Dodaj do ulubionych

Czemu winne są trzydziestki

    • anka28-5 Ja nie winien, ona winna 11.12.10, 08:27
      Uroczy tekst... Ale należałoby go opatrzyć podtytułem humoreska, aby nie robić w konia czytelników. Mogą się nie zorientować, że bohaterka robi z nich jaja, gdy się żali:
      "Od sześciu lat nie zbudowałam związków dłuższych niż miesiąc..."
      Ja całe życie takich nie miałem, Bogu dzięki... Z paroma wyjątkami... Gdy dorosłe dziecię mnie zapytało, czemu zawdzięczam tak udane życie (jak je gdzieś opisałem) - odparłem: "Temu, że moje małżeństwa nigdy nie trwały dłużej niż pół roku"
      Jak w każdej humoresce są tu i terapeuci... Ale moim zdaniem zbyt mało wyeksponowani. Zasługują na więcej. Poznałem ich mnóstwo, wybitnych, i poznałem dogłębnie, bo każdy z tych biegłych psychologów i psychoterapeutów gośił potem u mnie "na kanapce" prezentując swe "zawiłem problemy" i radząc się jak jej rozwiązać... Poważenie! A każdy taki ich "zawiły problem" - to temat do osobnej humoreski. Nie napisałem żadnej, bo wszyscy z nich to b. sympatyczni i inteligentni ludzie...
      Co do końcowego postulatu poznania samego siebie... Powiedzialbym: "I bag to differ..."
      Nie zgadzam się - po angielsku - bo na taki postulat (nauk Wschodu) najlepiej wg mnie pasuje odzywka, jakiej rosyjski minister spraw zagranicznych miał udzielić swojemu (byłemu) angielskiemu odpowiednikowi (polskiegopochodzenia): "Za kogo ty się, k...a!, uważasz, żeby..."
      Ja też pytam siebie: za kogo ty się, Anka, uważasz (?!), żeby tracić czas na zastanawianie się nad sobą...
    • echtom Re: Czemu winne są trzydziestki 11.12.10, 10:42
      Sądzę, że problemem większości ludzi samotnych jest brak autorefleksji. Chcieliby kogoś "mieć", a nie zdają sobie sprawy, że sami mają tej drugiej osobie niewiele do zaoferowania. Ja to stwierdziłam w wieku 40+ i zupełnie spokojnie przyjmuję do wiadomości, że na 99 % do końca życia zostanę sama. I nie dlatego, że mężczyźni są głupi i nie doceniają wspaniałych, mądrych kobiet, tylko dlatego, że nie mam zamiaru iść na żaden kompromis, niczego dla mężczyzny naginać i poświęcać. Zrobiłam to raz, 20 lat temu, kiedy jeszcze mało o sobie wiedziałam, i nie był to najlepszy pomysł. Jeżeli spotkam kogoś, kto zechce wejść w moje życie, nie oczekując ode mnie, bym cokolwiek zmieniała, to ok, zastanowię się, ale prawdopodobieństwo jest tak nikłe, że nie ma sensu zawracać sobie tym głowy.
    • tomeks1972 powodzenia 11.12.10, 10:44
      trzeba iść swoją drogą i nie bać się tego co powiedzą inni. Po sobie widzę, że mężczyzn kręcą silne i mądre kobiety - myślę, że kobiety mają tak samo w stosunku do mężczyzn
      pozdrawiam i powodzenia
      Tomek
    • kordet Będę boleśnie szczery-ta pani jest brzydka 11.12.10, 22:11
      Nie dba o siebie, wygląda na zabrudzoną, szarą. Jeśli jeszcze pali papierosy i ma psa-zapach na pewno nie jest estetyczny.
      Pozbędzie się psa, pozbędzie się papierosów, zadba o cerę i figurę-będzie lepiej.
      Zrobi sobie większe piersi-będzie o wiele lepiej.
      Drobne operacje plastyczne nie zaszkodzą(poprawić nosek, uszka).
      Wybielenie zębów też by się pewnie przydało.

      Po tym może szukać.
      A tak przepraszam-ale po co mam kłamać-facet znajdzie sobie zadbaną 20tkę.
      • real-wegierka ciekaw jestem czy ty jesteś przystojniejszy? 12.12.10, 08:19
        Przejrzałem zdjęcia tych kobiet i są to przystojne kobiety. Piersi są widoczne tylko na jednym ze zdjęć. Sprawa gustu ale gdybym był kobietą wolałbym mieć małe i jędrne takie jak u tej kobiety z papierosem i spać do końca życia z psem niż zadawać się z mężczyznami, stawiającymi sprawy jak ty.
        • kordet Re: ciekaw jestem czy ty jesteś przystojniejszy? 12.12.10, 09:24
          Ja nie mam problemu z byciem 30letnią singielką. Ta pani ma. Będąc w klubie nie spojrzałbym na nią nawet-jest po prostu brzydka. Sorry, nie będę kłamał. Możliwe że są osoby którym się podoba, ale widocznie jest jakiś problem skoro powstał artykuł.
          Obawiam się jednak że w parze z brakiem dbałości o wygląd idą inne poglądy, które tej pani nie dadzą powodzenia.
          Co do zdjęć-na żadnej nie widziałem atrakcyjnej kobiety(i żeby nie było, nie lubię blondynek w stylu Barbi), ciekawie wygląda jedna na zdjęciu z próby w czerwonym stroju, ale ma paskudnie odpychające fioletowe rajtuzy czy coś.
    • 0karola Czemu winne są trzydziestki 11.12.10, 22:52
      fajny artykul, ja tak jak i jego bohaterka jestem singlem (stara panna, wedle gustu), mam 2 koty, mieszkam sama i tez srednio moge sobie wyobrazic byle jakiego, pierwszego lepszego , faceta szwedajacego mi sie po mieszkaniu. Zaprosilabym do zycia kogos, ale niestety przez tyle lat ile zyje nie spotkalam nikogo odpowiadajacego wymaganiom. Nie bede brala przeciez kogos z braku laku ... Dzieci nie lubie i nie widze powodu ich rodzenia/sprowadzania na swiat (jedyny powod jaki widze wynika z egocentryzmu). Zapewne jestem przez nieznajomych/ znajomych tak sobie, widziana jako dziwna singielka/stara panna z kotami ;) nie przeszkadza mi to
    • mar_kra3 Czemu winne są trzydziestki 12.12.10, 13:14
      w odpowiedzi na pierwszy komentarz: zgadzam sie.
      troche przed trzydziestka odpuscialm sobie wiele rzeczy zwiazanych z rozwodem moich rodzicow i 'odczepilam sie' mentalnie od mojego ojca. Jak mialam 32 lata pojechalam do Nepalu, pomimo ze podrozowalam wiele, to byla podroz mojego zycia, podczas ktorej doznalam olsnienia - ze jestem cala i kompletna nie majac faceta, meza+dzieci itp. Oraz dotarlo do mnie, ze zycie nie musi byc wcale zle czy niepelne bez Niego, ze mozna sie spelniac na wiele sposobow. po prostu: moze nie jest mi pisane: malzenstwo, rodzina, itp. Przestalam szukac, napinac sie, rozpaczac.. pol roku pozniej poznalam mojego obecnego meza, uffff, tak szybko to poszlo, ze czasem sama w to nie wierze jeszcze do konca:-)) dopiero w marcu mina dwa lata odkad sie znamy a w czerwcu pierwsza rocznica slubu. I pomimo, ze on jest po czterdziestce a jak prawie 35 to dajemy sobie jeszcze troche czasu na decyzje o dzieciach. Obydwoje jestesmy niezdecydowani i tak, byc moze kiedys tego pozalujemy, ale narazie po prostu nie zamykamy oczu, nie skaczemy na gleboka wode z nadzieja, ze jakos to bedzie. I pomimo ze rodzina naciska to wyleczylismy sie z poczucia winy, ze nie dostarczylismy jeszcze wnukow moim rodzicom...
      Ja wiem, ze latwo sie mowi, gorzej robi, ale nie dawaj sobie za nic wmowic poczucia winy, a juz zwlaszcza przez psychologow!
      Ale watek taty i opuszczenia, jakiego napewno doznalas, choc byc moze tak tego nie czujesz w tej chwili, pociagnelabym..
      Powodzenia!
    • kordet Powiem niemiłą prawdę 12.12.10, 14:35
      Kobiety po 30tce, a w zasadzie już w okolicach 25-27 lat stają się brzydkie. Oczywiście są wyjątki-są kobiety które wyglądają pięknie mając nawet 48 lat-ale to wyjątki.
      Wiele Polek myśli że sam fakt posiadania piersi i waginy jest atrakcyjny dla faceta-nie dbają o siebie, tyją, palą papierosy, klną i piją jak szewc.
      Czym więc mogą przyciągnąć faceta? Prać i robić jedzenie dziś każdy potrafi mężczyzna, dzieci z kobietą wulgarną i rozwiązłą nie za bardzo chce się mieć, a jak się wyjdzie do klubu spotyka się młodsze kobiety o wiele atrakcyjniejszym wyglądzie. Czasem ktoś z taką dziewczyną idzie do łóżka bo się upił albo jest troszkę zdesperowany a potem budzi się w domu zawalonym szmatami, brudną łazienką i smrodkiem psa czy kota.

      Przykro mi ale cudownych rozwiązań nie ma-albo się dziewczyny bierzecie do roboty i zaczynacie chudnąć, wybielać zęby, rzucać palenie, dbać o cerę, poprawiać biust i inne mankamenty-albo nikt na was nie będzie patrzył. Nie ma się co łudzić-po 30tce tracicie dużo na atrakcyjności z racji samego wieku i musicie konkurować z młodymi dziewczynami. Palenie fajek i posiadanie psa dodatkowych punktów wam nie da.
      • poskromienie_zlosnicy Re: Powiem niemiłą prawdę 12.12.10, 20:14
        Uparł się człowiek co do tej nieatrakcyjności/atrakcyjności kobiet.
        Jak mu mama/tata, kościół i Bóg wie kto wdrukował to w pamięć, to nie jest w stanie się przestawić.
        Popatrz na kobiety w każdym dowolnym wieku i popatrz na mężczyzn - ciekawe kto mimo wszystko jest bardziej zadbany?
        Stawiam na kobiety. Ale są niestety głupie bo uzależniają swoje szczęście od pary śmierdzących portek i serowatych skarpet.

        Polska to jednak nie jest kraj dla normalnych ludzi. To zadupie sprzed paru stuleci.
        Co widać po naszym kochanym prezydencie - mężczyzna poluje (wszystko jedno na co czy kogo), a kobieta siedzi w domu i czeka na niego, żeby oprawić przyniesione ścierwo, podać żarcie i uprać śmierdzące skarpety.
        A potem je z miłością złożyc.

        Nie pojmuję dlaczego tylko jedna płeć ma się starać?
        Ktoś mi to wyjaśni???
        • bene_gesserit Re: Powiem niemiłą prawdę 12.12.10, 20:48
          > Nie pojmuję dlaczego tylko jedna płeć ma się starać?
          > Ktoś mi to wyjaśni???

          Kobieta ma byc sliczna i ulegla, mezczyzna mądry i odwazny.
          Kobieta madra i odwazna, a do tego niezbyt sliczna to babochłop. Mezczyzna sliczny i ulegly, a do tego nie za bardzo odwazny to w tym ciagu rozumowania po prostu pedał jakis. Itp. Porządek musi byc po prostu, panowie na prawo, panie na lewo, bo inaczej niektore misie o malym rozumku sie gubia w tej skomplikowanej rzeczywistosci.
        • kordet Re: Powiem niemiłą prawdę 12.12.10, 21:37
          > Jak mu mama/tata, kościół i Bóg wie kto wdrukował to w pamięć, to nie jest w st
          > anie się przestawić.

          Moja droga, nie mój problem że tobie wszystko się kojarzy z mamą tatą i kościołem(z którym jako ateista mam mało do czynienia). Dorosły człowiek sam sobie tworzy wartości i akceptuje swoje potrzeby. Możecie odwracać kota ogonem jak chcecie ale prawda pozostanie prawdą-faceci nie chcą brzydkich kobiet.

