List tygodnia

05.04.10, 10:01
Ale, to Pani wybór.
Moja mama podjęła inną decyzję, i może nie piliśmy świeżo wyciśniętych
soków, ale i tak zdołała nas dobrze wychować.
    • isterus Re: List tygodnia 05.04.10, 17:51
      Może warto pomyśleć o dobrej polisie na życie dla męża, oraz o odkładaniu
      pieniędzy na tzw III filar. Bo nigdy nie wiadomo, co się wydarzy, a ważne jest
      zabezpieczenie Pani bytu w sytuacji gdy męża zabraknie.
    • triss_merigold6 List tygodnia 05.04.10, 17:56
      Zdziwiona? Skoro mąż tak bardzo docenia Twój wysiłek na rzecz
      rodziny, te naleśniczki i soczki to niech Ci opłaca składkę
      emerytalną. Dlaczego miałby to robic podatnik?
      BTW przy orzeczonej niepełnosprawności i niezdolności do pracy
      przysługuje renta. Jeśli nie masz renty to znaczy, że możesz
      pracować.
      • marionaud_1 Re: List tygodnia 05.04.10, 18:39
        No i skąd to poczucie wielkiej wykonywanej pracy? jedno dziecko
        nastoletnie i prowadzenie domu? Wielkie mecyje. To jednak na pewno
        prowokacja redakcji!
        • bun.seki Re: List tygodnia 05.04.10, 19:27
          Po pierwsze to Pani wybor.
          Nie rozumiem dalczego podkreslila Pani, ze praca byla anglojezyczna.
          Jakie to ma znaczenie???
          Napisala tez Pani, ze jest milo. W biurze nie zawsze jest milo.
          Zastanawia sie Pani ile by Pani zarobila gotujac zawodow ale odrzuca
          Pani te mysl, bo we wlasnej kuchni moze Pani decydowac o wszysykim.
          Wlasnie taka jest roznica miedzy praca zawodowa a praca w domu. I
          nie wiem skad w Pani przekonanie, ze praca poza domem jest lzejsza,
          latwiejsza i przyjemniejsza. Malo kto ma w pracy milo. Pani
          napisala, ze jest milo. Malo ktory pracodawca placi pracownikowi za
          to, ze pracownikowi jest milo.
          Nie rozumiem tez argumentu o tym , ze nikt nie chce Pani zatrudnic.
          Tysiecy kobiet nikt nie chce zatrudnic, wiec zakladaja wlasne firmy
          albo szukaja pracy do skutku.
          Liczenie na to, ze dziecko sie Pania zaopiekuje jest szczytem
          egoizmu i wygodnictwa. O swa starosc nalezy zadbac samemu a nie
          obarczac nia dziecko.
      • easz Re: List tygodnia 05.04.10, 19:26

        triss_merigold6 napisała:

        > BTW przy orzeczonej niepełnosprawności i niezdolności do pracy
        > przysługuje renta. Jeśli nie masz renty to znaczy, że możesz
        > pracować.

        Nie wnikam w treść listu, ale z tym, to akurat niekoniecznie tak
        jest. No i nie warto przykładać jednej miarki do wszytkich ludzi.
        A znane są też absurdalne przypadki i odwołania ciągnące się latami,
        kiedy orzeczenie było i pracować nie wolno było wg niego, a prawa do
        renty przy tym nie przyznawano. Poważnie.
    • echtom Re: List tygodnia 05.04.10, 20:41
      Pracuję na etacie. Dorabiam pracami zleconymi. Sprawdzam anglojęzyczne prace moich dzieci i koleżanek z pracy. Robię zakupy, gotuję i piorę. Sama wychowuję troje dzieci. Opiekowałam się starym, chorym ojcem, teraz opiekuję się mamą. Od roku bawię się w wolontariat na rzecz bezdomnych zwierząt. Do emerytury zalicza mi się tylko pozycja nr 1 - właśnie dostałam pismo z ZUS-u, że na dzień dzisiejszy po 16 latach pracy wypracowałam sobie emeryturę w wysokości 610 zł :D Tak sobie ułożyłam życie zawodowe i prywatne, byłam dorosła, wiedziałam, co robię, i nie mam do nikogo pretensji, że nie nagrodzi emeryturą moich licznych pozaetatowych aktywności. Dziwię się, że autorka listu tego nie wiedziała.
    • ammater Re: List tygodnia 05.04.10, 21:42
      u mnie czasem na obiad byl garnek zupek chinskich i tez wszyscy przezyli
    • lena575 Re: List tygodnia 05.04.10, 22:23
      Obawiam się,ze głosne domaganie się feministek by wyliczać pracę
      kobiet w domu zrobiły krecią robotę. Miało to chyba na celu
      pokazać,że kobiety bardzo często przy większym nakładzie pracy
      (praca domowa i zarobkowa) zarabiają mniej, bo są mniej dyspozycyjne
      i nawet same najczęsciej do awansów się nie pchają - w końcu ktoś o
      rodzinę zadbać musi. Moim zdaniem optymalny byłby model - składki
      emerytalno-rentowe małżonków powinno się sumować i dzielić na pół.
      A tu najczęsciej obecnie "wychylają" się kobiety które programowo
      zostają w domu, zajmują się rodziną (patrz - dyskusja w
      temacie "pani Krupska") i chciałyby nawet pół godziny rozmowy z
      własnym dzieckiem policzyć sobie jak "psychoterapia - 100 PLN". To
      paranoja i żenada!
      Ja również wychowałam dziecko (dziś samodzielne, we własnym
      mieszkaniu), pracowałam nawet w trakcie urlopu wychowawczego (1/4
      etatu), potem nawet na 1 i 1/2 etatu, przez ponad 10 lat na zmiany z
      pogotowiem domowym (ściągana na awarie), udzielałam się społecznie
      (dziś i to robi moje dziecko), uprawiałam (i uprawiam) mnóstwo
      sportów (co i moje dziecko robi). W domu były obiady gotowane przez
      mnie (uwielbiam gotowanie + pomagała córka), posprzątane (sprząta
      mąż, pomagała córka), wyprane i wyprasowane (prasuję przy oglądaniu
      zaległych nagranych dobrych filmów). Do tego opiekujemy się moją
      mamą (od dwóch lat)i 90-letnią ciocią mojego męża (od wielu lat).
      Opiekowałam się moim stryjem, umierającym na raka wujkiem. Tak
      organizowałam pracę i dom by dało się to pogodzić i by inni
      domownicy też się w to włączali.
      Obsługująca matka to zły przykład a nie wartość dla społeczeństwa.
      • easz Re: List tygodnia 05.04.10, 22:35

