List tygodnia

12.06.06, 13:00
chciabym ci wierzyc... U mnie jest wszystko w porzadku ,ale mam kolezanke ,
ktorej sie przytrafila podobna historia.Zwiazala sie z kims , kto mial juz
dwoje dzieci z innych zwiazkow, chcieli miec dzidziusia i sie dorobili , on
chcial bardziej patriarchalnego zwiazku , ona owszem legalizacji ale
partnerstwa tez. Zaczely sie klotnie i sie rozpadl zwiazek. On nie widzial
corki od roku , nie interesuje sie , wyprowadzil sie , z tamtymi dziecimi tez
nie ma kontaktu .Nie walczy nawet o to , moglo to dac do myslenia kumpeli ?
moglo ! Coz milosc jest slepa. Mam tez dwoch innych kumpli , ktorzy nie
widuja swoich dzieci , moze to przez brak kontaktu w newralgicznym okresie ??
Obejrzalam ostanio "Broken flowers" .Madry film dla egocentrycznych macho..
    • judyta2000 Re: List tygodnia 13.06.06, 17:25
      A mnie jest przykro, że mój tata przestał o mnie walczyć. Pamiętam, że jak
      miałam 8-10 lat próbował starał się bardzo, ale mama (która jest bardzo dobrą
      osobą) nie potrafiła poradzić sobie z faktem i starała się w ten
      sposób "odreagować" na zasadzie jeśli nie chciałeś być ze mną to nie będziesz
      też z naszymi dziećmi. Potem jak miałam 25 lat tata zachorował i mama
      powiedziała, że powinnam się z nim spotkać ponieważ zostało mu 2 miesiące
      życia.I bardzo się cieszę,że zdobyłam się na odwagę i spotkałam się z nim.
      Nigdy nie wracaliśmy do przeszłości, zostawiliśmy ją za nami. Tata zmarł po 2
      latach (3 tygodnie przed narodzinami swojej wnuczki), ale cieszę się,że
      przynajmniej przez 2 lata miałam ojca. Dlatego należy walczyć o dzieci do końca.
      • krasnolud-ludojad Re: List tygodnia 29.08.06, 23:32
        a !!!! i najważniejsze !!! tylko prostacy szukaja winnych !!!! mądrzy i myslący
        o innych szukaja winy w sobie ! miłych rozmyślań!!!
    • illiterate Re: List tygodnia 13.06.06, 18:11
      Prawda jest taka, ze w przypadku rozwodu 99,9% procent szans na opieke nad
      dzieckiem ma matka. Jasne - czesc mezczyzn po prostu nei ma ochoty na to, zeby
      dziecko to u nich mieszkalo, ale wlasnie przez to, ze 'dzieci sa bardziej
      matki', zdarzaja sie takie historie jak ta opisana - krzywdzi sie dzieciaka w
      imie wlasnej zemsty. A skolowane dziecko do konca zycia wierzy, ze to wina
      ojca, bo 'mama jest przeciez taka dobra i tak duzo juz wycierpiala'.
      • kocia_noga Re: List tygodnia 15.06.06, 08:45
        illiterate napisała:

        > Prawda jest taka, ze w przypadku rozwodu 99,9% procent szans na opieke nad
        > dzieckiem ma matka. Jasne - czesc mezczyzn po prostu nei ma ochoty


        no właśnie to te 99,8% nie ma ochoty...


        . A skolowane dziecko do konca zycia wierzy, ze to wina
        > ojca, bo 'mama jest przeciez taka dobra i tak duzo juz wycierpiala'.



        Serio? A nie wierzy,że wszystko złe przez tę wredną matkę, co oddzieliła od
        cudownego, mitycznego ojca?
        • illiterate Re: List tygodnia 15.06.06, 13:18
          Nie wiem, ile ojcow nie ma ochoty na opieke nad dzieckiem rozwodzie - nie znam
          statystyk.

          Jasne, ze dziecko czesto (jesli nie zawsze) wina za nieogladanie ojca obarcza
          matke. Podejrzewam, ze niektorym niedzielnym tatusiom w to graj - raz w
          tygodniu/miesiacu/kwartale wspolna z dzieckiem szalencza galopada po sklepach i
          kawiarniach, piec zabawek, ciastka, lody, zakonczone kinem i na takim kapitale
          ich kontakt kwitnie, tatus jest idealny i w ogole najlepszy. Moge sobie tylko
          wyobrazic jak to boli kobiete, ktora szarpie sie z codziennoscia.

