Moja historia – Jak to jest być numer 2

20.05.10, 21:09
Już prawie rok jestem w szczęśliwym związku z moim partnerem. Idyllę tą psuje jednak fakt, że on nie potrafi sobie poradzić z przeszłością.

Adama poznałam parę miesięcy po tym jak rozstał się z żoną. Właściwie to ona rozstała się z nim… Powodem były, a jakże, pieniądze. Teraz ma zapewnione wysokie alimenty, dostała mieszkanie, samochód, no i najważniejsze – prawo do opieki nad ich synkiem. Historii jakich wiele – pomyślicie. Ja jednak nie potrafię sobie poradzić z tym jak ta kobieta, nazwijmy ją Harpia, terroryzuje Adama i całą jego rodzinę.

Na porządku dziennym są:

• Telefony, e-maile obrażające Adama – za wszystko, za to, że chce pożyczyć od niej aparat, kamerę (które dalej pozostają wspólne, o ile będą się tym dzielić), o terminy (wszystko jedno jakie – zawsze jest kłótnia) o to, że żyje generalnie… Powodów wymyśla tyle, że naprawdę można by napisać o tym co najmniej trylogię.
• Telefony, e-maile obrażające mnie – za to, że jestem młodsza, dlatego pewnie głupia, interesowna, żałosna i w ogóle za wszystko, o co może posądzać zazdrosna baba kierująca się wypaczonymi stereotypami, której na drugie imię Zawiść.
• Harpia, poza uprzykrzaniem życia nam, generalnie wydzwania do całej rodziny Adama zmyślając chore historie. Jest na tyle bezczelna, by podrzucać mamie Adama psa, gdy wyjeżdża na wakacje, mając za nic, to co jak ją wcześniej obrażała. Szczęśliwie, po roku mącenia wody wiele osób przekonało się już co owa istota nosi w głowie – siano. Mimo, to Harpia zawsze dopnie swego, czy to groźbą, krzykiem, płaczem, czy też nękaniem.
• Poza rodziną pozostaje jeszcze cała rzesza znajomych, przyjaciół i ludzi obcych, którzy na co dzień słuchają jak bardzo została skrzywdzona, jak strasznie utrudniamy jej życie.
• W najgorszej sytuacji jest mały chłopiec, któremu mama co dzień wmawia różne głupoty, utrudnia kontakty z ojcem i całą jego rodziną (przy czym obraża ich na lewo i prawo),aranżuje chore sytuacje (np. dzwoni do Adama, jesteśmy w restauracji, jemy obiad. Adam pyta o co chodzi, a ona krzyczy do słuchawki by nie nazywał jej suką. Dziecko tego słucha z drugiej strony słuchawki. My siedzimy osłupiali).

BAJKA-KOSZMAR
Potok słów, potok sytuacji, potok wydarzeń.


Nie da się opisać tej gehenny. CODZIENNIE są obraźliwe telefony, a każde spotkanie jest okazją do rzucania mięsem.
Harpia jest zazdrosna, że jej były mąż jest w stałym związku i jest szczęśliwy. Dlatego też nie szczędzi nam złośliwości. Po rozwodzie bowiem, okazało się, że ona tak naprawdę chciała go „tylko postraszyć” wnosząc sprawę o rozwód i oskarżając o niewyobrażalne na rzecz rodziny zbrodnie.