        Feministki żadnej kreciej roboty nie zrobiły. Pani Krupska zresztą
        feministką nie jest. Chodzi o docenienie pracy domowej przede
        wszystkim. Kiedy najmocniej nie tylko do wyobraźni przemawia wartość
        pieniądza, to jak inaczej, niż wyceniając coś do wyobraźni
        niedowiarków trafić?

        Dobrze też, że wreszcie głośno się o pewnych rzeczach mówi, zaczęto -
        teraz w tym głowa wszystkich zainteresowanych kobiet, żeby
        pociągnąć temat tak, jak by chciały, te zawodowo pracujące a też w
        domu również, ponieważ feministki nigdy nie rozgraniczały, że
        interesuje je tylko docenienie pracy domowej kobiet 'domowych' - po
        prostu praca tzw. domowa i jej nie wiedzieć czemu niższy status, a
        tu jak wiemy wciąż jeszcze się narzuca, a czasem tak znaczy - niższy
        od statusu pracy 'meskiej'.

        Jest jeszcze sprawa emerytur.
        • easz Re: List tygodnia 05.04.10, 22:35

          A, sori, Krupska to nie tu;)
        • lena575 Re: List tygodnia 05.04.10, 23:09
          Jako pracująca na zmiany miałam samych kolegów (mam męski zawód i
          pracuję z samymi mężczyznami od lat) i widziałam jak oni zajmują się
          domami - gotowanie, zakupy, zajmowanie się dziećmi. Do tego robią
          też te prace "męskie". Nie uważam,ze zajmowanie się domem to tylko
          kobiecy "fach". Jak w takich sytuacjach wyliczyć pracę "męską"?
          W każdym domu jest praca "domowa" i każdy musi sobie z nią radzić.
          Nikt nie chce by nawet wnikano w to jak on sobie z nią radzi a już
          na pewno nie chciałby mieć "zakresu obowiązków" i "regulaminu
          pracy". Gdyby mógł dostać za nią pieniądze to wziąłby je bez
          wahania. Ja nie widzę powodu dla którego wszyscy mielibysmy płacić
          tym osobom (bo i meżczyxni tacy by się pewnie znaleźli i to w
          niemałym procencie) za pracę którą robi się w każdym domu
          polegającej na obsłudze samej siebie i własnej rodziny.
          • easz Re: List tygodnia 05.04.10, 23:32