          Ale przeciez o dziecko chodzi. I niczyja podlosc nie usprawiedliwia checi
          naszej.
    • ewaaa06 Re: List tygodnia 15.06.06, 13:07
      To przykre jesli jedno z rodzicow nastawia dziecko przeciw drugiemu. Czy miedzy
      doroslymi nigdy nie bylo milosci? Takie sprawy nalezy rozstrzygac miedzy soba-
      nie wlaczac w to dziecka. Dla dziecka kazde z rodzicow jest tak samo wazne i
      kochane - i takie powinno zostac.
    • bogula63 Re: List tygodnia 17.06.06, 12:48
      Znam tylko jednego faceta, który po rozstaniu z matką/żoną utrzymuje
      odpowiedzialne związki z dziećmi. Niestety, nie jest to mój -nadal-jeszcze-mąż.
      Ojciec moich/naszych córek nie chce płacić alimentów' wykazuje przed sądem, że
      zarabia tylko 400/m-c-------jest lekarzem.nie kontaktuje się, nie pomaga. Zimą,
      kiedy diagnozowałam młodszą w kierunku dystrofii kości zlekceważył
      sprawę.Starszą uważa za "nieswoją"...
      Były mąż mojej przyjaciółki zażądał po 1000 euro za dziecko za przewiezienie do
      Niemiec; od kilku lat nie zadzwonił do własnej wspaniałej trójki dzieci...
      Sąsiad z 2 pietra jeszcze rozpoznaje swoje doroślejące dzieci tylko dlatego, że
      jego kochanka zaprasza je czasami...
      Bądź spokojny, wytrwały i dobry---dziecko dorośnie i żaden sąd czy osąd nie
      zmieni jego pamięci.Pozdro!
    • e.beata Re: List tygodnia 17.06.06, 21:04
      Mogę tylko życzyć cierpliwości i nadziei.
      Zastanawiam się tylko dlaczego NIE WIDZIAŁEŚ syna od roku.
      To strasznie długo. Czy dziecko nie wychodzi na dwór?
      A co z dziadkami?? Też się na Ciebie obrazili, nie mogą wysłać zdjęcia, napisać
      cos o dziecku? A co z drugimi dziadkami - Twoimi rodzicami? Jak się domyślam
      też dostępu do dziecka nie mają, ale czy próbują coś zdziałać?
      A co z waszymi wspólnymi znajomymi, sąsiadami??? Wszyscy trzymają stronę
      żony??? Nie możesz od nikogo wydobyć zdjęć ze wspólnych dziecięcych imprez???
      Jakoś za mało desperacji widzę w Twoim postępowaniu.
      • tojazz Re: List tygodnia 24.06.06, 21:25
        dzięki Tobie i innyn wypowiadajacym sie za zainteresowanie sprawą i zyczenia....

        może istotnie za mało desperacji...wole chyba jednak zachowac wiare i
        wytrwałośc, niż desperację...trudno mi krótko odpowiedzieć na Twoje pytania,
        ale spróbuje...
        DLACZEGO NIE WIDZIAŁEM SYNA PONAD ROK?
        - najpierw (pierwsze miesiące) zupelnie nie miesciło mi sie w głowie, że matka
        dziecka zdecydowala sie kompletnie pozbawic mnie kontatku z Kuba; wystapilem do
        sadu o ustalenie kontatkow, nie godzac sie na dotychczasowe warunki
        (ograniczanie, ingerencje matki i jej rodzicow etc), 'za kare' matka dziecka
        zabroniła jakichkolwiek kontaktow; swiadomie zrezygnowalem z kontatkow
        typu 'tatus zaczajony w krzakach pojawia sie z ukrycia', bo i) po to wystapilem
        do sadu, by miec kontakty cywilizowane, ii) przypuszczalemlem, ze sad dość
        szybko rostrzygnie sprawe, a matka zaakceptuje wyrok (wiem, kompletna
        nawność...)
        - minęło parę miesiecy...moje interwencje w śądzie, u kuratora, bez
        efektu...dylematy (np. teoretycznie moge przychodzic na tymczasowo przyznane
        przez sad spotkania z synem w towarzystwie policji, ktora umozliwi mi wejscie
        do mieszkania matki dziecka. ale: CHCIAŁABYS, BY TWOJE DZIECKO KOJARZYLO TWOJE
        WIZYTY Z INTERWENCJAMI POLICJI, AWANTURAMI itd??? ja zdecydowalem, ze nie chce,
        no ale może rzeczywiscie za malo desperacji
        - obecnie:
        • kirke12 Re: List tygodnia 26.06.06, 22:13
          Cóż,myslę,że został ci dany czas na bycie ojcem,nie wykorzystałeś go,spaprałeś
          sprawę a teraz chcesz nadrobić zaległości.Bycie ojcem to nie praca na czas
          okreslony,ojcem jest sie raz na całe zycie,o każdej porze dnia i nocy,a nie
          tylko w momencie gdy wypada bądz ma sie na to ochotę.Snujesz wspaniałe
          perspektywy spedzenia z synem Dnia dziecka.Zobacz ile jest tych szarych pusto
          smutnych dni....czy na nie tez masz pomysł? Więzi nie buduje sie za pomocą
          prezentów i fajerwerków.Więzi tworzy miłość,bliskość, zaufanie....a
          ty..zawiodłeś..Ciągle sie dziwię dlaczego porzucanie rodziny nie jest
          karane.Wszak odpowiedzialność za tych których ściągamy na ten świat lezy po obu
          stronach.
          • dziubek Re: List tygodnia 29.06.06, 15:10
            kirke12 napisała:

            > Cóż,myslę,że został ci dany czas na bycie ojcem,nie wykorzystałeś go,spaprałeś
            > sprawę a teraz chcesz nadrobić zaległości.Bycie ojcem to nie praca na czas
            > okreslony,ojcem jest sie raz na całe zycie,o każdej porze dnia i nocy,a nie
            > tylko w momencie gdy wypada bądz ma sie na to ochotę.Snujesz wspaniałe
            > perspektywy spedzenia z synem Dnia dziecka.Zobacz ile jest tych szarych pusto
            > smutnych dni....czy na nie tez masz pomysł? Więzi nie buduje sie za pomocą
            > prezentów i fajerwerków.Więzi tworzy miłość,bliskość, zaufanie....a
            > ty..zawiodłeś..
            Skąd wiesz, że zawiódł jako ojciec? Gdzie to wyczytałaś?
            Skąd przekonanie, że albo jest się 100% perfekcyjnym tatusiem albo won od dzieci???

            >Ciągle sie dziwię dlaczego porzucanie rodziny nie jest
            > karane.
            Skąd wiesz kto kogo porzucił? Kto kogo wywalił za drzwi?

            >Wszak odpowiedzialność za tych których ściągamy na ten świat lezy po ob
            > u
            > stronach.
            Szkoda że prawo do bycia rodzicem już nie...

