Żałoba

29.10.05, 17:49
Zbędne słowa.Rozumiem.
    • saxofoniq Re: Żałoba 29.10.05, 19:20
      Czytając artykuł bardzo zabolało mnie sformułowanie "córka wymyśliła sobie
      remont", to tak jakby córka miała kaprys, który należy spełnić, żeby dała
      spokój i można było się dalej pogrążać w żałobie.Ja też jestem córką, tą
      starszą, mam młodzszą siostrę i jestem o nią bardzo zazdrosna.Strata dziecka to
      na pewno ogromy ból,ale życie trwa dalej...Pani ma córkę,męża ma Pani dla kogo
      żyć...Nie można tłumaczyć, że córka jest samodzielna i świetnie sobie radzi, bo
      może Pani wypowiada te słowa żeby w nie uwierzyć...Proszę postawić się w jej
      sytuacji, straciła brata i matkę...Ona potrzebuje swojej mamy, jestem tego
      pewna...
      • shanthi Re: Żałoba 02.11.05, 19:46
        Chcialam napisac dokladnie to samo. I jeszcze jedno: Ta pani napisala, ze juz
        nigdy nie chce byc szczesliwa. Moim zdaniem powinna sie cieszyc, ze ma corke.
        Wcale sie nie dziwie, ze dziewczyna jej sie nie zwierza. Ja tez nie
        zwierzalabym sie mojej mamie gdyby ona tego ode mnie nie oczekiwala. Moze ona
        chce ale widzi mame zajeta pomnikiem. Droga pani, pani syn jest w waszej
        rodzinie w mezu w corce a nie na cmentarzu!
        • anuteczek Re: Żałoba 03.11.05, 11:07
          Drogie Panie...
          Bardzo przepraszam, ale czy Panie wiedzą co to znaczy stracić dziecko? Co to
          znaczy patrzeć jak Ono rośnie, gaśnie i odchodzi? Czy znają Panie uczucie, kiedy
          wchodzi się do pustego pokoju i usiłuje odnaleźć choć znajomy zapach?
          Straciłam troje dzieci. Tęsknię za nimi każdego dnia, bez nich nie jestem w
          pełni szczęśliwa, co nie znaczy, że nie cieszę się z półrocznego syna, że jestem
          złą i wyrodną matką... Nie rozpamiętuję już przeszłości.
          Strata Pani Małgorzaty jest jeszcze bardzo świeża, potrzeba czasu by rany się
          zabliźniły i zrozumienia... Nie pouczania ciesz się, że masz córkę, bo Pani
          Małgorzata z pewnością jest z niej dumna, z pewnością cieszy się z jej
          istnienia... Czy ktos kto stracił jedną rękę lub jedną nogę, oko, nerkę płuco
          nie zasługuje na nasze współczucie bo ma drugi narząd sprawny?
          Drogie Panie, bardzo proszę nie ranić uczuć osieroconej matki...
          • evita_duarte Re: Żałoba 21.11.05, 17:55
            W odpowiedzi radze tylko przeczytac post minki, ktora wraz ze smiercia brata
            stracila mame.
    • myszamisiowa Re: Żałoba 29.10.05, 20:17
      czytałam i łzy jak grochy leciały mi po policzkach, potem poszłam przytulić
      mojego synka śpiącego w drugim pokoju, nie potrafię sobie wyobrazić co można
      czuć po stracie dziecka
    • aniao3 Re: Żałoba 30.10.05, 08:04
      Droga Pani Małogrzato!
      Dziekuje za ten artykul.
      Jestem mamą po stracie nowonarodzonej coreczki. Wraz z innymi rodzicami po
      stracie tworzymy strone www.dlaczego.org.pl - tak sie zlozylo, ze wiekszosc z
      nas stracila malutkie dzieci, ale chcielibysmy aby na stronie byly tez teksty
      dla rodzicow po stracie starszych dzieci: nastolatkow, doroslych...
      Moze zechcialaby pani cos napisac? Przeslac?
      Bedziemy wdzieczni.
      Dzieci nie umieraja - odchodza a potem rosna w naszej pamieci. Obchodzimy ich
      kolejne urodziny, patrzymy jak ich rowiesnicy rosna, ida na studia, zakladaja
      rodziny... Moja znajoma po stracie doroslej corki napisala, ze z czasem ta
      strata boli bardziej, staje sie coraz wieksza pustką. Na spotkania grupy
      wsparcia w Warszawskim Hospicjum chodza rodzice by rozmawiac o swoich
      dzieciach, bo w ich otoczeniu po kilku latach juz nikt nie chce sluchac ich
      opowiesci...
      Pozdrawiam i raz jeszcze dziekuje.
      Dobrze, ze smierc dzieci przestaje byc tematem tabu...
      anka
      • zorka7 Re: Żałoba 30.10.05, 09:20
        Ania mnie uprzedziła.
        Również chciałam Panią zaprosić do "Dlaczego".

