzję podjęła chyba tylko pierwsza bohaterka, bo pozostałe cierpią z powodu swojego wyglądu, a więc przyznają krytykującym rację)
            • sid.leniwiec Re: słucham? 26.02.10, 20:53
              > Ale ja tego na tych zdjęciach nie widzę. Chyba że bohaterki artykułu wcześniej
              > były zawodowymi modelkami - to może być szok. Może jestem dziwaczką, ale dla mn
              > ie ciała tych kobiet to nie jest tragedia, wstrząs i zgryzota.

              Gdzieś napisałam, że bardziej uderzyła mnie postawa bohaterek artykułu, które
              nic ze sobą nie robią, chociaż są ze swojego wyglądu niezadowolone, niż same
              zdjęcia.

              > Ale ja się nie wiążę z ciałem jedynie. Wiążę się z całym człowiekiem. I ten czł
              > owiek tam siedzi w tym ciele.

              Dlatego nie napisałam "czy rzuciłabyś go" lub "czy przestałabyś go kochać", ale
              "czy by Cię pociągał".

              > Poza tym jest różnica pomiędzy zapuszczeniem się wynikającym z braku troski o s
              > iebie, obżarstwa i lenistwa niezwiązanego w żaden sposób z biologią, a zmianą w
              > yglądu będącą skutkiem ciąży, choroby czy starzenia się.

              Zgadzam się. Tak jak jest różnica między osobą która coś ze sobą robi, a taką,
              która nie robi nic. Nikt nie ma prawa wymagać od 60-latki żeby wyglądała jak
              20-latka, ale między 60-latką, która odwiedza fryzjera, kosmetyczkę, stosuje
              kosmetyki i dba o to żeby się dobrze ubrać, a taką, która nie robi wyżej
              wymienionych rzeczy, najczęściej jest wizualna przepaść - mimo, że obie mają
              zmarszczki i według popkulturowych kryteriów są bardzo stare.

              > Jak to machnęły? Przecież one mają jeszcze życie poza pilnowaniem obwodów. Z te
              > go, co mówią, wynika, że ich życie jest bogate w emocje i doświadczenia. Pracuj
              > ą, żyją w rodzinie. Gdyby ich egzystencja ograniczała się do "wyglądania", rozu
              > miałabym to histeryczne podejście do ich brzuchów.

              No i znowu - dbanie o siebie rozumiane jako histeria na punkcie wyglądu i
              podporządkowywanie się nierealnym wzorcom. W sumie smutne, że wiele osób tak
              rozumuje. Ale ja uważam, że gdyby te panie 3 razy w tygodniu przeszły się na
              siłownię, to ich emocje i doświadczenia by na tym nie ucierpiały.

              > A w ogóle to odpowiadam na post w stylu "jak się nie będziecie za wszelką cenę
              > starać doprowadzić do stanu modelki cosmo, wasi mężowie będą chadzać do burdelu
              > . I to jest naturalne, i tak ma być." Takie wypisywanie się na temat wierności
              > ich mężów to zwyczajne chamstwo.

              A ja to zrozumiałam jako reakcję na postawę tej pierwszej kobiety, która dobrze
              wyglądała tylko po to żeby złapać męża, cel osiągnięty, więc teraz może być
              nieatrakcyjna. A z resztą jest intelektualistką i nie w głowie jej takie
              pierdoły jak ładny wygląd. Nie wiem czy jej mąż podziela ten pogląd, aczkolwiek
              pani może kiedyś się mocno zdziwić. Co nie znaczy, że pochwalam zdradzanie bo
              żona brzydka, ale postawa taka jak tej pani jest wręcz przykra.:/
              • flasska Re: słucham? 27.02.10, 00:14
                Dlatego nie napisałam "czy rzuciłabyś go" lub "czy przestałabyś go kochać", ale
                > "czy by Cię pociągał".

                I ja o tym mówię.

                No i znowu - dbanie o siebie rozumiane jako histeria na punkcie wyglądu i
                > podporządkowywanie się nierealnym wzorcom. W sumie smutne, że wiele osób tak
                > rozumuje. Ale ja uważam, że gdyby te panie 3 razy w tygodniu przeszły się na
                > siłownię, to ich emocje i doświadczenia by na tym nie ucierpiały.

                Mówiąc o histerii, miałam na myśli niektóre komentarze. Wierz mi, wiem, jak działa na samopoczucie i sprawność siłownia. Gorąco będę zachęcać każdego do wysiłku siłowego i budowania muskulatury (tak, nawet panie mogą mieć mięśnie i być atrakcyjne jednocześnie - to dla wątpiących w takie cuda).

                Tylko że nie będę napastować kobiet i wmawiać im, że muszą (czy powinny), jeśli nie chcą. I mimo że, w związku z aktywnością fizyczną, nie odstaję od wzorca zgrabnej kobiety, nie zgadzam się na ten terror.

                Ja w twojej wypowiedzi widzę właśnie to milczące, niedostrzegalne, ale obecne założenie, że kobieta musi być atrakcyjna, że musi się starać dążyć do swojego maksimum na tym polu. Nie jest to zarzut czy pretensja, bo bardzo ciężko to wychwycić - to milczące, ale już oczywiste założenie, cichy nakaz.

                To już jest kulturowe oczekiwanie wobec kobiet. Z wyglądu (i starań) są rozliczane, na tej podstawie oceniane; chwalone lub ganione, a nawet obrażane i uprzedmiatawiane - jeśli mają odwagę się nie podporządkować.

                Oczywiście większość kobiet, która "o siebie nie dba" nie robi tego z powodu jakiegoś buntu, nie uprawia swojej prywatnej działalności kontrkulturowej, nie to chcę powiedzieć. Chcę jednak zaznaczyć, że można na to zagadnienie patrzeć w ten sposób. A stwierdzenie, że "kobieta musi/powinna o siebie dbać" (mowa o aparycji właściwie wyłącznie) można (i powinno się moim zdaniem) kwestionować.
                • sid.leniwiec Re: słucham? 27.02.10, 08:29
                  > Tylko że nie będę napastować kobiet i wmawiać im, że muszą (czy powinny), jeśli
                  > nie chcą.

                  Ależ oczywiście, że nie muszą. Tylko wszystko ma swoje konsekwencje.

                  > Ja w twojej wypowiedzi widzę właśnie to milczące, niedostrzegalne, ale obecne z
                  > ałożenie, że kobieta musi być atrakcyjna, że musi się starać dążyć do sw
                  > ojego maksimum na tym polu. Nie jest to zarzut czy pretensja, bo bardzo ciężko
                  > to wychwycić - to milczące, ale już oczywiste założenie, cichy nakaz.

                  Nie, po prostu uważam, że powinno się móc nazywać rzeczy po imieniu. Nie tak
                  chamsko jak niektórzy w tym drugim wątku, ale jeśli ktoś uważa, że te kobiety są
                  brzydkie i ich facetów może nie pociągać ta cielesność, to ma prawo to wyrazić.
                  Ale nie, przecież te panie są matkami, więc dla niektórych nie podlegają krytyce
                  wyglądu - przecież dziecko urodziły. Gratuluje samoakceptacji, ale to coś innego
                  niż gloryfikowanie i oburzanie się, gdy ktoś myśli inaczej (ogólnie, nie pije do
                  Ciebie).

                  > To już jest kulturowe oczekiwanie wobec kobiet. Z wyglądu (i starań) są rozlicz
                  > ane, na tej podstawie oceniane; chwalone lub ganione, a nawet obrażane i uprzed
                  > miatawiane - jeśli mają odwagę się nie podporządkować.