            I ten zupełny brak komentarza do postępowania matki dziecka. Taaaak, tak wygląda
            nowy wspaniały świat kobiet, które wiedzą czego chcą i wiedzą jak to osiągnąć.
            • kirke12 Re: List tygodnia 01.07.06, 08:44
              Cóż,wiem bo sam określił swoją sytuacje w poprzednich postach.
              To nie jest świat kobiet,które wiedza czego chcą,to jest świat kobiet
              porzuconych,zdradzonych i oszukanych,świat w którym niejedna zrezygnowała ze
              swojej kariery zawodowej stawiając na wyimaginowany dom i męża,który miał być
              tym,na którym one ten dom zbudują.Świat kobiet pozostawionych w sytuacji bez
              wyjścia,którym przypada tylko rola złego policjanta,bo nagrodą,zresztą czasem
              nieosiągalna jest ojciec.Zostalam sama z dwójką dzieci,z nauczycielska pensją,a
              mój mąż za wszelką cene stara się teraz wyrzucic mnie z domu bo mieszkanie jest
              jego a on potrzebuje tam zakwaterowac nowszy model.Więc ja juz nie pasuję..Snuje
              wizję szczęśliwego dzieciństwa moich dzieci z obca kobietą,bo sam jak twierdzi
              ze względu na pracę nie będzie mial dla nich czasu.Sąd wystąpił o ograniczenie
              mi praw rodzicielskich tylko dlatego,ze nie mam wlasnego locum a dzieci muszą
              mieć dach nad głową.......
              mam nadzieję,ze w koncu nadszedl czas dla kobiet,które wiedza czego chcą...
              Gdybym mogła cofnąć czas,spisałabym intercyzę a nie inwestowała w,jak sie
              okazało,tandetne uczucia..........
              Cóż dla wielu facetów małżenstwo i rodzina to tylko obraz przedstawiający
              jelenie na rykowisku o zachodzie słońca.W końcu jak każdy kicz,można go zawsz
              ściągnąć ze ściany i zamienić na coś bardziej oryginalnego.A
              dzieci???.........no.......przecież zawsze można odwiedzac.............
              • dziubek Re: List tygodnia 03.07.06, 15:50

                kirke12 napisała:

                > Cóż,wiem bo sam określił swoją sytuacje w poprzednich postach.

                Możesz zacytować?
    • krasnal45 Re: List tygodnia 25.06.06, 19:35
      Jestem facetem i właściwie powienienem zająć jedyne oczywiste
      stanowisko....jednakże powiem tak: facet, sam sobie jesteś winien, NIE MASZ
      ŻADNYCH PRAW.....i lepiej sie z tym pogódz... a teraz, SPADAJ!!! zdziwicie sie
      dlaczego tak mówię???? powtarzam jeszcze raz...jestem facetem i niestety ale w
      99,99% takich spraw racja jest po stronie kobiety...TAKIE SĄ FAKTY!!!
      • wdakra Re: List tygodnia 25.06.06, 20:23
        Nie znam statystyk i nie wiem, jaki jest procent mężczyzn, którzy walczą o to,
        żeby mieć kontakt ze swoimi dziećmi mając na względzie ich dobro, ani ile kobiet
        utrudnia te kontakty, żeby dokopać ich ojcu. Wiem jednak, że takie sytuacje się
        zdarzają i nie pzypisywałabym pochopnie całej winy za brak tych kontaktów ojcu.
        Akurat w mojej najbliższej rodzinie była podobna sytuacja.
        Popieram rodziców, którzy po rozwodzie przedkładają dobro dziecka nad własne
        urazy do byłego współmałżonka i współdziałają z nim dla dobra swoich dzieci, a
        jestem przeciwko tym, którzy używają dzieci do wzajemnych porachunków lub
        przestają się nimi interesować. Niezależnie od płci.
      • tojazz Re: List tygodnia 25.06.06, 21:04
        ciekaw jestem, jakie to FAKTY i RACJE po stronie kobiety, Krasnal....zanim
        spadne, chetnie sie dowiem...próbuję zrozumieć takie stanowisko, jak
        Twoje...załóż dla uproszczenia, że jestem marnym ojcem, a byłem takim sobie
        mężem...co to zmienia dla dziecka???

