Dodaj do ulubionych

Porozmawiajmy o kasie

30.06.08, 17:57
I bardzo dobrze! Ja nie kupowalem, ale zone namowilem do edukacji a nie pracy.
Teraz oboje wychodzimy z zalozenia ze zakup mieszkanaia czy domu to zwykla
glupota i rozrzutnosc a czlowiek staje sie niewolnikiem banku ktory robi
pieniadze nie tylko na naszych splatach, ale takze kosztem naszego zycia
(podporzadkowany styl zycia zarobkowi na minimalnym poziomie by moz dokonywac
splat).

Potem jak splacimy to bedziemy bardzo mlodzi, czyli gdzies w wieku 80 lat
bedziemy wolni i mogli sie zabawaic jak mlodzieniaszaki... jak dozyjemy.

Pieprze placenie bankowi. Co mi z domu po latach? Siwe wlosy od jego
pilnowania i remontowania? Dzieci i tak nie mieszkaja w tyych samych murach co
starzy. Nawet jesli dom zyska na wartosci (watpie bo to tylko "naciaganka"
banku by zlapac niewolnika) to co ja z tymi pieniedzzmi zrobie? Podaruje. To
haruje cale zycie by je podarowac. No to ile dla kogo jest warte zycie? To nie
jest cos co sie przelicza na pieniadze, ludzie!

Pieprze to i wydaje na tani wynajem oraz podroze i hobby. odkladam tylko na
drobna emeryture tak by moc wynajac male mieszkanko (poza tym trzeba na
edukacje dzieci jak ije ktos ma). Zeby umrzec to naprawde potrzeba
kawalerke.... a swiat poza wlasnymi murami jest duzy i ciekawy... i toczy sie
tak szybko ze warto na niego patrzec z bliska a nie zza sterty rachunkow domowych.
Obserwuj wątek
    • doc_holiday Re: Porozmawiajmy o kasie 30.06.08, 18:23
      "Tani wynajem"? Tzn ile? W Wawie średnia cena wynajmu kawalerki to
      ok 56 zł/ m kw. Zakładając, że kawalerka ma ok 20 m kw, masz 1120 zł
      miesięcznie za sam wynajem. I będziesz musiał je płacić do końca
      życia. Raty kredytu są niewiele wyższe i przynajmniej coś za to
      masz. Wg mnie wynajem to wyrzucanie pieniędzy.
        • niagara8 mieszkam sama, zarabiam dobrze 30.06.08, 19:48
          pracuję w budżetówce, mieszkanie kupiłam sobie sama (60m -miasto
          pwyżej 100tys mieszkańców|)Mam partnera(nie żeruję na nim).Mamy
          swoje majątki.Dzieci absolutnie nie planujemy.Wszystkie sprawy
          finansowe rozwiązujemy otwarcie i po partnersku.Czy to takie
          trudne?!!!Myślę, że nie, pod warunkiem, że myśli się głową, a nie
          inną częścią ciała.
          • xegar Re: mieszkam sama, zarabiam dobrze 01.07.08, 00:31
            niagara8 napisała:

            > Dzieci absolutnie nie planujemy. Wszystkie sprawy
            > finansowe rozwiązujemy otwarcie i po partnersku.Czy to takie
            > trudne?!!!Myślę, że nie, pod warunkiem, że myśli się głową, a nie
            > inną częścią ciała.

            Bez dzieci to rzeczywiście nie jest trudne. Zatem nie planujesz dzieci, ale czy planujesz spokojna emeryturę? Kto Ci na nią zarobi, jeśli nie dzieci Tych, których nie będzie _stać_ na otwarte rozwiązywanie problemów, po partnersku jak u Ciebie? Oni poniosą koszt ubranek, mebelków, książek, lekarstw, zwolnień z pracy itd. Którą częścią ciała "myślisz" gdy szydzisz z nich? Nie masz się czym chwalić. Jesteś pasożytem.

            Xe.

            PS. Honor zwrócę, jeśli owo "nieplanowanie dzieci" ma oznaczać urodzenie ich w takiej liczbie, jaką Bóg Wam da. Przeczuwam jednak, że tu nie o taką interpretację chodzi.
            • 7y8u Re: mieszkam sama, zarabiam dobrze 01.07.08, 00:40
              xegar napisał:

              > Bez dzieci to rzeczywiście nie jest trudne. Zatem nie planujesz
              dzieci, ale czy
              > planujesz spokojna emeryturę? Kto Ci na nią zarobi,

              Na spokojną emeryturę to każdy musi sobie ODŁOŻYĆ samemu. Oczywiście
              zamiast w fundusze czy nieruchomości można inwestować w dzieci,
              tylko że ryzko takiej "inwestycji" jest nie mniejsze niż w przypadku
              funduszy emerytalnych - żeby ktoś utrzymał własną rodzinę i jeszcze
              rodziców, to musi zarabiać kilka razy więcej od średniej krajowej.


              > Nie masz się czym chwalić. Jesteś pasożytem.

              Pasożytem to jest "wcześniejszy emeryt", który w wieku lat 55
              dostaje taką samą emeryturę, jak ktoś, kto wpłacał sobie tyle samo,
              a pracował o 10 lat dłużej. Nie mówiąc już o rolnikach, którzy
              otrzymują tyle samo, co drobni przedsiębiorcy, mimo że płacą
              dziesięciokrotnie niższą składkę.
              • xegar Re: mieszkam sama, zarabiam dobrze 01.07.08, 06:43
                7y8u napisał:

                > zamiast w fundusze czy nieruchomości można inwestować w dzieci,
                > tylko że ryzko takiej "inwestycji" jest nie mniejsze niż w przypadku
                > funduszy emerytalnych

                Zważywszy na ostatnie wyniki funduszy emerytalnych, wynikające z giełdowej recesji (w skali 3 lata jeszcze ujdzie, ale tegoroczne - wszystko na minus), uważałbym dzieci za pewniejszą inwestycję. No i najlepszy fundusz emerytalny nie poda Ci jedzenia ani nie zmieni pościeli. Zawsze to musi być czyjaś ręka. Ukraińska, hinduska, ale polska nie, bo nasze polskie ręce obsługują staruszków we Włoszech, Grecji, Niemczech, Anglii... Tam już mają problem z brakiem potomstwa. Pieniądze są. Czasem i potomstwo jest, ale nie ma czasu, więc tylko płaci.

                > rodziców, to musi zarabiać kilka razy więcej od średniej krajowej.

                Zgodzisz się ze mną, że problem leży w wysokości owej średniej krajowej i konieczności opłacania obecnych paso.. emerytów. To dlatego nie można odłożyć. Nasze państwo jest przykładem takiego źle funkcjonującego związku.

                Nie potępiam osób nie posiadających dzieci, ale chwalenie się takich, jak to sobie świetnie radzą nie planując dzieci, jest nietaktem. Sam mam dwójkę (inaczej: bilans zerowy, ale więcej nie dam rady) i wiem jak duża to różnica w budżecie.

                Xe.
                  • ml130676 Re: każdy ma prawo decydować o swojej przyszłości 01.07.08, 10:24
                    W tym kraju mamy wielki burdel. Z jednej strony: etos rodziny, matki-
                    opiekunki domowego ogniska, wielka religijność, a z drugiej strony:
                    zero warunków, podstaw i argumentów do posiadania dzieci w tym
                    kraju. Mam 2 córki i jeszcze nie spotkałam się z zachwytem i
                    szacunkiem w związku z owym faktem. Moi "rozmodleni" znajomi-
                    katolicy, sąsiedzi, pracodawcy albo mi współczują, albo pukają się w
                    czoło, albo wyśmiewają za plecami. Państwo nie pomaga (nie chodzi tu
                    o finanse w postaci zasiłków do ręki, ale np. łatwiejszy dostęp do
                    żłobków, przedszkoli, tańsze leki itp.), kościół rzuca frazesy
                    o "owieczkach pod opieką Pana", w pracy muszę non stop udowadniać,
                    że fakt, iż jestem kobietą, a do tego matką nie mają wpływu na
                    jakość wykonywanych przeze mnie czynności, choć nigdy nie zwalniam
                    się z powodu dziecka, nigdy nie mówię o dzieciach i nikt (szefowie,
                    współpracownicy) nigdy ich nie widzieli, bo robię wszystko, żeby
                    sfera prywatna absolutnie nie zahaczała o sprawy zawodowe, staram
                    się być bezpłciowa, bezwiekowa, beznamiętna, robot wykonujący
                    obowiązki, niewidzialna jako kobieta i matka...Banki nie lubią
                    rodziców z dziećmi, pasażerowie komunikacji miejskiej okazują
                    wrogość, służby społeczne nie pomagają, a tylko oceniają. Z
                    perspektywy lat bycia matką mogę stwierdzić z całą pewnością, że to,
                    co wewnętrznie mnie raduje (że mam dzieci) jest absolutnie
                    niepraktyczne z punktu widzenia ekonomii człowieka i małżeństwa.
                    Zresztą, małżeństwo też jest niedobre, bo w razie kłopotów, trzeba
                    jeszcze utrzymywać partnera. Najlepsze jest więc - radzić sobie
                    samemu, uważać na wrogów, nie wierzyć w przyjaciół, wszystko dla
                    siebie i wokół siebie. Obranie innej drogi życiowej to często
                    strzelanie sobie samobója.
                    • lucusia3 Re: każdy ma prawo decydować o swojej przyszłości 01.07.08, 10:58
                      ml130676 - my chyba żyjemy na innych planetach. Ja też jestem matka dwójki dzieci. Sąsiedzi, jakkolwiek też katolicy chwalą i pytaja sie o moje dzieci, częstują je owocami z własnego ogrodu, ieją sie jak widza ich jakieś wyczyny, o których mogę niewiedzieć. W pracy (pracuje w prywatnym sektorze) opowiadam o dzieciach - często z szefami właśnie wymieniamy śmieszniejsze historie i tzw. "mądrości rodzicielskie". Nie mam problemów, gdzy zdarza się, że muszę wyjść wcześniej na zebranie czy coś podobnego - nic na tym nie tracą, bo i tak przecież odpracuję, więc im obojętne kiedy. Mam kredyt hipoteczny, dostałam bez problemu. Nie musze utrzymywac partnera, ale dzielimy wydatki na dwie osoby, co uważam za dużą ulgę.
                      Nie jestem też bezpłciowa i bezwiekowa - absolutnie widać kim jestem. Jednoczesnie jestem dobrym fachowcem, profesjonalistą i ci którzy mi placą doskonale o tym wiedzą, bez względu na wysokośc obcasa, kremy przeciwzmarszczkowe czy problemy z zatruciem pokarmowym u syna.
                      • ml130676 Re: każdy ma prawo decydować o swojej przyszłości 01.07.08, 11:30
                        Do czasu, do czasu...punkt widzenia zależny od punktu siedzenia, że
                        tak powiem. Co zrobić jeśli obracam się w gronie, gdzie "dzieci nie
                        ma i nie będzie" (do wyboru: "poszły już w świat", para jest
                        bezpłodna, para świadomie rezygnująca z rodzicielstwa, stare panny,
                        zapalczywi kawalerowie, bezdzietne wdowy) i ludzie reagują
                        alergicznie na matki z dziećmi? Spróbuj zmienić pracę, zobaczysz, że
                        nie wszędzie jest raj.
                  • moniowiec Re: każdy ma prawo decydować o swojej przyszłości 01.07.08, 10:25
                    a ja z mężem mam dziecko (na razie jedno), mamy posady o pensum średniej
                    krajowej, a mimo tego odkładamy co miesiąc pieniadze (ja na koncie
                    oszczędnościowym i w funduszu, mąż na lokacie i w akcjach). mieszkamy w
                    mieszkaniu rodziców męża (płacimy czynsz, oni mieszkają w innym mieście), nie
                    kupujemy agd i rtv na raty bo uważamy że to głupota, przecież można zarobić.
                    pierwszym zakupem wspólnym było kupno pralki i to wcale nie na raty. mamy
                    oddzielne konta, mąż płaci rachunki a ja robię zakupy i jest ok. i można.
                    • surminka Re: każdy ma prawo decydować o swojej przyszłości 01.07.08, 10:57
                      Wspólną kasą trzeba umieć jeszcze zarządzać. My z mężem mamy wspólne konto już od paru lat i uważamy, że to bardzo fajna sprawa. Oczywiście dobrze mieć jakieś zaskórniaki na własne zachcianki, ale grunt to zaufanie do siebie nawzajem. Bez tego ZAUFANIA i wspólnej postawy życiowej to niewiele wychodzi, bo albo jest się parą singli mieszkających razem, albo się rozstaje.
                    • plosiak Re: każdy ma prawo decydować o swojej przyszłości 01.07.08, 11:00
                      Można. Jak się mieszka w mieszkaniu rodziców męża i nie trzeba płacić kredytu. A
                      najlepiej jeszcze wcześniej w totka wygrać.

                      Z racji wykonywanego zawodu mam wiele do czynienia z rozwodami i nie jestem w
                      stanie zrozumieć ludzi, którzy mieszkają 20 lat w cudzym mieszkaniu/domu a
                      później, gdy małżeństwo się rozpada mają pretensje do wszystkich dookoła, że nie
                      mają gdzie mieszkać. Oczywiście nikomu tego nie życzę, żeby jasność była. Na
                      100% były mąż i jego rodzice się wypną, a kobieta z dziećmi nie ma gdzie
                      mieszkać, pensję ma na poziomie średniej krajowej na może wystarczy na wynajem
                      kawalerki. Fantastyczna perspektywa. Choć Ty i tak jesteś w dobrej sytuacji, bo
                      pracujesz. A większość rozwódek "zajmowała się domem" i wielki zonk później.
                      • ml130676 Re: każdy ma prawo decydować o swojej przyszłości 01.07.08, 14:28
                        No właśnie...kilkanaście lat temu usłyszałam taki tekst znajomej
                        (byłyśmy wtedy jeszcze w liceum):"mieszkania są drogie, ale ja mam
                        babcię, więc po jej śmierci będę ustawiona". Z kilku opcji wolę
                        jednak myślenie "kredytem", a nie "spadkiem". To w kwestii moralnej.
                        A w kwestii praktycznej - masz świętą rację, nawet najbardziej
                        wydumane i wyidealizowane związki potrafią się rozpaść z różnych
                        powodów, ale jak dochodzi do rozwodu, to w kwestii kasy nie ma
                        przebacz. Nic się wtedy nie liczy, a fakt, że porzucona żona wraz z
                        dziećmi wyląduje na bruku lub w kawalerce schorowanej matki nikogo
                        nie obchodzi. To ona jest tą przegraną, choć często nie zawiniła,
                        lecz mąż miał kryzys wieku średniego i nie w smak mu było dalsze
                        życie ze starzejącą się żoną i dziećmi, którymi trzeba się zająć po
                        pracy, gdy żona akurat robi pranie i się nie rozerwie. Obserwuję to
                        w swojej rodzinie od lat: ojciec i jego żona, a moja macocha nie są
                        idealnym małżeństwem, nie układa im się, za co winą można obarczyć
                        niezgodność charakterów, różnice w wykształceniu, poglądach
                        politycznych etc. Mieszkanie jest taty, dostał je od rodziców, tata
                        lubi skoki w bok, ale małżeństwo trwa w najlepsze, bo żona nie ma po
                        prostu dokąd pójść. I żyje w niepewności, a "nóż-widelec" mąż ją
                        wykopie z domu, a jej miejsce zajmie młodsza? Dzieci są już duże,
                        niedługo "pójdą w świat"...żona taty nie ma nic własnego, nic, nie
                        pracuje,nic ich nie wiąże. Ale 20-lat temu nie myślała o takiej
                        perspektywie, jak się czyta za dużo książek Danielle Steel, to się
                        potem ląduje z ręką w nocniku.
                        • kretynofil Popieram ten tekst o Danielle Steel :) 01.07.08, 14:48
                          W kwestii moralnej tez sie zgadzam - tez bym nie potrafil czyhac na smierc
                          dziadkow, zeby sie do ich mieszkania wprowadzic :)

                          Co do rozwodow, rozpadu zwiazkow, to nie do konca sie z Toba zgadzam.
                          Oczywiscie, masz racje, ale nie widzisz (pokazujesz?) calej prawdy. To nie jest
                          tak, ze jesli para kupi mieszkanie razem to od razu jest lepiej i nic zlego ich
                          nie czeka, albo sa bardziej bezpieczni.

                          "Plac Zbawiciela" wystarczy jako doskonaly przyklad tego, jak moze sie skonczyc
                          przeinwestowanie i nieumiejetnosc liczenia. Rowniez "liczenia na siebie nawzajem".

                          A konkretnie, jakbys filmu nie widziala: problemy finansowe, a o te latwo przy
                          pochopnym podejmowaniu decyzji, ktorych konsekwencje ciagna sie latami, potrafia
                          zniszczyc kazdy zwiazek - zwlaszcza jesli ludzie sa slabi. Nie ma sie co
                          oszukiwac - wszyscy jestesmy slabi i jesli zabraknie nam do pierwszego, wyjdzie
                          z nas wszystko co najgorsze...

