idatidat
01.04.06, 17:50
Panie pośle,
Jestem feministką. Praktykującą, nie filozofującą i nie bawiącą się w
politykę.
- Nie lubię, gdy nieznany mi facet całuje mnie w rękę. Jest to zachowanie, wg
mnie zastrzeżone dla okazania miłości i szacunku, ale w szczególnych
okolicznościach. Nie wszędzie i nie z każdym. Szczególnie jeśli facet łapie
mnie za rękę i ciągnie ją do góry, żeby nie musieć się schylać, a do tego
jeszcze przy tym się ślini. Błeee...
- Większość kobiet, które znam, nie ma wyboru: kariera albo rodzina. My nie
robimy kariery - my pracujemy, bo trzeba utrzymać siebie i ewentualne dzieci,
jeżeli się po drodze trafiły, a często jeszcze mężów, którzy nie zarabiają
wystarczająco dużo,żeby utrzymać rodzinę z jednej wypłaty, albo też nie
pracują wcale.
- My mamy czas na macierzyństwo i rodzinę, tylko świat nie ma do nas
cierpliwości, nie chce czekać aż wrócimy do pracy po odchowaniu czwórki
potomstwa, bo przy czwórce - to nawet papier toaletowy kosztuje więcej, niż
udaje się nam i ojcom naszych dzieci zarobić. A jeżeli jakaś desperatka -
"pis-patriotka" zdecyduje się na takie szaleństwo, to już na pewno znajdzie
świetnie płatną pracę, z możliwością chodzenia na zwolnienia (4! dzieci) i
awansowania.
- My nie chcemy dominować, to panowie coraz częściej nie radzą sobie z tempem
życia i coraz chętniej przekazują kobietom odpowiedzialność za siebie i swój
mały świat.
- My też nie lubimy, kiedy tacy eleganccy politycy, jak pan, zamiast zająć
się wreszcie uczciwą pracą na rzecz wyborców, wypowiadacie się publicznie na
tematy, których nie rozumiecie i stajecie się w sejmie: kłotliwymi babami
spod magla, lub bardziej w męskim stylu: zgrają kibiców z meczu
piłkarsiego.