        pozdrawiam,
        Zbyszek
        • daniel40 Re: List tygodnia 26.06.06, 15:18
          tojazz napisał:
          > Twoje...załóż dla uproszczenia, że jestem marnym ojcem, a byłem takim sobie
          > mężem...co to zmienia dla dziecka???
          Co zmienia?! Wszystko, chłopie! Matka jest najważniejszą osobą w życie dziecka,
          najważniejszą kobietą w życiu mężczyzny. Wybacz stary, ale to nie facet rodzi
          dziecko w potwornych bólach, nie on je przytula, karmi, myje, przewija, kołysze,
          wstaje do niego w nocy, chodzi z nim na spacery, to nie facet rezygnuje dla
          dziecka na jakiś czas ze swojej kariery zawodowej. I jeśli dzieciak
          bezgranicznie kochający swoją rodzicielkę widzi, że ojciec nie szanuje, nie
          kocha jego matki, to jak myślisz, co czuje? Odpowiem ci z autopsji-wściekłość i
          nienawiść. Mój ojciec (za duże słowo) nigdy nie okazywał uczuć mamie, wyzywał i
          zdradzał ją, ale po rozwodzie matka nie utrudniała mi z nim kontaktów, nie
          nazywała go bydlakiem, choć na to zasługiwał. Tylko że ja nie chciałem się z nim
          widywać a jego wizyty były dla mnie męczarnią. Od 22 lat nie utrzymuję z nim już
          żadnych kontaktów, mimo że on do pewnego czasu desperacko o nie zabiegał.
          BTW nie jestem jakimś odosobnionym przypadkiem, mam przyjaciół z rozbitych
          rodzin, którzy żywią do swoich ojców taką samą niechęć, co ja. A jeżeli ty tak
          bardzo kochasz swojego syna, po jaką cholerę odchodziłeś od jego matki? Bo ci
          się znudziła?
          • tojazz Re: List tygodnia 26.06.06, 22:23
            współczuję Ci, Daniel40, Twojej historii, ale to nie moja i paru innych ojców,
            którzy walczą o kontakt ze swoimi dziećmi...z tego, że BYĆ MOŻE bylem marnym
            mężem i ojcem (trochę przesadziłem, dla wyostrzenia dyskusji), nie wynika
            niestety, że matka dziecka jest fajna, a ojciec be...oczywiście małe dziecko
            jest głównie zwiazane z matką, więc w sytuacji konfliktu MATKA - OJCIEC
            iodebrania mu jakiegokolwiek kontaktu z ojcem, wybierze matkę i jej opinię na
            temat ojca, BO NIBY CO MA ZROBIĆ 3-LETNI MALUCH???? ale to nie ma nic wspólnego
            z tym, jaki ten ojciec jest....to ja wystapilem do sądu o to, żebym mógł w
            cywilizowanych warunkach widywać się z synem (z kórym zawsze miałem dobry
            kontakt), a nie dostałem pozwu od byłej zony; to ja dowiedzialem sie z akt
            sadowych, ze jestem zboczencem, brutalem i alkoholikiem (aha, psychopata tez),
            o czym nigdy przedtem nie bylo mowy, co jest chyba oczywista proba zniszczenia
            mnie i jako ojca i po prostu jako czlowieka..dowiedzialem sie tez, ze kto inny
            wychowuje moje dziecko, kto zdaniem matki, duzo lepiej sie do tego nadaje...

            naprawde nie tylko o mnie chodzi... znam pare podobnych historii...różnie bywa,
            matki z definicji nie mają racji...ojcowie tez...małe dzieci nie maja ani
            mozliwosci ani koniecznosci decydowania, czy maja kochac mame czy
            tate...potrzebuja (wyjawszy przypadki skrajne) obojga....i tyle..

            pozdrawiam,
            Zbyszek
            • krasnal45 Re: List tygodnia 06.07.06, 10:42
              Sorry Zbyszku że nie odpisałem od razu, siła wyższa...myślę jednak że Daniel40
              udzielił Ci bardzo wyczerpującej odpowiedzi, a ja...hmmm...cóż, wciąż odnoszę
              wrażenie że po prostu szukasz dla siebie usprawiedliwienia i czekasz na post w
              gtórym ktoś pogłaszcze Cię po głowie...raczej na to nie licz...śmiem tak sądzić
              (w obydwu moich listach) dlatego, że mam nieco podobną sytuację z tym tylko, że
              moje dziecko ma JUŻ 21 lat, a ja JESZCZE nie odszedłem od żony choć mogłem to
              zrobić, co nie zmienia faktu że to właśnie ja czuję się winny...a jak jest
              naprawdę, jeden Pan Bóg wie...
          • 13monique_n Daniel40... 27.06.06, 15:49
            ... jestem kobieta, matka i za chwile byla zona. Wiele moze byc przyczyn
            rozejscia sie doroslych osob. A jednak nie wolno doroslym uzywac dzieci do
            odgrywania sie na wspolmalzonku, bo skoro juz zdarzylo sie nieszczescie i
            rodzina sie rozpadla, to trzeba nauczyc dzieci, ze szacunek jest mozliwy, nawet,
            kiedy ktos ma zupelnie inne poglady na zycie niz ja.
            I jeszcze jedno - moi rodzice sie rozwiedli, kiedy ja juz bylam dorosla.
            Rozwiedli sie za pozno, moim zdaniem. Powinni byli sie rozstac, kiedy jeszcze
            kolatala w nich resztka przyjazni. Dlatego, jesli juz nic nie pomoglo, zwiazek
            sie rozpadl - to lepiej sie rozstac. Wiem to z autopsji.
    • mrb62 Re: List tygodnia 07.07.06, 17:25
      A moja historia jest taka: mąż skrzywdził mnie tak mocno, jak tylko mężczyzna
      może skrzywdzić kobietę, rozstaliśmy się, kiedy nasz syn miał 2 lata, ale do
      głowy by mi nie przyszło utrudniać mu kontakty z dzieckiem. Przeciwnie,
      ponieważ świeżo upieczony "kawaler z odzysku", intensywnie ze swojej odzyskanej
      wolności korzystał, to ja musiałam mu przypominać, że nie przestał być ojcem.
      Dzwoniłam przy różnych okazjach, umawiałam na spotkania, sugerowałam wspólne
      eskapady i jakoś tak powoli, powoli ex-mąż poczuł się ojcem. Minęło kilka lat,
      ex ponownie się ożenił, teraz syn bywał u nich, chociaż nie wszystko mi się w
      tym układzie podobało,ale czego się nie robi "dla dobra dziecka". Znowu minęło
      trochę czasu, okazało się, że w tamtym związku dziecka nie będzie, więc ojcu
      jeszcze bardziej zaczęło zależeć na kontaktach z synem. Tak bardzo, że któregoś
      dnia znalazłam w skrzynce wezwanie do sądu z pozwem o odebranie mi dziecka.
      Okazało się, że jestem wyrodną matką, syn chodzi brudny, oberwany i zarośnięty,
      zaniedbany intelektualnie i społecznie np. nie umie jeść nożem i widelcem!
      Przyjaciółka po przeczytaniu tego pozwu, stwierdziła, że "nie wiedziała,że się
      przyjaźni z menelem", a kurator sądowa po wizycie w moim domu, przepraszała,
      mówiąc, iż myślała, "że trafi do meliny". Po roku spotykania się na rozprawach,
      opiniach kuratora i szkoły, przesłuchaniach świadków, sprawa została umorzona,
      a ja wylądowalam na leczeniu u kardiologa. Syn nadal kontaktuje się z
      ojcem,spędza z nim weekendy i święta, ale ja przed każdym jego wyjazdem
      zastanawiam się, czego tym razem dowie się o własnej matce. Rodzina i
      przyjaciele dziwią się, że ciągle zgadzam się na te spotkania, a ja mam tylko
      nadzieję, że syn nie jest już małym dzieckiem i będzie potrafił sam to kiedyś
      ocenić. A piszę o tym po to, żebyście nie przypisywali wyłącznie kobietom
      zdolności do składania pomówień i fałszywych pozwów. Panom też to świetnie
      wychodzi!
      • tojazz Re: List tygodnia 11.07.06, 22:00
        to co opisałaś, to kolejny dramatyczny przykład, jak niektórzy ludzie rozstajac
        sie, myślą tylko o sobie, używając dziecka do wzajemnych rozgrywek...czasem to
        ojciec, czasem matka, czasem pewnie oboje...szanuję to, że po rozwodzie
        dołożyłaś starań,żeby były maż nie zapomniał, że jest ojcem na całe życie...to
        co potem zrobił, kompromituje go całkowicie...domyślam się, pewnie z trudem,
        ile Ciebie, a przede wszystkim syna, kosztowało przejście tego
        wszystkiego...odnosząc się do własnych doświadczeń, zastanawiam się i `ciekaw
        jestem, co o tym myslisz: CO DALEJ? CZY PO TAKICH DOŚWIADCZENIACH MOŻNA
        WYBORAZIĆ SOBIE JAKĄKOLWIEK WSPÓŁPRACĘ PRZY WYCHOWANIU DZIECKA? CZY MASZ DOŚĆ
        SIŁY, ŻEBY WOBEC SYNA BRONIĆ OBRAZU OJCA? CZY WARTO RO ROBIĆ???