            Ok, praca domowa tak zwana, nie że kobieca, czy męska. Właśnie w tym
            sęk. Dlaczego się tym feministki zajęły? Bo przede wszystkim
            należało to do zadań kobiety, albo i tylko, i kategoryzowanie wg
            mizernej 'wyceny' takiej pracy w kobiety uderzało. Sporo już się
            zmieniło, ale jeszcze nie wszędzie i wciąż za mało. Ja mam trochę
            inne obserwacje, choć i tak uważam, że jest lepiej a na drodze
            jeszcze lepszej. Czy sama zmiana myślenia i przekuwanie tego w życie
            swoje własne domowe, podział jakiś sprawiedliwszy partnerski i
            docenianie czyjegoś starania i pracy - wystarczy? nie wiem, choć
            fajnie by było.
            Nikt przecież nie będzie Ci ingerował w Twoje sprawy w związku, ani
            na sztywno ustalał zasad zarządzania Twoim domem. Niby jak by to
            miało wyglądać? Nie o to chodzi.
            • squirrel9 Re: List tygodnia 05.04.10, 23:54
              Pewnie nie o to chodzi ale po "gazetowych" listach odnoszę wrażenie,
              ze szczególnie uaktywniły się roszczeniowe kobiety które nie pracują
              zawodowo, odpowiada im taki model życia ale chciałyby za to
              pieniądze.
              Uważam,że pewnie na jakimś etapie zasobności państwa trzeba byłoby
              kobietom wychowującym dzieci (np. do 3 lat) odprowadzać składki
              emerytalno-rentowe na określonymn poziomie.
              • kochanic.a.francuza Re: List tygodnia 06.04.10, 17:17
                Nie wiem jak skladki emerytalne, ale w Luksembirgi kobieta dostaje
                wyplate, co miesiaac ok. 500 euro plus cos na dziecko, jesli
                zrezygnuje z pracy i zajmie sie dzieckiem do ok 3-ego roku zycia.
                • triss_merigold6 Re: List tygodnia 06.04.10, 18:08
                  Luksemburg jest mały i bardzo bogaty, nieprawdaż?
                • echtom Re: List tygodnia 06.04.10, 19:00
                  > ok. 500 euro plus cos na dziecko, jesli zrezygnuje z pracy i zajmie sie dzieckiem do ok 3-ego roku zycia.

                  Właśnie - do 3. roku życia, nie przez 30 lat.
                • malopolll Re: List tygodnia 06.04.10, 20:54
                  Nie kobiecie, tylko rodzicowi. Płeć nie ma znaczenia. I nie:jeśli zrezygnuje z
                  pracy, tylko: jeśli nie pracuje.
                • three-gun-max Re: List tygodnia 07.04.10, 13:18
                  Luksemburg może sobie na to pozwolić bo utrzymuje się z prania brudnej kasy. Trudno to coś nawet nazwać państwem. Polska to co innego, tutaj na pieniądze trzeba zarobic.
                  • easz Re: List tygodnia 07.04.10, 13:50
                    three-gun-max napisał:

                    > Luksemburg może sobie na to pozwolić bo utrzymuje się z prania brudnej kasy. Trudno to coś nawet nazwać państwem. Polska to co innego, tutaj na pieniądze trze
                    > ba zarobic.

                    Na mieście gadają, że w Polsce są pieniądze, tylko zarządzanie nimi i organizacja są złe, i nie mam na myśli tylko złodziejstwa, które jest pewnie wszędzie w jakimś stopniu. Ot i tyle.
                  • start1979 Re: List tygodnia 08.04.10, 12:39
                    Tyle, że redystrybucja środków w tym "zarabianiu" sporo namieszała - m. in.
                    kosztem kobiet/mężczyzn domowych. Ochrona przed zwolnieniem przyszłych i
                    świeżych matek, notoryczne L4 z powodu ciąży, płatny macierzyński, wychowawczy,
                    podczas którego to MY (z podatków) płacimy kobietom ZUS, dodatkowe punkty przy
                    przyjmowaniu do publicznych przedszkoli, gdy oboje rdziców pracuje zawodowo,
                    publiczna komunikacja (czyt. dotowane dojazdy do pracy), pomijając już to, że
                    szereg tych robiących zawrotną "karierę" kobiet/mężczyzn to osoby zatrudnione
                    właśnie przy redystrybucji dóbr ;) i "świetlane" pomysły zrównywania pensji osób
                    na tym samym stanowisku, coby nie wychodziły na jaw róznice w płci.
                • pani.cogito Re: List tygodnia 07.04.10, 14:33
                  kochanic.a.francuza napisała:

                  > Nie wiem jak skladki emerytalne, ale w Luksembirgi kobieta dostaje
                  > wyplate, co miesiaac ok. 500 euro plus cos na dziecko, jesli
                  > zrezygnuje z pracy i zajmie sie dzieckiem do ok 3-ego roku zycia.

                  A mężczyzna nie?
        • azaharito Re: List tygodnia 07.04.10, 11:44
          Ale kto ma domową pracę tej pani ocenić? Ja? Dla mnie tych soczków
          nie wyciska. Niech docenia mąż i dziecko. Nie bardzo rozumiem też
          dlaczego niby pozycja tej pani miałaby byc niższa niż pozycja pani z
          agencji towarzyskiej? Dla kogo niższa? Dla niej samej, dla jej
          rodziny? Czy za prowadzenie domu powinno sie otrzymywać emeryture od
          państwa, ze składek podatników. Jeśli ktoś ma życzenie prowadzić
          dom, zajmować się charytatywnie innymi sprawami, nie pracować
          zawodowo - to jego sprawa. Pracuję, wychowuję dwie córki, prowadzę
          dom - no cóż soczków może nie wyciskam, mężowi koszul nie prasuję,
          ale codziennie gotuję. Na zdrowiu rodziny taki styl życia się nie
          odbija. Dzieci są zadbane. Wszystko jest kwestią wyboru.
          • sid.leniwiec Re: List tygodnia 08.04.10, 19:42
            > Ale kto ma domową pracę tej pani ocenić? Ja? Dla mnie tych soczków
            > nie wyciska. Niech docenia mąż i dziecko.

