Alimenty. Przegrana walka?

11.06.05, 09:14
Swietnie!!! Brawa dla madrych panow w rzadzie, toz teraz wszystkie zucimy sie
do rodzenia dzieci aby wreszcie wyjsc z dolka demograficznego. Wlos na glowie
deba staje! wyc sie chce, a z pewnoscia odechciewa sie potomstwa!
    • kamilafajv Re: Alimenty. Przegrana walka? 11.06.05, 10:27
      taa, spieprzac stad trzeba i tyle, bo tu sie robi coraz gorzej. a jak kaczynski
      zostanie prezydentem to moze za czas jakis nawet hormonow w aptece nie
      dostaniesz...
      • jendrek121 Re: Alimenty. Przegrana walka? 11.06.05, 11:39
        No przecież to idol czytelniczek kolorowych pism prez. Kwaśniewski podpisał tą
        ustawę. Proszę przypomnieć sobie jak było za czasów AWS. Bo ja pamiętam jakie
        były choćby zasiłki macierzyńskie i porodowe. A za obecnych socjalistów nie
        zrobiono żądnej reformy prócz obniżania podatku najbogatszycm (liniowy)
        • vinogradoff Efekt pewny to malejacy przyrost naturalny 24.07.05, 12:01
          Ustawa nic lub bardzo niewiele poprawi za to wywola pozytywny efekt w postaci
          zmniejszenia przyrostu naturalnego. Okaze sie , ze dziecko to ogromne ryzyko.
    • saltimbocca Re: Alimenty. Przegrana walka? 11.06.05, 16:07
      Cały ten wywiad jest manipulacją, ale czego się spodziewać po GW a już w
      szczególności tym, pożal się boże, dodatku, Wysokich Obacasach.
      Przykład: "Samotne matki walczyły, fikały, za karę dostaną 170 zł albo nic". No
      ładnie, pieniądze za karę! Dobrowolnie poddaję się więc karze - chcę 5000 zł
      miesięcznie, mogą być dolary, bo bardziej cenię tę walutę. Rozumiem, że im
      większe przewinienie, to wyższa kara. Zakładam, że dzieci ma się w wyniku
      świadomej decyzji, a nawet jeśli nie, to dziećmi opiekują się rodzice i powinni
      iść do pracy, żeby na nie zarobić. Ja tak robię, z różnym skutkiem, ale liczę
      na siebie. Przykład drugi: "Teraz państwo decyduje nawet o stanie cywilnym
      kobiety.(...)Znam dziewczyny, które rozwiodły się z dobrym drugim mężem dla 170
      zł." Jeśli już państwo decyduje o stanie cywilnym kobiety, to przyznajmy, że
      także mężczyzny, nieprawdaż? Ja znam natomiast kobiety, których mężowie pracują
      na zachodzie, a te rozwodzą się z nimi, właśnie dla tych 170 zł. Oczywiście są
      razem ze sobą nadal, ale przeświadczenie, że to mi się należy od państwa jest
      przerażające. Nikt nie zmusza do rozwodu. Można np iść do pracy. Za trudne?....
      A bezrobocie będzie jeszcze większe im więcej idiotów będzie głosowało na tych,
      którzy obiecują zdjęcie odpowiedzialności z obywateli i decydowanie za nich, o
      alimentach, o szkolnictwie, o służbie zdrowia. Rzecz jasna za większe podatki.
      • andorinha Re: Alimenty. Przegrana walka? 11.06.05, 21:57
        Caly ten artykul nie jest o ludziach ktorzy postanowili porzucic prace i zyc na
        koszt panstwa. Ale o kobietach wychowujacych za JEDNA pensje swoje dzieci, na
        ktore ojciec placic NIE CHCE.
        Przeczytaj jeszcze raz.
        Przemysl sytuacje przykladowej nauczycielki z pensja 1000 zl i 2 dzieci.
        A potem napisz jeszcze raz swoj komentarz. Bo na razie niestety jest po prostu
        nie na temat.
        • karlik_silesia Re: Alimenty. Przegrana walka? 12.06.05, 15:07
          Śmiem twierdzić ,że większość 'samotnie wychowujących'jest mało opowiedzialna za swoją idzieci przyszłość.Dzieci chodzą głodne,brudne i wagarują,pieniądze zasilają upadające browary.Powinniśmy brać przykład od mądrzejszych i bogatszychSZWAJCARIA.
          Wzorem morze być art.w tych samych WO Dziewczyna w wynajętych skarpetkach.Aglaja trafiła do szkoły z internatem ,gdy rodzice nie wysłali jej do szkoły.
          Dziecko ma mieć wszystko co potrzebne do prawidłowego rozwoju.
    • jaga604 Re: Alimenty. Przegrana walka? 12.06.05, 14:05
      andorinha popieram ciebie,bo twoj poprzednik chyba nie ma nic wspolnego z
      opisywanymi w aratykule problemami.wiadomo nie od dzis,ze najwiecej do
      powiedzenia maja ci,ktorych to co komentuja nie dotyczy...a przyklad
      pielegniarki jest z
      znamienny,wrecz wzorcowy dla opisywanych problemow.

