jak pomoc dziecku

12.10.08, 10:13
chcialabym pomoc mojej wnusi, otoz rodzice rozeszli sie, problem od 7 lat w
kontaktach, utrudnianie to chyba dzis nic nowego, karanie w tym przypadku
matki przez sad tez nie wiele daje.
Matka dziecka nie chce aby ojciec kontaktowal sie z dzieckiem ale w sadzie,
rodk i tam gdzie trzeba jest bardzo za kontaktami, rozumie ich potrzebe itp.
ale to tylko slowa.
Dziecko ma 9 lat i ojciec jeszcze nie wział dziecka na spacer bez matki, a
obecnie na jego wniosek z kuratorem.My jako dziadkowie tez musielismy miec
postanowienie z sadu. Nie jesteśmy rodzina patologiczna, nie bylo zadnej
przemocy w ich zwiazku, po prostu im sie nie udało!
Od roku pomimo pomyslnych badań rodk, obecnosci kuratora do kontaktow nie
dochodzi cyt.dziecko ma bole brzucha, wymiotuje, nie chce wychodzic itp.itp.
sprawozdania kuratorskie sa przeciwne, dziecko nie jest chore, pogodne, ale
matka wiedzac że bedzie kontakt przyprowadza koleżanki aby zabawic i odwrocic
uwage od kontaktu z ojciem lub dziadkami. W rodk dziecko bez obecnosci matki
wydało sie rozluznione a jej opinia o ojcu, dziadkach nie przesadzam
wspaniała! To mamusia boi sie, ze tatus mnie porwie, chce pojśc na spacer z
tatusiem, pojechac z nim do jego domku, wiem ze tatus mnie kocha ale mamusia
bedzie zła, mamusia powiedziala, że tatus musi ja przeprosic za wszystko,
kocham dziadków sa fajni lubie te spacery, z dziadkiem ganiam się itp.
Matka dziecka: dziecko sie boi, jest niespokojne przed spotkaniami, obawia
sie, ze zostanie porwana a potem obawiam sie ze jak corka bedzie miala kontakt
z ojcem i dziadkami to przestanie mnie kochać!!!!!
Obecnie jest w kolejnym zwiazku nieformalnym, ma dziecko - dziecko ma
pretensje do ojca, ze nie chodzi z nia np na lody a M... tak.
Zadnego kontaktu z dzieckiem poza ustalonymi przez sad kontaktami tj.od 11
m-cy był kontakt lacznie 1,20 minut!!!!!
Dziecko jest obecnie widac znedrwicowane, boi sie tej calej sytuacji, co tam
sie dzieje, sady mamy jakie mamy /7 lat to trwa/, ostatnio jednak zostala
ukarana za utrudnianie, ale co to daje!
Zachowanie dziecka na ostatnim kontakcie 10 minut: nie mowila nic, byla
smutna, ssała kciuk i to tak mocno, ogruzała paznokcie, nie przyjeżdżajcie,
dlaczego, co jest przyczyną, co robić!
To tak ogolnie, jestem przekonana ze potrzebny jest tu psycholog lub
psychiatra, matka dziecka nie radzi sobie z sytuacja, nowy zwiazek może przez
takie jej uporczywe droczenie sie upaść i to juz podnosi, ze nie moze ulożyc
sobie życia. Mieszkamy 200 km dalej, nie mamy nic przeciwko aby ulozyla sobie
zycie ale nie kosztem odzrucenia ojca.
Jeszcze jedna sprawa byla komunia niestety ojciec i my nie mielismy
postanowienia sadu na ta okoliczność, taki wymog matki dziecka i co?
chrzestny /syn mlodszy/ tez nie zostal powiadomiony a dziecko mialo pretensje,
ze "mamusia pozwoliła" ale nie przyjechaliście, jak to dziecku wytłumaczyć?
Jak dziecku pomoc, poradzcie to bardzo pilne!
    • falka32 Re: jak pomoc dziecku 12.10.08, 11:07
      Wiemy już wszystko o matce i jej postawie, natomiast nie wiemy nic o ojcu
      dziecka i jego postawie oraz jego stosunkach z matką dziecka.
      Wiemy wszystko o sądach i ich postanowieniach, nie wiemy nic o tym, jak
      wyglądają i wyglądały rozmowy ojca z matką. Co to znaczy "po prostu im się nie
      udało".
      Na razie wyłania się z twojej historii obraz matki - psycholki i niewidzialnego
      ojca, w imieniu którego występuje jego matka, mająca wgląd do całej dokumentacji
      sądowej i pilotująca sprawę widzeń.

