List tygodnia

17.12.05, 22:32
Trzymaj się.........nie jesteś sam, wszyscy wiedzą ile jest skrzywdzonych
kobiet (bez urazy), ale nikt nie wie ilu jest takich jak Ty......
    • santorina Zazdrość, zazdrość, zazdrość... 18.12.05, 22:19
      Wybacz, Skrzywdzony Tatuśku - ale z twojego listu przebija coś jeszcze, poza
      troską o dzieci, przebija z niego mianowicie WŚCIEKŁA ZAZDROŚĆ o kobietę, która
      ciebie zdradziła. Cierpisz, gdy żona ulatnia się na randkę ze swoim kochankiem?
      To nie cierp, tylko zajmij się dziećmi!!! Albo może - znajdź sobie inną
      kobietę, skoro dzieci nie są w stanie wypełnić ci całego życia! Zdecydowałeś
      się pozostać w małżeństwie pomomo zdrady żony? - OK, ale czy zrobiłeś to na
      pewno dla dobra dzieci? Czy może raczej - aby mieć na oku żonę i liczyć jej
      randki z nowym partnerem???

      Małżeństwo albo jest do naprawienia, albo nie - więc idź z żoną na terapię
      małżeńską, zamiast się napawać tym, jaka to twoja żona jest niedobra, a ty
      biedny i pokrzywdzony. A jeśli doszliście do wniosku, że małżeństwo jest nie do
      naprawienia, a ty nie możesz tego zaakceptować - to sam idź na psychoterapię!!!

      Czy przyznawanie matce opieki nad dziećmi po rozwodzie jest dyskryminacją
      mężczyzn? Nie sądzę, opinie wielu psychologów mówią, że to jest po prostu dla
      dziecka mniejsze zło. Sądy kierują się na szczęście na ogół dobrem dzieci, a
      nie dobrem tatusiów, i ich urażoną ambicją.
      • igell Re: Zazdrość, zazdrość, zazdrość... 18.12.05, 23:25
        Wybaczam:) Zarówno ton Twojego listu jak i zawarte w nim, zupełnie fałszywe sądy. Widać masz swoje powody, żeby tak to oceniać. Nie jest to moja sprawa.

        Jednak jedna rzecz, którą napisałaś jest już na tyle piramidalną bzdurą, że wypada ją skomentować. W Polsce ponad 96% spraw rozwodowych, w których OBIE STRONY starają się o opiekę nad dziećmi, kończy się decyzją sądów przyznającą tę opiekę matce. Zwykła statystyka nie pozwala przyjąć założenia, że we wszystkich tych przypadkach wybór matki jako opiekuna jest "mniejszym złem" dla dziecka.

        A kolejnym razem jeżeli przyjdzie Ci do głowy podpierać się argumentami w stylu "opinie wielu psychologów mówią, że...", sugeruję przytoczyć jedno lub dwa nazwiska. Unikniesz wtedy śmieszności. Pozdrawiam. Jerzy
        • alea.iacta.est Re: Zazdrość, zazdrość, zazdrość... 19.12.05, 20:59
          Skoro już o piramidalnych bzdurach mowa, to uprawiasz je ty. Piszesz mianowicie:
          Polsce ponad 96% spraw rozwodowych, w których OBIE STRONY
          > starają się o opiekę nad dziećmi, kończy się decyzją sądów przyznającą tę opie
          > kę matce

          No i guzik prawda. te 96 procent odnosi się do wszystkich spraw rozwodowych - a
          w gigantycznej większości z nich ojcowie w ogóle nie domagają się, by dzieci
          mieszkały z nimi.
          • tata_tomek Realia, realia, realia 21.12.05, 12:43
            alea.iacta.est napisała:

            > No i guzik prawda. te 96 procent odnosi się do wszystkich spraw rozwodowych - a
            >
            > w gigantycznej większości z nich ojcowie w ogóle nie domagają się, by dzieci
            > mieszkały z nimi.