          Popatrz na kobiety w każdym dowolnym wieku i popatrz na mężczyzn - ciekawe kto
          > mimo wszystko jest bardziej zadbany?

          Ale to jest artykuł o tej pani i jej problemach, nie o facetach :) Próbujesz odwracać kota ogonem. Są też zadbani faceci-podejrzewam że ta pani jednak woli ich. A oni jednak jej nie za bardzo...

          Polska to jednak nie jest kraj dla normalnych ludzi. To zadupie sprzed paru stu
          > leci.

          To wyjedż. Obecnie nie jest to jakiś problem. Ja Polski też nie specjalnie lubię, ale co to ma wspólnego z byciem brzydką? Obwinianie Polski za własną brzydotę to już raczej dowcip rodem z Monthy Pythona. Choć z doświadczenia wiem, że kobiety na zachodzie potrafią mieć o wiele więcej osobowości niż Polki.

          Co widać po naszym kochanym prezydencie -
          Przykładowy wyprany mózg wyborczaka-artykuł o poznawaniu przeciwnej płci ku celów kopulacyjno-romantycznych a tematu politycznego nie odpuści :)

          Nie pojmuję dlaczego tylko jedna płeć ma się starać?

          Ta pani raczej się nie stara :) Po zdjęciach widać, że koleżanki też nie za bardzo :D
          • poskromienie_zlosnicy Re: Powiem niemiłą prawdę 12.12.10, 22:40
            prawda pozostanie prawdą-faceci nie chcą brzydkich kobiet.
            i vice versa
            Obwinianie Polski za własną brzydotę
            nie o brzydotę, tylko o prawo do bycia sobą.
            A nie laleczką ze sztancy wydumanej w zakutym łebku a la Kordet.
            Przykładowy wyprany mózg wyborczaka-artykuł o poznawaniu przeciwnej płci ku cel
            > ów kopulacyjno-romantycznych a tematu politycznego nie odpuści :)

            przykład prezydenta nie jako polityka, ale jako mężczyzny - ale Kordet zawsze kota ogonem odwróci.
            Ta pani raczej się nie stara :) Po zdjęciach widać, że koleżanki też nie za bar
            dzo

            a musi? Dla kogo? Dla takiego faceta jak Kordet?
            To chyba trzeba mieć kaszę mannę zamiast mózgu.
      • szary212 Re: Powiem niemiłą prawdę 18.12.10, 00:50
        Niemiła prawda jest taka, że w Polsce jest bardzo mało atrakcyjnych facetów. W każdym wieku, może z wyjątkiem dziecięcego:) Wystarczy popatrzeć na amantów naszego kina. Borys Szyc - król blokersowej urody. No, przepraszam, ale ja wolę Szkotów, Skandynawów, i Amerykanów.
        Kobiety nasze są o wiele ładniejsze, niż faceci:) , panie kordart, oops. No i używają dezodorantów.
    • anus_dei Dramat urzeczywistnionego feminizmu (?) 12.12.10, 20:15
      Pani Dorota udziela się w grupie teatralnej o nazwie "Teraz Poliż". Wystarczy wstukać tę nazwę w Youtube, żeby móc obejrzeć jakieś urywki spektaklu czy prób. Jak nietrudno się domyślić, mamy tu do czynienia z kolejnym przedsięwzięciem artystycznym z nurtu feministyczno-queerowego. Już sama nazwa to sugeruje.
      Jak to może być, że osoba, która ma z takim dyskursem do czynienia na codzień i, wydawałoby się, jakoś tam zgłębiła zagadnienie kulturowej emancypacji, jest jednocześnie tak psychicznie niewyemancypowana i zniewolona przez społeczne stereotypy? Samodzielna, niezależna, wykształcona, obracająca się w kręgu artystowskiej cyganerii na Pradze, i co? Jakby cały ten ambitny projekt życiowy nie zdawał egzaminu. Rzeczywistość skrzeczy.

      Gdzie więc leży problem? Może częściowo odpowiedzią są te tragiczne, obleśne zdjęcia, na których (choć nie wszystkich) ta pani wygląda nie na 32, a na co najmniej 47 lat, i które wcale nie są miarodajne w kwestii jej urody? Te zdjęcia oczywiście nie przypadkiem są takie. Pełnią rolę swoistego manifestu - "taka jestem, jestem prawdziwa właśnie taką, jaką jestem, kiedy zwlokę się z łóżka i odpalam szluga, nie będę się pindrzyć". I w porządku, szlachetne to wielce, tylko czasem konsekwencją takiej postawy w życiu jest właśnie to, co tej kobiecie
      obecnie doskwiera. Doskwiera na tyle, że już nie sposób znosić to w milczeniu.
      Tzn. telefony się nie urywają. Książę się nie zjawia.
      Może być tak nie dlatego, że pani jest nieatrakcyjna (co zresztą nie jest prawdą), ale być może bardziej dlatego, że wysyła wszędzie naokoło sygnał, że nie jest zainteresowana. Niestety, żyjąc w społeczeństwie, jesteśmy uplątani w gry społeczne i żeby coś osiągnąć, trzeba w te gry grać. Można podchodzić do nich z dystansem, nawet cynicznie, ale ich proste negowanie nie prowadzi donikąd. A więc, żeby zdobyć partnera, być może trzeba niestety zagrać w tę grę pt. męsko-damskie podchody według reguł narzuconych kulturowo, nawet ze świadomością, że to tylko gra. Jesteśmy wszak ze świata zwierząt i chcąc wejść w międzyosobowe relacje seksualne, jedne z najbardziej biologicznie uwarunkowanych, realistycznie na to patrząc, nie jesteśmy w stanie wyzwolić się z atawizmów - tańców godowych, uwodzenia, a więc pewnych manipulacji, odległych przeważnie od tego, co jest naszą własną "prawdą" o nas samych.

      Drugim odstraszaczem może być wspomniany, zdeklarowany feminizm, utożsamiany powszechnie często (i wcale nie całkiem bezpodstawnie) z pewną dozą apriorycznej niechęci wobec mężczyzn, zakorzenionej w osobistych urazach, np. z młodości czy złej relacji z ojcem (lub jak w tym przypadku - jej braku). Feministka kojarzy się wielu mężczyznom z kobietą,
      która od faceta więcej wymaga, jednocześnie sama mniej daje i mniej się stara, przy czym robi to świadomie, dając sobie święte prawo do tego, aby starać się mniej i wymagać więcej. To dla wielu nie brzmi jak good deal.

      Więc jaki z tego wniosek? Mamy tu do czynienia z nieudaną emancypacją? A może połowiczną, powierzchowną emancypacją? Z feminizmem, który lękliwie cofa się przed własnymi konsekwencjami? A może zwykły brak dojrzałości emocjonalnej, który przywdziewa kostium emancypacji, chroniący przed bodźcami frustracyjnymi i pozwala dalej nie dojrzewać i zrzucać winę za swoje nieszczęście na społeczeństwo, opresyjną kulturę etc.?
      • bene_gesserit Re: Dramat urzeczywistnionego feminizmu (?) 12.12.10, 20:44
        anus_dei napisał:

        > Pani Dorota udziela się w grupie teatralnej o nazwie "Teraz Poliż". Wystarczy w
        > stukać tę nazwę w Youtube, żeby móc obejrzeć jakieś urywki spektaklu czy prób.
        > Jak nietrudno się domyślić, mamy tu do czynienia z kolejnym przedsięwzięciem ar
        > tystycznym z nurtu feministyczno-queerowego. Już sama nazwa to sugeruje.

        O, osobliwy sposob kojarzenia. Przyznam, ze nie rozumiem. Lizanie nie kojarzy ci sie z seksem straight/hetero/maczo? o_O

        > Jak to może być, że osoba, która ma z takim dyskursem do czynienia na codzień i
        > , wydawałoby się, jakoś tam zgłębiła zagadnienie kulturowej emancypacji, jest j
        > ednocześnie tak psychicznie niewyemancypowana i zniewolona przez społeczne ster
        > eotypy? Samodzielna, niezależna, wykształcona, obracająca się w kręgu artystows
        > kiej cyganerii na Pradze, i co? Jakby cały ten ambitny projekt życiowy nie zdaw
        > ał egzaminu. Rzeczywistość skrzeczy.

        A moze wlasnie dlatego, ze bohaterka jest samodzielna, niezalezna, wyksztalcona itd - czyli ujmujac to kolokwialnie - na byle co nie poleci - jest sama z kotem?

        > Gdzie więc leży problem? Może częściowo odpowiedzią są te tragiczne, obleśne zd
        > jęcia, na których (choć nie wszystkich) ta pani wygląda nie na 32, a na co najm
        > niej 47 lat, i które wcale nie są miarodajne w kwestii jej urody? Te zdjęcia oc
        > zywiście nie przypadkiem są takie. Pełnią rolę swoistego manifestu - "taka jest
        > em, jestem prawdziwa właśnie taką, jaką jestem, kiedy zwlokę się z łóżka i odpa
        > lam szluga, nie będę się pindrzyć". I w porządku, szlachetne to wielce, tylko c
        > zasem konsekwencją takiej postawy w życiu jest właśnie to, co tej kobiecie
        > obecnie doskwiera. Doskwiera na tyle, że już nie sposób znosić to w milczeniu.
        > Tzn. telefony się nie urywają. Książę się nie zjawia.

        Ksiaze natomiast zjawi sie, kiedy podda sie paru operacjom plastycznym, przedluzy i utleni wlosy, zrobi sobie pazurki i piec razy w tygodniu bedzie cwiczyc na silowni. To jest prosta recepta na szczescie, okupiona co prawda bolem, kosztami i ryzykiem, ale prosta. Ja w to jakos nie wierze. Nie mowiac juz o tym, ze wiele książąt prezentuje sie zazwyczaj w wersji 'oto ja', aqua e sapone, albo i nawet bez tych dwoch ostatnich, za to ze sporym brzucholem i wlosami w uszach. A w tancu godowym prósza łupiezem dookoła.

        > Drugim odstraszaczem może być wspomniany, zdeklarowany feminizm, utożsamiany po
        > wszechnie często (i wcale nie całkiem bezpodstawnie) z pewną dozą apriorycznej
        > niechęci wobec mężczyzn, zakorzenionej w osobistych urazach, np. z młodości czy
        > złej relacji z ojcem (lub jak w tym przypadku - jej braku). Feministka kojarzy
        > się wielu mężczyznom z kobietą,
        > która od faceta więcej wymaga, jednocześnie sama mniej daje i mniej się stara,
        > przy czym robi to świadomie, dając sobie święte prawo do tego, aby starać się m
        > niej i wymagać więcej. To dla wielu nie brzmi jak good deal.

        To ciekawe, bo jedyna feministka bez pary ktora znam - a znam ich kilkadziesiat - jest lesbijką. Mam wrazenie, ze mocno przekombinowałeś, tzn ze twoja koncepcja sie nie trzyma kupy.

        > Więc jaki z tego wniosek? Mamy tu do czynienia z nieudaną emancypacją? A może p
        > ołowiczną, powierzchowną emancypacją? Z feminizmem, który lękliwie cofa się prz
        > ed własnymi konsekwencjami? A może zwykły brak dojrzałości emocjonalnej, który
        > przywdziewa kostium emancypacji, chroniący przed bodźcami frustracyjnymi i pozw
        > ala dalej nie dojrzewać i zrzucać winę za swoje nieszczęście na społeczeństwo,
        > opresyjną kulturę etc.?

        Nie wiem, nie wiem. Ale z pewnoscia mamy tu do czynienia z malo zyczliwym, za to nader chętnym analizoatorem cudzych nieszczesc ;)
        • anus_dei Re: Dramat urzeczywistnionego feminizmu (?) 12.12.10, 21:34
          > O, osobliwy sposob kojarzenia. Przyznam, ze nie rozumiem. Lizanie nie kojarzy c
          > i sie z seksem straight/hetero/maczo? o_O

          Gdzie tu osobliwość? Sugerowanie przez tryb rozkazujący, że mężczyzna zobowiązany jest do dostarczenia partnerce satysfakcji oralnej (czyli takiej, w której on sam satysfakcji nie osiąga, a więc jest na pozycji niejako podporządkowanej wg atawistycznych mechanizmów seksualnych relacji) jest jasnym przekazem, że mężczyzna nie jest od dominowania. To się wpisuje w typową retorykę feministyczną (której zresztą w tym momencie nie oceniam pod względem jej słuszności bądź jej braku).