      Jak pomóc dziecku? Najlepiej by było, gdyby rodzice się dogadali w tej sprawie.
      • zatroskana4 Re: jak pomoc dziecku 12.10.08, 12:00
        nie jestem zaborcza matka, babcia itp.nie jestem tez przeciwko synowej,
        uczestnicze faktycznie jako strona albowiem chcę miec kontakt z wnuczka i to
        jest naturalne, nie wybielam ojca, ich brak porozumienia, to jest inny problem, ale:
        rozeszli sie, 7 lat temu, ich charaktery sie nie zgadzały, popełnili oboje bląd,
        znajomośc trwała 3 tygodnie!
        kazde z nich ma prawo do nowego życia, ale dziecko nie moze byc karta
        przetargową. Płaci alimenty i teraz jak wnosi o rozszerzenie kontaktow to synowa
        o podwyższenie alimentow. Nie wydaje zgody na paszport dziecku to synowa o
        pozbawienie wladzy rodzicielskiej. To jest tylko droczenie się i igranie losem
        dziecka, takie jest moje zdanie. Nie jestem w zadnym razie za odebraniem dziecka
        synowej, jako dziadkowie mozemy usunać sie w cień, to nie jest problem.
        Nie jestesmy rodzina patologiczną, ani moj syn, do tej pory to tylko syn
        walczył w sadach, na zadnej sprawie nie bylismy nawet swiadkami, co prawda bez
        adwokata ma pełnie wladzy rodzicielskiej,
        rodk 3-krotnie - "silna wiez emocjonalna dziecka z synem i odwortnie". Prawda
        jest, ze syn był i my malo konsekwetni, bo należało egzekwowac swoje prawa w
        sadach, ale dziecko tu najważniejsze, nie mozna burzyć dziecku życia, co szarpać
        sie przy dziecku? w jaki sposob powiedziec dziecku, że tatus dzwonił, był a
        mamusia powiedziala, ze ciebie nie ma? jak powiedziec dziecku że mamusia w rodk
        powiedziala" boje sie ze corka przestanie mnie kochać"? Dlaczego synowa
        przekazuje informacje z sali sadowej, po co w ogole wciaga w to dziecko "mamusia
        ma dosyć sadow".
        Zeby było jasno: ojciec i my nie chcemy wiele, ale abysmy mogli
        wziać dziecko na spacer, na lody, a mrzeniem aby przyjechało do nas, ale nic na
        siłe, ale tu trzeba dobrej woli.
        Tak trudna sytuacja rodzi emocje po obu stronach, nie potrzebnie, ja uwazam tak:
        dobra daje ci/wam dziecko okreslamy czas i miejsce,
        warunek: jesli dziecko bedzie np.nastawione przeciwko mnie lub nie bedzie
        chciało nastepnych spotkań, nie wroci na czas - nie macie kontaktow!
        Sądy to naprawde ostateczność, ale to trzeba mieć dobra wole, bo inaczej i ten
        nowy zwiazek bedzie zagrozony bo jest to trudna sytuacja dla wszystkich.
        Ja tylko prosze o rade boje sie, ze dla dziecka to zbyt trudne, co robic, nie
        wykluczam wycofania sie całkowicie z kontaktow, syn probował, ale zabija go
        tęsknota za dzieckiem, synowa na kazda probę np.zmiany godziny kontaktu" masz
        postanowienie sadu tam napisane, chcesz zmiany idz do sadu, tak jak napisano w
        postanowieniu".
        Nie wiem co mam napisac o synu i czy to ma sens napewno bede uważana że jestem
        stronnicza, jedno jest pewne: kocha córke, chce miec z nia kontakt, jako ojciec
        wywiazuje sie z obowiązków, płaci regularnie alimenty, dodatkowo np.na
        rozpoczecie roku szkolnego wyprawka szkolna, wysyła paczki, przywozi: ubrania,
        zabawki, buty, stara się, nie mozna tego uzgodnić co dziecku potrzebne? pominac
        wzajemne urazy?
        przepraszam, jezeli jestem zgorzkniałą i wredną baba.