            Nie, nie odnosi się. Igell napisał wyraźnie:
            "W Polsce ponad 96% spraw
            rozwodowych,

            ***w których OBIE STRONY starają się o opiekę nad dziećmi***"
            (wyróżnienie gwiazdkami jest moje)

            Wiadomo, że jeśli ojciec się nie stara, to sąd "przydzieli" dziecko matce!
            Problem w tym, że jeśli _oboje_ starają się o opiekę, to matka musi być chyba
            przestępczynią, prostytutką lub alkoholiczką, żeby sąd przyznał opiekę ojcu.

            Ale może być też np. tak:
            www.tata.pl/babcia.htm
      • tata_tomek Niewiedza, niewiedza, niewiedza 19.12.05, 10:47
        Cytuję "więc idź z żoną na terapię małżeńską"
        Droga Santorino, wszelkie takie terapie są wyłącznie dobrowolne, z wyjątkiem
        przewidzianych w odpowiednich §§ Ustawy o ochronie zdrowia psychicznego. Jesli
        jedno z małżonków rozbijające małżeństwo swoim postępowaniem nie zgadza się na
        terapię, to drugie może mu.... nagwizdać.

        " A jeśli doszliście do wniosku, że małżeństwo jest nie do naprawienia, a ty nie
        możesz tego zaakceptować - to sam idź na psychoterapię!!!"
        A pewnie.... To baba się puszcza z facetem, a mąż ma się leczyć?!

        "Sądy kierują się na szczęście na ogół dobrem dzieci, a nie dobrem tatusiów, i
        ich urażoną ambicją."
        Nie ma to jak dobry dowcip od poniedziałku...
    • joorga1 Re: List tygodnia 19.12.05, 13:35
      a może on - parafrazujac Twoj list - bardziej sie stara, jest bardziej czuły,
      ciepły, a ponadto troskliwy, mądry, inteligentny, zaradny, lepiej zarabia...?
      Może ma to wszystko czego Tobie Jurek po prostu brakuje? Kobiecie łatwo tak
      mówić ale może spójrz na to z tej strony? Wanda.
    • triss_merigold6 Re: List tygodnia 19.12.05, 14:43
      Jak Ci się nie podoba to się rozwiedź.
      Najwyraźniej kobieta poszukała u kogoś innego tego czego nie znalazała u
      Ciebie.
      • dedevanderroove Re: List tygodnia 19.12.05, 16:52
        triss_merigold6 napisaa: > Jak Ci si nie podoba to si rozwied. > Najwyraniej kobieta poszukaa u kogo innego tego czego nie znalazaa u > Ciebie.

        : Faktycznie kobieta nie znalazla czegos w swoim malzenstwie. Moze faktycznie powimmi sie rozstac. Tylko autor listu NIE CHCE ROZWODZIC SIE Z WLASNYMI DZIECMI. Matka wyraznie pokazala, ze wyzej ceni sobie zaspokojenie wlasnych potrzeb seksualnych, niz dobro swoich dzieci.
        Jednak, praktyka SR nakazuje ojcu usunac sie z zycia dzieci. Ojcu zostaja alimenty i WIDZENIA (jak w wiezieniu)

        Dede
        • joorga1 Re: List tygodnia 19.12.05, 17:27
          dede - kobietom nie chodzi tylko o ich potrzeby seksualne. niezwykel
          upraszczasz. chodzi o mezczyzne w domu a wiec wszystko co z tym zwiazane...
          • andrzejto1 Re: List tygodnia 19.12.05, 17:47
            > upraszczasz. chodzi o mezczyzne w domu a wiec wszystko co z tym zwiazane...

