List tygodnia (wyjazdy integracyjne)

16.08.08, 11:26
A mnie sie wydaje, autorko listu, że jesteś taką żoną-smyczą (jakich wiele),
która najchętniej w ogóle nie wypuszczałaby męża samego z domu. Daj mu trochę
odpocząć od swojej osoby, jemu tak jak i Tobie lepiej zrobi jeśli nie będzie
Cię ze sobą wszędzie ciągał. Ty też znajdź sobie jakieś zajęcie, zajmij sie
czymś, miej chociaż skrawek własnego życia. A awantury o wyjazdy integracyjne
są dlatego, że Ty je wywołujesz. Gdyby nie chciał odpocząć, również od Ciebie,
jakoś by sie z tych wyjazdów wymigał. Problem nie w wyjazdach ale w Was (w
Tobie?).

Moi koledzy z pracy bardzo chętnie jeżdżą na wyjazdy integracyjne i wcale nie
ubolewają, że są tam bez żon. Wręcz przeciwnie. A po kilku piwach, w
przypływie szczerości chętnie sie zwierzają. Ich żony bardzo często są takie
jak Ty. A oni najczęściej są z nimi z przyzwyczajenia i innych prozaicznych
powodów.
    • kropkacom Re: List tygodnia (wyjazdy integracyjne) 16.08.08, 11:50
      Niech zgadnę: gondra nie ma męża?
      • gondra Re: List tygodnia (wyjazdy integracyjne) 16.08.08, 12:02
        A wyobraź sobie, że mam. Ale nie mam dzieci, więc w połowie wygrałaś.:)
        • gondra Re: List tygodnia (wyjazdy integracyjne) 16.08.08, 12:04
          Dodam jeszcze, że mimo posiadania męża na wyjazdy integracyjne jeżdżę bez niego
          i nie rozpaczam w związku z tym, na piwo z koleżankami też wychodzę bez niego,
          tak jak on bez problemu idzie na kręgle z kumplami beze mnie. To że z kimś
          jesteś nie znaczy, że Twoje życie musi ograniczać sie tylko do tej osoby i ze
          musicie spędzać razem 24/7.

          Znam kilka związków, które rozpadły sie przez tzw. "smyczowatosć" kobiet.
          • migiem_migiem kto jest smycza a kto nie? 28.08.08, 18:08
            a ja znam kilka zwiazkow ktore sie rozpadly, bo kobieta nie
            potrafila zrozumiec, ze facet z nia nie chce nigdzie jezdzic, bo nie
            ma ochoty z nia przebywac. a ona naiwnie wierzyla, ze daja sobie
            swoja wolnosc. Droga Gondro, nie kazda kobieta, kt. bez problemu
            akceptuje wyjazdy meza jest półboginią 'wyluzowania', super-zdrowego
            podejscia do spedzania czasu i zbierze z tego plony. Prawda jest
            taka, ze sa mezczyzni, kt. nie chca wyjezdzac bez swoich zon,
            dziewczat, bo po prostu zal im straconego czasu. I nie ma tu czym
            gardzic, sa pary kt. po prostu najchetniej spedzaja czas ze soba.
        • tanczacy.z.myslami "w połowie wygrałaś"?! 19.08.08, 14:35
          gondra napisała:

          > A wyobraź sobie, że mam. Ale nie mam dzieci, więc w połowie wygrałaś.:)

          No wiecie co?! To znaczy, że posiadanie męża jest jednoznaczne z posiadaniem dzieci? Mąż bez dzieci to tylko połówka?
          Co to jest, za przeproszeniem, mąż+dzieci to jakiś "komplet gospodarczy - pies, buda, miska i trzy metry łańcucha"?!
          • gondra Re: "w połowie wygrałaś"?! 19.08.08, 17:14
            Czytaj ironię.:)
            • tanczacy.z.myslami Re: "w połowie wygrałaś"?! 20.08.08, 13:06
              gondra napisała:

              > Czytaj ironię.:)

              Mężczyzna, którego męską dumę urażono, nie zna słowa "ironia"! :))
    • bene_gesserit Re: List tygodnia (wyjazdy integracyjne) 16.08.08, 15:10
      gondra napisała:

      > A mnie sie wydaje, autorko listu, że jesteś taką żoną-smyczą
      (jakich wiele),
      > która najchętniej w ogóle nie wypuszczałaby męża samego z domu.
      Daj mu trochę
      > odpocząć od swojej osoby, jemu tak jak i Tobie lepiej zrobi jeśli
      nie będzie

      A mi sie wydaje, ze nie masz podstaw, zeby tak sadzic.
      Rozumiem wkurzenie i zal kobiety, ktora kisi sie w domu z dziecmi,
      podczas kiedy maz odbywa obowiazkowy fun z ludzmi, ktorych widuje
      5x10/tydzien. Z integracji wymigac sie nie sposob, zwalnia ciezka
      choroba albo smierc, a takie obowiazkowe korporacyjne rozrywki z
      ludzmi, ktorzy cie ani ziebia, ani grzeja (a niektorzy utopili by
      cie w lyzce wody) to srednia przyjemnosc. Wielu wymieniloby ten
      watpliwy przywilej na mozliwosc odpoczynku z rodzina. Nic
      dziwnego, ze rodzina chcialaby byc czasem na te spędy zapraszana.
      • gondra Re: List tygodnia (wyjazdy integracyjne) 16.08.08, 15:19
        A mnie się wydaje, że są podstawy. Znam przypadki takich żon z reala. Wyjazdy
        integracyjne be, wyjście na piwo z kolegami be, mój ci on i ma siedzieć ze mną w
        domu.
        Chyba, że maż z listu ma wyjazd integracyjny w co drugi weekend i w ogóle nie
        spędza czasu w domu, ale wątpię żeby tak było.

        A z wyjazdów integracyjnych da radę sie wymigać - wprawdzie czasami trzeba
        trochę nakręcić i być nie do końca uczciwym wobec pracodawcy, ale dla chcącego
        nic trudnego.

        Ciekawe dlaczego mężczyźni nigdy nie mają problemów typu: ona jest na wyjeździe
        integracyjnym a ja zostałem w domu, ona nie chce za mnie wyjść a ja tak bardzo
        chce sie żenić, ona nie dzwoni do mnie po randce; przytaczając z forów
        internetowych. Czytając takie rzeczy można nabrać przekonań antyfeministycznych
        samej będąc kobietą. Czy babki jak są w związku to traktują ów związek jako sens
        swojego życia i jedyne co je interesuje i co daje im szczęście? Aż czasami
        przykro sie czyta.
        • bene_gesserit Re: List tygodnia (wyjazdy integracyjne) 16.08.08, 20:08
          To ze koledzy ci sie po pijaku wyplakiwali w mankiet, ze zony maja
          niedobre i zaborcze nie znaczy, ze nie ma takich, ktorzy swoje zony
          wola - i od roboty, i od kolezanek zza biurka.

          Sa pary, ktore sobie daja malo wolnosci i za swoj swiety obowiazek
          uwazaja chadzanie wszedzie razem. Chlop, przyprowadzony na bardzo
          damskie ploty czuje sie (i slusznie) jak piate kolo u wozu. Tak
          samo zreszta jak chlop, ktory sam z wlasnej inicjatywy nie puszcza
          zony samej na babskie ploty, bo jest dziko zazdrosny i jej nie ufa.
          Ale sa pary, ktore nie maja problemu, jesli maja swoje wlasne, a
          nie wspolne towarzystwa i jesli nie wszedzie prowadza sie za
          raczke. Bywa i tak, i tak.
          Natomiast fajnie jest moc mozliwosc spedzac czas razem, kiedy sie
          go ma malo. 'Integracja' to obowiazek (z korporacyjnego imperatywu
          dobrej zabawy mozna sie wymigac, ale raz; jesli masz ). Nic
          dziwnego, ze sie kobiecie serce kroi, bo pewnie czasem czuje sie
          jak zona marynarza.

          Mezzczyzni i owszem, maja problemy, kiedy zona wyjezdza na
          integracje. Maz mojej przyjaciolki dzwonil do niej kilkanascie razy
          dziennie. Zeby dziecko przez telefon uspokoila, bo sie maly
          wydziera. W co ubrac dzieci na spacer i w co on sie ma ubrac, bo
          moze bedzie padac, a moze nie bedzie. Jak ona to robi, ze jej
          nalesniki sa okragle. I inne takie problemy.
          • sir.vimes wielu panów lubi popłakać w mankiet 18.08.08, 10:19
            jakiejś kobitki - to rodzaj podrywu "na wzruszenie naiwnej".

            było tak jakoś w piosence "żona go nie rozumie, wcale ze sobą nie śpią" itd.

            Swoją drogą dobre firmy robią imprezy integracyjne i dla samych pracowników - i
            dla rodzin. Bo zaprzyjaźnione rodziny pracowników - w efekcie przyjaźnie
            rodzinne i między dziećmi - trzymają ludzi przy firmie dużo skuteczniej niż
            popijawy.