            No i bingo.:)
            Większość wypowiedzi w tym wątku jest bardzo trafna. List momentami kuriozalny,
            a już przy rozmowie z dzieckiem i "psycholog, 100 złotych poproszę" parsknęłam
            śmiechem.
    • awos2010 List tygodnia 05.04.10, 22:25
      Piszmy listy, musi być kiepsko skoro redakcja drukuje takie knoty. Fakt,
      napisane ładnie ale na tym koniec. Jeżeli list nie jest prowokacją pozwolę
      sobie na kilka uwag.
      Autorka uważa się za osobę niezwykłą, dobrą matkę i żonę. Uważam, że
      niesłusznie. Nie jest wzorem dla córki ani oparciem dla zapewne ciężko
      pracującego męża. Stara się pokazać czytelniczkom, że jest osobą dobrze
      wykształconą (angielski, historia, czytanie książek),twórczą (wymyśla obiady
      wegetariańskie), zdecydowaną (w kuchni sama decyduje o wszystkim), przydatną
      (wolontariat)i pokrzywdzoną (niepełnosprawność). Jest natomiast jak to sama o
      sobie napisała nieudacznicą lub jak kto woli sprytnym leniem. Skąd pomysł
      nabywania praw do emerytury? Za tak "miłe" życie emeryturę powinien wypłacić
      mąż, bo Magdalena nie chce iść na kompromis polegający na podjęciu pracy lub
      podjąć ryzyka poprowadzenia własnej działalności. Ciekawe dlaczego przecież we
      własnym mniemaniu jest tak doskonała. Nie zazdroszczę córce, bo empatią i
      dobrym wychowaniem ciężko będzie opłacać mamine rachunki. Chyba, że do zalet
      córki można dodać pracowitość i odpowiedzialność. O tych cechach charakteru
      autorka listu nie pisze, bo po cóż one są potrzebne współczesnej kobiecie.
    • marytna3 List tygodnia 06.04.10, 13:36
      Uważam, że Pani praca jak najbardziej zasługuje na szacunek, chociaż nie
      ukrywam, że sama całe życie pracuję, obecnie jestem mamą już nastoletnich
      córek, więc jest mi co nieco łatwiej. Ale zmierzam do tego, że wyszłam za mąż
      z miłości, przez wiele lat byliśmy wspaniałym małżeństwem, uważaliśmy że
      wszystko co osiągnęliśmy jest wspólne, inwestowaliśmy przede wszystkim w
      sukces zawodowy męża, bo tam mieliśmy pewność zwrotu nakładów, a przecież
      jesteśmy jednością. Obecnie mój mąż ma "kochankę" - butelkę, która na
      szczęście na razie jeszcze nie przeszkadza mu w pracy, ale która bardzo
      zmieniła jego charakter, dwukrotnie już nas porzucił na kilka tygodni,
      uważając, że ograniczam jego wolność nie pozwalając pić. To wszystko dzieje
      się po 18 latach małżeństwa, nie chcę myśleć jak wyglądałoby moje życie,
      gdybym nie była samodzielna finansowo. Proszę mi wierzyć, to był naprawdę
      dobry człowiek.
      • gagnon Re: List tygodnia 06.04.10, 17:47
        Mozliwosc nie pracowania przez cale zycie jest ogromnym luksusem,
        jesli oczywiscie mamy super warunki i mozliwosci finansowe...
        Niestety takich ludzi jest malo.
        Osoby niepracujace, uzaleznione finansowo i niepewne
        przyszlosci...to juz inna historia.
        Osobiscie, uwazalabym moje zycie niepelnym, nie mogac sie realizowac
        prefosjonalnie, bedac w zamian tylko sluzaca dla mojego meza i
        dzieci...

        Dodam tez, ze uwielbiamy z mezem gotowac, jemy tylko
      • gagnon Re: List tygodnia 06.04.10, 17:49


        Dodam tez, ze uwielbiamy z mezem gotowac, jemy tylko
        produkty ''BIO'' i zdrowa kuchnie, codziennie moj maz przygotowuje
        swieze soki na sniadanie, i same pysznosci we wlasnym wykonaniu -
        wszystko bez konserwantow i domowej roboty, obiady jemy najczesciej
        w dobrych restauracjach, a kolacje gotujemy razem.
        Uwielbiamy teatr, uprawiamy wiele sportow, muzyke...i mimo
        absorbujacej pracy mamy na wszystko czas!
        A kluczem sukcesu jest feminizm!!! Tak, tak moi Drodzy:)
        Bo wszystkie prace domowe mozna robic wspolnie, kazdy powinien miec
        swoj wklad w zycie rodzinne - lacznie z dziecmi, wtedy wszystko
        bardziej sie ceni! A czynnosci wielce zmudne jak sprzatanie czy
        pranie itp, latwiej oplacic kogos do tych prac, w koncu co dwie
        wyplaty to nie jedna, niz tracic na to zycie.