                          Tak wiec nie generalizujmy - na pewno warto podejmowac decyzje w oparciu o
                          rozsadna kalkulacje: jesli ktos jest mlody, jego kariera sie zaczyna, dzieci na
                          razie nie ma w planach, to lepiej wynajac, byc elastycznym. Jesli jednak dojdzie
                          sie do pewnego etapu to mozna sobie pozwolic na stabilizacje - ale tylko jesli
                          warunki sa odpowiednie, a decyzja jest przemyslana z kazdej strony.

                          Moim zdaniem na chwile obecna warunki w Polsce sa raczej na "sprzedawac i to jak
                          najszybciej" niz na "kupowac". W tym konktekscie pewne decyzje mozna jeszcze
                          odlozyc, zastanowic sie, poszukac - poskromic na jakis czas naturalna ludzka
                          chec "zalatwienia sprawy tu i teraz" i ponowne sprawdzenie opcji.

                          Zycie potrafi zaskoczyc!

                          ----------------------------------------------

                          Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
                          internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba czerpiaca
                          perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z kretynami. Milej
                          lektury :)
                          • plosiak Re: Popieram ten tekst o Danielle Steel :) 01.07.08, 15:14
                            Ale nikt nie mówi, że jeśli para kupi mieszkanie to czeka ich dozgonna illyda i
                            życie różami usłane. Natomiast w przypadku rozpadu związku np. po 15 latach,
                            sprzedaje się mieszkanie i każdy zabiera swoje zabawki. Ale jak kobieta mieszka
                            w mieszkaniu męża/dziadków męża itd. to nic nie dostanie.
                            • kretynofil Fajnie to liczysz :) 01.07.08, 15:26
                              To znaczy co? Jak ludzie zarabiaja w sumie 4000 PLN netto (dla przykladu) i
                              kupuja mieszkanie, ktore kosztuje ich 2000 PLN miesiecznie a potem je sprzedadza
                              to cos im zostanie, a jak mieszkaja u "dziadkow" jednej osoby to nic nie zostanie?

                              A te 2000 PLN miesiecznie, ktorych NIE WYDAJA i ktorych polowa jest WLASNOSCIA
                              kobiety, bo ona je do domu przynosi? Gdzie one znikaja?

                              Strasznie mi sie podoba, ze jak wszyscy byli przekonani ze ceny beda rosly do
                              nieba, to pieniadze (z wzrostu wartosci) im sie cudownie pojawialy, a teraz jak
                              ceny spadaja, to pieniadze zaoszczedzone na niekupieniu mieszkania znikaja.

                              Bardzo kreatywna ta Wasza ksiegowosc :) Az mam ochote zapytac o oceny z
                              matematyki :)

                              ----------------------------------------------

                              Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
                              internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba czerpiaca
                              perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z kretynami. Milej
                              lektury :)
                              • plosiak Re: Fajnie to liczysz :) 01.07.08, 18:39
                                Ty liczysz jeszcze lepiej. Ludzie, którzy nie mają własnego mieszkania i
                                powiedzmy mieszkają u dziadków i mają 4000 zł dochodu nie odłożą 2000
                                miesięcznie. Chyba, że będą trawę jeść. W 90 % przypadków oszczędności zostaną
                                wydane na potrzeby życia codziennego, wczasy itp. Przy poziomie dochodów 4000
                                zł, nie licząc dzieci, bo wtedy tyle kasy nie styknie nawet.

                                I nie za bardzo rozumiem, w jaki sposób można "zaoszczędzić" na niekupowaniu.
                                Mieszkania poszły w górę o ok. 100% w ciągu ostatnich 2-3 lat. Nawet jeśli ceny
                                spały o ok. 10%, to i tak ktoś kto nie kupił w dobrym czasie musi dać 90% więcej
                                niż 2-3 lata temu. Jeśli liczy na to, że ceny spadną poniżej tamtego poziomu, to
                                powinien się do specjalisty zgłosić. Nawet jak miał 5 z matematyki ;)
                • 7y8u Re: mieszkam sama, zarabiam dobrze 01.07.08, 13:02
                  xegar napisał:

                  > Zważywszy na ostatnie wyniki funduszy emerytalnych, wynikające z
                  giełdowej rece
                  > sji (w skali 3 lata jeszcze ujdzie, ale tegoroczne - wszystko na
                  minus), uważał
                  > bym dzieci za pewniejszą inwestycję

                  Hehe, czyżbyś należał do tych dziwnych ludzi, którzy myśleli, że
                  fundusze bedą przynosić kilkadziesiąt procent przez kolejnych 50
                  lat? W dłuższej perspektywie (20-30 lat) takie inwestycje przynoszą
                  średnio ok. 8%, i jest to rzecz ogólnie wiadoma. Ja pieniądze z
                  funduszy już dawno przeniosłem na lokaty bankowe, bo teraz to się
                  najbardziej opłaca. A jeśli ktoś dysponuje większymi sumami, to może
                  inwestować np. w nieruchomości (te dobre), które nie tylko nie tracą
                  na wartości, ale przynoszą zysk z najmu.

                  A tak poza tym, to chciałbyś być dzieckiem urodzonym w celu
                  zabezpieczenia rodziców na starość? Bo ja nie.

                  • xegar Re: mieszkam sama, zarabiam dobrze 01.07.08, 14:49
                    7y8u napisał:

                    > Hehe, czyżbyś należał do tych dziwnych ludzi, którzy myśleli, że
                    > fundusze bedą przynosić kilkadziesiąt procent przez kolejnych 50
                    > lat?

                    Nie, ale w okolicy 2000 r., kiedy kazano mi wybrać OFE, nie miałem ani wyboru, ani powodów (jeszcze) aby widzieć że to lipa. A teraz z tego trudno byłoby się wycofać.

                    > średnio ok. 8%, i jest to rzecz ogólnie wiadoma. Ja pieniądze z
                    > funduszy już dawno przeniosłem na lokaty bankowe, bo teraz to się
                    > najbardziej opłaca.

                    Tzn. co, zrezygnowałeś z OFE? Da się tak?

                    > A tak poza tym, to chciałbyś być dzieckiem urodzonym w celu
                    > zabezpieczenia rodziców na starość? Bo ja nie.

                    Na podstawie moich wypowiedzi można wyobrazić sobie, że marzy mi się wielki, wielopokoleniowy dom, w którym młodsi się opiekują starszymi. Ja (też) tak nie chcę. Ale mówi się głośno, że Europa się starzeje. Nie wierzę, aby dało się tą tendencję odwrócić, ale wiedząc z własnego doświadczenia, ile to zachodu wychować dwójkę dzieci, będę "gasił" cwaniaków, chwalących się jacy to oni sprytni, bo wyrzekli się kłopotu związanego z dziećmi. Oni to wymieranie Europy przyspieszają. Niestety, cwaniacy kościelni w takim świetle wypadają jeszcze gorzej. W moim wymarzonym, idealnym świecie, Rodzice (albo raczej Pan Domu) zarabiają na tyle dobrze, że są w stanie nie tylko utrzymać rodzinę, tzn. zapłacić za jedzenie i rachunki, ale jeszcze opłacić dobrą edukację, zdrowie, od czasu do czasu wczasy lub jakąś inną akcję umacniającą więzi. Zarobki o których mowa w artykule, to wegetacja. A one wynikają z chorej polskiej gospodarki, wysokich podatków i tego typu spraw, z którymi nic nie zrobiono od 19 lat.

                    Xe.

                    PS. Wspomniałem "raczej Pan Domu". Szacun dla Kobiet próbujących prowadzić życie zawodowe oprócz drugiego etatu (!) jakim jest rodzina. To że kobiety nie chcą głupieć przy garach rozumiem, ale w praktyce pogodzenie tego wydaje mi się utopią. Niemniej, Panie, próbujcie. Nie będę nawet wypominał tego, że w ten sposób odbieracie pracę mężczyznom, bo problem leży w nędzy w ogóle, a nie w tym ile kto jej dostaje.
                    • leszczka Re: !!! 27.07.08, 12:34
                      Nie wiem, ile masz lat i jakie wykształcenie, ale znałam kiedyś pewną
                      sympatyczną staruszką (ponad 90 lat), która od skończonej 7 klasy podstawówki do
                      emerytury pracowała jako pomoc w zakładzie krawieckim, i która od lat wygłaszała
                      te same (makabryczne) poglądy:
                      -nie byłoby bezrobocia i problemów z młodzieżą jakby matki siedziały w domach i
                      oddały miejsca pracy mężczyznom
                      -państwo i prywata są złe, bo okradają porządnych ludzi.

                      Włosy się jeży, gdy czyta się takie posty jak Twoje!
                      Nie będę tego komentować, zaproponuję jedynie poczytać coś więcej z zakresu
                      ekonomii i gospodarki.

                      Po drugie: WPISZ W GOOGLE "OFE" I DOCZYTAJ DO KOŃCA.

                      Nic dziwnego, że czujesz się oszukiwany skoro NIE WIESZ CO PODPISUJESZ I CO
                      WYBIERASZ (?).

                      OFE to obowiązkowy fundusz emerytalny zwany II filarem, którego nie można
                      traktować, jako sposobu na pomnażanie majątku. Zgodnie z ustawą masz prawo do
                      zarządzania przynajmniej części swoich środku wpłacanych na poczet swojej
                      przyszłej emerytury. Z tego tytułu jesteś ZOBOWIĄZANY do wyboru jednego z
                      otwartych funduszy emerytalnych.

                      To o czym pisze 7y8u to fundusze INWESTYCYJNE (m.in. 3 filar), za pomocą
                      których, w różny sposób, (np. giełda) można próbować pomnażać oszczędności.
                      Fundusz inwestycyjny MOŻE ale NIE MUSI być powiązany z funduszem emerytalnym.

      • comment2 Wyjdziesz za dziada będziesz klepać biedę ...... 30.06.08, 18:57
        Wyjdziesz za "dziada" będziesz klepać biedę całe życie dziewczyno.Ty
        się będziesz starać a on i tak nie oprze się pierwszej pokusie bo
        biedny facet=zakompleksiony. Morał: nie warto. Wiem coś o tym bo sam
        jestem facetem. Jak tylko możesz staraj się "ustawić" od samego
        początku. Życzę powodzenia !
        • anvill Re: Wyjdziesz za dziada będziesz klepać biedę ... 01.07.08, 12:08
          Podałeś przepis na piekło w domu?
          Nie twierdzę że mało istotna jest kasa ale ważna jest kasa do której
          się dochodzi własnymi rencami. Po prostu trzeba znaleźć sobie
          partnera do wspólnego życia a nie człowieka do tego żeby sie przy
          nim "ustawić". Sorry ja szukałem kobiety która będzie bystra i wie
          co to jest partnerstwo od rodziców moglibyśmy dostać ale nigdy nie
          wzieliśmy - bo to nasze życie - jestem zaje... szczęśliwym
          człowiekim. Może mówie z perspektywy osoby której finansowo sie w
          życiu powiodło ale tak moja żona jak i ja nie osiągnelibyśmy tego
          bez wsparcia na które zawsze ja i ona mogliśmy od siebie liczyć. Jak
          słyszę o tekstach że laska wstydzi sie "poprosić" o kase na jedzenie
          dla ich dziecka to oczy przecieram ze zdziwienia - co tacy ludzie
          robią ze sobą w życiu????!!!!
      • ml130676 Re: Porozmawiajmy o kasie 01.07.08, 09:58
        A wpieprzanie się w kredyt to niby co? Nic innego, jak niewolnictwo
        i wyrzucanie pieniędzy (ilukrotnie więcej płacisz za pierwotną
        wartość mieszkania?). I możesz spłaty własnego kredytu nie dożyć.
        Albo w pewnym momencie tracisz pracę i nie masz z czego dalej tych
        rat płacić. A banku to nie interesuje. Za parę lat wartość twojego
        mieszkania, na którego spłatę tyrasz i tyrasz, znacząco spadnie i
        nie załatwisz problemu sprzedażą, na której nie zyskasz. To nie jest
        tak, że jak masz mieszkanie na kredyt, to jesteś jego właścicielem,
        jest TWOJE. Ono cały czas należy do banku, niestety. A Ty tkwisz w
        miejscu, które jest Twoim więzieniem i spłacasz do usranej śmierci.
        Ja nie widzę różnicy pomiędzy wynajmem a kredytem. Raty kredytu też
        nie są małe i do tego zmienne, taka rosyjska ruletka. Nic stałego.
        Jedyny plus posiadania mieszkania na kredyt zamiast wynajmu
        (zakładając optymistycznie, że cię nie wypieprzą z pracy, firma ci
        nie splajtuje, TIR po tobie nie przejedzie, żona cię nie puści
        kantem zabierając połowę majątku etc.) to pewność, że możesz tam
        mieszkać, póki płacisz. A z wynajmem jest tak, że jak się
        właścicielowi odwidzi, to ci się każe wyprowadzić w ciągu
        (optymistycznie) miesiąca, oczywiście donikąd. Więc częściowo
        przyznam ci rację, choć cię na początku "zjechałam", że są plusy
        posiadania kredytu mieszkaniowego, które oczywiście nie powinny
        przesłaniać nam minusów. Pozdrawiam.
    • rav107 Re: Porozmawiajmy o kasie 30.06.08, 18:54
      Nic nie jest czarno-białe. Pamiętajmy że wynajem mieszkania w
      Warszawie kosztuje mniej więcej tyle samo co rata kredytu na podobne
      mieszkanie.

      Tak więc jeżeli masz kredyt, to wiążesz się na wiele lat z bankiem,
      ale płacisz na coś własnego. Jeżeli wynajmujesz, to płacisz tyle
      samo bez długoterminowych zobowiazań, ale to co płacisz wyrzucasz w
      błoto.

      Nie wiem co lepsze szczerze mówiąc.
      • pelissa81 Re: Porozmawiajmy o kasie 30.06.08, 18:59
        zawsze mnie zastanawiało, że ludzie którzy wynajmują mieszkania chwalą się, że
        nie są uzależnieni od banku. Ale nie raczą wspomnieć, że są zależni od
        "widzimisię" właściciela! I co z tego, że masz umowę nawet na kilka lat: pach
        rodzi mu się wnuk/syn wraca z USA/siostrzenica się chajta i już, umowa
        rozwiązana (oczywiście z wypowiedzeniem)... I szukaj nowego. Nie masz nic
        pewnego: ani sąsiadów, szkoły dla dziecka, swojego miejsca na Ziemi...To ja
        dziękuję, wolę już pewność spłaty niż niepewność bytu...
        • fomica Re: Porozmawiajmy o kasie 30.06.08, 19:39
          Zawsze mnie zastanawiało, że ludzie , którzy kupili mieszkania za kredyt na 30
          lat chwala się że "maja własne mieszkanie". Buahaha! Własne będzie za 30 lat,
          albo i nie będzie , zalezy co sie po drodze wydarzy. A po drodze czyhają:
          dzieci, urlop wychowawczy, utrata pracy, choroba, wypadek, wzrost oprocentowania
          kredytu, spadek dochodów... Nie masz nic pewnego, no , oprócz tego że za
          mieszkanie warte 500 tys po 30 latach zapłacisz 1.200 tys. To ja juz wolę
          odkładac kase i za kilka lat kupic za gotówke niz spłacac co miesiąc raty przez
          30 lat z ryzykiem że jak sie noga powinie to bank mnie zlicytuje.
          • romulus_remulus Re: Porozmawiajmy o kasie 30.06.08, 19:48
            > Zawsze mnie zastanawiało, że ludzie , którzy kupili mieszkania za kredyt na 30

            taaa, tylko, że jeśli przez X lat spłacają raty to nawet jak bank "zabierze" im mieszkanie to zwróci im dużą część tego co wpłacili przez te X lat,
            a gdy przez X lat wynajmowali mieszkanie i nagle po drodze coś się wydarzyło (dzieci, urlop wychowawczy, utrata pracy, choroba, wypadek...) to właściciel wynajmowanego mieszkania wyrzuca ich z hukiem i nie zwraca NIC z tego co wpłacili :)

            To ja juz wolę
            > odkładac kase i za kilka lat kupic za gotówke niz spłacac co miesiąc raty przez
            > 30 lat z ryzykiem że jak sie noga powinie to bank mnie zlicytuje.

            tak a w czasie tego odkładanie to pod mostem będziesz mieszkać ? bo jak inaczej to widzisz, jednocześnie płacić za wynajem i jeszcze odkładać na mieszkanie ???
            • fomica Re: Porozmawiajmy o kasie 30.06.08, 21:29
              Aaa, juz chyba rozumiem na czym polega problem. Na różnicy w założeniach,
              aksjomatach.
              Ty zakładasz, że najlepsze i najzdrowsze jest to co PRZYNOSI NAJWIĘCEJ KASY.
              Ważne jest mieć, gromadzić, kupować, miec na własnośc, byc formalnym posiadaczem.
              Z takim podejściem najbardziej niepożądane w zyciu sa np. wakacje, bo nie
              przynoszą zysku a tylko kosztują. Nie mówiąc o dzieciach - to dopiero wydatek.
              Moje założenie jest takie: potrzebuję dachu nad głową. I ten dach mam, bardzo
              ładne, przestronne mieszkanko, drugie w moim życiu. Mieszkam tu dwa lata, a
              właścicielem na papierze jest obcy facet, skądinąd bardzo sympatyczny i żadnych
              problemów z nim nie mam.
              Piszesz, że właściciel nic nie zwróci, czy że płacę za nic. Hmm. A dlaczego
              miałby coś zwracać? Płacę za: dach nad głową, słoneczne pokoje, umeblowane tak
              jak lubię, za to że moge zaprosic gości, że czuje sie tam swobodnie, że mam
              blisko do pracy, że mam swój kącik. To jest normalny koszt życia, co w tym
              szokującego? Płace po prostu za to że mam gdzie mieszkać.
              Panuje u nas przekonanie, że kredytu nie wziął tylko ten, kogo na to nie stać.
              Że kredyt to szczyt marzeń i nie do pomyślenia jest żeby ktos miał zdolnośc
              kredytową a nie brał kredytu. Może przez to młodzi którzy maja niskie dochody
              zadłużaja sie po szyje, na styk, żeby pokazac rodzinie czy znajomym że ich "stać
              na kredyt". Może faktycznie trudno niektórym pojąć, że można miec dobre dochody,
              a kredytu nie chciec, zwłaszcza teraz, gdy ceny mieszkań szczytuja a stopy
              procentowe wciąż rosną.
              Smutne, nie "stac na mieszkanie" tylko "stać na kredyt".
              • dgr Re: Porozmawiajmy o kasie 30.06.08, 22:20
                Przepraszam, ale proszę wytłumacz mi dlaczego bardziej opłacalna/mniej
                stresująca jest sytuacja w której płacę za wynajem np. 1000 PLN/mies niż wydaję
                1000 PLN/mies na ratę kredytu.
                • chudymisio Re: Porozmawiajmy o kasie 01.07.08, 03:33
                  Bo:
                  1. Spłacając 1000zł/mies. Twój kredyt będzie najprawdopodobniej rósł, a nie spadał.
                  2. Bo możesz dostać super-płatną pracę w innym mieście i wynajmiesz po prostu
                  mieszkanie w innym mieście (choć to spłacane również można wynająć w tym czasie).
                  3. W wielu miastach wynajem jest tańszy od raty kredytu i nadwyżkę można
                  zainwestować. Chociażby w edukację, co zwiększy zarobki w przyszłości.