                  Zgadzam się, sama o tym pisałam, tak jak i o tym, że jeśli wymagać od kobiety,
                  to czemu nie od faceta, więc nie zarzucaj mi takiej postawy.:) Aczkolwiek wiem,
                  że taki pogląd może być często nieuświadomiony, ale osobiście próbuje nie dać
                  się zwariować. Poza tym tutaj jest szerszy kontekst, bo kobiety są
                  uprzedmiotawianie i obrażanie nawet jeśli są piękne, poza tym ze względu na
                  wiele innych cech niż wygląd.
                  • flasska Re: słucham? 27.02.10, 14:58

                    A mnie chodzi właśnie o podstawę; o to, co sprawia, że w ogóle ta dyskusja się toczy. O to, że każdy krytkujący wygląd bohaterek (czy po prostu wypowiadający się w tej sprawie) uważa, że ma do tego prawo, że nie wyczuwa w tym żadnej niewłaściwej ingerencji w ich prywatność. Że ciało kobiety już nie jest jej; nie jest jej własnością. Jest wystawione na widok publiczny i oceny - ciało każdej kobiety, nie tylko bohaterek artykułu.

                    "Nie, po prostu uważam, że powinno się móc nazywać rzeczy po imieniu"

                    A więc i ty dajesz sobie takie prawo. Chcę, żeby to zostało wreszcie zauważone. Dajesz sobie prawo ingerować zdecydowanie zbyt daleko w życie innych ludzi. I znowu nie jest to właściwie zarzut kierowany pod twoim adresem. Dajesz sobie takie prawo, bo wszyscy (i wszystkie) przyjmujemy, że tak właśnie jest, że tak być powinno.

                    I drugi konieczny element tej układanki to założenie, że kobieta powinna pracować nad swoim ciałem tak, by je dopasować do społecznych oczekiwań. Czyli: kobieta musi o siebie dbać i kobietę można z tego rozliczać.

                    Chcę to podkreślić. Wiem, że teoretyzowanie nie wpłynie na wredne oko (i jęzor) sąsiadki czy kolegi z pracy, ale dobrze byłoby uświadomić sobie, że duża część "naturalnych" i "oczywistych" zachowań tak naprawdę nie wynika z naszego wolnego wyboru, a z presji społecznej. I można spróbować wejść na inny poziom rozważań i obejrzeć sobie to wszystko (swoje ciało, ciała i reakcje innych ludzi) z boku. Do czego gorąco zachęcam.

                    "Ależ oczywiście, że nie muszą. Tylko wszystko ma swoje konsekwencje"
                    Te konsekwencje będą oczywiste, jeśli nie zacznie się kwestionować dwóch założeń, o których pisałam:kobieta musi o siebie dbać i kobietę można z tego rozliczać.

                    Zgadzam się, sama o tym pisałam, tak jak i o tym, że jeśli wymagać od kobiety,
                    > to czemu nie od faceta, więc nie zarzucaj mi takiej postawy.:)

                    Nie chodziło mi o to. Faceci, nawiasem mówiąc, jeszcze presji nie odczuwają. Jednak w ogóle nie miałam tego na myśli.

                    Poza tym tutaj jest szerszy kontekst, bo kobiety są
                    > uprzedmiotawianie i obrażanie nawet jeśli są piękne, poza tym ze względu na
                    > wiele innych cech niż wygląd.

                    Ale to traktowanie ich ciał niemal jak jakiejś własności publicznej czy przedmiotu do oglądania nie sprzyja upodmiotowieniu kobiet. Tylko pogłębia trudną sytuację. A kobiece ciało jest akurat zawsze na pierwszej linii ognia (czy atrakcyjne i młode, czy stare i niesprawne).

                    Pewnie mijamy się nieco w tej dyskusji. Rozumiem, o co ci chodzi, miałąm jednak nadzieję poszerzyć jakoś pole rozważań. Mam nadzieję, że udało mi się w miarę przystępnie wyjaśnić swój punkt widzenia. Dziękuję za rozmowę :)
                    • sid.leniwiec Re: słucham? 27.02.10, 15:15
                      Flasska, zlituj się. Jakie prawo, jakie ciało kobiety niebędące jej własnością?
                      Te panie wzięły udział w sesji zamieszczonej w czasopiśmie. Sesja jest
                      komentowana, co logiczne. Ba - sam nagłówek głosi "obalamy tabu", chyba właśnie
                      po to, żeby sprowokować dyskusję. Poza tym dlaczego piszesz o "każdym
                      krytykującym" - chwalący może się wypowiadać, a krytykujący narusza prywatność?
                      No i jaką prywatność, one nie są podglądane we własnych domach, wystąpiły nago w
                      sesji, nikt ich do tego nie zmuszał, heloł!

                      > Chcę to podkreślić. Wiem, że teoretyzowanie nie wpłynie na wredne oko (i jęzor)
                      > sąsiadki czy kolegi z pracy, ale dobrze byłoby uświadomić sobie, że duża część
                      > "naturalnych" i "oczywistych" zachowań tak naprawdę nie wynika z naszego wolne
                      > go wyboru, a z presji społecznej. I można spróbować wejść na inny poziom rozważ
                      > ań i obejrzeć sobie to wszystko (swoje ciało, ciała i reakcje innych ludzi) z b
                      > oku. Do czego gorąco zachęcam.

                      Z tym się zgadzam. I chyba każdy tak ma, w większym lub mniejszym stopniu, więc
                      nie ma co wypominać, w takiej kulturze żyjemy. Także kobiety, bo to nie jest
                      domena tylko facetów wpatrzonych w photoshopa, ale i kobiet bardzo
                      rygorystycznie podchodzących do ciała, wyglądu swojego i innych kobiet. I na to
                      chyba nic się nie poradzi, problem jest w braku pewności siebie i łatwości
                      poddawania się presji, ale z drugiej strony to normalne, że nie każdy jest
                      asertywny.
                      • flasska Re: słucham? 28.02.10, 10:52
                        Jakie prawo, jakie ciało kobiety niebędące jej własnością?
                        > Te panie wzięły udział w sesji zamieszczonej w czasopiśmie. Sesja jest
                        > komentowana, co logiczne. Ba - sam nagłówek głosi "obalamy tabu", chyba właśnie
                        > po to, żeby sprowokować dyskusję

                        Nie mówię o ciałach bohaterek w szczególności. To oczywiste, że dyskusja w dużej mierze ich dotyczy.

                        Mówiąc o ciele kobiety wystawionym na widok publiczny, mam na myśli tę specyficzną postawę, która pozwala każdemu obserwatorowi wypowiadać się na temat ciała kobiety, czynić uwagi i osądzać, czy jej ciało można w ogóle odsłaniać. Czy takie ciało powinno siedzieć w domu, ubrać się w worek czy też można je przyoblec w jakąś skąpą szmatę. To mam na myśli, gdy mówię o utracie prawa własności. Jeśli na temat kobiecego (bardzo konkretnego ciała konkretnej kobiety) każdy może się wypowiadać, oceniać i wywierać na kobiecie presję, moim zdaniem nastąpiła częsciowa utrata praw do własnego ciała. Kulturowo usprawiedliwiona. A w dodatku niewidzialna - nie jest to przedmiot refleksji dziennikarzy czy zwykłych kobiet. Może jakiś szalony socjolog będzie się tym zajmował w najlepszym razie.

                        Poza tym dlaczego piszesz o "każdym
                        > krytykującym" - chwalący może się wypowiadać, a krytykujący narusza prywatność?
                        Napisałam wcześniej: "O to, że każdy krytkujący wygląd bohaterek (czy po prostu wypowiadający się w tej sprawie) uważa, że ma do tego prawo."
                        Jak więc widzisz, moje uwagi nie dotyczą krytykujących (nastawionych krytycznie), a komentujących po prostu.

                        No i jaką prywatność, one nie są podglądane we własnych domach, wystąpiły nago
                        > w
                        > sesji, nikt ich do tego nie zmuszał, heloł!
                        >
                        Jak wyżej.

                        > Z tym się zgadzam. I chyba każdy tak ma, w większym lub mniejszym stopniu, więc
                        > nie ma co wypominać, w takiej kulturze żyjemy. Także kobiety, bo to nie jest
                        > domena tylko facetów wpatrzonych w photoshopa, ale i kobiet bardzo
                        > rygorystycznie podchodzących do ciała, wyglądu swojego i innych kobiet. I na to
                        > chyba nic się nie poradzi, problem jest w braku pewności siebie i łatwości
                        > poddawania się presji, ale z drugiej strony to normalne, że nie każdy jest
                        > asertywny.