        Serdecznie pozdrawiam.
      • anuteczek Re: Żałoba 03.11.05, 10:54
        Pani Małgorzato...
        Ja też jestem osieroconą mamą. Osieroconą trzykrotnie przez maleństwa 21
        tygodniową Tosię, 8 tygodniową Zoję i 11 tygodniową Niunię - odeszła tydzień
        temu, której płeć poznamy dzisiaj. Dzisiaj też dostanie imię.
        Od odejścia Tosi minęły prawie trzy lata, Zojki rok i dwa miesiące. W pewnym
        sensie moja żałoba po nich trwa, choć znowu się uśmiechałam, zakładałam jasne
        ubrania, spotykałam się z koleżankami na babskich plotkach...
        Cieszę się, że jakiś czas temu trafiłam na forum internetowe "Strata dziecka,
        chore dziecko". Znalazłam tam wsparcie i siłę, a co najważniejsze tam mogę
        wypisać swój żal i smutek... Zapraszam serdecznie.
        Pani Małgorzato, wiem, że nie można porównywać uczuć, przeżyć, cierpienia...
        Pragnę napisać tylko, że z czasem oswoi Pani odejście Darka, że przyjdzie spokój
        i pogodna zaduma, że kiedyś wróci uśmiech. Zostanie tylko tęsknota...
        ania
    • minka5 Re: Żałoba 30.10.05, 18:35
      Nieokreslony bol przeszywa serce... a moje wlasne mroki zycia znowu podniosly
      swoje lby....
      Lata temu tragicznie stracilam jedynego Brata; bylam wowczas w wieku Pani corki.
      Moja Mama, tak jak i Pani, najchetniej zamieszkalaby na cmentarzu; Tata wrecz
      odwrotnie. Jesli mowilo sie, to mowilo sie o stracie Syna; nie mowilo sie o
      stracie Brata, bo to jakby bylo uczucie podrzedne.
      Cicha, zamknieta, bez pretensji do zycia czy ludzi - uczylam sie sama zniesc
      ten bol, jakos sie uporac, zbudowac w sobie przestrzen na ten bol, bo on tak
      faktycznie nigdy nie mija. Czas nie zawsze leczy.
      Nadal bylam oddana, kochajaca i dzielna corka, ale we mnie cos sie zmienilo.
      Mialam poczucie winy, ze byloby lepiej, abym to ja zginela, a nie Brat; stalem
      sie dzieckiem drugiej kategorii, bo zycie stalo sie jedna wielka zaloba na
      zawsze. Roslo we mnie przekonanie (tu nie chodzi o slusznosc!), ze Mama jeszcze
      moglaby byc choc przez moment szczesliwa, gdybym to ja zginela a nie Brat...
      Juz nigdy nie zobaczylam Mamy szczesliwej, a tak strasznie o to walczylam przez
      te wszystkie lata. Przegralam.
      Prosze, niech Pani nie zapomina o corce....
    • ihteer Re: Żałoba 31.10.05, 01:30
      a nie macie wrazenia, ze pisala to jakas (wybaczcie dosadne okreslenie...
      wybralem i tak jedno z bardziec cenzuralnych sposrod tych, jakie mi sie cisnely
      na usta podczas czytania artykulu) poryta baba, dla ktorej smierc syna stala sie
      wygodna wymowka do wylaczenia sie z zycia? jezdzac codziennie na cmentarz tylko
      markuje, ze cos robi. nie chodzi do pracy, domem sie nie zajmuje (remont
      przedstawia jako jakas fanaberie corki), cierpi w zwiazku z tym na nadmiar
      wolnego czasu (kladzie sie spac o 10 'bo wczesniej nie wypada' - w domysle
      idalny dzien to pobudka -> cmentarz i upajanie sie swoim bolem po stracie ->
      lozko). biorac pod uwage ilosc energii, jaka traci na pielegnowanie kultu
      syna-denata, a ktora moglaby przeznaczyc na cos pozytecznego (jak sama pisze -
      praca w jakiejs fundacji - pomaganie innym ludziom w podobnej sytuacji powrocic
      do zycia i pogodzic sie ze strata. PODKRESLAM - pogodzic, nie zapomniec), tylko
      plakac sie chce.

      piekny przyklad kobiety zakochanej w swoim synku (madry - bo lubil linuksa, ale
      jednoczesnie swietnie gral w pilke, zdobywal puchary. na pianinie grywal itp -
      podejrzewam, ze za zycia relacja mama-syn byla typu mamuska despota - zdeptany
      maminsynek, mamusia leczaca swoje kompleksy i braki genialnym dzieckiem, ktore
      musi byc najlepsze, ktorym mozna sie pochwalic). znajduje jakas perwersyjna
      przyjemnosc z ciaglego rozdrapywania ran, pograzania sie w swoim cierpieniu,
      pokazywania wszystkim, jak jej zle. zamiast z czasem pogodzic sie ze strata,
      ciagle podsyca w sobie uczucie beznadziei, jednoczesnie czuje sie wybrana,
      lepsza, wyrozniona, bo to ona tyle przezyla, zostala tak doswiadczona przez los
      ('odzywam sie tylko do ludzi, ktorzy nie potrafia przejsc obojetnie obok
      tabliczki "zyl 15 lat" '). nie ma swiadomosci, ze jest smieszna.

      informacja dla osob, ktore zaczna mi zarzucac, ze nie wiem, jak to jest stracic
      kogos bliskiego itp - zgadza sie, sam nie przezylem takief tragedii. ale mialem
      'piekna' (jesli tak to mozna nazwac) mozliwosc zaobserwowania normalnego
      zachowania w takiej sytuacji - kolega w 8. klasie podstawowki stracil matke, a w
      pierwszej liceum ojca. bylo ciezko, ale przezyl to - w chwili obecnej zyje
      calkiem normalnie, wlasnie konczy studia, potrafi zyc mimo problemow - chociaz
      tez mogl sie zamknac na caly swiat, poniewaz zostal poszkodowany, i to znacznie
      bardziej, niz wiele innych osob, ktorym umarl ktos z najblizszej rodziny.

      tak wiec nie objezdzajcie mnie, ze nie mam serca, ale zastanowcie sie - i
      napiszcie - czy to jest normalne zachowanie? wg. mnie nie. oczywiscie, kazdy ma
      prawo w roznych sytuacjach zachowywac sie w odmienny sposob. ale po co pisac o
      tym w gazecie, udzielajac tym samym pochwaly biernego zycia, zapelnionego
      ponownym przezywaniem tego, co bylo, przeminelo i wiadomo, ze nie wroci (chociaz
      te pojecia chyba sie bohaterce artykulu mieszaja - "poprosilam malarza, zeby
      odswiezyl, bo mialam wyrzuty sumienia - dlaczego ona ma miec czysto, a on ma
      miec brudno").
      • natkaszczerbatka Re: Żałoba 31.10.05, 11:17
        Ja mam wrażenie, że ten ostatni post "ihteer" należy skasować. Wysłałam
        zgłoszenie.
        • ihteer Re: Żałoba 31.10.05, 12:35
          tylko pogratulowac...

          prosze mi pokazac, w ktorymm miejscu moja poprzednia wypowiedz zlamala
          regulamin. a jesli nie lamie (bo naprawde nie sadze, zeby mozna mi bylo cos
          zarzucic, poza ewentualnym brakiem smaku - co jest jednakze rzecza subiektywna),
          to nasuwa sie jeden wniosek - sytuacja podobna do obecnej na bialorusi (albo w
          polsce 20 lat temu) - glosy niepasujace do powszechnie przyjetej za poprawna
          wersji sa kasowane... mam prawo miec swoje zdanie - i je wyrazilem. jesli sie
          nie zgadzasz, to napisz, co ty sadzisz o sprawie, a nie uciszaj glosy odmienne
          od twoich.

          brawo!