                  Ale tak na prawdę dużo zależy od miasta i indywidualnej sytuacji. Najrozsądniej
                  jest po prostu policzyć jaka jest kwota spłaty kredytu i porównać z tym co
                  wydamy na wynajem + co zdołamy odłożyć (+odsetki). Przeliczając to dla mojego
                  miasta, okazało się że finansowo na obydwu rozwiązaniach wychodzi się podobnie.
                • fomica Re: Porozmawiajmy o kasie 01.07.08, 09:04
                  W sytuacji która przytoczyłeś nie ma żadnej różnicy, to chyba oczywiste, więc
                  skąd pomysł że moge ci wytłumaczyć cos przeciwnego?
                  Ja za wynajem płacę 1500 zł + ok.300 zł rachunków. Kupno mieszkania o
                  porównywalnej wartości to ok. 500 tys. Przy takim kredycie na 30 lat rata to
                  3000 zł + czynsz 400 zł + rachunki 300 zł = 3700 zł. Jest różnica?
                  Dodam jeszcze ze w tych 3000 ok. 500 zl to kapital, a 2500 to odsetki.
                  • plosiak Re: Porozmawiajmy o kasie 01.07.08, 10:03
                    Z całym szacunkiem, ale brednie wypisujesz:

                    Jeśli rata wynosi 3000 zł, z czego kapitał 500 zł, to stanowi zaledwie 1/6 raty.
                    Rocznie spłacisz 6000 zł kapitału, więc musiałabyś kredyt płacić przez ponad 80
                    lat, żeby spłacić cały kapitał. No chyba, że z każdą ratą zmienia się proporcja
                    kapitał/odsetki. Ale o tym już cisza.

                    Twoje życie, Twoja sprawa. Ja z żonką wolimy płacić 850 zł kredytu, za co w
                    Szczecinie nie wynajmiesz 3-pokojowego mieszkania. Już jest nasze, co wynika z
                    prawa cywilnego. Gadanie, że mieszkanie jest banku jest brednią. Mieszkanie
                    kupiliśmy niecałe 3 lata temu, obecnie warte jest ok. 150000 zł więcej. Ktoś
                    wynajmujący w tym czasie mieszkanie nie "zarobił" tej kasy, musi płacić więcej
                    za wynajem, bo skoro mieszkania drożeją, to czynsze też.

                    Za 27 lat najemca dalej będzie płacił czynsz, a my kredytu już nie. Poza tym
                    wszyscy zakładają jakieś kataklizmy życiowe, a ja, że skoro się ileś tam lat
                    uczyliśmy, to będziemy coraz lepiej zarabiać i kredyt spłacimy szybciej.

                    Mało tego - w przypadku znalezienia pracy w innym mieście nasze mieszkanie
                    wynajmiemy za 1500 zł plus opłaty, więc będzie jeszcze nadwyżka, a kredyt sam
                    się będzie spłacał.

                    I nie przekładamy wszystkiego na pieniądze. Uwielbiamy podróże, wakacje, wyjścia
                    do kina, spotkania z ludźmi. Ale to w niczym nie przeszkadza, żeby mieć własne
                    mieszkanie i umożliwić dzieciom start w życie, jakiego człowiek sam nie miał.
                    Dzieci nie są zapewnieniem emerytury. Inne podejście jest dla mnie chore i
                    przypomina średniowiecze.

                    Pozdrawiam
                    • fomica Re: Porozmawiajmy o kasie 01.07.08, 10:20
                      Powiem tak: w miejscu gdzie mieszkam raty kredytu wynosza więcej niż 850 zł, za
                      mieszkanie jakie mnie interesuje wynosza 3000 zł. Tyle na ten temat. Co do rat -
                      masz słuszność, z czasem proporcje się zmieniają.
                      Masz szczęście że kupiłes mieszkanie 3 lata temu, więc faktycznie jestes w
                      dobrej sytuacji. Sam widzisz że mieszkanie teraz jest warte więcej - i to dużo
                      więcej - więc w oczywisty sposób było to dla ciebie opłacalne. Ale ktos kto
                      kupuje dzisiaj - naprawde wierzysz, że za kolejne 3 lata będzie drożej o 50%?
                      Sytuacja się zmieniła, naprawde trudno porównywac sytuacje sprzed 3 lat i
                      dzisiejszą.
                      Dla mnie przy obecnych dochodach najbardziej korzystne jest stosunkowo tani
                      wynajem + oszczędzanie. Posiadanie mieszkania nie jest moim celem życiowym. Może
                      to kwestia doświadczeń, nigdy w mojej rodzinie najważniejsza sprawą zycia nie
                      było "mieć mieszkanie".
                      • kretynofil Dokladnie! 01.07.08, 10:48
                        Strasznie mnie to bawi ze na wszystkich mozliwych forach trafiaja sie ludzie,
                        ktorzy twierdza ze mieszkania TRZEBA kupowac DZISIAJ, bo jakby sie kupilo TRZY
                        LATA TEMU to by sie bylo do przodu.

                        Rownie dobrze ktos moglby napisac: jestescie glupi ze pracujecie, ja przeciez
                        wykazalem sie inicjatywa, kupilem los i wygralem kilka milionow zlotych.
                        Patrzcie jaki ja jestem zaradny, jak zapracowalem na swoje zyski - i placzcie ze
                        Wy tak nie umiecie, rzucajcie prace i kupujcie losy...

                        Ciekawe jak za trzy lata beda spiewac ci, ktorzy mieszkania kupuja dzisiaj - bo
                        nagle sie okaze ze na raty nie starcza, a mieszkania sprzedac nie mozna, bo jest
                        warte duzo mniej niz pozostaly kapital do splacenia... Ciekawe jak to sie im
                        bedzie podobalo, i czy nadal beda pisac na forum: ale ja to jestem gosc, i
                        przynajmniej place na swoje!

                        Druga sprawa to komentarz do wyliczen powyzej. Dobrze kolega policzyl porownanie
                        kosztow wynajmu i kredytu, tylko nie podal parametrow. Mi tez rata kapitalowa
                        500 PLN przy racie odsetkowej 2500 PLN wydaje sie dziwna. Moze tak jest przy
                        kredycie w PLN bez wkladu wlasnego?

                        Natomiast ta idiotka, ktora odpisala ze kredyt by sie splacalo przy takich
                        parametrach przez 80 lat najwyrazniej w zyciu nie miala z kredytem hipotecznym
                        do czynienia. Przeciez wlasnie w tym rzecz, ze rata kapitalowa powoli rosnie - i
                        mniej wiecej po dwoch trzecich okresu kredytowania osiaga wartosc 50% calkowitej
                        raty miesiecznej, po czym zaczyna rosnac szybciej - az osiagnie 100% przy
                        ostatniej racie.

                        Ciekawe jak to jest - niby ktos wzial kredyt na mieszkanie, namawia do tego
                        innych, a takich prostych rzeczy nie wie.

                        Czyzby kolejny naganiacz, ktory stara sie po prostu ukryc fakty przed
                        potencjalnymi klientami?

                        ----------------------------------------------

                        Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
                        internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba czerpiaca
                        perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z kretynami. Milej
                        lektury :)
                      • plosiak Re: Porozmawiajmy o kasie 01.07.08, 10:53
                        Rozumiem, że chcąc mieć mieszkanie za pół bańki trzeba wziąć nieco inny kredyt.
                        Nikt nie wie, czy mieszkania jeszcze pójdą w górę, czy stanieją. Ale moim
                        zdaniem płacąc raty np. przez 15 lat, w razie czegoś sprzedajesz mieszkanie i
                        masz sporo kasy wówczas. Wynajmując mieszkanie nie masz nic, oprócz różnicy
                        między ratą a kosztem wynajmu.

                        Są różne postawy życiowe. Jedni cenią sobie stabilizację, chcę mieć stały własny
                        kąt. Jeśli chcą coś w mieszkaniu zmienić, to robią. Najemca już tego nie zrobi.
                        Właściciela nikt nie wyrzuci z dnia na dzień, a najemcę już tak (życzę
                        powodzenia z pozwem o naruszenie posiadania).

                        Dla mnie też nie jest najważniejsze "mieć mieszkanie", ale trudno myśląc o
                        dzieciach co chwila się przeprowadzać itp. Poza tym jest to świetna lokata kapitału.
                        • kretynofil Za pietnascie lat sprzedasz z zyskiem? 01.07.08, 11:17
                          A moze nadal nie bedziesz mogl sprzedac, bo mieszkanie bedzie na rynku mniej
                          warte niz pozostala czesc kredytu do splacenia?

                          Bo wiesz, ja nie zartuje - taka sytuacja jest w Japonii od 15 lat (od ostatniego
                          boomu). Wiekszosc kredytow pozostalych do splacenia jest warta wiecej niz
                          mieszkania, ktore zostaly za te kredyty kupione!

                          I teraz sobie wyobraz - chore raty, ktore wykanczaja finansowo rodzine, placone
                          regularnie przez 15 lat i na sam koniec "masz" mieszkanie, ktorego nie mozesz
                          sprzedac - chyba ze sprzedasz, a roznice (UJEMNA!) pokryjesz z oszczednosci.
                          Druga alternatywa - placenie rat przez nastepnych 15 lat...

                          Fajnie, co?

                          ----------------------------------------------

                          Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
                          internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba czerpiaca
                          perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z kretynami. Milej
                          lektury :)
                        • lucusia3 Re: Porozmawiajmy o kasie 01.07.08, 11:34
                          Ja też wolę spłacać po kawałku dom i mieszkać w komforcie, niż czekać jeszcze z 10 lat, zanim zacznie być mnie stać na taki standard jaki chcę. Mnie nie intersuje urlop w blokowisku hoteli zbudowanym na jakimś zadupiu. Dla mnie to mniejsza wartość niż komfort kilku łazienek, garaż blisko domu (ale bez spalin sąsiadów), dużego ogrodu bez psich kup w piaskownicy. Na urlop też jakoś się wyskrobie, choć na 3 tygodnie luksusu mnie nie stać. Gdy los mnie zmusi do zmiany miejsca zamieszkania, dom z kredytem też się da jakoś sprzedać (albo po prostu dom sprzedać a kredyt częścią pieniędzy ze sprzedazy spłacić - to da się skoordynować).
                          Daleka jestem od narzucania innym moich upodobań, ale nie życzę sobie, by ktoś nazywał mnie niemądrą, bo lubie takie rzeczy a nie inne.
            • fomica Re: zapomnialas dopisac smierci :) 01.07.08, 08:47
              A ja akurat jestem w takiej sytuacji, że moge oszczędzać, całkiem sporo i nie
              umrzeć z głodu i dlatego opisałam swoja sytuacje a nie sytuacje całego świata.
              Moja wypowiedź jest subiektywna, przedstawia mój i tylko mój punkt widzenia.
          • icc217 Do 'fomicy' 01.07.08, 02:12
            Piszesz "Nie masz nic pewnego ..." i sie mylisz!
            Pewne jest, ze u m r z e s z i jednoczesnie pozbedziesz sie
            wszystkich zmartwien.
            A serio, niezle piszesz, ale tylko niezle. Bo dobrze nie mozesz.
            Dlaczego? Bo jestes w kraju w ktorym "nic nie wiadomo".
            I to Twoj pech.
            Zal mi mlodych ludzi z tymi problemami mam jako ex-Polak nadzieje,
            ze co Was "nie obali, to Was wzmocni".
        • jasiu_onet Re: Porozmawiajmy o kasie 30.06.08, 21:01
          So you... think you... might go to the show...

          Co jest warte jakies gownianie tysiac zlotych miesiecznie?
          Co jest warte zycie z czlowiekiem, ktory patrzy "a znajomi juz maja"? Albo z takim, ktory bierze slub bo juz pozno?
          Litosci... Niby dorosli ludzie a dzieci.
      • sengas Re: Porozmawiajmy o kasie 30.06.08, 19:07
        Jeżeli rata i wynajm są na podobnym poziomie a nawet rata jest
        trochę wyższa to oczywiście że bardziej opłaca się własne
        mieszkanie. To już nawet nie chodzi o wyrzucanie pieniędzy w błoto
        ale o "przyjemności" które znają tylko ci którzy mieszkali długo w
        wynajmowanym domu.
        Jak masz syfne sanitariaty, kolory ścian, które cię dołują, wiejskie
        meble itp. to nic z tym nie możesz zrobić bez zgody właściciela. Nie
        znasz dnia ani godziny kiedy właściciel każe ci się wynosić albo
        podniesie czynsz o kolejne 300 zł, a jak ci się nie podoba to możesz
        spadać. Wiesz co dla małego dziecka znaczą ciągłe przeprowadzki co 2
        lata? To że nie może mieć własnego kąta? Chyba ściemniasz coś z tym
        wynajmem skoro tak go zachwalasz. Nie znam nikogo z wynajmujących
        kto miałby rodzinę, dzieci i uważał wynajm za coś lepszego niż
        posiadanie własnego domu.
        • jamesonwhiskey Re: Porozmawiajmy o kasie 30.06.08, 21:42
          . To już nawet nie chodzi o wyrzucanie pieniędzy w błoto
          ale o "przyjemności" które znają tylko ci którzy mieszkali długo w
          wynajmowanym domu.
          Jak masz syfne sanitariaty, kolory ścian, które cię dołują, wiejskie
          meble itp. to nic z tym nie możesz zrobić bez zgody właściciela. Nie
          znasz dnia ani godziny kiedy właściciel każe ci się wynosić albo
          podniesie czynsz o kolejne 300 z


          mieszkam w wynajmowanym jakos nie przezywam tego co opisujesz

          1) wlasciciela widzialem z trzy razy ,jak wynajmowalem mieszkanie
          i jak mi sie popsul piec ,przyjechal popatrzyl za tydzien mialem wymieniony

          co do wyrzucenia podniesienia czynszu i innych pie..

          mam umowe ktora takich sytuacji nie przewiduje

          co do wystroju - nie wynajmowalem jakiejs meliny zeby mi sie meble mialy nie
          podobac, jak bralem chate to taka ktora mi sie podoba
          to tyle

          nie zebym byl przeciwnikiem wlasnego mieszkania ale czasem wynajem ma swoje
          dobre strony

          • sengas Re: Porozmawiajmy o kasie 30.06.08, 22:38
            Poczekamy aż się dorobisz żony i dzieci - ciekawe czy będą
            zadowolone z tego, że serwujesz im wieczne przeprowadzki. No i nie
            wmówisz mi że za taki standard jak opisujesz płacisz mniej niż rata
            kredytu za podobne mieszkanie (nawet na 10 lat!)
            • fomica Re: Porozmawiajmy o kasie 01.07.08, 09:42
              Ja jestem taką żoną, o której piszesz, że na pewno będze baardzo niezadowolona z
              przeprowadzek. Od kilku lat mieszkam w tej samej dzielnicy, chociaż w różnych
              mieszkaniach. Skąd przekonanie, że zmiana mieszkania oznacza przeprowadzkę na
              drugi koniec miasta?
              Widzę że niektórzy forumowicze mają taki XIX-wieczny obraz wynajmu - okrutny
              kamienicznik, krwiożerczy kapitalista wyrzuca na bruk za opóźnienie w płaceniu
              komornego. Brudne ściany, brzydkie meble, stęchlizna i grzyb. Jejku, gdzie wy
              widzieliście takie mieszkania?
              Właściciel mieszkania w którym mieszkam jest naszym "partnerem biznesowym", my
              płacimy, on dostarcza usługę. Gdy któras strona przestanie być zadowolona,
              zakończymy współpracę.
              • angazetka Re: Porozmawiajmy o kasie 01.07.08, 10:15
                Bardzo ciekawe, co piszecie o przewadze mieszkania w cudzym, a nie
                we własnym (tak, własnym, mimo kredytu) mieszkaniu. Sześć lat
                mieszkam w wynajmowanych mieszkaniach, ładnych, z sympatycznymi
                właścicielami, w dobrych okolicach. I o niczym tak nie marzę, jak o
                tym, że biorę kredyt i kupuję własne M (co powinno stać się
                niebawem). Na myśl o kolejnych przeprowadzkach robi mi się
                niedobrze, choć zawsze przebiegały one sprawnie i bez kłopotów. Mam
                wrażenie, że większość ludzi ma potrzebę "gniazdowania",
                świadomości, że to jest jego miejsce na ziemi. W cudzym mieszkaniu
                nie umiem się tak czuć. Jeśli ktoś umie, szczerze zazdroszczę.
                • fomica Re: Porozmawiajmy o kasie 01.07.08, 10:32
                  Może to zabrzmi patetycznie, ale dla mnie mój dom jest tam gdzie jest moja
                  rodzina. I właśnie rodzina czyli mąż daje mi poczucie bezpieczeństwa a nie
                  nazwisko wpisane do ksiąg wieczystych. Naprawdę.

