Dodaj do ulubionych

Przyjaciel z łóżkowym bonusem

19.04.09, 20:49
powinniśmy być bardziej otwarci, jesli ktoś świetnie sie czuje w tradycyjnym
modelu a inny w FWB to w porzadku!
Obserwuj wątek
    • melanto Przyjaciel z łóżkowym bonusem 20.04.09, 09:06
      owszem, różnie się w życiu układa i nie wszystkim dane jest zaznać romantycznej miłości. fwb może być jakimś rozwiązaniem, dobrą zabawą lub rekompensatą za niepowodzenia w miłości. szkoda tylko, że w artykule zostały pominięte te subtelne różnice miedzy płciami. jestem przekonana, że podczas kiedy o takim układzie marzy - a nawet go realizuje - niejeden facet, kobieta zazwyczaj cierpi mniej lub bardziej. nawet jeśli jest zdeklarowaną, wyzwoloną feministką, nie zaprzeczy swojej emocjonalności rozbudowanej w o wiele większym stopniu niż męska. świetnie ilustruje to zresztą list tygodnia w niniejszym numerze.
      poza tym nie uciekniemy biologii, która mimo rozwoju cywilizacji wciąż i wciąż determinuje nasze życie. emocje związane z seksem i bliskość fizyczna rodzą przywiązanie, przywiązanie rodzi oczekiwania. więc jak tu wyeliminować zazdrość i poczucie krzywdy, gdy nasz "przyjaciel" chodzi w weekendy na podryw? drogie panie (i niektórzy panowie), nie oszukujmy się, nie jesteśmy androidami!
        • gondra Re: Przyjaciel z łóżkowym bonusem 20.04.09, 12:38
          A ja byłam i polecam. Kobiety (tak jak mężczyźni) różnią sie między
          sobą, nie są jakimś jednolitym tworem leżącym w przegródce z
          napisem "płeć". Nie powinno się mowić "kobiety to, kobiety tamto",
          wrzucać do jednego wora. No ale pewnie się oszukuję.:)
          • melanto Re: Przyjaciel z łóżkowym bonusem 20.04.09, 15:08
            jasne, moim zamiarem nie było generalizowanie - wszyscy/wszystkie się różnimy na
            różne sposoby możemy się odnajdować w takich związkach. poprzedni post napisałam
            na podstawie doświadczeń własnych i wielu moich koleżanek - wyzwolonych
            myślących kobiet, dlatego uznałam, ze jest to reprezentatywna grupa. dla
            porządku dodam, że wśród facetów również można zauważyć zróżnicowane podejście,
            ale hmmm, wiadomo, ze oni jednak wolą mieć ciastko i zjeść ciastko...
            poza tym warto też wziąć pod uwagę szerokość geograficzną i krąg kulturowy, w
            którym zachodzą dane zjawiska. oczywiste jest, że to co jest powszechne w
            liberalnej Holandii, będzie absolutnie nie do pomyślenia w Syrii. Natomiast w
            naszej Polsce, choć wpływ zachodu jest coraz silniejszy, nadal pokutuje ideał
            romantycznej miłości, którym karmione jesteśmy od przedszkola i model rodziny,
            jeśli nowoczesny, to tylko do pewnego stopnia.

            • block-buster Dlaczego tak trudno poznac nowa kobiete? 20.04.09, 15:17
              Jest setki portali,tysiace ofert i zero z tego wynika.Jestem z
              wlasnej woli singlem.Samowystarczalnym.Z wyjatkiem
              kobiety.Normalnej.Niebrzydkiej,nieglupiej,ze srednia
              inteligencja,bez zadnych warunkow wstepnych.Podryw mnie nie
              bawi.Latwe laseczki tez nie.Chcialbym wspolczesna babe/co ladniej
              brzmi po angielsku/.I tej bejbi pokaze swoj swiat,otocza najpierw
              dzika zadza,moze nawet pokocham,bede o nia dbal,czesto
              dzwonil...Gdzie sa te singielki.Gdzie one sie zbieraja?
                  • and_nowak Re: Uzależnienie od Seksu i Pornografii 21.04.09, 09:17
                    bromba_bez_glusia napisała:

                    > Z całym szacunkiem, ale żeby powiązać w jednym zdaniu
                    > wolne związki i pedofilie,
                    > to trzeba mieć zdrowo narąbane pod kopuła.

                    W kwestii formalnej - połączę w jednym zdaniu w/w:
                    "Wolne związki dwojga dorosłych partnerów nie mają nic wspólnego z pedofilią."

                    I jak wyszło?

                    A bardziej merytorycznie: spróbuj użyć argumentów, a nie inwektyw i szantażu
                    emocjonalnego.


                    Hint: ja nie opowiadam się za omawianą tezą.
              • keltoi Re: Dlaczego tak trudno poznac nowa kobiete? 20.04.09, 22:33
                block-buster napisał:
                > Chcialbym wspolczesna babe/co ladniej
                > brzmi po angielsku/.I tej bejbi pokaze swoj swiat,otocza najpierw
                > dzika zadza,moze nawet pokocham,bede o nia dbal,czesto
                > dzwonil...Gdzie sa te singielki.Gdzie one sie zbieraja?

                A gdzie wy niby jesteście, fantastyczni single? Dwóch na trzech to idioci, mający nadzieję na darmowy seks i okazję wiktu i opierunku, najlepiej w jej mieszkaniu. Pozostała jednostka sama nie wie, czego chce, albo po prostu foszy na potęgę...

                Względnie "dbanie" oznacza siedź i się słuchaj, nie otwieraj paszczy, kiedy nie każę, nie bądź taka inteligentna, masz być głupsza niż ja, bo inaczej cierpi moje męskie, delikatne ego.

                I teraz powiedz mi - o co my, singielki niby się mamy zabijać? Szczególnie kiedy flirt zaczyna się od "cześć, bejbe!" ;]

                --
                Don't hit kids.
                No, seriously, they have guns now.
          • gregman77 Re: Przyjaciel z łóżkowym bonusem 20.04.09, 15:29
            byłaś? ale już nie jesteś? a przyjaźń dalej trwa? i jak długo byłaś? to był
            jednorazowy "strzał" czy coś dłuższego? Czy w sytuacji, kiedy ty miałaś ochotę
            na seks i dzwoniłaś do "przyjaciela" a on mówił,że umówił się z kumplami na
            piwo- nie czułaś się źle?
            w każdej tego typu dłuższej relacji przynajmniej jedna strona zaczyna się
            angażować emocjonalnie...


            --
            ...take a look to the sky just before You die, it's the last time he will...
            • gondra Re: Przyjaciel z łóżkowym bonusem 20.04.09, 21:06
              Nie jestem, teraz jestem w "normalnym" związku, a nawet małżeństwie. To trwało
              jakieś pół roku, to nie był przyjaciel, tylko kolega (btw uważam, że słowa
              "przyjaźń" i "przyjaciel" są mocno nadużywane), ciągle się kontaktujemy, on
              teraz mieszka w Anglii, ale mailujemy, gadamy na komunikatorach, a jak jest w
              Polsce (gdzieś tak 2 - 3 razy w roku) to się widujemy. Nie czułam się źle, nie
              jestem obrażalską księżniczką, z resztą były też sytuacje gdy on dzwonił, a ja
              akurat miałam inne plany.

              > w każdej tego typu dłuższej relacji przynajmniej jedna strona
              > zaczyna się angażować emocjonalnie...

              A ja uważam, że sformułowania "w każdej sytuacji", "zawsze", "nigdy" w
              odniesieniu do zachowań i wyborów ludzkich ludzkich to bzdura. Ale ludzie lubią
              generalizować. Z reszta w uporządkowanym i dokładnie określonym świecie łatwiej
              się żyje.
              • kasduff Re: Przyjaciel z łóżkowym bonusem 17.05.09, 19:50
                Mhm. Już widzę minę Twojego aktualnego męża jak wie, że idziesz spotkać się z
                swoim "kolegą". A może mu o tym w ogóle nie mówisz?