      od siebie dodam poprawke...pobory 1000 po 22 latach pracy(kiedys sluzba
      zdrowia,obecnie po reorganizacji jednostka samorzadowa),dzieci 3(12,19,20 lat)-w
      tym srednia tegoroczna maturzystka,a najstarsza zaczela studia dzienne o tyle
      nie dobrze,ze jako wolny sluchacz.zabraklo jej kilku punktow na egzaminie,wiec
      nie bylo innego wyjscia jak zaplacic 1600zl i cieszyc sie,ze dziecko chce sie uczyc.
      wracajac do kasy dolicz do tego1000 poborow 426zl swiadczen rodzinnych na 2
      mlodsze corki,razem ok.1500zl dzielone na nas 4 daje 375zl.
      z opieki 0,bo nalezy sie przy dochodzie 316zl
      na studiujaca corke swiadczen rodzinnych 0,bo w mysl obecnej ustawy nie
      nalezy sie studentom szkol wyzszych
      z uczelni-socjalne stypendium dopiero od 2semestru

      i gdzie tu opiekuncza rola panstwa ?...CHYBA TWOJ POPRZEDNIK ANDORINHO NIE
      ZARZUCI MI ROSZCZENIOWEJ POSTAWY.
      a tak na marginesie musze szukac dodatkoej roboty,ale na czarno...
      • saltimbocca Re: Alimenty. Przegrana walka? 12.06.05, 19:49
        Nie wiem dlaczego wysnułaś wniosek, że skoro piszę o problemie zajmując
        negatywne stanowisko odnośnie roszczeniowej postawy samotnie wychowujących
        swoje dzieci rodziców, to mnie ten problem nie dotyczy? Może tak prościej...
        Faktem jest natomiast, że w pewnym momencie swojego życia pracowałem tylko ja i
        za niewielkie pieniądze, niewiele ponad 1000 zł. Moja żona uczyła się, a małe
        dziecko wymagało - wiadomo - sporych pieniędzy. I ani się nie rozwodziłem, ani
        nie żądałem od państwa zasiłków. Po prostu zrobiliśmy wszystko, by poprawić
        naszą sytuację finansową. A przykład mój jest o tyle istotny, że w tym - pożal
        się boże - artykule pada przykład matek rozwodzących się z dobrymi mężami tylko
        po to, by WYCIĄGNĄĆ od państwa pieniądze. Nie twierdzę, że zasiłku nie powinno
        być, ale, że osoby go otrzymujące nie powinny zgłaszać pretensji, że jest on za
        niski. Oczywiście łatwiej jest żądać a nie zabrać się do pracy i nie oczekuję,
        że moje poglądy znajdą jakiś szeroki odzew w tym kraju. I dlatego m.in. kraje
        anglosaskie, gdzie obywatel ma świadomość odpowiedzialności za własne życie,
        będą się szybciej rozwijać, a tym samym stwarzać więcej miejsc pracy dla osób
        samotnie wychowujących dzieci, niż takie przestarzałem socjalistyczne skanseny
        jak Polska. Z pozdrowieniami.
    • jaga604 Re: Alimenty. Przegrana walka? 12.06.05, 14:24
      sorki zamiast podać przykład nauczycielki jak w artykule z nerwów napisałam
      pielęgniarki, ale pobory się zgadzają.
      Wytrwałości wszystkim nauczycielkom i pielęgniarkom życze.
    • jaga604 Re: Alimenty. Przegrana walka? 12.06.05, 17:38
      karlik moglbys nie obrazac wielu matek samotnie walczacych o zapewnienie bytu
      swoim dzieciom...i jaki ty internat szwajcarski stawiasz za wzor,bo ten z
      reportazu o aglai wzorem na pewno nie jest. aglaja wspomina,ze kazano jej tam
      zjesc wlasne wymiociny...chcialbys tak.
      osobiscie czuje sie bardzo urazona twoja wypowiedzia,ale czego wymagac od
      ludzi,ktorzy zamiast rozsadnych,wywazonych opini posluguja sie ogolnikami.
      wiecej otwartosci na drugiego czlowieka karliku,a nie "przyszywania latek"
    • ewarem Re: Alimenty. Przegrana walka? 13.06.05, 12:07
      Regularnie, głównie ze względów zawodowych, śledze kwestię alimentów. Tak się
      skkłada, że ja spotykam się w pracy także z drugą stroną. Z tymi strasznymi
      alimenciarzami. I czytając nowe przepisy stwierdzam, ze uderzą one tylko w tych
      słabych. Sprytnym i tak nikt nic nie zrobi. Przykład pierwszy z brzegu -
      mężczyzn po 40, sam zaproponował wysokie alimenty dla swoich dzieci. Raz czy
      dwa spóźnił się o 1 dzień, ale zawsze płacił, a oprócz alimentów wszystkie
      dodatkowe pieniądze przeznaczał na dzieci. A tu pech! Za 2 spóźnienia
      jednodniowe była żona podała go do komornika (na marginesie zaznaczę, że ona
      zarabia więcej od niego), jakby tego było mało faceta wyrzucili z pracy. Ma
      tylko wykształcenie zawodowe, więc dziwnym trafem pracodawcy nie napadli go z
      ofertami pracy. Trochę potrafi naprawiać, więc założył działalność gospodarczą
      i żyje nadzieją, że ją rozwinie. Ja w to wątpie, prędzej skończy w więzieniu,
      ale po co faceta dołować i odbierać nadzieję. Złożył do Sądu wniosek o
      obniżenie mu alimentów. Chciałby po prostu zwolnić się z egzekucji i znowu
      płacić dzieciom co się da, a nie utrzymywać komornika. Ale w Sądzie wiadomo,
      nikomu się nie śpieszy. Poza tym byłą żonę stać na adwokata (także w sprawach,
      które mu zakłada w celu ograniczenia kontaktów z dziećmi), jego nie. Czym to
      się skończy? Facet będzie zruinowany, niewykluczone, że zacznie żebrać. Dzieci
      będą miały ojca na dnie i żadnej pomocy od niego, gdyby, nie daj Boże, coś się
      stało z matką. Czy to o to chodzi? Pamiętajmy, każdy kij ma dwa końce. Nie
      każdy alimenciarz to złośliwy, wredny typ, który tylko marzy o zagłodzeniu
      dzieci.