        • falka32 Re: jak pomoc dziecku 12.10.08, 21:35
          No, jest pewna różnica pomiędzy "nie udało im się po paru latach i próbach
          ratowania związku" a "nie udało im się po 3 tygodniach znajomości"...

          Moje zdanie jest takie, że jeżeli chodzi o dobro dziecka i zmniejszenie
          bezsensownosci tej sytuacji, trzeba się skupić nie na dziecku, tylko na
          mediacjach pomiędzy rodzicami. To jest dwoje dorosłych ludzi i jeżeli nie będą
          dobrowolnie współpracować dla dobra dziecka, to żaden sąd tego nie załatwi.
          Zarówno syn musi tego chcieć i być gotowy na schowanie urazów do kieszeni, jak i
          matka dziecka musi zrozumieć, że powinna chcieć i że to co się dzieje nie służy
          dziecku i odpuścić załatwianie swoich rachunków. Zakładam, że twój syn nie
          zrobił nic, za co jego była może mieć realne podstawy do aż takiej niechęci. Nie
          wiem, czy to założenie jest słuszne i ty też możesz nie wiedzieć.
          Tak czy inaczej, zorientuj się, jakie są możliwości doprowadzenia do mediacji.
          Zakładam, ze twój syn wyczerpał swoje możliwości czy umiejętności w tym temacie
          - nie piszesz nic o tym, czy i w jaki sposób próbował się dogadać. W tym
          powinien wziąć udział profesjonalny mediator. Jak do tego skłonić matkę dziecka?
          Nie mam pojęcia. Skoro i tak wasze rozmowy się odbywają na drodze sądowej, może
          można spróbować przez sąd albo kuratora doprowadzić do mediacji, zamiast składać
          kolejne roszczenia. Co prawda skuteczność przymusowych mediacji może być
          nieduża, ale jeżeli trafi się dobry mediator, który lubi swoją pracę :), to
          skłoni do współpracy nawet niechętną i zmuszoną osobę.
          A może się da bez sądu, po ludzku z nią dogadać, żeby skorzystała razem z twoim
          synem z mediacji, jako alternatywę dla sądowych przepychanek?

          Ja naprawdę nie widzę innej możliwości w takiej sytuacji, niż żeby rodzice
          zaczęli współpracować na rzecz dziecka, zamiast walczyć o ilość spędzanego z nim
          czasu. Może się mylę. Nie wiem, na ile może pomóc psycholog dziecięcy, jeżeli
          sytuacji rodzinnej dziecka nie da się zmienić, zresztą, kto z nim będzie chodził
          do psychologa? Matka nie ma motywacji, tak? Jeżeli mediacje się nie powiodą, to
          możesz założyć wnuczce polisę, aby miała budżet na dobrego terapeutę, jak już
          dorośnie. To też jest coś.