                A jeśli o tym wie i jest mu wszystko jedno... No cóż, na szczęście to nie jest
                moja sprawa :P
          • kadanka Re: Przyjaciel z łóżkowym bonusem 20.04.09, 17:03
            zgadzam sie z gondrą w 100%. na szufladkowaniu ludzi wg stereotypow
            plciowych mozna sie zdrowo przejechac;) wielu facetow jest szalenie
            hmm romantycznych i naiwnych i mocno wiążą seks z miloscią, i w
            ogole jedna na cale zycie:D i tak samo wiele dziewczyn ma mocno
            zdroworozsądkowe podejscie do seksu i mając potrzeby seksualne jak
            kazda zdrowa kobieta, a nie mając "ukochanego" decydują się na seks
            z kumplem. i nie widze w tym nic zlego i dziwnego.
            • gondra Re: Przyjaciel z łóżkowym bonusem 20.04.09, 21:09
              No niestety, jak już napisano - jesteśmy miedzy liberalnym zachodem a Syrią:) -
              pewnych zachowań się wymaga, normy dla facetów i kobiet są inne i od kobiet
              wręcz wymaga się żeby łączyły seks z miłością i traktowały seks prawie nabożnie
              (to słynne określenie "szanować się" - w stosunku do facetów nieużywane), a
              jeśli któraś przejawia inną postawę, to Ci napiszą, że to niemożliwe.
              • badjuk Re: Przyjaciel z łóżkowym bonusem 20.04.09, 22:04
                Utrzymanie tajemnicy o byciu w związku FWB jest bardzo ważne.
                W moim przypadku wszystko dobrze się układało, dopuki osoby z
                naszego otoczenia się o tym nie dowiedziąły. Praktycznie to przez te
                osoby ten związek nabrał tragicznego wymiaru.
                Wmawiano nam że i tak nic z tego nie będzie, że tak nie można, itp. -
                tak jak by te osoby nie rozumiały że nie chcemy budować głębszych
                relacji. Powodowane to było zazdrością, zawiścią? Nie wiem,
                pojawiały się nawet drwiny.
                Gdy pojawiła się odrobina zaangażowania (obustronnego) wmówiliśmy
                sobie że i tak nic z tego nie będzie. Zaczęły się pretensje i
                obwinianie. W pewnym momencie doszło do tego że nasze relacje
                rozpadły się definitywnie. Obecnie nie utrzymujemy żadnch kontaktów.
                Jeśli ktoś decyduje się na taki związek, lepiej będzie jeśli
                zatrzyma informację o tym dla siebie.
                --
                Kto chce owce?
            • karmarys Re: Przyjaciel z łóżkowym bonusem 20.04.09, 21:20
              BYłem w takich układach już co najmniej 4 razy (możliwe, że jestem nawet teraz.
              Możliwe, bo nic tu nigdy nie jest oczywiste jak w normalnych związkach) W każdym
              razie wiem z pierwszej reki jakie to sie potrafi zrobic niefajne chociaz na
              pierwszy rzut oka wyglada to na uklad idealny: masz i seks kiedy chcesz z kims
              kogo lubisz i szanujesz i wolnosc bo nie ma zobowiązan! Wiec dlaczego to nie
              wychodzi na dłuższą metę?
              FWB nie wychodzi, wyczajnie nie może, bo przyjaźń i miłość się wykluczają (juz
              słyszę oburzone głosy na takie bluźnierstwo...). Wynika to z natury obu relacji
              z pozoru bardzo podobnych, różniących się jedynie małym szczegółem: przyjaźć
              jest altruistyczna , miłość- egoistyczna. Dla przyjeciela chcemy wszystkiego
              najlepszego, dla kochanka/i tez i to nawet bardziej, niestety pod jednym
              warunkiem, że to my to szczescie bedziemy zapewniali. Kto kiedykolwiek liznął
              podstaw logiki zauważy, że są to postawy (uczucia?) sprzeczne ze sobą.
              Każde FWB zakłada brak uczucia miłości, "która tylko wszystko komplikuje".
              Problem w tym, że nad miłością nie mamy żadnej kontroli. Dochodzi wtedy do
              sytuacji, że nie dość że się któreś zakocha to jeszcze jest tym złym , które
              złamało warunki układu.
              Seks bez miłości jest tylko wspólną masturbacją. To wzajemna degradacja siebie
              nawzajem do żywego dildo. W momencie gdy pojawia się ktoś z kim chcemy być,
              dildo ląduje w szafce, z przyjacielem jest wtedy trochę trudniej. Naprawde
              nikomu nie życzę tego typu wrażeń na własnej skórze.
              Traci się i kochanka i przyjaciela, chociaż tak naprawde przyjaciela się traci
              już w momencie zdecydowania się na taki układ. Układ seksualny to
              jednokierunkowa, nieprawdopodobnie ciezko jest sie potem wycofac z powrotem do
              przyjazni.
              --
              "Każdy może mieć poroże".
              • luka64 Re: Przyjaciel z łóżkowym bonusem 21.04.09, 04:40
                Gratuluje wpisu karmarys. Kwintesencja. Z czysto biologicznego punktu widzenia,
                podczas seksu, orgazmu (podobnie jak podczas karmienia piersia czy porodu u
                kobiet) uwalnia sie w mozgu zarowno u kobiet jak i mezczyzn (o czym niedawno
                jeszcze nie wiedziano) oksytocyna, hormon peptydowy, ktoremu przypisuje sie
                udzial w neurochemii milosci, budowaniu przywiazania parnerow, powstawaniu
                zaufania.. pozniejszej opieki nad potomstwem itp etc. Dlatego czasem zdarza sie,
                ze zakochuja sie w sobie ludzie, ktorzy zaczynaja swoja relacje od seksu, i w
                ktorych 'zwiazku' pojawiaja sie nieoczekiwane emocje. Zmierzam do tego, ze to
                jest BIOLOGIA i tak to dziala. Dorabianie do tego teorii w stylu przyjacielski
                seks bez emocji i to jeszcze w przypadku obojga 'partnerow' to jakas straszna
                bzdura. Bo nawet jesli sobie wyobraze swojego atrakcyjnego kumpla, ale mi
                kompletnie nie zalezy na nim 'emocjonalnie', czyli on nie jest DLA MNIE
                'atrakcyjny', to przeciez nie chce sie z nim kochac.
                • kadanka Re: Przyjaciel z łóżkowym bonusem 21.04.09, 11:45
                  nie no przeciez bez emocji nie oznacza bez chemii! chemia musi byc
                  bo inaczej nic z tego nie wyjdzie:D tutaj "bez emocji" oznacza chyba
                  bez milosci na smierc i zycie, tesknot, zazdrosci, obsesji etc. ale
                  nikt nie mowi ze bez pozadania!
                  • nett1980 Re: Przyjaciel z łóżkowym bonusem 21.04.09, 19:08
                    Mam kolezanke, ona i siostra zaliczaja wlaciwie tylko takie zwiazki,
                    nie zwiazki. Mieszkaja na Zachodzie, tak ktora lepiej znam, teskni
                    za miloscia, ale ciagle z uporem maniaka wchodzi w tylko
                    w "relacje". Zblizaja sie do 40 i przez te czeste zmiany nie
                    potrafia juz stworzyc prawdziwego zwiazku. Chodza na terapie,
                    pracuja nad soba, ale wytrenowany wzorzec jest wciaz silny- brak
                    umiejtnosci otwarcia sie i zaangazowania.
                    --
                    Każdy człowiek powinien umieć:
                    Zmienić pieluchę, zarżnąć wieprza, zbudować dom, napisać sonet,
                    nastawić złamanie, dawać rozkazy, roztrząsać nawóz, zaprogramować
                    komputer, ugotować smaczny posiłek, bo specjalizacja jest tylko dla
                    owadów.
                    Robert H.
        • staryoldboy1 Re: Przyjaciel z łóżkowym bonusem 21.04.09, 07:15
          Jako facet byłem w podobnym związku sporo lat. Kobieta twirdziła, że
          byłem jedynym znanym jej mężczyzną, z ktorm mogłaby tworzyć
          szczęśliwe małżenstwo. Z różnych względów oficjalne małżeństwo nie
          było mozliwe. Więc zerwała związek i wróciła do męża, z którym
          rozwiodła się przed kliku laty, bo to co z nim przezywała to było -
          według jej relacji - jedno wielkie bagno. W pierwszym odruchu miała
          nadzieję, że wszystko jakoś się ułoży. Ale szybko okazało się, że
          bedzie tak samo, albo jeszcze gorzej. Czy myslisz, że zrobiła dobry
          interes?
      • pinup Re: Przyjaciel z łóżkowym bonusem 20.04.09, 16:39
        duzo racji. zawsze jedna strona jest mocniej zaangazowana i to
        dotyczy nie tylko fwb, ale wszystkich ukladow miedzyludzkich, a
        szczegolnie tych damsko-meskich.
        to, czy przyjazn, albo chociaz poprawne stosunki,przetrwaja kiedy
        uklad sie konczy zalezy od kultury i wzajemnego szacunku obu osob.
        obietnice bez pokrycia skladane przez jedna strone, albo oczekiwania
        ponad miare z drugiej strony zawsze koncza sie czyimis lzami.
        wzajemne ustalenia jednakowoz to czysta utopia. powiedzmy sobie
        szczerze: gdyby ludzie mowili, to co mysla i robili to, co mowia
        wszystkie relacje bylyby idealne, a zakonczenia modelowe. niestety
        teoria sobie, a zycie sobie i dlatego tak wielu z nas nie utrzymuje
        zadnych kontaktow z bylymi partnerami.
        --
        tell it like it is
      • pawel.ry Re: Przyjaciel z łóżkowym bonusem 20.04.09, 17:06
        Co za okropny szowinizm... - niejeden facet marzy o takim związku, większość kobiet cierpi. To czy ktoś czuje się swobodnie w takim związku zależy bardziej od jego osobowości niż płci... Myślę, że dużą role odgrywa jeszcze presja społeczna. Społeczeństwo odbiera lepiej mężczyznę w takim związku niż kobietę(żeby uniknąć oskarżeń dodam, ze nie uwazam ze to jest dobre), dlatego też niektóre kobiety mimo, że chciałyby spróbować takliego związku mają obawy.
        • and_nowak Re: "Psycholożka" 20.04.09, 16:11
          ofiara_przemian napisała:

          > To jest feministyczno-równouprawnienowa forma stosowana w przypadku
          > kobiety-psychologa.

          Psycholożka mi się podoba, tak jak dentystka, czy lekarka. Jedyne, co mnie w
          niej może razić, to właśnie ten feminizm... ;-)))
          Innymi słowy - wygoda tak, słowotwórstwo tak, ideologia i wypaczenia nie.
            • surfside Re: Przyjaciel z łóżkowym bonusem 21.04.09, 09:32
              Link, który podałaś nie odnosi się do tresci hasła tylko do
              internetowej listy skróconych haseł. Żeby zobaczyć opis
              wytłuszczonego słowa "psycholożka" trzeba by sięgnąć do pełnej
              wersji.

              A tam napisane jest to co co cytowałem poniżej. Jest to słowo
              środowiskowe - nie uznane w oficjalnej wersji języka polskiego.
              Zapytaj któregokolwiek tłumacza filmów - użycie w napisach
              słowa "filozofka" lub "socjolożka" jest niedozwolone (chyba, że jest
              to film o środowisku feministycznym lub dokument o tematyce gender).


              kosmosiki napisał:

              > > ale też ludziom kształcącym się za pomocą podręczników,
              >
              > sjp.pwn.pl/lista.php?co=psycholo%BFka
              > Oczywiście PWN jest be... Bo Ty tak mówisz i kształciłeś się za
              pomocą
              > podręczników... bijąc się nimi po głowie?
        • surfside Re: Przyjaciel z łóżkowym bonusem 20.04.09, 17:58
          Proszę napisz, w którym słowniku jest to słowo. Albo socjolożka.
          Albo filozofka.