      • mikawi Re: Alimenty. Przegrana walka? 13.06.05, 12:19
        "Sędzia każe facetowi płacić czterysta"
        a jeśli ten facet zarabia 1000zł jak ta kobieta? z 600 zł ma wynająć mieszkanie
        i utrzymac się? to co się dziwić że nie będzie płacił tych 400? równie dobrze
        można zasądzić i 2000.

        "Bo kobieta nie ma z czego żyć, a czasem to jej jedyne pieniądze"
        a co ma powiedzieć facet który traci pracę? nie ma nic do gadania, ma płacić.
        • jlidia1 Re: Alimenty. Przegrana walka? 13.06.05, 14:09
          A jeśli samotna matka zarabia te 1000 zł, jeśli wychowuje jeszcze dwójkę
          dzieci - ona tez musi zapłacic za mieszkanie, prad, gaz itp.Ona MUSI kupić buty
          dzieciom, ubrania KSIĄŻKI, ZESZYTY...... Ona musi mieć na dentystę.....choć dla
          dzieci(za każdą plombę się teraz płaci 70 zł) ONA MUSI MIEĆ !!!!!!!!! A co ma
          powiedzieć matka która straci pracę A DZIECI CIĄGLE SĄ PRZY NIEJ ?????????? MA
          JE ODDAĆ DO DOMU DZIECKA ??? Wolałabym byc tym samotnym facetem, który ma
          zasądzone te 400 zł. niż tą samotną matką, która ze wszystkim zostaje sama. Bo
          on taki biedny, a CZY KTOŚ POMYŚLAŁ SOBIE O NIEJ ?????? Jak możesz porównywać
          matkę, która zostaje z dziećmi a ...........ojca, który wydaje tylko na
          siebie ??????? Ona te 600 zł. ma na dwoje, troje osób. Ojciec tylko na
          siebie.
          • mikawi Re: Alimenty. Przegrana walka? 13.06.05, 15:24
            to może rozwiązaniem jest przyznanie opieki nad dziećmi ojcu dzieci skoro tak
            byś wolała?
            • jlidia1 Re: Alimenty. Przegrana walka? 14.06.05, 09:44
              Nie, nie wolałabym oddać moich dzieci ojcu. Powyzsze zdanie trzeba połączyć z
              całą moją wypowiedzią. Ale tobie najprościej było wyciąć tylko to jedno zdanie.
              MÓJ EX NA DZIEŃ DZISIEJSZY JEST ALKOHOLIKIEM,KIEDY SIĘ Z NIM ROZWIODŁAM RZUCIŁ
              PRACĘ I TERAZ JEST NA UTRZYMANIU SWOJEJ MATKI, KTÓRĄ NOTORYCZNIE OKRADA. Wynosi
              wszystko, nawet używane ręczniki. Mnie tez okradł kilka razy odwiedzając
              dzieci. Ukradł np. starszej córce całe złoto, które dostała na Komunię Św.,
              podkradał nam nawet książki i ubrania dzieci a jak był teraz na Komunii
              młodszej córki to ukradł nawet...... komplet kieliszków do wódki. SPADŁ JUZ NA
              SAMO DNO, teraz nie ma prawa odwiedzać dzieci w moim domu. I TY MYŚLISZ ŻE JA
              TAKIEJ KREATURZE MIAŁABYM DAC DZIECI NA WYCHOWANIE ???? TO TAK JAKBYM JE
              ZABIŁA !!!!! Ten "człowiek" nie potrafi sie sam utrzymać a co dopiero mówić o
              dzieciach. Ja pracuję na dwóch etatach żeby moje dzieci mialy wszystko
              (oczywiście w granicach rozsądku)a on nie dał im nawet złotóweczki od 7 lat. Od
              7 lat nie skalał się ani jednym dniem pracy - czemu? Zadałam mu kiedyś to
              ptanie, stwierdził, że nie - bo nie i już. A najśmieszniejsze dla mnie bylo na
              początku jak mówił, że nie będzie mi płacił na dzieci - bo nie będzie
              utrzymywał moich(potencjalnych) kochanków. Powiedziałam mu wtedy, żeby w takim
              razie nie płacił mi do ręki .... tylko kupował za te pieniądze konkretne
              przedmioty, ubrania dla dzieci. Ja sie na to zgadzam jak najbardziej .... ale
              nigdy tego nie zrobił.