Harpia – czysty kryształ:
• Co weekend buja się po dyskotekach i klubach, mimo swojego wieku, co tydzień nowy kochanek – przy czym zasypuje Adama informacjami z kim ona nie sypia i się nie spotyka (nie mam nic przeciwko Paniom przed 40-tką, bo sama nią kiedyś będę, jednak takie zachowania matce nie przystoją). Po prostu się nie szanuje.
• Mały non stop śpi u jej rodziców (Harpia nie zgadza się przy spał u Adama poza dniami widzeń, chyba, że sama tego nagle zażąda)
• Korzysta z życia pełną piersią – balety, tańce, drogie sprzęty, wycieczki, wycieczki, wycieczki!!!!!!!!!!!!! Mimo to, wiecznie narzeka, że nie ma na nic pieniędzy. Harpia naprawdę dostaje duże alimenty jak na polskie warunki. Niektórzy nie mają takiej pensji. Jest jednak tak biedna (mimo dobrze prosperującej firmy), że dziecko prosi Adama w sklepie, by kupił mu buty na zimę, bo nie ma czy ubranie, a nawet leki z recepty. Aż serce się kraje. Takich rzeczy nie można odmawiać. Nigdy. Tylko dlaczego ona o tym nie wie? Dlaczego podpuszcza Synka by za wszystko płacił tata?
• No i najgorsze. To co tak przepełnia mnie smutkiem i żalem. DO TEJ PORY NIE POZNAŁAM SYNKA ADAMA, gdyż cała rodzina obawia się, że Harpia urządzi piekło i nigdy już im go nie pokaże lub wyjedzie z nim z kraju (już tym straszyła). Jest mi szalenie przykro, bo czuję się jak intruz. Mimo, że ja, naprawdę nikomu krzywdy nie wyrządziłam. Za każdym razem, jak jest Mały mnie ma nie być w domu. Są sytuacje, że Harpia dzwoni i mówi wprost, że tu i tu mamy się dzisiaj nie pojawiać, bo ona tam będzie z dzieckiem. Ba, kiedy upiekłam ciasto i Małemu strasznie posmakowało, Harpia dowiedziawszy się o tym, zapowiedziała, że następnym razem zadzwoni na policję, jeśli jej dziecko jeszcze raz zje coś przygotowanego przeze mnie. Oczywiście wulgarne epitety pomijam…
Są sytuacje, gdy mamy np. zaplanowany wyjazd na weekend i ona dzwoni, że ma odebrać dziecko, bo ona wyjeżdża. Ja muszę wtedy szybko się pakować i uciekać. Bo dla mnie to są ucieczki. I nici z naszych planów.
Oczywiście, tak jak Adam, nie chcę by dziecko kolejny weekend spędzało u dziadków. Nie chcę by Mały się tułał od domu do domu. Ale czy nie byłoby wspaniale, gdyby mógł pojechać z nami na wycieczkę. Nie przeszkadzałabym im już nawet w rozmowie czy zabawie, a stałabym obok. Ale bym BYŁA.

Konkluzja

Naprawdę nie chcę krzywdy dziecka. Kocham dzieci. Sama chciałabym mieć już swoje.

Usiłowałam działać:

Proponowałam wizyty u psychologa – „Jak Harpia dowie się, że zabrałem dziecko do psychologa to już go nie zobaczę!”

Proponowałam zebrać „materiał dowodowy” i wytoczyć sprawę w sądzie, by ponownie rozpatrzyła podział rodzicielskich obowiązków – „Taka batalia trwa kilka lat i najbardziej ucierpi na tym dziecko. Poza tym takie działania bardzo dużo kosztują.”

Proponowałam metody małych kroczków. Coś wspomnieć. Spotkać się „przypadkiem” na 5 minut – „tak, obiecuję” - nic z tego nie wyszło.

Cała rodzina Adama, cały Adam, boją się „co będzie gdyby”. Uważam jednak, że w taki sposób będą terroryzowani i dadzą sobą pomiatać dopóki Mały nie skończy 18-lat. A do tej chwili jest jeszcze trochę czasu…

Gryzę się w język, chowam głowę w poduszkę i płaczę. Znoszę to jak Harpia mnie obraża, to jak wygaduje bzdury na mój temat psując reputację. Naprawdę przez takie zachowanie czuję do niej tylko litość.
Ale boli mnie, że mój Adam, mój najukochańszy ze wszystkich mężczyzn na świecie tak się blokuje, gdy ja chcę połączyć dwa światy, kwitując krótko „nie rozumiem o co Ci chodzi”…
Boję się, że moja arkadia pozostanie arkadią właśnie, a nigdy początkiem mojej wyczekiwanej od lat rodziny. Może łatanej ale mojej. Naszej.
Proszę. Pomóżcie mi. Może któraś z Was była w podobnej sytuacji. Jak sobie poradziłyście? Mi już brakuje sił. Adam mówi, że przesadzam, że robię z igły widły. Jak to możliwe? Przecież sam dostaje białej gorączki przez Harpię.
Proszę kochani – pomóżcie.