          A jeśli nie znajdziesz w żadnym słowniku języka polskiego to może
          następnym razem zastanowisz się chwilę czy masz zawsze rację.

          Czekam.
            • surfside Re: Przyjaciel z łóżkowym bonusem 21.04.09, 09:26
              Spokojnie z tym misiem.

              Przeczytaj dokładnie co w słowniku jest napisane o tym słowie. Formy
              niepoprawne słownik też wymienia - po to, żeby wskazać, że nie
              należy ich stosować.

              "Wielki słownik poprawnej polszczyzny PWN podaje, że psycholożka
              (czyli ‘kobieta psycholog’) jest wyrazem środowiskowym, potocznym
              tak samo jak reżyserka (‘kobieta reżyser’) czy socjolożka (‘kobieta
              socjolog’). Dlatego nie powinien się przedostawać do języka
              ogólnego."

              Rozumiesz? Czyli w oficjalnej, poprawnej poprawnej polszczyznie taka
              odmiana nie powinna być używana.

              Słowa takie jak "ziom" również istnieją, ale nikt nie używa ich np.
              w aktach prawnych.

              I naprawdę nie rozumiem co ma do tego PiS (którego nota bene
              zwolennikiem nie jestem).

    • tysowa Przyjaciel z łóżkowym bonusem 20.04.09, 15:49
      ja bylam i polecam: zaczelo sie od tego ze mial byc zwykly zwiazek ale sie
      minelismy z uczuciami- on chcial a ja nie, potem na odwrot... az w koncu sie
      jakos tak pieknie dogadalismy.. ze uczuciowo nic nas nie laczy, ale pod kazdym
      innym wzgledem owszem... fwb trwalo u nas ok 3 lata (z malymi przerwami), po
      czym zostalam wytypowana na swiadka na jego slubie- juz niedlugo!benefitow brak
      od czasu kiedy poznal swa przyszla zone, a przyjazn trwa- juz prawie 5 lat.
      PS zona wie co nas laczylo
        • gulcia77 Re: najpierw seks, potem przyjaźń czy miłość 21.04.09, 08:42
          A jeden z powszechniejszych :)
          U mnie to się wszystko jeszcze bardziej pokiełbasiło :)
          Najpierw był seks, potem wspólne przeżywanie naszych tragedii
          (obojgu nam w podobnym czasie zmarli bliscy), potem skuteczna
          interwencja dwojga "przyjaciół", którym zupełnie nie pasowało, że
          nam do siebie po drodze, paskudny życiowy fikołek przyjaciela, moje
          poczucie jakiegoś obowiązku wobec niego (dość idiotyczne), przez
          kilka lat przyjaźń i seks na zmianę, aż w końcu mnie dopadło. To
          było straszne, kiedy zrozumiałam, że go po prostu kocham, z całym
          dobrodziejstwem inwentarza, a on nie bardzo podziela moje uczucia,
          bo lata całe żył wspomnieniem innej kobiety. Wtedy było rozstanie,
          ja się zaczęłam zbierać, a on miał wreszcie możliwość być z TĄ
          kobietą. Po dłuższym czasie (około roku) dostałam maila z prośbą o
          spotkanie, była dłuuuga, poważna rozmowa i decyzja podjęta na zimno:
          Próbujemy razem. Od jakichś 3 lat udaje mna się to całkiem sprawnie,
          dopasowaliśmy się do siebie, a wcześniejsze lata spowodowały, że nie
          musimy się poznawać, świetnie znamy swoje mocne i słabe strony, etc.
          A jednocześnie, jak twierdzi on i chyba ma rację : "Jeśli
          przetrzymaliśmy to wszystko razem to na pewno musi być miłość :)
    • ofiara_przemian Czy aby nie szkoda czasu na takie związki? 20.04.09, 15:53
      Czas ucieka szybko, a ze związku, który ja określiłabym seksualną
      przyjaźnią nie wykluje się raczej dojrzała relacja, nie będzie z
      tego dzieci, a jeśli się przytrafią, to nie z miłości, a przypadku
      (pęknięta gumka) lub zwykłego egoizmu, bo podstarzała (zegar
      biologiczny tyka)przyjaciółka-kochanka nagle zapragnie być matką. W
      sumie to jeśli nie szkodzimy innym, niech zabawa sobie trwa. Ale nie
      znam baby, która by nie pragnęła głębszych relacji, nie znam też
      faceta bez syndromu właściciela, bo zakładam, że w takich układach
      bzykamy się okazyjnie, a ponadto chodzimy też i na inne okazje, luz-
      blues.
        • ofiara_przemian Re: Czy aby nie szkoda czasu na takie związki? 20.04.09, 17:45
          Jako żona i matka mam czasem takie marzenia - zero zobowiązań, tylko
          czysty, przyjacielski, a więc nie tylko zwierzęcy ;) seks. Niestety,
          czasu nie można cofnąć, mąż jest mężem, a seks małżeński pozbawiony
          jest tej całej otoczki, jaką posiadają takie trochę zakazane
          związki, nie mówiąc już o tym, że brak czasu na seks w ogóle.
          • kadanka Re: Czy aby nie szkoda czasu na takie związki? 20.04.09, 17:48
            cos za cos, kazda sytuacja ma plusy i minusy. grunt to umiec docenic
            swoja sytuacje. na pewno marzeniem wielu singli jest wlasnie
            rodzina - staly partner, dziecko. z kolei zonaci i dzieciaci tesknia
            do wolnosci(nawet nie tej seksualnej tylko w ogole wolnosci) z
            czasow sprzed. wniosek taki ze nikomu latwo nie jest:D
            • kosmosiki Wyobrażenia... :))) 20.04.09, 19:58
              kadanka napisała:

              > cos za cos, kazda sytuacja ma plusy i minusy. grunt
              > to umiec docenic swoja sytuacje. na pewno marzeniem
              > wielu singli jest wlasnie rodzina - staly partner,
              > dziecko.

              LoL - ale powołujesz się na jakieś badania czy wysysasz z brudnego palucha? Tzn.
              skąd przeświadczenie, że to _na_pewno_jest_marzeniem_wielu_ singli? A może
              właśnie wcale nie jest skoro pozostają oni singlami?
              • and_nowak Re: Wyobrażenia... :))) 21.04.09, 09:33
                Takiego stwierdzenia nie trzeba popierać konkretnymi liczbami. Faktycznie -
                wielu (nie wiemy ILU, nie mówimy tego!) singli zostało singlami, bo jakoś im nie
                wyszło znalezienie tej drugiej połowy. Znam takich.
                Czy jest ich wielu? Myślę, że tak, jestem o tym przekonany.
                Jak wielu? Nie mam pojęcia, nie znam takich badań. Jeżeli chcesz powiedzieć, że
                nie ma takich, lub jest ich bardzo niewielu, to ...przedstaw badania. ;-)))
    • and_nowak Ale ta baba chrzani głupoty! 20.04.09, 16:01
      1. "Może się kiedyś doczekamy związków partnerskich jak we Francji". Oznacz to
      tyle, że jesteśmy zacofani, bo u nas ludzie biorą śluby i wychowują własne
      dzieci, a nie dziecko partnerki poczęte z poprzednią partnerką itd. Normą jest
      małżeństwo, a "związki partnerskie" nie są żadną miarą nowoczesności.

      2. Ślub kościelny. NIC NIE TRZEBA KŁAMAĆ! Chyba, że się kłamie w sprawie
      wierności, czy miłości. Ślub kościelny mogą wziąć pary, które wcześniej ze sobą
      mieszkały, panna z dzieckiem i jej narzeczony, panna w ciąży, wierząca z
      niewierzącym (!)
      Tu nigdzie nie trzeba kłamać! KK jest przeciw związkom pozamałżeńskim, ale w
      żaden sposób nie prześladuje łamiących te zakazy.

      3. Powoływanie się na teksty piosenek. Doszukiwanie się jakiegokolwiek głębszego
      sensu w wymienionych piosenkach to już absurd do kwadratu!

      4. Mieszkanie przed ślubem. Bardzo poważny zarzut merytoryczny: Badania
      pokazują, że szczególnie nietrwałe są właśnie pary, które przed ślubem "żyły ze
      sobą w związku partnerskim". I to im dłuższy staż "partnerski", tym większa
      szansa rozpadu małżeństwa. Tyle mówią badania. Dla jasności należy też dodać, że
      nie znamy co jest skutkiem, a co przyczyną - może być np. tak, że para niezbyt
      do siebie pasuje i dlatego przez lata nie "legalizuje" swojego związku. Może też
      być inaczej: ów luz, brak odpowiedzialności wchodzi w nawyk i potem trudno się
      zgodzić na wymagania drugiej połowy.
      Bo z jednym się zgodzę: należy się uczyć DAWAĆ, uczyć odpowiedzialności za
      związek, szanować partnera, itd.
      To truizm, ale właśnie wszelkie związki "partnerskie" traktują te rzeczy
      bardziej ulgowo.
      • alezwodzu Re: Ale ta baba chrzani głupoty! 20.04.09, 16:20
        ad1 - kontekst tej wypowiedzi nie wskazuje na to, ze pani psycholozka postuluje
        wymianę małżeństw na związki partnerskie, nie rozumiem, skąd oburzenie
        ad2 - co innego teoria, co innego praktyka - moja znajoma musiała zmieniać
        kościół po tym, jak się na spowiedzi przyznała, że mieszka z wybrankiem. ksiądz
        nie dał jej rozgrzeszenia i odmówił udzielenia ślubu
        ad3 - takie piosenki wyśpiewywane przez całą masę ludzi pokazują nastawienie do
        pewnych rozwiązań kulturowych, poza tym naprawdę nie masz się czego już uczepić,
        że ktoś coś wspomniał o piosence
        ad4 - a jakie badania? zawsze mnie bawi, jak ktoś powołuje się na jakieś bliżej
        nieokreślone badania. poza tym - coś mi się widzi, że nie masz pojęcia, na czym
        polega związek partnerski. myślisz, że papierek w urzędzie zmienia nastawienie
        ludzi do kwestii uczuć i relacji międzyludzkich? że po podpisaniu takiego
        papierka stajesz się bardziej zaangażowany, wierny? odpowiedzialność za związek
        jest taka sama bez względu na to, jaki formalnie ma kształt - to zależy od ludzi
        w związku, nie od jego nazwy
        • and_nowak Re: Ale ta baba chrzani głupoty! 20.04.09, 16:50
          ad 1. Wyraźnie pani psycholożka TĘSKNI ZA POSTĘPEM.