          > A moze wlasnie dlatego, ze bohaterka jest samodzielna, niezalezna, wyksztalcona
          > itd - czyli ujmujac to kolokwialnie - na byle co nie poleci - jest sama z kote
          > m?

          No jaaasne. Ja wiem, że to z punktu widzenia feministki wytłumaczenie najwygodniejsze, pozwalające idealnie chronić swoje ego, istny miód na serce - ze mną wszystko w porządku, to faceci beznadziejni, to społeczeństwo głupie. Wiem też, że rzeczywistość jest niestety lub stety bardziej skomplikowana niż życzeniowe projekcje feministek.

          > Ksiaze natomiast zjawi sie, kiedy podda sie paru operacjom plastycznym, przedlu
          > zy i utleni wlosy, zrobi sobie pazurki i piec razy w tygodniu bedzie cwiczyc na
          > silowni.

          Chcesz sprowadzić rozmowę do absurdu poprzez przechodzenie ze skrajności w skrajność, ale taki typ dyskusji to czysta erystyka i jałowy ping-pong pseudoargumentów, który nie prowadzi donikąd. Dbanie o siebie nie oznacza pójścia pod skalpel, przynajmniej w moim mniemaniu.

          Nie mowiac juz o tym, ze w
          > iele książąt prezentuje sie zazwyczaj w wersji 'oto ja', aqua e sapone, albo i
          > nawet bez tych dwoch ostatnich, za to ze sporym brzucholem i wlosami w uszach.
          > A w tancu godowym prósza łupiezem dookoła.

          Rozumiem, że masz złe doświadczenia z facetami, współczuję. Nigdzie jednak nie napisałem, że wśród mężczyzn nie ma flejtuchów czy grubasów, więc nie wiem, z kim tutaj polemizujesz, bo na pewno nie ze mną. Piszę o kobiecie, tej konkretnej, ponieważ to właśnie ona ma problem, na tyle poważny, że uznała za stosowne ujawnić się z nim publicznie i poddać obserwacji/analizie innych. Gdyby tekst był o brzuchaczu z łupieżem, pisałbym o brzuchaczu z łupieżem.

          > To ciekawe, bo jedyna feministka bez pary ktora znam - a znam ich kilkadziesiat
          > - jest lesbijką. Mam wrazenie, ze mocno przekombinowałeś, tzn ze twoja koncepc
          > ja sie nie trzyma kupy.

          Parę postów wyżej, w rozmowie z kimś innym, napisałaś, że nie znasz kobiet, które deklarują, iż seks nie jest dla nich szczególnie ważną rzeczą w życiu i związku. To mi pokazuje raczej, że masz tendencje do selektywnego odbierania informacji ze świata w taki sposób, aby pasowały do Twoich życzeniowych projekcji.
          Już nie mówiąc o tym, że stwierdzenie, że Ty akurat kogoś spotkałaś lub nie spotkałaś, nie ma szczególnej wartości jako miarodajne źródło wiedzy. A ja Ci napiszę, że spotkałem. I co?


          > Nie wiem, nie wiem. Ale z pewnoscia mamy tu do czynienia z malo zyczliwym, za t
          > o nader chętnym analizoatorem cudzych nieszczesc ;)

          Moja "nieżyczliwość" to tylko Twoja kolejna projekcja, jako że dla każdego zideolizowanego umysłu każda krytyka jego ugruntowanej wizji świata jest postrzegana jako nieżyczliwa bądź wroga. Bohaterki artykułu nie znam, źle jej nie życzę, a odrobina krytyki, na którą dobrowolnie się wystawiła, prędzej pomoże jej cokolwiek zrozumieć, a w konsekwencji zmienić, niż "życzliwość" koleżanek feministek, z którymi zawsze może popomstować na "kryzys męskości" i tym tłumaczyć swoje sercowe frustracje. To z pewnością da głaska jej skamlącemu ego, ale w jej percepcji nie zmieni nic.
          • bene_gesserit Re: Dramat urzeczywistnionego feminizmu (?) 13.12.10, 01:29
            > Gdzie tu osobliwość? Sugerowanie przez tryb rozkazujący, że mężczyzna zobowiąza
            > ny jest do dostarczenia partnerce satysfakcji oralnej (czyli takiej, w której o
            > n sam satysfakcji nie osiąga, a więc jest na pozycji niejako podporządkowanej w
            > g atawistycznych mechanizmów seksualnych relacji) jest jasnym przekazem, że męż
            > czyzna nie jest od dominowania. To się wpisuje w typową retorykę feministyczną
            > (której zresztą w tym momencie nie oceniam pod względem jej słuszności bądź jej
            > braku).

            Zdaje sie, ze ze wszystkich sil probujesz udowodnic teze, ze facetom sie wszystko kojarzy z jednym.
            Fraza 'teraz poliz' moze byc wypowiadna w tak wielu kontekstach i sytuacjach, ze trudno je tu wymienic, z ktorych jakiekolwiek sprawy seksualne czy tym bardziej damsko-meskie to zaledwie procent, jesli nie promil. Ty tymczasem redukujesz ten ocean do jednej, jedyniutkiej kropelki i z niej go rozliczasz. Pała z wyobrazni. Swoja droga - ciekawe: dwa slowa, a zadzialaly jak test projekcyjny.

            > No jaaasne. Ja wiem, że to z punktu widzenia feministki wytłumaczenie najwygodn
            > iejsze, pozwalające idealnie chronić swoje ego, istny miód na serce - ze mną ws
            > zystko w porządku, to faceci beznadziejni, to społeczeństwo głupie.

            Moj feminizm ani ja nie mamy tu w ogole nic do rzeczy, za to statystyka - owszem. Moze zamiast skupiac sie na osobie interlokutorki, skup sie na faktach, tzn zainteresuj sie, jaki jest przekroj spoleczny samotnych mezczyzn 30+ i jaki jest przekroj spoleczny samotnych kobiet 30+. Fakty, nie wycieczki osobiste - to bardzo ulatwia dyskusje.

            > Chcesz sprowadzić rozmowę do absurdu poprzez przechodzenie ze skrajności w skra
            > jność, ale taki typ dyskusji to czysta erystyka i jałowy ping-pong pseudoargume
            > ntów, który nie prowadzi donikąd.

            Alez skąd - mnie po prostu drazni uporczywe sprowadzanie kobiet do wyglądu i wygladem tlumaczenie wszystkich kobiecych problemów. Nie znam ani jednej osoby, ktorej traktowanie w ten sposob byloby sprawiedliwe, tym bardziej uzasadnione. Zwlaszcza, ze z moich obserwacji wynika, ze najwiecej ekspertow od kobiecych (wydumanych lub nie) wad fizycznych rekrutuje sie wsrod wyjatkowo zaniedbanych mezczyzn, niekiedy wlasnie sposrod tych, ktorzy nie rzadko widuja mydelko i dezodorant oraz prysznic. Czesto zachowuja sie tez tak podtatusiali panowie z brzuszkami i bez szans u komentowanych.

            > Rozumiem, że masz złe doświadczenia z facetami, współczuję.

            O, znowu jakies cienkie aluzje. To zenujące - i na oślep, i w próżnię. W ten sposob obnazasz brzydszą częśc siebie przecież, no wez :/

            Nigdzie jednak nie
            > napisałem, że wśród mężczyzn nie ma flejtuchów czy grubasów, więc nie wiem, z k
            > im tutaj polemizujesz, bo na pewno nie ze mną. Piszę o kobiecie, tej konkretnej
            > , ponieważ to właśnie ona ma problem, na tyle poważny,

            Problem to ona ma w zyciu, ale nie z wyglądem. Ja na tych zdjeciach widze urocza i pelna dziewczynskiego wdzieku swobodną osobę - ty zaniedbanego babona zblizajacego sie do piecdziesiatki. Z pewnoscia jednak zmieni swoje zycie po tym, co jej napisles ;)

            > Parę postów wyżej, w rozmowie z kimś innym, napisałaś, że nie znasz kobiet, któ
            > re deklarują, iż seks nie jest dla nich szczególnie ważną rzeczą w życiu i zwią
            > zku.

            Nie, nie napisalam. Napisalam co innego, a ty to przekreciles tak, zeby ci pasowalo. Ewentualnie znowu wziales swoje skojarzenie za fakt. To ci sie czesto zdarza?

            To mi pokazuje raczej, że masz tendencje do selektywnego odbierania inform
            > acji ze świata w taki sposób, aby pasowały do Twoich życzeniowych projekcji.

            To po prostu fantastyczny przyklad projekcji. Twojej na mnie, przyklad książkowy.

            Tak czy inaczej: jaka sprzecznosc jest miedzy "To ciekawe, bo jedyna feministka bez pary ktora znam - a znam ich kilkadziesiat - jest lesbijką." a "Znam mnostwo kobiet, z ktorymi mam bliskie relacje i jako zywo nie slyszalam deklaracji [ze seks jest dla nich niewazny]", bo nie rozumiem?

            > Moja "nieżyczliwość" to tylko Twoja kolejna projekcja, jako że dla każdego zide
            > olizowanego umysłu każda krytyka jego ugruntowanej wizji świata jest postrzegan
            > a jako nieżyczliwa bądź wroga. Bohaterki artykułu nie znam, źle jej nie życzę,
            > a odrobina krytyki, na którą dobrowolnie się wystawiła, prędzej pomoże jej coko
            > lwiek zrozumieć,

            Te rewelacje o tancu godowym, do ktorego zapewne nalezy sie wbic w wysoki obcas i nakrecic wlosy na walki? Yhyyyy.

            > a w konsekwencji zmienić, niż "życzliwość" koleżanek feministe
            > k,

            'Feminizm' to w tych twoich wypowiedziach tutaj leitmotif, zauwazyles? Ciekawe czemu, bo o ile mnie pamiec nie myli, bohaterka ani razu nie wspominala o feminizmie.

            > z którymi zawsze może popomstować na "kryzys męskości" i tym tłumaczyć swoje
            > sercowe frustracje.

            Bylam kiedys na feministycznym panelu dyskusyjnym nt kryzysu meskosci. Jedyna osoba, ktora twierdzila, ze kryzys meskosci to fakt, byl facet. Jeden z kilkuset obecnych osob.

            > To z pewnością da głaska jej skamlącemu ego,

            ...kolejne zyczliwe sformulowanie. Hm.

            ale w jej per
            > cepcji nie zmieni nic.

            To twoja kolezanka jest? Kuzynka bliska? Bo piszesz z taka pewnoscia, jakbys ja znal na wylot.
            • anus_dei Re: Dramat urzeczywistnionego feminizmu (?) 13.12.10, 03:57
              > Fraza 'teraz poliz' moze byc wypowiadna w tak wielu kontekstach i sytuacjach, z
              > e trudno je tu wymienic...

              Tu mamy kontekst feministyczny, więc sprawa się cokolwiek ujednoznacznia. Równie dobrze można by się upierać, że hasło "zakaz pedałowania" może mieć nieskończenie dużo znaczeń i kontestów. Owszem, ale gdy wypowiada je ONR-owiec to wiadomo, że nie odnosi się ono do cyklistów. Nie raz słyszałem ze strony kobiet skargi, że faceci nie chcą robić im minety i że to dyskryminacja. Albo deklaracje w stylu: seks dopiero po minecie. Była nawet kiedyś nawet w latach 90-tych taka piosenka dance z refrenem "you gotta lick it, before we kick it". Także kontekst kulturowy jest jakby jasny. Imputowanie mi seksualnych fiksacji jest więc tutaj nie na miejscu.