            > To ze koledzy ci sie po pijaku wyplakiwali w mankiet, ze zony maja
            > niedobre i zaborcze nie znaczy, ze nie ma takich, ktorzy swoje zony
            > wola - i od roboty, i od kolezanek zza biurka.
            >
          • gondra Re: List tygodnia (wyjazdy integracyjne) 18.08.08, 12:00
            Są też pary gdzie jedna strona daje drugiej mało wolności. Zaskakująco często
            ową strona jest kobieta.

            A mąż Twojej przyjaciółki dzwonił dlatego, że nie potrafił zająć sie własnymi
            dziećmi (ani nawet sobą) dopóki go żona za rączkę nie poprowadziła - jak mniemam
            dorosły facet. Takie przypadki też są. Ale to trochę innego rodzaju problem niż
            problem zaborczej kobiety, która chciałaby mieć faceta ciągle przy sobie.
            • bene_gesserit Re: List tygodnia (wyjazdy integracyjne) 23.08.08, 16:28
              gondra napisała:

              > Są też pary gdzie jedna strona daje drugiej mało wolności.
              Zaskakująco często
              > ową strona jest kobieta.

              Mysle, ze dopoki nie mamy na ten temat zadnych statystyk czy
              wynikow ankiet, trudno dyskutowac.
              A, jak sir vimes napisala - to faceci podrywaja na 'zona mnie nie
              rozumie', kobiety maja inne strategie. Byc moze bierzesz na
              powaznie to, co w rzeczywistosci jest tylko podrywowa nawijka.
          • rbeg Re: List tygodnia (wyjazdy integracyjne) 21.02.09, 00:21
            Organizuje takie wyjazdy integracyjne już od ponad 10 lat. Prowadzę
            też takie grupy osobiście, co sprawia mi ogromną przyjemność. I
            powiem, że na początku takie wyjazdy to była istna balanga. Byli
            tacy, którzy nawet nie wiedzieli gdzie byli, a na wycieczki dawali
            swoje aparaty , żeby koledzy porobili nimi zdjęcia z wycieczki, coby
            mieli zawieść je do domu. Sprawy damsko - męskie - o wiele bardziej
            dyskretnie też się działy i dzieją. Często musiałam w managerami
            hotelu "ugłaskiwać" sprawy głośnego zachowania się grup polskich ,
            załatwiać jakoś sprawy znacznie przekroczonych norm wypitego w
            ramach all inclusive alkoholu ( co przy negocjacjach do min. stawek
            za hotel z wiadomych względów okazywało się mocno dyplomatycznym
            zadaniem) itd. itd. ale grupy wracaly zadowolone. Jednak od
            jakiegoś czasu obserwuję zdecydowaną ewolucję w zachowaniu i
            potrzebach uczestników. Myślę, że towarzystwo już się wyszalało,
            otrzaskało na takich wyjazdach i syndrom "krótkiej smyczy" już tak
            bardzo nie działa. A może medialna kampania życia rodzinnego,
            wspólnego z nią spędzania czasu, wieloletni model rodziny
            spowodowały, że na takich wyjazdach coraz częściej słyszę szczery
            żal, że nie są tu - na wyjeździe razem z żoną czy mężem. I co to za
            prezent, kiedy w pięknych okolicznościach przyrody serce człowiekowi
            pęka i myślami jest gdzie inndziej, albo co gorsza rozterka i stres
            zaprzątają głowę, bo wściekły współmałżonek czy parnter siedzi w
            domu i pod nosem śle ... . wydaje mi się i to proponuję swoim
            klientom - firmom dla których organizuję takie wyjazdy, że warto
            byłoby ( szczególnie na imprezach organizowanych dla ludzi, ktorzy z
            racji wieku z niejednego pieca chleb jedli i są zapraszani na tego
            typu wyjazdy zapraszać ich na wyjazd z żoną , tak aby chociażby ta
            główna zaproszona osoba mogła cieszyć się z tego wyjazdu i w pełni z
            niego korzystać. A ci którzy mają inne plany niż podróżowanie z
            żonami/mężami zapraszają na wyjazd przyjaciołki, kochanki czy jak im
            tam się podoba. Organizowałam już takie wyjazdy i są naprawdę udane,
            nie potrzeba wtedy wywozić towarzystwa do kraju, gdzie jest tani all
            inclusive, bo nie jada ludzie się upijać , tylko "smakować" w
            dosłownych i w przenośnym tego słowa znaczeniu i kraj i kuchnię i
            atmosferę. Kolejną moją koncepcją jest organizowanie wyjazdów
            integracyjnych dla calych rodzin wspólpracowników - np. aktywne
            wakacje - wspolne rozrywki, sport - wycieczki na rowerach, plywanie
            w jeziorach, jazda na nartach, ale i czas tylko dla doroslych a
            dzieci mają swój program animacyjny. Naprawde wiele osób ,
            szczególnie zajmujących się sprzedażą - głównie jest poza domem i
            nie dziwi fakt iż taki wyjazd tylko 1 osoby z rodziny powoduje
            ogromne niezadowolenie reszty. Oni tez tęsknią i właściwie dla nich
            samych kolejny hotel, kolejne narty, kolejna egzotyczna plaża w
            towarzystwie znajomych z pracy to coraz bardziej przykry obowiązek
            niż przyjemność. proponuję aby zaoszczędzić budżet organizację
            takich wyjazdów np. nad pięknymi jeziorami w Austrii połączone ze
            zwiedzaniem pięknych zabytkowych miast , uprawianiem rekreacyjnych
            form turystyki, wspólne lekcje gotowania itd. Ktoś powie ale to
            drogo bo trzeba zapraszać całe rodziny. Można zaoszczędzić na tym,
            że organizować taki imprezy właśnie w Austrii, Słowacji, Czechach,
            Chorwacji z dojazdem własnym - samochody służbowe itd. , nie wydając
            pieniędzy na bardzo drogie przeloty międzykontynentalne.
            Zainteresowanych zapraszam do kontaktu e-mail:
            ewa.gora@kontynenty.com.pl. Proszę o komentarze i opinie na temat
            takich projektów. Ja nie tylko wierzę, ale czuję, że to jest to ,
            szczególnie że aktywne formy wypoczynku rodzinnego są tak modne.
            Motywować można ludzi tylko za pomoca takich metod na jakie ludzie
            reagują, prawda? pozdrawiam
    • niematerialnydobrobyt Re: List tygodnia (wyjazdy integracyjne) 16.08.08, 18:04
      Pracuję w dużej korpo, nie mam męża, dzieci. Staram się postawić w
      sytuacji autorki listu: matki i żony, która jak większość matek i
      żon w tym kraju czeka na weekend, by go spędzić prozaicznie na
      domowych pracach, aby wieczorem zasiąść do stołu - wspólnej i
      nieograniczonej czasowo kolacji z dzieciakami [pozwolić im położyć
      się spać o 12 w nocy] i mężem [opowiedzieć mu różne rodzinne i
      przyjacielskie nowinko-historyjki]albo spędzić ten weekend bardzo
      aktywnie: na wycieczce, u rodziny za miastem. Powiedzmy sobie
      szczerze: wszyscy czekają na weekend z najbliższymi; praca zabiera
      nam czas w ciagu tygodnia, wiec miejmy czas dla siebie chociaż w
      weekend. Chore są tylko korporacje i ich pożądanie pozytywnego
      wyniku finans. na koniec m-ca, kwartału, roku. I chore jest ich
      pożądanie sprawnej komunikacji, skutecznych relacji zawodowych, a
      jeszcze bardziej chore pożądanie wspólnej integracji w weekendy,
      często organizowanej przez sfrustrowanych dyrektorów singli, którzy
      używają swoich pracowników korporacji jak programatorów do pralki
      automatycznej. Chyba zapomnieli wsypać proszku!
    • sir.vimes A mnie się wydaje 18.08.08, 10:14
      , że jeżeli dla kogoś radością jest spędzanie 10 godzin w pracy w dzień
      powszedni i imprezowanie w pracy w weekendy nikogo nie powinien wrabiać w
      zakładanie rodziny ze swoją osobą.

      Możliwe, że Twoi koledzy byliby dużo szczęśliwsi bez niby-rodzin i żon, na
      których wyraźnie kompletnie im nie zależy. Za to w objęciach kumpli i z kilkoma
      piwami jako synonimem cudnej zabawy:)

      Nie wspominając o tym, że te żony z pewnością znalazłyby chętnych na prawdziwą
      rodzinę - taką w której jest miejsce na "indywidualnych" znajomych i rozrywki -
      i na wspólną wycieczkę Z RODZINĄ. I integrację z własnymi dziećmi czy krewnymi,
      nie tylko z ludźmi z biurka obok.
      • gondra Re: A mnie się wydaje 18.08.08, 11:56
        A mnie sie wydaje, że jeśli ktoś woli od czasu do czasu poimprezować bez żony
        nie znaczy, że ma orgazm na myśl o pracy i imprezach integracyjnych.
        I wydaje mi sie, że jeśli kolega zwierza sie koleżance przy piwie nie musi to od
        razu oznaczać podrywu w stylu "jestem biedny misio a moja żona to suka" i tego,
        że chce ową koleżankę przelecieć, może być też to taki ewenement i
        ekstrawagancja, że chce sie wygadać.
        Możliwe też, że moi koledzy byliby szczęśliwsi bez swoich żon - tylko jest im z
        nimi wygodnie i nie mają jaj żeby coś zmienić w swoim życiu. To w sumie bardzo
        częsta postawa z której wiele kobiet nie zdaje sobie sprawy bo uważają, że
        przecież ich partner je tak kocha. I pewnie żony mogłyby znaleźć facetów
        myślących tak jak one. Widocznie nie znalazły.
        • sir.vimes Poimprezować bez 18.08.08, 13:55
          > A mnie sie wydaje, że jeśli ktoś woli od czasu do czasu poimprezować bez żony


          A mnie się wydaje, że to oczywiste. Tak samo jak to, że zona ma czasem ochotę
          poimprezować bez męża.