                        Właśnie moim zdaniem można czasem się nad tym zastanowić, zwłaszcza jeśli miałoby to przynieść zelżenie tej, głupawej w zasadzie, presji.
                        I nie jest to "wypominanie" tylko zaproszenie do podważenie, we własnych głowach, pewnych "oczywistości".

                        Także kobiety, bo to nie jest
                        > domena tylko facetów wpatrzonych w photoshopa, ale i kobiet bardzo
                        > rygorystycznie podchodzących do ciała, wyglądu swojego i innych kobiet

                        Oczywiście. Kobiety wytresowane są najlepiej. I nieustannie tresują pozostałe. Są perfekcyjnymi żołnierzami reżimu. Dyscyplinują, karcą, rozliczają z "obowiązku dbania o siebie". Nawet milcząco - wzrok powie wszystko.

                        PS Największy ubaw mam w tramwajach, gdy obserwuję panie lustrujące się nawzajem. Już sam sposób przeprowadzenia inspekcji wiele mówi o tym, jaka właśnie zostaje wystawiona ocena.
                        • iluminacja256 Re: słucham? 28.02.10, 11:38
                          Flasska, bardzo mądrze i sensownie piszesz - czytam Cię w tym watku
                          z przyjemnoscią.

                          A c do obserwacji tramwajowych i obserwacji an ulicy, dodałabym, ze
                          to jest jednak w ostatnim pokoleniu specyficznie POLSKIE - te
                          zdyscyplinowane kobiety od rana do nocy zrobione i z makijazem po
                          bułki naprawdę zaskakują, jesli wyjechac gdziekolwiek - do UK,
                          Szwecji, Niemiec...Po prostu u nas widac, ze to jest strategia
                          sprzedawania się,bo a nóż widelec trafi sie klient zainteresowany
                          atrakcyjnoscią, strategia bardzo popularna w krajach postkomuny...
                          Ukrainki sa jeszcze bardziej "zrobione" niz Polki.
                          • sid.leniwiec Re: słucham? 28.02.10, 13:08
                            Co do wypindrzenia po bułki - właśnie wróciłam ze spaceru po osiedlu i lesie.
                            Dziewczyny i kobiety łażą po lesie w eleganckich kozakach, czasami futrach,
                            makijażu. Cześć jest na sportowo, gdzieś tak połowa.
                            • iluminacja256 Re: słucham? 28.02.10, 13:29
                              No więc, chyba sama przyznasz, ze futro i makijaż w lesie
                              wybrzmiewa nieco..."dziwnie" . Mama znajomą, która idąc w najwyzsze
                              partie gór CODZIENNIe myła głowe, potem prostowała włosy, potem
                              maseczka, a potem makijaz - jaki to ma sens w górach ? Zaden. A
                              dlaczego to robiła? bo była juz tak wytresowana, z eniw wyobrazała
                              sobie siebie bez makijazu - kultura opresji wmówiła jej , ze
                              jej "niedoskonałosci " trzeba zawsze tuszować. A niedoskonałosci nie
                              miała zadnych...
                              • sid.leniwiec Re: słucham? 28.02.10, 13:37
                                Jedna jest wytresowana i do lasu idzie w futrze i makijażu, a druga jest
                                "niezależna" i na imprezę przyjdzie z tłustymi włosami, w adidasach i niemodnych
                                dżinsach. Ludzie są różni. Ale optymistycznie wydaje mi się, że większość jest
                                bliżej złotego środka, mam nadzieje mimo leśnych obserwacji.
                                • iluminacja256 Re: słucham? 28.02.10, 13:47
                                  Nie o to chodzi. Chodzi o to, ze prędzej ta w "futrze" nie ma ani
                                  adidasów , ani dresu, bo to "niekobiece". I wcale nie chodzi mi o
                                  antytezy na poziomie czarne - białe.
                                  • sid.leniwiec Re: słucham? 28.02.10, 13:54
                                    Wiem o co chodzi, nawet mam taka znajomą. I zgadzam się, że jest takie zjawisko,
                                    piszesz o tym Ty i Flasska. Chyba nikt nie kwestionuje, że tak jest. Ale imo nie
                                    można każdej krytyki wyglądu podciągać pod terror jakiemu jest poddawany kobiecy
                                    wygląd. Tym bardziej, ze tutaj zdjęcia okraszone są wypowiedziami tych pań.
                                    Aczkolwiek niestety większość krytykujących (ale nie wszyscy!) reaguje na
                                    zdjęcia na poziomie "bleee", więc kumam dlaczego o tym piszecie. Ale są też
                                    wyważone wypowiedzi.
                          • flasska Re: słucham? 28.02.10, 18:49
                            Dziękuję.

                            To fakt. Naprawdę można odnieść wrażenie, że kobiety są przekonane, że ich obowiązkiem jest podobać się. Każdemu; nieważne: profesor czy dozorca, młody czy stary, gruby czy chudy. Kobieta na wszelki wypadek powinna cieszyć oko każdego.
                            • wildor Re: słucham? 28.02.10, 22:14
                              A jeśli chce być ładna, zadbana - dla siebie? Wolno jej? Czy wmówisz
                              takiej, że jej chęć to tak naprawdę nieuświadomiony przymus?
                              • flasska Re: słucham? 28.02.10, 23:43
                                Można bawić się w rozważania na temat tego, na ile takie prywatne "chcenie" osoby poddanej wpływowi kulturowemu jest zależne od jej woli. Nie będę tego robić. Nie tutaj w każdym razie.
                                • wildor Re: słucham? 01.03.10, 00:39
                                  A "niechcenie" nie jest poddane żadnemu wpływowi??

                                  Bo jeśli "chcenie" jest w jakiś sposób proporcjonalne do wpływu
                                  kulturowego i nie ma w tym 100% naszej woli, to tak
                                  samo "niechcenie". Czy "niechcenie" jest już czyste procentowo, czy
                                  może tak samo zależne od specyficznego oporu typu np. "bo one
                                  wszystkie jak głupie dają się podpuścić mediom i nagonce na kobiety,
                                  ale ja nie będę taka głupia - ja jestem anty, zrobię na odwrót." Nie
                                  tak jak chcę - byle na odwrót. Itp. Żadna wola. Też nie wiadomo, czy
                                  taka osoba faktycznie się nie poddaje wpływom, czy może je odpiera
                                  (w tym i nieświadomie). Tak więc całą dyskusję o wyższości
                                  nieskupiania się na ciele nad poświęcaniem mu dużej uwagi, czy na
                                  odwrót, można sobie wg mnie o kant d... potłuc. I tak żadna ze stron
                                  nie słucha argumentów tej przeciwnej, bo każda jest wg siebie "ta
                                  lepsza".
                                  • flasska Re: słucham? 01.03.10, 14:39
                                    A "niechcenie" nie jest poddane żadnemu wpływowi??
                                    >
                                    > Bo jeśli "chcenie" jest w jakiś sposób proporcjonalne do wpływu
                                    > kulturowego i nie ma w tym 100% naszej woli, to tak
                                    > samo "niechcenie".

                                    "Nie-chcenie" jest podobnie uwarunkowane jak "chcenie". Nawet krytyczna refleksja nad tym uwarunkowaniem odbywa się w jego ramach.

                                    Tak więc całą dyskusję o wyższości
                                    > nieskupiania się na ciele nad poświęcaniem mu dużej uwagi, czy na
                                    > odwrót, można sobie wg mnie o kant d... potłuc. I tak żadna ze stron
                                    > nie słucha argumentów tej przeciwnej, bo każda jest wg siebie "ta
                                    > lepsza".