              > Alez skąd - mnie po prostu drazni uporczywe sprowadzanie kobiet do wyglądu i wy
              > gladem tlumaczenie wszystkich kobiecych problemów

              Ale to nie jest zarzut do mnie, bo ja tego nie czynię. Jeśli takie odnosisz wrażenie, znaczy, że nie czytasz dokładnie i rozciągasz na moją osobę typ postawy, który zaprezentował w tym wątku inny forumowicz, co jest nieuprawnione, a i obraźliwe.

              Z wlaszcza, ze z moich obserwacji wynika, ze najwiecej ekspertow od kobiecych (wy
              > dumanych lub nie) wad fizycznych rekrutuje sie wsrod wyjatkowo zaniedbanych mez
              > czyzn (...) bez szans u komentowanych.

              Co jakby nie zmienia faktu, że bądź co bądź mają święte prawo czuć się koneserami w tej materii, tak jak mają prawo dyskutować o wyższości lexusa nad mercedesem, bedąc dumnymi posiadaczami karty miejskiej:) Po co się tym przejmować?

              > O, znowu jakies cienkie aluzje. To zenujące - i na oślep, i w próżnię. W ten sp
              > osob obnazasz brzydszą częśc siebie przecież, no wez :/

              Z tekstami typu "...Pewnie dla ciebie, bez obrazy, specjalnie na twoj uzytek" nie jesteś lepsza:P

              > Problem to ona ma w zyciu, ale nie z wyglądem

              Ależ zgadzamy się w tym punkcie co do joty.

              Ja na tych zdjeciach widze urocz
              > a i pelna dziewczynskiego wdzieku swobodną osobę - ty zaniedbanego babona zbliz
              > ajacego sie do piecdziesiatki.

              Być może się nieco zagalopowałem, przypomnę jednak, że pisałem o zdjęciach, nie o fizjonomii bohaterki.

              > Tak czy inaczej: jaka sprzecznosc jest miedzy "To ciekawe, bo jedyna feministka
              > bez pary ktora znam - a znam ich kilkadziesiat - jest lesbijką." a "Znam mnost
              > wo kobiet, z ktorymi mam bliskie relacje i jako zywo nie slyszalam deklaracji [
              > ze seks jest dla nich niewazny]", bo nie rozumiem?

              Sprzeczności nie ma żadnej, jest za to element wspólny. Jest nim typ argumentacji - jeśli z czymś się nie spotkałam to znaczy, że tego nie ma. Ja np. spotkałem zarówno samotne feministki (w łącznej liczbie 4, ale to wystarczy, by zadać kłam twojemu uogólnieniu), jak i kobiety, które zawsze, gdy rozmowa schodzi na tory erotyczne nie omieszkają wygłosić deklaracji, że seks jest dla nich sprawą marginalną, w zasadzie pomijalną, i że mogą żyć bez tego, a ich znajomości z mężczyznami mają inny wymiar, czego innego od facetów oczekują, a seks to dla nich coś w rodzaju pańszczyzny do odrobienia, żeby facet sobie nie poszedł.

              > 'Feminizm' to w tych twoich wypowiedziach tutaj leitmotif, zauwazyles? C
              > iekawe czemu, bo o ile mnie pamiec nie myli, bohaterka ani razu nie wspominala
              > o feminizmie.

              Na poprzedniej stronie napisałem dość długi post w ogóle nie odnosząc się do kwestii feminizmu. Poruszyłem ją dopiero po zdekonspirowaniu bohaterki jako członkini grupy artystycznej o profilu ewidentnie genderowym, i tylko dlatego napisałem drugi post w tym wątku. Wydało mi się nader znamienne, że osoba, która musi siłą rzeczy nieźle orientować się w kwestii ról społecznych, ich umowności, mechanizmów działania stereotypów etc., tak bardzo sama ulega presjom społecznym, a poprzez jej wypowiedzi przebijają filisterskie konwenanse, które zresztą są głównym źródłem jej opresji. Tym samym stała się dla mnie bohaterką tragiczną. Taką, która najpierw wchodzi na pewną nonkonformistyczną drogę, a potem nie może na niej wytrwać i zmierzyć się z konsekwencjami, które przecież były do przewidzenia. Do samego feminizmu jako takiego nic nie mam.
              • bene_gesserit Re: Dramat urzeczywistnionego feminizmu (?) 13.12.10, 16:45
                > Tu mamy kontekst feministyczny, więc sprawa się cokolwiek ujednoznacznia.

                Cokolwiek sie u ciebie tak ujednoznacznia, ze myslisz tylko o jednym: seksualnej podleglosci mezczyzn. Yhyyy ;)

                > Co jakby nie zmienia faktu, że bądź co bądź mają święte prawo czuć się konesera
                > mi w tej materii, tak jak mają prawo dyskutować o wyższości lexusa nad mercedes
                > em, bedąc dumnymi posiadaczami karty miejskiej:)

                Co nie zmienia faktu, ze owszem - konus z zakolami nie urosnie i nie porośnie, ale zanim zacznie komentowac zbyt jego zdaniem obfite bioderka jakiejs pani moglby sie przyjrzec swojej wlasnej oponce. Ew. czyniac uwagi nt wieku, na jaki ktos wyglada, sprawdzic, czy i jemu nie dano by pietnastu wiecej, niz ma.

                > Z tekstami typu "...Pewnie dla ciebie, bez obrazy, specjalnie na twoj uzytek" n
                > ie jesteś lepsza:P

                Problem w tym, ze w naszej rozmowie powstrzymalam sie od osobistych uwag, a ty nie, i to paru. Fe, nie uchodzi po prostu.

                > Sprzeczności nie ma żadnej, jest za to element wspólny. Jest nim typ argumentac
                > ji - jeśli z czymś się nie spotkałam to znaczy, że tego nie ma.

                Znowu dospiewujesz sobie rzewnie i mnie z tego swojego dospiewania rozliczasz. No wez :)

                > Na poprzedniej stronie napisałem dość długi post w ogóle nie odnosząc się do kw
                > estii feminizmu. Poruszyłem ją dopiero po zdekonspirowaniu bohaterki jako człon
                > kini grupy artystycznej o profilu ewidentnie genderowym, i tylko dlatego napisa
                > łem drugi post w tym wątku. Wydało mi się nader znamienne, że osoba, która musi
                > siłą rzeczy nieźle orientować się w kwestii ról społecznych, ich umowności, me
                > chanizmów działania stereotypów etc., tak bardzo sama ulega presjom społecznym,
                > a poprzez jej wypowiedzi przebijają filisterskie konwenanse, które zresztą są
                > głównym źródłem jej opresji. Tym samym stała się dla mnie bohaterką tragiczną.
                > Taką, która najpierw wchodzi na pewną nonkonformistyczną drogę, a potem nie moż
                > e na niej wytrwać i zmierzyć się z konsekwencjami, które przecież były do przew
                > idzenia.

                Nie moze wytrwac? Ona po prostu jest samotna, filisterskie konwenanse nie maja zupelnie nic do potrzeby przynaleznosci i miłosci. Noi poczytaj sobie moze gdzies o samotnych kobietach i mezczyznach, jak gdzies wyzej radzilam, to ci mam wrazenie wiele rozjasni w glowie.
                • anus_dei Re: Dramat urzeczywistnionego feminizmu (?) 13.12.10, 17:46
                  > Cokolwiek sie u ciebie tak ujednoznacznia, ze myslisz tylko o jednym: seksualne
                  > j podleglosci mezczyzn. Yhyyy ;)

                  Brniesz bez sensu.

                  > Co nie zmienia faktu, ze owszem - konus z zakolami nie urosnie i nie porośnie,
                  > ale zanim zacznie komentowac zbyt jego zdaniem obfite bioderka jakiejs pani mog
                  > lby sie przyjrzec swojej wlasnej oponce. Ew. czyniac uwagi nt wieku, na jaki kt
                  > os wyglada, sprawdzic, czy i jemu nie dano by pietnastu wiecej, niz ma.

                  Ale może ten "konus/łysol/grubas" nie robi sobie sesji w barłogu z psem, w brudnym mieszkaniu, obskurnym barze mlecznym czy ze szlugiem i kwaśną miną jako ilustracji do artykułu na swój temat obracającego się wokół kwestii, dlaczego nadal jest sam. I choćby z racji tego fakt jego konusowstwa/łysiny czy oponek na brzuchu nie ma żadnego wymiernego tutaj znaczenia.

                  > Problem w tym, ze w naszej rozmowie powstrzymalam sie od osobistych uwag, a ty
                  > nie, i to paru. Fe, nie uchodzi po prostu.

                  Nie, nie powstrzymałaś się wobec osobistych uwag czy tyleż złośliwych, co bezpodstawnych aluzji ani wobec mnie, ani innych osób rozmawiających z tobą w tym wątku.

                  > Nie moze wytrwac? Ona po prostu jest samotna, filisterskie konwenanse nie maja
                  > zupelnie nic do potrzeby przynaleznosci i miłosc.

                  Wątpię. Z artykułu jak dla mnie dość jasno wynika, że, jak już pisałem, mniejszym dla niej problemem jest jej samotność jako taka niż lęk przed tym, "co ludzie powiedzą", czy coś przypadkiem z nią nie jest "nie tak" i czy za 10 lat nie popadnie w depresję z powodu braku biologicznego bachora. Nie tylko nie czytasz uważnie wypowiedzi interlokutora, ale także artykułu, który komentujesz. Do tego projektujesz na innych to, co sama uskuteczniasz - aluzje ad personam, "dośpiewywanie sobie", nieżyczliwość etc.

                  Noi poczytaj sobie moze gdzi
                  > es o samotnych kobietach i mezczyznach, jak gdzies wyzej radzilam, to ci mam wr
                  > azenie wiele rozjasni w glowie.

                  Co, polecisz mi może jakiś artykuł z zadry, z którego dowiem się, że samotni mężczyźni po 30-tce są samotni z powodu własnego nieudacznictwa, a kobiety z powodu tego, że są zbyt mądre, silne i przebojowe, a więc samczyki się ich boją i pierzchają na wszystkie strony? Daruj sobie.
                  • bene_gesserit Re: Dramat urzeczywistnionego feminizmu (?) 13.12.10, 18:24
                    > Brniesz bez sensu.

                    No, bo ja wiem?
                    Jak dotad nie udalo ci sie wyplątac, wiec jak dotad wychodzi na to, ze jednak mam rację.

                    > Ale może ten "konus/łysol/grubas" nie robi sobie sesji w barłogu z psem, w brud
                    > nym mieszkaniu, obskurnym barze mlecznym czy ze szlugiem i kwaśną miną jako ilu
                    > stracji do artykułu na swój temat obracającego się wokół kwestii, dlaczego nada
                    > l jest sam. I choćby z racji tego fakt jego konusowstwa/łysiny czy oponek na br
                    > zuchu nie ma żadnego wymiernego tutaj znaczenia.

                    Ale on te oponki i zbyt stary wyglad ma. I poza netem je widac, no chyba ze zyje tylko w necie.

                    > Wątpię. Z artykułu jak dla mnie dość jasno wynika, że, jak już pisałem, mniejsz
                    > ym dla niej problemem jest jej samotność jako taka niż lęk przed tym,

                    A dla mnie nie.

                    > Nie tylko nie czytasz
                    > uważnie wypowiedzi interlokutora, ale także artykułu, który komentujesz.

                    Nie czytam uwaznie artykulu, ktory komentuje, bo wysnulam inne wnioski niz ty?

                    Do teg
                    > o projektujesz na innych to, co sama uskuteczniasz - aluzje ad personam, "dośpi
                    > ewywanie sobie", nieżyczliwość etc.

                    Ton dyskusji narzuciles ty swoimi zenujacymi aluzjami na moj temat. To, istotnie, nie nastroilo mnie do ciebie zyczliwie, ale nie spadlam do twojego poziomu przeciez.

                    > Co, polecisz mi może jakiś artykuł z zadry,

                    Tak, bo my, feministki, czytamy tylko Zadrę. A do kina chodzimy na Seksmisję.
                    :)

                    z którego dowiem się, że samotni mę
                    > żczyźni po 30-tce są samotni z powodu własnego nieudacznictwa, a kobiety z powo
                    > du tego, że są zbyt mądre, silne i przebojowe, a więc samczyki się ich boją i p
                    > ierzchają na wszystkie strony?