        to pytania, które sam sobie zadaje, wierząc, że odbuduję kontakt z synem...
        pozdrawiam,
        Zbyszek - autor listu tygodnia
        • mrb62 Re: List tygodnia 13.07.06, 02:24
          Zadajesz trafne pytania, ale obawiam się, że nie znam na nie odpowiedzi... Mogę
          Ci tylko powiedzieć, co robię ja. O współpracy trudno w tej sytuacji mówić,
          zresztą ex potrafi tylko krytykować, wsparciem dla mnie nie jest i nie był
          nigdy. Nasze kontakty ograniczają się w zasadzie do ustalanie terminów wizyt
          syna u niego i cieszę się, kiedy przebiegają bezproblemowo, bo kiedyś nawet to
          było punktem zapalnym. W rozmowach z synem temat ojca staram się pomijać, bo
          zawsze wyznawałam zasadę, że o ojcu albo dobrze, albo wcale, a teraz boję się,
          że "dobrze" brzmiałoby fałszywie, więc wolę nie mówić nic. Oczywiście pamiętam
          o różnych rocznicach: imieninach,urodzinach, Dniu Ojca i przypominam synowi o
          telefonie z życzeniami, ale nie kupuję już w jego imieniu prezentów, co kiedyś
          robiłam, sama też do życzeń już się nie przyłączam... Staram się zachować w tym
          wszystkim spokój i godność, ale nie zawsze jest to łatwe, zwłaszcza, gdy widzę,
          że druga strona tego nie docenia. Pytasz, czy warto? Nie wiem, ale ja nie umiem
          inaczej. Miałabym pretensje sama do siebie, gdybym uległa stereotypowi
          zgorzkniałej byłej żony, odgrywającej się na partnerze kosztem dziecka. Nie
          jestem gorliwą katoliczką, ale wierzę, że to jak postępujemy z innymi ludźmi,
          wraca do nas w tej lub innej formie, innymi słowy : "Kto wiatr sieje, ten burzę
          zbiera", a przeżycia ostatnich lat nauczyły mnie, że najważniejszą dla mnie
          wartością jest bycie w zgodzie z własnymi przekonaniami, że najgorzej jest, gdy
          czuję się źle sama ze sobą. Cudzą podłość potrafię znieść, swojej nie mogłabym
          zaakceptować. W takim duchu staram się też wychować syna i mam tylko nadzieję,
          że mój przykład okaże się silniejszy niż działania drugiej strony, bo gdyby
          miało stać się inaczej, to wtedy musiałabym Ci odpowiedzieć: NIE! NIE BYŁO
          WARTO! Pozdrawiam i życzę, byś w swojej walce o prawo widywania syna nie
          przekroczył granicy, po której trudno spojrzeć na siebie w lustro.
          • tojazz Re: List tygodnia 13.07.06, 22:36
            Dzięki za odpowiedź. Pytając Cię, CZY WARTO, liczyłem na pozytywną odpowiedź i
            nie przeliczyłem się. Cieszę się, bo inaczej to poczułbym się jak ten ostatni
            idiota na świecie, który wierzy w to, że gdy chodzi o dziecko (i parę innych
            spraw w życiu), warto włożyć dużo pracy, żeby powściągnąć zło w sobie, gdy jest
            się, a przede wszystkim dziecko, poniewieranym przez cudza podłość. Myslę, że
            mądrze myslisz i postępujesz, i też chce Cię w tym wesprzeć, bo na tym świecie
            nikt Ci sukcesu nie zagwarantuje. Chyba wszystko, co można zrobić, to czynić
            swoje, wierząc w mądrość swoich dzieci, mobilizując do tego dobrą energię
            innych i ...mając więcej niż trochę szczęścia.