            Wcale nie, chodzi o to, że ma się maksymalną wygode. Mężus zarobi, zajmie się
            dzieckiem, posprząta itp, a kochaś da w palnik. I wszyscy są zadowoleni. A
            raczej "mamusia" i kochaś. A mamusia, jak jest taka mądra i znalzła sobie
            faceta, który jest podobno lepszy, och, ach i w ogóle, to dlaczego się nie
            spakuje i nie wyprowadzi do niego??? I dlaczego nie zacznie żyć na własny
            rachunek??? Bo jest śmierdzącym leniem i nieodpowiedzialną gó..arą nie
            potrafiącą ponieść konsekwencji tego co robi. A może jest świadoma tego, że
            kochaś nie jest zainteresowany takim układem. Może jest mu wygodnie, ma laskę
            na bzykanie, a jak nie daj panie Boże trafi się dziecko, to i tak pójdzie
            wszystko na męża. I wie o tym, że jak ona zacznie się wyprowadzać, to kopnie ją
            w d!
            Tak to wygląda, a może co!?
            A jesli nie, to proszę o argumenty przeciwne. Ale rzeczowe, a nie opowiastki z
            zielonego lasu, i plecenie o tym, że się nie rozumie kobiet itp....
            • totalna_apokalipsa Re: List tygodnia 19.12.05, 17:51
              Facet, nie przekładaj swojego doświadczenia na wszystkie kobiety w tym kraju,
              bo od takich ludzi wszyscy uciekają na 5 km...Az zieje nienawiscią , wiec sie
              nie dziw, ze nikt się nie zbliża.
              • andrzejto1 Re: List tygodnia 20.12.05, 09:41
                totalna_apokalipsa napisała:

                > Facet, nie przekładaj swojego doświadczenia na wszystkie kobiety w tym kraju,
                > bo od takich ludzi wszyscy uciekają na 5 km...Az zieje nienawiscią , wiec sie
                > nie dziw, ze nikt się nie zbliża.

                Na ilość zbiżających się nie narzekam :p Problem polega na tym, że nie trawię
                gó..arstwa. A to co robi ta "zona i matka" jest własnie typowym gó..arstwem.
                Jeśli się ktoś na coś decyduje, to powinien to robić od A do z, a nie
                połowicznie. Powtarzam, jeśli jej mąż jest taki be, a kochaś cacy, to dlaczego
                nie mieszka z kochasiem?? dlaczego się nie wyprowadziła do niego?? ano dlatego,
                że skończyłyby się "wyjazdy służbowe" itp. Przyszłyby codzienne obowiązki,
                zajmowanie się dzieckiem i mogłoby się okazać, że czar pryska. Teraz ma wygodny
                układ, kochasia do łóżka i weekendowych wypadów, a w domu zastępce ds
                ekonomiczno-opiekuńczo-porządkowych. Czy to jest nienawiść do kobiet??? nie, to
                jest zwykłe stwierdzenie istniejących faktów. Są w życiu pewne zasady. Jak się
                jest w związku, to się jest wobec partnera lojalnym, no chyba, że w tych
                czasach takie słowo nie istnieje....
                Może się dwojgu ludziom nie ułozyć. Nie mam żalu do swojej ex, że jest tak, jak
                jest. Zdarza się. Ale dorosły i dojrzały człowiek najpierw odchodzi, porządkuje
                sobie zycie i układa jakieś stosunki z byłym partnerem i dzieckiem (dziećmi) a
                dopiero potem się szuka kogoś innego. To jest własnie lojalność i uczciwość.