          ad 2. To prawda - jednak w końcu znajoma wzięła ślub? Ja znam przypadki, o
          których pisałem - byłem na takich ślubach.

          ad 3. Cała masa ludzi wyśpiewywała o mydełku Fa i majteczkach w kropeczki.
          Powoływanie się na teksty powstałe na przestrzeni kilkudziesięciu (!) lat i tak
          tak miałkie jest po prostu niepoważne. To nie były utwory "z treścią" w stylu
          piosenek Osieckiej, Kaczmarskiego, czy choćby Kazika.

          ad 4. JAKIEŚ badania. Przeczytałem o tym ...w prasie kobiecej, chyba w Wysokich
          Obcasach. Pisała o tym jakaś psycholożka. Nie pamiętam teraz numeru i tytułu,
          przekazałem to co mi utkwiło w pamięci.
          Aha, było to kilka lat temu, może powyżej 5-ciu, na pewno poniżej 8-miu.

          Odnośnie twojej wypowiedzi - a ty masz pojęcie? Po co ten obraźliwy ton?
          Specjalnie brałem słowo "partnerski" w cudzysłów, bo ...co to w ogóle jest
          związek partnerski? Jaka jest jego definicja? Najczęściej potocznie jest
          rozumiany, jako życie ze sobą bez ślubu.
          Co do papierka - nie, papierek nie zmieni nastawienia, ale często brak papierka
          świadczy o nastawieniu - po prostu o braku pewności co do tej drugiej osoby -
          czy na pewno chcę z nią być?

          Często zdawałem takie pytanie moim kolegom, którzy żyli w związkach partnerskich
          (oczywiście to oni rozpoczynali temat ;-) ): "Skoro ją kochasz i jesteście razem
          - to dlaczego nie dasz jej tego na piśmie? Co cię powstrzymuje?". Zazwyczaj,
          oprócz wykrętów padała odpowiedź, którą można streścić: "bo tak naprawdę to nie
          jestem do końca pewien", i/lub "teraz to taka >>studencka zabawa<<, a małżeństwo
          to pełna powaga i odpowiedzialność, której nie chcę".

          I faktycznie - powiedz mi, co powstrzymuje "pełny" związek partnerski od jego
          "legalizacji" w postaci ślubu?
          Korzyści są, choćby finansowe (wspólny PIT) i we wszelkich sprawach
          urzędowo-formalnych. Że o podejściu rodziny nie wspomnę. Słowem - same zalety,
          związek (ponoć) szczęśliwy, w razie czego są rozwody - DLACZEGO SIĘ NIE ŻENIĆ?
          Może jednak chodzi o jakąś formę FWB, może to nie jest prawdziwy związek PARTNERSKI?
          • alezwodzu Re: Ale ta baba chrzani głupoty! 20.04.09, 17:05
            ad1. chba bardziej za różnorodnością rozwiązań życiowych
            ad2. wzięła, to prawda - kłamiąc przy kolejnej spowiedzi. nie mówię, że zrobiła
            dobrze i że drugi ksiądz zareagowałby równie paranoicznie - nie wiemy tego.
            wolała nie ryzykować.
            ad3. oczywiście, że masz tu rację. w mojej uwadze chodziło mi bardziej o to, że
            w tym artykule było więcej myśli, do których można się przyczepić niż kwestia
            kilku piosenek.
            ad4. nie chciałam używać tonu obraźliwego w stosunku do ciebie, jeśli tak to
            zinterpretowałeś - przepraszam. uważam, że wypowiadałeś się ze zbytnią pewnością
            siebie o temacie, który jest dla ciebie teorią (wnoszę, że nie jesteś w związku
            partnerskim). moim zdaniem to, czy weźmiesz ślub nie gwarantuje, że związek się
            uda - że naprawdę będzie wypełniony odpowiedzialnością, zaufaniem i to na długie
            lata. nie widzę nic złego w wątpliwościach, trudno mi uwierzyć, że nikt ich od
            czasu do czasu nie przechodzi, nawet po ślubie i podpisaniu papierków. może to
            zabrzmi dziwnie dla ciebie, ale nie odczuwam potrzeby posiadania papierka
            dlatego, że nie chcę sobie nim mydlić oczu - ludzie rozstają się tak czy siak,
            albo dbają o siebie tak czy siak. mam wrażenie, że po sformalizowaniu związku
            wiele par zaczyna siebie nawzajem traktować jako pewnik w życiu i zaczyna się
            trochę lekceważyć.
            muszę też dodać, że nie mówię o fbw, bo to raczej nie jest związek, na którym
            chce się poprzestać.
          • kadanka Re: Ale ta baba chrzani głupoty! 20.04.09, 17:52
            Często zdawałem takie pytanie moim kolegom, którzy żyli w związkach
            partnerskich
            (oczywiście to oni rozpoczynali temat ;-) ): "Skoro ją kochasz i
            jesteście razem
            - to dlaczego nie dasz jej tego na piśmie? Co cię powstrzymuje?".

            Ja bardzo przepraszam, ale dlaczego interesuje cie motywacja twoich
            znajomych? to jest osobista sprawa czlowieka dlaczego chce/nie chce
            brac slubu. i tyle. i odpowiedz "biore slub, bo chce" czy "nie biorę
            slubu, bo nie chcę" musi ci wystarczyc. moim zdaniem JEST
            wystarczająca. co to w ogole za dziwny wymog ze ludzie mają
            uzasadniac osobom niezaangazowanym(nie partnerom) swoje wybory?? co
            to spowiedz, kurde?
            • and_nowak Re: Ale ta baba chrzani głupoty! 21.04.09, 08:27
              kadanka,
              WYRAŹNIE napisałem, że rozmowę na ten temat rozpoczynali ONI. Skoro ktoś chce
              poruszać ten temat, rozmawiać o tym to znaczy, że dopuszcza moje
              zainteresowanie, a więc i pytanie. Mówimy o dorosłych ludziach, każdy może
              powiedzieć "nie chcę o tym dłużej rozmawiać" i często rozmowa była jakoś skracana.
              Tak, czy inaczej, nikogo nie przesłuchiwałem, nie przymuszałem do zwierzeń, itd.
              Kurde ;-)))


              P.S. A dlaczego mnie to interesuje? Bo ja w ogóle ciekawy świata jestem. A
              znajomi tym bardziej mnie interesują, ...bo to moi znajomi. Słucham ich również,
              gdy opowiadają o kłopotach z córką, zepsutym samochodzie, podatkach...
          • alezwodzu Re: Ale ta baba chrzani głupoty! 20.04.09, 17:22
            nie jestem gotowa ani kobiecie ani mężczyźnie :)
            niestety, nie zgadzam się z tobą. za dużo znam przypadków tego, jak niewiele
            znaczy taka przysięga przy świadkach. poza tym - jakie znaczenie mają świadkowie
            dla mojego prywatnego życia uczuciowego? to oni je kształtują? nadzorują?
            pilnują, czy dotrzymuję tej przysięgi? moje otoczenie wie, że kocham mojego
            mężczyznę. może kiedyś będzie świadkiem tego, jak się rozstaniemy.
            • kadanka ta baba mądrze prawi 20.04.09, 17:30
              ech ta zafajdana polska mentalnosc. jak seks, to tylko z milosci i
              najlepiej z jedną osobą do konca zycia. jeszcze facet pol biedy, on
              moze zmieniac partnerki. ale niech kobieta osmieli sie powiedziec ze
              ma roznych partnerow, ze do lozka wystarczy jej tylko pożądanie, nie
              musi byc milosc - zaraz dolepi sie jej etykiete puszczalskiej. nie
              wiem dlaczego ludzie osmielają się oceniac wyzwolony tryb zycia
              innych - czyzby z zazdrosci? pewnie tak..
                  • and_nowak Re: ta baba mądrze prawi 21.04.09, 08:50
                    Śpij z kim chcesz, śpij z kim popadnie, ale dlaczego nazywasz to nowoczesnością?
                    Dlaczego uważasz, że ludzie, którzy myślą inaczej są zacofani i nietolerancyjni?
                    Czy jakaś Moherowa Grupa Uderzeniowa sprawdzała ci sypialnię? Bardzo wątpię.

                    Bo wiesz, tolerancja obowiązuje również ciebie! Powinnaś TOLEROWAĆ fakt, że ktoś
                    inny uznaje takie czy inne zachowanie za nieobyczajne. Ma prawo do własnych
                    poglądów, mało tego: ma prawo je wygłaszać. Dotyczy to również starej babci,
                    która zapyta przy stole "dlaczego ty się wnusiu z nim nie ożenisz?"
                    • kadanka Re: ta baba mądrze prawi 21.04.09, 11:47
                      odpowiedzialabym, to nie jest sprawa babci, prosze babci. ja sie
                      nikomu do zycia nie wtracam i nie komentuje, i nie pouczam. i tego
                      samego oczekuje od innych. to tak apropo tolerancji.
                      • and_nowak Re: ta baba mądrze prawi 21.04.09, 12:48
                        kadanka napisała:

                        > odpowiedzialabym, to nie jest sprawa babci, prosze babci.
                        I masz prawo do takiej odpowiedzi.