        • start1979 Re: List tygodnia 08.04.10, 16:51
          Możliwość niepracowania zawodowo jest luksusem? I po cóż te nieszczęsne
          sufrażystki tak się poświęcały? Jeszcze 2 pokolenia temu to była norma! O
          tempora, o mores!
          • turzyca Re: List tygodnia 13.04.10, 21:50
            start1979 napisała:

            > Możliwość niepracowania zawodowo jest luksusem? I po cóż te nieszczęsne
            > sufrażystki tak się poświęcały? Jeszcze 2 pokolenia temu to była norma! O
            > tempora, o mores!

            I jak pan maz odszedl, to pani zostawala nie majac nic. Zupelnie nic, domu,
            mieszkania, emerytury, zadnych srodkow do zycia. Bo odchodzilo sie bez rozwodu,
            bez podzialu majatku, wystarczylo zmienic wyznanie, zeby legalnie poslubic
            kolejna zone.
            • start1979 Re: List tygodnia 15.04.10, 10:30
              > wystarczylo zmienic wyznanie, zeby legalnie poslubic
              > kolejna zone.
              O ile pamiętam to casus Piłsudskiego - i argument, by lewicowca/człowieka, dla
              którego wyznanie nie jest ważne, za męża nie brać ;)
    • gorgona_1 List tygodnia 07.04.10, 12:29
      Droga Pani, trudno jest uwierzyć, że Pani to pisze na serio. Tak jak
      Pani trudno byłoby uwierzyć, że są ludzie, dla których sparowanie
      skarpetek nie jest najgorsze. Np. matki ciężko chorych i
      niepełnosprawnych dzieci, które nie chodzą, nie mówią, nie oddychają
      samodzielnie, które będąc w wieku Pani córki potrzebują całodobowej
      opieki. Im nie jest "miło", wiele z nich chciałoby wrócić do pracy.
      Byłyby w stanie pogodzić się z faktem, że w pracy ma się mniejszą
      niezależność niż we własnej kuchni. Ale nie mogą, bo brakuje
      wsparcia dla rodzin opiekujących się osobami niepełnosprawnymi.
      Chętnie posłuchałyby muzyki i poczytały o krzyżowcach, ale gdy
      wywalczą chwilę czasu, wolą zająć się swoimi zdrowymi dziećmi, bo
      wiedzą, jak mogą być sfrustrowane...

      Półgodzinną rozmowę ze swoim dzieckiem wycenia Pani na 100 zł.
      Ciekawe, jak wyceniłaby Pani pracę wspomnianych wyżej kobiet?
      Państwo wycenia ją na 520 zł. Przez najwyżej 20 lat płaci im od tej
      kwoty składki emerytalno-rentowe, co zapewni im emeryturę w kwocie,
      o której nie chcą mysleć. One mają pewność, że dziecko ich na
      starość nie przygarnie.

      A Pani problem można łatwo rozwiązać poprzez samodzielne opłacanie
      składek emerytalno-rentowych:)

      Ciekawe, czy Pani córka chce żyć tak jak Pani?
    • three-gun-max Było się wziąć do roboty 07.04.10, 12:56
      Siedzieć w domu cały dzień to i ja bym chciał :-) Czego ta baba właściwie oczekuje, że państwo będzie jej pieniądze dawać? Jeśli tak sie stanie to zamykam firmę i zamykam się w domu :)
      • squirrel9 Re: Było się wziąć do roboty 07.04.10, 13:33
        Co pisze? cytuję :
        "Jest miło, tyle że robiąc to wszystko, nie nabywam praw do
        emerytury, a moja pozycja społeczna jest niższa niż pani z agencji
        towarzyskiej"

        Nic prostszego - do agencji towarzyskiej !!! Będzie i miło i
        odprowadzi składki na emeryturę, jej pozycja będzie wyższa a i
        sparowywać skarpetek nie będzie musiała, wyrzuci i kupi naoe :)))))

        • hajota Re: Było się wziąć do roboty 08.04.10, 13:59
          squirrel9 napisała:

          > Co pisze? cytuję :
          > "Jest miło, tyle że robiąc to wszystko, nie nabywam praw do
          > emerytury, a moja pozycja społeczna jest niższa niż pani z agencji
          > towarzyskiej
          "
          >