                    Co to - kolejny test projekcyjny?
                    ;)
                    Mialam raczej na mysli artykul w Polityce sprzed roku-dwoch, w ktorym mozna bylo znalezc malo zaskakujace informacje o tym, ze kobiet i mezczyzn w wieku 30-40 jest tyle samo, ale roznia sie spolecznie, bo samotne kobiety mieszkaja w miastach, sa dobrze wyksztalcone i dosc czesto spelnione zawodowo oraz maja stale dochody, a samotni mezczyzni w tym wieku to statystycznie mieszkancy wsi z wyksztalceniem niewiele ponad-podstawowym, trudniacy sie rola i/lub pracą dorywczą, o ile w ogole. To sa swiaty, ktore sie nie spotkaja, a nawet jesli - to raczej nie zapałają, bo zbyt wiele ich dzieli. Tak wiec samotna mieszkanka miasta w wieku 30+ ma ograniczone szanse na znalezienie odpowiadajacego jej partnera - zwlaszcza w porownaniu z okresem, kiedy miala 20+ lat - bohaterka zreszta o tym mowi.
                    • anus_dei Re: Dramat urzeczywistnionego feminizmu (?) 13.12.10, 18:57
                      > No, bo ja wiem?
                      > Jak dotad nie udalo ci sie wyplątac, wiec jak dotad wychodzi na to, ze jednak m
                      > am rację.

                      Nie, jak dotąd albo nie udało ci się pojąć o co chodzi, albo - tym gorzej - udało, ale brniesz, bo nie przyznajesz nikomu racji z zasady. Ja ci to wyłożyłem klarownie, nie muszę się z niczego "wyplątywać". Nie rozumiesz, nie przyswajasz, nie zgadzasz się, masz inne zdanie - twoja sprawa, mnie nic do tego.

                      > Ale on te oponki i zbyt stary wyglad ma. I poza netem je widac, no chyba ze zyj
                      > e tylko w necie.

                      no i co z tego że ma? ktoś ci go siłą wsadza do łóżka? a jak kogoś nie stać na willę w bell-air to ma obstawać przy tym, że przyczepa kempingowa pod grójcem to najlepsze co być może? a niby dlaczego?

                      > Nie czytam uwaznie artykulu, ktory komentuje, bo wysnulam inne wnioski niz ty?

                      To zacytuj jakiekolwiek miejsce, z którego można by było to wywnioskować, bo inwencja interpretacyjna ma swoje granice.

                      > Ton dyskusji narzuciles ty swoimi zenujacymi aluzjami na moj temat. To, istotni
                      > e, nie nastroilo mnie do ciebie zyczliwie, ale nie spadlam do twojego poziomu p
                      > rzeciez

                      Tzn. które aluzje konkretnie? To ja ci przybijam seksualne fiksacje, kompleksy albo problemy seksualne (jak ty tamtemu forumowiczowi)? Więc nie pisz lepiej o "spadaniu do mojego poziomu" bo to groteskowe. Jad mizoandryczny w tobie aż bulgoce, o czym teksty na temat "prószenia łupieżem" i konusów z zakolami sygnalizują dość dobitnie, a ty mi tutaj o jakimś poziomie będziesz homilie wygłaszać.

                      > Mialam raczej na mysli artykul w Polityce sprzed roku-dwoch, w ktorym mozna byl
                      > o znalezc malo zaskakujace informacje o tym, ze kobiet i mezczyzn w wieku 30-40
                      > jest tyle samo, ale roznia sie spolecznie, bo samotne kobiety mieszkaja w mias
                      > tach, sa dobrze wyksztalcone i dosc czesto spelnione zawodowo oraz maja stale d
                      > ochody, a samotni mezczyzni w tym wieku to statystycznie mieszkancy wsi z wyksz
                      > talceniem niewiele ponad-podstawowym, trudniacy sie rola i/lub pracą dorywczą,
                      > o ile w ogole.

                      To tylko ogólnokrajowa statystyka. Bohaterka artykułu mieszka w Warszawie, gdzie szans na spotkanie atrakcyjnego singla, rozwodnika, wdowca naprawdę aż nadto. Poza tym tłumaczenie swojego czy czyjegoś niepowodzenia, które ewidentnie wynika z psychologicznej blokady, warunkami demograficzno-społecznymi może i pozwala ugłaskać własne ego, ale żadnych szans czy perspektyw na zmianę stanu rzeczy nie pozostawia, ergo nie ma żadnego sensu.



                      • bene_gesserit Re: Dramat urzeczywistnionego feminizmu (?) 13.12.10, 19:08
                        > ło, ale brniesz, bo nie przyznajesz nikomu racji z zasady.

                        Nikomu, to znaczy tobie? A kto tu jest malym uparciuszkiem, ktoremu slowa 'teraz poliz' kojarza ci sie z rozkazem kobiety w stosunku do mezczyzny w kontekscie seksualnym i z niczym innym, ale ktory uwaza, ze nie jest zafiksowany?
                        Itd itd, ale zaczyna mi ciebie byc zal, a tego nieznosze wiec adieu
                      • malinowa28 Re: Dramat urzeczywistnionego feminizmu (?) 21.12.10, 06:20
                        anus_dei napisał:
                        > To tylko ogólnokrajowa statystyka. Bohaterka artykułu mieszka w Warszawie, gdzi
                        > e szans na spotkanie atrakcyjnego singla, rozwodnika, wdowca naprawdę aż nadto.
                        > Poza tym tłumaczenie swojego czy czyjegoś niepowodzenia, które ewidentnie wyni
                        > ka z psychologicznej blokady, warunkami demograficzno-społecznymi może i pozwal
                        > a ugłaskać własne ego, ale żadnych szans czy perspektyw na zmianę stanu rzeczy
                        > nie pozostawia, ergo nie ma żadnego sensu.

                        Pozwolę sobie zauważyć, że żaden mężczyzna nie ma na plecach napisane "do wzięcia". Podobnie z kobietami. Być może dlatego wielu zauważa ograniczenia, zamiast szanse - jak wygrywanie na loterii... Dorzucając do tego czas jakim ludzie się terroryzują, przez który nie udało im się trafić, świadomość jest faktycznie odległa...
                        Nie idąc za tym co własne, kreują wizerunek odległy od modelowego, który siedzi w myślach tak twardo, że nie ma tam miejsca na inne perspektywy, bowiem miejsce robi się dopiero PO zmianie konkretnych przekonań...

                        Stereotypem można nazwać pozowanie na "singla", gdzie "błędem" jest przyznanie kobiety czy mężczyzny do tego, że fajnie byłoby mieć kogoś. Społeczeństwo zaakceptowało tę modę, tworząc z samotności poczucie winy, które nie może być przecież aktywne bez zgody na nie... W tym jednak najpiękniejsze jest to, że

                        Zamiast widzieć ograniczenia u koleżanki wyżej, proponuję przeanalizować sobie co doprowadziło do mechanizmu zaczepki. Za takie rzeczy jak wskazanie źródła niektórzy biorą ogromne sumy, więc oszczędność przy dostrzeganiu własnego potencjału jest conajmniej 10 razy bardziej opłacalna niż odpowiedź na dywagowanie z jednej strony na drugą...

                        Pozdrawiam.
                        • malinowa28 Re: Dramat urzeczywistnionego feminizmu (?) 21.12.10, 06:26
                          Dokończę swoją wypowiedź, przytaczając fragment, który przerwało...

                          Stereotypem można nazwać pozowanie na "singla", gdzie "błędem" jest przyznanie kobiety czy mężczyzny do tego, że fajnie byłoby mieć kogoś. Społeczeństwo zaakceptowało tę modę, tworząc z samotności poczucie winy, które nie może być przecież aktywne bez zgody na nie... W tym jednak najpiękniejsze jest to, że człowiek sam dokonuje wyborów i decyduje samodzielnie o tym w jaki sposób wykorzystuje swoje słabości - z czego robi zasoby a co odrzuca.
        • rannie.kirsted Re: Dramat urzeczywistnionego feminizmu (?) 12.12.10, 22:09
          bene_gesserit napisała:
          > Ksiaze natomiast zjawi sie, kiedy podda sie paru operacjom plastycznym, przedlu
          > zy i utleni wlosy, zrobi sobie pazurki i piec razy w tygodniu bedzie cwiczyc na
          > silowni. To jest prosta recepta na szczescie, okupiona co prawda bolem, koszta
          > mi i ryzykiem, ale prosta. Ja w to jakos nie wierze. Nie mowiac juz o tym, ze w
          > iele książąt prezentuje sie zazwyczaj w wersji 'oto ja', aqua e sapone, albo i
          > nawet bez tych dwoch ostatnich, za to ze sporym brzucholem i wlosami w uszach.
          > A w tancu godowym prósza łupiezem dookoła.

          o taak, oto przecietny polski ksiaze:) swietnie ujete.

          mozna sie zastanawiac, dlaczego w polsce przecietny facet mysli jak wyzej produkujacy sie kolega kodet (ktory zapewne ma sie za skonczona doskonalosc), a przecietna kobieta ma mnostwo kompleksow jak bohaterka reportazu - mimo ze jest mega aktywna osoba, majaca ciekawe zainteresowania i robiaca w zyciu ciekawe rzeczy.
          ja nie wiem czy to jest wina matek czy co?? ze wychowuja synalkow na zadowolonych z siebie bucow, majacych mase wymagan wobec kobiet. a corki wychowuja na wiecznie niepewne siebie istoty.



          • anus_dei Re: Dramat urzeczywistnionego feminizmu (?) 12.12.10, 22:34
            > mozna sie zastanawiac, dlaczego w polsce przecietny facet mysli jak wyzej produ
            > kujacy sie kolega kodet (ktory zapewne ma sie za skonczona doskonalosc),

            nie istnieje "przeciętny facet"

            a prze
            > cietna kobieta ma mnostwo kompleksow jak bohaterka reportazu - mimo ze jest meg
            > a aktywna osoba, majaca ciekawe zainteresowania i robiaca w zyciu ciekawe rzecz
            > y.
            > ja nie wiem czy to jest wina matek czy co?? ze wychowuja synalkow na zadowolony
            > ch z siebie bucow, majacych mase wymagan wobec kobiet. a corki wychowuja na wie
            > cznie niepewne siebie istoty.

            Nie rozumiem. Wy naprawdę nie czaicie, że demonstrowanie na forum swoich niebotycznych wymagań wobec płci przeciwnej jest tylko i wyłącznie demonstrowaniem własnych niebotycznych kompleksów? Ta namiętna pasja chłostania ludzi "niemiłą prawdą" to typowa forma autowywyższenia i werbalnej agresji, którą stosują tak samo mężczyźni, jak i kobiety. Wystarczy odrobinę poczytać fora.
            Niepewność siebie również cechuje obie płcie, bywa tylko inaczej ujawniana bądź maskowana.
            • bene_gesserit Re: Dramat urzeczywistnionego feminizmu (?) 13.12.10, 01:27
              > Nie rozumiem. Wy naprawdę nie czaicie, że demonstrowanie na forum swoich niebot
              > ycznych wymagań wobec płci przeciwnej jest tylko i wyłącznie demonstrowaniem wł
              > asnych niebotycznych kompleksów? Ta namiętna pasja chłostania ludzi "niemiłą pr
              > awdą" to typowa forma autowywyższenia i werbalnej agresji, którą stosują tak sa
              > mo mężczyźni, jak i kobiety. Wystarczy odrobinę poczytać fora.

              A to nie ty pare linijek wyzej wystosowales kilka saznistych akapitow nt tego, co sadzisz o fizycznosci bohaterki artykulu i jak bardzo powinna sie odpicowac, zeby spelnic warunki uczestnictwa w 'tancu godowym'? o_O
              • anus_dei Re: Dramat urzeczywistnionego feminizmu (?) 13.12.10, 02:23
                > A to nie ty pare linijek wyzej wystosowales kilka saznistych akapitow nt tego,
                > co sadzisz o fizycznosci bohaterki artykulu

                Załamka:/ Jedyne, co napisałem o fizyczności bohaterki artykułu to we fragmencie:
                "Książę się nie zjawia. Może być tak nie dlatego, że pani jest nieatrakcyjna (co zresztą nie jest prawdą), ale być może bardziej dlatego, że wysyła wszędzie naokoło sygnał, że nie jest zainteresowana."