                        > ja sie nikomu do zycia nie wtracam
                        Pewnie tak

                        > i nie komentuje, i nie pouczam.
                        Komentujesz na tym forum i chyba nawet pouczasz ;-)))

                        > i tego samego oczekuje od innych. to tak apropo tolerancji.
                        Pisze się "a propos". Co do reszty masz rację, aczkolwiek ta biedna babcia
                        naprawdę ma prawo do swojego zdania... ;-)

                        Aha, i ja też! Też mam prawo do swojego zdania. I nie uważam, aby FWB było
                        postępowe. A pani psycholożka wyraźnie mi mówi co jest postępowe, a co wsteczne.
                        I to mi się nie podoba.
                        Pomijam, że zwyczajnie kłamie w sprawie wyznawanej przeze mnie religii. Bo to
                        nie jest błędna opinia (o tak daleką niewiedzę jej nie posądzam), tylko świadome
                        podawanie nieprawdy.
            • fizykoterapeuta Re: Ale ta baba chrzani głupoty! 20.04.09, 18:23
              > niestety, nie zgadzam się z tobą. za dużo znam przypadków tego, jak niewiele
              > znaczy taka przysięga przy świadkach. poza tym - jakie znaczenie mają świadkowie
              > dla mojego prywatnego życia uczuciowego? to oni je kształtują? nadzorują?

              To nie świadczy o tym, że przysięga jest do bani, tylko że ci szanowni ludzie
              mielą jęzorami bez sensu i zastanowienia - nie dorośli do tego, że słów nie
              rzuca się na wiatr.

              Świadkowie są m.in. od tego, by przypomnieć małżonkowi, co się puszcza na lewo i
              prawo, że obiecał być wiernym drugiej osobie. I doprowadzić go do pionu :)
              --
              "Lepiej mniej, ale lepiej"
              • alezwodzu Re: Ale ta baba chrzani głupoty! 21.04.09, 09:49
                czyli uważasz, że przysięga sama w sobie jest wartością? a ja mam wrażenie, że
                ma taką wartość, jaką do niej przykładają ludzie - dla ciebie to jest istotne,
                dla mnie nie. sama w sobie przysięga to tylko słowo
                • and_nowak Re: Ale ta baba chrzani głupoty! 21.04.09, 10:29
                  Przysięga nie jest wartością, jeżeli nie traktuje się jej w należyty sposób.
                  Odklepanie formułki to de facto nie jest przysięga, tylko jakiś rytuał.

                  Przysięga wartością jest wtedy, gdy osoba ją składająca faktycznie jest gotowa
                  przysiąc. Szczerze. To jest wartość.

                  I tu właśnie leży sedno zagadnienia "ślub, czy konkubinat". Przysięga nie
                  dowodzi powagi zamiarów i szczerości intencji, stuprocentowego zaangażowania.
                  Natomiast brak przysięgi dowodzi, że jedna (obie) ze stron nie jest przekonana
                  na 100%. Lepsze to od "odklepanej" przysięgi, bo przynajmniej w jakimś sensie
                  szczere. Ale gorsze od prawdziwego stuprocentowego zaangażowania, użyję
                  niemodnego i rzadko tu wymienianego słowa: MIŁOŚCI.

            • and_nowak Błąd logiczny 21.04.09, 08:30
              alezwodzu napisał:
              > niestety, nie zgadzam się z tobą. za dużo znam przypadków tego,
              > jak niewiele znaczy taka przysięga przy świadkach.

              To prawda. Ale jak już wcześniej napisałem: papierek (przysięga) nie gwarantuje
              sukcesu, ale brak papierka zwykle dowodzi że coś jest nie do końca tak.
              Warunek konieczny i wystarczający... Sukces i porażka...
              • alezwodzu Re: Błąd logiczny 21.04.09, 09:47
                no, to się chyba nie dogadamy:) moim zdaniem brak papierka nic nie dowodzi, tak
                samo jak nic nie dowodzi posiadanie go - poza przywiązaniem do pewnych tradycji,
                wzorców kulturowych itd. emocjonalnie papierek i przysięga nic nie zmieniają
                (może pomijając moment podpisania/złożenia - podejrzewam, że ludzie czują wtedy
                euforię). i proszę bardzo - mnie to w ogóle nijak nie przeszkadza, bo i dlaczego
                by miało przeszkadzać. natomiast nie lubię, kiedy ktoś z absolutną pewnością
                siebie wmawia mi, że wie dużo lepiej niż ja, co czuję i zna lepiej niż ja moją
                motywację.
                nie powinieneś zakładać, że wiesz tyle o ludziach, bo się nic nowego nie
                nauczysz, a przecież twierdzisz, że ciekawi cię świat
                • and_nowak Re: Błąd logiczny 21.04.09, 10:16
                  alezwodzu napisał:

                  > poza tym nie rozumiem - co w twojej wypowiedzi jest
                  > warunkiem wystarczającym, a co koniecznym?

                  Nie chcesz zrozumieć, albo nie chcesz tego przyznać.
                  • alezwodzu Re: Błąd logiczny 21.04.09, 10:39
                    ale zabawa. czyli uważasz, że stuprocentowa pewność i potwierdzenie jej
                    przysięgą lepiej wróży na przyszłość niż fakt, że nie jest się do końca pewnym?
                    i znów nie mogę się z tobą zgodzić. wątpliwości nie oznaczają, że nie kocham
                    tego gościa, z którym jestem, nie oznaczają też, że się z nim rozstanę. po
                    prostu czasem się zastanawiam nad sobą, nad swoim życiem, nad alternatywnymi
                    wyborami (tak samo w przypadku uczucia, jak i pracy, mieszkania, ewentualnego
                    posiadania dzieci). ty tego nie robisz? jesteś absolutnie pewien, że dokonałeś
                    właściwego wyboru w życiu i niczego nie będziesz żałował? jeśli tak -
                    zazdroszczę, ale trudno mi w to uwierzyć.
      • wisniew Re: Przyjaciel z łóżkowym bonusem 20.04.09, 17:06
        Przyjaciel z bonusem to nie jest złe rozwiązanie. Przecież nikt chyba nie planuje być w takim "związku" całe życie. U mnie było tak, że samo jakoś tak wyszło i samo się kończy, gdy jedno z nas angażuje się w jakikolwiek związek. Niestety oboje mamy raczej pecha do płci przeciwnej (za to w karty idzie nieźle) i często zdarza nam się singlować. Wtedy chyba lepiej pójść do łóżka z kimś , kogo z się zna i kto cię zna, niż puścić się z pierwszą/ym lepszą/ym.
    • karasuma Przyjaciel z łóżkowym bonusem 20.04.09, 18:12
      Po pierwsze uwazam ze pojecie "friends with benefits" jest blednie
      przetlumaczone, po angielsku friend to wcale nie musi znaczyc przyjaciel, to
      moze byc kolega/kolezanka, znajomy/znajoma, to slowo nie oddaje az tak
      zazylych stosunkow jak polskie przyjaciel.

      Po drugie, wlasnie jestem po zwiazku typu FWB. Za obustronnym porozumieniem
      spotykalismy sie publicznie razem ze znajomymi i zachowywalismy sie jak zwykli
      znajomi, nikt nic nie widzial, zachowalismy to w tajemnicy, a kiedy mielismy
      ochote uprawialismy seks, bez zobowiazan, bez zadnych niepotrzebnych uczuc,
      bez zazdrosci - szczerze mowiac czulam bylo to swietnie, bardzo wygodne i na
      reke, nie mam wyrzutow sumienia, seks pomagal sie zrelaksowac - jesli akurat
      nie ma sie stalego partnera, to lepiej miec kogos jako FWB niz spac z kim
      popadnie albo praktykowac celibat.
      • spiral_architect PSY-CHO-LOŻ-KA ???? 20.04.09, 18:23
        Cóż za okropnie brzmiący twór, tak samo jak słowo "konkubinat". Moje
        koleżanki po fachu zwykłem nazywać paniami psycholog, lub
        psychologami, nie "psycholożkami". A fe!

        Wśród wielu mądrych wypowiedzi zwróciła moją uwagę ta, że taka
        relacja jest wyborem związanym bardziej z osobowością niż płcią (z
        czym się zgadzam), choć prawdą jest też, że kobiety bardziej
        emocjonalne są.

        --
        Juz ponad 2500 lat temu wielki Heraklit z Efezu powiedzial
        slowa,ktore sa aktualne do dzis i beda tak dlugo prawdziwe,jak dlugo
        trwal bedzie ludzki gatunek:"wieki nauki nie naucza zrozumienia"

        "Michnikowszczyzna narobiła w Polsce strasznych szkód" R.A.Z
        • bajgla Re: PSY-CHO-LOŻ-KA ???? 20.04.09, 21:01
          sjp.pwn.pl/lista.php?co=psycholo%BFka
          spiral_architect napisał:
          . Moje
          > koleżanki po fachu zwykłem nazywać paniami psycholog, lub
          > psychologami, nie "psycholożkami". A fe!

          Widać mają kompleksy na punkcie swojej płci i uważają, że jak użyją męskiego określenia, to się zrobią mądrzejsze. Bo co męskie to lepsze :D

          >choć prawdą jest też, że kobiety bardziej
          > emocjonalne są.