                  Co do "przewagi mieszkania w cudzym" - jeszcze raz napiszę, że każda sytuacja
                  jest inna, dla mnie to jest w tej chwili najlepsze rozwiązanie, może kiedys
                  zmienię pogląd. Nie jestem wielkim entuzjastą wynajmu, ani gorliwym
                  przeciwnikiem własnego mieszkania, niech każdy sam decyduje, trudno porównywac
                  zupełnie różne sytuacje życiowe.
                  • sengas Re: Porozmawiajmy o kasie 01.07.08, 11:12
                    Z Twojej wypowiedzi wynika że jeszcze nie macie dzieci. Sądzę że
                    Twój światopogląd trochę się zmieni gdy zajdziesz w ciążę i nawet
                    nie będziesz mogła urządzić pokoiku dla dziecka, a poza tym
                    przeprowadzki z niemowlęciem to koszmar - nie życzę ci tego.
                    No i ciekawe czy skoro to mieszkanie jest takie super to cena za
                    wynajm jest niższa niż kupno i rata podobnego?
                    Niektórzy ludzie po prostu boją się zobowiązań. A kredyt niczym cię
                    nie wiąże - mieszkanie ZAWSZE możesz wynająć/sprzedać.
                    • kretynofil Na czym polega "koszmar"... 01.07.08, 11:19
                      ...przeprowadzki z niemowleciem? Tak konkretnie?

                      Bo wiesz, ja sie przeprowadzam z dwoma kotami i jakos nie ma problemu. Nawet
                      samolotem lataly i nic sie nie stalo.

                      Tak wiec prosze o szczegoly: na czym polega problem z przeprowadzka niemowlaka?

                      ----------------------------------------------

                      Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
                      internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba czerpiaca
                      perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z kretynami. Milej
                      lektury :)
                      • sengas Re: Na czym polega "koszmar"... 01.07.08, 11:43
                        Masz dziecko? - z tonu wypowiedzi mniemam że nie więc nie staraj się
                        zrozumieć rzeczy, które są dla ciebie abstrakcyjne.
                        Poza tym nie chodzi tu tylko o samą przeprowadzkę -rodzina, dziecko
                        potrzebują stabilizacji - zrozumiesz jak będziesz miał maleństwo.
                        Uwierz że wtedy przejdzie ci ochota na przeprowadzanie co 2-3 lata a
                        z tym najczęściej wiąże się wynajm w Polsce.
                        • kretynofil Wybacz, ale mam wrazenie ze straszysz bez sensu... 01.07.08, 12:01
                          Znam przynajmniej cztery rodziny, ktore bez problemu przeprowadzaly sie z
                          dziecmi i nic im sie nie dzialo, nie dramatyzowali itd.

                          A to co piszesz to jakies brednie. "Jak bedziesz mial to zrozumiesz". Co to ma
                          znaczyc? Pytam o konkretne rzeczy, a nie o jakas abstrakcje, ktorej wyjasnic sie
                          nie da.

                          Bo albo jest tak, ze rzeczywiscie jest problem, i wtedy da sie go wyjasnic (i tu
                          na przyklad wyobrazam sobie zmiane pediatry), albo problemu nie ma (odnoszac sie
                          do pediatry - bo sam tez sie moze zmienic, kiedy stary wyjedzie do Anglii), a Ty
                          tylko straszysz "duchem z szafy". Wybacz, tak to dla mnie wyglada...

                          Co do stabilizacji, o ktorej piszesz, to nie wiem co to za stabilizacja, jesli
                          wyplata jednej osoby starcza tylko na rate kredytu - bo tak z reguly jest. Kiedy
                          ja kupowalem mieszkanie, rata kredytu + czynsz to byla raptem polowa mojej
                          pensji (lub 2/3 pensji mojej zony), wiec moglem takie ryzyko podjac - ale
                          dzisiaj bym sie juz na to nie zdecydowal.

                          Ja bym nie potrafil przez 30 lat martwic sie ze albo ja albo moja zona stracimy
                          prace i nagle konieczny bedzie wybor: kredyt albo jedzenie.

                          A tak na marginesie: dlaczego uwazasz ze troska o druga osobe, zrozumienie jej
                          potrzeb, odpowiedzialnosc (czyli cechy, ktore nie pozwalaja na ryzykowanie
                          przeprowadzki) nie wystepuja u niedzieciatych? To wynika z Twojego pierwszego
                          zdania, jest obrazliwe i niesprawiedliwe.

                          Pomysl o tym, jesli ta czynnosc nie jest Ci obca...

                          ----------------------------------------------

                          Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
                          internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba czerpiaca
                          perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z kretynami. Milej
                          lektury :)
                          • sengas Re: Wybacz, ale mam wrazenie ze straszysz bez sen 01.07.08, 12:22
                            Nie odpowiedziałeś czy masz dzieci?

                            Jeśli nie to nie będę z Tobą na ich temat dyskutował bo i tak nic
                            nie zrozumiesz. Bo jeśli dziecka nie masz to codzienne z nim życie i
                            jego wychowanie jest to Ciebie abstrakcją czy Ci się to podoba czy
                            nie.

                            Po drugie nikogo nie zachęcam do kredytu na 30 lat - sam mam kredyt
                            na 10 lat i uważam to za dobre rozwiązanie w porównaniu do wynajmu.

                            > A tak na marginesie: dlaczego uwazasz ze troska o druga osobe,
                            zrozumienie jej
                            > potrzeb, odpowiedzialnosc (czyli cechy, ktore nie pozwalaja na
                            ryzykowanie
                            > przeprowadzki) nie wystepuja u niedzieciatych? To wynika z Twojego
                            pierwszego
                            > zdania, jest obrazliwe i niesprawiedliwe.

                            A gdzie ja napisałem że te cechy nie występują u niedzieciatych?
                            Napisałem tylko że jak nie masz niemowlaka to nie zrozumiesz jak
                            wygląda codzienne życie z takim maluchem - ja tam nie chciałbym
                            synkowi serwować przenoszenia z mieszkania do mieszkania średnio co
                            2 lata, a sam tak się przeprowadzałem kiedy wynajmowałem i wiem co
                            to znaczy! Masz jakiś kompleks na punkcie posiadania dzieci że tak
                            cię to drażni i czytasz między wierszami wyssane z palca duperele?
                            Nie wmawiaj mi proszę rzeczy których nie napisałem!
                            • kretynofil Alez to oczywiste ze nie mam dzieci 01.07.08, 12:33
                              Inaczej bym nie pytal o to gdzie jest ten problem.

                              Nie potrafie jednak zrozumiec gdzie jest ta abstrakcja, ktora przeszkadza w
                              przeprowadzce? Co tu jest trudnego do zrozumienia? I jakim cudem moim znajomym
                              to nie przeszkadzalo? Dla nich to tez abstrakcja?

                              > Bo jeśli dziecka nie masz to codzienne z nim życie i jego wychowanie jest to
                              Ciebie abstrakcją czy Ci się to podoba czy nie.

                              To znaczy? Czym to sie rozni od zajmowania sie kotami i zona? Na czym polega
                              roznica?

                              > A gdzie ja napisałem że te cechy nie występują u niedzieciatych?

                              No nie napisales, istotnie - tyle tylko ze napisales ze dla kogos, kto nie ma
                              dzieci, abstrakcja sa te byty (cechy charakteru, zachowania, uczucia), ktore
                              osobie dzieciatej nie pozwalaja sie przeprowadzac. Wymienilem te, ktore sie
                              narzucaja. Ty piszesz ze sa jeszcze inne, ktorych nie mam szansy zrozumiec.

                              TO JAK TO JEST?

                              Piszesz: "ja tam nie chciałbym synkowi serwować przenoszenia z mieszkania do
                              mieszkania średnio co 2 lata"

                              Czyli zywisz do synka jakies uczucia, ktore nie pozwalaja Ci robic mu takiej
                              "krzywdy" i jednoczesnie twierdzisz, ze te uczucia sa dla mnie abstrakcja. Tak?
                              To wlasnie napisales?

                              > Masz jakiś kompleks na punkcie posiadania dzieci

                              Nie. Ciesze sie ze nie mam dzieci, bo swiat jest zbyt ciekawy, zona za bardzo
                              ukochana a koty za bardzo szalone, zeby wsadzac kij w mrowisko. Moze kiedys, na
                              pewno nie teraz.

                              Co do czytania "pomiedzy wierszami" to ja czytam DOKLADNIE Twoje wypowiedzi i je
                              ANALIZUJE oraz WYCIAGAM WNIOSKI. Jakie - powyzej.

                              > Nie wmawiaj mi proszę rzeczy których nie napisałem!

                              Niczego Ci nie wmawiam, pokazuje Ci dokladnie, krok po kroku, gdzie napisales
                              to, czego sie teraz wypierasz.

                              ----------------------------------------------

                              Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
                              internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba czerpiaca
                              perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z kretynami. Milej
                              lektury :)
                              • sengas Re: Alez to oczywiste ze nie mam dzieci 01.07.08, 12:42
                                No i właśnie dlatego nie chce mi się z Tobą dyskutować na temat
                                życia z malutkim dzieckiem.
                                Skoro nie widzisz różnicy pomiędzy zajmowaniem się niemowlakiem a
                                dwoma kotami i żoną to gratuluję. Sam sobie wystawiasz świadectwo i
                                pokazujesz, że mam rację twierdząc że szkoda ci pisać dlaczego
                                częste przeprowadzki z maluszkiem stanowią problem zarówno dla
                                dziecka, jak i rodziców. Tyle w tym temacie. Dla twoich znajomych
                                być może nie jest to abstrakcja - tego nie wiem. A tobie mi się po
                                prostu tłumaczyć nie chce i tyle - to tak jakbyś gadał z facetem o
                                PMS :-)

                                Czyli zywisz do synka jakies uczucia, ktore nie pozwalaja Ci robic
                                mu takiej
                                > "krzywdy" i jednoczesnie twierdzisz, ze te uczucia sa dla mnie
                                abstrakcja. Tak? - Nie :-)

                                W skrócie ci tłumacząc - dla mnie częste przeprowadzki i brak
                                możliwości urządzenia chaty po swojemu to duża niedogodność i coś
                                czego szczerze nienawidzę - więc chyba logiczne że nie chcę tego
                                robić mając małe dziecko pod opieką. Dziecko przywiązuje się do
                                miejsca, pokoju, otoczenia, - to tylko jeden z argumentów. Pogadaj z
                                innymi dzieciatymi to pewnie ci jeszcze więcej dorzucą - mi się już
                                nie chce.

                                ze napisales ze dla kogos, kto nie ma
                                > dzieci, abstrakcja sa te byty (cechy charakteru, zachowania,
                                uczucia), ktore
                                > osobie dzieciatej nie pozwalaja sie przeprowadzac

                                Nie napisałem, że dla kogoś kto nie ma dziecka wszelkie problemy
                                związane z jego wychowaniem i codziennym życiem pod jednym dachem są
                                abstrakcją. O uczuciach nic nie pisałem
                                • kretynofil Tak tak tak... 01.07.08, 12:57
                                  Znajdz w ponizszych czterech wypowiedziach jedna, ktora rozni sie od pozostalych:

                                  1) Swiatem rzadza masoni i cyklisci. Kazdy kto uwaza inaczej jest masonem i
                                  cyklista. Nie mozna tego udowodnic, bo kazdy kto nie widzi wszedzie masonow i
                                  cyklistow jest slepy i nie mozna mu nic pokazac.

                                  2) W lesie siedzi diabel i poluje na dziewice. Kazdy kto mowi ze jest inaczej,
                                  spiskuje dla diabla. Jesli ktos nie wierzy ze tam siedzi diabel, to nie mozna mu
                                  dzialalnosci tego diabla pokazac, bo tacy ludzie sa slepi i nie maja pojecia o
                                  diablach.

                                  3) Wychowanie dziecka jest strasznie trudne, wyklucza przeprowadzki, a poziom
                                  zlozonosci tych problemow jest tak niewiarygodnie ogromny, ze nie da sie tego
                                  wytlumaczyc. Kazdy kto uwaza inaczej nie ma dzieci, a nawet jak ma to jego glos
                                  sie nie liczy, a wiec i tak nie da mu sie tego wytlumaczyc.

                                  4) Ala ma kota.

                                  Czlowieku, daj sobie luz. Jedyne co wyczytalem w Twojej wypowiedzi, to
                                  informacje ze Twoim zdaniem nie jestem w stanie ogarnac problemu z przeprowadzka
                                  malucha. Bronisz tej tezy jak niepodleglosci, nie podajesz argumentow, probujesz
                                  atakow personalnych, a na sam koniec, zupelnie przypadkiem, po osmiu postach
                                  podajesz prawdziwy powod - odstaw forum bo Ci szkodzi.

                                  > W skrócie ci tłumacząc - dla mnie częste przeprowadzki i brak możliwości
                                  urządzenia chaty po swojemu to duża niedogodność i coś czego szczerze nienawidzę

                                  No i prosze, wreszcie doszlismy do tej "abstrakcji", ktorej "ja nie jestem w
                                  stanie zrozumiec". Powtorze cytat trzy razy, zebys zobaczyl dokladnie to co SAM
                                  NAPISALES:

                                  > dla mnie częste przeprowadzki (...)
                                  > dla mnie częste przeprowadzki (...)
                                  > dla mnie częste przeprowadzki (...)

                                  Ot i cala abstrakcja. Wielka tajemnica diabla z lasu, masonow, zydow i
                                  cyklistow: kolega SAM nie lubi przeprowadzek, a tlumaczy to dzieckiem. Paradne!

                                  > Dziecko przywiązuje się do miejsca, pokoju, otoczenia, - to tylko jeden z
                                  argumentów.

                                  Tak jak i ja sie przywiazuje, jak moja zona i koty. Bredzisz, chlopie...

                                  EOT. Nie chce byc odpowiedzialny za Twoj wylew.

                                  ----------------------------------------------

                                  Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
                                  internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba czerpiaca
                                  perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z kretynami. Milej
                                  lektury :)
                                  • sengas Re: Tak tak tak... 01.07.08, 13:01
                                    Kolego masz dużo kompleksów i tyle.
                                    Jakbyś inwestował w pracę tyle czasu co w forum i analizę (często
                                    bzdurną) wypowiedzi innych to byłbyś już bardzo bogatym człowiekiem
                                    i nie ściskał by ci żal dupy, że nie stać cię na mieszkanie na
                                    krótki/żaden kredyt, a może i nawet na 30-letni też nie.
                                    Weź się chłopie do roboty, zarób na te swoje koty, żonę i własny dom.
                                    A potem pogadamy.
                                    Cześć
                                    • kretynofil Sliniaczek podac? 01.07.08, 13:11
                                      Poplules sobie cala brode, dziecko...

                                      Zabawni sa tacy jak Ty - wystarczy pokazac im maly blad w rozumowaniu i od razu
                                      wychodzi z nich maly (wzrostem i klasa), zawistny gnojek-polaczek, ktory resztki
                                      swojej marnej godnosci bedzie sie staral ratowac inwektywami, pluciem i utartymi
                                      schematami myslowymi (typu: jak ktos lubi wynajmowac, to na pewno nie jest taki
                                      gosc jak ja, tylko na pewno nieudacznik, ktory mieszka z mamusia) :)

                                      Taki utytlany w gnoju szlachetka-golodupiec na starej chudej szkapie, ktory
                                      kazdego idacego na piechote, nawet samego krola, bedzie wyzywal od plebsu - bo
                                      taki z niego PAN :))))

                                      Zapomniales dodac ze mieszkam z tesciowa, tak by bylo bardziej typowo :))))

                                      A teraz: oddychaj, oddychaj :)

                                      ----------------------------------------------

                                      Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
                                      internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba czerpiaca
                                      perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z kretynami. Milej
                                      lektury :)
                                      • sengas Re: Sliniaczek podac? 01.07.08, 13:14
                                        Ale tak generalnie to o co ci chodzi?