          Też zwróciłam uwagę na to sformułowanie. Rozumiem, że takie przerysowanie miało
          zapewne w zamyśle autorki listu zwrócić uwagę na problem, ale jest zwyczajnie
          idiotyczne.
          > Nic prostszego - do agencji towarzyskiej !!! Będzie i miło i
          > odprowadzi składki na emeryturę, jej pozycja będzie wyższa a i
          > sparowywać skarpetek nie będzie musiała, wyrzuci i kupi naoe :)))))
          >
    • p_estka1 Re: List tygodnia 08.04.10, 09:31
      Z listu autorki wynika, że kobieta za pracę w domu powinna mieć
      naliczaną pensję. Skoro miliony kobiet na świecie pracują zawodowo i
      do tego wykonuje liczne obowiązki domowe - to też mają byc
      wynagradzane finansowo za drugi etat? Oczywiście, że nie. To jakaś
      bzdura, temat zastępczy i nierealny nie mający nic wspólnego ani z
      ekonomią, ani z kodeksem pracy, ani z pojęciem emerytura.
      Dla jasności: "siedziałam" w swoim czasie z dziećmi w domu i nigdy
      nie przyszło mi do głowy, aby z tego powodu wyciągąć rękę do państwa
      i domagać się zapłaty za życiowe wybory.
      • start1979 Re: List tygodnia 08.04.10, 12:59
        Temat jest szerszy i nie tak trywialny jakby się na pierwszy rzut oka wydawało.
        Wymuszone równouprawnienie kobiet i mężczyzn polega w dużej mierze na
        redystrybucji dóbr. Przy tej redystrybucji zatrudnia się osoby (i płaci im),
        choć niczego nie produkują i praca ich poza przybliżaniem do "ideału" niczego
        nie przynosi - marnotrastwo pierwsze. Po drugie: środki przesuwane są od
        najzdolnieszczych i najsilniejszych do najsłabszych na rynku pracy - od
        zaradnych mężczyzn/superkobiet do przeciętnych kobiet i mniej ambitnych mężczyzn
        - przesunięcia te są bardziej i mniej jawne - urlopy macierzyńskie, wychowawcze,
        system publicznego (przed- i) szkolnictwa, komunikacja miejska, obowiązkowy ZUS
        i OFE i wiele wiele innych. Tym sposobem środki, które trafiłyby do domowej
        żony/męża trafiają do kieszeni "pracującej" słabszej połówki.
        I last but not least: kobiety pracujące zawodowo i w domu, w domu pracują na 1/2
        etatu.
        Więc czapki z głów przed autorką listu ;)
        • lena575 Re: List tygodnia 08.04.10, 15:27
          To o wymuszonym równouprawnieniu i związanej z tym (jakoś chyba
          luźno) redystybucji dóbr to jakaś brdnia albo skrót myślowy po kilku
          piwach. Nie bardzo kupy się to trzyma bo raz "wymuszone
          rónouprawnienie" a raz raz określenie żona/mąż. Czyli
          rónouprawnienie bez wymuszania czy z ? Niby redystrybucja daje
          słabszym a drugi raz ta pracująca to "słabsza".
          Moje zalecenie - mniejsza redystrybucja napojów alkoholowych.

          • start1979 Re: List tygodnia 08.04.10, 16:48
            Troszkę powietrza, tez by się przydało dla prawidłowej pracy mózgu, nieprawdaż?
            - Polecam, albo przynajmniej kawę przy lekturze. Wymuszone równouprawnienie nie
            dotyczy relacji w związku/małzeństwie, bo tam wymuszone raczej być nie powinno,
            o ile jest, a o równouprawnienie w sensie w jakim wymusza je prawodawstwo. Nasze
            Państwo nie jest neutralne światopoglądowo i to wcale nie w stronę
            konserwatywną, jak się co po niektórym wydaje.
            • start1979 Re: List tygodnia 08.04.10, 17:06
              Drukowanymi literami: "słabsza" połówka, to ta, która mniej się do pracy
              zarobkowej nadaje, np. dlatego, że wykonuje pracę tak naprawdę zbędną (duża
              część pracy biurowo-administracyjnej) lub mechaniczną.
        • p_estka1 Re: List tygodnia 09.04.10, 09:35
          O czym tu dywagować, skoro zasada jest prosta: płacisz składki
          emerytalne przez x lat, w zamian otrzymujesz świadczenia emerytulne
          wyliczone wg okresu składkowego i wysokości odprowadzoanych składek.
          Doprawdy nadal nie rozumiem, dlaczego za tzw. siedzenie w domu
          miałaby być wypłacana emerytura. Idąc tym tokiem myślenia okaże się,
          że prawie każdej kobiecie, czyli mniej więcej połowie populacji
          powinna się wypłacać emerytury, z tym że paniom pracującym
          zawodowo - podwójnie.
          • start1979 Re: List tygodnia 09.04.10, 12:05
            Zasada może i prosta, ale durna. Zauważ najprostszy przypadek: Anna najpierw
            rodzi dziecko, wychowuje przez 3 lata, potem idzie do pracy. Basia łapie etat i
            od razu zachodzi w ciążę. Wychowuje dziecko, po 3 latach wraca do pracy.
            Zgadywanka: która, będzie miała wyższą emeryturę? Na której składki składał się
            w okresie jej "niepracowania" m. in. mąż Anny?
            • echtom Re: List tygodnia 09.04.10, 12:13
              Na której składki składał się
              > w okresie jej "niepracowania" m. in. mąż Anny?

              Czy urlop wychowawczy nie jest przypadkiem okresem nieskładkowym?
              • p_estka1 Re: List tygodnia 09.04.10, 12:59
                "Czy urlop wychowawczy nie jest przypadkiem okresem
                nieskładkowym?"