Druga
    • nick_ze_hej Re: Moja historia – Jak to jest być numer 2 20.05.10, 23:53
      Po pierwsze, widziały gały co brały.
      Po drugie, ciekawe jak ta historia wygląda z perspektywy Harpi;)
    • triss_merigold6 Re: Moja historia – Jak to jest być numer 2 22.05.10, 11:50
      A pan ukochany to cielątko ubezwłasnowolnione? Jego zadaniem jest poukładać
      sobie relacje z byłą żoną i synem. Jego, nie Twoim.
    • sid.leniwiec Re: Moja historia – Jak to jest być numer 2 23.05.10, 09:03
      > • Co weekend buja się po dyskotekach i klubach, mimo swojego wieku, co ty
      > dzień nowy kochanek – przy czym zasypuje Adama informacjami z kim ona nie
      > sypia i się nie spotyka (nie mam nic przeciwko Paniom przed 40-tką, bo sama ni
      > ą kiedyś będę, jednak takie zachowania matce nie przystoją). Po prostu się nie
      > szanuje.

      I tutaj (ale nie tylko tutaj) strzeliłaś sobie w stopę, sierotko. Aż chce się
      stanąć po stronie tamtej kobiety.
      • druga222 Re: Moja historia – Jak to jest być numer 2 01.06.10, 17:41
        Sierotka nie bardzo wie czym. Jestem poważną i dojrzałą osobą. Przede wszystkim
        szanuję się.
        • sid.leniwiec Re: Moja historia – Jak to jest być numer 2 02.06.10, 17:55
          > Sierotka nie bardzo wie czym.

          Jakoś mnie to nie dziwi.

          > Jestem poważną i dojrzałą osobą.

          Patrz, a nie widać.

          > Przede wszystkim szanuję się.