                                        Z każdą twoją wypowiedzią wypływają z ciebie coraz większe kompleksy
                                        i żal do świata że ci się nie udaje. A czego dotyczą i co ci się nie
                                        udaje to już sam sobie odpowiedz.

                                        PS. I ty piszesz że nie wmawiasz innym tego czego nie napisali. Weź
                                        już skończ bo mnie pusty śmiech ogarnia
                                        • kretynofil No prosze i jeszcze raz :) 01.07.08, 13:25
                                          No dalej, dalej, napisz jeszcze ze nie mam zony, mieszkam z ciocia i posuwam
                                          zakonserwowana w formalinie babcie, ktora trzymamy w wychodku za stodola :)

                                          > Z każdą twoją wypowiedzią wypływają z ciebie coraz większe kompleksy i żal do
                                          świata że ci się nie udaje.

                                          Ale co takiego mi sie nie udaje, dziecko? Co takiego jest przyczyna mojej
                                          frustracji? Moze pozgadujesz?

                                          Bo jak napisalem, ze mieszkanie juz mam, prace tez mam dobra, to uznales ze to
                                          jednak nieprawda - wiec chyba wiesz co mowisz i wiesz co mnie trapi, skoro
                                          potrafisz domyslic sie tego, gdzie jak klamie w swoich wypowiedziach :))))

                                          > PS. I ty piszesz że nie wmawiasz innym tego czego nie napisali.

                                          Nie, bo nie wmawiam. Tylko cytuje.

                                          > Ale tak generalnie to o co ci chodzi?

                                          O to samo co na poczatku: chodzi mi o to, zebys mi wytlumaczyl na czym polega
                                          problem z przeprowadzka z malym dzieckiem?

                                          ----------------------------------------------

                                          Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
                                          internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba czerpiaca
                                          perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z kretynami. Milej
                                          lektury :)
                                            • kretynofil Ojej, zawstydzilem sie :) 01.07.08, 13:39
                                              W takim razie posypuje glowe popiolem i przyznaje Ci racje. Po prostu moje
                                              kompleksy wywolane ubostwem i nieudacznictwem nie pozwolily mi dostrzec dlaczego
                                              przeprowadzka z maluchem jest takim problemem.

                                              Jestem pod wrazeniem Twojej przenikliwej argumentacji :)

                                              Az chcialbym Ci zyczyc wszystkiego dobrego, zyczyc zadowolenia z pogromienia na
                                              forum biednego nieudacznika, ale przeciez wiem, ze jestes ponad to i takie
                                              zwyciestwo nie daje Ci satysfakcji :))))

                                              ----------------------------------------------

                                              Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
                                              internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba czerpiaca
                                              perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z kretynami. Milej
                                              lektury :)
                                          • sengas Re: No prosze i jeszcze raz :) 01.07.08, 13:39
                                            A faktycznie, coś tam wspominałeś że to mieszkanie masz. Tym
                                            bardziej nie rozumiem oburzenia, jak ktoś ci napisał że nie masz.
                                            Trzeba spokojnie wytłumaczyć, że ktoś jest w błędzie, a ty cały post
                                            wywodów wysmarowałeś :-))) Wyluzuj trochę bo naprawdę robisz
                                            wrażenie znerwicowanego i zakompleksionego.
                                            • kretynofil Nie rozumiesz oburzenia? 01.07.08, 13:49
                                              To ja Ci tlumacze - moja sytuacja mieszkaniowa ma sie nijak do tematu naszej
                                              dyskusji. Ja po prostu zapytalem, nie atakujac Ciebie, o co chodzi z tym
                                              problemem z przeprowadzka dziecka. Zarzuciles mi ze nie moge miec o tym pojecia,
                                              bo nie mam dzieci - wiec ja dalej drazylem temat, bo staralem sie to zrozumiec.

                                              Dopiero w momencie kiedy skonczyly Ci sie argumenty, zaczales insynuowac ze nie
                                              stac mnie na mieszkanie. Wkurzylo mnie to z dwoch powodow:
                                              - po pierwsze: odwracasz kota ogonem, nie piszesz na temat,
                                              - po drugie: napisales to w tonie obrazliwym, tak jakby (nawet gdyby to byla
                                              prawda!) brak mieszkania oznaczalby, ze nie mam prawa z Toba (w domysle: wielkim
                                              Panem, ktorego stac na... kredyt) dyskutowac, bo nie bedziesz sie znizal do
                                              mojego poziomu.

                                              W tym momencie nawet nie bylo wazne, czy Ty doczytales to czy ja mam mieszkanie,
                                              wiec tego nie tlumaczylem - tylko podalem Ci krotka charakterystyke osoby, ktora
                                              moglaby cos takiego napisac (moim zdaniem taki wlasnie jestes, ale moge sie
                                              mylic). Przypuszczam ze wlasnie celnosc tego osadu bylo tym co Cie tak
                                              rozjuszylo i kazalo Ci szukac u mnie kompleksow, niepowodzen itd.

                                              Moja rada: dodaj sobie ten watek do ulubionych i przeczytaj go bardzo uwaznie
                                              jutro rano, na spokojnie. Zdziwisz sie co sam napisales :))))

                                              ----------------------------------------------

                                              Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
                                              internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba czerpiaca
                                              perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z kretynami. Milej
                                              lektury :)
                                              • sengas Re: Nie rozumiesz oburzenia? 01.07.08, 13:58
                                                Po pierwsze: Ok, może trochę się zapędziłem z tą insynuacją - sorry.
                                                Argumenty mi się nie skończyły, tylko naprawdę nie chce mi się ich
                                                wymieniać, tym bardziej że sądzę że ty jako osoba nie posiadająca
                                                dzieci możesz połowy nie zrozumieć - mam do tego prawo.

                                                Po drugie: prawo do rozmowy ze mną i z każdym innym forumowiczem
                                                masz zawsze nawet jeśli byłbyś bezdomny ;)

                                                Po trzecie:
                                                Przypuszczam ze wlasnie celnosc tego osadu bylo tym co Cie tak
                                                > rozjuszylo i kazalo Ci szukac u mnie kompleksow, niepowodzen itd.

                                                Raczej fakt, że jako osoba, która jest szczęśliwa, ma żonę,
                                                mieszkanie, pracę i kasę atakujesz w taki sposób kogoś kto śmiał to
                                                podważyć. To właśnie spowodowało, że potraktowałem cię jak osobę
                                                zakompleksioną, która atakuje każdego kto śmie zakwestionować
                                                podawany przez nią obraz rzeczywistości.

                                                Jutro mnie nic nie zdziwi - wiem co pisałem :)
                                                • kretynofil Tak zeby zakonczyc... 01.07.08, 14:36
                                                  Bo ja sie moge obijac w pracy, ale swoje zrobic tez musze :)

                                                  > Po pierwsze: Ok, może trochę się zapędziłem z tą insynuacją

                                                  Tak, i wlasnie o to mi chodzilo z czytaniem postow jutro rano.

                                                  > Argumenty mi się nie skończyły, tylko naprawdę nie chce mi się ich wymieniać

                                                  Tego tez nie rozumiem - znacznie szybciej byloby je wymienic na poczatku :)

                                                  > mam do tego prawo

                                                  Tak. A moim prawem jest uwazac ze nie masz argumentow - na tej samej zasadzie ;)

                                                  > Po drugie: prawo do rozmowy ze mną i z każdym innym forumowiczem masz zawsze
                                                  nawet jeśli byłbyś bezdomny ;)

                                                  Oczywiscie. Dobrze ze sobie o tym przypomniales :)

                                                  > Raczej fakt, że jako osoba, która jest szczęśliwa, ma żonę, mieszkanie, pracę
                                                  i kasę atakujesz w taki sposób kogoś kto śmiał to podważyć.

                                                  Ponownie nie rozumiesz. Ja tak zareagowalem nie dlatego ze to podwazyles (co w
                                                  tym poscie insynuujesz), tylko dlatego ze nie podoba mi sie odwracanie kota
                                                  ogonem, zmienianie tematu i pewne podejscie pewnych ludzi, ktore obrazowo
                                                  opisalem w odpowiedzi.

                                                  Podwazac moje wypowiedzi na temat mojej osoby mozesz bez konca, i tak pani o
                                                  nicku pogromca_kretynow nie pobijesz, tylko ze to mnie nigdy nie zirytuje. Jesli
                                                  zaczniesz te watpliwosci traktowac jako argument - dostaniesz po nosie.

                                                  > która atakuje każdego kto śmie zakwestionować podawany przez nią obraz
                                                  rzeczywistości.

                                                  Jak wyzej. To nie kwestionowanie bylo przyczyna ataku - bo tak jak mi
                                                  odpowiedziales nie mialbys prawa odpowiedziec nawet bezdomnemu (ktory by
                                                  spelnial przeslanki do takiej wypowiedzi, stad slowo "nawet").

                                                  Musisz jedna rzecz zrozumiec - bardzo wazne jest to jak piszesz. Jesli nie
                                                  przemyslisz swojej wypowiedzi, napiszesz ja za szybko, to ja nie mam do
                                                  dyspozycji Twoich gestow, Twojej intonacji glosu, Twojego wyrazu twarzy - i
                                                  ocenie Cie tylko po tym co napiszesz.

                                                  Ja staram sie pilnowac - i stad w akapicie powyzej wyjasnienie dlaczego
                                                  napisalem "NAWET bezdomnego". Zebys tego nie odczytal, ze uwazam ze bezdomny
                                                  jest osoba najbardziej godna pogardy, najnizej w lancuchu pozerania, ktora
                                                  opluwac mozna bez wstydu. Czujesz o co mi chodzi, prawda?

                                                  Wiec uwazaj co piszesz i jak piszesz - a na pytania odpowiadaj konkretnie.
                                                  Bedzie wszystkim latwiej.

                                                  A przeprowadzki i tak demonizujesz.

                                                  ----------------------------------------------

                                                  Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
                                                  internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba czerpiaca
                                                  perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z kretynami. Milej
                                                  lektury :)
                                                • portobello_belle Re: Nie rozumiesz oburzenia? 01.07.08, 14:55
                                                  Sengas... Nie podales ani jednego argumentu na poparcie swej tezy
                                                  dotyczacej potwornosci przeprowadzki z dzieckiem. W odpowiedzi na
                                                  pytania urzadzasz personalne wycieczki.
                                                  Skoro nie chcesz odpowiedzic kretynofilowi, moze odpowiesz mi?
                                                  Dlaczego niby przeprowadzka jest takim traumatycznym przezyciem dla
                                                  niemowlaka?
                                                  I nie pisz, ze 'nie chce Ci sie wymieniac powodow', bo to swiadczy
                                                  zle o dyskutancie.
                                                  Poza tym, skoro nie chce Ci sie pisac, to po jakiego grzyba sie
                                                  udzielasz na forum?
                                                  Ja po prostu sadze, ze tak naprawde NIE MASZ zadnych rozsadnych
                                                  argumentow, ale sie do tego za nic nie przyznasz, wiec stosujesz
                                                  stara dobra taktyke odwracania kota ogonem i atakowaniem tych zbyt
                                                  dociekliwych. Przekonaj mnie, ze tak nie jest - wytlumacz, o co Ci
                                                  chodzi. Chyba, ze 'Ci sie nie chce...'
                                                  • sengas Re: Nie rozumiesz oburzenia? 01.07.08, 15:21
                                                    Jak już się wtrącasz to czytaj ze zrozumieniem.

                                                    1. Po pierwsze nie "nie chce mi się podawać argumentów" tylko "nie
                                                    chce mi się dyskutować o dzieciach z kimś kto ich nie ma" - widzisz
                                                    różnicę?
                                                    2. Po drugie: nie chodzi tylko i wyłącznie o same przeprowadzki,
                                                    tylko o to że nie masz stabilizacji, musisz wiecznie zmieniać
                                                    otoczenie, nie możesz urządzić dziecku pokoiku, do którego ono
                                                    (uwierz mi) się przyzwyczaja i nazwywa swoim domkiem - nie zrozumie
                                                    ktoś kto nie ma dziecka jaki to ból w sercu kiedy maluch zapyta Cię -
                                                    tatusiu a co z moim domkiem z niebieskimi okienkami? - ano synku to
                                                    nie twój domek tylko innego pana. Dziecko przyzwyczaja się do
                                                    miejsca, w którym się wychowało i tyle. Poza tym naprawdę myślisz,
                                                    że przeprowadzanie się z dzieckie co 2 lata jest dla niego dobre?
                                                    Jak ja uwielbiam dyskusje z ludźmi, którzy nie mają pojęcia o czym
                                                    mówią?
                                                    Ile razy w życiu się przeprowadzałeś/-aś i ile masz dzieci? Tylko
                                                    nie ściemniaj jak chcesz być wiarygodnym rozmówcą.
                                                  • sengas Re: Nie rozumiesz oburzenia? 01.07.08, 15:27
                                                    I jeszcze jedno: Jak poczujesz się gdy pewnego dnia wieczorem
                                                    będziesz usypiać malucha a tu zadzwoni telefon i w słuchawce
                                                    usłyszysz - Tu właściciel - przykro mi bardzo ale musicie się
                                                    Państwo w ciągu miesiąca wyprowadzić" - myślisz,że tak łatwo w
                                                    miesiąc znaleźć odpowiednie i niedrogie mieszkanie? PRzeżyłeś w
                                                    ogóle kiedyś coś takiego? Nie? To nigdy nie zrozumiesz. Argument nie
                                                    dotyczył tylko i wyłącznie przeprowadzki, ale życia z maluchem w
                                                    wynajętych mieszkaniach.
                                                    Temat uważam ze swojej strony za zamknięty
                                                  • kretynofil Daj sobie luz, czlowieku, naprawde... 01.07.08, 15:52
                                                    Zaczynam wyczuwac nieswiezy zapach naganiacza, przykro mi...

                                                    Te ciagle emocjonalne historyjki, brak argumentow, sceny jak z czarnego
                                                    kryminalu - wszystko zeby tylko nastraszyc przed konsekwencjami wynajmu...

                                                    Jesli chodzi o Twoje pytanie, to ja musialem jednoczesnie szukac mieszkania do
                                                    kupienia (bo jak zaczalem, to nie chcialem przestawac), i w tym samym momencie
                                                    zadzwonil facet i powiedzial ze mam dwa miesiace. Dwa miesiace, bo na taka umowe
                                                    nalegalem.

                                                    Ok, bylo ciezko, bo mieszkanie znalazlem, trzeba bylo zalatwiac formalnosci,
                                                    jednoczesnie szukajac czegos na wynajem, bo kupowalem od dewelopera. Straszny
                                                    kociol, dokumenty, ogladanie, telefony...

                                                    Tyle tylko ze mialem ciezki miesiac, ktory nauczyl mnie jak pewne rzeczy robic
                                                    szybciej, nauczylem sie odpornosci na stres - same plusy. Nie zaluje :)

                                                    Zycie czasem musi byc troche trudniejsze :)

                                                    I pytanie kontrolne: kupiles mieszkanie, raty trzeba placic i nagle zostajesz
                                                    zwolniony. Masz miesiac na znalezienie czegos nowego. Rozumiem, ze dziecko jest
                                                    szczesliwe i nic go nie gryzie?

                                                    ----------------------------------------------

                                                    Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
                                                    internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba czerpiaca
                                                    perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z kretynami. Milej
                                                    lektury :)
                                                  • kretynofil Ja, ja, ja odpowiem! 01.07.08, 15:45
                                                    > 1. Po pierwsze nie "nie chce mi się podawać argumentów" tylko "nie chce mi się
                                                    dyskutować o dzieciach z kimś kto ich nie ma" - widzisz różnicę?

                                                    Po pierwsze, to jest FORUM nie dyskusja. Odpowiadajac mi na moje pytania
                                                    odpowiadasz tez ludziom, ktorzy to forum czytaja. Swoim "nie i juz" odmowiles
                                                    rowniez odpowiedzi tym, ktorzy dzieci maja, nie maja problemow z przeprowadzka
                                                    (albo nie wiedza ze je maja) - a z nimi, jak twierdzisz, mozesz dyskutowac. A
                                                    gdybym napisal ze mam dzieci - to co? Bylbys bardziej sklonny do rozmowy? A
                                                    gdybym je mial, i one by nie plakaly z powodu przeprowadzki i bym Cie nie
                                                    rozumial - to co? Uznalbys ze skoro pisze ze moje dzieci sie nie przejmuja, to
                                                    znaczy ze ich nie mam i nie bedziesz ze mna gadal?

                                                    Chyba nie rozumiesz co to forum. Na pewno nie umiesz z niego korzystac.

                                                    > 2. Po drugie: nie chodzi tylko i wyłącznie o same przeprowadzki, tylko o to że
                                                    nie masz stabilizacji, musisz wiecznie zmieniać otoczenie, nie możesz urządzić
                                                    dziecku pokoiku, do którego ono (uwierz mi) się przyzwyczaja i nazwywa swoim domkiem

                                                    Wynajmujac mieszkanie z glowa nie masz problemow i mozesz siedziec dlugo. Ja
                                                    ostatnio wynajmowalem mieszkanie i facet, kiedy sie wyprowadzilem, podniosl cene
                                                    o 100%. Zapytalem czemu wczesniej tego nie zrobil, bo wygladalo to tak jakby na
                                                    wynajmowaniu nam tracil - odpowiedzial mi, ze gdybysmy mieli dalej mieszkac to i
                                                    tak by nie podnosil, bo jestesmy zbyt fajni. To raz.