                "Nie jest prawdą, że jest nieatrakcyjna" - co to oznacza? Znasz prawo podwójnej negacji?
                Jedyne, o czym pisałem negatywnie, to zdjęcia. Fotografia rządzi się własnymi prawami i najbardziej atrakcyjną kobietę można pokazać tak, że wygląda jak zombie. I odwrotnie.

                i jak bardzo powinna sie odpicowac,
                > zeby spelnic warunki uczestnictwa w 'tancu godowym'? o_O\

                I znowu ze skrajności w skrajność. Osobiście nie cierpię konwencjonalnie "odpicowanych" panienek i wcale nie działają na mnie lepiej niż flejowate abnegatki, a być może nawet gorzej. Wolę, gdy kobieta prezentuje pewną klasę - tzn. nie jest ani fleją, ani nie podkreśla ostentacyjnie swojej seksualności w stylu 'wszystko na sprzedaż'.
                Poza tym ja nie tyle pisałem o wyglądzie jako takim, co o pewnej całościowej postawie życiowej, którą ten wygląd poniekąd wyraża bądź zdradza. Wygląd i styl bycia to nie tylko bezpośrednie wywieranie wrażenia estetycznego, ale także cała seria subtelnych sygnałów, które mówią np. o stosunku danej osoby do innych, o wadze, jaką przywiązuje do kontaktów z nimi, o zainteresowaniu ewentualnym zacieśnieniem znajomości z kimś innym etc. etc.
                • bene_gesserit Re: Dramat urzeczywistnionego feminizmu (?) 13.12.10, 16:43
                  Noi prosze - tez masz swoja liste wymagan, wolisz to, a nie lubisz tamtego, podobaja ci sie takie, a nie smakie. Odpicowana, ale tak nie bardzo, makijazyk obecny, ale dyskretny, wlosy zrobione, ale subtelnie, pani w ogole czysta i schludna i zeby nie pokazywala prawdy za to niestety manipulowala, gdyz jestesmy zwierzetami w tancu godowym itd Mysle, ze pora, bys zrozumial, ze demonstrowanie na forum swoich niebotycznych wymagań wobec płci przeciwnej jest tylko i wyłącznie demonstrowaniem własnych niebotycznych kompleksów.
                  • anus_dei Re: Dramat urzeczywistnionego feminizmu (?) 13.12.10, 17:21
                    Jesteś śmieszna. Każdy ma swoje wymagania czy gusta, ty również, pani Dorota bohaterka artykułu również (i to wcale niemałe, co zresztą explicite stwierdza w tekście) - to jest normalne. Ja nie piszę o niczym, czego dana kobieta nie może zmienić. Piszę nie po to, żeby natychmiast rzuciła się to zmieniać pod moją modłę, tylko by ewentualnie wzięła pod uwagę pewien punkt widzenia osobnika płci męskiej, miała jakiś feedback.
                    Tobie również prawda się nie podoba - prawda łupieżu, oponek i zakol. I też nie wahasz się przed tej swojej awersji wobec "prawdy" ujawnieniem, dodatkowo czyniąc pod tym względem aluzje wobec interlokutora, którego nie widziałaś na oczy. Więc może miarkuj swoją hipokryzję.
                    Zestawianie mnie na jednej płaszczyźnie z typem, który wchodzi na forum Wysokich Obcasów wypisywać "niemiłą prawdę", że kobiety po 25 roku życia robią się brzydkie itp., zniechęca mnie do kontynuowania dialogu z kimś, kogo z powodu braku argumentów nie stać na nic prócz płaskich i żenujących złośliwości.
                    • bene_gesserit Re: Dramat urzeczywistnionego feminizmu (?) 13.12.10, 18:19
                      A ty za to jestes bardzo powazny., z tym ze to nie ja nie nazywam zupelnie realnych wymagan 'niebotycznymi', ale ty. Nie pisze rowniez, ze ich posiadanie jest swiadectwem kompleksow - jak piszesz ty, nie sygnalizujac zreszta jakiegokolwiek logicznego ciagu miedzy punktem wyjscia a wnioskiem. I jesli twoje wlasne slowa wydaly ci sie plaskie i zenujace, to owszem - masz o czym rozmyslac.
                      • anus_dei Re: Dramat urzeczywistnionego feminizmu (?) 13.12.10, 18:28



                        > A ty za to jestes bardzo powazny., z tym ze to nie ja nie nazywam zupelnie real
                        > nych wymagan 'niebotycznymi', ale ty. Nie pisze rowniez, ze ich posiadanie jest
                        > swiadectwem kompleksow - jak piszesz ty, nie sygnalizujac zreszta jakiegokolwi
                        > ek logicznego ciagu miedzy punktem wyjscia a wnioskiem.

                        Nie będę przeprowadzał pogłębionej autoegzegezy na twój użytek i tłumaczył ci np. zabiegów stylistycznych takich jak ironiczna hiperbolizacja. Jeśli nie pojęłaś sensu moich słów do tej pory, to znaczy widocznie, że nie miałaś go pojąć, albo nie chciałaś go pojąć, albo jedno i drugie, ch z tym.

                        I jesli twoje wlasne sl
                        > owa wydaly ci sie plaskie i zenujace, to owszem - masz o czym rozmyslac.

                        Moje własne słowa wyrwane z kontekstu i podane nawet bez cudzysłowu są twoimi własnymi słowami. Zabrzmiały płasko i żenująco wyłącznie w tym kontekście, w jakim ty je umieściłaś.
                        • bene_gesserit Re: Dramat urzeczywistnionego feminizmu (?) 13.12.10, 19:02
                          To urocze, ze twoje slowa spod twoich palcow sa wg ciebie kul, a twoje slowa spod moich palcow sa fe. Noale jesli dąsasz sie o lusterko, to znaczy, ze naprawde bylo ci potrzebne. Jesli moglabym ci cos radzic: na przyszlosc moze powstrzymaj sie od personalnych aluzji, zlosliwostek i naduzywania slowa 'projekcja' - i w ogole wytykania innym tego, czym sam tak szczodrze szafujesz. Zle ci nie życzę, a odrobina krytyki, na którą dobrowolnie się wystawiłes, byc moze pomoże ci cokolwiek zrozumieć, a w konsekwencji zmienić.
                            • rannie.kirsted Re: Dramat urzeczywistnionego feminizmu (?) 13.12.10, 22:35
                              ten reportaz i wasza bardzo ciekawa (do pewnego momentu, ktory nastapil jakies 10 postow temu:) dyskusja mnie osobiscie nastraja do takich oto wnioskow: 1. i mezczyzni i kobiety zdaja sie wiecej oczekiwac niz dawac z siebie. 2 i mezczyzni, i kobiety lubia chyba obwiniac o swoje decyzje lub ich brak rozne czynniki zewnetrzne, innych ludzi. oczywiscie te rzeczy nie sa bez znaczenia - no ale jednak. chyba malo ludzi ma odwage przyznac przed soba ze jest panem wlasnego losu, i wiekszosc rzeczy zalezy od nas. od tego czy nam sie chce czy nie. trzecia rzecz to jest to, ze zabijają nas wlasne oczekiwania. oczekiwania obu plci sa ogromne i w malym stopniu przystaja do rzeczywistosci. oczekiwania dotyczace WSZYSTKIEGO, wyglad, charakter, sposob bycia, gust... wyobrazamy sobie jakis ideal i caly czas gdzies go nosimy. i kazdy spotykany czlowiek jest wobec tego niedostateczny. przegrywa z naszymi wyobrazeniami:(
    • drozdzicha Rozterki tej pani... 13.12.10, 09:39
      pokazują głównie, że ona nie wie, czego chce.
      Chce żyć jak dziewiętnastka, co urwała się na studia, a jednocześnie wścieka się, że ma metrykę i czasem ktoś jej o tym przypomina.
      1. Skoro to problem, że wszyscy znają od dzieciństwa - należy zmienić otoczenie. Przeprowadzić się, do licha, do innego miasta albo do innego bloku.
      2. Trochę opanować przestrzeń wokół siebie. "Domówki" w kłębach dymu papierosowego to gimnazjalny sposób na udowadnianie dorosłości.
      3. Zdecydować się, czy się ulega mieszczańskim wzorcom, czy nie. Tzn. jeśli się nie ulega, wziąć tego drugiego psa, urodzić/adoptować dziecko bez tatusia i opowiadać wkoło o swoim szczęściu w takim układzie. Jeśli się ulega, to posprzątać mieszkanie, przestać wychodzić o trzeciej w nocy, w niedzielę rano do kościółka i przed sklepem pogadać z sąsiadkami. Najlepiej o narzeczonym, który zarabia za granicą - aktorka powinna być przekonywająca.
      4. Zastanowić się, jak by to było budzić się od lat obok faceta, któremu trzeba sprzątac, gotować, prać skarpetki i który cię prawie nie zauważa, bo jesteś sprzętem domowym, tyle że samoczynnym. Twoje sprawy są co najwyżej przeszkodą w funkcjonowaniu tego sprzętu.
    • wernynas Re: Czemu winne są trzydziestki 14.12.10, 16:56
      Ten pasztet i brudas nalogowo palący papierosy pownien sie cieszyć, że ktoś w ogóle chce ją od czasu do czasu puknąć, bo normalnego człowieka obrzydrzenie bierze. Wymagania spore a nic sobą nie reprezentuje, dziwadło.
    • paulina1855 Czemu winne są trzydziestki 15.12.10, 21:04
      czytam...kiwam głową, myślę (jeszcze trochę i też napisze taki list) mam 20 lat wszystkie moje koleżanki mają facetów, niby jeszcze młódki a już zaręczynowy na palcu, a jeżeli któraś nie ma to kręci "na boku". Ja nie "kręcę", nie mam i nie zapowiada się do 30-stki pociągnę. Tradycyjnie czekam na swój typ idealny, wiem że się nie doczekam z takim podejściem nic nie osiągnę w tym celu ale jeszcze poczekam, jeszcze pociągnę...do 30-stki a potem się zastanowię nad sobą.
    • ovana Czemu winne są trzydziestki 16.12.10, 16:14
      Chętnie przeczytałabym podobny "case" nt. singla. Ciekawa jestem perspektywy drugiej strony.
      Osobiście uważam, że tak wiele singielek 30+ bierze się stąd, że... brak odpowiednich dla nich facetów. Ci, którzy w "tym" wieku są sami i im to przeszkadza, to (generalizuję dla uproszczenia) goście z problemami, podobnie zresztą jak te, w "tym" wieku które są same. Różnica jest taka, że dziewczyny wreszcie ok. 30tki zaczynają z problemów wyłazić, zwłaszcza tych z dzieciństwa. Zaczynają wreszcie przynosić efekty terapie i inne takie, zaczynają się odnajdywać.
      A faceci? A ilu facetów chodzi na terapie? 20% społeczeństwa? Nie ma więc co przynosić efektów, a problemy niestety same się nie rozwiązują, a tylko jeszcze bardziej nabrzmiewają zepchnięte w podświadomość. Niektórzy myślą też naiwnie i egocentrycznie, że jak się z kimś zwiążą, to problemy się rozwiążą. Od takich jak najdalej.