                                    Nie wiem, którą dyskusję masz na myśli. Ja dyskusji o wyższości "chcenia" nad "nie-chceniem" nigdy tu nie prowadziłam.
                                    • wildor Re: słucham? 01.03.10, 22:23
                                      Może nie prowadziłaś, a może nieświadomie prowadziłaś. W Twoich
                                      wypowiedziach aż nazbyt często pojawiają się opinie sugerujące, że
                                      dbanie o siebie, a więc "chcenie", jest w jakiś sposób gorsze (bo
                                      jest krzywdą i przymusem), natomiast "niechcenie" jest lepsze (bo
                                      przecież naturalizm nie może być brzydki, jeśli idzie za nim
                                      wewnętrzne piękno, dojrzałość, intelekt).
                                      • flasska Re: słucham? 02.03.10, 14:25
                                        Niewykluczone, że w ten sposób to odebrałaś; w końcu odnoszę się do oczekiwań wobec kobiet, a jak dotąd nie pojawił się nakaz niedbania o siebie, tycia i niemalowania się. Jeżeli więc coś komentowałam, to właśnie "chcenie" i rozliczanie innych z tego, czy odpowiednio "chcą".

                                        W Twoich
                                        > wypowiedziach aż nazbyt często pojawiają się opinie sugerujące, że
                                        > dbanie o siebie, a więc "chcenie", jest w jakiś sposób gorsze (bo
                                        > jest krzywdą i przymusem), natomiast "niechcenie" jest lepsze (bo
                                        > przecież naturalizm nie może być brzydki, jeśli idzie za nim
                                        > wewnętrzne piękno, dojrzałość, intelekt).

                                        Posuwasz się zbyt daleko w tej interpretacji, wierz mi. Nie mam ambicji rozstrzygania na korzyść którejkolwiek z wymienionych postaw.
                                        • wildor Re: słucham? 02.03.10, 15:45
                                          Ani zbyt daleko, ani zbyt blisko. Interpretuję tak, jak to widzę.

                                          Nakaz niedbania o siebie, tycia, nie malowania się raczej nigdy się
                                          nie pojawi jako wynik naturalnej potrzeby (prędzej jako przejaw
                                          buntu). O ile jestem w stanie uwierzyć, że ktoś odczuwa potrzebę
                                          zadbania o siebie i podobania się, o tyle nie umiem sobie wyobrazić,
                                          że niedbanie i niechęć, żeby się podobać jest potrzebą. Jest niuans
                                          w powiedzeniu "Nie potrzebuję wyglądać atrakcyjnie" a "Potrzebuję
                                          wyglądać nieatrakcyjnie".
                                          • flasska Re: słucham? 02.03.10, 18:31


                                            Nakaz niedbania o siebie, tycia, nie malowania się raczej nigdy się
                                            > nie pojawi jako wynik naturalnej potrzeby (prędzej jako przejaw
                                            > buntu). O ile jestem w stanie uwierzyć, że ktoś odczuwa potrzebę
                                            > zadbania o siebie i podobania się, o tyle nie umiem sobie wyobrazić,
                                            > że niedbanie i niechęć, żeby się podobać jest potrzebą.

                                            Mówiąc "nakaz", myślę o presji kulturowej. Ty (żyjąca tu i teraz) nie wyobrażasz sobie nakazu tycia, ale istniały kultury, w których otyłość była jednym z warunków bycia atrakcyjną. Kobieta tłusta była atrakcyjna, a chudość świadczyła o ubóstwie - na przykład.

                                            Poza tym dlaczego od razu rozpatrywać to w kategoriach potrzeb? To, że kobieta się nie odchudza i tyje (przy siedzącym trybie życia i zbyt dużej podaży kalorii to dla wielu nieuniknione), nie oznacza od razu, że ma potrzebę obrastania tłuszczem.

                                            Jest niuans
                                            > w powiedzeniu "Nie potrzebuję wyglądać atrakcyjnie" a "Potrzebuję
                                            > wyglądać nieatrakcyjnie".

                                            Wiem o tym. Nie bardzo rozumiem, do czego właściwie zmierzasz. Myślę, że się zgadzamy w tej sprawie.

                                            Ale jedna uwaga: Nakaz niedbania o siebie, tycia, nie malowania się raczej nigdy się
                                            > nie pojawi jako wynik naturalnej potrzeby

                                            --> czy naprawdę uważasz, że wzory sylwetki, kanony urody czy potrzeba konsumowania dóbr prestiżowych - to wszystko są konsekwencje ludzkich potrzeb? Czy może te potrzeby są w dużej mierze uwarunkowane?
                                            • wildor Re: słucham? 02.03.10, 22:04
                                              Za nadrzędną uznaję u ludzi naturalną potrzebę piękna. Tkwi ona w
                                              nas głębiej niż naleciałości kulturowe.

                                              Ty byś chyba chciała, żebym powiedziała, że dbamy o siebie i
                                              upiększamy wszystko, bo tak nam kultura każe.

                                              No niestety, ale nie. Dbamy o siebie, upiększamy wszystko, dążymy do
                                              doskonałości, bo mamy taką pierwotną potrzebę. Najpierw była
                                              potrzeba, potem kultura. Kulturę można dowolnie zmieniać, a z
                                              potrzeby nie da się nas wyprać.
                                              • echtom Re: słucham? 02.03.10, 22:32
                                                Zgoda - tylko zmieniające się kanony urody świadczą o tym, że piękno jest pojęciem względnym. Helena Fourment była w swojej epoce pięknością.

                                                www.henner-intime.fr/wp-content/uploads/2009/10/07furcoa.jpg
                                              • flasska Re: słucham? 02.03.10, 22:40
                                                Ale zauważasz chyba zmiany w tym, co za piękne jest uznawane. Czym je tłumaczysz w takim razie? Piękna kobieta dziś byłaby ohydną niegdyś. To gdzie ta pierwotna potrzeba piękna? Tzn. potrzeba mogłaby sobie być pierwotna, ale kanon piękna nie.

                                                Kulturę można dowolnie zmieniać, a z
                                                > potrzeby nie da się nas wyprać.

                                                Kto niby miałby to świadomie zrobić?

                                                I czy dysponujesz jakąś naukową podstawą tego przekonania o nadrzędnej potrzebie doświadczania piękna, czy to raczej twoja wewnętrzna wiara?
                                                • wildor Re: słucham? 02.03.10, 23:42
                                                  > Tzn. potrzeba mogłaby sobie być pierwotna, ale kanon piękna nie.

                                                  Właśnie tak.

                                                  > Kulturę można dowolnie zmieniać, a z potrzeby nie da się nas
                                                  wyprać.

                                                  Różne kultury, różne wzorce. Ale zawsze stoi za tym właśnie ta
                                                  pierwotna potrzeba piękna i jego umiłowanie.

                                                  > Piękna kobieta dziś byłaby ohydną niegdyś.

                                                  Nie poruszam się w kanonach różnych epok, tylko mówię o potrzebie
                                                  piękna. Ta jest niezmienna. Ta ohydna wg naszych wzorców kobieta
                                                  współcześnie sobie mogła uchodzić za piękną i ZADBANĄ. Dbała o
                                                  siebie, coś ze sobą robiła: tyła, malowała twarz na biało, goliła
                                                  się albo i nie, chociaż my dziś uznalibyśmy, że się oszpecała, a nie
                                                  upiększała. Ale wg ówczesnych standardów - upiększała się. A my
                                                  teraz mamy swoje standardy piękna.

                                                  > I czy dysponujesz jakąś naukową podstawą tego przekonania o
                                                  nadrzędnej potrzebie doświadczania piękna, czy to raczej twoja
                                                  wewnętrzna wiara?

                                                  Wrodzonej potrzebie doświadczania piękna.

                                                  Raczej potwierdzenie, że mam za sobą odpowiednią edukację estetyczną
                                                  (dziwnie byłoby jej nie odebrać w moim zawodzie). Nie wiem, czy
                                                  uznasz za naukową podstawę dzieła filozoficzne, ale polecam np.
                                                  Władysława Tatarkiewicza.
                                                  • flasska Re: słucham? 03.03.10, 00:09
                                                    A więc zgadzamy się co do względności kanonu i wpływu kulturowego.