          I jeżeli jego pracodawca ma kaprys zapewniać mu weekendowy wyjazd - niech do
          wyjazdu dorzuci kasę na opiekunkę do dzieci PRACOWNIKA.
          Bo inaczej żona pracownika (czy tez mąż pracownicy) za darmochę haruje na dobo
          jego firmy (tzn . wykonuje domowe obowiązki pracownika by szef tegoż cieszył się
          swymi wspaniałymi imprezami i pomysłami).

          może być też to taki ewenement i
          > ekstrawagancja, że chce sie wygadać.

          Owszem. Może.
          Ale zwierzenia faceta po kilku piwach nie wydają mi się koniecznie prawdą
          objawioną w stylu "koledzy opowiedzieli na piwie więc NA 100% tak jest".


          • gondra Re: Poimprezować bez 18.08.08, 17:17
            > I jeżeli jego pracodawca ma kaprys zapewniać mu weekendowy wyjazd - niech do
            > wyjazdu dorzuci kasę na opiekunkę do dzieci PRACOWNIKA.
            > Bo inaczej żona pracownika (czy tez mąż pracownicy) za darmochę haruje na dobo
            > jego firmy (tzn . wykonuje domowe obowiązki pracownika by szef tegoż cieszył się
            > swymi wspaniałymi imprezami i pomysłami).

            To jest tak dziwne, że aż nie wiem jak sie odnieść.

            > Ale zwierzenia faceta po kilku piwach nie wydają mi się koniecznie prawdą
            > objawioną w stylu "koledzy opowiedzieli na piwie więc NA 100% tak jest".

            Tak samo jak, że na 100% nie jest. Ale zawsze przyjemniej wytłumaczyć sobie, że
            facet się upił i gadał głupoty niż, że związek jest do kitu. Większość osób woli
            drobne samooszukiwanie sie od spojrzenia prawdzie w oczy. Prawdopodobnie autorka
            listu też.
            • sir.vimes Re: Poimprezować bez 18.08.08, 18:51
              >
              > To jest tak dziwne, że aż nie wiem jak się odnieść.
              >

              Nie, to nie jest aż tak dziwne.

              Ta imprezka to zajęcia dla którego pracownik zmuszony jest porzucić swoje
              obowiązki wobec rodziny. Nie dostaje wynagrodzenia za poświęcone "integracji"
              godziny.

              Żona/mąż pracownika przejmuje więc na ten czas jego domowe obowiązki. Tylko dla
              kaprysu integrującego szefa.

              Pracownik może nająć osobę , która wykona jego domową pracę - z własnej kieszeni.

              Takie są fakty.

              Impreza weekendowa raz w miesiącu czy integracyjna co obowiązkowa piątkowa noc
              chlania z kolegami z biura odbija się w sposób dość rażący na komforcie życia
              całej rodziny.

              Bo dla wielu osób to nie rozrywka tylko praca - i to zdecydowanie jej mniej
              przyjemna i na dodatek bezpłatna część.

              A po tych bezsensownie zmarnowanych godzinach warto zdążyć odespać , nadrobić
              sprawy domowe, nadrobić PRAWDZIWE życie towarzyskie z PRAWDZIWYMI kolegami (nie
              tylko współpracownikami) i "integrację" z własną rodzina. Kiedy?



              Większość osób wol
              > i
              > drobne samooszukiwanie sie od spojrzenia prawdzie w oczy. Prawdopodobnie autork
              > a
              > listu też.

              To jest rzeczywiście AŻ TAK dziwne, że nie wiem jak odpowiedzieć, by nie
              wyjaśniać znów od a.
              • gondra Re: Poimprezować bez 19.08.08, 17:13
                A jak ów mąż zostanie po godzinach to też trzeba zrekompensować żonie, że na ten
                czas przejęła jego obowiązki domowe? Poza tym może niektórzy maja w domu grafik,
                ale najczęściej wykonywanie obowiązków jest jakąś umową między małżonkami a nie
                - wróciłeś godzinę później, musiałam za ciebie poodkurzać to Ty za karę jutro za
                mnie zmywasz. Poza tym niestety najczęściej jest tak, że obowiązki domowe
                wykonują głównie kobiety, więc prawdopodobieństwo, że żona przejmie coś po mężu
                jest niewielkie.

                Jeśli ktoś uważa, że czyjeś narzekanie przy piwku na swoje życie rodzinne z całą
                pewnością jest paplaniem po pijaku i nie ma w nim ziarnka prawdy - cóż,
                naiwność. Nawet jeśli ów mąż przed żoną zgrywa cud faceta i jest miły i
                wspaniały. Ale chyba nie powinien mówić, że jego małżeństwo jest do kitu. Czy
                faktycznie jest, czy nie - a jeśli by nie było to po co te słowa. Aha, upił sie
                i tak bez sensu i bez podstaw go naszło.:)

                Tak samo autorka listu całą winę zrzuca na wyjazdy integracyjne. A problem
                prawdopodobnie tkwi gdzie indziej.
                • zamyslona4 Re: Poimprezować bez 19.08.08, 19:51
                  Gleboko sie dziwie, ze jako kobieta i zona masz tyle wspolczucia dla
                  mezczyzn, ktorzy potrafia tylko po pijaku ci sie wyplakac w mankiet,
                  a nie maja odwagi porozmawia z zona i zrobic cos ze swom zyciem. a
                  te zony to takie idiotki co slepo meza krotko trzymaja. nie jeszt ci
                  zal tej zony ze czuje zerwane wiezi i nie ma kiedy rozwiazywac
                  porblemow b maz po 10 g. w pracy siedzi a pozniej jeszcz na weekend
                  wyjezdza? moze nie trzy go a smyczy a ona i dzieci pragna z nim
                  pobyc?? a jemu wygodniej bylo sie ozenic, dzieci narobic i sio,
                  rozbijac po wyjazdach i jeszcze zalic.
                  czy ty przypadkiem nei czujesz sie dumna ze jestes super kumpela ,
                  ktorej faceci sie zala na sowje zony? a nie pomyslalas jakby to bylo
                  gdyby twoj maz o WASZYCH porblemach po pijaku jakies babie opowiadal
                  zamiast rozwiazywac to z toba?
                  • gondra Re: Poimprezować bez 19.08.08, 20:45
                    A gdzie ja współczuje tym facetom? Raczej współczuje ich żonom, które same
                    siebie oszukują. Wybacz ale znam zbyt wiele kobiet o podejściu "jak złapałam
                    faceta, to będę go trzymać choćby sie waliło i paliło", które są typowymi
                    smyczami, żeby myśleć inaczej. I te kobiety nie widzą, że tak naprawdę sobie
                    robią krzywdę. Tak samo jak znam zbyt wiele kobiet, które uważają, że maja
                    cudowny związek, a tak naprawdę ich partner to dupek i babiarz. Dlatego jestem
                    tak sceptycznie nastawiona. Life is brutal. Nie twierdzę, że trzeba od razu
                    zastrzelić sie z rozpaczy ale trochę krytycznego spojrzenia sie przydaje.
                    • zamyslona4 Re: Poimprezować bez 19.08.08, 22:31
                      z tego co pisalas masz meza. jak z nim zyjesz to myslisz "co za
                      dupek i babiarz"?
                    • ally Re: Poimprezować bez 20.08.08, 15:47
                      gondra, nie rozgraniczasz dwóch spraw:
                      1. kobiet, które zakładają swoim facetom smycz i nie pozwalają na żadne kontakty
                      z innymi kobietami, bo są szczerze przekonane, że każda dybie na ich zdobycz,
                      2. kobiet, które są złe na imprezy firmowe, bo dezorganizują im one życie
                      rodzinne i psują weekend.
                • dorrita Re: Poimprezować bez 19.08.08, 19:57
                  Gondra, wiesz, co? Twoja opinia jest baaardzo subiektywna. Próbujesz odpowiadać
                  dyplomatycznie, a tak naprawdę Twoje wypowiedzi brzmią jakbyś zjadła wszystkie
                  rozumy i musisz mieć ostatnie zdanie. Każdy związek czy małżeństwo są inne i
                  żyją wg swoich zasad. Natomiast jeśli chodzi o facetów w Twojej pracy to po
                  prostu dupki. Słyszałam zwierzenia takich facetów, ale nie tylko! Nie tylko tacy
                  są na świecie, którzy mają "okropne" żony...
                  • gondra Re: Poimprezować bez 19.08.08, 20:49
                    Tak, zachowują sie jak dupki. A ich żony są naiwne, czy może już nawet głupie.
                    Chociaż skąd maja wiedzieć skoro związek zaślepia im wszystko inne i będą
                    idealizować go choćby nie wiem co. To tak jak ze zdradą - zdradzona kobieta
                    często uwierzy w największą ściemę faceta, będzie zwalała winę na kochankę, nie
                    będzie odpuszczała do siebie myśli o zdradzie do póki nie dostanie twardego
                    dowodu. Bo to zburzy obraz idealnego związku i faceta, który sama sobie zbudowała.
                    • zamyslona4 Re: Poimprezować bez 19.08.08, 22:38
                      powiem ci tak- zwykle taki emadrale co to nabijaja sie z innyh
                      kobiet i je oceniaja spotyka wlasnie to, co niby dotyka innych bo
                      popelniaja bledy.