          Skoro szacunek określasz na podstawie tego, co kobieta robi ze swoim tyłkiem, to
          masz niskie kryteria.
    • claratrueba znam takie " Harpie" 24.05.10, 09:02
      całkiem sporo- z racji wieku. Są to kobiety, które przez długie lata budowały
      związek, nierzadko rezygnowały z jakichs swoich ambicji by mąż mógł sie
      realizować. Znosiły jego frustracje zawodowe, były mu oparciem. Pan wszedł w
      wiek "paniki starzeniowej" pojawiła sie mniej lub bardziej sprytna, a zawsze
      młodsza kobieta, romans, ktory oznaczał kłamstwa i zdrady. Przeciez nie
      pobraliście sie po jednym dniu znajomości, Twój wspaniały wybranek przez jakiś
      czas okłamywał swoją żonę- może wyrzuty sumienia, świadomośc, że był nielojalny
      pozwalaja mu biernie znosić zemstę?
      Postepowanie Harpii jest typowe- szaleje, bo odejście męża odebrało jej dużo
      poczucia wartości jako kobiety. Chce czuc sie chciana i pożądana. Mści się za
      zrujnowanie jej życia rujnowaniem życia byłego małżonka. Nie popieram, ale
      rozumiem. Na ogół to mija po jakimś czasie.
      Twój post nie wzbudził we mnie współczucia. Ponosisz konsekwencje rozbicia
      związku i tyle. A Twój pan konsekwencje zdrady, kłamstw i nielojalności.
      Jedna ze znanych mi takich "nowych żon" cierpiała podobnie. Nawet jej
      współczułami nawet wierzyłam jaką to okropną żoną była jej poprzedniczka. Minęło
      troche lat i też stała się "była żoną"- dla niej tez czas nie stanął w miejscu.
      Pan kobieciarz i jego "nowa żona" mieli jeszcze gorzej- teraz były już dwie
      Harpie. Może i Ty będziesz miała okazję zaprzyjaźnić się ze swoją?
      • druga222 Re: znam takie " Harpie" 01.06.10, 17:40
        Bardzo proszę czytaj dokładnie. Poznałam Adama kilka mcy po rozstaniu i nie
        jestem tego przyczyną. Przyczyną rozwodu (tak jest zresztą w pozwie) nie jest
        zdrada tylko nieudana transakcja finansowa. Harpia nie chciała pracować. Jak
        wyraziła taką chęć Adam pomógł jej finansowo w założeniu swojego interesu. I
        wybacz naprawdę uważam, że winą za rozwód należy obarczać obie strony. Jednak to
        nie on wniósł pozew o rozwód. Naprawdę uważam, że został skrzywdzony. Post
        napisałam by inni zobaczyli, że nie zawsze to kobieta jest ofiarą. Wierzyć mi
        nikt nie musi. Widzę, że zamiast skrupulatnie przeczytać post - wolisz iść jak
        baran w stadzie podążając za stereotypami.
    • komorka25 Re: Moja historia – Jak to jest być numer 2 24.05.10, 10:02
      Druga, idź do psychologa - ty sama. Nie ciągaj tam cudzego dziecka.
      To ty masz problem. Nie dość, że poleciałaś na dziwkarza z kasą, to
      jeszcze masz za złe jego byłej żonie, że musi odreagować lata dbania
      o jego ego.
      • druga222 Re: Moja historia – Jak to jest być numer 2 01.06.10, 17:42
        Życie jest bardziej skomplikowane niż ci się wydaje. Może jak tego doświadczysz
        będziesz mógł mądrze porozmawiać.


        komorka25 napisał:

        > Druga, idź do psychologa - ty sama. Nie ciągaj tam cudzego dziecka.
        > To ty masz problem. Nie dość, że poleciałaś na dziwkarza z kasą, to
        > jeszcze masz za złe jego byłej żonie, że musi odreagować lata dbania
        > o jego ego.
        • baba67 Re: Moja historia – Jak to jest być numer 2 01.06.10, 19:50
          Do psychologa powinien isc facet. Ma naprawde nad czym pracowac, przede
          wszystkim nad swoja asertywnoscia ktorej nie ma. Tak naprawde to on moze
          zniszczyc swoj nowy zwiazek brakiem dzialania.Jak mozna dac sie ponizac znosic
          agresje slowna z obawy przez ograniczenie kontaktow z dzieckiem. Babszytl jest
          pantwem w panstwie? Wszystko jej wolno? Nie mozna tych atakow nagrywac
          postraszyc sadem ?
          Gdyby mial jaja zadna harpia by mu na leb nie wlazla. Fascynuje mnie fakt, ze
          czlowiek przy tym wszystkim potrafi kosic kase, skoro alimenty sa wysokie. No
          ale moze bogaty z domu jest albo inna osoba jest w pracy a inna prywatnie.
    • flowerbomb5 Re: Moja historia – Jak to jest być numer 2 03.06.10, 11:15
      Ucieklabym z tego matrixa. Po co sie meczyc z facetem ktory nie
      potrafi sie uporac z byla zona? Po co komu taki garb na plecach?
      Zycie jest za krotkie na takie męki. Jak facet tego nie rozwiaze, to
      nikt tego nie rozwiaze. Ty tez nie. Powiedz mu jasno: albo zrobisz z
      tym cos, albo koniec.
      Wzielabym urlop, pojechala gdzies zeby nabrac dystansu do sytuacji.
      A potem kupila dwa perskie koty i znalazla nowe hobby.
Pełna wersja