                Owszem, jak również zwolnienia lekarskie w tym 100%-owo płatne w
                okresie ciąży. Natomiast jedno i drugie liczy się do stażu pracy.
                Ps. Od kilku lat trwają dyskusje nad wpowadzeniem wieku
                emerytalnego dla kobiet do 67 lat. Ze względu na niewydolność
                systemu emerytalnego jest to jak najbardziej możliwe i niedługo
                może stać się realnym problemem, a nie utopijne emerytury dla kobiet
                niepracujących zawodowo, wykorzystywane najczęściej jako kiełbasa
                wyborcza.
                • start1979 Re: List tygodnia 09.04.10, 14:08
                  Składki na ubezpieczenia emerytalne i rentowe osób przebywających na urlopach
                  wychowawczych lub pobierających zasiłek macierzyński finansuje w całości budżet
                  państwa. Od podstawy w wysokości płacy minimalnej, ale zawsze.
            • tutuna Re: List tygodnia 09.04.10, 20:55
              Zasada nie jest durna, po prostu odsyła do prostej czynności myślenia
              przyczynowo - skutkowego.
              Jeśli wybiera się tak a nie inaczej, to trzeba to brać pod uwagę, a nie potem
              jojczyć.
              Proste.
              Poza tym dlaczego z takim lekceważeniem wyrażasz się o "Basi" - "łapie etat",
              czyli co - kobiety nic tylko patrzą jak wyzyskać pracodawcę, bo mężczyźni to ci
              pracujący, co płacą składki, a kobiety to łapiące etat naciągaczki?

              Dla mnie kompletna paranoja.
              • start1979 Re: List tygodnia 10.04.10, 06:48
                > Zasada nie jest durna, po prostu odsyła do prostej czynności myślenia
                > przyczynowo - skutkowego.
                > Jeśli wybiera się tak a nie inaczej, to trzeba to brać pod uwagę, a nie potem
                > jojczyć.
                Zgadzam się, a Państwo/ Pracodawca nie jest od tego, żeby za te wybory odpowiadać.
        • tutuna Re: List tygodnia 09.04.10, 20:49
          > I last but not least: kobiety pracujące zawodowo i w domu, w domu pracują na 1/
          > 2

          czyli, zgodnie z logiką twojego wywodu i tak pracują na 1,5 etatu

          p.s. a jak się przykładają to będzie 3/4?????
          • start1979 Re: List tygodnia 10.04.10, 06:45
            >p.s. a jak się przykładają to będzie 3/4?????
            Nie, będą bardziej wydajne ;)
      • lena575 Re: List tygodnia 08.04.10, 15:44
        Część ludzi (kobiet?) chciołaby mieć miło i jeszcze by im za to
        płacono. A to zdarza się tylko tym którzy zawodowo robią to co lubią
        i tylko czasem. Bo czasem robią to czego nie lubią lub ulubionej
        pracy mają tak dużo lub odpowiedzialnośc tak sporą,ze stres lub
        zmęczenie nie daje spać.
        Sama tak mam. Często z pracy wracam po 20-ej i jeszcze rozkładam
        pracę w domu. A jak mam czas to prasuję oglądając nagrane na DVD
        filmy (by było miło), często gotuję i zamrażam "gotowce" by było
        miło wyciągnąć, wrzucić w microwelę i zjeść, kupuję ulubione bułki i
        zamrażam by pieczywa w domu nie zabrakło, skarpetki kupuję mężowi i
        sobie wyłącznie czarne i granatowe i zwykle 10-20 par takich samych -
        polecam, praktyczne pod wieloma względami. Sprząta maż przy
        dźwiękach ulubionego jazzu. W domu mozemy sobie robić tak by nam
        było miło. W pracy zawodowej duzo mniej i nie płącą za to by nam
        było miło.
        Może autorka listu powinna komuś dom prowadzić za pieniądze. Tylko
        wtedy już nie byłoby tak miło ...
    • caperucita List tygodnia 11.04.10, 16:37
      No właściwie to nic pani nie zrobiła. Taka jest prawda, wiele kobiet zrobiło
      to samo i przepracowało jeszcze min. 8 godzin zapewniając sobie jako taką
      niezależność.
      A problem zależności proponuję rozwiązać tak: poszukać pracy, nauczyć męża
      robienia soczków i sprzatania oraz wdrożyć dziecko do prac domowy. Będzie z
      pożytkiem dla wszystkich, a panią pewnie sprowadzi na ziemię z obłoków.
    • pagaa List tygodnia 13.04.10, 15:36