                      znam cudowne zony, ktore sa w zwiazku ze zwyklymi dupkami, wkladaja
                      mnostwo pracy w zwiazek, sa dobre cieple madre i ladne, ale facet
                      mial porypane dziecinstwo i na kazda zone bedzie narzekal - a to ze
                      go ogranicza, a to ze sie nim nei interesuje. a to za duzo w domu
                      siedzi, a to non stop jej nei ma..
                      krytykujesz kobiety ktore wyszly za maz i wierza ze ich maz jest
                      fajny? co ty wiesz o motywacji bycia po zdradzie? mam wrazenie ze
                      nacyztalas sie pisemek z poradai dla kobiet lub nie masz zadnych
                      przyjaciolek i oceniasz zwiazku przez pryzmat piwnych zwierzen
                      facetow..
                • sir.vimes Re: Poimprezować bez 20.08.08, 07:06

                  > A jak ów mąż zostanie po godzinach to też trzeba zrekompensować żonie, że na te
                  > n
                  > czas przejęła jego obowiązki domowe?

                  Gondra, naprawdę nie rozumiesz jaki wpływ ma np. na relacje z dziećmi (i
                  zmęczenie rodzica pozostającego z nimi) pRZYMUSOWE odbębnianie "świetnej imprezki"?

                  Nadgodziny zresztą są płatne więc rodzinie się opłacają.

                  > Jeśli ktoś uważa, że czyjeś narzekanie przy piwku na swoje życie rodzinne z cał
                  > ą
                  > pewnością jest paplaniem po pijaku i nie ma w nim ziarnka prawdy - cóż,
                  > naiwność. Nawet jeśli ów mąż przed żoną zgrywa cud faceta i jest miły i
                  > wspaniały. Ale chyba nie powinien mówić, że jego małżeństwo jest do kitu. Czy
                  > faktycznie jest, czy nie - a jeśli by nie było to po co te słowa. Aha, upił sie
                  > i tak bez sensu i bez podstaw go naszło.:)
                  >
                  > Tak samo autorka listu całą winę zrzuca na wyjazdy integracyjne. A problem
                  > prawdopodobnie tkwi gdzie indziej.

                  Jeżeli ktoś narzeka na rodzinę - po pijaku czy na trzeźwo - to ma problem. I
                  może ten problem wynikać z braku czasu na nie-pracowanie, a może z zupełnie
                  innych kwestii, nie związanych z tym o czym pisze, Ja w każdym razie pijackich
                  zwierzeń biednych nierozumianych misiów nie słucham, bo mnie nie bawią.

                  > Tak samo autorka listu całą winę zrzuca na wyjazdy integracyjne. A problem
                  > prawdopodobnie tkwi gdzie indziej.

                  Prawdopodobnie fakt spędzania wielu godzin miesięcznie na integracyjnych
                  imprezkach sprawia, ze mniej godzin można poświęcić na własne hobby, rodzinę,
                  przyjaciół czy trywialne zajęcia w domu. Wszystko to jest bardzo ważne by
                  człowiek, a co za tym idzie, jego rodzina , funkcjonowała w sposób bezkolizyjny.
                • makwalz Re: Poimprezować bez 22.08.08, 14:46
                  normalny facet nie żali się przed koleżankami z pracy..
                • bubster naiwnością jest raczej 26.08.08, 01:10
                  brać za prawdę wszystkie "prawdy" usłyszane po pijaku
                  które czasem na użytek kumpli, szybkiego podrywu, lub zwykłego
                  pijackiego marudzenia są mówione
    • etruska Re: List tygodnia (wyjazdy integracyjne) 20.08.08, 13:06
      Dziewczyny, a gdzie jest ten list tygodnia? U mnie się w ogóle nie
      wyświetlił. U was też zniknął?
      • mart-a70 Re: List tygodnia (wyjazdy integracyjne) 20.08.08, 16:27
        Czytałam list tygodnia w WO nr32(485), a kilka dni później weszłam na forum i poznałam różne opinie na temat integracyjnych wyjazdów. Jak ja zazdroszczę wyroumiałym żonom,które rozumieją wszystko i akceptują bez mrugnięcia okiem politykę firm,politykę, w której priorytetem ma być jedynie praca i wszystko, co z nią związane. Gdy mój mąż jedzie na kolejną wycieczkę i to nie byle gdzie, bo do Japonii, Singapuru, Dubaju, ja miotam się między złością( znów sama z dziećmi, znów zabrany tydzień urlopu), żalem( dlaczego nie mam możliwości wyboru) a poczuciem winy ( jestem egoistką, trudno mi cieszyc się szczęsciem mojego męża). To nie jest łatwe i naprawdę nie ma to nic wspólnego z trzymaniem męża na smyczy. Każde z nas wychodzi ze swoimi przyjaciólmi do kina,na piwo, pogaduchy, ma swój świat...ale..czasem chcielibyśmy pobyć razem na tej integracyjnej imprezie mojego męża.
        • squirrel9 Re: List tygodnia (wyjazdy integracyjne) 21.08.08, 13:39
          Rozsądna odpowiedź.
          Ja sama pracuję w firmie korporacyjnej, gdzie imprezy integracyjne
          to "normalka". Działów dużej, mniędzynarodowej firmy integrujących
          się ze sobą jest multum!!! A fajnie byłoby gdyby szefowie czy
          też "kluczowi pracownicy" tych działów byli na każdej imprezie.
          I wysłuchuję potem te pijackie skargi kolegów na złe żony, które
          niczego nie rozumieją ... tylko,że ja wiem dlaczego nie rozumieją.
          Mój mąż pracuje w podobnej korporacji ...
          Pracuję w "męskim" zawodzie i WIEM dlaczgo faceci się skarżą, WIDZĘ
          jak im odbija bo na takich integracjach poznają "nowe, szybkie
          możliwości". Nie ma czasu jest McDive :))))
          Mój mąz też to widzi i (podobna korporacja) ... wolimy spędzać czas
          ze sobą ...
    • mary.cha Re: List tygodnia (wyjazdy integracyjne) 23.08.08, 17:27
      bełkot........
      tez pracuję niestety w korporacji i też mam kolegów..wiesz..każdy z
      nich i( ja też) wolałby spędzić wolny weekend w domu z rodziną,
      dziewczyną, kochanką, psem...zamisat pić piwko, gadać o bzdurach i
      integrować się z ludźmi z którymi nie łączy go tak naprawdę nic
      oprócz pracy....
      ranyyyy z jakimi ty ludzmi pracujesz...napiją się piwa i zaczynaja
      się zwierzać..heheh..nie mogę czytać takich bełkotliwych wywodów....



    • gondra Re: List tygodnia (wyjazdy integracyjne) 23.08.08, 19:34
      Ze swojej strony nie będę już nikogo przekonywać do swojego zdania bo i tak
      wiecie lepiej. Że Wasi faceci na 100% są uczciwi i o niczym innym nie marzą niż
      o spędzaniu czasu z Wami. Że maż pani od listu myśli tak jak ona i wcale nie
      wkurza go jej zaborczość. Że moi kumple z pracy to dupki, którzy mnie podrywają
      na głupie gadki, a ja jak ta idiotka daje sie wyrwać i jeszcze sie cieszę. Że
      Wasi faceci oczywiście są inni niż oni (ich żony zapewne tak myślą o nich).