          • berger7 Re: Żałoba 01.11.05, 19:21
            A ja mam poczucie ze post ktory tak was oburza, zawiera sporo racji. Paskudny
            to jest jezyk (poryta baba???), ale ta kobieta jest ewidentnie chora -
            zamieniła proces zaloby w jakąs niekonczacy festiwal rozpaczy, zawiesila zycie
            i nie ma zamiaru odwiesic, chyba nigdy. Ona niszczy nie tylko siebie ale i
            rodzine - nie chcialabym znaleźć się w butach jej corki... Przede wszystkim
            oburza mnie fakt ze OBCASY puscily to bez komentarza psychiatry czy
            psychologa...
            • marakuja1 Re: Żałoba 03.11.05, 09:50
              bo psycholog zjechał by babę z góry do dołu !!!
        • marakuja1 Re: Żałoba 03.11.05, 09:49
          natkaszczerbatka napisała:
          > Ja mam wrażenie, że ten ostatni post "ihteer" należy skasować. Wysłałam
          > zgłoszenie.

          dlaczego skasować? że napisał prawdę? niewygodną prawdę !!!
          kobieta marnuje swoje życie i przy okazji życie swojej rodziny
          w imię czego wychowa córkę oziębłą emocjonalnie?
          mąż prędzej czy później znajdzie sobie kogoś na boku, kto da mu czułość i
          ciepło. w końcu on też stracił syna
      • betty69 Re: Żałoba 31.10.05, 12:25
        zrobilam to samo, wyslalam zgloszenie o skasowanie postu

        pozdrawiam
        • ihteer Re: Żałoba 31.10.05, 12:35
          tylko pogratulowac !!!

          prosze mi pokazac, w ktorymm miejscu moja poprzednia wypowiedz zlamala
          regulamin. a jesli nie lamie (bo naprawde nie sadze, zeby mozna mi bylo cos
          zarzucic, poza ewentualnym brakiem smaku - co jest jednakze rzecza subiektywna),
          to nasuwa sie jeden wniosek - sytuacja podobna do obecnej na bialorusi (albo w
          polsce 20 lat temu) - glosy niepasujace do powszechnie przyjetej za poprawna
          wersji sa kasowane... mam prawo miec swoje zdanie - i je wyrazilem. jesli sie
          nie zgadzasz, to napisz, co ty sadzisz o sprawie, a nie uciszaj glosy odmienne
          od twoich.

          brawo!

          • aniao3 do ither 31.10.05, 23:39
            mysle ze warto wczytac sie zawsze dokladnie w tresc tego na co sie odpowiada.
            i dobrze jest najpierw wiedziec cos wiecej o zalobie, przezyc podobne
            doswiadczenie, a potem dopiero udzielac rad i sie wymadrzac ze swoim punktem
            widzenia swiata.
            w pierwszym etapie zaloby ma sie po prostu ochote umrzec, mieszkac na
            cmentarzu, ryczec godzinami, wykrzyczec swiatu swoj bol, a fakt ze slonce wciaz
            wschodzi wydaje sie nieprawdopodobna ironia losu.
            dlatego twoj post jest po prostu (delikatnie mowiac) w tym miesjcu niestosowny.
            a
            • marakuja1 Re: do ither 03.11.05, 09:52
              aniao3 napisała:
              > w pierwszym etapie zaloby ma sie po prostu ochote umrzec, mieszkac na
              > cmentarzu, ryczec godzinami, wykrzyczec swiatu swoj bol, a fakt ze slonce
              wciaz wschodzi wydaje sie nieprawdopodobna ironia losu.

              i z tego powodu kobieta ma zniszczyć córce i mężowi życie?
              przecież mąż też stracił syna, a córka brata, tylko w jej manifestacji rozpaczy
              zabrakło dla nich miejsca

              > dlatego twoj post jest po prostu (delikatnie mowiac) w tym miesjcu
              niestosowny.

              dlaczego niestosowny?
              dlatego że pisze niewygodną prawdę?
              że łatwiej jest się poddać i użalać nad sobą, niż zrobić coś dla innych?
      • mariareis Re: Żałoba 31.10.05, 22:55
        Artykuł przeczytał też mój mąż i muszę powiedzieć,że jego reakcja była podobna
        do ihteera ,choć kulturalniejsza i bardziej stonowana - ale sens ten sam (może
        z tego wysnuć jakąś teorię?).
        Nie jest to na pewno przykład "pięknej","wzorcowej" żałoby,ta pani ,jak ktoś
        już tu napisał,z lubością się w niej pogrąża - ale ,u licha ,takie jej
        prawo.Nie wiem skąd ten wymóg wobec człowieka zdruzgotanego,żeby zachowywał się
        w "zdrowy" sposób - gdy on właśnie jest chory.Każdy reaguje zgodnie z własną
        osobowością i często nawet sam nie wie ,jak się zachowa ,dopóki los go nie
        doświadczy.Sami dla siebie bywamy największą tajemnicą.Śmieszne jest porównywać
        śmierć rodziców do śmierci dziecka.Nie wiem dlaczego tak jest,czy to "porządek
        świata", czy biologia, ale strata dziecka to najgorsze co może spotkać w życiu
        człowieka.Nie jest to sprawiedliwe ani pragmatyczne ale tak jest.
        Wracając do artykułu - tylko tej córki żal...
        • annb skąd ten wymóg? 01.11.05, 19:58
          bo nie umiemy sobie z tym poradzic
          bo osoba która straciła dziecko i pogrąża się w rozpaczy wymaga od nas bardziej
          zaangazownego zachowania
          a po co?
          przeciez wygodniej jst skwitowac-poryta baba zamiast zastanowic się jak to jest
          urodzic dziecko, wychowywac, a pozniej patrzec jak odchodzi
          trzeba byc człowiekiem
          ale to razi..taka "baba" razi bardzo...czego ona chce?
          niech się na aerobic zapisze zamiast biegac na cmentarz...na zdrowie jej
          wyjdzie...czemu ona tak płacze, przeciez ma drugie dziecko!nie zostałą sama, a
          jak jej mało niech sobie kupi pieska, kotka, papuzke i zejdzie nam z oczu z tą
          jej boleścią....bo nam nie jest z nią po drodze
          bo nie umiemy sie zachowac
          no i ten płacz..to takie....nie na miejscu.....po co okazywac emocje
          niech nam nie razi oczu swoją żałobą,
          w naszym swiecie nie ma miejsca dla takich osob,....


          • marakuja1 Re: skąd ten wymóg? 03.11.05, 09:54
            annb napisała:

            > przeciez wygodniej jst skwitowac-poryta baba zamiast zastanowic się jak to

            z tego co widzę to "poryta" - pogrzebała syna a przy okazji swojego męża i córkę
            jeszcze parę miesięcy wielkiego bólu na pokaz i mąż i córka uciekną
            • annb Re: skąd ten wymóg? 03.11.05, 12:47
              skąd wiesz ze jest to ból na pokaz?
              ta pani tego potrzebuje
              a rodzina jest od tego aby wspierac się wzajemnie
              mam nadzieję że przetrwają tę tragedię i się nie rozsypią
              czy wiesz ile małżeństw się rozpada po smierci dziecka?
              dużo, bardzo duzo
        • agrrest Re: Żałoba 03.11.05, 00:04
          ja tez naleze do grupy tej drugiej reakcji, tej mniej wzruszonej obsesyjnym zjadaniem ogona
          wlasnego cierpienia. nie wiem czemu w nas ludziach jest ta bardzo niegodna cecha kazaca nam
          pokazywac jak cierpimy. jakby nieszczescie bylo testem, jaka jestem matka, jaka siostra, jak
          przyjme zla wiadomosc, czy uda mi sie trysnac histerycznym placzem. ja TAK kochalam mojego
          syna, ze jego cierpienie AZ TAK mnie przytlacza. nie tepie tutaj mamy darka, bo jak mariareis
          zauwazyla slusznie: w takich sytuacjach nie mozna oczekiwac od ludzi zdrowych zachowan.
          niekonczacy sie festyn rozpaczy to najlepsze okreslenie jakie dotad powstalo dla okreslenia
          tego zjawiska. nikt jednak nie bedzie myslal ze jestes gorsza matka, jesli nie wspomnisz o
          pomniku po 2 minutach rozmowy. nikt nie pomysli ze mniej kochalas swojego syna, jesli dwa
          razy podczas wywiadu nie podkreslisz jak daleko masz na cmetarz, a i tak jezdzisz co dziennie.
          to prawda, ze nigdy nie stracilam dziecka. wiem ze w tej sytuacji moje reakcje bylyby identyczne
          i wlasnie to mnie na dzien dzisiejszy przytlacza

          kondolencje
      • atlantis75 ihteer 01.11.05, 19:23
        ... obyś nigdy nie doświadczył takiego bólu i takiej straty. Człowieku. "Poryta
        baba"? Człowieku. "Pielęgnowanie klultu syna-denata"? Człowieku. "Jest
        śmieszna"? Człowieku. Nie wiem, co Ci napisać. Jak czegoś nie rozumiesz i nie
        chcesz w stanie zrozumiec, to nie kpij, nie drwij - tylko milcz.
        • hanslipke Re: ihteer 02.11.05, 18:47
          straciłem dwie bliskie osoby , od ostaniej stray mija własnie rok.wiem jak to
          boli ale tak jak itheer uważam że to co robi ta kobieta jest chore, bardzo
          chore.
      • mary_ann do ihteer 02.11.05, 20:56
        Ona nie postanowiła odtąd tak żyć.
        Ona tego nie wybrała.
        Ona inaczej NIE MOŻE.

        Jeśli nie rozumiesz (w pewnym sensie - pozazdrościć...) - to po prostu zamilcz.
      • aquarius44 zgadzam sie z ihteer 02.11.05, 21:12
        Mam wrażenie , że niewyobrażalny dramat jakim jest śmierć dziecka i
        niewątpliwie autentyczny ból Matka wykorzystała jako drogę do wyeksponowania
        swojej egzaltacji... Ma prawo wyizolowac się z zycia, ma prawo epatować swoim
        bólem ... Zaskoczyła mnie informacja , ze jest starsza córka. To przerażajace
        jak ona musi się czuć. Zmarł "lepszy" brat ... Córka nie potrzebuje żadnego
        wsparcia, bo "jest samodzielna", "nie zwierza się"... Gratuluję wyczucia! Mam
        nadzieję, że dziewczyna nie jeszcze nie myśli sobie "szkoda że to nie ja
        umarłam, mama wtedy by tak nie cierpiała"...:(((
      • atorod7 Re: Żałoba 03.11.05, 11:55
        Skąd w Tobie tyle zła? Tyle bólu? Co powoduje, że jesteś tak bardzo
        nieszczęśliwy?
      • fargo3 Re: Żałoba 04.11.05, 09:36
        Dawno nie widziałam, tak ostrego przykładu chamstwa i znieczulicy. Zamurowało
        mnie poprostu, że człowiek może w sobie mieć tyle obojętności na cierpienie
        drugiego człowieka. Ale to napewno jakiś troll.

        Człowiek który na malarstwie się nie zna, to o nim nie dyskutuje udając znawcę.
        Bo to głupie i się ośmiesza. Co w przypadku pana ihteera właśnie się stało. A
        do tego jeszcze przeraża.
        Nie pozdrawiam pana.
    • jolkoz Re: Żałoba 31.10.05, 12:55
      Nie chciałam wypowiadac się na temat artykułu "Żałoba", poniważ znam jego
      autorkę i potrafię zrozumieć, że cierpi tak bardzo,że chcce to wykrzyczeć
      całemu światu. Nie osmieliłabym się dawac jej teraz rad jak ma żyć, ani że
      powinna wspierać kogokolwiek. Matka, która straciła syna ma chyba prawo do
      przeżywania żałoby tak ,jak jak potrafii i nie musi mieć wyrzutów, że tym tam
      razem nie myśli o innych, nawet o najbliższych. Wypowiedź tego młodego mężczyzny
      jest bulwersująca. On pewnie nawet nie ma pojęcia co to mieć dziecko, kochać je,
      a potem je stracić. Autorka tego listu nigdy nie uciekała od trudów życia, a jej
      syn nigdy nie był mamisynkiem, ale wspaniałym, skromnym chłopcem,dlatego tym
      bardziej mnie boli tak bezduszna i bezmyślna wypowiedź.
      • maya2006 Re: Żałoba 31.10.05, 16:52
        to musial byc ogromny bol. to musi byc nadal ogromny bol, stracic dziecko...