          Patrz np. ostatnia dyskusja nt. gwałtów w wojsku.
        • angazetka Re: PSY-CHO-LOŻ-KA ???? 21.04.09, 00:20
          > Cóż za okropnie brzmiący twór,

          Taaak? Dentystka, dyrektorka, nauczycielka, psycholożka. Absolutnie
          normalne słowa, utworzone zgodnie z polską normą, uzywane na
          określenie kobiety wykonującej dany zawód. Nie widzę problemu.
      • wen_yinlu Re: Przyjaciel z łóżkowym bonusem 25.04.09, 16:54
        Dokładnie, po co psuć przyjaźń seksem... Wolałabym już sobie znaleźć kogoś
        nowego, poznać go tylko trochę, ustalić warunki... pewnie bez uczucia znudziłoby
        mi się po 3 miesiącach może, i tak dalej. Mimo wszystko to dość żałosny
        scenariusz i nie wiem czy nie wolałabym oddawać się regularnym praktykom z samą
        sobą zamiast robić z kogoś żywego wibratora, a już tym bardziej kiełbasić
        relacji z przyjaciółmi...
        Masażystów nie próbowałam nigdy, ale kto wie... za 30 lat...
    • osmiol Totalny idiotyzm 20.04.09, 18:56
      Nie mam jeszcze 40tki, ale "za moich czasow" chyba jeszcze takiego
      kretyńskiego traktowania się przedmiotowo nie było.Co to właściwie
      ma być?
      Facet potrzebuje ciągle seksu? Ok - idzie do prostytutki,podrywa
      laski na jedna noc w dyskotece, ma dziewczynę, narzeczoną , żeni
      się. Taka kiedyś była kolej rzeczy. Dokładnie tak samo funkcjonowało
      to dla dziewczyn.
      Jak się sobą para znudziła - rozchodzili się zanim zdążyli się
      zaręczyć czy spłodzić dzieci. Jak byli zbyt szybcy - zrywali
      zaręczyny lub musieli sie rozwodzić.
      Ale wszystko było jasne! Moja dziewczyna - więc jestem jej wierny i
      troszczę sie o nią. I na to samo liczę z jej strony.
      A co teraz? Mieszkam z kimś, kto czasem ze mną sypia, ale tez z
      innymi? Nie mam prawa się zakochać, bo "ustaliliśmy" tak? Jak jest
      mi wygodnie to sięgam po seksualna zabawkę , albo ona po mnie?
      Ludzie - to porąbane! Kupcie sobie wibratory i nadmuchiwane lalki -
      taniej, szybciej,bez zobowiazań i wierność gwarantowana!
      Ludzie mają emocje. a seks je wyzwala i wzmacnia.Egoistyczne figury
      społeczne nie zmienią naturalnych potrzeb normalnego czlowieka.
      Protezy czasem są potrzebne, ale każdy jednak woli naturalne
      kończyny. Przestańmy więc protezowac związki miedzyludzkie.
      --
      Dlugo pomysl zanim palniesz bzdure.Myslenie nie boli,choc bywa
      meczace.Agresja wypowiedzi nie wzmacnia sily jej przekazu.
        • osmiol ? 20.04.09, 19:18
          A moge prosić po polsku - o co Ci właściwie chodziło?
          --
          Dlugo pomysl zanim palniesz bzdure.Myslenie nie boli,choc bywa
          meczace.Agresja wypowiedzi nie wzmacnia sily jej przekazu.
        • and_nowak A co tu z tym narodem? 21.04.09, 08:55
          renebenay napisał:

          > A na co mlodzi maja czekac,zycie jest za krotkie a
          > pozatym ta narodowa moralnosc smierdzi falszem i hipokryzja.

          1. Młodzi zwykle mają przed sobą więcej życia od starych. ;-)))
          2. A poza tym to nie jest żadna "narodowa moralność", tylko taka zwykła
          przyzwoitość. Łatwo jest atakować drugą stronę przypinając łatki w stylu
          narodowej moralności, moherów, czy ogólnie Ciemnogrodu. Tylko że to nieuczciwe.
      • bubblemilk Re: Totalny idiotyzm 20.04.09, 19:13
        > Facet potrzebuje ciągle seksu? Ok - idzie do prostytutki,podrywa
        > laski na jedna noc w dyskotece, ma dziewczynę, narzeczoną , żeni
        > się. Taka kiedyś była kolej rzeczy. Dokładnie tak samo funkcjonowało
        > to dla dziewczyn.

        No widzisz, nie do końca tak samo. Kobiecie trudniej pójśc do prostytutki. A jak
        poderwie kolesia na jedną noc w dyskotece, to od razu dokleją jej etykietkę
        wiadomo jaką, o której ktoś tu wspominał już.
        • osmiol Przepr 20.04.09, 19:23
          aszam więc za skrót myslowy. Ale chyba mimo wszystko lepiej poderwać
          chłopaka w dyskotece niż tkwic w jakiejś patologicznej relacji? Czy
          byłoby Ci obojetne gdyby ten współlokator/przyjaciel/kopulator
          przyprowadzł w czwartki koleżankę Krysię a we wtorki Zdzisię zaś dla
          Ciebie miał wszystkie poniedziałki i środy? No jaja...po prostu
          jaja. I jeszcze z kimś takim się bedziesz przyjaźnić? How come?
          --
          Dlugo pomysl zanim palniesz bzdure.Myslenie nie boli,choc bywa
          meczace.Agresja wypowiedzi nie wzmacnia sily jej przekazu.
          • bubblemilk Re: Przepr 20.04.09, 19:30
            Zakładam, że przyjaźń opiera się na wielu głębokich sprawach, między innymi na
            zaufaniu. Znacznie bardziej patologiczne od łączenia seksu z zaufaniem itd. jest
            dla mnie wyrywanie obcych ludzi (kobiet/mężczyzn) na jedną noc i porzucania ich
            bez troszczenia się o to co się z nimi dalej dzieje (emocjonalnie na przykład).
            Przyjaciel mnie szanuje, ja jego też; a obcy człowiek? Popatrz, gdzie tu patologia.
            • osmiol Nie rozumiemy sie 20.04.09, 19:48
              Ja nie oceniam zachowań. Nie jestem moralizatorem. Chodzi mi o
              patologie w tworzeniu pewnego schematu we własnej psychice. Nie
              trzyma sie kupy koncepcja takiego zwiazku po prostu. Do rzeczy:
              1.jesli nie interesuje mnie wiazanie się z kimś na stałe - nie robie
              tego i rwę wszystko , co na drzewo nie ucieka - więc zbedny jest mi
              przyjaciel do łóżka,
              2.jeśli mam potrzebę stabilizacji w jakiejś formie "związku"- to mam
              dziewczyne/chlopaka i juz.
              W koncepcji FWB próbuje sie połączyć obie sytuacje w jedno. A to
              logiczna sprzeczność. Niestety rujnująca psychike uczestników takiej
              zabawy.
              I tylko o to mi chodzi
              Dlugo pomysl zanim palniesz bzdure.Myslenie nie boli,choc bywa
              meczace.Agresja wypowiedzi nie wzmacnia sily jej przekazu.
              • bubblemilk Rozumiem, dzięki 20.04.09, 19:56
                Rozumiem i się generalnie zgadzam. Też w sumie do końca nie rozumiem takiej
                relacji, bo skoro nie angażujemy się do końca, to po co w ogóle... To się nie
                może odbywać - w moim mniemaniu - bez szkody dla psychiki, podobnie zresztą -
                również w moim mniemaniu - jak rwanie wszystkiego co się da. Ale w sumie,
                różnorodność ludzkich zapatrywań i konstytucji psychicznych jest tak wielka, że
                rzeczywiście lepiej nie oceniać.
                • elegancja_francja Wolne zarty 20.04.09, 20:32
                  Ze nowa nazwa relatiwizmu moralnego i nihilizmu to "różnorodność
                  ludzkich zapatrywań i konstytucji psychicznych " w USA to zgoda, ale
                  ze tak szybko pseudopsychologizowanie patologii moralnych
                  przerzucilo sie to na grunt polski to prawie zdumiewajace.
                  • bubblemilk Re: Wolne zarty 20.04.09, 20:49
                    Tak, różnorodność z definicji zakłada relatywizm.
                    Jeżeli jednak chcesz koniecznie do całej tej dyskusji mieszać MORALNOŚĆ, to
                    uświadom sobie, że moralność - tak w skrócie - wiąże się z rozróżnieniem na
                    dobro i zło. Jeśli chcesz relację, o której tu mowa, oceniać w tych kategoriach
                    - to mi powiedz, skąd bierzesz kryteria. Z kościoła? Czy z czego?

                    Dlatego nie gadaj głupot o "patologii moralnej", bo to jest mieszanie etyki z
                    obyczajowością. Moralność wchodzi do takiej relacji, kiedy ktoś zaczyna robić
                    komuś krzywdę. Tylko wtedy jego zachowanie jest moralne albo nie. Poza tym może
                    być co najwyżej niepoprawne obyczajowo.
                    A nihilizm to jeszcze insza inszość - nikt tutaj go nie zakłada.
                    • elegancja_francja Re: Wolne zarty 20.04.09, 22:49
                      krzywde robia sobie tacy ludzie nawzajem, a dodatkowo tym ludziom,
                      ktorzy maja nieszczescie ich spotkac jak taka "para" pragnie
                      zostawic gowno za soba i "ulozyc sie z kims uczciwym."

                      W koncu osobiscie mam to gdzies czy sobie takie osobniki zcharataja
                      moralnosci czy nie -- sral ich pies. Ale w stosunku do przyszlych
                      poszkodowanych to po prostu brak tu zwyklej ludzkiej przyzwoitosci.
                      Tylko czyste chamskie cwaniactwo.
                  • mirekp70 Re: Wolne zarty 05.05.09, 16:32
                    Czy przespanie sie z kimś bez angażowania się uczuciowego to aż tak
                    straszne, żeby to potępiac az tak ostro? A powtórzenie tego parę
                    razy?

                    Spróbujcie sobie wyobrazić taka sytuację:

                    1)znam się z kimś kto jest dla mnie atrakcyjny seksualnie, i
                    wzajemnie
                    2)nasze relację sa OK, ale jednak czujesz, ze to nie jest to, że nie
                    pokochasz tego kogoś... różne drobne lub nie rzeczy moga się na to
                    składać
                    3)Druga osoba uważa tak samo - i to jest najtrudniejsze, zeby druga
                    strona nie była bardziej zaangażowana
                    4)Nie jesteście z nikim w związku, potrzebujecie seksu.