      Nie twierdzę, ze każdy marzy o tym żeby non stop jeździć na wyjazdy
      integracyjne. Same wyjazdy są dla mnie trochę wątkiem pobocznym. Chodzi o
      przekonanie kobiet, że ich mężowie myślą o życiu rodzinnym tak samo jak one i
      chcą ze swoją partnerką spędzać każdą wolna chwilę. Niestety stwierdzam, na
      podstawie obracania sie przez wiele lat w męskim towarzystwie (praca, rodzina,
      towarzysko), że jest inaczej. Oczywiście, Wasi chcą, Wy wiecie lepiej. A ja
      wiem, niestety, że ludzie bardzo często są podli, egoistyczni i obłudni. Nikt
      nie myśli o Tobie, wszyscy myślą tylko o sobie, dokładnie tak jak Ty.:)

      Tak więc drogie żony i dziewczyny. Tkwijcie dalej w tych swoich przekonaniach o
      idealności Waszych związków. Tak jak wiele kobiet, które znałam, których faceci
      mieli kochanki lub byli z nimi (stałymi partnerkami) tylko dla wygody i z
      przyzwyczajenia. One myślały dokładnie tak jak Wy i autorka listu - skoro one
      maja dane spojrzenie na pewna sytuacje, to ta sytuacja musi być taka jaką one
      sobie wyobrażają. Tak, u Was jest inaczej, to się zdarza innym a ja jestem
      pesymistką i to co piszę to bełkot.:)

      Jak ja sama mogłam wyjść za mąż z takim podejściem? Cóż, z mężem mamy
      specyficzny układ. Ale w sumie sama sie nad tym zastanawiam. I mogłam trochę
      poczekać z tym krokiem.
      • nett1980 Re: List tygodnia (wyjazdy integracyjne) 23.08.08, 21:53
        G E N E R A L I Z U J E S Z. Myslisz, ze to co cie spotyka, jest
        jakims uniwersalnym prawidlem, wg ktroego kreci sie caly swiat?
      • panismok Masz trochę racji, ale... 24.08.08, 10:00
        1. Brakuje Ci doświadczeń związanych z organizacją czasu, gdy są już dzieci - a myślę, że wtedy nie tak łatwo prowadzi się swobodne życie towarzyskie, a jednoosobowe wypady jednego z małżonków mogą być problemem - bo wszystko na głowie drugiego. Więc o sytuacji kobiet z dziećmi nie wypowiadaj się, jak ślepy o kolorach.

        2. Jak ktoś lubi kolegów z pracy, to się z nimi spotyka z własnej woli, nie musi do tego na imprezy jeździć.

        3. Owszem, trzeba spędzać czas osobno, ale trzeba również pobyć po prostu razem - wtedy ludzie fajnie się do siebie dostrajają. Ja i mój partner nie jesteśmy zaborczy i mamy swoje życie, ale spędziliśmy tydzień w górach tylko ze sobą, i naprawdę służy to rozwojowi związku. I zapewniam Cię, jeśli ludzie się nawzajem kochają i lubią, wcale im się nie nudzi.

        4. Tez mam takich kolegów z pracy, którzy nawet bez piwa się zwierzają. Cel tych zwierzeń jasno określiła bene gesserit: "moja żona jest głupia, a Ty taka fajna kumpela"...
        Może zapytaj kolegów, dlaczego, jako mądrzy i odpowiedzialni ludzie, ładowali się w zakładanie rodziny, skoro to dla nich taka udręka?
        Bo na razie to ich podziwiasz...

        5. Nie życzę Ci takiej sytuacji, ale wyobraź sobie, ze urodzisz dziecko, a Twój mąż nadal będzie chciał spędzać na swoich rozrywkach tyle czasu, co teraz. Co na to powiesz?
        • gondra Re: Masz trochę racji, ale... 24.08.08, 13:08
          > Może zapytaj kolegów, dlaczego, jako mądrzy i odpowiedzialni
          > ludzie, ładowali się w zakładanie rodziny, skoro to dla nich taka
          > udręka? Bo na razie to ich podziwiasz...

          Nie podziwiam ich. To że krytykuje żony nie oznacza automatycznie, że myślę iż
          są one beznadziejne i głupie, a koledzy super i fantastyczni. Tylko, że w
          sytuacji gdy mamy osobę - tu faceta - która kręci, ściemnia i postępuje
          nieuczciwe i drugą osobę - w tym przypadku kobietę, która jest ślepa, oszukuje
          sama siebie i jeszcze wmawia innym, że ona ma racje... Jakoś z ludzka podłością
          i nieuczciwością nauczyłam się sobie radzić, każdy dorosły człowiek musi czasami
          przechodzić przez różne sytuacje. Ale w reakcji na głupotę szlag mnie trafia.

          Wiem, że piszę bardzo stereotypowo o zachowaniach kobiecych i męskich. Przecież
          żona też może być zdradzającą oszustką, a mąż naiwnym misiem. Ale co poradzę, że
          w 90% przypadków z jakimi sie spotkałam te relacje były właśnie takie stereotypowe.

          Nie uważam, ze do kobiety należy dbanie o małżeństwo i to ona jest
          odpowiedzialna za to jak ono wygląda. To sprawa obojga partnerów. Tylko gdy
          jedno ma klapki na oczach to nie wróżę powodzenia.

          Aha - nie muszę pytać kolegów dlaczego wpakowali sie w zakładanie rodziny.
          Zrobili to bo jest im tak wygodnie. Mają żony, które sie nimi zajmą, nie wracają
          do pustych mieszkań, żony ugotują, posprzątają, etc. A oni od czasu do czasu na
          piwko z kumplami, od czasu do czasu jakaś panienka na boku. Oczywiście na piwko
          ciężko się wyrwać bo żona pilnuje, ale zaskakująco łatwo łyka, że wrócił do domu
          spóźniony bo po godzinach został, bo coś w samochodzie nie tak, bo coś tam
          jeszcze. Trzymanie na smyczy nie jest równoznaczne z brakiem naiwności. Wręcz
          przeciwnie.

          Znajomy facet miał romans. Powiedział żonie, że to ta druga wszystko
          zainicjowała, zmusiła wręcz, a ona taki biedny, zagubiony misio dał sie
          wciągnąć. Żona oczywiście uwierzyła. Ręce opadają.

          A dzieci nie chcę mieć, więc pytanie mnie nie dotyczy.
          • zamyslona4 Re: Masz trochę racji, ale... 24.08.08, 16:54
            1. z mezem masz "specyficzny uklad"
            2. dzieci nie planujesz
            3. masz kolegow, ktorzy kreca i sciemniaja swoje zony, czyli ame
            dupki
            4. zony twoich kolegow to skonczone idiotki, bo wierza mezom.
            (to w koncu im wierza i ufaja cyz kontroluja? bo sie pogubilam)
            5. WSZYSTKIE forumowiczki ktore jednak maja normalne zycie
            rodzinne , mezow ktorzy ciesza sie na wspolny czas, podobnych
            znajomych- tez sa idiotkami bo nie zgadzaja sie z toba i twoimi
            doglebnymi analizami rzeczywistowci.

            patrzac na powyzsze punkty powiem tak- mysle ze to ty nie masz
            pojecia o czym mowa w watku i zamiast pouczac innych o tym jakie to
            malzenstwa sa do dupy- zmien znajomych na bardziej normalnych. Nie
            masz pojecia co tymi "idiotkami" kieruje. Mialabys normalne
            malzenstwo - a nie uklad- i potomstwo, moze bylabys w stanie pojac.
          • lena575 Re: Masz trochę racji, ale... 28.08.08, 13:35
            Moja "znajoma" od 10 lat ma romans z kumplem z pracy a mąż domem
            zajmuje się więcej niż ona, bo ona w takiej korporacji stale musi
            zostawac "po godzinach".
            I co to oznacza?
            Na jakiejś imprezie integracyjnej też poznałam kobietę która chętnie
            na takie wyjżdżą bo - jak uważa - wyszumi się i jej mężowi
            jest "lżej".
            I co to oznacza?
            Że faceci to durnie? Że powinni zabronić kobietom pracować po
            godzinach? Łańcuchem w kuchni przykuć a jak jest w przedpokoju to ma
            łąńcuch za długi?
            Głupia jesteś i tyle. Obracasz się w krzywym towarzystwie, tych
            normalnych nie zauważasz albo cię omijają. Najpierw
            pewnie "impoowali" ci, ich luz, pewnie z męzem tez taki przyjęłaś bo
            wydawał ci się cool. Teraz nie potrafisz tego odkręcić i winisz inne
            kobiety bo sama jesteś odpowiedzialna za swoje życie? A inne nie są
            takie jak ty,przynajmniej ogromna większość. Nie mają specyficznych
            układów z mężem ale normalne rodziny.

            Pracuję w korporacji i mam w ogromnej większości normalnych kolegów.
            Takich, którzy nie siedzą w pracy jak nie muszą, 1-2 razy w roku
            chętnie zabawią się w towarzystwie z pracy, ale nie częściej.
            Na "szkolenia" poza miejscem firmy ludzie burzą się strasznie. Firma
            sponsoruje nam sport więc chętnie spotykamy się na squosh'u, darcie,
            żaglach, imprezie rowerowej czy zawodach narciarskich. Tylko,ze to
            RODZINNIE.
    • panismok Jeszcze jedno 24.08.08, 10:27
      Matka i ojcem sukcesu Twojego małżeństwa jesteś Ty, jak można wnioskować z
      Twoich postów. Przyczyną porażek małżeństw Twoich kolegów (bo że są to porażki,
      to raczej oczywiste) są ich głupie, ślepe i uzależnione żony.
      Zatem:
      a. za powodzenie związku odpowiadają kobiety, im musi zależeć i one powinny tak
      wszystkim kierować, żeby się udało.
      albo:
      b. jak wszystko jest ok, to nasza zasługa, jak coś nie wychodzi, to wina tych
      drugich...