                                                    Popularnym argumentem naganiaczy naklaniajacych do kupna bylo to, ze zawsze
                                                    mozna sprzedac i sie przeprowadzic. Czyli kupno mieszkania, z ktorego mozna sie
                                                    wyprowadzic ma byc rozwiazaniem problemu preprowadzek? To dwa.

                                                    A ogolnie: tak, dzieci potrzebuja stabilizacji - ale potrzebuja tez
                                                    wyluzowanych, spokojnych rodzicow. Popatrz sobie na to co sie dzieje na gieldzie
                                                    i domysl sie co sie bedzie dzialo w gospodarce za kilka miesiecy. Na pewno masa
                                                    dzieci bedzie szczesliwa, jesli rodzice beda sie klocili o ostatnie grosze na
                                                    rate kredytu :)

                                                    Cala anegdotka o "niebieskim domku" jest bardzo fajna i lzawa, ale malo
                                                    merytoryczna. Dzieci placza z wielu powodow, a obowiazkiem rodzica jest oprocz
                                                    rozpieszczania i zaspokajania dziecka (czy moze swoich?) zachcianek, jest
                                                    rowniez uczenie go zycia, wraz z jego negatywnymi aspektami. Jesli dziecku
                                                    wytlumaczysz, ze domek nie jest jego, tylko tamtego pana, to dzieciak to
                                                    ogarnie. One nie sa az takie glupie jak myslisz :)

                                                    Przeprowadzka co 2 lata to glupi mit. Na studiach, owszem, przeprowadzalem sie
                                                    co rok - ale potem (na jakies osiem mieszkan w ktorych mieszkalem) tylko raz mi
                                                    sie zdarzylo, ze to facet mi wypowiedzial umowe, bo sprzedawal mieszkanie. Na
                                                    marginesie: kupujacy pytal czy nie chcemy przedluzyc najmu za ta sama stawke, bo
                                                    on na inwestycje kupuje :)

                                                    > Jak ja uwielbiam dyskusje z ludźmi, którzy nie mają pojęcia o czym mówią?

                                                    Ja tez uwielbiam czytac o zlamanych sercach dzieci z powodu zmiany kibla i
                                                    przymusowych przeprowadzkach co dwa lata. Jedno i drugie to bzdura :)

                                                    > Ile razy w życiu się przeprowadzałeś/-aś i ile masz dzieci? Tylko nie
                                                    ściemniaj jak chcesz być wiarygodnym rozmówcą.

                                                    To znaczy co? Jak napisze ze ma dwojke, przeprowadza sie z nimi czesto i one nie
                                                    placza (tak jakby placz mogl dziecku zaszkodzic!) to wniosek wyciagniesz taki,
                                                    ze ona sciemnia?

                                                    ----------------------------------------------

                                                    Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
                                                    internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba czerpiaca
                                                    perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z kretynami. Milej
                                                    lektury :)
                                                  • portobello_belle Re: Nie rozumiesz oburzenia? 02.07.08, 10:10
                                                    Cytuje Twoja wypowiedz: "...a poza tym
                                                    przeprowadzki z niemowlęciem to koszmar - nie życzę ci tego."

                                                    NIEMOWLECIEM, takze prosze mi teraz nie wciskac jakis lzawych
                                                    historyjek o niebieskim domku, bo taka konwersacja z niemowleciem
                                                    jest niemozliwa, jak sama nazwa wskazuje. No chyba, ze niemowle jest
                                                    wcieleniem Mahometa...

                                                    Poza tym wizja 'syfnych sanitariatow' i bezdusznego wlasciciela
                                                    bedacym tylko glosem w sluchawce i reka wyciagana po pieniadze, tez
                                                    nie specjalnie przystaje do rzeczywistosci... Owszem, moze sie
                                                    zdarzyc, ze wlasciciel postanowi sie pozbyc lokatora, ale tak samo
                                                    moze sie zdarzyc, ze przechodzac przez tory wpadniesz pod tramwaj -
                                                    róznie w zyciu bywa. Faktem jest natomiast, ze dobry lokator to
                                                    skarb dla wlasciciela, ktory nie musi co chwila organizowac
                                                    kastingow, przemalowywac chaty itp - to dla niego jest zapewne
                                                    bardziej meczace niz te przeprowadzki dla niemowlecia, takze jezeli
                                                    sie jest porzadnym lokatorem, to sa male szanse ze nagle ktos nam ni
                                                    z gruchy ni z pietruchy wypowie najem.

                                                    Temat uwazam za zamkniety :]


                                                  • portobello_belle Re: Nie rozumiesz oburzenia? 02.07.08, 10:18
                                                    O, kretynofil, nie zauwazylam Twoich wpisow pod postami sengasa,
                                                    dopiero teraz je przeczytalam - widze, ze mamy bardzo podobne
                                                    spostrzezenia i nawet uzylismy podobnych sformulowan ;)

                                                    Szkoda, ze jedyna odpowiedz jaka mozemy dostac, to stwierdzenie,
                                                    ze 'mamy kompleksy...' Tyle, ze tak reaguja wlasnie ci, ktorzy
                                                    faktycznie je maja.

                                              • mojboze Re: Nie rozumiesz oburzenia? 03.07.08, 11:42
                                                Drogi Kretynofilu,

                                                Z reguły lubię czytać Twoje posty, a w obecnej dyskusji bawisz się oponentem
                                                stosując sztuczki logiki i retoryki, i wcale nie próbujesz zrozumieć sensu jego
                                                wypowiedzi.

                                                Bo nie ma innego wytłumaczenia dla Twojej ignorancji wobec braku rozróżnienia
                                                miedzy dziećmi i kotami. Nie zrozum mnie źle, ale różnica jest ogromna. Sama nie
                                                mam dzieci, mam za to 3 koty. Ale moja siostra ma dziecko, już nie niemowlaka. I
                                                jej życie jest przez to znacznie bardziej skomplikowane. Koty wsadzasz w
                                                transpoterki, zabierasz 3 miski, kuwetki i worek karmy, i po sprawie.
                                                Jedyny problem to miauki w drodze i ewentualne "niespodzianki" poza kuwetowe
                                                jako oznaka powolnej adaptacji do nowych warunków.
                                                A z dzieckiem jest inaczej - pomijam już fakt, że dziecko trudniej adaptuje się
                                                do nowych miejsc, jeśli już nie jest niemowlakiem. To kwestie organizacyjne są
                                                straszne - załatwianie nowego miejsca w przedszkolu, problem z nowymi kolegami,
                                                opiekunkami. Sama przeprowadzka to horror. Więcej bagażu, wszystko najlepiej w
                                                sterylnych warunkach, trzeba nieustannie na to dziecko uważać, żeby się nie
                                                zgubiło, szafa na niego nie spadła, samochód nie przejechał. Takie dziecko ma
                                                100 razy więcej energii niż dorosły zajęty przeprowadzką i pilnowanie jego
                                                zamiast tragarzy, mebli, dobytku jest strasznie męczące. To wszystko w
                                                otoczeniu jazgotu dziecięcego, który czasem jest słodki, a czasem powoduje
                                                mordercze instynkty.
                                                Jasne, jedna przeprowadzka z całym dobytkiem i dzieciakami jest do przeżycia,
                                                ale powtarzanie tego co kilka miesięcy zabiłoby chęć do życia w najwytrwalszych :)
                                  • tojatojatoja Re: Tak tak tak... 04.07.08, 12:56
                                    kretynofil napisał:
                                    > No i prosze, wreszcie doszlismy do tej "abstrakcji", ktorej "ja nie jestem w
                                    stanie zrozumiec". Powtorze cytat trzy razy, zebys zobaczyl dokladnie to co SAM
                                    NAPISALES:
                                    >
                                    > > dla mnie częste przeprowadzki (...)
                                    > > dla mnie częste przeprowadzki (...)
                                    > > dla mnie częste przeprowadzki (...)
                                    >
                                    > Ot i cala abstrakcja. Wielka tajemnica diabla z lasu, masonow, zydow i
                                    cyklistow: kolega SAM nie lubi przeprowadzek, a tlumaczy to dzieckiem. Paradne!

                                    Brawo kretynofil! :-)

                                    Mi też w argumentacji kolegi brakowało konkretów nt. tego dlaczego przeprowadzka
                                    z dzieckiem jest taka tragiczna. Faktycznie zamiast argumentacji pojawiały się
                                    jakieś osobiste wycieczki, a jak pojawił się argument, to dokładnie taki sam,
                                    jaki dotyczy osoby bez dziecka.

                                    Wiem, że wynajmowanie, przeprowadzanie się może być mało fajne (sama w ciągu
                                    ostatnich kilku lat wynajmowałam 4 mieszkania, miałam więc kilka przeprowadzek),
                                    co zawsze jest źródłem bałaganu i stresu, ale człowiek szybko wraca do
                                    równowagi. A czy dla dziecka to taka straszna trauma? Nie wiem. Moja 6-letnia
                                    siostrzenica cieszyła się z przeprowadzi do innego domu (tylko z mamą, bo
                                    nastąpił rozwód) i była zadowolona, że może sobie urządzać nowy pokój i że tak
                                    dużo się w jej życiu dzieje. :-)

                                    A kończąc powiem, że kupienie mieszkania (nawet na kredyt), remontowanie go i
                                    urządzanie jest bardzo fajną sprawą, choć stresów przy tym tak samo dużo, jak
                                    przy wynajmowaniu i przeprowadzkach. Ale nie ma to, jak wracać do domu i czuć
                                    się "u siebie". Ja jestem "u siebie" od roku i jestem bardzo zadowolona (pomimo
                                    cholernego kredytu ;-).
                                • nett1980 Re: Alez to oczywiste ze nie mam dzieci 01.07.08, 12:58
                                  Moja siostra przeprowadzala sie tez co 2- 3 lata. Mieszkala we
                                  wszystkich duzych miastach w Polsce. Na koniec osiadla w Wawie, tam
                                  jej firma wynajmowala fajne mieszkanie, po jakims czasie kupila
                                  sobie wlasne. Wtedy dostala propozycje pracy w jednym z krajow
                                  Beneluxu, wiazalo sie to z emigracja z kraju. Tym sie rozni ode mnie
                                  i drugiej siostry, ze nie ma dziecka, chociaz ma meza. Gdyby miala
                                  dziecko, w zyciu na taka tulaczke nie pisalaby sie. Mimo, ze nie ma
                                  dzieci, to rozumie, jak potrzebna jest stabilnosc w pierwszych
                                  latach zycia.
                                  Nadmienie, ze ma w kraju 3 mieszkania. Wynajmuje je oczywiscie.
                                  Ja sie przeprowadzalam z malym dzieckiem w obrebie jednego miasta
                                  trzy razy. Nie byly to latwe chwile. Wczesniej, w czasach
                                  wynajmowania, zmienialsmy mieszkania co rok. Po 10 latach takiego
                                  zycia, chce sie spokoju, a nie ciaglego pakowania i zmian szkol,
                                  przedszkoli.
                                  • kretynofil Ale ja sie zgadzam! 01.07.08, 13:04
                                    > Ja sie przeprowadzalam z malym dzieckiem w obrebie jednego miasta
                                    > trzy razy. Nie byly to latwe chwile. Wczesniej, w czasach
                                    > wynajmowania, zmienialsmy mieszkania co rok. Po 10 latach takiego
                                    > zycia, chce sie spokoju, a nie ciaglego pakowania i zmian szkol,
                                    > przedszkoli.

                                    Po pierwsze pakowanie to nie problem, bo od tego sa firmy przeprowadzkowe, ktore
                                    robia to za Ciebie. Domyslam sie ze moi adwersarze w zyciu nie korzystali z
                                    takich uslug "bo sa drogie" (tansze niz przewoz klamotow busem + zakrapiany
                                    obiad dla znajomych, ktorzy przyszli pomoc, ale co tam!). Polacy, badz co badz,
                                    sa ekonomicznymi analfabetami i pojecie o rynku uslug maja male...

                                    Ale ogolnie to ja sie zgadzam - jak dzieciak idzie do szkoly/przedszkola to nie
                                    mozna sie juz tak przeprowadzac, albo trzeba to robic na malym obszarze, zeby go
                                    nie przenosic.

                                    Tyle tylko ze ja z tym jeleniem kloce sie o przeprowadzke z niemowlakiem
                                    (przeczytaj jego pierwsza wypowiedz) - a to juz cos innego.

                                    Jesli chodzi o przeprowadzke z dzieciakiem do krajow Beneluksu to tez bez
                                    przesady. Fajnie tu jest dla dzieciakow :)

                                    ----------------------------------------------

                                    Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
                                    internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba czerpiaca
                                    perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z kretynami. Milej
                                    lektury :)
                                    • sengas Re: Ale ja sie zgadzam! 01.07.08, 13:10
                                      > Tyle tylko ze ja z tym jeleniem kloce sie o przeprowadzke z
                                      niemowlakiem
                                      > (przeczytaj jego pierwsza wypowiedz) - a to juz cos innego.

                                      Do tej pory cię nie obrażałem ale łamiesz kolego zasady, więc
                                      uświadom sobie gó..arzu jeden, że w dyskusjach należy się szacunek.
                                      Że zawsze korzystam z firm przeprowadzkowych, i nie urządzam
                                      zakrapianych party dla znajomych, a z niemowlakiem nie mam ochoty
                                      wynajmować chaty skoro mogę sobie kupić własną.
                                      Masz duży kompleks koleżko.
                        • sir.vimes Przeprowadzka z niemowlęciem 05.07.08, 11:46
                          Normalna sprawa.

                          Niemowle nie jest żelazną kula u nogi - nie potrzebuje też pewności , ze za 20
                          lat będzie mieszkać w tym samym miejscu.

                          Przeprowadzałam się z dzieckiem kilka razy - pierwszy raz gdy miało 2 miesiące -
                          największy problem miał kot, ja i dziecko - przeprowadzkę zniosłyśmy śpiewajaco.

                          Zależy od charakteru... W ostatnim mieszkaniu mieszkamy już 3 lata - córka rzuca
                          aluzje , że to już baaardzo długo. I ja też - mimo, że mieskzanie jest śliczne i
                          kochane - mam wrażenie, że czas na zmiany. I na przeprowadzkową adrenalinkę.
                • kretynofil Wstrzymaj sie, kobieto, z tym zakupem... 01.07.08, 11:12
                  Jesli na mysl o kolejnej przeprowadzce robi Ci sie niedobrze, to mam dla Ciebie
                  zla wiadomosc: kiedy tylko pomieszkasz 6 lat w "swoim" mieszkaniu to odkryjesz
                  rzeczy, ktorych sie nie spodziewasz teraz.

                  Po pierwsze: przeprowadzki i remonty trwaja tyle samo i zdarzaja sie tak samo
                  czesto. Czyli: to co Ci dzisiaj najbardziej przeszkadza (trzy dni przeprowadzki
                  na rok-dwa mieszkania) zamienisz na remonty (tydzien stukania, syfu, obcych w
                  mieszkaniu, problemow raz na dwa-trzy lata) - i tak samo bedzie Ci przeszkadzalo.

                  Po drugie: jesli wynajmujesz mieszkanie i masz uciazliwych sasiadow, to sie
                  pakujesz i wynosisz. Z "wlasnym" tak dobrze juz nie ma. Mozesz pisac skargi do
                  spoldzielni/wspolnoty. Milej zabawy :)

                  Po trzecie: duzo trudniej jest przeprowadzic sie do innego miasta/panstwa za
                  lepsza praca. Oczywiscie, mozesz swoje mieszkanie oproznic ze swoich gratow,
                  wynajac je i wyjdzie na to samo. Ale czy to nie jest wlasnie to, co Cie
                  odstrasza? Wlasnych gratow bedziesz miala w "swoim" mieszkaniu wiecej,
                  przeprowadzka bedzie trudniejsza...

                  Po czwarte: kupowanie mieszkania teraz jest w ogole kiepskim pomyslem. Ceny
                  spadaja i beda spadaly nadal, a raty bedziesz placila od tego co zaplacisz dzisiaj!

                  Poczytaj o konsekwencjach kryzysu w Japonii jakies pietnascie lat temu. Po 14
                  latach splacania mieszkania, z ktorego dojazd do pracy zajmowal poltorej godziny
                  w jedna strone (a pracy nie bylo blizej, jak to na blokowiskach) ludzie nadal
                  nie mogli sprzedac "swoich" mieszkan, bo ich wartosc rynkowa byla nizsza niz
                  wysokosc kredytu do splacenia! Po 14 latach!

                  I co najzabawniejsze - ci, ktorzy w okresie boomu poczekali, kupili po
                  dwoch-trzech latach wieksze mieszkania, prawie w centrum, za polowe ceny
                  mieszkan na obrzezach z okresu boomu. Fajnie, co?

                  I tak gwoli wyjasnienia: ja zgadzam sie, ze w pewnych sytuacjach oplaca sie
                  kupic mieszkanie. Ja swoje kupowalem za jakies 5KPLN/m2 w Warszawie, przy
                  CHF/PLN=2.70 (o ile dobrze pamietam).