                    Czy to jest az takie straszne?


                    elegancja_francja napisał:

                    > Ze nowa nazwa relatiwizmu moralnego i nihilizmu to "różnorodność
                    > ludzkich zapatrywań i konstytucji psychicznych " w USA to zgoda,
                    ale
                    > ze tak szybko pseudopsychologizowanie patologii moralnych
                    > przerzucilo sie to na grunt polski to prawie zdumiewajace.
                • wisniew Re: Rozumiem, dzięki 20.04.09, 22:36
                  bubblemilk napisała:

                  > Rozumiem i się generalnie zgadzam. Też w sumie do końca nie rozumiem takiej
                  > relacji, bo skoro nie angażujemy się do końca, to po co w ogóle... To się nie
                  > może odbywać - w moim mniemaniu - bez szkody dla psychiki

                  Zgadzam się, że taki "związek" na dłuższą metę jest... dziwny, ale przecież nikt nie mówi, że ten układ ma trwać wiecznie - to tylko stan przejściowy. Jestem sam, ona też, oboje mamy potrzeby seksualne, bo chyba każdy je ma, więc... Nikt nie mówi, że na tym ma się budować wspólną przyszłość, bo to moim zdaniem niewykonalne. Ale lepsza taka relacja niż "związek" z własną ręką, albo wyrywanie jakiejś niewiadomej na dyskotece.
                  Święty nie jestem i zdarzały mi się jednorazowe "numerki" z przygodnymi znajomościami, ale to nie daje pełnej satysfakcji - nie wiadomo, co ona lubi, ona nie wie, co ja lubię, a powiedzieć wprost tak jakoś głupio.
                    • bubblemilk Re: Ja też dziękuję (nie skorzystam) 21.04.09, 09:32
                      and_nowak napisał:

                      > Tak. I w ten sposób sprowadziłeś ludzi do zwierząt. Dokładnie tak parzą się
                      > zwierzęta.

                      Przecież nie napisał, że on czy ktokolwiek ma TYLKO takie potrzeby. Chyba nie
                      zaprzeczasz, że człowiek - bądący również zwierzęciem - ma również potrzeby
                      seksualne? Może Ty nie masz, ale to nie znaczy, że nie jesteś zwierzęciem,
                      tylko że musisz iść do lekarza.
                      Jak chcesz po prostu obrażać ludzi, to idź sobie gdzie indziej.
                      • and_nowak Re: Ja też dziękuję (nie skorzystam) 21.04.09, 10:19
                        Mój pies mnie kocha. ;-)
                        A sprowadzanie związku (związku???) do wspólnego dymani kojarzy mi się ze
                        zwierzętami. Tak właśnie zwierzęta zaspokajają swoje potrzeby - z pierwszą
                        atrakcyjną partnerką, bez zobowiązań i romantyzmu.

                        A nikogo nie obrażałem, bo pisałem ogólnie. Sam sobie idź gdzie indziej.
                        • bubblemilk Re: Ja też dziękuję (nie skorzystam) 21.04.09, 10:50
                          Tylko zauważ, że tu jest mowa o seksie jako dodatku jako do PRZYJAŹNI (rozumiesz
                          to słowo?), a nie o anonimowym układzie dwojga obcych ludzi bez zobowiązań, tj.
                          relacji zbudowanej tylko na seksie i na niczym więcej. Jest różnica, prawda?
                          Dlatego mówię, że obrażasz. Ja szanuję moich przyjaciół, i gdybym poszła z
                          którymś z nich do łóżka, nie sądzę, żeby miało to w sobie cokolwiek zwierzęcego.
                          • and_nowak Re: Ja też dziękuję (nie skorzystam) 21.04.09, 12:55
                            bubblemilk napisała:

                            > Tylko zauważ, że tu jest mowa o seksie jako dodatku
                            > jako do PRZYJAŹNI (rozumies z to słowo?), a nie o
                            > anonimowym układzie dwojga obcych ludzi bez zobowiązań, tj.
                            > relacji zbudowanej tylko na seksie i na niczym więcej.

                            Ja wu widzę coś innego. Widzę kolejny etap (po konkubinatach) "rozwadniania"
                            uczuć. Bo w konkubinacie się mówi "kocham ją, ale...", a tu już tylko o
                            przyjaźni. Poruszamy się po tej samej linii, tylko zaszliśmy trochę dalej. Co do
                            przyjaźni - rozumiem to słowo (gupi nie jezdem, nie? ;-))) ), tylko moim zdaniem
                            ta przyjaźń jest powierzchowna, może wręcz fałszywa. Bardziej mi to przypomina
                            wspólne zamieszkiwanie w akademiku, a że współlokator jest atrakcyjny seksualnie...


                            Co do zwierzęcości - ja bym nie poszedł do łóżka z przyjaciółką właśnie ze
                            względu na przyjaźń. Bo albo mówimy o miłości, albo o na poły zwierzęcym
                            zaspokajaniu potrzeb.
                            • bubblemilk Re: Ja też dziękuję (nie skorzystam) 21.04.09, 20:59
                              and_nowak napisał:

                              > Bo w konkubinacie się mówi "kocham ją, ale...", a tu już tylko o
                              > przyjaźni.

                              Nie wiem, może Ty sobie tak wyobrażasz konkubinat, i może dla Ciebie decyzja o
                              byciu z kimś bez ślubu jest rozwadnianiem uczuć - ale to nie jest tak. A nawet,
                              idąc Twoim myśleniem, jesli mialoby to byc "kocham ja, ale", to ja wolę to, niż
                              mówienie w małżenstwie "NIE KOCHAM JEJ, ALE...". Bo miłość nie leci z kranu jak
                              woda i zagwarantować jej nie można niczym

                              > ta przyjaźń jest powierzchowna, może wręcz fałszywa.

                              Co ma piernik do wiatraka. Głębokość przyjaźni to inny wątek zupełnie.

                              > Bo albo mówimy o miłości, albo o na poły zwierzęcym
                              > zaspokajaniu potrzeb.

                              Każde zaspokajanie potrzeb (zwłaszcza tych postawowych) jest z definicji
                              zwierzęce. I nie na poły, tylko całkowicie. A jeśli chodzi o seks, to nie dla
                              każdego oznacza on wyłącznie rozładowanie popędu... Są tez takie rzeczy jak
                              bliskość, czułość - chyba lepiej dostawać to/dawać w relacji z zaufaną osobą,
                              niż łudzić się, że otrzymasz to od laski/kolesia wyrwanego w dyskotece.
                    • kadanka Re: Ja też dziękuję (nie skorzystam) 21.04.09, 12:55
                      o kurde, jaki tekst:D:D
                      koles, my jestesmy zwierzetami czy ci sie to podoba czy nie:D ssaki,
                      gromada naczelne. jestesmy jednymi z gorszych zwierzat, niszczymy
                      planete i siebie nawzajem, nie z glodu a z przyjemnosci niszczenia
                      po prostu. jestesmy zwierzetami, mamy potrzeby, jedni je realizuja
                      bez ceregieli, inni nie, mają frustracje i probują sie podbudowywac
                      przedziwnymi tezami wyssanymi z palca. tak jak ta o wyzszosci
                      czlowieka nad zwierzetami
              • kadanka Re: Nie rozumiemy sie 20.04.09, 20:30
                a mnie sie wydaje, ze nie masz racji mowiac ze nie da sie tych
                rzerczy polaczyc i ze FWB jest utopia, z ktorej ktoras ze stron
                wyjdzie pokiereszowana. naprawde nie musi tak byc. ja mysle ze to
                jest uklad dobry dla osob, ktorzy nie chca stabilizacji - czyli
                jakiegos super zaangazowania emocjonalnego "boze jak ja go/ją
                kocham", nie chcą dzieci. jest wielu takich facetow, i mysle ze
                coraz wiecej kobiet. takie czasy i tyle. ze niektorzy ludzie chcą i
                potrafią byc ze sobą na zasadzie nieuzalezniania silnego
                emocjonalnie - moze nie ptrafią, moze nie chcą, bo np sie sparzyli?
                albo nie wyniesli z domu potrzeby bycia w stalym, mocnym zwiazku. no
                a na dodatek ze sobą sypiają bo tego chcą i potrzebują. dla mnie to
                jest calkiem realna i rozsądna alternatywa wobec "skakania z kwiatka
                na kwiatek" albo bycia w stalym wieloletnim zwiazku na smierc i
                zycie.
          • hollowcat Re: Przepr 21.04.09, 10:19
            No ale co złego, że śpi z innymi w inne dni? Przecież to tylko przyjaciel, jest wolny i może robić co chce. To nie jest mąż czy żona oczekujący z założenia wierności.