      Nie skomentuję tego sposobu myślenia, zresztą jako inteligentna osoba się
      zorientujesz...
      • makwalz Re: Jeszcze jedno 26.08.08, 10:42
        gondra ma moze problemy w swoim idealnym małżeństwie i próbuje
        wszystkie głupie idiotycznie wierzące swoim mężom (uwielbiającym
        skoki w bok, chlanie z kumplami z pracy, zwierzanie się wyrozumiałym
        koleżankom z pracy i kochającym wypady na imprezy integracyjne) żony
        uświadomić że rodzina jest beee, liczy się luz i życie kawalerskie,
        a powroty do domu to tylkona ciepły obiadek i do wysprzątanego domku.
        oj oj godne politowania i współczucia jestesmy głupie i
        ufające:):):):)a gondry mąż jest jeden na świecie i jemu można ufać
        bo mają luzu pod dostatkiem i każdy robi co chce nie licząc się z
        tym drugim. oto model najnowoczesniejszego związku rodem z
        łameryki:):):)he he he he
    • gondra Re: List tygodnia (wyjazdy integracyjne) 28.08.08, 19:55
      Tak, tak. Mam fatalne małżeństwo i muszę odreagować, mam układ a nie małżeństwo,
      nie mam dzieci więc nie wiem co to życie, obracam sie w jakimś zakrzywionym
      towarzystwie, daję sie podrywać pijanym kumplom. A wy jesteście takie mądre.
      Krzyżyk na drogę i powodzenia życzę.
      • makwalz Re: List tygodnia (wyjazdy integracyjne) 29.08.08, 09:40
        Baw się dobrze w swoim idealnym małżeństwie. Ciekawe czy Twój
        idealny mąż jak wypije na imprezie kilka piwek chwali się przed
        koleżankami jaką ma wspaniale wyluzowaną żonkę:) hehe he
      • squirrel9 Re: List tygodnia (wyjazdy integracyjne) 29.08.08, 11:59
        Kobieto, przeczytaj sama siebie. Raz twierdzisz,ze mężczyźni
        uciekają od tych zaborczych, to znów pokazujesz jakie to głupie i
        naiwne są te które faceta puszczają luzem i mu wierzą. Jako niby-
        super-wyjście ma być twój model z dwoma luzakami i bez przychówku.
        Tylko,że to nie jest standardowa (by nie napisać "normalna") rodzina.
        Oczywiście, mamy się domyślać,że twój mąż ma luz i dlatego cię nie
        zradza bo jakbyś zostawałą w domu z dziećmi i niechętnie patrzyła na
        jego wyjazdy to on by cię zdadzał? Nie łódź sie, ani luz ani brak
        luzu nie chroni od zdrady. Nic nie chroni przed nieuczciwościa
        jedenj ze stron. No moze tylko - umowa,ze każde robi co chce i na
        nic z drugiej strony nie liczy, wtedy zero rozczarowań !!! Ale to
        jest jeszcze mniej normalne.
        Moim zdaniem autorka wątku ma dość częstych "integracji" męża tym
        bardziej,że pewnie i w dni powszednie mąż siedzi w firmie sporo
        godzin.I pewnie jeszcze pracę do domu przynosi.
        Ponieważ pracuję w korporacji to wiem jak mogą wyglądać integracje,
        od kwietnia jak się zaczynają to w październiku kończą - z
        pominięciem lipca i sierpnia. Co drugi tydzień jest jakaś, a ty "my"
        a to współpracujące firmy coś organizują. Szef powinien być a
        pracownicy albo się zgłoszą albo z łapanki, czasem "obecność
        wymagana". Niektórzy poczuli powiew wolności, bo fajniej urwać się
        na weekend, popić bezkarnie i mieć święty spokój od domowych
        obowiązków a koleżance w mankiet się wypłakać jaką to cheterę
        zostawiło się w domu. Nie to co kumpleka, ona taka luzacka :)
        Widziałm już takich którym posypało się życie bo umiaru nie meli.
        To oni sami nie potrafią sobie stworzyć "prywatnego życia",
        zorganizować wolnych weekendów z rodziną i dlatego wyjazd
        integracyjny jest atrakcją. Pojadą na każdą taką "atrakcję".
        Zamiast z kolegami/koleżankami z pracy (tymi z którymi się
        przyjaźnią) umówić się rodzinnie na piwo, na rower czy narty wolą
        popijać na "obowiązkowych" integracjach.

        Oczywiście, nikt normalny nie ma pretensji o 1-2 imprezy w roku ale
        nie częściej!!!
        • nett1980 Re: List tygodnia (wyjazdy integracyjne) 29.08.08, 17:56
          Czy my przypadkiem nie karmimy trolicy? Korek7 i drugie wcielenie
          Korek77, a moze Koreczkiem sie zwal, tak czy inaczej argumentowanie
          podobne.
        • gondra Re: List tygodnia (wyjazdy integracyjne) 30.08.08, 08:23
          > Nie łódź sie, ani luz ani brak luzu nie chroni od zdrady. Nic nie
          > chroni przed nieuczciwościa jedenj ze stron.

          Ale mi właśnie oto chodzi!!!
          Ostatnio napatrzyłam sie na wiele związków, ktore zdaniem kobiet
          będących w tych związkach były idealne. A tu okazało się, że od pół
          roku spotyka sie z inną, że przespał sie z siostrą kumpla, że
          zdradzał przed ślubem. Oczywiście te kobiety nie brały do głowy
          takich możliwości, przecież on je kocha, do tego "pilnowały"
          (większość z nich). Ja uważam (uważałam?), że mam fajne małżeństwo,
          nie kontrolujemy nawzajem swoich poczynań, ale wmagamy od siebie
          uczciwości. Bo niby jeśli jesteś w stosunku do kogoś w porządku to
          logiczne Ci sie wydaje, że on będzie taki w stosunku do Ciebie,
          prawda? A tu może sie okazać, że g... prawda. Tak jak koledzy,
          którzy żalą sie na żony, a w domu niby tacy zakochani, tak jak
          koleżanka, której związek, uważany przez nią i znajomych - mnie
          również - za tak idealny, że coś taiego to tylko w Erze, rozpadł sie
          bo okazało sie, że koleś wcale nie jest taki idealny i uczciwy. Tak
          jak znajomy, ktory zdradza narzeczoną bo lubi seks, a narzeczoną
          ponoc kocha.

          Czy Wy nie spotkałyscie sie z takimi sytuacjami? Czy nie przejdzie
          Wam nawet przez myśl, ze też możecie być oszukiwane, a Wasze idealne
          wyobrażenie o Waszych związkach jest takie, bo takimi chcecie te
          związki widzieć (oczywiście, że nie, u Was na pewno jest
          inaczej,prawda?)? Bo ja ostatnio, po tym co widzialam, zaczynam tak
          myśleć.
          Między innymi dlatego takie emocje wzbudzają we mnie kobiety
          kontrolujące swoich facetów i myślące, ze pilnowanie partnera i
          trzymanie go w domu to recepta na szczęście.
          • kol.3 Re: List tygodnia (wyjazdy integracyjne) 30.08.08, 09:36
            Dlaczego wszystko oceniasz wg swojej sytuacji życiowej? Jesteście z
            męzem bez dzieci, takie małźeństwo siłą rzeczy żyje pod mniejszą
            presją. Ugotuje się - dobrze, nie ugotuje - też dobrze. Nie wypierze
            się - też dobrze. W przypadku pary z dzieciakami, kiedy żona po
            całym tygodniu pracy zostaje z domem i przychówkiem na głowie, bo
            mąż musi wyjechać na wyjazd integracyjny, trudno o zachwyt.
            Gotowanie, pranie itd. jest na głowie jednej osoby. Rozumiem, że Ty
            w takiej sytuacji płonęłbyś z zachwytu i tolerancji, że Twój facet
            może się rozerwać, podczas gdy Ty myjesz podłogi i niańczysz
            dzieciaki?
            Popijawy integracyjne - nie bujajmy się to okazja do popuszczenia
            cugli. Nie wszyscy są święci, popjawy damsko-męskie kończą się
            często gęsto wspólnym wyrkiem. Małżeństwa się rozpadają, zespoly
            pracowe się integrują niekoniecznie zawodowo.
            Znałam kobiety, które dawały swoim panom nieograniczoną wolność,
            któraś tu kiedyś napisała, że jej mąż nawet nie musiał wychodzić do
            drugiego pokoju żeby zaesemesować do kochanki.