          Może inni dopiszą jeszcze inne pomysły, jeżeli mają doświadczenie w podobnych
          sytuacjach.
          • zatroskana4 Re: jak pomoc dziecku 13.10.08, 17:32
            dziekuję za rozsadną odpowiedz, wszelkie proby dogadania sie niestety synowa
            wituje: masz papier nie to idz do sadu, polubiła sądy i to jest dramat!
            Zarowno syn jak i my dziadkowie zalożylismy polise "usmiech dziecka", jednak z
            mysla aby dziecko z tego skorzystalo na inne potrzeby niz na leczenie. Szukam
            sposobu jak dotrzeć do synowej, nie chce jej obwiniac, bo jestem tesciową z
            która jak sad powiedział nie wzięła rozwodu tylko z męzem!, ale powiedziałam w
            jednej z rozmów : zacznij troche mysleć o dziecku, o swojej przyszłosci czytaj
            mądre porady a nie szukaj toksycznosci, zostalam oskarzona w sadzie, ze ja nękam
            i groże , jest mloda i ma b.złych doradców.
            Teraz wiem, ze ma to napewno zwiazek z jej nieudanym dzieciństwem, ale nie
            mozna przenosić tego na dziecko.
            Ich małżeństwo rozpadlo sie, nie poznali sie, synowa b.chciala byc szybko
            męzatka, miec dziecko i wówczas nawiazala kontakt z rodzicami, zaczęła wyjeżżać
            do nich, a kiedy urodziła sie wnuczka powiedziala w szpitalu: juz nie jestes mi
            potrzebny! Nie pisze dalej bo to sprawia ból.
            Boje sie o wnuczke bo ona tu jest najważniejsza, syn kocha dziecko, wielokrotnie
            poniżany i wyśmiewany, co za chłop że nie może sobie z baba poradzić, ale to nie
            jest akurat ten typ czlowieka, ktory rozwiazuje siła problemy, moze zle
            wychowaliśmy, w domu nie było przemocy, była rozmowa o problemie.
            Pani sedzia na jednej ze spraw powiedziała: moze corka od pani sie odwrocić i co
            wtedy? wiem! i dalej robi to co robi!
            Boli mnie, ze sa matki ktore pragną aby ojciec odwiedzał dzieci, miał z nimi
            kontakt, pomimo ze doświadczyl wiele złego, nie płaca alimentow itp.nie lataja
            po sadach bez potrzeby.

            • falka32 Re: jak pomoc dziecku 14.10.08, 22:13
              No trudna jest taka sytuacja, ale tym bardziej potrzebny jest mediator.
              Dowiedz się, jak to można zorganizować, choćby i poprzez ten sąd, skoro inaczej
              się nie da. Spróbować w każdym razie trzeba. Albo coś innego wymyśleć, żeby do
              niej dotrzeć i żeby przestała czuć potrzebę walki. Na pewno wasza, was
              wszystkich postawa nie jest bez znaczenia (choć nie jest decydująca), nie sądzę,
              żeby trwanie w takiej sytuacji dla niej też było tym, czego pragnęła w życiu,
              tylko pewnie nie zna innych metod, innych rozwiązań, wydaje jej się, że robi
              dobrze i że tak będzie dobrze dla dziecka. Na pewno dużo cierpliwości i dobrej
              woli, podkreślania chęci współpracy ze strony syna i twojej - nie zaszkodzi.
              Może nie przynieść efektów, a na pewno nie od razu, ale zaszkodzić nie może.
              Unikanie walki zamiast podejmowania rękawicy, co nie znaczy "poddanie się".
              Ciągłe podkreślanie "nie chcę się kłócić, chcę się dogadać" i "dogadajmy się dla
              dobra małej, nie robię tego dla siebie ani tobie na złość", unikanie obwiniania,
              podkreślanie jej zasług jako matki (na pewno jakieś są) itp.
              Podsunięcie jej subtelnie myśli, że oddając dziecko ojcu na pół dnia, ma te pół
              dnia tylko dla siebie, ma WOLNE, ma z tego korzyść, tez nie jest od rzeczy, bo
              może ona na to nie wpadła :)

              Ale mediator, mediator i jeszcze raz mediator.
Pełna wersja