            Jeszcze pare pytań. Czy masz wrażenie, że Twój syn rozumie Waszą sytuację, a
            zwłaszcza różnicę, między motywami Twojego postępowania? Czy dostrzega motywy
            obu stron? Czy mimo wszystko jakoś z Twoim ex zbliżacie się do wspólnego
            myslenia i działania w stosunku do syna?

            Życzę powodzenia i pozdrawiam
            • mrb62 Re: List tygodnia 14.07.06, 18:02
              Coraz trudniejsze zadajesz mi pytania, a ja zastanawiając się nad odpowiedzią,
              coraz wyraźniej widzę, jak bardzo jestem w swoich działaniach i staraniach
              osamotniona. Nie, niestety "nie zbliżamy się", jak to ująłeś w swoich
              staraniach wobec syna. Różne są tego przyczyny. Po pierwsze odmienny system
              wartości i myślenia o tym, co w życiu człowieka najważniejsze. Po wtóre, a może
              właśnie po pierwsze, ja jestem od prozy dnia codziennego, a ex od święta. Kiedy
              na sprawie sądowej, której zresztą był inicjatorem, został zapytany, dlaczego
              do tej pory nie interesował się postępami syna w nauce, ani nie kontaktował ze
              szkołą ( zarzut, że syn rzekomo nie osiąga wyników w nauce na miarę swoich
              możliwości, był jednym z kluczowych w pozwie), odpowiedział, że "skoro sąd
              powierzył opiekę nad dzieckiem matce, to on nie ma żadnego obowiązku
              interesowania się jego postępami w nauce". Taką postawę prezentuje także w
              innych sprawach dotyczących dziecka. Zabiera go do siebie co drugi weekend,
              dzielimy się wakacjami i świętami, ale wszystkie pozostałe kwestie i problemy:
              bytowe, zdrowotne, edukacyjne, wychowawcze i inne muszę rozstrzygać sama, bo
              ojciec nawet nie do końca się w nich orientuje, skoro w nich, z własnej zresztą
              woli czy raczej wygodnictwa, nie uczestniczy. Nie wiem, czy syn zna i rozumie
              motywy mojego postępowania, ponieważ nie chce na ten temat rozmawiać, a ja,
              przynajmniej na razie, nie chcę go przymuszać. W motywy działania mojego ex
              sama wolę nie wnikać, chcąc zachować resztki złudzeń... Jak widzisz sytuacja
              nawet przy maksimum mojej dobrej woli wcale nie jest różowa, i mogę sobie tylko
              życzyć zarówno ze względu na syna, jak i na samą siebie, oby znowu nie było
              gorzej. Pozdrawiam.
              • tojazz Re: List tygodnia 15.07.06, 22:55
                Dzięki za odpowiedzi ,zresztą zgodne z moimi oczekiwaniami. Pewnie już tak
                jest, że wciąganie dziecka w rozgrywki między rodzicami oznacza zasadniczy
                konflikt ich skali wartości. I chyba niewiele da sie potem zrobić...Pewnie, tak
                jak ja, zadajesz sobie pytanie, co mnie skłoniło, żeby z kimś takim jak ex,
                próbować zrealizować najważniejsze i chyba najtrudniejsze zadanie w zyciu -
                rodzicielstwo. Ja nie znajduje teraz zadnej dobrej odpowiedzi na to pytanie....
                Jednocześnie,widząc jak działaja sądy, zdaję sobie sprawę, że wyrok (wierzę, że
                będzie dla mnie korzystny) moze niewiele mi pomóc (była zona moze ten wyrok
                przez długi czas sabotować) i zdecydowanie lepsza byłaby jakas współpraca z
                nią. CZY MYSLISZ, ZE MOGĘ COS POJEDNAWCZEGO ZROBIC,CO MOGŁOBY ZMIENIĆ
                NASTAWIENIE EX, JESLI JESTEM WŁAŚCIWIE WPRASOWANY W PODŁOGĘ (ABSURDALNE
                OSKARŻENIA O: MOLESTOWANIE (!), STOSOWANIE BÓLU (!) I GŁODU (!!!) WYCHOWANIU
                DZIECKA ETC)?
                Chciałbym też spotkać syna, pokazać mu, że w ogóle istnieję i pamiętam o nim
                (nie widzialem go już 15 miesiecy), a mogę to zrobić wyłącznie znienacka, po
                ustaleniu, gdzie w ogóle mieszka. To pewnie oznacza kolejną awanturę w jego
                obecności , wywołaną przez jego opiekunów. Ale ćhyba lepsze to, niz czekanie
                nie wiem jak długo na badanie zlecone przez sąd? A chyba najgorsze, co się może
                zdarzyc, to gdy dziecko po latach starań pozbawionego z nim kontatku rodzica,
                nie chce się z tym rodzicem widywać. Niestety, znam takie przypadki...
                Pozdrawiam...