                  Tyle tylko ze tam nawet nie mieszkam, bo dostalem lepsza prace w innym miejscu i
                  mieszkanie bede wynajmowal... Kupowanie mieszkania i przywiazywanie sie do niego
                  moze byc dla niektorych konieczne, ale zawsze warto sie nad tym zastanowic. To
                  jest 30 lat kredytu!

                  Moja zona jest zadowolona - przeprowadzamy sie rzadko, raz na dwa-trzy lata,
                  robimy to szybko, nie ma problemu. Tyle tylko ze dzieci istotnie nie mamy.

                  ----------------------------------------------

                  Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
                  internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba czerpiaca
                  perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z kretynami. Milej
                  lektury :)
                    • kretynofil I wlasnie dlatego banki tak "chetnie" daja 01.07.08, 11:22
                      kredyty 10-letnie :)

                      Prawda jest taka, ze dla banku duzo lepiej i bezpieczniej dac Ci kredyt na lat
                      30 - wiec wiekszosc nie chce rozmawiac o krotszym okresie. Wynika to tez z
                      relacji ceny/zarobki w Polsce. Naprawde niewiele ludzi stac na to, zeby splacic
                      kredyt mieszkaniowy w 10 lat.

                      Dlatego, droga pani, rozpatrujemy kredyty 30letnie.

                      ----------------------------------------------

                      Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
                      internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba czerpiaca
                      perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z kretynami. Milej
                      lektury :)
                      • sengas Re: I wlasnie dlatego banki tak "chetnie" daja 01.07.08, 11:50
                        Guzik mnie obchodzi co chce bank i nie chrzań głupot że "wiec
                        wiekszosc nie chce rozmawiac o krotszym okresie" Bank da ci kredyt
                        dokładnie na tyle lat, na ile będziesz chciał i mógł wziąść. 7,8,10,
                        11. Niedobrze mi jak widzę takie bzdury. Ty kretynofil chyba
                        naprawdę nigdy w banku nie byłeś jak takie bzdety wypisujesz. A
                        myślałem że masz trochę oleju w głowie i nie piszesz rzeczy
                        wyssanych z palca.
                        Większość moich znajomych ma kredyty na ok. 10 lat bo jest to
                        najbardziej korzystny wariant.
                        W moim mieście można spokojnie kupić fajne mieszkanie za ok. 200tys -
                        na dziesięć lat to rata ok 2000 zł - suma odsetek do banku: 55tys.
                        Przy kredycie na 30 lat rata jest co prawda o połowę niższa - ale
                        suma odsetek wynosi 186tys - mnie na takie odsetki nie stać więc mam
                        kredyt na dziesięć lat. Przemęczę się i raz dwa spłacę, a jak miło
                        patrzeć w jakim tempie maleje saldo do spłacenia :))
                        • kretynofil Nie "guzik Cie obchodzi", tylko takie sa realia... 01.07.08, 12:13
                          Jesli wydaje Ci sie, ze mozesz bankowi dyktowac dowolne warunki, to jestes w
                          bledzie. O Rekomendacji S slyszalas? To byl typowy przyklad lobbowania grup
                          interesu (bankowcow) na niekorzysc ogolu spoleczenstwa.

                          W ktoryms momencie bylo tak, ze ludzi (wedle wytycznych tej rekomendacji) nie
                          bylo stac (wedle banku, rzecz jasna) na rate kredytu 1500 PLN (w CHF), a bylo
                          ich stac na rate kredytu 2000 PLN (kredyt w PLN). Poniewaz Rekomendacja S byla
                          przepisem urzedowym, banki tak wlasnie musialy liczyc i zaden z nich nie mogl
                          sie do tego nie zastosowac. Banki zarabiaja, ludzie placa - a sengas pisze ze z
                          bankami mozna dyskutowac :)

                          W calej Twojej wypowiedzi jest jednak troche prawdy: "Bank da ci kredyt
                          dokładnie na tyle lat, na ile będziesz chciał i mógł wziąść". Wyjawszy paskudny
                          blad ortograficzny, masz racje - na ile bedziesz MOGLA wziac. Ci, ktorych stac
                          na to, zeby kredyt na pol miliona splacic w 10 lat mieszkania kupili juz dawno.
                          Reszty zwyczajnie nie stac.

                          A co do znajomych - tak, moi znajomi tez mieli kredyty 10cio letnie, tylko ze
                          brane w latach 2000-2003. Skoro jestes taka doswiadczona w kontaktach z bankami,
                          to pewnie tez wiesz dlaczego takie mieli, i jakie byly warunki brania tych kredytow.

                          > Przemęczę się i raz dwa spłacę, a jak miło patrzeć w jakim tempie maleje saldo
                          do spłacenia :))

                          Heh. Mi tez jest milo, ze nie przywiazalem sie do mieszkania, bo na splate
                          calego kredytu zarabiam niecaly rok. Gdybym w nim zostal, to nadal musialbym sie
                          meczyc ze swiadomoscia tego, ze w kazdej chwili moze sie cos stac - bo takich
                          pieniedzy bym w Polsce nie dostal bez ryzyka, na ktore nie moglbym sobie
                          pozwolic. Jak widzisz, pojedynczy przypadek nie przenosi sie na ogol.

                          ----------------------------------------------

                          Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
                          internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba czerpiaca
                          perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z kretynami. Milej
                          lektury :)
                          • sengas Re: Nie "guzik Cie obchodzi", tylko takie sa real 01.07.08, 12:28
                            Po pierwsze nie w każdym mieście przyzwoite mieszkania są po pół
                            miliona. U mnie po 200-250 tys.
                            Mam mieszkanie kupione w marcu 2008 roku i właśnie na kredyt na 10
                            lat - bardzo dobrze mi się z tym kredytem żyje i nie uważam żeby
                            wynajm był lepszą alternatywą.
                            O kredytach 30-letni nie dyskutuję bo dla mnie to idiotyzm, a poza
                            tym mnie na taki kredyt nie stać.
                            Rekomendacja S mnie nie dotyczy, a tym samym nie interesuje bo mam
                            kredyt w PLN.
                            • kretynofil Re: Nie "guzik Cie obchodzi", tylko takie sa real 01.07.08, 12:39
                              > Po pierwsze nie w każdym mieście przyzwoite mieszkania są po pół miliona. U
                              mnie po 200-250 tys.

                              Po pierwsze, kolego, to w wiekszosci duzych miast mieszkania sa drogie, ale
                              zarobki rozsadne, a w malych mieszkania sa tanie, ale zarobki sa niskie i stopa
                              bezrobocia jest wyzsza.

                              Tak wiec rata 2000 PLN/mc za mieszkanie za 200.000 PLN jest dla mieszkanca malej
                              miejscowosci (a musi byc bardzo mala, wrecz mikroskopijna, zeby kupic mieszkanie
                              70-90m2 za taka kwote) kompletna abstrakcja. Twoje rady mozesz sobie wiec wsadzic :)

                              > Mam mieszkanie kupione w marcu 2008 roku (...)

                              To istotnie duzo tlumaczy :) Znasz termin "racjonalizacja decyzji" wobec
                              ewidentnych faktow pokazujacych ze byla ona bledna?

                              O ile spadly ceny mieszkan w Twojej okolicy od marca? 10%? 20%? Wspolczuje,
                              naprawde!

                              ----------------------------------------------

                              Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
                              internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba czerpiaca
                              perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z kretynami. Milej
                              lektury :)
                              • sengas Re: Nie "guzik Cie obchodzi", tylko takie sa real 01.07.08, 12:49
                                No przykro mi ale ceny niestety nie spadły, a nawet jak spadną to
                                guzik mnie to obchodzi. Mam mieszkanie, podoba mi się, jestem z
                                niego zadowolony i raczej nie planuję jego sprzedaży więc co mnie
                                obchodzi jego cena za rok czy dwa?
                                Czego mi współczujesz? Że mieszkam sobie w urządzonym po swojemu
                                wygodnym mieszkanku zamiast wynajmować?
                                Że mam kredyt na 10 lat, który raz dwa spłacę?
                                Nawet jak cena mieszkania spadnie o 40% (choć nie sądzę) to naprawdę
                                nawet mi powieka nie drgnie. Mam rodzinę, małe dziecko i chcę im
                                zapewnić dom skoro mnie na to stać. Czy to takie dziwne?

                                Jesteś taki wykształcony to na pewno wiesz, że jest w Polsce duże
                                miasto - 3 co do wielkości, w którym mieszkania mają w miarę ludzkie
                                ceny. A ja zarabiam dokładnie dwukrotność raty + czynsz + opłaty za
                                energię i paliwo do samochodu, więc nie widziałem powodu żeby się
                                zastanawiać nad zakupem :-)
                                • kretynofil A jak duze jest to mieszkanie? 01.07.08, 12:58
                                  Bo tego jeszcze nie napisales?

                                  ----------------------------------------------

                                  Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
                                  internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba czerpiaca
                                  perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z kretynami. Milej
                                  lektury :)
                                    • kretynofil To ciekawe, 62m2 za 200.000 w Kraku? 01.07.08, 13:20
                                      Bo wiesz, trzeci w Polsce jest Krakow...

                                      Chyba ze za to duze miasto uznamy takie metropolie jak (za Allegro):
                                      - Pabianice,
                                      - Torun,
                                      - Bedzin,
                                      - Opole,
                                      - Piotrkow Trybunalski :)

                                      No, ale gratuluje dobrego zakupu. Troche male to mieszkanko, ale na pewno
                                      przytulne :)

                                      ----------------------------------------------

                                      Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
                                      internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba czerpiaca
                                      perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z kretynami. Milej
                                      lektury :)
                                        • kretynofil Lodz :) Moje rodzinne miasto :) 01.07.08, 13:27
                                          No to trzeba tak od razu. Dane wzialem z

                                          www.staypoland.com/miasta.htm

                                          Istotnie, moga byc nieaktualne.

                                          Bardzo dobre miasto :)

                                          ----------------------------------------------

                                          Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
                                          internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba czerpiaca
                                          perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z kretynami. Milej
                                          lektury :)
                                            • kretynofil A czy ja napisalem ze zle? 01.07.08, 13:41
                                              Ojej, chyba przez te swoje kompleksy nie zauwazylem ze istotnie to napisalem :)

                                              Na marginesie - przypomnij mi, jak nazywa sie to cos, co sprawia ze dostrzega
                                              sie ataki na swoj wielki sukces tam, gdzie ich tak naprawde nie ma?

                                              Chyba nie kompleksy, prawda? Bo kompleksy to niedostrzeganie diabla w lesie, prawda?

                                              ----------------------------------------------

                                              Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
                                              internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba czerpiaca
                                              perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z kretynami. Milej
                                              lektury :)
                                              • sengas Re: A czy ja napisalem ze zle? 01.07.08, 13:50
                                                Dobrze kombinujesz tylko do końca ci nie wychodzi?

                                                A gdzie ja napisałem, że złe?

                                                Ty napisałeś, że dobre, ja potwierdziłem "pewnie że dobre" podając
                                                argumenty. Nie szukaj dziury w całym.
                                                • kretynofil No wlasnie :) 01.07.08, 14:08
                                                  Gdybym napisal: bardzo ladna dzisiaj pogoda, to jak bys zareagowal?

                                                  Tak, owszem <usmiech, cisza>

                                                  Czy moze:

                                                  Pewnie ze ladna! Slonce przeciez swieci, zimno tez wcale nie jest!

                                                  Czujesz roznice?

                                                  ----------------------------------------------

                                                  Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
                                                  internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba czerpiaca
                                                  perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z kretynami. Milej
                                                  lektury :)
                                                  • sengas Re: No wlasnie :) 01.07.08, 14:13
                                                    Blisko, blisko ale nie do końca. Gdybym miał to co napisałeś odnieść
                                                    do mojej porzedniej wypowiedzi ująłbym to tak:

                                                    > Gdybym napisal: bardzo ladna dzisiaj pogoda, to jak bys zareagowal?
                                                    >
                                                    > Tak, owszem <usmiech, cisza>
                                                    >
                                                    > Czy moze:
                                                    >
                                                    > Pewnie ze ladna! Slonce swieci, zimno tez nie jest!

                                                    Bez słowa przecież i wcale, które negowałby poprzednią wypowiedź.

                                                    Ja nie neguję - ja piszę, że fajne miasto bo i ceny mieszkań niskie
                                                    i zarobki nie najgorsze. Ty napisałeś po prostu że dobre, ja
                                                    potwierdziłem podając dlaczego.

                                                    Nie przeszadzaj kretynofil bo zrobisz z siebie w końcu kretyna :-)
                    • taje Re: Wstrzymaj sie, kobieto, z tym zakupem... 01.07.08, 18:03
                      Sorry, ale z kredytami 10-letnimi to zupełnie nie tak. Wszystko zależy od
                      warunków kredytu. Jeżeli masz opcję bezpłatnej wczesniejszej spłaty to przy tej
                      samej kwocie x o wiele bardziej opłaca się wziąć kredyt na lat 30 niż 10 - rata
                      jest dużo mniejsza, co jest istotne w okresach przejściowych problemów
                      płynnosciowych, a nic nie stoi na przeszkodzie by dobrowolnie nadpłacać raty lub
                      wcześniej tenże kredyt spłacić częściowo lub w całości. Przy wcześniejszej
                      spłacie, spłaca się tylko kapitał plus odsetki, które narosły do TEJ PORY, a
                      zatem przy tych założeniach (czyli brak opłaty za wcześniejszą spłatę) nie ma
                      żadnej różnicy w koszcie kredytu rozłożonego na lat 10 a 30 a komfort psychiczny
                      dużo wyższy. Oczywiście gdy jest opłata za wcześniejszą spłatę, która facto ma
                      zrekompensować bankowi utracone zyski z tytułu odsetek, faktycznie wtedy kredyt
                      na krótszy okres może być bardziej opłacalny.

                      Co do przeprowadzek - z niemowlakiem to akurat dużo łatwiej niż z
                      przedszkolakiem czy uczniem, którego wyrywa się z istniejącego środowiska i
                      rzuca w nowe. Natomiast ja sama z siebie chronicznie nie cierpię przeprowadzek,
                      zbyt wiele razy się przeprowadzałam; zawsze wszystko ginie (z firmami
                      przeprowadzkowymi jeszcze gorzej bo gdy sama się pakuję to bardziej panuję nad
                      tym, gdzie co jest), wszędzie pudła i walizki, a najgorsze to to, że na nowo
                      trzeba oswajać sobie przestrzeń mieszkalną. Poza tym ludzie mają różny poziom
                      tolerancji jeśli chodzi o wygląd/funkcję miejsca, w którym mają mieszkać - ja
                      niestety muszę wszystko urządzic po swojemu, niejako od podstaw, inaczej mam
                      poczucie tymczasowości. Nie powiem, męczaca to cecha, i kosztowna, więc w moim
                      jednostkowym przypadku o wiele bardziej opłacalny jest zakup niż wynajem.
                  • portobello_belle Re: Wstrzymaj sie, kobieto, z tym zakupem... 01.07.08, 15:10
                    Ja obecnie wynajmuje mieszkanie - nowiutki, luksusowy penthouse.
                    Calkowicie umeblowany 'pokazowo', do tego drewniane podlogi, piekna
                    kuchnia, super lazienka, najnowszy sprzet AGD - pralka, zmywarka,
                    suszarka do ubran.

                    Ciekawa jestem ile by mnie kosztowalo wykonczenie i umeblowanie
                    mieszkania zeby uzyskac taki standard? (nie mowiac o tym, ze w PL
                    deweloperzy stawiaja glownie blokhausy na modle tych z lat 80tych,
                    wiec taki przeszklony apartament to juz nie dla zwyklych
                    smiertelnikow)

                    Ile czasu i wysilku by to zajelo?

                    W skrocie: Poki co, za nic nie byloby mnie stac na kupno +
                    wykoczenie takiego mieszkania. Za Chiny. A tak to sobie wynajmuje od
                    inwestora - czyli problem zgrzybialej staruszki wlascicielki w ogole
                    mnie nie dotyczy - no i jak mam jakikolwiek problem - np. zmywarka
                    sie zepsuje - to wystarczy zadzwonic do managementu i od razu
                    naprawiaja / wymieniaja. To sie juz zdarzylo, poza tym wymienili mi
                    juz zaslony na grubsze i pare niestandardowych zarowek.

                    Wiem, ze za kilkanascie lat nadal nie bede miala nic 'swojego', ale
                    wole taki wynajem niz kupno wlasnej klitki w wielkiej plycie i
                    j..anie sie do konca zycia z ratami.

                    Strasznie mi szkoda moich znajomych, ktorzy ostatnio wzieli kredyt
                    na 40(!) lat na ponad 400tys (60metrowe mieszkanie w miescie
                    wojewodzkim), przy dochodach ok 2k na glowe. Po odliczeniiu
                    wszystkich oplat zostaje im na zycie 1tys zl! Jak za to zyc, kiedy
                    byle zakupy spozywcze to stówka w plecy? Co to za zycie? I jeszcze
                    ta swiadomosc, ze za pare lat raty moga ich zjesc, a wartosc
                    mieszkania bedzie spadac i spadac - gdyby sie wstrzymali z kupnem
                    jakies 2-3 lata, to zaplaciliby za nie znacznie mniej przeciez...
                    • kretynofil Juz odpowiadam na Twoje pytanie :) 01.07.08, 15:20
                      Ja wlasnie koncze urzadzac mieszkanie w takim standardzie jak piszesz i calosc
                      kosztowala mnie okolo 140.000 PLN - od standardu deweloperskiego warszawskiego
                      do stanu do wprowadzenia na jakichs smiesznych 45m2.