      • kordet Re: Czemu winne są trzydziestki 18.12.10, 09:59
        Nie chodzą na terapie, bo znaczna część tych singli po 30tce to single z wyboru. Ci którzy chcieli mieć partnerkę, ją znależli, ci którym kobiety były potrzebne tylko do seksu, nie widzą już powodów by umawiać się na randki czy znosić humorów kobiet.
        Oczywiście są faceci którzy mają 30 i więcej lat, a są sami wbrew sobie, ale to raczej mniejszość z męskich singli.
        Faceci po prostu lepiej znoszą życie w pojedynkę.
        W sumie fajnie pokazuje to twoje nastawienie-myślisz że dla faceta bycie singlem po 30tce to problem-dla wielu z nich to idealny stan, z którego są zadowoleni.
      • sid.leniwiec Re: Czemu winne są trzydziestki 18.12.10, 15:18
        To jest bardzo duże uproszczenie, że jeśli ktoś jest sam po 30-tce, to jest to osoba z problemami. Naprawdę nie znasz osób z problemami, ale także niefajnych, nieatrakcyjnych, nudnych, wrednych, etc. będących w związkach? Wszyscy sparowani nie mają problemów mających źródło w dzieciństwie, są sympatyczni i ładni? No właśnie.
        Podstawowy problem jest taki, że ludzie muszą wszystko wbić w jakieś ramy, znaleźć prawidłowości żeby poczuć się pewnie. A te prawidłowości (jest sama bo jest brzydka/wymagająca/zarozumiała/ma nieposprzątane) często można potłuc o kant.
        Aha - te teksty na temat posprzątania mieszkania mnie rozwaliły. Ciekawe jak wygląda większosć kawalerskich mieszkań i czy by to tak raziło. A jeśli nawet, to czy nie na zasadzie "nie ma mu kto posprzątać".
      • dystansownik Re: Czemu winne są trzydziestki 19.01.11, 11:21
        > Osobiście uważam, że tak wiele singielek 30+ bierze się stąd, że... brak odpowi
        > ednich dla nich facetów. Ci, którzy w "tym" wieku są sami i im to przeszkadza,
        > to (generalizuję dla uproszczenia) goście z problemami,

        Co do "gości z problemami", to masz zapewne rację. Jednak w kwestii "braku odpowiednich facetów", to problemem są zazwyczaj za duże wymagania samych kobiet. Owszem, pula najlepszych kandydatów już dawno została przebrana, ale kobiecie z wiekiem wymagania tylko rosną, a ta pula jeszcze bardziej się zmniejsza.

        Wiek 30+ jest o tyle przełomowy, że właśnie do 30-stki większość ludzi formalizuje związki, więc większość mężczyzn wypada z "obiegu", przynajmniej na jakiś czas. Z drugiej strony, singielki już są dojrzałe, wykształcone, najczęściej zrobiły już karierę i same są ustawione finansowo.
        O ile większości facetów same te fakty nie będą przeszkadzały, to jednak kobieta na partnera zazwyczaj będzie szukała równie "ustawionego" osobnika, który będzie jej dorównywał, a najlepiej przewyższał ją pod wieloma względami. Biorąc pod uwagę, że pula facetów dawno została przebrana wielokrotnie, to szanse na znalezienie takiego są znikome. Tym bardziej, gdy już nawet jak się taki trafi, to zaraz się znajdą wokół więcej niż jedna potencjalna partnerka szukająca swojego "księcia".
    • szary212 Czemu winne są trzydziestki 18.12.10, 00:36
      Życie singla jest łatwiejsze i emocjonalnie, i "technicznie". Wiem, bo poznałam obydwie strony. Mam cudowne dziecko- urodzone tuż przed 40tką - męża, i dom, ale nie ma co ukrywać- najszczęśliwsza, i najbardziej wolna i spełniona czułam się jako singielka w Londynie, kiedy z własnego wyboru nie byłam z nikim związana. Tęsknię za zdrowym egoizmem tamtych czasów, za książkami, kinem, spotkaniami, włóczęgami, za czasem na wszystko. Tęsknię za sama sobą. Może kiedyś do siebie wrócę, jak moje dziecko podrośnie. Więc z mojego punkty widzenia problem "samotnej trzydziestki"z artykułu jest dla mnie wymyślony, nieprawdziwy. Dla mnie to był fantastyczny czas. I znam kobiety - nie lesbijki:), już pod 60-tkę - które z wyboru są same, i za nic nie zamieniłyby swoich kotów, wystaw, wycieczek, książek, na prasowanie koszul facetowi:) za kilka minut seksu w weekend:).
      • bene_gesserit Re: Czemu winne są trzydziestki 18.12.10, 02:12
        I znam kobiety - nie lesbijki:), już pod 60-tkę - któr
        > e z wyboru są same, i za nic nie zamieniłyby swoich kotów, wystaw, wycieczek, k
        > siążek, na prasowanie koszul facetowi:) za kilka minut seksu w weekend:).

        Jesli tak wg nich wyglada bliski zwiazek, to nic dziwnego, ze przed tym uciekaja.
    • olex-p Czemu winne są trzydziestki 18.12.10, 14:57
      Jestem cudzoziemcem (dlatego wybaczycie) - są możliwe błędy.Moja myśl - ty normalna sympatyczna kobieta.Prosto trzeba trochę zająć się sobą i domem . podarować psa mamie i pójść od kompleksu starej pani. I główne - spróbować wszelkimi sposobami zwiększyć swoje hobby i interesy.Kiedy szerokie koło kontaktu - wówczas są ludzie z którymi będą interesy ogólne i są przryjaceli .Chcesz - możesz mi napisać list.
    • swiadoma.siebie Czemu winne są trzydziestki 19.12.10, 17:56
      Mam prawie 27 lat, więc szybkim krokiem zbliżam się do magicznej trzydziestki... i jakoś mnie to nie martwi. Jedyny powód do niepokoju to dla mnie fakt, że do tego czasu mam zdać egzamin ze znajomości języka obcego na wysokim poziomie, a jeszcze nie zaczęłam się przygotowywać... . Niemniej jednak według Pani Doroty z niedawnego artykułu WO jestem w wieku, w którym kobieta ma jeszcze tzw. branie i nie jest jeszcze skreślona w oczach społeczeństwa. Jestem singlem od zawsze, wychowanie w rodzinie dysfunkcyjnej nie nauczyło mnie, czym może być związek i życie rodzinne, którego można by pragnąć. Nauczyło mnie jednak, czym ono nie powinno być, więc ze zdumieniem obserwuję, jak wiele moich rówieśniczek wychodzi za mąż i powiela tak dobrze mi znane toksyczne wzorce od chwili nałożenia obrączki… .

      Niezależnie od wpływu wychowania, całe życie nosiłam w sobie poczucie niezgody na narzucanie innym swojej recepty na życie i włażenie w nie z butami. Chociaż dostrzegam, to nie potrafię zaakceptować, siły stereotypów i cezur wyznaczanych przez społeczeństwo. Z niedowierzaniem patrzę na przemianę zachodzącą w dziewczynach, które mając jeszcze 29 lat są energicznymi i pogodnymi singielkami, a w dniu 30. urodzin przeistaczają się w zgorzkniałe stare panny, którymi widzą je rodzina oraz żonaci i/lub dzieciaci znajomi i przyjaciele. Ze zdumieniem obserwuję „wysyp” ślubów wśród rówieśniczek, mimo że dopiero co miały zerwać z tymi facetami… . Kocham życie w dużym mieście, gdzie liczba pytań na temat moich planów życiowych i uwag na temat tykającego zegara biologicznego jest dużo mniejsza niż w moim rodzinnym mieście i na wsiach.

      Nie odżegnuję się od związku, myślę, że jestem w stanie i chciałabym tworzyć szczęśliwą parę z jakimś fajnym mężczyzną, ale dotąd po prostu nie trafiłam na faceta, z którym zagrałaby prawdziwa „chemia” i który nie dawałby mi odczuć, że jest kimś lepszym ode mnie (bo nim nie jest). W odróżnieniu od swoich koleżanek nie mam tzw. „checklistu”, czyli spisu wymagań wobec potencjalnego kandydata na partnera, który pozwala odsiać nieodpowiednich delikwentów. Nie jestem zdesperowana, aby przed określoną rocznicą urodzin znaleźć się w związku i zostać zaobrączkowaną, a potem doprowadzić do „pączkowania”. Moje poczucie własnej wartości nie zależy od bycia z kimkolwiek – co więcej, nie naraziłabym je na szwank poprzez wejście w związek, który nie dawałby mi satysfakcji. W pewnej chwili rzeczywiście rozważałam wejście w związek z mężczyzną, który nie do końca mi „pasował” – ale szybko z tego zrezygnowałam, bo szybko unieszczęśliwilibyśmy się nawzajem… .

      Dzieci nigdy nie chciałam mieć, po prostu zupełnie nie pociąga mnie ta perspektywa i znając kobiety, które nigdy jednak nie poczuły uderzenia instynktu macierzyńskiego i zafundowały dzieciom delikatnie mówiąc niefajne dorastanie, nie zaryzykuję sprawdzania, czy we mnie się jednak obudzi. Nie potrafiłabym wejść w rolę matki-Polki budującej rodzinę, o której pisze Pani Dorota. Potrzebuję czasu dla siebie, dla swoich zainteresowań i pasji, potrzebuję własnej przestrzeni i nigdy nie potrafiłabym się jej wyrzec. Myślę, że potrafiłabym ją dzielić, ale musiałaby być naprawdę duża, a jej wspólne używanie powinno opierać się na zasadzie „naczynia zmywają się same” – tzn. zmywa ten, kto akurat ma siłę, ochotę, czas, bez oczekiwania, że zrobi to druga strona. Nie mam problemów z samodzielnym mieszkaniem, nie przeraża mnie wizja powrotu do ciemnego mieszkania, w którym czasem piętrzy się stos garów do umycia, a w kątach tarzają się koty kurzu… . Gdy ustabilizuje się moja sytuacja mieszkaniowa (tzn. kupię mieszkanie), wezmę sobie prawdziwe dwa koty, które nazwę „Sin” i „Giel”. Przynajmniej będę zmywać regularnie, żeby mi kociaki talerzy nie wylizywały, albo sprawię sobie zmywarkę;-).

      Dużo pracuję, głównie dlatego, że lubię, a wszystko, co robię, wykonuję z pasją i zaangażowaniem, i praca sama pcha mi się w ręce… Lubię też mieć pieniądze i nie potrafię uwierzyć, że .. nie będę bogata (nie od razu, ale wiem, że osiągnę sukces uczciwą pracą). Praca nie jest dla mnie ucieczką od samej siebie, pracuję nad sobą, chodząc na terapię i dużo myśląc i czytając. Nie uważam, że moje życie emocjonalne jest ubogie; przeciwnie – praca nad sobą i przyjaźnie (choć głównie zdalne, skypowe i gadu-gadowe) wypełniają je niesamowicie. Nie spotkałabym się drugi raz z terapeutą, który oceniłby mnie tak jednoznacznie jak panią Dorotę. Wynajmuję kawalerkę i naprawdę nie mam kiedy się zastanawiać, „co ludzie powiedzą”… . Nie widzę też sensu – bo co oni o mnie wiedzą tak naprawdę? Czy to, że jestem sama czyni mnie bezwartościową? Nie potrzebuję mieć w swoim otoczeniu ludzi, którzy patrzą na innych przez pryzmat takich kryteriów.

      Naprawdę nie wiem, skąd we mnie ten dystans – może to jakiś instynkt samozachowawczy lub miłość własna… . Ale życzę go i Pani Dorocie i innym kobietom, by ich czas singlowania był szczęśliwy… . Niech popatrzą wokół siebie i spytają się, czy naprawdę chciałyby wejść w związek o tak niskiej jakości, jak wiele z małżeństw owych dobrodusznych ciotek i dzieciatych koleżanek… . Po czymś takim to dopiero można mieć poczucie winy… .