                                                    Tak było i zapewne będzie. Jednak dziś problemem jest nieprzystawalność kanonu i oczekiwań do możliwości szarego człowieka.

                                                    A należy zaznaczyć, że tenże szary człowiek jest wręcz bombardowany, jak nigdy wcześniej, przekazem-instruktażem odnoszącym się do tego, jak jego ciało ma wyglądać. Jednocześnie trudno dziś ukryć mankamenty, ciało jest także odsłonięte jak nigdy dotąd.

                                                    Przy okazji ta niemożność sprostania oczekiwaniom jest jednym z fundamentów gospodarczej potęgi Zachodu. Po prostu generuje popyt na produkty i usługi. Zarówno te, które mają pomóc dogonić ideał, jak i te, które pomogą obetrzeć łzę tym, którzy sprostać wygórowanym - a uchodzącym za neutralne - oczekiwaniom, mimo wielkiej desperacji, nie są w stanie.

                                                    A o podstawy pytam, bo, wyznam szczerze, bardzo mnie zaskoczyłaś. Mam raczej pesymistyczne zapatrywanie na tzw. ludzką naturę i twoja postawa jest mi po prostu obca. Z całą pewnością jednak interesująca.
                        • sid.leniwiec Re: słucham? 28.02.10, 13:06
                          Też uważam, że sensownie piszesz (chociaż ciągle o tej presji, której poddane
                          jest kobiece ciało - ok, to prawda, nikt tego nie kwestionuje, ale tu nie tylko
                          o to chodzi), ale trochę naciągasz do swojej tezy - patrz nawias - i wyolbrzymiasz.
                          Ludzie komentują wszystko. Kobiece ciała, męskie ciała, samochód
                          sąsiadki, prace sąsiada, tą dzisiejszą młodzież, etc. Osądza się wszystko,
                          wygląd i zachowanie. Ok, kobiecy wygląd jest osądzany najbardziej, ale to nie
                          jest wyjątek w morzu tolerancji.
                          W którymś z poprzednich wpisów napisałaś, że wiążesz się z całym człowiekiem i
                          pociąga Cie jako całość. Czyli gdy zaczyna być mniej atrakcyjny fizycznie, nie
                          staje się dla Ciebie mniej pociągający - tak to zrozumiałam. Ok, ale powinnaś
                          przyjąć do wiadomości, że nie każdy tak ma. Ja np. nie bo mnie pociąga ciało.
                          Nie tylko, lecz w znacznym stopniu. I pewnie to miał na myśli koleś dość
                          niefortunnie piszący o zdradzających mężach. Jeszcze raz odsyłam do tej
                          pierwszej pani i jej postawy, bo to było odniesienie właśnie do niej.
                          • flasska Re: słucham? 28.02.10, 15:46
                            > Też uważam, że sensownie piszesz (chociaż ciągle o tej presji, której poddane
                            > jest kobiece ciało - ok, to prawda, nikt tego nie kwestionuje, ale tu nie tylko
                            > o to chodzi), ale trochę naciągasz do swojej tezy - patrz nawias - i wyolbrzymi
                            > asz.

                            Siłą rzeczy :) To jest zagadnienie, na które chcę zwrócić uwagę, więc się głównie na nim skupiam.

                            > Ludzie komentują wszystko. Kobiece ciała, męskie ciała, samochód
                            > sąsiadki, prace sąsiada, tą dzisiejszą młodzież, etc. Osądza się wszystko,
                            > wygląd i zachowanie.

                            Tak, masz rację. Jednak w przypadku norm dla kobiecego ciała występuje znacznie bardziej skąpa gradacja osiągnięć niż w przypadku takiego na przykład samochodu; to jest sprawa niemalże dychotomiczna. I nikt nie stwierdzi, że danym modelem nie powinnaś w ogóle poruszać się po mieście, bo budzisz w nim wstręt. A przynajmniej takie stwierdzenie nie spotka się ze zrozumieniem.


                            Ok, kobiecy wygląd jest osądzany najbardziej, ale to nie
                            > jest wyjątek w morzu tolerancji.

                            To jest nie tylko ilościowo różne(chodzi mi o natężenie). Tu jest jakościowa różnica pomiędzy oceną zawodu, stanu posiadania i ciała (kobiecego w szczególności).

                            Ok, ale powinnaś
                            > przyjąć do wiadomości, że nie każdy tak ma. Ja np. nie bo mnie pociąga ciało.
                            > Nie tylko, lecz w znacznym stopniu. I pewnie to miał na myśli koleś dość
                            > niefortunnie piszący o zdradzających mężach. Jeszcze raz odsyłam do tej
                            > pierwszej pani i jej postawy, bo to było odniesienie właśnie do niej.

                            Tak, ale ja wciąż odnoszę się do sposobu, w jaki mówi się o swoich prywatnych opiniach. Nikt tu nie zaznacza, że pisze systemem "moim skromnym zdaniem". Nie. Opinie są arbitralne i generalizujące. Pan piszący o zdradach pisał też o konkretnych osobach, które mają być zdradzane. Nie wnikał w system wartości mężów i żon. Pytanie - dlaczego?

                            Otóż dlatego, że uznał (zapewne automatycznie, bezrefleksyjnie)za właściwe podejście zasadzające się na założeniu, że kobieta musi "o siebie dbać", bo tego się od niej oczekuje i że zdrada w przypadku, gdy tego nie robi, nie jest niczym nagannym. I że jest to podejście uniwersalne.

                            Ja rozumiem, że "nie każdy tak ma", ale fajnie byłoby, żeby ci, którzy "tak nie mają", nie oceniali wedle swoich wyśrubowanych kryteriów tych, którzy "tak mają" ;) A robią to, bo nakaz ścigania się z ideałem uchodzi za neutralną zupełnie normę.

                            Wiem, że nie jestem praktyczna w tych wypowiedziach. Praktyczne byłoby uznanie, że jest, jak ma być. Ale ja mam ostatnio sporo wolnego ;)
                            • sid.leniwiec Re: słucham? 28.02.10, 16:53
                              > Tak, ale ja wciąż odnoszę się do sposobu, w jaki mówi się o swoich prywa
                              > tnych opiniach. Nikt tu nie zaznacza, że pisze systemem "moim skromnym zdaniem"
                              > . Nie. Opinie są arbitralne i generalizujące. Pan piszący o zdradach pisał też
                              > o konkretnych osobach, które mają być zdradzane. Nie wnikał w system wartości m
                              > ężów i żon. Pytanie - dlaczego?

                              To charakterystyczne dla wypowiedzi w necie, w Polityce jakiś czas temu był
                              fajny artykuł na temat forów. Mnie to czasami przeraża, bo w tej dziedzinie
                              jestem pesymistką i zakładam, że po prostu z ludzi wychodzi prawdziwe "ja" gdy
                              są anonimowi.

                              > Otóż dlatego, że uznał (zapewne automatycznie, bezrefleksyjnie)za właściwe pode
                              > jście zasadzające się na założeniu, że kobieta musi "o siebie dbać", bo tego si
                              > ę od niej oczekuje i że zdrada w przypadku, gdy tego nie robi, nie jest niczym
                              > nagannym. I że jest to podejście uniwersalne.