        ale co z corka? dlaczego tak chlodno o niej ? w sumie co byloby(nie daj boze),
        gdyby ona faktycznie zachorowala? nie byloby zal tych godzin, ktore sie z nia
        nie spedzilo? tej bliskosci, ktora moglaby byc miedzy matka i corka? nie dziwie
        sie dziewczynie, ze byla skryta wobec cieplego, glebokiego zwiazku matki i syna.
        ale czy przez mysl matce nie przeszlo, ze moze corka by tez tak chciala? to
        cieplo, ten zwiazek?
        "spieszmy sie kochac bliskich, bo oni tak szybko odchodza"...przepraszam, ale
        egoistycznie to wszystko brzmi-zajeta soba smutna kobieta. a co z corka? co z nia?
        • 1fizia Re: Żałoba 01.11.05, 11:59
          Właśnie na to zwróciłam uwagę, czytając tekst. Że kobieta ma w d...swoją córkę,
          która miała tego pecha i nie zachorowała. I że jeszcze żyje. Że liczył się dla
          niej tylko syneczek.Jak się nie umie kochać jednakowo dwojga dzieci, to trzeba
          mieć jedno. Wtedy bez skrępowania wskoczyłaby za nim do grobu. A nie dręczyła
          Bogu ducha winną córkę.
          Bo nie uwierzę, że ta siostra nie cierpi.
          • fargo3 Re: Żałoba 04.11.05, 09:22
            Droga fiziu, poprostu wstyd za takich ludzi jak ty, wstyd....
    • nadzieja.na.jutro spokoju ducha i łaski 31.10.05, 17:12
      Droga Mamo Darka, nie znam Pani ale wspolodczuwam z Pania. moge tylko sobie
      wyobrazic, co Pani przezywa i czuje. zycze Pani laski, chwil spokoju, i mimo
      wszystko tych chwil szczescia, zeby znow nadeszla.Dziekuje Pani za ten
      wywiad.poczulam, ze wreszcie mam dostep do serca osoby, ktora przezywa
      zalobe...i przechodza mnie ciarki, jak sobie pomysle, jak czasami do tej pory
      bylam bezmyslna w takiej sytuacji...
    • agulinda1 Re: Żałoba 01.11.05, 21:09
      Jestem córką matki, która straciła w tragicznym wypadku dziecko.
      Mam 34 lata. Mój brat zginął 24 lata temu...
      Z tamtego okresu zapamiętałam moją Mamę na białej trumnie...
      Ona nadal na niej leży...
      Moją wypowiedź chciałam zadedykować Osieroconej Mamie Darka ale także... Mamie Córki, „która wymyśliła sobie remont”...
      Rosłam w szacunku dla bólu mojej Mamy. Nikt mi nie kazał, nie żądał – ja po prostu tak czułam – że Ona cierpi, i że trzeba to uszanować. Lata całe nie wiedziałam, że ja też cierpię – tylko inaczej. Podwójnie. Oprócz normalnego bólu jaki towarzyszy całej rodzinie po stracie kogoś bliskiego, mnie dręczyły wyrzuty sumienia, że nie dość mocno współczuję swojej Mamie, że chciałabym by zamartwiała się moimi problemami, moim życiem żyła, moje radości i niepowodzenia były dla niej ważne. Czułam się winna, że śmiem mieć takie oczekiwanie wobec Matki tkwiącej w bólu. Narodziny moich synków spotęgowały to uczucie – teraz namacalnie doświadczałam macierzyństwa, którego części moja Mama została pozbawiona.
      Nie chcę oceniać Matek, które tracą swoje dzieci – jestem matką i nawet nie chcę sobie wyobrażać ...
      Ale proszę Cię Mamo Darka i Mamo Córki, „która wymyśliła sobie remont” – nie zapominaj o swoim żyjącym dziecku. Nawet jeśli okazuje, że rozumie uczucia Ci towarzyszące, to uwierz – potrzebuje Ciebie jako Swojej Mamy.
      Tak trudno jest mi powiedzieć jakie uczucia tkwią we mnie i czują to... tkwią w Twej Córce...
      Pomyśl o tym!
      Także z szacunku dla Twego Syna.
      Marzysz o fundowaniu nagrody na jego cześć – piękne.
      Ale zrób też coś dla Córki. Niech i Ona odczuje Twą miłość, Twoje zainteresowanie, Twoją bliskość.
      Mam prawo to wszystko pisać,
      bo jestem Córką, która została emocjonalnie opuszczona przez swoją Mamę gdy ta straciła jedno ze swoich dzieci..
      • aaneta Re: Żałoba 02.11.05, 20:19
        Nie rozumiem, dlaczego na podstawie jednego zdania na temat córki, że "wymyśliła
        sobie remont", dorobiliście całą teorię o zaniedbywaniu jej. W tym niekoniecznie
        musiał być sarkazm czy wyrzut, to tylko kwestia stylu wypowiedzi. Poza tym
        zwróćcie uwagę, że córka ma 21 lat. To istotny szczegół, moim zdaniem.
        Nie zmienia to faktu, że aż tak intensywne przeżywanie żałoby, uniemożliwiające
        normalne funkcjonowanie w życiu, nie jest zdrowe, a razem z tak cierpiącą matką
        cierpi cała rodzina. Z drugiej strony jednak jestem w stanie zrozumieć bohaterkę
        tekstu, bo niewiele brakowało, żebym ja też była taką osieroconą matką.
        Dokładnie rok temu okazało się, że mój syn, teraz 20-letni, ma guza mózgu. Na
        szczęście, właściwie cudem wszystko skończyło się dobrze, ale ten okropny
        strach, jaki odczuwałam, nie wiedząc, czy operacja się uda i że guz okaże się
        łagodny, spowodował, że przez ponad pół roku czułam się koszmarnie - pomimo że
        tak naprawdę nic strasznego się nie stało. Dlatego stan, w jakim znajduje się
        Mama Darka, jest dla mnie całkowicie zrozumiały, ale jednocześnie uważam, że
        powinna ona z niego wyjść, bo życie w takim stanie jest jednym wielkim bólem i
        cierpieniem.
      • monster1972 Jest Pani mądrą kobietą, dzięki za wypowiedz 02.11.05, 20:34
        lepiej nie da sie tego ująć

        pozdrawiam

        jacek, 33 lata...
    • lespa Re: Żałoba 02.11.05, 10:03
      Things never be the same since you came into my life. Things never be the same
      since you gone from my life. I cant't stop tears fallen. ROZUMIEM bez słów
    • login1155 Co z mężem? 02.11.05, 14:00
      A mąż? Co z mężem? Kim on jest dla tej kobiety? Nie rozumiem, pytam osoby,
      które pewnie wiedzą. Czy kiedy będę miała dzieci, to mąż przestanie być dla
      mnie ważny tak, jak jest teraz? Teraz jest szczęściem.
      • sasanka2411 Re: Co z mężem? 02.11.05, 17:53
        Rozumiem rozpacz tej kobiety.
        Ale ja po smierci meza z dwojka malych dzieci,bez pracy nie moglam sobie
        pozwolic na taka rozpacz.
        Musialam myslec o nakarmieniu,ubraniu itd.
        Musialam miec sily.
        Na miejscu tej zrozpaczonej kobiety,patrzac na zblizajaca sie smierc dziecka
        zachowywalabym sie podobnie.
        Po smierci meza podnosilam wience na grobach i zagladalam ile zmarly mial lat.
        Czas leczy rany.
        Za miesia moze dwa Ta kobieta spotka smutnego malego chlopca i postanowi mu
        pomoc tylko to ja wyleczy.Pomagac innym.
    • monster1972 współczuje tej pani... ale.... 02.11.05, 20:27
      10 lat temu zmarła moja matka, była dla mnie bardzo ważna, dzięki niej
      skonczylem dobre studia, cos tam osiagnalem itp..

      miala tylko 43 lata, zginela tragicznie... nie chorowala na nic, nie dało
      sie "nauczyć z tym zyć" (nigdy nie da sie nauczyć)

      bylo bardzo zle

      ale nawet tuż po pogrzebie nie przyszłoby mi do glowy wyciagać na forum

      rozmawialem o tym tylko z przyjacielem i przyszłą dziewczyną

      czy Pani robi sobie z tego upublicznienia Pani zalu i dramatu jakis rodzaj
      terapii?