            Musisz być bardzo młoda.
          • kol.3 Re: List tygodnia (wyjazdy integracyjne) 30.08.08, 09:37
            Przepraszam zaostatnie zdanie, nie chciałabym żeby to wypadło
            protekcjonalnie, ale tylko młodość jest pełna idealizmu.
          • squirrel9 Re: List tygodnia (wyjazdy integracyjne) 30.08.08, 09:37
            Podpisałaś się, niestey pod zły wątek. Bo to o czym piszesz
            niekoniecznie, albo nie tylko ma coś wspólnego z imprezami
            integracyjnymi. Zaufanie w małżeństwie to coś tak subtelnego, że
            może mieć z każdym "życiowym" tematem wiele wspólnego albo nie mieć
            wcale. Dwójka ludzi ustala pewne reguły ale niekoniecznie muszą
            wyznawć te same zasady. Jedno wynosi z domu prawdmówność a drugie
            krętactwo. Jedni uczciwość czują w sobie a inni widzą to jako
            obnażenie w oczach drugich ludzi - czyli jestem uczciwy, dopóki mnie
            nie złapią. I "na żywca" idą zawsze w zparte. Czy kontrolujesz, czy
            nie - nic to nie zmienia. Może kontrolowanie trochę przyhamowuje.
            Pełny luz daje niewiele takim ludziom. Uczciwym nie zaszkodzi ale
            nieuczciwy daje sygnał - rób co chcesz, dopóki cię nie złapią.
            Nikt nie ma złotego środka na dobre małżeństwo. Ale nie możemy być
            przekonani,że drugi człowiek zawsze jak tylko może to jest
            niuczciwy. Bywają tacy i tacy. Czasem "okazja czyni złodzieja". Tak
            więc imprezy integracyjne mogą "czynić złodzieja" ale nie muszą.
            Życzę poukładnia sobie życia. W życiu trzeba wymagać, od siebie ale
            i od innych. Jak nie wymagasz od drugiego człowieka to on nawet nie
            ma pocucia,ze jest dla cibie ważny i,że jest ci potrzbny. Czasem
            to "wymaganie" prostuje ludziom kręgosłup, daje im poczucie wartości
            i wąności w zyciu innego człowieka.
            • zamyslona4 Re: List tygodnia (wyjazdy integracyjne) 30.08.08, 12:52
              Absolutnie sie zgadzam co do ustalania pewnych zasad.
              Moj maz mi mowi, ze umiejetie z nim zmanipulowalam- daje mu poczucie wolnosci,
              rownoczesnie zaznaczajac jej granice. On nie czuje presji, a rownoczensie wie
              dokladnie co bedzie nie ok. I nie wiedze nic zlego w tym, ze mowie mu wprost
              "spoko- chcesz brykac na boku? brykaj. ale przyjdz do mnei mi powiedziec i licz
              sie z tym, ze moge zareagowac jak zechce. wiec zanim bzykniez panne zastanow sie
              czy chcesz mnie zamienic na nia, bo pewnie takie wyjscie ci pozostanie " :)
              • gondra Re: List tygodnia (wyjazdy integracyjne) 30.08.08, 21:55
                I Tobie się naprawdę wydaje, że jeśli Twój facet bzyknie na boku, to: a) powie
                Ci o tym lub b) na 100% dowiesz sie o tym? O naiwności!
                • zamyslona4 Re: List tygodnia (wyjazdy integracyjne) 01.09.08, 23:08
                  gondra napisała:

                  > I Tobie się naprawdę wydaje, że jeśli Twój facet bzyknie na boku,
                  to: a) powie
                  > Ci o tym lub b) na 100% dowiesz sie o tym? O naiwności!

                  powiem tak- zal mi ciebie przede wszystkim. TTo ty masz swoja
                  nastoletnia naiwnosc , do ktorej dopasowujesz wszytsko co
                  przecczytasz. nie chce mi sie drugi raz tlumaczyc co mialam na
                  mysli, bo chyb adosc jasno to wyrazialam. a czytaac twoje dalsze
                  wypowiedzi- i 1000 postow nie rozjasni ci w glowie.
            • kol.3 Re: List tygodnia (wyjazdy integracyjne) 30.08.08, 21:14
              Generalnie, chodziło mi nie tyle o kontrolowanie i zaufanie, co o
              niekoniecznie dobry wpływ imprez integracyjnych na całość związków
              małżeńskich. Zgadzam się, że jak ktoś ma kogoś zdradzić, to impreza
              integracyjna niekoniecznie musi być przyczyną. Nie musi, ale może.
              Jest to więc stwarzanie dodatkowej okazji. Trudno więc aby partnerki
              były tym zachwycone.
              Powtarzam, że autorka wątku byłaby dużo mniej zadowolona z wyjazdów
              integracyjnych męża, gdyby w tym czasie zostawała w domu z całym
              kramem na głowie. Nie ma takiego problemu, bo nie ma dzieci i w
              czasie gdy mąż się bawi, ona też może się bawić. Jednak kobiety z
              dziećmi nie są w takiej komfortowej sytuacji i reagują inaczej. I
              trudno je potępiać. Powtarzająca się sytuacja "ona z domem na
              głowie" - "on się rozrywa" nie wpływa korzystnie na związek, bo
              utrwala niekorzystny schemat.
              Osobne wypady partnerów na piwko itp. "on ze swoimi znajomymi, ona
              ze swoimi" to jednak co innego niż wyjazdy integracyjne.
              Zgadzam się, że kontrolowanie partnera nic nie daje i dodatkowo
              upokarza obie strony. Uważam jednak, że przesadna tolerancja wobec
              osobnych wypadów partnera nie jest dla drugiej strony korzystna.
              • gondra Re: List tygodnia (wyjazdy integracyjne) 30.08.08, 21:57
                Ale jeśli żona chce jechać na imprezę integracyjna to niech jedzie, wtedy on
                zostanie "z domem na głowie" .sprawiedliwie?

                A takie podejście:

                > Generalnie, chodziło mi nie tyle o kontrolowanie i zaufanie, co o
                > niekoniecznie dobry wpływ imprez integracyjnych na całość związków
                > małżeńskich. Zgadzam się, że jak ktoś ma kogoś zdradzić, to impreza
                > integracyjna niekoniecznie musi być przyczyną. Nie musi, ale może.
                > Jest to więc stwarzanie dodatkowej okazji. Trudno więc aby partnerki
                > były tym zachwycone.

                Właśnie kojarzy mi sie ze smyczą. Niech nie imprezuje, nie będzie okazji.
                • kol.3 Re: List tygodnia (wyjazdy integracyjne) 30.08.08, 23:09
                  Szkoda, że trzeba wszystko tłumaczyć jak na rozstajnych drogach.
                  Jak kobieta jeździ na imprezy integracyjne a mąż siedzi w tym z
                  całym kramem na głowie to jak się można domyślić jest mu ciężko. I
                  nie jest to korzystne dla związku.
                  Nie napisałam że facet/tka mają nie imprezować. Akurat wyjazdy
                  integracyjne są specyficzną formą imprezowania.
          • ally Re: List tygodnia (wyjazdy integracyjne) 30.08.08, 20:53
            > Między innymi dlatego takie emocje wzbudzają we mnie kobiety
            > kontrolujące swoich facetów i myślące, ze pilnowanie partnera i
            > trzymanie go w domu to recepta na szczęście.