                      Smieszne jest to, ze za samo mieszkanie zaplacilem troche ponad 200.000 PLN +
                      garaz 30.000 PLN :)

                      ----------------------------------------------

                      Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
                      internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba czerpiaca
                      perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z kretynami. Milej
                      lektury :)
                    • sengas Re: Wstrzymaj sie, kobieto, z tym zakupem... 01.07.08, 15:37
                      Jakby każdy mieszkał w Irlandii, a nie w Polsce to też byłby taki
                      mądry jak ty. Przyjedź do Polski, popracuj i pomieszkaj tu trochę, a
                      potem napisz to samo - wtedy będzie można z Tobą rozmawiać. A na
                      razie piszesz o realiach oderwanych od polskiej rzeczywistości. Tu
                      niestety nie Irlandia i rynek wynajmu dopiero raczkuje.
    • funstein Porozmawiajmy o kasie 30.06.08, 18:58
      facet sie meczy z glupia kobieta, ktora woli dac 60 zl na bluzeczke niz
      zrozumiec co zle robi w relcji z wlasnym mezem.
      Glupich kobiet nie brakuje - tylko skad sie bierze tyle cierpliwych jeleni?
      • nieprzezzazdrosc Re: Porozmawiajmy o kasie 30.06.08, 23:17
        TY, WUJEK!!!!

        Jakbyś dokładniej przeczytał artykuł, to byś uświadomił sobie
        delikatnie, żeś sam JELEŃ - pisząc takie bzdety; nie widziałeś
        Ciemniaku, że to koleś zaczął lawirować????? TAki sam z Ciebie
        Pajac; współczuję partnerce; za kilka chwil rozwód;

        Może nie jestem zbyt rozwinięty w kwestii ślubu, czy współżycia już
        na dobre i na złe; niemniej mając te 27 lat małe "conieco" już wiem,
        poznałem i przeżyłem;

        Ogarnij się, WUJEK!!

        Pozdrawiam serdecznie wszystkich na forum, szczególnie mądre
        kobiety; to one 3mają facetów przy życiu:)

        Artur

        PS.
        TAKI JESTEŚ, oooo, CIERPLIWY?
        Jesteś Murzynem, Twój rozum PRZEGNIŁY!!!
        Myślisz, że to Ty jesteś taki myślący?
        A ja o Tobie myślę w sposób drwiący;

        Nie tylko ja, ale pół świata także,
        a Twoja wiara opiera się na VIAGRZE;

        Bo prawdziwy facet -
        to dla Ciebie mity
        Jesteś idiotą,
        do bycia facetem potrzebujesz koleżków świty;

        Sam niestety jesteś Pała
        A Twój rozum osobno - nie działa;

        NARA:)


      • nieprzezzazdrosc Re: Porozmawiajmy o kasie 30.06.08, 23:31
        I jeszcze dodam!


        Porównałem Cię do nigera?
        Nic do Murzynów nie mam,
        To Ty jesteś kawał ZERA!!!!!


        OK,
        a merytorycznie odnośnie tematu:
        jest na świecie 6mld - z grubsza ludzi; i kilkanaście razy więcej
        problemów; kasa jest jednym z nich; niemniej sądzę, że od człowieka
        zależy, jakie ma do niej podejście; ludzie szczególnie w mniejszych
        miastach wciąż żyją ideałami, miłością itd; zgadzam się; ale
        planując dziecko, zakładanie rodziny to mężczyzna powinien
        oszacować, czy jest w stanie zapewnić byt; to tzw. starszy model,
        ale tego się 3mam, tak zostałem wychowany; i mimo tego, że kontakt
        mam z różnymi ludźmi, znam wiele feministek itd., to każdy z nas
        jest człowiekiem, każdy z nas ma na sekundę tysiąc myśli; żeby dwie
        osoby zgrały je wszystkie w całość, tzn. te myśli, te plany, rodzinę
        i wszystko po kolei, potrzebne są dwa najprostsze i właściwie jedyne
        narzędzia: ROZMOWA I SZCZEROŚĆ; bez nich wspólne piękne życie to
        BAJKA;
        A KASA - wśród ludzi z odrobiną ambicji, nie-leniwych i z
        marzeniami - to pestka; w POLSCE, w większych miastach szczególnie -
        leży na ulicy, wystarczy się schylić i podnieść:) życzę wszystkim,
        żeby mieli jej jak najwięcej , rozwijali się, wydawali ją mądrze,
        szanowali się nawzajem i spełniali swe marzenia;

        "FANSZTAJNOWI" życzę, żeby przestał być głupim jeleniem; i stał się
        inteligentnym mężczyzną;
      • debil13 Re: A moja żona z alpinistykom 04.07.08, 16:37
        nie miała nic wspólnego i gdy urząd miasta wrocławia rekoma zarzadu
        S. MSWiA zamurował wejście to na 2 piętro za mną nie potrafiła się
        wdrapać. Szkoda, że lekarze stomatolodzy na WF nie trenują
        alpinistyki. Dzisiaj dla mnie jest to śmieszne jestem w zamurowanym
        mieszkaniu i abym wyszedł musze sie włamywać przez samowole
        budowlaną ale jaja nawet takich filmów nie robią. No i w ten sposób
        żona zrobiła rozwód. Córke już szkole w alpinistyce bo niby jak mnie
        ma odwiedzać

        a SEJ m i SEN at wcale nie jest zainteresowany dobrem obywatela

        www.twojprezydent.pl/kampania/zdjecia/sejm.JPG
        www.twojprezydent.pl/kampania/index.php?action=show_gallery3
        www.nocleg.info.pl/nocleg2/index.php?show=impr&action=wiecej&id=2454
        no i oczywiście uświadamiam jak Temida jest niebezpieczna

        www.nocleg.info.pl/nocleg2/index.php?show=impr&action=wiecej&id=2461
    • pietiak30 Porozmawiajmy o kasie 30.06.08, 20:00
      Jak masz kredyt na 30 lat,to teoretycznie płacisz do emerytury raty
      i jesteś przywiązany do jednego miejsca.Znam ludzi,których stać na
      kredyt,ale od kilku lat wynajmują mieszkania w róznych miastach,bo
      mogą sobie pozwolic na to ze względu na specyfikę zawodów.Jesli są
      znudzeni jednym miejscem ,to wynajmują w innym mieście i jest
      ok.Nie mają cisnienia,że kredyt im się wysypie itd.Jeżdżą po
      świecie,żyją chwilą.Wydaje mi się,że taki model w Polsce się
      przyjmie przy obecnych relacjach ceny kredytu do zarobków.W USA
      wiele rodzin nigdy nie zamieszka w swoim domu,a kwota wynajmu do
      zarobków jest smieszna-ok 500dolarów.
    • uedi Re: Porozmawiajmy o kasie 30.06.08, 20:25
      stary bardzo dobrze robisz, już widzę jak te mieszkania dziś brane na kredyty po
      40 lat, będę warte jedno wielkie g... tak samo jak teraz wielka płyta

      zrób sobie ze 3 dzieciaków, wychowaj porządnie, wykształć, to nie będziesz miał
      problemów z kasą na starość
      a teraz korzystaj z życia, spędzaj czas z rodziną i umacniaj więzi

      tylko że taki podejście jest nie po popularne, bo przecież banki nie zarabiają
      na swoich tanich kredytach i lokatach na 8%
      • maura4 Re: Porozmawiajmy o kasie 30.06.08, 21:31
        Nie wierz w te dzieciaki. Ja nie znam sytuacji ,w której dzieci
        dorosłe utrzymuja rodziców ,bo mają na utrzymaniu swoje dzieci. Znam
        rodziny ,gdzie dorosłe dzieci znacznie pomagaja rodzicom ,ale tak
        sie składa ,że wszyscy pracuja poza Polską. Znam tez rodziny gdzie
        emeryci utrzymuja swoich dorosłych darmozjadów. Nie mów o złym
        wychowaniu ,bo jakoś dwoje dzieci z tej rodziny pracuje i pomaga
        rodzicom ,przy okazji i darmozjadowi.
      • kebir Re: Porozmawiajmy o kasie 30.06.08, 22:15
        > zrób sobie ze 3 dzieciaków, wychowaj porządnie, wykształć, to nie
        będziesz miał
        > problemów z kasą na starość

        No. Jak kupisz tej trójce dzieci po mieszkaniu i samochodzie na 18
        urodziny, i zapewnisz im taki życiowy start, żeby zarobiły i na
        siebie, i na swoje dzieci, i na Ciebie, to rzeczywiście nie będziesz
        miał problemów z kasą.

        Jeśli jednak im tego nie zapewnisz, to sorry, ale będą musiały
        zaciągnąć kredyty na mieszkania, i dla Ciebie już nie starczy.

        Z drugiej strony jeśli kogoś stać na to, żeby wyposażyć swoje dzieci
        jak wyżej, to znaczy, że potrafi zarobić. A jeśli potrafi zarobić,
        to będzie miał kasę na starość nawet bez dzieci.
        • uedi Re: Porozmawiajmy o kasie 30.06.08, 23:29
          W domyśle miałem na myśli awans społeczny dzieciaków, czyli nie zarobki na
          poziomie jak się to niektórym wydaje 6 tyś tylko kilkanaście i kilkadziesiąt,
          wiem że to trudne ale na prawdę niektórym to się udaje.

          Widzę że tu na forum ludzie rozumują tylko, kredyt albo własnościowe mieszkanie
          1 lub więcej i pełnia szczęścia można umierać.
          Wypowiedziałem się tylko w konkretnej sytuacji, doradziłem koledze. Ja mam kilka
          pomysłów na zapewnienie sobie dostatniej starości.

          Ogólnie artykuły przeglądam pobieżnie, zazwyczaj to stek bzdur, interesują mnie
          opinie ludzi i te opinie przedstawiają pewien poziom, niestety klasa niższa
          średnia. Z resztą widzę że sama gazeta jest kierowana raczej to niższych warstw
          społecznych, te toporne artykuły, niewyszukane słownictwo, błędy.

          Nie twierdzę, że jestem jakimś przedstawicielem wyższych warstw, ale wolałbym
          czytać coś o poziom wyżej, dlatego długo tu miejsca nie zagrzeje.
          • angazetka Re: Porozmawiajmy o kasie 01.07.08, 10:19
            > W domyśle miałem na myśli awans społeczny dzieciaków, czyli nie
            zarobki na
            > poziomie jak się to niektórym wydaje 6 tyś tylko kilkanaście i
            kilkadziesiąt,
            > wiem że to trudne ale na prawdę niektórym to się udaje.

            Słusznie prawisz - niektórym. A co z resztą?
            PS. Skoro wytykasz gazetowym tekstom błędy, nie rób ich w tekście
            własnym, zabawnie to wygląda, klaso wyższa ;)
    • mikrusek2007 Re: Porozmawiajmy o kasie 30.06.08, 21:13
      Zawsze mnie dziwi i dziwić nie przestanie, jak w małżeństwie może być "moje",
      "twoje", moje konto, moje widzimisię, ja płacę za czynsz, a ty za raty za
      telewizor. No ludzie...

      Może jestem jakaś niedzisiejsza, nie wiem, ale wydaje mi się, że jak ludzie się
      pobierają i od początku zakładają, że to naprawdę jest TO, to sie trochę inaczej
      zapatrują, także na kwestie finansowe.
      Ja rozumiem, koleżanka po przejściach, były mąż roztrwonił cały majątek, to z
      nowym facetem nie chce zakładać wspólnego konta, bo a nuż wszystko wyda.
      Ale jak nie ma podstaw do tego typu obaw, to po co taka asekuracja. Jak nie ufa
      mężowi/żonie, to niech od razu podpisuje intercyzę, a nie niby udaje, że ufa, a
      konto oddzielne.

      Jakoś nie wyobrażam sobie pytania męża co miesiąc, czy wypłata wpłynęła i ile,
      oglądania się na niego czy zapłacił za mieszkanie czy dostanę monit ze
      spółdzielni. Zastanawiania się czy pojedziemy na wakacje na safari czy szanowny
      małżonek nie raczy się dołożyć i wylądujemy jak zwykle w Łebie.

      To jest mentalność współlokatorów, a nie współmałżonków. Albo trzeba sobie
      staranniej dobierać współpartnera, albo od razu zaznaczać, że mu się do końca
      nie ufa - na tyle, żeby pozwolić zaglądać we własne finanse.

      Ale się rozgadałam...
      • robertlodz Re: Porozmawiajmy o kasie 30.06.08, 22:08
        kobieto na jakim Ty świecie żyjesz?
        Nie wiem ile masz lat ale chyba sporo. Zauważ jednak że dziś młodzi ludzie coraz
        bardziej uczą się na błędach innych - nie chcą popełniać swoich - jaką masz
        gwarancję że człowiek z którym się współmałżonkujesz za 10 lat nie zmieni się na
        tyle że sama go nie poznasz i nie wypompuje Ci kasy z konta.

        Oczywiście nie znaczy to że trzeba z góry zakłądać że tak będzie ale skoro
        istnieje taka możliwość... to okazja czyni złodzieja.
        • mikrusek2007 Re: Porozmawiajmy o kasie 01.07.08, 10:29
          robertlodz napisał:

          > kobieto na jakim Ty świecie żyjesz?
          > Nie wiem ile masz lat ale chyba sporo.

          Ja już dawno zauważyłam, że żyję w trochę innym świecie, niż większość moich
          znajomych. Ale wcale mi to nie przeszkadza, wręcz przeciwnie.

          A czy mam sporo lat? 29 :-)
          Tego samego męża od ponad 7 lat, to samo konto wspólne od tychże 7 lat. Zgoda,
          mam takie poglądy, bo nie przejechałam się na nielojalnym mężu, który mi wybiera
          ostatnie pieniądze. Wszystkie większe wydatki są konsultowane i decyzje
          podejmujemy wspólnie, a mniejszymi kwotami każdy może dysponować do woli, bez
          strachu, że zbierze opieprz w domu.

          I zgodzę się, że dyskusja o pieniądzach w związku jest zupełnie inna, jeśli
          dochody pozwalają tylko na minimalną egzystencję, a inna jeśli za wspólne
          pieniądze można pożyć na dobrym poziomie.
      • xegar Re: Porozmawiajmy o kasie 01.07.08, 00:18
        mikrusek2007 napisała:

        > Może jestem jakaś niedzisiejsza, nie wiem, ale wydaje mi się, że jak ludzie się
        > pobierają i od początku zakładają, że to naprawdę jest TO, to sie trochę inaczej
        > zapatrują, także na kwestie finansowe.
        > Ja rozumiem, koleżanka po przejściach, były mąż roztrwonił cały majątek, to z
        > nowym facetem nie chce zakładać wspólnego konta, bo a nuż wszystko wyda.

        Życzę warunków do pozostania przy Twoim idealistycznym podejściu. Taki związek zawiera się na wiele lat i wiele może się przez te lata zmienić, włącznie z utratą zaufania, czy aby te wspólne pieniążki są dobrze zarządzane. Tak więc nie tylko "ty płacisz za to, ja za tamto", ale wszystkie kombinacje są dozwolone, ze wspólnym kontem, osobnymi, podziałem wydatków itd. Również zmiana przepływu pieniędzy, dokonana podczas trwania związku. Naturalnie wszelkie "osobno" bywa odebrane jako dowód braku zaufania, ale jest to też wspaniały sposób na przejrzystość i pozbycie się niepotrzebnych podejrzeń. Prawda się obroni sama i tylko ci mający coś na sumieniu będą przed nią uciekać.

        A w ogóle to artykuł jak i ta dyskusja wydają mi się żałosne, bo mówią o gospodarowaniu kwotami niewystarczającymi do godziwego życia bez konfliktów i wyrzeczeń. Problem polega na braku godziwego wynagrodzenia za uczciwą pracę. Kołdra jest za krótka i co by nie wymyślić, czyjeś nogi będą wystawać. Może pieniądze leżą na ulicy i wystarczy się po nie schylić, ale na karku masz jeszcze urzędnika skarbowego, który nie pomoże ci się wyprostować.

        Xe.
    • melindap Porozmawiajmy o kasie 30.06.08, 21:31
      "Nie wyobrażam sobie, że będę pracować za tysiąc złotych, a potem
      ten tysiąc oddawać opiekunce - mówi i dodaje, że ten pomysł ze
      sklepem internetowym jest po to, żeby połączyć pracę z opieką nad
      małą. "
      Wytłumaczcie mi coś bo nie rozumiem. Jeśli Pani będzie pracowała za
      1000 zł, dzieckiem będzie zajmowała się opiekunka za 1000 zł, to
      dlaczego powyższa kobieta będzie musiała oddawać opiekunce całą
      swoją pensję- czyli 1000 zł? Dlaczego tych kosztów nie będzie
      dzielić z mężem? Czy to tylko jej dziecko? Widać tu kompletny brak
      logiki.