      chyba lepiej jednak isc do psychologa lub pogadac z przyjaciółmi

      pozdrawiam i zycze ukojenia

      jacek
      • amyk Re: współczuje tej pani... ale.... 02.11.05, 21:42
        hmmm...
        bardzo współczuję pani...ale... też uważam że pani tak wygodnie, miło i wybrała sobie pani sposób na klawe życie - to że rani PANI tych którzy żyją - powtarzam "ŻYJĄ" obok PANI ma to pani w piiiiiiiiip.... Chyb to za duży wsilek aby unieśc problemy żywych. To, że 2 lata nosiła pani żałobę po ojcu - to już świadczy o pewnych głębokich emocjonalnych problemach. Droga pani - proszę iść do psychologa. Proszę dać odejść synowi, proszę pomyśleć o żywej córce, o żywym mężu - oni też cierpią napewno, ale zdaje się że bardziej normalnie, proszę wrócić do życia . Nie wydaje mi się żeby słusznym było promowanie takiej POSTAWY. Taka jest kolej rzeczy: życie -śmierć. Każda śmierć jest dla bliskich cierpieniem, ale obnoszenie się wszem i wobec - szukanie poklasku dla takich chorych zachowań, egzaltowanie sie bólem i rozciąganie go w nieskończoność jest conajmniej tylko sposobem na swoje wewnętrzne problemy, zwróceniem na siebie uwagi, a napewno powodem aby udać sie do psychologa. Prosze to zrobić dla tych którzy jeszcze obok pani żyją i jeszcze potrzebują - zanim nie będzie za późno.

    • esmola Re: Żałoba 02.11.05, 20:45
      Żałoba - myślę, że każdy radzi sobie w tak trudnych sytuacjach tak jak potrafi i
      nie można oceniać uczuć, które przeżywa. Przeżycia z czasem także się zmieniają.
      Wiem, co mówię - w miesiąc po ślubie i tylu wspólnych planach na życie mój mąż
      zginął w wypadku. Rozumiem ból towarzyszący wspólnie odwiedzanym miejscom,
      wspólnie wykonywanym czynnościom... mogę jedynie napisać, co mnie ocaliło, co
      pomoigło mi przezywać ten ból inaczej. W kilka dni po śmierci męża zrozumiałam i
      myślę, że było w tym moim zrozumieniu coś z objawienia, że nie mogę trzymać go
      tak zazdrośnie pomiędzy tym tutaj i tym dokąd każdy z nas zmierza, że powinnam
      pozwolić mu odejść. Zrozumialam, że on także może cierpieć widząc moją ropacz. W
      tej odkrytej w bólu prawdzie zrozumialam, że jesteśmy odrębni, że jego życie już
      się wypełniło a moje ciągle jest zadaniem. Pani Małgorzato, proszę pozwolić mu
      odejść, proszę pozwolić mimo, iż wszystko się w Pani krzyczy - nie! Nie
      przestanie boleć ale nie będzie Pani w tym bólu sama. Z perspektywy 10 lat
      dzielących mnie od śmierci męża mogę powiedzieć, że ten ból był darem, dzięki
      ktoremu zrozumiałam, co jest w życiu naprawdę cenne. Ten ból odsłonił mi głębię
      życia i moją własną. Wiem, że warto przekraczać ograniczenia serca z taką
      hojnością na jaką nas stać. Pozdrawiam bardzo serdecznie Panią i Pani Najbliższych
    • donatta Do wszystkich tych, którzy wiedzą lepiej ... 02.11.05, 22:03
      Mój Boże, ile w tym kraju domorosłych psychologów! Wszyscy wszystko wiedzą
      najlepiej. Same idealne rozwiązania. Nie rozumiecie, że teoria teorią, a życie
      życiem? Że może - nie daj Boże - i Wy kiedyś będziecie leżeć pokotem na
      cmentarzu, nieświadomi tego, że gdzieś parę metrów dalej, za cmentarną bramą,
      toczy się jakieś życie, ludzie jedzą, śmieją się, wyjeżdżają na wakacje?

      Jak możecie zabraniać Matce prawa do żałoby? Zwłaszcza, że to nie lata upłynęły
      od śmierci dziecka, ale strata jest bardzo świeża! Pozwólcie jej opłakiwać Syna
      tak, jak tego Ona chce, a nie jak Wam się wydaje, że powinna! Idźcie, włączcie
      telewizor, obejrzyjcie sobie jakąś amerykańską siekankę, która zaspokoi wasze
      prymitywne instynkty i przestańcie zajmować się tym, do czego najwyraźniej nie
      dorośliście.