          • mikawi Re: Alimenty. Przegrana walka? 14.06.05, 09:49
            >Ona te 600 zł. ma na dwoje, troje osób. Ojciec tylko na
            > siebie.

            ciekawa logika, zaraz wyjdzie że ma 300 na pięcioro... zakładam że mówimy o
            jednym dziecku na które ojciec płaci 400zł (jak to zostało zasugerowane w
            artykule). Jeśli zarabia 1000, zostaje mu 600. Jeśli matka zarabia 1000 to ma:
            1000+400alimentów=1400/2 osoby = 750na osobe. Założywszy natomiast że i ona
            dokłada 400 na dziecko - jej pozostaje TYLE SAMO co ojcu dziecka (600) a
            dziecko ma na swoje potrzeby 800. A nie żadne 600 na dwoje, troje.
            • jlidia1 Re: Alimenty. Przegrana walka? 16.06.05, 14:54
              Nigdzie nie ma zapisu, że ma byc po połowie w gotówce, tzn. matka 400 i ojciec
              400. Matka jest z dziećmi dzień i noc, nie ma dla siebie czasu bo musi oprać,
              ugotować, odrobic lekcje z dziećmi itp. itd. To też jest praca, którą można
              policzyć. Dodatkowo matka normalnie pracuje. Ojciec ma pełny luz, oczywiście
              biorę pod uwagę takiego exa jak mój, który nie interesuje się CAŁKOWICIE swoimi
              dziećmi. Jego NIC nie interesuje, więc niech płaci. Kiedyś pamiętam prosiłam go
              (bo jest od lat bez pracy) żeby brał do siebie młodszą córkę, kiedy ja jestem w
              pracy. To by mi bardzo pomogło a i on (tak mi się wydawało) by skorzystał, bo
              po pierwsze miałby z dziećmi kontakt codzienny a po drugie- ja w tym okresie
              zrezygnowałabym z alimentów. Od razu powiedział NIE - bo nie i już. Więc
              musiałam zapłacic sąsiadce za opiekę nad dziećmi. Szły na to całe alimenty. On
              wolał stać pod sklepem z kolegami. Poza tym, gdybym była sama, nie musiałabym
              utrzymywać 3-pokojowego mieszkania, nie musiałabym kupować szyneczek, łakoci
              itp. A to kosztuje. Nie musiałabym płacić za każdą plombę (dwóch córek) po 70
              zł. To sie tak wydaje-ale dziecko kosztuje ogromne pieniądze. Spodnie dla 8
              latki - 50-70 zł, kurtka zimowa 150 zł., buciki zmieniane kilka razy do roku bo
              noga ciągle rośnie ....... Ja to mam x dwa. Ja zawsze wydaję więcej na dzieci
              niż biorę(brałam) alimentów i wcale nie szaleję.A nawet jeśli kiedykolwiek
              cokolwiek mi zostałoby, to z pewnością wydam to kiedy indziej. Dla przykładu:
              powiedzmy, że w styczniu, lutym wydałam na dzieci mniej - ale w maju miałam
              komunię młodszej do którj ojciec nie dołożył ani grosika (odkladałam na nią
              ponad rok), w ciągu roku mamy jeszcze urodziny - dwa razy, dzień dziecka,
              mikołaj i inne okazje specjalne o podręcznikach, zeszytach, nowych ciuchach nie
              wspominając. I nie pisz mi proszę że jestem rozrzutna, bo można kupić dziecku
              spodnie za 20 zł. w lumpeksie.
              • mikawi Re: Alimenty. Przegrana walka? 17.06.05, 15:11
                ja rozumiem że odnosisz wszystko do swojej sytuacji ale NIE GENERALIZUJ! tak
                jak są ojcowie krętacze tak też są ojcowie dymani finansowo przez byłe żony,
                które zabraniają im kontaktu z dzieckiem, nawet jeśli w to nie wierzysz.
                • jlidia1 Re: Alimenty. Przegrana walka? 24.06.05, 10:22
                  Jak mam nie odnosic wszystkiego do swojej sytuacji? Jeśli czytam brednie typu
                  samotna matka=leń,leży cały dzień i darmową kasę by chciała, to szlag mnie
                  trafia BO JA NIE JESTEM ANI LEŃ, ANI NIE LEŻĘ TYLKO TYRAM JAK WÓŁ i naprawdę
                  nie interesuje mnie że są takie osoby co leżą i oszukują. Dlaczego mnie to nie
                  interesuje zapytasz ??? Ano dlatego że zawsze uważałam, że tam gdzie są dawane
                  pieniądze z budżetu (i to nie zależnie czy to są dodatki, zaliczki, zapomogi
                  czy też renty) TRZEBA KONTROLOWAĆ, KONTROLOWAĆ I JESZCZE RAZ KONTROLOWAĆ. Jak
                  ludzie będą wiedzieli że nie tak łatwo oszukać - to nie będą próbowali tego
                  robić (no chyba że są samobójcami albo maja coś z głową). Pomyśl sobie, jest
                  ogromne bezrobocie, bieda ........ więc co się dziwić pełnym rodzinom że wolą
                  się rozwieźć dla 170 zl. przeciez tego dodatku nie trzeba było ani zwracać, ani
                  nikt nikogo nie ścigał o ich zwrot - czysta kasa. Ale gdyby to dzialało na
                  zasadzie dawnego Fa, że ok - dostajesz kasę boś samotna ale ojciec twoich
                  dzieci prędzej czy później MUSI zwrócić te pieniądze - to wątpię żeby jakaś
                  osoba ryzykowałaby kłopoty (bo to byłyby ogromne klopoty na wieeeele lat). A co
                  do tego że są ojcowie "dymani finansowo przez byłe żony które zabraniają im
                  kontaktu z dzieckiem" TO WIERZĘ ŻE TAKIE SĄ. Żal mi i takiego ojca i przede
                  wszystkim tych dzieci. Ale żal mi tylko takiego ojca, który jest pozbawiony
                  kontaktu ze swoim dzieckiem mimo tego ŻE WYWIĄZUJE SIE ZE SWOJEGO OBOWIĄZKU
                  ALIMENTACYJNEGO. Nie żal mi takiego co to chce kontaktu z dzieckiem, ale ma w
                  nosie jego potrzeby finansowe, nie żal mi takiego, który nie placi na dziecko
                  bo ...... na pewno te pieniądze nie będa wydawane na dziecko tylko na jej
                  kochanków .............. Takich mi nie żal.