                              A ja to zrozumiałam inaczej. Przywołana pani mówi wprost, że atrakcyjny wygląd
                              był dla niej narzędziem służącym do uwodzenia mężczyzn. Zadanie zostało
                              wykonane, ma męża, więc nie musi ładnie wyglądać. Cóż, gdybym była tym mężem, to
                              niefajnie bym się poczuła, nawet gdyby nie w głowie były mi skoki w bok.
                              Dodatkowo świadczy to o tym, że ta kobieta dała się wpędzić w pewien schemat,
                              będący chyba na przeciwnym biegunie "w szpilkach do lasu i w mini po bułki".
                              Aczkolwiek takie podejście dotyczące "łapania chłopa" to nie wiem czy nie jest
                              gorsze. Żeby być sprawiedliwą - sama znam kilka przykładów osób, które
                              "zapuściły się" gdy osiadły w związku i w takim samym stopniu dotyczy to obu
                              płci, przynajmniej w moich obserwacjach.
                              • flasska Re: słucham? 28.02.10, 18:44
                                > A ja to zrozumiałam inaczej. Przywołana pani mówi wprost, że atrakcyjny wygląd
                                > był dla niej narzędziem służącym do uwodzenia mężczyzn. Zadanie zostało
                                > wykonane, ma męża, więc nie musi ładnie wyglądać. Cóż, gdybym była tym mężem, t
                                > o
                                > niefajnie bym się poczuła, nawet gdyby nie w głowie były mi skoki w bok.

                                Nie powiedziała niczego takiego. Ty w ten sposób to odczytałaś. Ja zaś odczytałam jej wypowiedź jako taki skrócony raport z dojrzewania kobiety, która została matką. I podobała mi się najbardziej ze wszystkich trzech. Zajrzyj do tekstu jeszcze raz i przeczytaj wypowiedź Pauli tak, jak opowieść o życiu, a nie o ciele.

                                > Dodatkowo świadczy to o tym, że ta kobieta dała się wpędzić w pewien schemat,
                                > będący chyba na przeciwnym biegunie "w szpilkach do lasu i w mini po bułki".
                                > Aczkolwiek takie podejście dotyczące "łapania chłopa" to nie wiem czy nie jest
                                > gorsze.

                                Nie sądzę, żeby to było "łapanie chłopa". Myślę, że wie, o czym mówi, jeśli opowiada o "wymyślaniu siebie". Naprawdę nie wżynałabym się jej w życie.
                                • sid.leniwiec Re: słucham? 28.02.10, 18:59
                                  "W tej chwili jestem przede wszystkim mózgiem. Tak, zapuszczam się. Ja chyba w
                                  ogóle mam takie tendencje i okres intensywnego dbania o siebie był tylko
                                  epizodem. Chodzę w starym swetrze po mamie, po tygodniu wyczesuję jakieś dredy z
                                  włosów. Wyglądam jak komputerowiec, który od rana do nocy w jednym ubraniu
                                  ślęczy nad klawiaturą."

                                  Pani przyznała, ze kiedyś ciało służyło do wyrywania facetów, teraz ma być
                                  zdrowe. Ma za soba epizod z przesadnym odchudzaniem, teraz w drugą stonę. Wygląd
                                  jej nie interesuje.
                                  Dla Ciebie to dojrzewanie, dla mnie regres jeśli chodzi o dbanie o siebie. Może
                                  nawet nie tyle regres, co ona nie potrafi tego robić, bo wpada ze skrajności w
                                  skrajność. Ja zrozumiałam tak, Ty inaczej. Ale to nie znaczy, że to Ty masz rację.:)
                                  Nie wżynam się w jej życie, komentuję co powiedziała w dobrowolnie udzielonym
                                  wywiadzie.
                                  • flasska Re: słucham? 28.02.10, 20:00
                                    No tak, ale według mnie bardzo upraszczasz. Interpretujesz to tak, jakby na podstawie tego typu wypowiedzi w ogóle dało się tak jednoznacznie jej postawę zaklasyfikować i ocenić. To taka uwaga na boku, bo wciąż uważam, że nie o to jej chodzi.

                                    Ona o tym opowiada w jakimś kontekście. Opowiada o swoim stosunku do ciała w kontekście własnego rozwoju, zmiany, macierzyństwa. To nieco komplikuje sprawę. W ogóle trudno opowiedzieć o sobie w dwóch zdaniach odpowiedzi na pytanie dziennikarki.

                                    "Dla Ciebie to dojrzewanie, dla mnie regres jeśli chodzi o dbanie o siebie"

                                    Jeśli jej wypowiedź będziesz odczytywać i oceniać tylko pod tym kątem - dbania o siebie - tak, można to postrzegać jako regres. Ale właśnie według kategorii "kobieta idealna = atrakcyjna".

                                    Bo zauważ coś ciekawego. Ona jednocześnie mówi:

                                    ( Pyt. Po co ci dzisiaj twoje ciało? )

                                    "[Moje ciało] Ma mi przede wszystkim dobrze służyć. Ma być zdrowe. Od kilku miesięcy kończę doktorat, dużo pracuję, z mężem dzielimy się opieką nad dwójką dzieci. To wymaga siły."

                                    Być może wreszcie przestała po prostu eksperymentować ze swoim ciałem. Traktować je jak oddzielony od niej produkt (nie robi już z siebie dzieła sztuki, innymi słowy).

                                    Może
                                    > nawet nie tyle regres, co ona nie potrafi tego robić, bo wpada ze skrajności w
                                    > skrajność.

                                    No, ok. Ale to też jest na tyle ciekawe - i sam sposób, w jaki swoje doświadczenia relacjonuje - że można chyba spojrzeć na nią trochę cieplej, szerzej. Niekoniecznie sprowadzać ją do kobiety-która-się-zaniedbała.

                                    I zwróć też uwagę na wypowiedź rozpoczynającą wywiad:

                                    "To zależy od dnia. Czasem czuję się niesamowicie piękna. Podoba mi się, że moje ciało opowiada jakąś historię. W końcu mam za sobą kilka ciąż, dwa porody. Czasem tylko przychodzi mi do głowy, że to jest taka wypracowana akceptacja."

                                    Ta wypowiedź (całość) to zapis czegoś głębszego niż wyznanie: kiedyś byłam chuda i rwałam facetów, a dziś jestem gruba, bo już chuda być nie muszę.
                                    • sid.leniwiec Re: słucham? 28.02.10, 21:21
                                      Nie wiem, może Ty do wszystkiego jesteś tak pozytywnie nastawiona.:) Ja nie będę
                                      się rozpływać nad tą kobietą, ona miała i ma problem ze swoją cielesnością, no
                                      ale to jej sprawa, aczkolwiek nie będę się taką postawą zachwycać. A co miałam
                                      do napisania, to już napisałam.:)
                            • echtom Re: słucham? 01.03.10, 21:39
                              > Jednak w przypadku norm dla kobiecego ciała występuje znacznie
                              > bardziej skąpa gradacja osiągnięć niż w przypadku takiego na przykład samochodu; to jest sprawa niemalże dychotomiczna

                              Dychotomiczna i skrajna - możesz być albo topmodelką, albo kaszalotem. I jeśli po urodzeniu dziecka zmienisz obwód w talii z 65 na 67 cm, jesteś kaszalotem i nie masz prawa wystawiać "zrujnowanego ciążą ciała" na widok publiczny. Taki wniosek wypływa z wypowiedzi osób, dla których przeciętne kobiece ciała z nieznacznymi pociążowymi zmianami staja się nagle "ohydne". Btw. ciekawe, czy te osoby oceniałyby równie skrajnie, gdyby nie wiedziały, że kobiety na zdjęciach urodziły dziecko.
          • dididi124 Re: słucham? 11.03.10, 13:09
            Przeszło 12 lat temu związałam się z niesamowitym przystojniakiem, który ważył
            wtedy 68kg. Teraz waży 75, pojawiły się zmarszczki, kolejne lata wypisane na
            twarzy, ciało mniej wysportowane i sprężyste i wiesz co ... pociąga mnie
            bardziej niż kiedyś. Bo teraz dopiero wiem jak wspaniałym jest facetem, wiem że
            nie opuści mnie w chorobie, wiem że zawsze będzie mnie wspierał, wiem jak
            wspaniałym jest ojcem i przyjacielem. I wiem, że te dodatkowe kilogramy i
            zmarszczki pojawiły się gdy stresował się moim zdrowiem czy spędzał nieprzespane
            noce kołysząc na rękach niemowlę z kolką. Nigdy nie miałam nawet przez chwilę
            ochoty zdradzić go z jakimś ładniusim chłoptasiem...
      • gazeta_mi_placi Re: Jezzzzuuuu... 27.02.10, 16:20
        >Cóż - gratuluję bohaterkom reportażu wyrozumiałych mężów. Są dwie opcje: albo
        panom tak opadło libido, że jest już im wszystko jedno albo mają na boku kochanki.