            Są na tym świecie ludzie którzy nie chcą dzieci (nie lubią albo sa za mało odpowiedzilani) i chcą po prostu żyć szczęśliwie.
          • wen_yinlu Re: Przepr 25.04.09, 16:58
            Dokładnie, wolałabym już sobie "wyrywać" panów gdzieś jednorazowo, nawet w necie
            albo płacić za seks niż się z przyjacielem pakować w takie bagno...
        • kadanka Re: Totalny idiotyzm 20.04.09, 19:24
          hhehehe, pewnie zaraz kolega osmiol ci odpisze, ze przeciez
          szanujaca sie kobieta powinna poczekac na Milosc Swojego Życia. tego
          jedynego Księcia:D:D a jesli Go nie znajduje to sorry, ale no sex
          life. widocznie nie zasluzyla:/
          • osmiol A skad 20.04.09, 19:41
            dlaczego mam tak napisac? Mnie nie obchodzi czy się ktoś szanuje czy
            nie - jego sprawa. chodzi mi tylko o to, czy rozsadne jest
            egoistyczne "zabezpieczanie" sie przed potencjalnym uczuciem
            hasłem "przyjaźń".
            Praktyka jest taka - seks jest wspaniały i potrzebny,kazdy zdrowy ma
            na niego ochote,trzeba wiec znależć partnera - dla wyrafinowanych -
            dwóch ,trzech itd na raz czy po kolei,każda interakcja wywiera jakiś
            wpływ na drugiego człowieka, moze się zdażyć, ze pozytywny - zakocha
            się; no więc my mu w łeb - masz być moim przyjacielem, więc mnie nie
            rzucaj i gurglajmy się nadal, ale pozostaw mi wolność. Eeeeeeeeeeee.
            --
            Dlugo pomysl zanim palniesz bzdure.Myslenie nie boli,choc bywa
            meczace.Agresja wypowiedzi nie wzmacnia sily jej przekazu.
            • kadanka Re: A skad 20.04.09, 20:44
              mysle ze kazdy tutaj inaczej zrozumial ten wywiad i stad dyskusja.
              dla mnie on jest ciekawy bo pokazuje ze sa rozne modele zycia. NIE
              tylko stale, mocne zwiazki z dziecmi (ktore albo sa szczesliwe, albo
              pozornie szczesliwe, albo sie rozpadaja), nie tylko skakanie z
              kwiatka na kwiatek(ktore w naszym purytanskim kraju jest glownie
              domena facetow, nie oszukujmy sie) ale tez bycie ze soba w ktorym
              jest luz, dystans, nie ma wielkich emocji wiec nie ma tez spinania
              sie. emocje - milosc, tesknota sa oczywiscie cudowne ale tez czynia
              nas bezbronnymi. i nie kazdy chce je czuc, nie kazdy potrafi. dla
              mnie oddzielenie choc troche tych wszystkich emocji od seksu jest
              zdrowe. jedyna emocja jaka jest potrzebna przy seksie to pożądanie i
              tyle:) a milosc, tesknota, zazdrosc, ta nieodlaczna czesc milosci:/ -
              jak ktos lubi to proszę, ale jak nie lubi to nie, i tyle.
              taki model bycia ze sobą, jaki jest opisany w wywiadzie tez jest
              jakąś formą związku. i naprawde nie wiem czemu ja tak krytykujecie -
              jesli nie akceptujecie, to zyjcie po swojemu, ale i dajcie zyc innym
              tak jak chcą:)
              • osmiol Szanowna współdyskutantko 21.04.09, 01:14
                Oczywiscie, ze nie zamierzam komukolwiek zabraniac czy nawet
                odradzac zycia w sposób jaki wybral. Mysle, ze mam jednak prawo
                okreslic swoj stosunek do zaprezentowanej formy "zwiazku". W koncu
                po to jest takie forum.
                Nie widze zadnej przewagi takiego "ukladu" nad skakaniem z kwiatka
                na kwiatek. W koncu jesli obie strony nie maja zadnych zobowiazan?
                Niczego od siebie nie oczekuja?Poza wymyciem kibla we wspolnym
                mieszkaniu i pobzykaniem sie jak im przyjdzie ochota.
                Taki zwiazek jest szkodliwy glownie dla dziewczyn. No bo pomysl - co
                powie nowo poznany chlopak na wiesc, ze mieszkasz i dziumdziasz sie
                z kims innym tez? Ma to zaakceptowac? Oj malo bedzie tolerancyjnych.
                Jednorazowe skoki uda sie ukryc, ale to, ze z kims mieszkasz chyba
                juz nie tak bardzo. Wiec opinia "latwej" i tak przylgnie do takiej
                dziewuchy.
                Kazda opcja poza stalym zwiazkiem - czy to malzenskim ,
                narzeczenskim, poartnerskim czy chocby chlopak/dziewczyna - jest
                wymyslem mizogynistycznych facetow, ktorzy upadlaja kobiety dla
                wlasnej wygody i jeszcze potrafia je przekonac, ze obu stronom sie
                to podoba i jest "alternatywa" do rozwazenia.
                Jestem facetem i znam realia. Ideal mlodego faceta - pomieszka,
                posprzata, zrobi cos do zarcia, dorzuci sie do czynszu, pozyczy na
                piwo = kumpel, dodatkowo pozwoli sie pobzykac i nie bedzie zazdrosna
                o to , gdy ja zechce robic to samo z innymi. Nie ma normalnych
                dziewczyn, z odrobina oleju w glowie, ktore sie na to zgodza.
                Pojscie na taki uklad , to danie sie wykorzystac i tyle. Czym sie to
                wlasciwie rozni od beznamietnego seksu w krzakach z przygodnie
                poznana panna? Czasem trwania "zwiazku"?
                Mozesz miec przyjaciol facetow, ale nie daj sie wciagnac w taka
                konstrukcje przekombinowana, bo o to chodzi jej tworcom.
                I nie ma to nic wspolnego z moralnoscia, religia czy purytanizmem.
                Po prostu tak nas uksztaltowala biologia - facet chce jak najwiecej,
                bo rozrzuca material biologiczny gdzie popadnie, a kobieta chce
                jakosci, bo wiecej ja kosztuje efekt.Seks jest jednoznacznie
                zwiazany z plodzeniem dzieci i to, ze uprawiamy go dla przyjemnosci
                i mozemy oddzielic od procesu rozrodu nie zmienia faktow, ze wiaze
                sie z odmiennym stosunkiem do niego przez obie plcie.
                Cala filozofia takich pomyslow to manipulacja leniwych facetow w
                imie uzyskania taniego i latwego do uzyskania seksu bez
                zobowiazan.Nie daj sie nabrac!
                --
                Dlugo pomysl zanim palniesz bzdure.Myslenie nie boli,choc bywa
                meczace.Agresja wypowiedzi nie wzmacnia sily jej przekazu.
                • bubblemilk I znów się zgadzam, ALE 21.04.09, 09:41
                  Zgadzam się z Twoją analizą, mniej więcej wiem, o co często chodzi facetom, i
                  często jest własnie tak, jak piszesz. Mam tylko jedno ALE - do sformułowania o
                  wykorzystywaniu kobiet przez mężczyzn, bo jednak zdarza się, że kobieta po
                  prostu chce także coś dostać, więc korzyści są obopólne. Myślę, że można mówić o
                  obopólnym wykorzystywaniu.

                  Swoja drogą, mieszkałam kiedyś z moim przyjacielem, i to była taka faza
                  znajomości, w ktorej była w nim do tego zakochana. Wiedział o tym, i przez cały
                  czas uważał, żeby wspólne mieszkanie nie przerodziło się w coś więcej - choć
                  przecież mógł, ja chciałam. Do dziś jestem mu wdzięczna, że nie poharatał mi
                  psychiki, i wciąż się przyjaźnimy.
                • gondra Re: Szanowna współdyskutantko 21.04.09, 11:08
                  > Taki zwiazek jest szkodliwy glownie dla dziewczyn. No bo pomysl -
                  co
                  > powie nowo poznany chlopak na wiesc, ze mieszkasz i dziumdziasz
                  sie
                  > z kims innym tez? Ma to zaakceptowac? Oj malo bedzie
                  tolerancyjnych.

                  Wystarczy nie zadawać się z debilami, szowinistami, facetami z
                  kompleksami, etc.

                  > Kazda opcja poza stalym zwiazkiem - czy to malzenskim ,
                  > narzeczenskim, poartnerskim czy chocby chlopak/dziewczyna - jest
                  > wymyslem mizogynistycznych facetow, ktorzy upadlaja kobiety dla
                  > wlasnej wygody i jeszcze potrafia je przekonac, ze obu stronom sie
                  > to podoba i jest "alternatywa" do rozwazenia.

                  No tak, zapomniałam, że seks jest tylko dla chłopców i tylko im
                  sprawia przyjemność. A kobiety jak te zwiewne nimfy uczuciami
                  wzniosłymi żyją, a seks uprawiaja poświecajac sie dla faceta.

                  Gdzie tacy ludzie sie uchowwali?:)))
                • kadanka Re: Szanowna współdyskutantko 21.04.09, 11:18
                  - dla mnie przewaga jest taka ze sypia sie ze znajomą osobą, ktorą
                  sie lubi, ktorej sie ufa, z ktora sie dobrze czuje. jak ktos lubi
                  jednonocne wyrywanie to prosze bardzo, ja nie lubie.
                  - nowo poznanemu chlopakowi nie zamierzam sie spowiadac z mojego
                  zycia uczuciowo/lozkowego zanim go poznalam i absolutnie nie
                  oczekuje od niego podobnych zwierzen.
                  Seks jest jednoznacznie
                  > zwiazany z plodzeniem dzieci i to, ze uprawiamy go dla
                  przyjemnosci
                  > i mozemy oddzielic od procesu rozrodu nie zmienia faktow, ze wiaze
                  > sie z odmiennym stosunkiem do niego przez obie plcie.
                  Uwielbiam jak ktos wali takie truizmy. wiec napisze jeszcze raz,
                  ostatni. ja mam do seksu taki sam stosunek jak mezczyzni. uzytkowy.
                  dzieci maz na razie mnie nie interesuja. nie wiem moze mam nadmiar
                  meskich hormonow?? pewnie dla ciebie byloby to jedyne uzasadnienie
                  moich dziwacznych i wynaturzonych pogladow:D
      • kodem_pl Nie zrozumiales... 20.04.09, 22:54
        Przyjacilolki NIE TYLKO do lozka. Przyjaciolki do rozmowy, smiania itp. I do
        wznoszenia sie na wyzyny rozkoszy.

        Jak chcesz wejsc w taki uklad, skoro niczego ci nie brakuje? Nic nie zrozumiales
        z tego artykulu...
    • bubblemilk modne singielowanie 20.04.09, 19:17
      Znów czytam o "coraz modniejszym w kulturze zachodniej singielowaniu" i znów
      mnie trafia szlag. Abstrahując od tego, że słowo "singielowanie" nie istnieje w
      języku polskim ani w żadnym innym, traktowanie tego jak mody a nie PROBLEMU
      który ma coraz wiecej osób nie świadczy chyba zbyt dobrze o kompetencjach pani
      psycholog. Nie napiszę "psycholożki", bo mi nie przejdzie przez
      gardło/klawiaturę komputera.