    • gosiaolo Re: Alimenty. Przegrana walka? 13.06.05, 12:20
      Niech mi ktoś tylko wytłumaczy następującą zależność. W czasie gdy był fundusz
      alimentacyjny do kancelarii komornika wpływało średnio 150 spraw
      alimentacyjnych rocznie. Obecnie gdy nie jest potrzeba zaświadczenia od
      komornika wpłynęło 24 sprawy na 13 czerwca.
      • jlidia1 Re: Alimenty. Przegrana walka? 13.06.05, 16:17
        Brałam alimenty z FA ok. 7 lat, wtedy w 1998r musialam ok. ROKU udowadniać
        komornikowi, że ex nie może (nie chce) płacic alimentów na swoje dzieci.To był
        dla mnie chorror, ale wiedziałam że muszę to zrobić aby ex przestał być
        całkowicie bezkarny. Zaznaczam,że przez cały rok 1998 nie dostawałam ani od exa
        ani od państwa żadnych pieniędzy. Te pieniądze na dzień dzisiejszy przepadły.
        Potem dostawałam pieniądze z FA a jego (podobno)miał ścigać(ł) komornik
        (bezzskutecznie). Wiedząc co ja wtedy przeżyłam z komornikiem, jak wyglądały te
        wizyty - wcale nie dziwię sie obecnie samotnym matkom, że chcą tego uniknąć
        jeśli mogą to zrobić. Ja wtedy czułam sie upokorzona przez exa i przez
        komornika, który po roku przyznał się że nie był ani razu u exa. Dał mi
        pieniądze z FA tak chyba na odczepnego.Terz nie trzeba było udowadniać
        bezzskuteczności egzekucji, więc po co sie dodatkowo stresować ?????
        • mirka651 Re: Alimenty. Przegrana walka? 13.06.05, 17:16
          Tak sobie czytam Wasze wypowiedzi na temat alimentów i wychodzi mi, że tylko ja
          jestem w takiej sytuacji.Mam dwie córki, obie planowane i kochane. Byłam
          mężatką przez 10 lat.Od 7 lat nie widziałam na oczy mojego byłego i nie mam
          pojęcia, gdzie jest.Poszedł w Polskę, ponieważ w domu nie mógł się napić do
          woli.Za czasów funduszu alimentacyjnego od czasu do czasu poszukiwała go
          policja. Bezskutecznie (na co mam dokumenty).Ponieważ pracuję na dwóch etatach
          (nauczycielskich) zarabiam taki szmal, że na żadną pomoc nie mogę
          liczyć.A "tatuś " zyskał wolność. Nikt go już nie będzie ścigał ani przypominał
          o obowiązkach wobec dzieci. W majestacie prawa doszło do tego, że ja jedynie
          jestem odpowiedzialna za utrzymanie, edukację i rozrywki moich córek. A jeszcze
          Bóg pobłogosławil i dziewczyny są utalentowane muzycznie, plastycznie,
          matematycznie, językowo...I skąd ja mam brać na ich naukę? Ja już więcej nie
          mogę pracować!
          I w taki sposób w państwie prawa realizowana jest polityka prorodzinna.
          • gklej Re: Alimenty. Przegrana walka? 13.06.05, 18:41
            no niestety nikogo to nie obchodzi, czy dzieci maja co jeśc czy nie
          • annb Re: Alimenty. Przegrana walka? 14.06.05, 09:08
            pani mirko..niech pani go pozbawi praw rodzicielskich..o ile cos to da.bo jak
            corki podrosną a ojcu watroba padnie to zwróci się do córek o alimenty i
            litościwy sąd je zasadzi...takie chore prawo...
          • jlidia1 Re: Alimenty. Przegrana walka? 14.06.05, 09:59
            Ja jestem w podobnej sytuacji. Mam dwie córki(15 i 8 lat)Obie były planowane i
            bbbaaaaaaaaaaaaaardzo kochane. Byłam mężatką tak jak Ty i od 7 lat jestem
            roziwdziona. Ja swojego exa niestety widuję prawie codziennie, bo mieszka dwa
            bloki ode mnie. Tatus nigdy nie był ścigany przez komornika o alimenty,
            ale .... co ciekawe często odwiedzają MNIE windykatorzy np.KRUKA itp, bo on np.
            wziął jakimś cudem (nie pracuje) telefon na abonament i nie płaci, telewizor i
            wieżę itp (za ok. 3000,00 zł) na raty i nie zapłacił ani jednej itp....