      Pani Małgosiu - strasznie mi przykro z powodu odejścia Pani Syna. I jeszcze ta
      nagonka ...
      • naturapark Re: Do wszystkich tych, którzy wiedzą lepiej ... 03.11.05, 18:04
        To prawda, że w Polsce wielu jest "psychologów", podobnie jak "lekarzy" a
        najwięcej chyba "sędziów".Jeśli jednak ktoś swoje najboleśniejsze i intymne
        przeżycia umieszczna na forum i przedstawia w ogólnopolskiej gazecie to chyba
        robi to w jakimś celu.
        Forum nie jest towarzystwem wzajemnej adoracji ale miejscem wymiany poglądów
        czasami bulwersujących niektórych ludzi.
        Dlatego czuję się zdziwiona atakiem na osobę która przedstawiła odmienny do
        wiekszości pogląd.Fakt, użyte sformuowania nie były eleganckie, ale to nie
        powody aby żądać usunięcia wypowiedzi z forum.
        Czytałam artykuł parokrotnie.
        Po pierwszym razie czułam wielki ból, bo to okrutne, kiedy umiera dziecko,
        zwłaszcza w takim wieku, kiedy już wiadomo, jaki byłby z niego wspaniały
        człowiek.To, i ogromne wspólczucie dla jego matki.
        Po kolejnym przeczytaniu, kiedy wyciszyłam własne emocje, czuję już nie tylko
        współczucie ale i ...niechęć do pani Małgorzaty.
        Nie do końca jest dla mnie wiarygodny ktoś, kto na pogrzebie dziecka ogłasza
        niejako własną śmierć a potem przenosi swoje bardzo osobiste odczucia na forum
        publiczne.Czego więc oczekuje?
        Sama twierdzi , że życie i wszystko wokół już ją nie obchodzi, więc chyba
        reakcje czytelników też.Więc po co?.
        Zeby przedstawić swoje ukochane dziecko? Ale o nim jest tam naprawdę
        niewiele.Ogrom informacji to odczucia jego matki.
        Co przyjdzie z umartwiania się pod postacią zaniechania dbania o siebie,
        używania perfum czy nieużywania kremu do twarzy?Czy pani Małgorzata ma jakieś
        poczucie winy, próbuje coś odkupić takim pogrzebaniem się za życia?
        Nie wierzę też w jej oparcie w rodzinie, bo mam wrażenie, że rodzina to była
        ona i syn, reszta to statyści na tej scenie ( co nieumniejsza ich żalu po
        stracie syna, wnuka i brata)
        O córce nie wspominam, tyle tu o tym napisano, a ja sie zgadzam , że dzieje się
        jej wielka niesprawiedliwość i krzywda.Sama jestem córką matki żyjącej niemal
        na cmentarzu po śmierci jej rodziców.Postawiło to między nami mur, który pomimo
        starań obu stron jest nie do obalenia.
        Ale za jedno głęboko chylę czoła przed panią Małgorzatą.
        Za to, że pozwoliła dziecku odejść we własnym domu, wśród najbliższych,
        trzymając je za rękę aż do momentu gdy musiał iść sam.
        Za to, że nie kazała umierać mu w szpitalu, nie dręczyła zbędnymi medycznymi
        zabiegami, kiedy już było na to za póżno.
        Nie upierała się aby podtrzymać sztucznie jego życie, kiedy odchodził, nie
        przedłużała mu niepotrzebnie cierpień.
        (Jestem lekarzem w szpitalu dziecięcym i niejedno takie działanie widziałam)
        To wielka odwaga i dowodzi ogromnej miłości rodziców.Było tak jak powinno
        być,bo kiedy nie można nic już zrobić trzeba pozwolić odejść bliskiemu wsród
        najbliższych.
        Pani Małgorzato, pomimo wszystko niech Pani wróci do swoich bliskich.
        Moje dorosłe dzieci ( 21 i 18 lat) po przeczytaniu artykułu powiedziały jednym
        głosem: mamo obecaj nam, że gdy z którymś z nas stanie się najgorsze , ty nigdy
        nie zachowasz się podobnie.Bo nam byłoby bardzo ciężko odchodzić z taką
        świadomością.
        Pani Małgorzato, jak Pani myśli, co w takiej sytuacji powiedziałby Pani synek?
    • kwiatekpolny1 Re: Żałoba 02.11.05, 22:44
      Minął już rok od śmierci mojego synka Rolanda.. Miał 20 lat. jechał zbyt szybko
      swoją ukochaną BMW... ja wciąż zażywam leków nasennych i p/depresyjnych. Pół
      roku przebywałam na zwolnieniu lekarskim ale teraz już pracuję bo muszę mieć
      pieniądze na chleb. Najtrudniej było mi przeżyć pierwsze cztery miesiące od
      wypadku. Nadal nie pogodziłam się z tym że odszedł- czekam wciąż na Niego,
      wierzę że któregoś dnia stanie w drzwiach...i zły sen się skończy. Iwona
      • piotr7777 Re: Żałoba 02.11.05, 23:17
        Jeśli chłopak zmarł po zalediwe 15 miesiącach od wykrycia guza to albo wykryto
        go w późnym stadium albo był źle leczony. Zresztą matka o tym zdaje się mówić.
        • yogurcik_owocowy Re: Żałoba 03.11.05, 00:06
          A ja miałam mieszane uczucia po przeczytaniu tego artykułu. I wam się dziwię,
          bo w końcu to forum i każdy może przedstwić swoją opinię, poglądy. Ihteer nic
          obraźliwego nie napisał...
          Zgadzam się z jego zdaniem.
        • jmzubek Re: Żałoba 03.11.05, 01:16
          Moja mama po nagłym odejściu mojego młodszego brata rozpaczała w sposób widoczny
          dla otoczenia przez kilka lat, a w sposób wyczuwalny (przynajmniej przeze mnie i
          pewnie przez ojca ) do końca życia, przez ponad ćwierć wieku. Nie osunęła się
          całkowicie w szaleństwo (trochę jednak tak) - sama tak powiedziała po latach -
          bo musiała pracować, czyli musiała codziennie ubrać się, uczesać, nawet umalować
          i pójść do pracy, gdzie czekały na nią pracownice, jej podwładne i liczni
          petenci. Przez 8 godzin dziennie musiała czytać i pisać urzędowe papiery,
          podejmować decyzje, organizować pracę innym - i robiła to, a potem szła na cmentarz.
          Ja byłam pewnie kimś takim jak córka Osieroconej Mamy - pełnoletnia,
          samodzielna,radząca sobie z przeciwnościami losu. Nie wyobrażałam sobie wtedy,
          że mogę do rodziców wysyłać jakieś sygnały, że sobie nie radzę; miałam sobie
          radzić świetnie, żeby nie musieli się dodatkowo martwić, że u mnie coś nie w
          porządku. Oczywiście jak to w życiu - różnie bywało.
          Z mojego punktu widzenia skończyło się prawie dobrze:
          Ze swojego życia jestem właściwie zadowolona, choć trzymanie rodziców z daleka
          od wszystkich moich spraw już na zawsze pozostało regułą.
          Rodzice przeżyli brata o ponad ćwierć wieku i zgodnie z naturalnym (?) biegiem
          rzecy ja ich po kolei pochowałam (o tym za ich życia ciągle pamiętałam, o to się
          w myślach modliłam - jednocześnie bardzo nie lubiłam chodzić na cmentarz, gdzie
          stał zaprojektowany przez mamę pomnik z trzema tablicami dwiema pustymi,
          przeznaczonymi dla nich - zaczynała pracować wyobraźnia jak się będę czuła,
          kiedy już zupełnie sama będę stała pod tym pomnikiem z zapisanymi trzema tablicami)
          Niedobre było to, że już nigdy nie dogadałam się naprawdę z mamą, pod koniec jej
          życia, już po śmierci taty, marzyłam o tym, żeby choć raz jeszce ją czymś
          ucieszyć, żeby była zadowolona ze mnie, z tego co robię - ale się nie udało.
    • portalegre Re: Żałoba 03.11.05, 11:02
      W sumie już prawie wszystko zostało w tym wątku powiedziane, jednak dorzuce
      pare slow od siebie.

      Jesli ktos nie przezyl podobnej sytuacji (lub nawet przezyl, ale jest innym
      typem osobowosci), powinien oceniac ja z wielka ostroznoscia. Ta kobieta
      zapewne czuje bezdenna, gleboka rozpacz i nie nam to oceniac. W tym momencie
      czepia sie kazdej mozliwosci dotkniecia jakiegokolwiek sladu syna, mozna
      powiedziec, ze wyznaje jego kult, ale przeciez - ona juz nigdy wiecej go nie
      zobaczy....
      Syn zmarl niedawno, wiec takie zachowania sa jak najbardziej zrozumiale. Jednak
      w pewnym momencie musi nastapic moment akceptacji rzeczywistosci takiej jaka
      jest i pogodzenia sie ze strata. Jesli nie nastapi - to dopiero bedzie problem
      dla tej kobiety i jej otoczenia.
      • a-l-u-z-j-a Re: Żałoba 03.11.05, 11:35
        Pani Małgorzato,
        niewątpię, że dotrze pani do tych komentarzy. Przeczytałam pani historię z
        nieukrywanym wzruszeniem. „Wysokie Obcasy”- papierowe- czytam od deski do
        deski co sobotę. Odszukałam wywiad na forum i piszę. Nie jestem w stanie
        wyobrazić sobie, co pani czuje. I nigdy nie chciałabym przechodzić, tego co
        pani. Trudno jest wyobrazić sobie, że najbliższa osoba odchodzi z tego świata
        przed Nami...
        Niemniej jednak chcę Pani powiedzieć, że powrót do Życia w Pani przypadku jest
        możliwy. Powiem więcej- jest konieczny. Musi pani zamienić żałobę na akceptację.

        „W miłości nie można się siebie wyrzec, bo każde wyrzeczenie jest również
        odzyskiwaniem siebie. Dając siebie dziecku, matka tym bardziej staje się matką.
        Dziecko oddaje jej to, kim ona jest. Jedno tworzy się dzięki drugiemu.”
        (ks. Józef Tischner „Przekonać Pana Boga”)

        I choć wiem, że czas, w którym jest się gotowym na odejście kogoś bliskiego
        nigdy nie nadchodzi, to Pani musi Ż-Y-Ć dalej.

        Trzeba żyć. Trzeba kroczyć wyznaczoną przez Boga drogą. Proszę spróbować
        poszukać oparcia w Nim. Na pytanie czy ma Pani żal do Boga- odpowiedziała pani
        wymijająco.
        Zapewne ma pani żal. Proszę poszukać w swojej okolicy dobrego księdza. Nie
        każdy potrafi rozmawiać i słuchać. Nie każdy. Darek będzie szczęśliwszy jeśli
        pani wróci do Życia. Powodzenia pani Małgorzato!
        • verdana Re: Żałoba 03.11.05, 18:59
          Ludzie, czy wyście poszaleli?
          Jak można czegokolwiek wymagać od kobiety, która straciła dziecko dwa miesiące
          temu? Co, miała powiedzieć"Ależ to nic takiego" i wrócić od razu do normalnego
          życia?
          Bo tego się od niej WYMAGA? Po co? Żeby tym, co patrzą na jej żałobę było
          przyjemniej, bo to takie nieestetyczne - smutek. Ma być wesoła, ma zajmowac się
          mężem, córka i pracą - bo to dla NAS łatwiejsze do zniesienia.
          A sprawa córki? Córka, czego parę osób nie zobaczyło chyba - jest dorosła.
          Dorosła i choć na pewno potrzebuje matki, to nie tak bardzo, jak małe dziecko -
          a więc krzywda jej się nie dzieje. Tym bardziej, ze matka dostrzega jej
          problemy. To "wymyśliła sobie remont" jest bardzo mądrym zdaniem. Osierocona
          matka nie ma pretensji, ze córka chce remontu, że myśli o zwykłych rzeczach,
          gdy brat nie żyje - tylko rozumie, że dla córki remont stał się "wymyślonym"
          sposobem na odreagowanie - i popiera to.
          Jestem absolutnie przekonana, że gdyby Autorka napisała, że przebolała śmierć
          dziecka, wraca do pracy, jedzie z córką na wakacje i zamierza być jednak
          szczęśliwa - podniosłoby sie tyle samo oburzonych głosów "jak może być tak
          nieczuła".
          A prawda jest taka - nie chcemy po prostu słyszeć o cudzym nieszczęściu. Jak
          komuś umarło dziecko - niech siedzi cicho, niech zejdzie nam z oczu i nie
          zakłóca miłego sobotniego obiadku swoimi żalami.
          Jednak ludzie są wredni - nie ma co.

          • sasha_m Re: Żałoba 03.11.05, 23:56
            > Jednak ludzie są wredni - nie ma co.

            I w dodatku dużo mają do powiedzenia nie mając jednocześnie pojęcia co
            komentują :-((( Jest tu kilka osób, które wiedzą, co to jest strata dziecka
            (nie matki, brata, męża, ale właśnie DZIECKA), żaden potępiający nie jest. Daje
            do myślenia o prostactwie reszty?

            Mamie Darka życzę ukojenia... kiedyś ono z pewnością nadejdzie, chociaż na tym
            etapie żałoby wydaje się to nieprawdopodobne...
            • zorka7 Re: Żałoba 04.11.05, 08:57
              Proszę się nie przejmować komentarzami i pouczeniami.
              To, co pani robi, mówi, ile czasu spędza na cmentarzu... To wszystko jest
              dobre, najlepsze na Ten Czas i tyle.

              Po śmierci córki rozmawiałam o niej nawet z moją byłą klasą, trzydziestoma
              siedemnastolatkami. To, co im mówiłam, odebrali podobnie jak forumowicze.
              Spektrum od niezrozumienia po współczucie i wdzięczność. Dziś pewnie bym się w
              ten sposób nie zachowała - ale wtedy było mi to potrzebne. Nie żałuję i idę
              dalej.
              Pozdrawiam serdecznie!
            • naturapark Re: Żałoba 05.11.05, 14:12
              No i od nowa Polska Ludowa! Kto nie z nami to go pod ścianę.
              Nie ma na tym forum chyba nikogo kto by nie stracił kogoś bliskiego, nawet
              niekoniecznie z rodziny, ale człowieka bliskiego duchowo, po którym zostaje
              pustka na resztę życia.
              Co za bzdurne przekonanie że tylko śmierć dziecka pozostawia niekończącą się
              żałobę.
              Jest forum poświęcone tylko i wyłącznie rodzicom którzy stracili dzieci.Tam
              nigdy nie zabrałabym głosu bo nie przeszłam przez taki koszmar.
              Ale przeszłam przez inne i nie sądze że mój koszmar był gorszego gatunku.
              Nie można obrażać nikogo za jego odmienne poglądy, bo jak już raz napisałam, to
              jest forum dyskusyjne, nie towarzystwo wzajemnej adoracj!
              I nie jestem wredna, bynajmniej.
              • yogurcik_owocowy Re: Żałoba 11.11.05, 18:52
                Wredne to są osoby, którze życzą innym (o odmiennych poglądach) takiej samej
                sytuacji. Spotkałam się z takimi wpisami.

                A i pamiętajcie: nie ma tragedii gorszych i lepszych.
Pełna wersja