            no ok, ale co to ma do imprez integracyjnych? ja nie mam nic przeciwko temu, by
            mój partner wyskakiwał na piwo z koleżankami, ale imprezy integracyjne, z
            terminem narzuconym przez szefa, działają na mnie jak płachta na byka.
    • gondra Re: List tygodnia (wyjazdy integracyjne) 30.08.08, 21:54
      W dzisiejszych WO jest bardzo fajna odpowiedź na ten list. Widocznie nie tylko
      ja dostrzegłam zaborczość i egoizm autorki.
      • kol.3 Re: List tygodnia (wyjazdy integracyjne) 30.08.08, 23:01
        Co za problem. Daj swojemu facetowi pełny luz. Co Cię w końcu
        obchodzą cudze małżeństwa?
        Te redaktorki z WO same piszą te listy i same na nie odpowiadają,
        nie zauważyłaś?
      • squirrel9 Re: List tygodnia (wyjazdy integracyjne) 31.08.08, 10:27
        A mnie ta odpowiedź zupełnie się nie podoba. Dziwię się kobiecie
        (pewnie następna "korporacyjna" i bez dzieci) która przeciwstawia
        kobietę - mężczyźnie. Facet taką (żonę) utrzymuje a jej obowiązkiem
        powinno być zapewnienie mu ciepła rodzinnego i spokoju!I od niej
        zalezy czy on będzie chciał do domu wracać!!! Ona powinna się
        troszczyć o ty czy on na imprezie iintegracyjnej za bardzo się nie
        męczy!!!
        A tak nie jest!!!! Od nich obydwojga zależy jakość ich małżeństwa.
        To,ze ona nie pracuje zawodowo a zajmuje się dziećmi i domem nie
        oznacza,ze nic nie robi i mogłaby chociaż poczuć się za jakość
        małżeństwa odpowiedzialna. Postawa taka, że facet jest już z tego
        zwolniony jest postwą BŁĘDNĄ. List tygodnia (dokłądnie nad listem o
        którym piszesz) pokazuje to jeszcze lepiej. Kobieta po urlopie
        wychowawczym wraca do pracy i ...???? Zastanawia się jak pociągnie 2
        etaty (dom i praca) by ich życie się jakościowo nie zmieniło. Przy
        taiej postawie wolałąbym albo nie mieć męża albo nie mieć dzieci.
        Opamiętajcie się kobiety!!! Wymagać do swoich męzczyzn!! Wymagać!!!
        Nie tylko wiernośc ale i dzielenia obowiązków !!!
        • ally Re: List tygodnia (wyjazdy integracyjne) 31.08.08, 12:50
          taa, ten list mnie rozwalił. powiało wizją związku, w której mężczyzna to
          największy skarb, więc trzeba na niego chuchać i dmuchać, bo inaczej jaśniepan
          będzie niezadowolony i tragedia gotowa. i może jeszcze kapcie mu zakładać, jak
          wraca z pracy, i gazetę szykować.
          • mart-a70 Re: List tygodnia (wyjazdy integracyjne) 31.08.08, 19:09
            Też jestem zdania, że każdy z małżonków pracuje na swoje małżeństwo i nikt nie
            jest zwolniony z odpowiedzialności za to, jak to małżeństwo wygląda. Czy ja nie
            mam prawa powiedzieć, że nie podobaja mi się te imprezy i wyjazdy i że jest mi
            smutno, gdy zostaję z dziećmi sama w domu? Tak samo mój mąż ma prawo wyrazic
            swoje niezadowolenie. O dziwo, przez lata udawałam, że się cieszę i nie
            wspominałam, że bywam zła, rozżalona i zaniepokojona. A powód do wyładowania
            frustracji zawsze znalazłam, nigdy nie mówiąc, że chodzi o tę impreze. Teraz
            mówię, co nie znaczy, że mój mąż nie uczestniczy w wyjazdach.Takie są moje
            uczucia. Taka jestem i nie chce już udawać, że nie zależy mi by po całym
            tygodniu mijania się w pośpiechu, pobyć w weekend ze sobą razem i poświęcić
            więcej czasu dzieciom, które naprawę nas potrzebują.
            • squirrel9 Re: List tygodnia (wyjazdy integracyjne) 31.08.08, 23:32
              Powiem szczerze - na początku małżeństwa też starałam się sama robić
              dużo, czułam się za wszystko odpowiedzialna a zachowania matki i
              teścowej utwiedzały nie w przekonaniu, że facetem trzeba
              odpowiednio "manipulować". Aż sama zmądrzałam i zaczęłam go
              traktować jak patnera. Do diabła, dziecko "każą" nam dziś traktować
              jak partnera a męza jak idiotę !!! I mówię otwarcie o co mi chodzi,
              co mi sie nie podoba i na co się nie zgadzam. Nie powiedziałbym do
              męża,że jak "bzyknie na boku" to może okazać się,ze ja postąpię tak
              jak myslę. On wie co myslę i ja wiem co on mysli, wiemy czego od
              siebie wymagamy ale wiemy,ze na 100% możemy na siebie liczyć. Nie
              musimy aanlizować "co byłoby 'ewnetualnie' gdyby ... nie
              przyjęłabym "zwierzeń" czy "rachunku sumienia" męża. To jest
              PARTNER, to jest osoba na którą ja mam licyć i któa CHCE na mnie
              liczyć. Gramy w otwarte karty albo w ogóle nie "gramy". Po co mi pół-
              związek i "idiota" do sterowania ?
            • gondra Re: List tygodnia (wyjazdy integracyjne) 01.09.08, 18:13
              A ja akurat zwróciłam uwagę na to w tym liście-odpowiedzi, ze żona z listu
              będącego tematem całej dyskusji narzeka, ze maż zostawia ją z domem i
              obowiązkami na głowie, a z drugiej strony nie ma nic przeciwko temu żeby jechać
              z nim na integrację. A gdzie te uciążliwe obowiązki z którymi sama nie daje
              rady, wyparowały? Czy może bardzo chciałaby popilnować męża?

              A że o związek powinny dbać dwie osoby to oczywiste. Tylko niektórym chyba
              dbanie myli sie z kontrolowaniem.
              • squirrel9 Re: List tygodnia (wyjazdy integracyjne) 02.09.08, 00:22
                Czyli bez trudu odczytujesz sygnał, ze mąż za mało przebywa w domu,
                za mało zajmuje się NIĄ. Firma zajmuje mu tak dużo czasu, mąz tak
                powołuje się na firmę, na obowiązki, że pewnie trzeba w zakres jego
                obowiązków wrzucić "pobyt z żoną" to on zauważy,że oprócz pracy ma
                ŻONĘ. Potem przyjdzie czas na zauważenie DZIECI !!!
                Nie ma to nic wspólnego z kontrolowaniem!!! Żona rozpaczliwie
                próbuje ratować związek. Dokóki próbuje ratować - jest szansa,ze
                faceta olśni. Jak ona zrezygnuje - facet olśni INACZEJ !!!
    • pjubella Re: List tygodnia (wyjazdy integracyjne) 01.09.08, 00:53
      Moim zdaniem narzekanie żon na wyjazdy integracyjne męża trąci hipokryzją i
      tyle. Każdy wie czym pachnie praca w korporacji i jeśli ktoś się na taką robotę
      decyduje, to trzeba być konsekwentnym - coś za coś! Ciekawe, czy panie, którym
      tak się nie podobają wyjazdy integracyjne męża, byłyby zachwycone gdy mąż
      zmienił pracę na gorzej płatną ale za to bez wyjazdów integracyjnych - np.
      zatrudnił się jako nauczyciel za 1500zł - 18 godzin tygodniowo i 2 miesiące
      wakacji - aby więcej czasu spędzać z rodziną;)
      • mart-a70 Re: List tygodnia (wyjazdy integracyjne) 01.09.08, 13:00
        To, że mi się nie podoba ideea ( zresztą mocno, według mnie naciągana)wyjazdów
        integracyjnych, nie znaczy, że mój mąż ma zrezygnować z pracy, czy w tych
        wyjazdach nie uczestniczyć.Po prostu większośc z nas, mam wrazenie, pisze o
        swoich odczuciach i polityce firm, która nie zawsze nam odpowiada.I to właśnie
        nie jest hipokryzja.Przeciez autorce listu chodziło o to,ze chętnie by czasem
        poszła z męzem na taka imprezę, płacąc za siebie i nie mając poczucia, ze
        kolejny sobotni wieczór spędza sama z dziećmi.
        • gondra Re: List tygodnia (wyjazdy integracyjne) 01.09.08, 18:17
          Hipokrytką jest zona, której tak naprawdę nie przeszkadzają wyjazdy integracyjne
          na które narzeka (bo sama chętnie by w nich uczestniczyła) tylko to, że mąż
          zrywa sie ze smyczy i jedzie gdzieś bez niej (żony).
          • mart-a70 Re: List tygodnia (wyjazdy integracyjne) 02.09.08, 08:22
            Wiesz co, gondra, czytając wszystkie Twoje posty ma się wrazenie, że jedynym
            Twoim sposobem na życie jest atak. Aż dziw bierze, że masz tyle zrozumienia dla
            swojego męża i imprez integracyjnych. A może to jest hipokryzja? Kiedyś byłam
            równie radykalna w wielu swoich poglądach jak Ty, teraz oprócz białego i
            czarnego widzę szary.Trochę się zmienia punkt widzenia w zależności od siedzenia.
          • squirrel9 Re: List tygodnia (wyjazdy integracyjne) 02.09.08, 11:44
            Czyli niczego nie jestes w stanie zrozumieć!!!
            Wydaje ci się, że małżeństwo a do tego połączone z
            macieżyństwem/ojcostwem to jedna wielka walka. Walka małżonków ze
            sobą o wyrwanie kawałka wolności. No i mylisz się. Pracuję z SAMYMI
            męzczyznami, w moim dziale na ok 70 osoób jestem jedyną kobietą. Od
            lat tak pracuję i znam "męskie zachowania" i "męskie gadki" facetów
            którym w ogromnej większosci zależy tak samo na rodzinie jak i jego
            żonie. Niekoniecznie musi o tym opowiadać kolezance z pracy a
            głupiej i pokazującej jaka ona jest luzacka i jaki ma układ z
            własnym mężem na pewno nie powie. Na frajera nie chce wyjść ale
            swoje wie. O tobie też ma swoje zdanie.
            Obyś wytrawała w decyzji życia bez dzieci i w luźnym zwiazku, bo jak
            niedajbóg prztrafiłoby ci się dziecko to nie będzie źle - będzie
            bardzo źle. Na ewentualne choroby tez sie nie umawialiście ?
      • sir.vimes niektóre tak 01.09.08, 13:08
        co więcej - niektóre i niektórzy walczą w swoich firmach o prawo do
        nieprzychodzenia na takie imprezy i czasem okazuje się , że jak najbardziej jest
        to do zrobienia.


        Ciekawe, czy panie, którym
        > tak się nie podobają wyjazdy integracyjne męża, byłyby zachwycone gdy mąż
        > zmienił pracę na gorzej płatną ale za to bez wyjazdów integracyjnych - np.
        > zatrudnił się jako nauczyciel za 1500zł - 18 godzin tygodniowo i 2 miesiące
        > wakacji - aby więcej czasu spędzać z rodziną;)


        • gondra Re: niektóre tak 01.09.08, 18:15
          > i czasem okazuje się , że jak najbardziej jest to do zrobienia.

          Tadam!
          • sir.vimes Re: niektóre tak 02.09.08, 09:07
            i czasem próby uwolnienia się od niechcianych imprez integracyjnych inicjuje w
            domu partner/ka imprezującego - zwracając mu/jej uwagę np. na to ile czasu
            poświęca firmie, a ile rodzinie, przyjaciołom, sobie. Tak jak autorka listu.
            Która zresztą tak naprawdę proponuje kompromis - tzn. swoją (i dzieci?) obecność
            na integracyjnych imprezkach czyli możliwość poświęcenia danego czasu
            jednocześnie na integrację z firmą i integrację z rodziną.
Pełna wersja