            Windykatorzy przychodzą do mnie, chociaż on nie był tu meldowany ani jednego
            dnia, wypytuja mnie od kiedy nie jestem jego żoną - bo mają nadzieję że jakoś
            da się ściągnąć ode mnie pieniądze. W MAJESTACIE PRAWA SAMOTNA MATKA JEST
            WYŁĄCZNIE ODPOWIEDZIALNA ZA UTRZYMANIE I WYCHOWANIE DZIECI - MASZ CAŁKOWICIE
            RAJĘ. MÓJ EX JEST Z TEJ ODPOWIEDZIALNOŚCI CAŁKOWICIE ZWOLNIONY. A NIE POWINNO
            TAK BYĆ - ON POWINIEN BYĆ PRZEZ SPOŁECZEŃSTWO NAPIĘTNOWANY a na dzień
            dzisiejszy ja jestm uważana za durne babsko, które się uwzięło na bidulka i
            chce od niego kasy, kasy, kasy ...... Tak, chcę tej kasy dla moich dzieci od
            niego ich ojca - bo on ma takkie same obowiązki w ich utrzymaniu jak ja. nie
            widzę żadnego powodu aby on był z tego obowiązku zwolniony - a ja abym była tym
            obowiązkiem obciążona podwójnie !!!!!!!!!!
    • pmod123 Nie tędy droga, szanowne Panie !!! 14.06.05, 06:09
      Cała ta sytuacja jest wynikiem bandyckiej polityki socjalnej a szczególnie
      postawy rządu wobec bezrobocia, a nie wzajemnych złośliwości męsko - damskich.
      Dlaczego nkomu nie chce sie zlikwidowac bezrobocia ? Dlaczego taki student,
      emeryt rencista albo inwalida momentalnie dostanie pracę bo pracodawca nie musi
      płacić świadczeń, a bezrobotny nie ma żadnych ulg ? Supermarkety biją sie o
      studentów, agencje ochroniarskie o emerytów ha ha ha. Jedynym rozwiązaniem
      zapewniającym regularne świadczenia jest wprowadzenie robót interwencyjnych, do
      których był by zobowiązany każdy, kto zalega z alimentami, robót
      interwencyjnych proporcjonalnie do umiejętności zalegającego (chodzi o
      zapewnienie wysokości świadzczeń alimentacyjnych). Sądy były by wtedy
      zobowiązane do ustalania wysokości świadczeń zgodnie z realną możliwościa
      zarobku, a nie wyssanych z palca. A ktoś, kto zalega miał by ralna możliwość
      pokrywania długów, a nie gdybania ile to niby zarabia. A propozycja, żeby
      ściągać alimenty z dziadków - to wyraz wyjątkowego braku wychowania i etyki. W
      końcu wiedziała z kim ma dziecko i niby czemu jeszcze za to maja odpowiadać
      wszyscy dookoła ??? kobieta.gazeta.pl/wysokie-
      obcasy/1,53581,2760354.html#dalej
    • sandra41 Re: Alimenty. Przegrana walka? 16.06.05, 08:08
      Pochodze z okolic wiejskich, gdzie niedaleko byl PGR. Oczywiscie upadl, ale
      pozostali tam ludzie - byli pracownicy tego PGR-u. Nie pracuja, bo po co. W
      PGRze nieiwele pracowali i brali pieniadze. No i kradli az sie kurzylo,
      przeciez taki PGR to darmowe utrzymanie dla calej rodziny, darmowe mieszkanie
      wiec bylo dobrze. Dzieci odwalaly obowiazkowa podstawowke i wszystko. Za czasow
      zasilku alimentacyjnego dzieci dla dziewczyny 18-letniej byly zrodlem dochodu.
      Kazde dziecko moglo byc z innym tatusiem. Bo co taka dziewczyna po podstawowce
      zrobi? Prace jakos trudno znalezc, a zreszta praca meczy i jest ponizajaca - po
      co ma isc gdzies do jakiegos chama (czyt. burzuja) sprzatac? Bo co mozna robic
      po podstawowce w wolnej Polsce? Zeby zajac sie praca rolnicza trzeba miec
      rodzine, bo sama kobieta nie da rady. A mlodzi mezczyzni tez jakos stronia od
      uczciwej pracy. Lepiej gdzies na czarno cos zarobic lub cos wykombinowac. Albo
      rzadzi nimi alkohol.
      Ile osob w takim srodowiku bedzie powaznie zaiteresowanych zalozeniem rodziny i
      odpowiedzialnym rodzicielstwem?
      Jak juz dziwczyna wpadnie to kazde kolejne dziecko tylko poprawia byt. Przeciez
      i tak siedzi i nic nie robi. Pieniadze darmowe od panstwa przydadza sie
      (chociazby na wodke), a dzieci pojda najwyzej ukrasc cos po okolicznych
      gospodarstwach.