      wiem co się wtedy czuje, urodziłam dziecko i całe dnie to była
      ogromna praca. karmienie, przewijanie, zakupy, gotowanie,
      sprzątanie, pranie, prasowanie, a do tego dziecko jakoś od urodzenia
      nie lubi dużo spać, więc nie miałam za dużo czasu dla siebie.
      Dopiero teraz jak poszłam do pracy, t w tej pracy odpoczywam. myślę,
      że za pracę jaką wykonuja kobiety zajmujące się domem i rodziną
      powinno państwo płacić wynagrodzenie.
      • flasska Re: List tygodnia 13.04.10, 18:04
        A z czego? Z podatków ludzi, którzy jednocześnie pracują na etacie i prowadzą dom? To byłoby sprawiedliwe rozwiązanie?
      • echtom Re: List tygodnia 13.04.10, 18:12
        Dlatego sensowny jest postulat jakiejś formy wynagradzania matki za opiekę nad dzieckiem do lat 3, trudno natomiast oczekiwać emerytury za ciężką pracę przy obsłudze zdrowego 20-latka.
      • ms135pt Re: List tygodnia 14.04.10, 08:13
        Dlaczego panstwo- czyli wszyscy aktywni zawodowo maja pani placic za opieke nad
        pani wlasnym dzieckiem? Utrzymaniemi wychowaniem wlasnego dziecka powinni
        zajmowac jego rodzice czyli mama i tata.
        W budżecie brak pieniedzy na ochrone zdrowia, edukacje i wiele innych a pani by
        chciala zeby jej placic za prasowanie koszul meza?
        Argumentacja na poziomie nalogowego gracza komputerowego co spedza dnie i noce
        grajac- tez jest zmeczony i nie ma czasu dla siebie.
        • meg303 Re: List tygodnia 14.04.10, 08:43
          Płacić za opiekę nad jednym nastoletnim, zdrowym dzieckiem? To jakis absurd!
          Mam siedemnastoletnią córkę, wiem jak wygląda taka "opieka"
          • meg303 życie dopisalo okrutny komentarz do listu 15.04.10, 08:32
            wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,7773393,Niektore_rodziny_ofiar_bez_srodkow_do_zycia.html
            • squirrel9 Re: życie dopisalo okrutny komentarz do listu 17.04.10, 22:34
              Tej pani przysługuje rentra po mężu
              praca.gazetaprawna.pl/porady/17349,kiedy_przysluguje_renta_rodzinna_po_zmarlym_mezu_lub_zonie.html
    • sueellen List tygodnia 17.04.10, 10:27
      Ta pani jest chora, a nie tylko niepelnosprawna...
      • oyrza Re: List tygodnia 12.05.10, 10:01
        Ludzie, skąd w was tyle agresji?? Jestem młodą studentką kierunku artystycznego co oznacza, że swoją przyszłość ciężko wykuwam od 15 lat. Również nie mam ochoty płacić za nikogo, bo obowiązki domowe ma każdy dorosły człowiek i przeciętny nastolatek też i nie widzę powodu dla którego powinno się płacić za ich wykonywanie, tak jak nie płaci się za oddychanie, jedzenie itd.
        Ale nie o tym chciałam. Dlaczego ludzie, którzy mają inne zdanie niż p. Magdalena są w stosunku do niej tak agresywni? Każdy ma prawo do swoich poglądów i SWOICH WYBORÓW. Ja wybieram kompromis polegający na łączeniu w przyszłości pracy z prowadzeniem domu (nie udawajmy, że to nie jest kompromis, bo JEST), p. Magdalena wybrała tylko dom. A ktoś może wybrać tylko pracę. I co? Każda ta grupa ma być tępiona przez "wyznawców" innej? Nie, bo każdy ma prawo podjąć własną decyzję i ponosić jej konsekwencje. Na tym polega demokracja.
        W kwestii renty to tylko ktoś, kto nigdy nie miał do czynienia z urzędami ją przyznającymi może wygłaszać takie nie budzące sprzeciwu teorie, że "jak jesteś chora to masz rentę, a jak nie masz to znaczy, że możesz pracować". Bzdura. Mój ojciec ma tak poważnie chory kręgosłup, że nigdy nie wie czy następnego dnia wstanie z łóżka, czy nie, co pracę w oczywisty sposób wyklucza. O rentę starał się dobre kilka lat przekopując się przez tony papierów, bezwzględność urzędników, upokarzające procedury. W końcu ją dostał, ale znamy mnóstwo ludzi, którym się to nie udało, a byli nie mniej chorzy.
        P. Magdaleno, rozumiem o co Pani chodzi, domyślam się co Pani czuje. Ale musi Pani zrozumieć, że każda z opcji "tylko dom, dom i praca, tylko praca" niesie za sobą jakieś przykre konsekwencje. W Pani przypadku jest to brak pensji, w pozostałych mniej czasu dla dzieci i męża, lub wręcz ich brak. I każdy sam ponosi odpowiedzialność za swoją decyzję.
        Obowiązkiem reszty natomiast jest przyjąć ją do wiadomości, nie wtrącać się w nie swoje sprawy i SZANOWAĆ SIĘ.
        • echtom Re: List tygodnia 12.05.10, 12:54
          Agresji w tym wypadku nie budzą odmienne poglądy i wybory, tylko
          roszczenia. Zgadzam się w kwestii rent, ale nie podoba mi się pomysł
          na rozwiązanie problemu: dajmy wszystkim niepracującym emerytury jak
          leci i będzie po sprawie. Nie - rozwiązaniem jest wprowadzenie
          sprawiedliwych zasad przyznawania renty, niezależnie od widzimisię
          urzędnika.
Pełna wersja