        Niestety - wśród kobiet panuje radosne przekonanie, że jak już zaszłam w ciążę
        to mogę jeść za dwoje, nie dbać o siebie a mąż / partner i tak będzie mnie
        kochał i akceptował bo będziemy mieli dzidziusia.
        No to muszę Was rozczarować - będzie Was kochał jako matkę jego dzieci. Będzie
        kochał dzidziusia - ponad wszystko. Ale swoje potrzeby sexualne spełni z
        koleżanką z pracy / prostytutką / sąsiadką. I nie będziecie miały o tym
        zielonego pojęcia bo w ogromnej większości przypadków nie da Wam żadnego
        znaku, że coś jest nie tak. A im bardziej będziecie pytać tym bardziej będzie
        zaprzeczał.

        Dokładnie.
        A potem płacz bo znalazł kochankę...
        Oczywiście na szczęście w większości przypadków zdrada nie wyjdzie na jaw :-)
      • elinkan Re: Jezzzzuuuu... 02.03.10, 13:45
        podpisuję się pod Twoim komentarzem. jak zobaczyłam te kobiety- i przeczytałam
        ich wypowiedzi, zwłaszcza o tym, jakoby dbałość o higienę osobistą wykluczała
        możliwość używania mózgu.... wyczesywaniu dredów z głowy po tygodniu.

        Obrzydliwe!!!! Co do ciał- moja mama w wieku dwa razy starszym od nich tak nie
        wygląda! a urodziła dwoje dzieci.

        Naprawde współczuję serdecznie waszym facetom

    • 4v kobiety są różne. 25.02.10, 19:53
      i niektóre po ciąży wyglądają jak cień siebie (i znacznie gorzej niż tu na
      zdjęciach) a niektóre szybko wracają do w miare przyzwoitego poziomu.

      ale... po pierwsze to nigdy nie wiadomo, jakim typem się jest. po drugie, brzuch
      i rozstępy to nie wszystko. zmieniają sie rysy twarzy. może urosnąć nos. ciąża
      może spowodować nietrzymanie moczu. zmiany hormonalne skutkują często obniżeniem
      libido (kobiety tacą ochotę na sex).

      ciąża to ruletka. gdyby ludzie byli świadomi zmian, kosztów... na dziecko
      decydowałby się co 10 człowiek. ale i co z tego? przecież ludzkość by nie
      wymarła. i jeszcze wpadki. byłoby ok. nie musi nas być 6 miliardów. może być 800
      milionów.

    • ewra77 To nieprawda!! 25.02.10, 19:57
      Kobiety są dobrane tendencyjnie!! Ja urodziłam dwoje dzieci, moja mam urodziła czworo, bratowa dwoje. Żadna z nas tak nie wygląda w negliżu!!. Brak takich rozstępów, brak obwisów skórnych, brak wystającego brzucha. Owszem, ślady ciąż są, ale nie takie. Nikt rok po porodzie nie wyglądał jak w połowie ciąży (chyba ze faktycznie był) i nikt 9 lat po porodzie nie miał pustego worka na brzuchu. Po prostu w to nie wierzcie. Luźną skórę to ja miałam może przez tydzień, a wystający brzuch przez miesiąc, rozstępy dużo mniejsze.
    • niebieskooka21 Tu mieszkało dziecko 25.02.10, 19:59
      już jakiś czas temu przeglądłam taką stronę: theshapeofamother.com/