      Czasem mozna zatrudnic sie u kogos do prac sezonowych - przy okazji rozejrzec
      sie gdzie co jest, aby pozniej byc zorientowanym co mozna ukrasc.
      Kilka lat temu gmina wybudowala dla tych ludzi dwa bloki czteropietrowe. Zasada
      miala byc taka - za pieniadze gminy powstaja bloki w stanie surowym (tylko okna
      wstawione, drzwi itp., cos podobnego jak teraz deweloperzy oddaja bydynki bez
      bialego montazu), a ci co chca "wykupic" wnosza pewiem wklad pieniezny na
      wykonczenie. Prace zbojkotowano. Gdy stanely te budynki - za jakis czas szyby w
      oknach byly powybijane, drzwi rozkradzione. Teraz te budynki to wraki i
      niedlugo beda tez sie sypac.
      Bo gmina powinna wykonczyc! Jak mozna zadac wkladu pienieznego? To co ze
      dotychczas mieszkaja w sypiacych sie czworakach przedwojennych, jeszcze z
      czasow panowania dziedzicow?
      Mieszkanie powinno byc za darmo, panstwo powinno troszczy sie o dzieci i dawac
      na nie pieniadze i przy okazji na matke tych dzieci. Bo sie nalezy.
      Ustawa jest glupia, ale czy da sie opracowac taka aby wyeliminowac takie
      patologiczne przypadki?
      Ja nie chce aby z mojego podatku takie osoby byly utrzymywane.
      • jlidia1 Re: Alimenty. Przegrana walka? 16.06.05, 15:01
        Nie mierz wszyskich jedną miarą. Ja mam normalny, choć od 7 lat bez męża DOM.
        Nigdy nikomu nie ukradłam zotóweczki, nigdy nikomu nie zrobiłam krzywdy i nie
        oszukałam. A jak czytam twoją wypowiedź to wychodzi na to że samotna matka =
        PATOLOGIA, WÓDA, ALKOHOLIZM itp. Zastanów się co za brednie piszesz.
        • sandra41 Re: Alimenty. Przegrana walka? 20.06.05, 09:25
          Jesli uwaznie przeczytalas moj post to napisalam, ze trudno oddzielic przypadki
          opisane przeze mnie od po prostu "normalnych".
          napisalam o swoich obserwacjach i ze nie jestem za tym aby z takie osoby byly
          utrzymywane za pieniadze podatnikow.
    • adama75 Re: Alimenty. Przegrana walka? 16.06.05, 12:21
      wiecie co wszystko fajnie ale nie zastanawia Was fakt, że tak po prawdzie to
      wszyscy sprowadzaję rolę ojca do płatnika netto - czy ktoś "mądry" kto mówi o
      równych prawach i karaniu alimenciarzy może zwrócić uwagę na inne aspekty
      sprawy.
      Znam ojców, którzy nie mogą widywać dzieci mimo iż mają nakaz sądu ale kto by
      tam takie rzeczy respektował, kto posadzi kochającą mamusię uczącą nienawiści
      do tatusia ( jak sadza się alimenciarzy ).
      Tu wyrok sądu i tu wyrok sądu a jakże inna społeczna reakcja.
      Czy nikogo nie dziwi fakt ile procent ojców dostaje opiekę nad dziećmi?
      W artykule - tandetnym aż strach alimenciarzami są TYLKO mężczyźni - brawo cóż
      za beznadziejne i krzywdzące spojrzenie. Jak tak beznadziejny tekst może ukazać
      się na łamach Gazety. Może należało się również skontaktować z organizacjami
      ojców pokrzywdzonych przez sądy rodzinne, które dbają nie o dobro dzieci lecz
      matki - WSTYD
    • jaga604 Re: Alimenty. Przegrana walka? 16.06.05, 16:22
      jak tak cie boli opinia o ojcach alimenciarzach,to zastanow sie jaki jest
      odsetek ojcow wychowujacych dzieci,a jaki matek.roznica wypadnie na korzysc tych
      drugich.recze,ze nie z winy sadow i ich stronniczego orzekania,ale z powodu
      ojcowskiej nieodpowiedzialnosci.
      zgadzam sie, ze matki tez pija,ale wtedy najczesciej(nie uogolniam,bo zdazaja
      sie wyjatki)pije tez ojciec i caly dom jest chory.
      ojciec matki nie zastapi,ale matka ojca w pewnej czesci owszem. i nie sa to
      przemyslenia szalonej femininistki, ale teorie naukowe(byly tego typu analizy)
      tak ,zgodze sie tez,ze zdazaja sie porzadni ojcowie,tylko ja ze swojego
      podworka znam tych gorszych.
      ...jeszcze bardzo wazna uwaga.5 i pol roku mieszkalam w domu samotnej matki i
      dziecka,sama pracuje od lat w placowce podlegajacej pod MOPS(pomoc spoleczna)
      wiec kontakt z matkami samotnymi mam od dawna.jaka konkluzja?
      wiele z nas pracuje i placi podatki rowniez.niektore podjely prace jak odchowaly
      dzieci,ale sa i takie,ktore siedza do tej pory na garnuszku opieki. wierzcie mi,
      tych ostatnich jest zdecydowanie mniej.
