Kazimiera Szczuka. Hit: 'Dziewczyny, wyjdźcie z...

08.01.07, 22:54
> Że niby heteroseksualne jest znane, więc normalne, a reszta - do wora?

Mniej więcej tak, ale dlaczego od razu "do wora"?

Czy się to komuś podoba, czy nie, heteroseksualne stosunki międzyludzkie i
wynikające z nich procesy społeczne są znaczną większością w populacji.
Dlatego też wszelkiego rodzaju odchylenia od tej średniej zawsze będą
kwalifikowane przez ową większość jako odmienność. I co z tego? Świadomość
czyjejś odmienności nie musi wszak równać się pogardzie czy agresji dlań.

Granice owej grupy "odmieńców" są zresztą bardzo płynne. Żyją jeszcze ludzie,
którzy urodzili się w czasach gdy homoseksualizm był karany śmiercią, a
posiadanie nieślubnego dziecka równało się śmierci cywilnej (gdzieniegdzie na
świecie zresztą nadal tak jest). Dziś samotna matka jest kimś zupełnie
zwyczajnym, a jeżeli ktoś homoseksualistów jeszcze gdzieniegdzie nie
akceptuje, to raczej już niedługo. Proces ten ma charakter ciągły i założę
się, że stopniowo akceptację społeczną zdobywać będą także i ci dziś zupełnie
wyklęci, jak np. zoofile, nekrofile czy nawet pedofile, którzy nie krzywdzą
innych (bo to wszak zupełnie możliwe). Piszę to bez zgrozy czy ironii - tak
po prostu toczy się ten świat i nie ma co się na niego obrażać.

Pzdr
    • panirka Re: Kazimiera Szczuka. Hit: 'Dziewczyny, wyjdźcie 22.01.07, 23:52
      Gdzie można przeczytać pełny tekst tej książki. chciałabym się wypowiedzieć z
      racji osobistych doświadczeń, ale ale znam tylko jeden artykuł pod tym samym
      tytułem.
    • hajota Re: Kazimiera Szczuka. Hit: 'Dziewczyny, wyjdźcie 23.01.07, 01:24
      kapitan.kirk napisał:

      >
      > Granice owej grupy "odmieńców" są zresztą bardzo płynne. Żyją jeszcze ludzie,
      > którzy urodzili się w czasach gdy homoseksualizm był karany śmiercią,

      ??? Na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat? Kiedy i gdzie był karany
      śmiercią? Z czystej ciekawości pytam, bez podtekstów.
    • zdanka1 Re: Kazimiera Szczuka. Hit: 'Dziewczyny, wyjdźcie 23.01.07, 10:33
      "dziewczyny, wyjdzcie z szafy" przyjezdza sie promować do mnie wraz z autorka
      do jedenj księgarnio-kawiarni w srodę . Mam zamiar się udać:)
      • alexwr leczenie dewiacji 26.01.07, 09:59
        Nienasycenie
        Czwartek, 6 lipca 2006
        Ozon 06:10


        Czy przyczyną problemów homoseksualistów jest tylko nietolerancyjne
        społeczeństwo? A może raczej leży ona we wnętrzu człowieka?

        Wielu homoseksualistów czuje się nieszczęśliwymi, samotnymi i nierozumianymi
        przez otoczenie. Przeważnie są to osoby bardzo uczuciowe i nadwrażliwe, przez
        co cierpią w dwójnasób. Jeden z prekursorów terapii dla homoseksualistów w
        Holandii prof. Johan Leonard Arndt wspominał, że jego pacjenci najczęściej
        użalali się na samotność, depresje i brak stabilizacji w kontaktach z innymi.

        Działacze ruchów gejowskich uważają, że problemy te mają swoje źródło w
        nietolerancji i dyskryminacji ze strony społeczeństwa. Czy rzeczywiście jest
        to główny powód? W Holandii tego typu przyczyny zostały w dużej mierze
        ograniczone. Homoseksualizm jest nie tylko powszechnie akceptowany, lecz
        także prawnie usankcjonowany, łącznie z legalizacją związków jednopłciowych i
        nadaniem im prawa do adopcji dzieci. A jednak skala problemów neurotycznych
        wśród gejów wcale się nie zmniejszyła. Pim Fortuyn, lider prawicowej partii
        holenderskiej zamordowany przez lewackiego ekologa, niedługo przed swoją
        śmiercią wyznał, że homoseksualizm jest dla niego jak zniewolenie, a ceną za
        ten wybór jest straszliwa samotność. A przecież znajdował się u szczytu
        popularności i sławy. Także badania naukowców z amerykańskiego uniwersytetu
        stanu Indiana wykazały, że o pomoc psychiatryczną lub psychologiczną prosiło
        aż 60 proc. gejów, którzy sami twierdzili, że są „dobrze przystosowani
        społecznie”. Holenderski psychiatra prof. Adrianus Dingeman de Groot dowodzi,
        że homoseksualiści mają poczucie wrażliwości typowe dla neurotyków i są
        bardziej rozchwiani emocjonalnie niż heteroseksualiści. Być może więc źródło
        niepokojów znajduje się nie w otoczeniu, lecz we wnętrzu osoby?

        Oferta dla nieszczęśliwych

        Wielu homoseksualistów, którzy nie są w stanie pogodzić się ze swoją
        orientacją, decyduje się na terapię. Zawsze jednak musi być to krok
        dobrowolny. Terapia trwa kilka lat. Polega głównie, tak jak większość terapii
        dla osób neurotycznych, na wglądzie we własną psychikę i na wewnętrznym
        zmaganiu. Powodzenie zależy od motywacji danej osoby, jej wytrwałości i
        szczerości wobec siebie. Ponieważ najsilniejsza jest motywacja religijna,
        niektóre grupy terapeutyczne (jak np. EHAH założona w 1975 r. w Amsterdamie
        przez Johana van der Sluisa) wprowadzają do praktyki psychologicznej elementy
        formacji duchowej. Jak mówi van der Sluis, który sam przez wiele lat był
        aktywnym gejem: – Nasza oferta jest skierowana do tych, którzy jako
        homoseksualiści czują się nieszczęśliwi i niepogodzeni ze sobą. Nie chcemy
        nikogo zmieniać na siłę, chcemy tylko pokazać homoseksualistom, że nie są
        skazani na biologiczny determinizm, że istnieje dla ich sposobu życia
        alternatywa, że istnieje dla nich nadzieja.

        Gejowski styl życia wiąże się często z dużą rotacją partnerów. Przychylny
        środowisku gejowskiemu Instytut Kinseya opublikował w roku 1978 głośny
        raport, w którym połowa badanych homoseksualistów w USA przyznała się do
        kontaktów z co najmniej 500 różnymi partnerami seksualnymi. Pracownik
        amsterdamskiego ośrodka terapeutycznego Allard Buhre, niegdyś
        homoseksualista, przyznaje, że tak duża zmienność partnerów wynika z ciągłego
        niezaspokojenia i nienasyconej tęsknoty. Geje wpadają w ciąg nieustannych
        poszukiwań, ponieważ drugi mężczyzna nigdy do końca nie jest w stanie dać
        tego, co może dać kobieta – uważa van der Sluis, w którego ośrodku udaną
        terapię przeszło kilkuset homoseksualistów.

        Za mało ojca, za dużo matki

        Nie ma żadnego dowodu naukowego na to, że homoseksualizm jest zjawiskiem
        wrodzonym, dziedzicznym, uwarunkowanym genetycznie lub hormonalnie. Gdyby
        homoseksualizm był wrodzony, wówczas bliźnięta jednojajowe, mające ten sam
        genotyp, powinny mieć taką samą orientację: albo homo-, albo heteroseksualną.
        Tymczasem z badań prof. J.D. Rainera wynika, że wiele bliźniąt jednojajowych
        różni się między sobą orientacją płciową. Z kolei badania prof. W.H. Perloffa
        wykluczyły wpływ hormonów na powstanie homoseksualizmu. Z drugiej strony nie
        ma też dowodu odwrotnego – całkowicie wykluczającego biologiczny determinizm.


        Istnieje natomiast wiele udokumentowanych przypadków pojawienia się
        homoseksualizmu wskutek nabycia takich preferencji w procesie socjalizacji
        (np. wśród chłopców wykorzystywanych seksualnie w dzieciństwie przez
        starszych mężczyzn). Do takiego zdania przychylają się m.in. psychologowie
        Karen Horney, Charles Socarides, Marcel Eck, a nawet seksuologowie
        sympatyzujący z ruchem gejowskim, np. William Masters i Virginia Johnson,
        którzy twierdzą, że źródłem homoseksualizmu są „nabyte preferencje”.

        Holenderski profesor Gerard van den Aardweg, który prowadzi terapię
        homoseksualistów od 1967 r., uważa pociąg seksualny do osób tej samej płci za
        zaburzenie emocjonalne, rozwijające się już w dzieciństwie i w okresie
        dojrzewania. W ciągu niemal 40 lat psycholog zdołał przeprowadzić udaną
        terapię ponad 600 osób. Przy czym udaną terapię definiuje on jako osiągnięcie
        trwałej dyspozycji do zawarcia stałego związku heteroseksualnego.

        Głównym źródłem homoseksualizmu są, zdaniem van den Aardwega, nienormalne
        relacje z matką, zwłaszcza zaś z ojcem. Najczęściej chłopiec jest albo zbyt
        rozpieszczany przez matkę, albo niedoceniany przez ojca (często jedno i
        drugie), co powoduje, że wpada w kompleks niższości na punkcie swojej
        męskości. Podręcznikową wręcz ilustracją takiego przypadku jest casus
        brytyjskiego reżysera zmarłego na AIDS Dereka Jarmana, który w dzieciństwie
        był rozpieszczany przez nadopiekuńczą matkę, a zarazem ciągle bity i poniżany
        przez ojca. Kanadyjski lekarz Irving Bieber, który zajmował się wieloma
        homoseksualistami, stwierdził, że nie spotkał wśród nich ani jednego
        przypadku normalnej relacji między synem a ojcem.

        Nic więc dziwnego, że w krajach zachodnich terapie homoseksualistów cieszą
        się coraz większą popularnością, choć wielu psychologów – także w Polsce –
        uważa, że to niemożliwe (patrz ramka). W roku 1997 Amerykańskie
        Stowarzyszenie Psychiatryczne opublikowało nawet oświadczenie, w którym
        wezwało swoich członków do zaniechania terapii homoseksualistów jako
        nieetycznej i nieskutecznej. Prof. van den Aardweg uważa decyzję ATP za
        krzywdzącą wobec wielu homoseksualistów: – Gdybym się do niej zastosował –
        mówi – nie pomógłbym wielu osobom, które z rozpaczy wyły do pustych ścian. Do
        dziś utrzymuję kontakt z moimi byłymi pacjentami, spotykamy się, wielu z nich
        ma żony i dzieci, to są ludzie zupełnie inni niż kiedyś. Cieszę się, że
        pomogłem wielu z nich zbudować szczęśliwe życie.

        Katarzyna Abramowicz, Amsterdam
Pełna wersja