      Pozdrawiam,

      świadoma.siebie
      • ladydidi Re: Czemu winne są trzydziestki 20.12.10, 16:42
        HA!!! Cóż za piękne idaelizowanie :) pewnie, że fajniej jest być młodym, pięknym i zdrowym ;) a nie starym, brzydkim i chorym. Niestety jest więcej niż duża szansa na to, że kiedyś się zestarzejemy i pochorujemy zapewne. Sama dopiero przekroczyłam próg 30 i nie czuję tego absolutnie. Ale wynika to pewnie z tego, że miałam niesamowite szczęście. Spotkałam wyjątkowego mężczyznę, z którym dziś - prawie od 5 lat, dziele wspólne życie oficjalnie, a nieoficjalnie - bez rejestru ;) - prawie 10 lat. I jestem w ciąży, bo bardzo tego oboje chcieliśmy. Jedno jest pewne - ja nie boję się zestarzeć, zbrzydnąć i pochorować, bo mam na kogo liczyć, mam się na kim wesprzeć i ukochany nie patrzy na mnie tylko przez pryzmat urody. Ale mam też prawie 40-letniego brata, który jest samotny. I wierzcie mi jest głęboko nieszczęśliwy. Czy jest zaradny? Przystojny? Nie jestem obiektywna, więc nie powiem. Więc może w oczach społeczeństwa jest "bublem". Ale on też chce mieć kogoś bliskiego i tak jak większość ludzi na tym świecie potrzebuje kochać i być kochanym. Nie twierdzę też, że single wszyscy są nieszczęśliwi. Bo na pewno tak nie jest. Ale jednak pewnie większość z nich czuje potrzebę taką samą jak ja - nie chcą się sami zestarzeć, pochorować i nie chcą być oceniani tylko i wyłącznie przez pryzmat piękna, które osiągnęli bądź też nie. Nie sądzę, żę kierują ludźmi jakieś "mieszczańskie" zapędy, by łączyć się w pary. To zwyczajna potrzeba bliskości - jak potrzeba akceptacji, rozrywki czy spełnienia. Każdy z nas ma swoją drogę do swojego własnego szczęścia i nic mi do tego. Jednak z jakiegoś przedziwnego powodu ludzie chcą żyć razem, chcą tworzyć związki i tak jak ja chcą "zestrzeć się" z ukochanym. Ja sądzę, że to nasza potrzeba miłości. Jednak każdy ma swoją drogę by ją odnaleźć. Powodzenia wszystkim w ich poszukiwaniach!
        • obraz.utajony Czemu winne są trzydziestki 21.12.10, 00:20
          Ale Ty też nie jesteś wolna od idealizowania. Irracjonalność trochę przesłania Tobie to racjonalne myślenie. Wizja zestarzenia się razem jest bardzo romantyczna, i piękna. Ale po drodze może wydarzyć się wiele nieprzychylnych zdarzeń. My single z kolei jesteśmy trochę "w dupie", bo jesteśmy w najlepszym okresie swojego życia, 30-40 l. A potem pozbywamy się złudzeń i bierzemy życie takim jakie ono jest. Także szanse na odnalezienie partnera tego "właściwego" są coraz mniej realne. Ale ostatecznie lepsza taka młodość niż zmarnowane lata z nieodpowiednim partnerem.
        • sid.leniwiec Re: Czemu winne są trzydziestki 21.12.10, 18:07
          > Sama dopiero przekroczyłam próg 30 i nie czuję tego absolutnie. Ale wynika to pewnie z tego, > że miałam niesamowite szczęście. Spotkałam wyjątkowego mężczyznę,

          No widzisz, a niektórzy maja po prostu wysokie poczucie własnej wartości i mężczyzna nie musi podnosić im samooceny.:)
          Jeśli sama nie czujesz się ok ze sobą, to w związku też nie będzie ok, bo związek nie jest od tego, żeby ratować i leczyć kompleksy. Może pomóc, ale radzić ze sobą musimy sobie przede wszystkim sami.
          • sweetkate Re: Czemu winne są trzydziestki 21.12.10, 21:40
            Związek nie jest od tego, żeby ratować i leczyć kompleksy, podobnie jak nie jest od tego, żeby kreować się na kogoś, kto nie ma z tym problemu, bo w związku już wszystko widać z bliska wyraźniej. ;)
            Jeśli ktoś w drugiej osobie zauważa kompleks i odczuwa potrzebę "ratowania", staje się ofiarą własnych wyobrażeń, bo kompleks jest stworzony przez umysł oceniający.
            W miłości nie ma podziału na lepsze i gorsze, bo nie ma takiej potrzeby.
    • barbarella1980 Czemu winne są trzydziestki 24.12.10, 04:40
      Ciekawy artykuł , dziwi mnie tylko że bohaterka tak ię przejmuje ta normalnością i nienormalnością np w zmienianiu zawodu po 30tce ,ja mam 30 lat i zmieniłam swój zawód ,załorzyłam firmę zamierzam iśc na studia , mam studium dawno temu skończone , mam też znajomego który z przyczyn zawodowych i żeby się utrzymac na stanowisku kierowniczym poszedł na studia w wieku 33lat , znam osoby idące w wieku 36 lat i później to skolei pedagogiczne kierunki.Nie wiem czym aktor może sie interesowac ale warto w razie czego dokształcić się dodatkowo w czymś, wiek 32 lat to wcale nie późno na studia, mózg przecież w tym wieku nie obumiera Co do braku chłopaka w wieku 32 lat to mam taką kumpelę ,nie udają jej się związki ale to chyba winne są przypadki .
    • nabityklientbre fatalna partia raczej dla desperatów lub pechowców 19.01.11, 13:44
      Po co komu taka baba z problemami? Z nałogami, z nawykami starej panny, nieprzystosowana do mieszkania z kimś (a co będzie jak będa dzieci?). Seksualnie niedojrzała i niedoświadczona? Niedoświadczoną to można mieć 18-nastkę a nie kobietę kilka lat przed czterdziestką. Z wymaganiami o wyśnionym księciu - nawet jak się zabuja w kimś, to potem jej minie i zacznie wytykac braki w jej wyśnionym nierelanym ideale. A jak rzeczywiście znajdzie się wyśniony - cóż, o niego zabiegają wtedy te ponad dekadę młodsze.
      Niezadbana (i nie chodzi o ciuchy a o fitness), zapuszona, a przecież po 30-dziestce ciało zaczyna powoli się sypać, grawitacja robi swoje, zwisy tu i ówdzie... Faceci są wzrokowcami. W domu koszmarny bałagan (a co by było jakby były dzieci)? Na dodatek zegar biologiczny tyka, z każdym rokiem coraz trudniej o ciążę i coraz większe ryzyko urodzenia chorego dziecka.

      Jedyna szansa - znaleźć jakiegoś porządnego, moralnego gościa i niby przypadkiem zajść z nim w ciążę. A ten naiwny, by być porządnym w końcu z taką się hajtnie.
      • mari-ann Re: fatalna partia raczej dla desperatów lub pech 16.04.11, 19:16
        Single - mężczyźni po 30 też nie są tacy świetni, jak chciałbyś to widzieć:) Wygląd- najlepsze lata w widoczny sposób mają za sobą...( chłopięca uroda, buahahahaa) seks- taaaki sobie- najwyraźniej obcowanie z własną ręką tudzież okazjonalne podrywki zaliczane w pubach w żaden sposób nie przygotowują do normalnego życia współżycia z kobietą...I wyobraź sobie, że to właśnie Wy bywacie strasznie zdesperowani- żeby przykleić się do jakiegoś ciepłego kobiecego ciała, znaleźć kobietę, wszystko jedno jaką, która nada sens Waszemu bezbarwnemu życiu...
        Ale to wszystko przed Tobą, z Twojego postu wnioskuję, że to nie urodę masz chłopięcą, lecz móżdżek, i pomimo 35 lat- istotnie nie dojrzałeś jeszcze do dzielenia z kimś życia , o ojcostwie nie wspominając. Spotykanie się z 20 jest moim zdaniem dobrym rozwiązaniem dla Ciebie.
    • megaron2 kobiety w męskim świecie 01.03.11, 08:33
      Prawdziwa pułapka na kobiety. Aby odnieść "sukces", określony przez bieżącą modę - zawodowy, finansowy, dzisiejsza kobieta musi wykazywać się cechami charakteru przypisywanymi mężczyznom. Ma być silna, stanowcza, pewna siebie, władcza, dominująca w sferze seksualnej. Mało jest kobiet, które takie cechy mają wrodzone i mnóstwo tych, które odnoszą powodzenie, dzięki temu, ze potrafią dopasować się do takiego twardego świata.
      Tak jak bohaterka artykułu: stylizuje się na twardą i niezłomną, pokazuje swiatu, że jest wolna i niezależna. Z pewnością z niej fantastyczna kumpela. Potrafi kląć, pić na umór i ustawić kogo trzeba do pionu. Z całą pewnością ma bardzo interesującą osobowość i jest wartościową osobą. A mimo to jest sama i nie może znaleźć odpowiadającego jej faceta, który by chciał z nią budować przyszłość.
      Bardzo to dziwi, ja czytam, forumowe kobiety. Przecież Dorota ma tyle wspaniałych cech charakteru!
      I tu jest pies pogrzebany. Bo te cechy, które Dorota demonstruje światu - pewność siebie, siła charakteru, przebojowość, lekceważenie konwenansów nie bez powodu uznawane są za cechy męskie. To kwestia nie kultury, tylko testosteronu, który buzuje w mężczyznach i sklania ich do rywalizacji i demonstrowania siły. W ten sposób faceci budują sobie pozycję w środowisku, rywalizując z innymi facetami i przyciągając zainteresowanie kobiet. Bo wysoki poziom testoronu działa wabiąco na kobiety, wskazując dobrego kandydata na stałego partnera!
      Z drugiej strony jednak to co jest atrakcyjne dla kobiet nie musi być tak samo odbierane przez mężczyzn. Jeżeli kobieta okazuje cechy męskie charakteru, to jest podświadomie odbierana przez facetów jako mężczyna. Może więc być fajną kumpelką, można nawet z nią pójść w ostateczności do łóżka, ale nie jest postrzegana jako kandydatka na żonę.


    • ylemai Trzydziestki winne są tego, że są stare 16.03.11, 21:11
      Może śmiesznie to zabrzmi w czasach, gdy ludzie żyją znacznie dłużej, a "trzydzieści to dawne dwadzieścia", ale ta reguła raczej do kobiet się nie stosuje.

      Trzydziestki w Polsce wyglądają staro, myślą staro i stresują swoim tykającym zegarem biologicznym. Mężczyzna jest w stanie ocalić młodość na długie lata - sport, chłopięca uroda, trzymanie się z dala od fajek i wódy - i nagle mając 35 lat odkrywasz, że jeśli się zmieniłeś od skończenia studiów, to tylko na korzyść. Wciąż możesz wyrywać małolaty.

      A trzydziestka? Naturalne cycki poddały się już grawitacji, cellulitis zżera uda i tyłek, a mentalność rzadko kiedy pozwala na radosną zabawę. To już Dojrzałe Kobiety, z celami w życiu.

      Gdyby jeszcze za tą dojrzałością przychodziło doświadczenie w dziedzinach, które mężczyzna ceni, byłoby świetnie. Ale nie przychodzi. Miałem panienkę ponad 10 lat młodszą od siebie, potrafiła w łóżku o wiele więcej, i robiła to z większym ogniem, niż typowe panny ~30, z jakimi zwykle się bujam. Czemu nie byłyście łatwe, jak miałyście 20 lat, tylko odgrywałyście ważne intelektualistki, z którymi trzeba miesiącami chodzić, zanim odsłonicie swoje cipki ze złota? Teraz jesteście łatwe, zdesperowane, nic nie potraficie.

      Robi mi się od was niedobrze czasem.

      Dobrze, że mężczyzna ma inne drogi życia, owocniejsze i ciekawsze, niż bycie samczykiem rozpłodowym, tatusiem rodziny. Trzeba pokonać w sobie zwierzę, zwrócić się ku celom bardziej fascynującym. A gdy osiągniemy sukces, młodych panienek zawsze jest na zatrzęsienie. Vide Hugh Hefner :)
    • best.dezynwoltura Czemu winne są trzydziestki 18.03.11, 10:32
      Uderzające jest przede wszystkim to, jak potworny bałagan ma ta pani w domu. Nie wyobrażam sobie życia z mężem i dziećmi w takich warunkach. Zresztą, u mamy tej pani, jak widać na zdjęciach panuje podobny nieład... Jak można spać w łóżku bez pościeli, na kaloryferach walają się jakieś ściery, czy gałgany.... Horror! Drugi pies w tym wszystkim to już będzie MASAKRA! Gdyby nawet zaprosiła do siebie kiedyś jakiegoś faceta to będzie on zwiewał od niej jak najdalej. Kobieta powinna zacząć od porządnego sprzątania nim zacznie myśleć o życiowym partnerze.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka