bezsuflera
21.01.08, 15:56
Proceder sprzedawania gender jako nauki kwitnie. Ale mają one tyle
wspólnego z naukowością co „naukowy” marksizm. Naukowiec
(antropolog, socjolog, etnograf czy historyk itd.) zajmuje się
opisywaniem interesujących go zjawisk, próbuje zrozumieć ich
mechanizmy. Tyle i aż tyle. Gdy zaczyna zjawiska te wartościować czy
oceniać lub je próbować kształtować to przestaje być naukowcem i
staje się ideologiem. Tego uczy się studentów (i studentki) na
pierwszym roku studiów humanistycznych i społecznych. I to jest
grzech główny gender - im nie wystarcza opis i analiza zjawisk. Z
resztą panie nie kryją się z tym: „Dlatego warto porozumieć się z
aktywistkami i antropologami badającymi społeczeństwa (…). Wspólnie
można wypracować właściwe standardy”. Abstrahując od
tych „standardów” (zapewne w guście rozważań na temat „prawa do
legalnej i bezpłatnej aborcji” jako „pełni praw” kobiet). Najgorsze
jest to, że ludzie związani z gender ubierając się w profesorskie
togi i epatując naukowymi stopniami i tytułami próbują przebudować
społeczeństwo według własnych przekonań, uważając że są posiadaczami
jedynej PRAWDY, która da ludziom prawdziwą wolność. Brzmi znajomo?
Nic dziwnego. Wystarczy postudiować trochę klasyków – przepraszam –
klasyczek gender by znaleźć swojsko brzmiące nuty np. świadomość
feministyczna (dawniej: klasowa). Gender na wyższej uczelni ma taki
sam sens jak instytuty marksizmu i leninizmu. To po prostu ubieranie
w naukowe szatki ideologii feministycznej. Równie dobrze można by
było pootwierać na uczelniach Katedry Liberalizmu i Instytuty
Nacjonalizmu. Tyle tylko, że to z nauką nie ma nic wspólnego. Jeśli
na państwowej uczelni za państwowe (czyli nasze) pieniądze utrzymuje
się gender to równie zasadne było by otwarcie instytutu astrologii.
Jedno i drugie mają dokładnie tyle samo wspólnego z nauką.
Gender nie poprzestaje na prostym (czasami prostackim) odwoływaniu
się do dorobku nauki (rozumianej jako całość). Wszystko bije chyba
zdanie „po 1989 r. odnowił się nacjonalizm” w Polsce, wypowiedziane
przez osobę ze stopniem doktora nauk. Coś podobnego można usłyszeć
na spotkaniach pozostałości komunistycznego betonu lub w
białoruskiej telewizji. Albo Pani Doktor nie rozumie terminu
nacjonalizm, albo lewicowa (lewacka?) świadomość przesłania jej
rzeczywistość.