                Może się myle???
                • winka53 Re: List tygodnia 24.12.05, 21:37
                  <DOKLADNIE,,masz arcje w 100% !!!!!!!!!!!!!!!!!
                  Trzeba ponosic konsekwencje WSZYSTKIEGO..dla mnie ta matka i zona z boskiej
                  bolesci...to wygodna...nawet nie cicho-dajka...
                  popzdrawiam i widze,ze znasz zycie ..i tak trzymac....E))))
                • asza50 Re: List tygodnia 31.12.05, 19:53
                  Kto nie przeżył zdrady, ten nie wie, jak ona smakuje. Podobno daje możliwość
                  zaczęcia nowego życia, ale też powoduje, że pod względem emocjonalnym jesteśmy
                  wrakami. Trudno uwierzyć w szczerość i uczciwość ludzi. Masz rację, ludziom może
                  się nie układać dlatego, że jedna strona robi wszystko, aby rozbić małżeństwo
                  lub obie strony mają w tym udział. Rozumiem twój ból, złość, nienawiść, wrogość
                  wynikające z bezsilności. Gdzie ta lojalność i uczciwość, którą się obiecywało w
                  trakcie ceremonii ślubnej i jeszcze przed małżeństwem. Byłoby cudownie, gdyby
                  osoby odchodziły od rodziny, porządkowały sprawy a potem uprawiały seks z nowym
                  "KOCHANIEM". Najczęściej staramy się o zakładkę (kochanka, kochankę), a potem
                  odchodzimy. Doświadczyłam tego, że mąż już w pół godz. po ślubie zaczął swoją
                  grę, którą wytrzymałam 21 lat. Mścił się za to, że uległam jego kilkukrotym
                  oświadczynom i zostałam żoną. Zapowiedział, że jeśli kiedyś od niego odejdę, to
                  zrobi wszystko, aby odebrać mi dzieci. Odszedł do kolejnej kochanki, a teraz
                  mając pieniądze (o które wcześniej się nie starał) zyskuje dzieci. Jest fajny,
                  bo od święta, nie gdera nie wymaga. Mama jest zła. Ale może być tak, jak w Twoim
                  wypadku. To, że jesteśmy wykształceni, kulturalni nie chroni nas przed tym, że w
                  takich złych sytuacjach stajemy się bestią, o której nie wiedzieliśmy, że w nas
                  jest. Bezsilność i upokorzenie sprawia, że się zamykamy lub walimy na oślep.
                  Niewielu udaje się wyjść z tej sytuacji bez ran. Prawda jest taka, że nic nie
                  można zrobić, jeśli "dobrze" chce tylko jedna strona. Trzymaj się, jak długo
                  potrafisz. Jeśli znajdujesz choć trochę jasnych stron w codzienności, to
                  gratuluję. Tych co tak się wymądrzają teoretycznie - olej. Kto mówi, że Cię
                  rozumie, a sam tego nie przeżył, ten nie wie co mówi.
                  Pozdrawiam
          • dedevanderroove Re: List tygodnia 19.12.05, 19:49
            > dede - kobietom nie chodzi tylko o ich potrzeby seksualne.
            : Nie wiem o co chodzi kobietom. Kazda jest inna. Byc moze w tym wypadku nie chodzilo o seks.
            Autor lisyu poruszyl inny problem: "Nie rozwodze sie, bo dzieci straca ojca". Statystyki Sadowe potwierdzaj, ze ma racje. Tu w dyskusji tez nikomu nie miesci sie w glowie, ze w tym konkretnym przypadku, moze to ojciec, a nie "rozpustna" matka powinien miec prawo zajmowania sie dziecmi.

            Dede
    • dedevanderroove Re: List tygodnia 19.12.05, 15:57
      Niedlugo Jurek bedzie musial udowadniac, ze nie jest wielbladem. Ton wypowiedzi wyraznie pokazuje jakie jest spoleczne nastawienie do matek rozbijajacych rodzine i mezczyzn probujacych w takich sytuacjach pelnic role ojca.
      To nastawienie wyraznie widac w decyzhach Sadow, produkujacych polsieroty ... bo nowy tatus wiecej zarabia. Autor listu, doskonale, zdaje sobie sprawe, ze wystapienie o rozwod pozbawilo by dzieci kontaktu z ojcem. Nawet gdy to matka rozbila DZIECIOM rodzine.

      Dede
      • totalna_apokalipsa Re: List tygodnia 19.12.05, 16:36
        Nonsens...Znam matkę, ktra tak odeszła do kochanka -----> sad przyznał całkowite
        prawo do opieki nad dzieckiem ojcu, jej ograniczył i zezwolił na spotkania 4
        razy w miesiącu po 3 godz...No i co? wydaje mi się to? To po prostu tzreba wziąć
        prawnika, a nie pierdołę.
        • andrzejto1 Re: List tygodnia 19.12.05, 16:54
          trili srili, ja jestem samotnym ojcem i sądowi 1,5 roku zajęło przyjęcie do
          wiadmości faktu, że dzieci mieszkają ze mną. Pomimo nieobności mojej ex w
          kraju, niepłacenia alimentów, które powinienem dostawać na podstawie ugody
          sadowej z klauzulą wykonalności itp. Prawda szanowne Panie, próbujące tu
          wmówić autorowi pierwszego postu, że jest gorszy, chyba nie rozumieją, lub nie
          chcą przyjąć do wiadmości pewnych faktów. A mianowicie, pomimo istniejących w
          tym kraju tzw norm prawnych i tzw kodeksów, matka może z dzieckiem zrobić
          wszystko. Może nie pozwolić ojcu widzieć się z dzieckiem latami i można jej z
          tego powodu NAGWIZDAĆ!! A poza tym, nie każdego każdego stać na prawnika
          biorącego za sprawę po kilka tys zł. Więc może najpierw trochę wiedzy i
          informacji o sytuacji prawnej ojca w tym kraju, a potem dopiero udowadnianie
          komuś, że jest be.
          • totalna_apokalipsa Re: List tygodnia 19.12.05, 17:48
            No to własnie udowadniasz, że masz prawnika palanta i nie starasz sie nic z tym
            zrobić, tylko użalazasz się nad ogólnoświatowym losem gnębionych przez kobiety
            facetów.... Moja szanowna kolezaneczka ma ograniczone prawa rodzicielskie po
            trzech sprawach po pół roku dokładnie(!), a prawnik wcale nie kosztował faceta
            majątek. Po prostu był dobry- bo dobry prawnik, a drogi prawnik to nie to samo,
            co warto sobie wbić do głowy.
            • urke Re: List tygodnia 19.12.05, 21:19
              przepraszam ze sie wtracam ale czy wiesz ile kosztuje adwokat?
              wiesz w jakich okolicznosciach mozna koiecie ograniczyc prawa rodzicielskie?
              czy adwokat jest dobry czy zly dowiadujesz sie na koncu w dniu wyroku.
              jesli wiedze o sprawach w sadzie rodzinnym i zawodzie adwokata
              czerpiesz z amerykanskich filmow "psychologicznych" w ktorych dobry adwokat
              zbiera dowody, opracowuje strategie i mowe koncowa to powiem ci tak: zyj dalej
              w nieswiadomosci w oczekiwaniu na happy end.
              • totalna_apokalipsa Re: List tygodnia 20.12.05, 11:22
                Nie, drogi kolego, tak sie składa, że amerykańskich filmów nie oglądam i znam
                to bezpośrednio ze sprawy, która odbyła się w Polsce rok temu, oraz z drugiej
                sprawy, która odbyła się 2,5 roku temu w mojej najbliższej rodzinie.Zadowolony?
                I wiem, w jakim wypadku ograniczono kobiecie prawa rodzicielskie --------> nie
                była ani alkoholiczką, ani osoba z marginesu ku Twemu zdziwieniu i tez miała
                porządnego prawnika. Jak ktroś dowiaduje się, z ejego pranik jest dobry w dniu
                zakończenia sprawy(hahahah) no to rzeczywiście, nie dziwię sie, że dziecko
                zawsze zostaje z matką....
                • dedevanderroove Re: List tygodnia 20.12.05, 12:46
                  Znam, osobiscie, DWA przypadki, kiedy ludzie przezyli uderzenie piorunem. Czy moge stad wyciagnac wniosek, ze pioruny sa bezpieczne?
                  Statystyki sa lepsza metoda orientowania sie w otaczajacej rzeczywistosci. Tylko 3% ojcow starajacych sie w Sadzie o opieke "wygrywa". Reszta jest od dzieci IZOLOWANA:-(
                  Dlatego, faktycznie, jezeli kocha sie dzieci, lepiej znosic upokorzenia I byc z tymi dziecmi.
                  Do autora listu: Jak dlugo taka sytuacja cedzie trwala? Co bedzie jezeli to matka zlozy pozew rozwodowy I wyprowaszi sie z dziecmi do kochanka?

                  Dede
                  • igell Re: List tygodnia 21.12.05, 09:22
                    Nie wiem DEDE, tak naprawdę zupełnie nie wiem co robić. Sytuacja mocno skomplikowała się, gdy powiedziałem mojej żonie, że wiem o wszystkim. Z tolerancji, jej uczucie przekształciło się w nienawiśc do mnie.
                    Oczywiście, liczę się z tym, że złoży wniosek o rozwód, z jej obecnych działań widze, że już się do tego przygotowuje (rozkład pożycia gospodarczego). Ma świetną pracę, kupę kasy i żadnych skrupułów. Czyli jestem bez szans.
                    Pozdrawiam,
                    Jerzy
                    • andrzejto1 Re: List tygodnia 21.12.05, 09:47
                      Wcale nie jesteś bez szans. Teraz poczekaj na następny "wyjazd służbowy" i się
                      wyprowadź z dzieckiem. Niech ona się martwi co się dzieje. To, że ma świetną
                      pracę o niczym nie świadczy - bo na przykład nie ma czasu na zajmowanie się
                      dzieckiem!!. Teraz Ty musisz zdobyć dowody na to, że ma kogoś. Po prostu
                      dowiedzieć się kto to jest. Poza tym znaleźć świadków, lub poprzypominaj sobie
                      kiedy miały miejsce "wyjazdy" zapisz to wszystko i w sądzie skonfrontuj z jej
                      zeznaniami. Póki jesteście małżeństwem wystąp o bilingi komórek i telefonu
                      stacjonarnego. Z tego może sporo ciekawych rzeczy wyniknąć. I jak ma żonę, to
                      się z nią spotkaj i pogadajcie wspólnie co z tym fantem zrobić. Od tego w
                      zasadzie powinieneś zacząć.
                      No i najważniejsze: Spokój, spokój i jeszcze raz spokój. Wszystko to co
                      będziesz robił rób na zimno, bez emocji. Jak możesz to kup sobie dyktafon, lub
                      telefon z dyktafonem. Jak coŚ Ci się przypomni, to zaraz sobie nagrywaj, bo
                      pamięć jest zawodna. No i nie dawaj się złapać na przeprosiny i wybaczenia. Na
                      razie zabrałeś jej zabawkę, więc jest ciężko obrażona i w ogóle. Jak będzie
                      chciała Cię przepraszać i naprawiać, to Ok, ale na Twoich warunkach, to Ty masz
                      jej zrobić łachę, że się zgadzasz, a nie ona....
                      No i niestety adwokat. Skontaktuj się z SOPO i niech CI kogoś polecą.
                      • andrzejto1 Re: List tygodnia 21.12.05, 09:52
                        zapomniałem dodać. Poproś totalną apokalipsę o namiary na adwokata który
                        prowadził sprawę jego rodziniaka. Jeśli jest tak skuteczny, to wart jest tyle
                        złota ile sam waży....
                      • igell Re: List tygodnia 21.12.05, 15:44
                        Andrzeju, nie będzie następnego "wyjazdu służbowego"; zaczęła się bardzo pilnować. Dowód jej zdrady mam, o to jestem spokojny. Natomiast z udowodnieniem, że jest złą matką będzie duży problem. Bo nie jest. Owszem, angażując się w tamten związek odsunęła się siłą rzeczy trochę od nas wszystkich - trudno było to pogodzić czasowo. Ale stara się dbać o dzieci wtedy kiedy jest. Problem stanowi to, że ona chce sobie układać życie z kimś innym. Ale w tym idyllicznym obrazku ma też nasze dzieci. Które w takiej sytuacji ja tracę. Bez względu na to co zrobię i tak je w pewnym stopniu stracę. Tylko czas pokaże w jak dużym.
                        pozdrawiam
                        Jerzy
                        • andrzejto1 Re: List tygodnia 22.12.05, 14:26
                          więc nie czekaj jak na zmiłowanie, tylko działaj. Jeszcze raz Ci mówię. Poproś
                          totalną pokalipsę o namiary na tego adwokata i do czynów. Chłopie, chyba Ci ta
                          kobitka jaj nie wycięła???
                        • woolmark Re: List tygodnia 27.12.05, 00:43
                          Dyskusja poszła w kierunku walki z żoną o dzieci. Proponuję inne podejście.
                          Zebyś pomyślał o różnych sposobach załatwienia tej sprawy i wybrał ten, który
                          jest Ci najbliższy.

                          Inny sposób to próba dogadania się z żoną. Lepiej bez walki mieć możliwość
                          częstego kontaktu z dziećmi. Jeśli ona docenia Cię jako ojca i nie jest
                          pozbawiona uczuć do dzieci (a pewnie nie jest, skoro kiedyś się w Tobie
                          zakochała a Ty w niej), powinna na to przystać. Co więcej! Będzie jej to na
                          rękę! Chętnie spędzi czas ze swoim nowym, wtedy, gdy Ty zajmiesz się dziećmi.
                          Jeśli jeszcze ją na dnie serca kochasz, to zdanie Cię zabolało.
                          Pamiętaj, że dzieci potrzebują szcześliwego, kochanego i kochającego ojca, a
                          nie ojca przegranego, albo odwrotnienie, triumfującego nad matką. W dłuższej
                          perspektywie - nie jest dla nich dobrze, jeśli któreś z rodziców
                          jest "pokonane". Najlepiej dla Twoich dzieci (a i dla Ciebie też) będzie jeśli
                          utrzymasz z nimi częsty, dobry kontakt, potrafisz okazać szacunek ich matce
                          (niezależnie od tego jak bardzo Cię zraniła) i - najważniejsze - znajdziesz
                          kogoś i zbudujesz nowy związek oparty na miłości i szacunku.
                • urke Re: List tygodnia 20.12.05, 21:36
                  nie, nie jestem zadowolony, bo to swiadczy o tym ze twoja najblizsza rodzina
                  przezywa ciezki kryzys. jest niepelnowartosciowa. ale ciekaw jestem jak to
                  ograniczono prawa rodzicielskie tej kobiecie ktora nie byla ani alkoholiczka
                  ani z marginesu i ku mojemu zdziwieniu tez miala dobrego prawnika. napisz ku
                  przestrodze takich zon jak zona autora tego watku.
            • andrzejto1 Re: List tygodnia 20.12.05, 09:32
              a to ciekawe, bo mój kolega rozwodził się w Lublinie, adwokatkę miał ze
              wskazania jego wujasa, który jest szyszką w sądzie okręgowym. nb jedna z
              najlepszych adwokatek w tym mieście. Miał dziecko ze sobą i po 2 latach
              ostatecznie dostał dziecko pod warunkiem, że zrezygnuje z orzekania o winie.
              Gwoli ścisłości jego ex kwalifikowała się do prokuratora, bo nakrył ją jak się
              bzykała z kochasiem przy dziecku. Powtarzam jeszcze raz trwało to 2 lata!! po
              prostu Twój kumpel miał szczęście. i tyle.. WYjątek potwierdzający regułe..

              • totalna_apokalipsa Re: List tygodnia 20.12.05, 11:25
                > Gwoli ścisłości jego ex kwalifikowała się do prokuratora, bo nakrył ją jak się
                > bzykała z kochasiem przy dziecku.

                A miał na to świadków? Może własnie dlatego,że nie , sprawa ciągneła się dwa lata.
                • andrzejto1 Re: List tygodnia 20.12.05, 12:43
                  Jasne, ex się rżnęła w obecności dziecka i 15 świadków jeszcze.... Normalnie
                  Big Brother.....
                  1. Pedofilia i molestowanie seksualne nieletnich i małoletnich są ścigane z
                  urzędu na podstawie zeznań złożonych przez dziecko w obecności biegłego
                  psychologa, a nie na podstawie zeznań świadków, bo zwykle takie przestepstwa
                  odbywają się bez świadków.
                  2. Sąd w momencie powzięcia podejrzenia takiej sytuacji powinien skierować
                  wniosek do prokuratury, czego nie zrobił.....
                  3. 99% adwokatów klientów traktuje jako swój portfel, chcą sprawy pokończyć i
                  wziąć kasę, więc taki sam odsetek odradza ojcom walkę o dzieci. Tym bardziej,
                  że dla 15 klienta w tym dniu nie będą ryzykowali utraty układów w sądach.
                  4. Sądy ida po najmniejszej linii oporu i przyznaja dzieci matkom, bo nie muszą
                  się z niczego tłumaczyć. Przyznanie ich ojcu dopiero jest problemem,
                  szczególnie w razie apelacji.
                  5. Jakość Sądów rodzinnych pokazuje np mój przykład złozylem wniosek o: zgodę
                  na sprzedaż mieszkania, zgodę na zakup innego i o ustanowienie kuratora dla
                  dziecka (była współwłaścicielką mieszkania). Dostałem zgodę na: 1 i 3 a sąd nie
                  ustosunkował się do 2 w ogóle. Dzięki takiemu rozwiązniu postanowienie nie
                  podlegało apelacji bo nie było odpowiedzi odmownej. Dopiero notariuszka
                  wyśmiała to orzeczenie i narobiła zadymy w sądzie. Przewodniczący kazał mi
                  zakładać nową sprawę o zgodę na zakup, a dla kompletu po 2 miesiącach dostałem
                  do domu sprostowanie od sędziny i umorzenie sprawy o zakup, która zrobiłem
                  zgodnie z zaleceniem przewodniczącego...

                  Więc sprawa nie jest tak prosta jakby się wydało. Naprawdę jestem pełen podziwu
                  dla tego prawnika. Daj jego namiary na forum poszkodowanych ojców, a
                  gwarantuję, że do końca życia będzie miał zajęcie. A Ty też zarobisz, bo możesz
                  się dogadać na prowizję, czego Ci serdecznie życzę z okazji zbliżających się
                  świąt
                  • graga05 Re: List tygodnia 22.12.05, 04:53
                    Tak, statystycznie w 96% sady przyznaja opieke matce, chyba ze jest ona
                    alkoholiczka, kryminalistka, chora umyslowo... lub chyba, ze ojciec dziecka
                    jest bogaty z ukladami, wtedy zdobedzie przychylnosc kazdego sedziego i uzyska
                    dziecko. Tych przypadkow jest obecnie wcale nie tak malo. Nie chce opisywac
                    gehenne, ktora znam. Powiem krotko, te pare tysiecy dolarow wezmie kazdy -
                    sedzia okregowy, biegly psycholog, pedagog i kierownik RODK, sedzia sadu
                    rodzinnego, o swiadkach jednej i drugiej strony, czy tez adwokatach jednej i
                    drugiej strony nie wspominajac, (obydwie strony mozna przekupic). O,jesli
                    panowie nie macie tylu pieniedzy - to moze byc problem.
                  • miriam41 Re: List tygodnia 31.12.05, 22:33
                    Słuchaj Jerzy, nie uogolniaj.Może być tak a może być inaczej.Myślę , ze skoro
                    jestes dobrym ojcem, to matka twoich dzieci ,a do niedawna twoja slubna, na
                    pewno pozwoli spotykac ci sie z waszymi dziecmi.Dlaczego tak mysle? Bo tak
                    zrobiłam ja.Mamy separacje ale nie maja jej dzieci.Nie podoba mi sie czesto to,
                    co robi moj urzedowo wciaz maz ,ale nie przenosze tego na grunt ojciec-
                    dziecko.I moze tak i u ciebie byc.Zycze powodzenia.Nie mysl o niej zle, byc moze
                    wypalilo sie to co bylo, wiem , ze to boli.Minie...Nie namawiam do zadnych
                    terapii.Lepiej wybaczyc i zyc dalej.Ale to trudna sztuka.Mnie wybaczanie zajelo
                    4 lata.Takich listow jak twoj napisalam kilka koszy.To pomaga. Mysle, ze nie
                    umiem pisac na komputerze tego wszystkiego co mysle i czuje.Wspolczuje ci
                    .Pozdrawiam Miriam
    • xvqqvx Minęło pół roku, ale piszę. 17.06.06, 08:45
      Autor listu nieświadomie krzywdzi te dzieci i co gorsza czyni to w dobrej wierze. Zamiast dać wzór człowieka umiejącego zachować godność daje im wzór "lebiegi bez kości", którą każdy może pomiatać, a on i tak będzie tkwił w chorym układzie.
Pełna wersja