                • mrb62 Re: List tygodnia 15.07.06, 23:58
                  Wiesz, nie wiem, co mółbyś zrobić, bo ja w ogóle sobie takiej sytuacji, jak
                  Twoja nie umiem wyobrazić. Nawet w najgorszym okresie naszych relacji, gdy
                  byłam przez exa ciągana po sądach, syn utrzymywał z ojcem normalne kontakty:
                  jeździł do niego tak jak zwykle. Nie wiem, jakie są podskórne powody takiej
                  zapiekłej złości Twojej ex do Ciebie, ale pewne jest, że musisz iść na jakiś
                  kompromis. Może jednak zdobądź się na propozycję rozmowy, daj jej coś, o co tak
                  zajadle walczy. Przykro mi to stwierdzać, ale już pewnie sam wiesz, że jesteś
                  na pozycji petenta i jeśli chcesz coś zyskać, to coś musisz stracić. Nie wiem
                  co: godność? pieniądze? wygodę? To zależy od tego, co tak naprawdę stało się
                  między Wami, co spowodowało tak drastyczne działania Twojej ex. Z moich
                  doświadczeń wynika, że rozstrzygnięcia sądowe niczego do końca nie załatwią,
                  jeśli któraś ze stron tych rozwiązań nie zaakceptuje. Pytanie tylko, czy po tym
                  wszystkim stać Cię jeszcze na rzeczową i spokojną rozmowę z byłą żoną.
                  Podkreślam: rozmowę, a nie pyskówkę. Czy w ogóle macie ze sobą jakiś kontakt? I
                  weź pod uwagę, że czas działa niestety na Twoją niekorzyść. Lata mijają i syn
                  pewnie coraz słabiej Cię pamięta. To, o czym piszesz jest realnym zagrożeniem i
                  musisz zacząć działać, aby to zmienić, ale eskalacja zbrojeń pewnie nic tu nie
                  da. Więc może spróbuj dla odmiany działań pokojowych? Nie wiem, czy to
                  poskutkuje, ale chyba nie masz nic do stracenia? Może na początek zgoda na
                  widywanie dziecka w jej obecności, a jeśli ona ne chce się z Tobą widywać, to
                  może jej rodziców lub innej osoby, której ufa. Zastosuj taktykę małych kroków,
                  może to zadziała. Życzę Ci powodzenia i pozdrawiam!
                  • tojazz Re: List tygodnia 16.07.06, 22:14
                    Wiem, że ciężko to sobie wyobrazić. Mnie zajęło to trochę czasu, żeby
                    uświadomić sobie, że to nie koszmarny sen. Nie to, żebym uwazał siebie za super
                    fajnego partnera i ojca (z Kubą miałem niezła relację, nawet w sytuacji
                    skrajnego ograniczania mi kontaktu z nim i ingerencji w nie mojej ex i jej
                    rodziców). Ale próbę pozbawienia dziecka kontatku nawet z takim sobie ojcem na
                    zawsze - co właśnie się dzieje- uważam za bandytyzm. Próby ugody z moje strony
                    były (propozycja mediacji czy tez wycofania wniosku z sądu, jesli będę mógł
                    widywać małego), ale pewnie nie po to próbuje sie zrobić ze mnie potwora i
                    zboczeńca, żeby potem negocjować kompromisy. Decyzja sądu o widzeniach, która
                    mam, oznacza widzenia w miejscu zamieszkania dziecka, więc w oczywisty sposób
                    oznacza obecność kogoś z jego obecnych opiekunów. Może to, że moja ex jest z
                    facetem, który ponoć znacznie lepiej ode mnie pełni rolę ojca Kuby jest
                    wytłumaczeniem niebywałej determinacji drugiej strony.

                    Wierzę, że na dłuższą metę 'wygram', tj. odzyskam kontakt z synem. Wierze w
                    jego mądrość. Ale pewnie jest za to duża, okropna cena i nigdy nie będzie to
                    tak bliski kontakt, jaki mógłby być, gdyby nie został pozbawiony na tak długo
                    kontaktu ze mną (nie wiem, na jak długo jeszcze)i nie dowiadywał sie
                    systematycznie, jakim potworem jest jego tata.

                    Gratuluję Ci raz jeszcze rozwagi i mądrości.
                    Pozdrawiam
                    • mrb62 Re: List tygodnia 17.07.06, 16:31
                      Bardzo smutne są te Twoje listy i cała ta historia. Mam nadzieję, że może
                      któregoś dnia napiszesz, że coś się zmieniło na lepsze. Szkoda tylko, że pewnie
                      tak jak podejrzewasz, Twoja relacja z synem nigdy już nie będzie tak bliska i
                      silna, jak mogłaby być, gdyby nie miesiące ( oby nie lata! ) separacji. Ale tak
                      sobie myślę, że z tym problemem borykają się wszyscy rodzice z rozbitych
                      związków. Nie tylko ci, którzy nie sprawują bezpośredniej opieki nad dzieckiem,
                      ale także tacy jak ja. Teraz np. syn spędza cały miesiąc w domu ojca, dzielimy
                      święta i weekendy,także swoje jubileusze np. urodziny czy imieniny raz spędza
                      ze mną, raz z ojcem i często mam takie poczucie, że coś z życia syna tracę, coś
                      mi bezpowrotnie umyka. Także świadomość, że ktoś inny, w dodatku dla mnie
                      nieprzychylny, w tym czasie jest P.O. matki, nie jest dla mnie łatwa do
                      zniesienia. Również fakt, że jestem całkowicie odpowiedzialna za wykształcenie
                      i wychowanie syna, a w konsekwencji za jego przyszłość, narzuca mi określoną
                      rolę: często muszę być bardziej stanowcza i surowa, niżbym chciała; mówiąc
                      inaczej muszę być jednocześnie i matką, i ojcem, a taka schizofrenia nie zawsze
                      jest zdrowa dla naszych relacji. Dziękuję Ci za ocenę mojej postawy, tym
                      bardziej, że przez exa oceniana jestem jako osoba konfliktowa i kłótliwa,
                      lubiąca dominować i narzucać swoją wolę innym. Takie pochwały jak Twoja
                      pozwalają mi wierzyć, że nie jest jeszcze ze mną tak źle... Pozdrawiam i życzę
                      Ci determinacji i wytrwałości w Twoich działaniach.
                      • tojazz Re: List tygodnia 18.07.06, 21:36
                        To smutne, bo tak się czuję. Trudno mi to tym pisać, trudne emocje
                        wracają...Chętnie napiszę, jak zmieni sie coś na lepsze....Jak chcesz dostać
                        coś na swoją skrzynkę, to zostaw jakis adres...Jeśli nie, to zajrzyj kiedyś na
                        to forum...

                        Dziekuję za tę rozmowę i za słowa wsparcia.

                        Życze powodzenia i pozdrawiam,
                        Zbyszek
    • krasnolud-ludojad List tygodnia 29.08.06, 23:07
      człowieku ty nie słyszałeś że casting do filmu "Tato" juz się zakończył? główne
      role zdobyli Linda i Pazura !!!! więc przestań się wygłupiać bo ten film jest
      chyba z 1999 lub 2000 roku !!!! a tak swoją drogą jeśli tak ci strasznie zalezy
      na dobru dziecka to czemu nie potrafisz sie porozumieć z byłą partnerką (
      piszesz inteligentną ) ????? może ty w tym względzie masz mniej i daltego nie
      potrafisz??? sąd ??? no tsrasznie ci "współczuję" ! świetne rozwiązanie ! wiesz
      co ? papier zniesie wszystko ale Ty wiesz jaka jest prawda więc się głęboko nad
      nią zastanów żebys nie został na stare lata ( może je już masz?) pieniaczem
      procesowym dla zasady ! moze troche spózniony ten komentarz ale nie wwzystkie
      wyborcze kupuję ale od czego jest internet ? mozna tam znaleźć masę
      desperatów , którzy czują się lepiej bo coś napisali ! bez względu na prawdę i
      rzeczywistośc ! ZAISTNIELI i przekazali światu "swoją prawdę " ( może
      subiektywną) Kolego ! Siebie nie oszukasz! Ten artykuł świadczy że nie radzisz
      sobie ani z rzeczywistościa ani z prawda ani nie potrafisz chyba zrobiś
      rozrachunku z własnym życiem ! więc cóż ? troche samokrytyki, prawdziwych mysli
      o dziecku ( nie takich na potrzeby gazety ) ! swoich racji nie wsadzisz w ramki
      i nie postawisz na telewizorze zeby było Ci lepiej ! to nie reality show ! to
      Zycie ! obódź się !i zamiast tracić czas na żewne listy do gazet pomyśl o
      rodzinie , którą straciłeś ... byś może przez siebie ...
      • potala1 Re: List tygodnia 30.08.06, 22:31
        witam,
        mam 30 lat niedlugo sama bede miala dziecko
        rodzice rozwiedli sie gdy mialam 7 lat, wczesniej byli w sepracji
        mama mi mowila, ze jak bylam mala ojcice szalal za mna, uwielbial mnie
        po rozwodzie nie mialam z nim zadengo kontaktu, wyjechal za granice alminety
        mialam przyzanwane przez sad, on nie poczuwal sie do odpowiedzialnosci (mimo ze
        wczesniej bylam jego ukochanka coreczka) powiem wam jedno, twierdze, ze jak
        matka jest normalna osoba mozna wychowac dziecko samotnie, wychowac szczesliwie
        i Zbyszku mysle ze (to tylko moje zdanie) nikt by mi dziecka nie odebral gdyby
        maz zabral mi dziecko bym je porwala (co zdarzylo sie u mojego kolegi gdy byl w
        przedszkolu)
        uwazam, ze dziecko bez jednoo z rodzicow mozna wychowac, oczywiscie dosc dugo
        bylam na etapie nie wierzenia mezyczom i jestem na nim w dalszym ciagu. nie
        wyobrazam sobie zaleznosci finansowej od meza i wine za to ponosi moj ojciec
        mysle jednak ze niektorzy ludzie nie zasluguja na bycie ojcem, matka, a jak sie
        jest madrym czlowiek i tak mozna wychowac na szesliwich ludzi
        nie wypywa z tego zadna madra konkulzja, ale jakos nie wierze, ze ty taki dobry
        a ona taka zla, nie wierze jak sie chce to mozna wiele zrobic, nie wierze ze
        ktos moglby zabronic mi kontaktu z dzieckiem (zawsze mozna dogadac sie z
        zona-tak normalnie)
        pzdr

        • tojazz Re: List tygodnia 03.09.06, 13:22
          hej,

          dzieki za te wypowiedz, choc jest dla mnie momentami gorzka....masz swoje
          smutne doswiadczenia z ojcem, ktory Cie zostawil..

          mówisz, ze - z jednej strony - mozna wychowac szczesliwe dziecko bez drugiego
          rodzica, a z drugiej, ze nadal jestes na etapie nie wierzenia mezczyznom...to
          jest pewnie ta cena, ktora dziecko placi...DLACZEGO MA TAK BYC, JEZELI OBOJE
          RODZICE CHCA UCZESTNICZYC W WYCHOWANIU DZIECKA, NAWET JESLI NIE SA RAZEM???

          nigdzie tez nie pisalem, ze 'ja taki dobry, a ona zla'....swoj udzial w
          rozpadzie tego zwiazku oczywiscie mam...sadze po prostu, ze NIC nie
          usprawiedliwia pozbawienia dziecka mozliwosci jakiegokolwiek kontaktu z ojcem i
          brutalnego zabijania tego obrazu w jego oczach...

          zbyt dlugo naiwnie wierzylem,ze - jak piszesz - 'zawsze mozna dogadac sie z
          zona-tak normalnie' (propozcje rozmow, mediacji etc - wszystko odrzucowne)i po
          czesci dlatego mija 1,5 roku, jak nie widzialem syna..

          poZdrawiam
      • tojazz Re: List tygodnia 03.09.06, 13:31
        z ta głębią mysli i ortografią, to chyba nawet giertychowskiej matury byc nie
        dostał(a)...nie załamuj się jednak, arogancja i buta są teraz w cenie...nie
        wszytko w końcu musisz rozumieć...
Pełna wersja