      • adama75 Re: Alimenty. Przegrana walka? 17.06.05, 12:28
        Co do sądów - co myślisz o ich składach personalnych sprawdź jaka jest
        proporcja między sędziami kobietami a mężczyznami w sądach rodzinnych - sprawy
        te są delikatne a mężczyzna od wejścia stoi w sytuacji przegranej - bo jakże
        to, żeby mężczyzna wychowywał dziecko ?
        Równouprawnienie o które kobiety tak walczą to w rzeczywistości zwiększanie
        nierówności w prawie między kobietami a mężczyznami.
        Co odpowiesz na to, że kobiety za utrudnianie bądź też uniemożliwianie
        kontaktów z dzieckiem nie ponosi żadnych prawnych konsekwencji a prawo choć
        powinno to jednak ojcom nie pomaga i nie chroni tym samym również interesów
        dziecka - niestety jest to sytuacja nagminna gdzie chora z nienawiści do swego
        ex- kobieta zabrania dziecku widywać ojca bądź "nastawia" dziecko przeciw ojcu.
        Alimenty TRZEBA płacić i tu się zgadzam ale żadna regulacja prawna nie będzie
        tu wystarczająca jeśli strony sporu nie potrafią być dorosłe.
        Wbrew temu co przewija się w artykule najważniejsza nie jest w tym kobieta i
        pieniądze lecz dziecko.
        Co do teorii naukowych to co TY na jedną z ostatnich gdzie udowodniono, że
        dzieci wychowywane przez samotnych ojców rozwijają się lepiej niż te
        wychowywane przez samotne matki.
        Takich i innych badań możemy sobie przytaczać mnóstwo - warto ? a może jednak
        każdy przypadek jest indywidualnym problemem, który zależy po prostu od
        człowieka.
        Prawicie w takich artykułąch swoje seksistowskie punkty widzenia dając upust
        Swej
        • ewania77 Re: Alimenty. Przegrana walka? 17.06.05, 21:41
          Sorry, ale kiedys nie bylo funduszy alimentacyjnych i ludzie sobie jakos
          radzili... Nie twierdze, ze bylo latwo, ale to uczy odpowiedzialnosci. Panstwo
          powinno zajac sie wieksza skutecznoscia ich sciagania od ojcow, ale nie mieszac
          w to calego spoleczenstwa. Trzeba sie zastanowic, czy potencjalny przyszly
          ojciec dziecka jest odpowiedzialny i nie wywinie jakiegos numeru, a nie potem
          plakac i miec pretensje do calego swiata.
          • jlidia1 Re: Alimenty. Przegrana walka? 22.06.05, 11:59
            Kiedy nie było Funduszu ?? - chyba przed wojną !!!! Ja uważam, że nie musi być
            ani FA ani dodatków ani itp. POD JEDNYM WARUNKIEM, JEŚLI WSZYSCY KTÓRZY MAJA
            POMÓC MATCE W EGZEKUCJI ALIMENTÓW - - ROBIĄ TO !!!!!!!!!!! ALBO PO PROSTU
            JEŚLI OJCIEC BEDZIE PŁACIŁ NA SWOJE DZIECI............ Wtedy byloby ok.
          • saltimbocca Re: Alimenty. Przegrana walka? 23.06.05, 08:23
            święte słowa... Ale zgodzić się też muszę z Jagą, że państwo powinno ściągać na
            wniosek pokrzywdzonej (rzadziej pokrzywdzonego) nie chcącego płacić alimentów
            ojca. Ale na takiej zasadzie jak się ściga niesolidnego dłużnika. Ja nie chcę
            płacić na dzieci, które mają własnych rodziców. Co z tego, że jeden z tych
            rodziców jest nieodpowiedzialny i nie chce na nie płacić? Ja za niego za mąż
            nie wychodziłem...
            • saltimbocca Re: Alimenty. Przegrana walka? 23.06.05, 08:24
              chodziło mi oczywiście nie o Jagę, ale o Jlidię1:)Przepraszam
            • adama75 Re: Alimenty. Przegrana walka? 23.06.05, 13:10
              i znów jedynie alimenciarze i kasa.
              wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?kat=1342&wid=7459666&rfbawp=1119520894.808&redId=151033190342ba887ec9f2f&redTs=1
              119520894

              Trudno się nie zgodzić ze zdaniem saltimbocca - trzeba umieć się dogadać
              wspólnie i widzieć w tym dziecko a kobiety jakoś nie chcą widzieć, że to obie
              strony są winne i obie strony mają obowiązki.
    • xxx78 Re: Alimenty. Przegrana walka? 27.07.05, 00:52
      jestem zdruzgotana nowymi przepisami wiele dzieci ucierpi na nich .czy w polsce
      juz zawsze bedzie zle ???.faktem jest ze zawsze byla bieda w kraju ale teraz
      bedzie jeszcze gorsza a co za tym idzie zwiekszy sie przestepczosc bo z czegos
      trzeba zyc.mlodociani beda rozprowadzac narkotyki krasc i robic wszystko co
      przyniesie im zysk.do tego doprowadzil hausner.on dupe zwinal zostal po nim plan
      guwno wart.mlodziezy uciekajcie z polski tu przymieracie glodem
      • jmwaw Re: Alimenty. Przegrana walka? 28.05.06, 20:38
        Pieprzysz babcia. Idz, napij sie wodki.
Pełna wersja