      mamy, czy taki wygląd jak pokazany na zdjęciach dotyczy większości kobiet, czy
      też na tej stronie pokazane są jedynie "wyjątki". Ja rozumiem że po
      trojaczkach brzuch może wyglądać źle, ale na niektórych zdjęciach i mamy
      jedynaków wyglądają fatalnie. Może to wina słabej kondycji fizycznej, słabych
      mięśni? Jak się przygotować pod tym względem do ciąży?
    • kasahara Tu mieszkało dziecko 25.02.10, 20:05
      Ciąża nie musi doprowadzać ciała do ruiny. Wystarczy przed ciążą prowadzić
      zdrowy tryb życia: uprawiać SYSTEMATYCZNIE sport i nie obżerać się. W ciąży
      jeść jedynie zdrowe produkty, żadnych pustych kalorii i nie objadać się
      tłumacząc, że jest się w ciąży, więc można jeść wszystko i ile się chce. Ja
      przy wzroście 170cm i wadze wyjściowej 61kg przybrałam na wadze 12kg. Niecały
      miesiąc po porodzie ważyłam 60,5kg. Jeśli się nie przytyje w ciąży, to można
      później świetnie wyglądać (i urodzić przy tym zdrowe dziecko; moje ważyło
      3950g). Na rozstępy też jest sposób. Ja nie mam ani jednego. W ciąży
      codziennie nawilżałam skórę brzucha, ud i pośladków. Nie trzeba wcale smarować
      się drogimi kremami. Wystarczy zwykła oliwka dla niemowląt.
      No i w ciąży też trzeba się ruszać, a nie siedzieć na tyłku przed telewizorem
      (oczywiście jeśli nie ma przeciwwskazań do sportu ze względu na ciążę zagrożoną).
      Reasumując: jeśli się o siebie odpowiednio dba, to po ciąży można wyglądać tak
      jak przed, albo nawet lepiej. Ja w 7 tyg. po porodzie poszłam na basen w
      dwuczęściowym kostiumie kąpielowym. Gdyby nie kreska na brzuchu, to nikt by
      się nawet nie domyślił, że niedawno urodziłam dziecko.
      Aha: dla tych, co pewnie pomyślą, że jestem bardzo młoda, więc dlatego szybko
      wróciłam do formy, podaję swój wiek: mam 30 lat.
      • elve Re: Tu mieszkało dziecko 26.02.10, 11:09
        występowanie rozstępów jest niezależne od tego czy nawilżasz/natłuszczasz
        naskórek czy nie. po prostu masz szczęście w genach lub go nie masz. śmieszą
        mnie wypowiedzi osób, które myślą, że wszystko jest od nich zależne - niestety
        nie jest, i jedne babki będą po ciąży wyglądać fatalnie mimo wielu zabiegów, by
        tak nie było, a po innych nie będzie widać śladu mimo obżerania się i braku
        ruchu. taki lajf.
      • pchelapchelska Re: Tu mieszkało dziecko 26.02.10, 13:21
        Rozstepy, to kwestia genetyczna. Stosowalam litry olejkow, kremow,
        balsamow, stracilam sporo na tym pieniedzy, i co? I mialam. A wierz
        mi smarowalam sie rano i wieczor, w poludnie, kiedy tylko moglam. od
        momentu kiedy sie dowiedzialam, ze jestem w ciazy. I do 7mca ciazy
        nie mialam ani pol rozstepa. A potem mi sie masa pojawila. Faktem
        jest, ze nie byly paskudnie wielkie, ale byly. I zdrowe jedzenie?
        Pewnie, mozna jesc zdrowo i urodzic zdrowe dziecko, ale ktora z nas
        nie miala chociaz raz checi na jakies wstretne cos z majonezem,
        tudziez cos slodkiego. Slodycze mozna zastapic zdrowa wersja-
        rodzynki, morele suszone, banany, owocki. Ale czym do licha zastapic
        majonez?!:)
      • wildor Re: Tu mieszkało dziecko 25.02.10, 20:39
        Zaraz POŚWIĘCIĆ... Raczej oddać ciało walkowerem. Można powołać nowe
        życie i nie zaprzeczyć sobie ani swojemu ciału. Takie dorabianie
        ideologii typu "Przecież muszę stracić, bo jak nie będę skłonna
        poświęcić całej siebie, to wyjdę na złą matkę."
    • d-m-2 Taka jest niestety prawda ! 25.02.10, 20:45
      wiem co mowię, urodziłam 2 dzieci. Zawsze byłam szczupła z płaskim
      brzuchem, ale już w pierwszej ciąży w 5 miesiącu rozeszły mi sie mięśnie
      brzucha i zrobiła przepuklina pępkowa. Po porodzie szybko wróciłam do
      wagi przed ciąży ( 60 kg) ale brzuch odstawał bo niestety musiał...
      Kolejnej ciąża była szybko widoczna bo mięśnie nie trzymały. I znów
      sytuacja się powtórzyła i pogłębiła. Po porodzie znów szybko waga "
      panieńska" czyli 60 kg ale cóż z tego jak synek jutro kończy roczek a
      jak jak mam obcisła bluzke to wyglądam na 3 miesiac... byłam u chirurga
      i potwierdzil to co od dawna wiedzialam czyli rozejści sie mięśni brzuch
      i 2 przepukliny - pępkowa i pod "mostkiem". Za to nie mam grama
      rozstepów. Sama nie wiem co bym wolała?
      Tak więc te które miały szczeście wygladać jak ABC po porodzie to
      gratuluje genów albo szczęścia. Nie wszystkim się tak udaje. W moim
      przypadku ćwiczenia nic nie dadzą. Przepukliny do zrobienia i przy
      okazji zszycie mięśni brzucha. Czekam tylko aż skończe karmić synka
      piersią.Mam całe życie przed sobą!
      Niczego nie żałuję. Mam dwójkę zdrowych cudownych dzieci o których inni
      mogą śnić. Reszta jest do zrobienia... Maż mnie we wszystkim wspiera i
      na pewno nie szuka na boku sekretarki czy prostytutki jak napisał taki
      jeden ...
    • kobylczusia Tu mieszkało dziecko 25.02.10, 20:51
      Kiedy leżałam na porodóce, podszedł do mnie lekarz prowadzący i zobaczył mój
      brzuch, na którym pojawiło się wiele rozstępów. Powiedział do mnie z
      pogardą:"I co, żąrło się w ciąży co?"
      Zabolało mnie to.
      CO ciekawe jadłam w ci.ąży normalnie. Po prostu mam skóre z takimi
      tendencjami. No a brzuch i reszta cała jest w rozstępach. Staram się z tym
      pogodzić, choć mam brzuch w pionowe paski
    • beadm75 Tu mieszkało dziecko 25.02.10, 21:16
      Moja mama urodziła 5 dzieci ma teraz 52 lata zero rozstępów, ma jędrną, gładką
      skórę i jest szczupła-wygląda lepiej niż wiele młodszych kobiet. Wygląda
      świetnie. Ja urodziłam tylko 1 dziecko ale po ciąży szybko wróciłam do
      wcześniejszej wagi, skóra bez zmian, bez rozstępów, pomimo 1,5 roku karmienia
      piersi mi nie obwisły. Geny mają znaczenie ale fakt racjonalnego odżywiania,
      aktywność fizyczna ( oczywiście z rozsądkiem) nie jest obojętna...
    • jedynaela Tu mieszkało dziecko 25.02.10, 22:23
      Zdjecia sa super...pokazuja prawdziwe matki...
      Ale nikt tak naprawde ich nie rozumie...ja urodzilam 2 dzieci kocham
      Je...i dziekuje ze moglam byc matka...bo niestety w dziszejszych
      czasach coraz czesciej kobiety nie moga poczuc teo co ja poczulam...
      Pozdrawiam wszystkie mamusie i ich dzieci :)
    • bubcia75 Tu mieszkało dziecko 25.02.10, 23:39
      Ten artykuł ma chyba za zadanie nastraszyć wszystkie matki. Kobieta
      nie musi wcale tak wyglądać po urodzeniu dziecka jak te na
      zdjęciach. Ja niecały rok temu urodziłam syna. Nie mam ani jednego
      rozstępu na ciele, karmiłam piersią 11 miesięcy, do tego przez
      ostatnie 8 miesięcy tylko jedną. Moje ciało wygląda teraz nawet
      lepiej niż przed ciążą, bo schudłam dzięki karmieniu. Brzuch płaski,
      skóra może jak usiądę to jest odrobinkę luźniejsza na brzuchu, ale
      jak stanę to nic nie widać. Pewnie jak bym trochę poćwiczyła, to by
      się poprawiło, ale mi się nie chce. Przez całą ciążę i po smarowałam
      2 razy dziennie, oliwką, mustelą, itp., może to trochę pomogło.
      Piersi, mi się nie zmieniły, może trochę zmalały, ale to raczej
      dlatego, że schudłam. Podczas karmienia jedną piersią była ona
      większa, ale w ciągu paru dni po odstawieniu małego się wyrównało. W
      sumie zawsze były małe - najwyżej miska B, może to dlatego teraz nie
      wiszą.

      Tak więc - nie ma reguły...To chyba kwestia skóry, przemiany
      materii, genów. Niektóre kobiety mają skórę cienką, podatną na
      rozstępy, a niektóre nie. I tyle.
      Przyszłym mamom nie radzę oglądać tych fotek. Po co się nakręcać,
      wcale nie musicie tak wyglądać po porodzie.
    • aga_i_oli Re: Tu mieszkało dziecko 26.02.10, 00:05
      Jak dla mnie Panie na zdjęciach wyglądają bardzo ładnie.
      Mam dwoje dzieci. W pierwszej ciąży w 8 tygodniu ciąży zrobiły mi się okropne rozstępy na piersiach. Nic nie moglam na to poradzić :( Zaczełam stosować na brzuch, biodra i pośladki kremy na rozstępy typu Mustela, Vichy itd. i nic nie dały :(
      Po ciąży niestety brzuch i ciało wyglądały inaczej :( Przytyłam 17-18kg
      W drugiej ciąży chodziłam na aerobik 3 razy w tygodniu, smarowałam się innymi kremami. Figura po ciąży taka jak przed pierwszą, rozstępów niestety więcej :(
    • pj.pj Tu mieszkało dziecko 26.02.10, 00:56
      Akcja niewątpliwie słuszna, bo tabu niepotrzebne, ale nie udawajmy, że na tych
      zdjęciach są ładne ciała, bo nie są. Takie "te panie wyglądają pięknie, bo są
      matkami" to oszukiwanie rzeczywistości - zdjęcia pokazują cenę, jaką płaci się
      za macierzyństwo. Każda kobieta ma prawo wiedzieć, jaka to cena - w dawnych
      czasach było to oczywiste, a teraz nie.

      Natomiast przydałaby się jeszcze akcja pokazująca, jak można tę cenę
      zminimalizować - gimnastyka, kosmetyki itd. - żeby zwłaszcza młode matki nie
      wpadały w depresję na widok swoich ciał.
    • blue.bluebell Re: Tu mieszkało dziecko 26.02.10, 10:02
      Te opowieści mają odkłamać nienaturalny ideał jędrnego i gładkiego
      ciała, ale są przesadzone, przejaskrawione, czy raczej tendencyjnie
      dobrane, pod tezę.

      Znam wiele kobiet, których ciała nie uległy jakimś radykalnym,
      oszpecającym przemianom w ciąży, bez rozstępów, bez nawisów skóry.

      Przed ciążą miałam problemy z niedowagą, byłam trochę jak pierwsza
      dziewczyna z artykułu, mam podobny wzrost (no, nie aż taka lekka, ale
      blisko, co nawiasem mówiąc utrudniało zajście w ciążę). Ciąża
      zaokrągliła moje ciało (wyrównały się proporcje ramion i bioder,
      pojawiły się nieistniejące wcześniej piersi). Nie mam rozstępów, a
      cellulit cóż, miałam i wcześniej, przy niedowadze (takie geny). Jeśli
      coś odcisnęło negatywnie swój ślad na moim ciele, to wiek, brak
      ruchu, i nieuporządkowany tryb życia. Te zmiany nadeszły zresztą
      wiele lat po urodzeniu dziecka.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka