Służąca, czyli żona - List tygodnia

31.05.09, 11:46
Zgadzam się z autorką listu. Mężczyznom wiele rzeczy uchodzi, nam, kobietom,
już nie. Jeśli chodzi o mój rodzinny dom, to już się poddałam, brata nie da
się zmusić do sprzątania czy gotowania, bo to facet. Ale u mnie w domu
pilnuję, żeby obowiązki domowe były podzielone, choć czasami muszę ze sobą
walczyć, żeby czegoś mimo wszystko nie posprzątać sama. Niestety mamy to
zakorzenione w psychice, wyniesione z domu rodzinnego, trudno z tym walczyć.
Ale się staram...
    • ovejanegra Służąca, czyli żona - List tygodnia 31.05.09, 13:19

      A ja mam dwunastoletniego syna i staram się, żeby zawsze kiedy ja
      coś robię, on mi pomagał. Ja gotuję-on obiera ziemniaki, ja sprzątam-
      on sortuje ubrania do prania, ja prasuję-on układa ubrania w
      szafce... To my, kobiety jesteśmy odpowiedzialne za to, jakcy będą
      nasi synowie. I być może od tego, czego teraz go nauczę kiedyś
      będzie zależało jego małżeńskie szczęście, bo razem z żoną będą
      dzielić się obowiązkami i będą mieli więcej czasu dla siebie. Czy
      mozna dać dziecku lepszy prezent?
      • hegemon72 Re: Służąca, czyli żona - List tygodnia 04.06.09, 15:40
        >Czy mozna dać dziecku lepszy prezent?

        zle zadane pytanie :-)

        prawidlowe brzmialoby: czy mozna dac kobiecie lepszego 'pantofla' :-)
        • aga125.0 Re: Służąca, czyli żona - List tygodnia 06.06.09, 08:47
          No cóż, niedorobieni męscy pseudomacho zawsze będą się bronić przed
          zakusami kobiet na ograniczanie ich prymitywnej "wolności". Dla nich
          normalny, odpowiedzialny facet zawsze będzie pantoflem. Z reguły są
          to faceci z ptasimi móżdżkami, ja nie spojrzałabym nawet na takiego,
          choćby był ostatnim egzemplarzem na ziemi.
    • majself Służąca, czyli żona - List tygodnia 31.05.09, 14:28
      Cudów nie ma. Syn nie będzie gotował, jeśli nie zobaczy czasem ojca przy garach.
      Przykład idzie z góry.
      • emigrantka-1 Re: Służąca, czyli żona - List tygodnia 01.06.09, 12:17
        Masz calkowita racje, jezeli syn widzi przy garach tylko matke
        uwaza, ze to jest normalne, ze gotowanie nalezy do jej obowiazkow.
      • seidhee Re: Służąca, czyli żona - List tygodnia 03.06.09, 15:27
        Na szczęście w przypadku mojego związku to się nie sprawdziło:)
        Ojciec mojego faceta nie umie nawet zrobić sobie herbaty... A mój
        facet, odkąd mieszkamy razem, nauczył się zmywać, sprzątać, gotować,
        zajmować się kotem itp. Choć muszę przyznać, że na początku
        miewaliśmy na tym tle spięcia :)
    • grzybowa1 Służąca, czyli żona - List tygodnia 31.05.09, 14:48
      Mój małżonek chyba nigdy nie widział ojca jak gotuje i sprząta, mama go
      nauczyła. Teraz w naszym domu, gotujemy razem, to które jest w domu i ma czas
      - przygotowuje obiad, czy śniadanie. Ja niektórych potraw nie potrafię zrobić
      (zgodnie z zasadą ' lepiej całuję niż gotuję') więc przygotowuje je mąż.
      Sprzątamy dom też razem, razem wychowujemy naszą córkę, karmimy, ubieramy,
      bawimy się z nią. To jest nasze wspólne życie i im więcej w nim wspólnych
      przyjemności i obowiązków tym lepiej dla nas wszystkich.
    • adasko Służąca, czyli żona - List tygodnia 31.05.09, 17:31
      Gotować się nauczyłem w wieku 13 lat - nie od matki czy babci, lecz dlatego że
      matka czasu nie miała. A nawet gdy go miała, to jej obiady były bardziej niż
      "siermiężne". Osobiście lubię gotować, sprawia mnie to frajdę i szczerze mówiąć
      nie lubię gdy kobiety gotują. Ze świecą jednak szukać kobiety, która nie
      działała by wg. zasady "przez żołądek do serca". Osobiście nie spotkałem jeszcze
      kobiety która nie próbowałaby mnie karmić. Spotkałem się natomiast z taktyką:
      spasę bydlaka, to go żadna inna nie będzie chciała lub "jak on się spasie to
      mnie nie będzie wytykał że przytyłam". A jakie jest wasze zdanie?
    • nett1980 Re: Służąca, czyli żona - List tygodnia 01.06.09, 00:36
      Kiedys na niemieckim wisiala u nas sentencja, ktora w tlumaczeniu na
      polski brzmiala :Praca czyni mistrza.
      Nie dotyczyla chyba kobiet, prawda? Jakby za nimi tysiaclecia stania
      przy garach nie przewazaly szali na korzysc, to dopiero jak sie
      facet wezmie za gotowanie, to drzyjcie narody. Kto zna szefowe
      kuchni w znanych restauracjach, hotelach? Do robienia pizzy tez nie
      zatrudnia baby, bo to dla chlopow zarezerwowane :)
      • bene_gesserit Re: Służąca, czyli żona - List tygodnia 01.06.09, 23:43

        Do robienia pizzy trzeba miec silne miesnie rak, wiec mezczyzni sa
        w tym po prostu (fizycznie) lepsi.

        Cala reszta twojego postu jest cokolwiek nieaktualna.
        Kiedys w kuchni nalezalo sie wykazac wielka sila fizyczna. Plus -
        to rowniez obecnie - praca kucharza odbywa sie w systemie
        zmianowym, glownie jednak wieczorami i nocami.

        Wspolczesnie coraz wiecej kobiet pracuje w kuchni. Bo nie trzeba
        juz do tego miec bicepsow wielkosci glowek niemowlat oraz losem i
        przeznaczeniem kazdej kobiety nie jest wylaczna opieka nad
        potomstwem. Dziecmi zajmuje sie chlop, a one moga isc na nocke.
        Albo wcale nie maja dzieci i moga poswiecic sie pasji. Calkiem
        niedawno takiej opcji po prostu w zasadzie nie bylo.

        Dlatego wielkich, liczacych sie restauracjach na calym swiecie jest
        coraz wiecej swietnie radzacych sobie kobiet. Poczytaj sobie
        Anthonyego Bourdaina, on tam bardzo ciekawie (i z wielkim
        szacunkiem) wypowiada sie nt kucharek, poogladaj programy kulinarne
        z prawdziwymi (nie telewizyjnymi) szefami - jest wsrod nich sporo
        kobiet. W ogole poczytaj, zapoznaj sie, zbadaj temat zamiast
        wypowiadac sie kompletnie dyletancko.
        • nett1980 Wypowiadam sie w duchy tego listu! 02.06.09, 00:06
          Nie zrozumialas mnie, wiem, ze wiele pan pisze ksiazki, wielka
          kariere zrobila Nigella Lawson, kobiety jednak, zajmujac sie kuchnia
          od stuleci nie spijaja tej smietanki, nie znanaja takiej glorii i
          chwaly, pokaz mi tak znana Polke, ktora zrobila kariere w tv, jak
          Maklowicz czy Kuron, aa tak Dykiel myjac super plynem naczynia :).
          Owszem sa potrawy przyslowiowej Babuni, ale taka smietana, to juz
          Szefa Kuchni.
          • bene_gesserit Re: Wypowiadam sie w duchy tego listu! 02.06.09, 01:43

            Kuchnia nie zaczyna sie i nie konczy na tv, sorry.
            Podstawe tradycyjnej polskiej kuchni stworzyly legendy:
            Maria Dieslowa, Maria Ochorowicz-Monatowa, Lucyna
            Cwierciakiwieczowa. Jesli sa w polskich kulinariach jakies biblie,
            to one wlasnie sa ich autorkami. Zadne przyslowiowe babunie, ale
            wielkie kucharki.
            • nett1980 Re: Wypowiadam sie w duchy tego listu! 02.06.09, 10:59
              > Podstawe tradycyjnej polskiej kuchni stworzyly legendy:
              > Maria Dieslowa, Maria Ochorowicz-Monatowa, Lucyna
              > Cwierciakiwieczowa.

              Legendy znane chyba tylko dla historykow i pasjonatow? Owszem sama
              korzystam tez z przepisow Magdy Gessler, ale mowie o kulturze
              masowej, pierwszych skojarzeniach. Gloria i chwala dla faceta, bo
              raczy gotowac, codzienny trud to czarna robota dla kucht. Gotuje
              toto, bo musi, ale "miszczem" i spijaczem smietanki musi byc plec
              silniejsza fizycznie.
              Uzywam czesto sarkazmu, ktory moze byc malo widoczny dla osob, ktore
              mnie znaja tylko ze sporadycznych wpisow.
              • sir.vimes oj tak 03.06.09, 13:03
                Gotuje
                > toto, bo musi, ale "miszczem" i spijaczem smietanki musi byc plec
                > silniejsza fizycznie.

                ale bene ma rację, to się zmienia i więcej kobiet dostaje i jeszcze dostanie
                swoją porcję śmietanki.
          • ilonka45 Re: Wypowiadam sie w duchy tego listu! 12.06.09, 13:32
            Kwestia wychowania syna, moj pomagal mi we wszystkim i radzi sobie
            bardzo dobrze w zyciu, z narzeczona dziela sie obowiazkami,
            gotowaniem tez, ja gotuje, bo uwielbiam gotowac, odpoczywam i
            relaksuje sie przy garach, nie wyobrazam sobie traktowania faceta
            jak kogos uposledzonego, niezdolnego do samodzielnego zycia. Jest on
            moim partnerem, to okreslenie mowi samo za siebie.
    • corgan1 Re: Służąca, czyli żona - List tygodnia 01.06.09, 01:48
      > Mężczyznom wiele rzeczy uchodzi, nam, kobietom, już nie.

      Narzekanie (czyt. stękanie i kwękanie) też? Depresja także? A może niepracowanie
      lub bezrobocie lub nisko-płatna praca? Brak prawa jazdy albo brak samochodu -
      poczytaj sobie forum Kobieta co się myśli o tych co nie mają prawka i fury hehehe
    • moriath Służąca, czyli żona - List tygodnia 01.06.09, 11:02
      Przez cale zycie wojowalam z Babcia, ktora z blizej nieznanych mi
      przyczyn uwazala gotowanie za istna katorge. W efekcie bardzo
      polubilam to zajecie, uwielbiam przeprowadzac eksperymenty
      kulinarne na zywych organizmach, w kuchni moge sie zrelaksowac. Moj
      obecny partner rowniez bardzo swobodnie czuje sie wsrod garnkow i
      talerzy, dlatego w weekendy, kiedy wreszcie mamy czas dla siebie,
      gotujemy pyszny obiad dla calej rodziny spiewajac, zartujac lub
      dyskutujac o sprawach mniej lub bardziej blahych.
      Kiedy jednak patrze na dzieci przyjaciolek mojej Mamy, glownie
      synow, krew mnie zalewa. To, co dla mnie jest podstawka do miksera,
      dla nich jest blizej niezidentyfikowanym obiektem. Upieczenie
      ciasta to wyzwanie stokroc trudniejsze, niz wyprawa lodzia przez
      Baltyk.
      Jedna prawda, ktorej sie nauczylam, jest taka: to, ze matka nie
      wychowala faceta na faceta, nie nauczyla go najprostszych
      czynnosci, to zbordnia. Jednak w rekach zony/partnerki lezy
      przyszlosc obojga w tej kwestii - zawsze mozna faceta nauczyc
      gotowac i pokazac, ze to nie katorga, a zabawa.

      p.s. przepraszam za brak polskich znakow, sila wyzsza...
      • twq Re: Służąca, czyli żona - List tygodnia 07.06.09, 19:19
        > Jedna prawda, ktorej sie nauczylam, jest taka: to, ze matka nie
        > wychowala faceta na faceta, nie nauczyla go najprostszych
        > czynnosci, to zbordnia.


        faceta na faceta może wychować tylko facet (tak jak kobieta kobietę/dziewczynę), to matka uczy swojego syna gotować/sprzątać etc. to dobrze ale błagam nie zamykajcie synów w kuchniach i pokojach i nie wychowujcie jakichś babochłopów którzy doskonale umieją ugotować obiad dla rodziny ale samochód już naprawić nie bardzo
        • jess1611 Re: Służąca, czyli żona - List tygodnia 02.07.09, 16:35
          Z gotowaniem jak ze wszystkim . Albo sie lubi albo nie W zachodniej
          Europie gotuja tylko te ktore lubia i maja czas . A jesli brak checi
          lub czasu to ida do Mc Donalda lub kupuja gotowe produkty . A ja
          czasami marze o babcinych pierogach wlasnej roboty . Mhm ...
      • echtom Re: Służąca, czyli żona - List tygodnia 15.06.09, 23:28
        Niezależnie od płci i kwestii równouprawnienia, dla mnie jest po prostu śmieszne, kiedy ktoś szczyci się nieumiejętnością gotowania i ogólnym wstrętem do kuchni. Nie każdy jest w tym "miszczem", ale podstawowe umiejętności można opanować. Wiem, że codzienne gotowanie obiadu po pracy bywa męczące, ale gotowanie w dni wolne można potraktować jako relaks i przyjemne wspólne spędzanie czasu. Ja to doceniłam dopiero przed 40, bo w gniewnej młodości też uważałam gotowanie i wszelkie prace domowe za dopust Boży i patriarchalne uciemiężenie kobiety :) Teraz jestem wkurzona, kiedy zdarza mi się później wrócić do domu i zamiast obiadu dać dzieciom pieniądze na pizzę.
      • gondra Re: Służąca, czyli żona - List tygodnia 24.06.09, 13:18
        > Jedna prawda, ktorej sie nauczylam, jest taka: to, ze matka nie
        > wychowala faceta na faceta, nie nauczyla go najprostszych
        > czynnosci, to zbordnia. Jednak w rekach zony/partnerki lezy
        > przyszlosc obojga w tej kwestii - zawsze mozna faceta nauczyc
        > gotowac i pokazac, ze to nie katorga, a zabawa.

        I to jest najsmutniejsze - wychowywać i uczyc ma matka, nie rodzice.
        A ewentualne błędy naprawiać zona lub partnerka - bo facet to taki
        leniwy i/lub upośledzony twór, co sam nie umie/nie chce.
        • szary_myszek Re: Służąca, czyli żona - List tygodnia 30.06.09, 16:21
          Ja zawsze wszystko staram się robić samemu - i nic z tego nie wynika
          co prawda zdarza się że żonka podrzuca mi swoje do prasowania ( bo nie lubi a ja
          mam wprawę niezłą - koszule)
    • prymitywna po maturze 01.06.09, 15:59
      Też jestem chwilkę po maturze, też leniuchuje, ale obiad dla mamy właśnie jest
      w mikrofali. Dokładnie taki jaki lubi. Moja mama też rzadko gotuje i też
      pochodzi ze śląska. Bardzo ją kochamy :)
      • e.day Re: po maturze 01.06.09, 20:49
        Wirtualny kwiatek dla Ciebie, super pościk :-)
        Twojej Mamie gratuluję świetnej córki!
    • agra1 Służąca, czyli żona - List tygodnia 01.06.09, 20:05
      jasne, że dobrze by było, żeby syn parę razy ojca [przy garach zobaczył, ale
      matka może tego uczyć i bez pomocy tatusia - tylko trzeba wcześnie zacząć.
      Mój niespełna trzylatek już mi poaga w kuchni, i ma z tego wielką radochę.
      mój brat też tak zaczynał i jak miał 14 lat to można było mu już zostawić
      kurczaka z hasłem "zrób obiad" - i nie był to tylko gotowany, czasem duszony,
      pieczony, albo jeszcze coś. Ale to wymaga pracy wychowaawczej, a nie hodowli
      na kolejnego byka rozpłodowego, który nic nie musi, bo wyszstko pod nos mu
      podetkną kobiety...
    • jeden-dwa Służąca, czyli żona - List tygodnia 01.06.09, 20:06
      biedny adam
      zycie pewnie samo zweryfikuje jego poglady
      coz, znak czasow, rzadko ktora kobieta godzi sie jeszcze na funkcje
      gospodyni-zony pokornej, spolegliwej i pilnujacej domowego ogniska
      chyba ze trafi mu sie jakis relikt minionych czasow...
    • vito3 Służąca, czyli żona - List tygodnia 01.06.09, 23:01
      mam to szczescie ze zona gotuje mam poczucie winy bo to nie
      zaplacona codzienna harowka tez i umyslowa ale nie potrafie gdy zona
      wyjezdza to jak sie corki nie zlituja i cos nie podrzuca to jem jak
      na biwaku albo chodze glodny bo z zakupami tez slabo sobie radze
      znam facetow ktorzy sobie radza ale to kwestia nie do rozwiazania po
      prostu tak jest nigdy nie pomyslalem o zonie sluzaca
      • bene_gesserit Re: Służąca, czyli żona - List tygodnia 01.06.09, 23:46
        vito3 napisał:

        > mam to szczescie ze zona gotuje mam poczucie winy bo to nie
        > zaplacona codzienna harowka tez i umyslowa ale nie potrafie gdy
        zona
        > wyjezdza to jak sie corki nie zlituja i cos nie podrzuca to jem
        jak
        > na biwaku albo chodze glodny bo z zakupami tez slabo sobie radze
        > znam facetow ktorzy sobie radza ale to kwestia nie do rozwiazania

        Myslisz, ze nie do rozwiazania?
        Masz 30-40 lat i nie umiesz robic zakupow i ugotowac makaronu? Imho
        rozwiazanie jest bardzo proste - wez sie naucz :)
      • rheinhart Re: Służąca, czyli żona - List tygodnia 04.06.09, 12:39
        No, Don Vito (Corleone?), musze sie zgodzic z Bene Gesserit- Twoja 'slabosc' w
        zwyklym codziennym gotowaniu i w robieniu zakupow, to sorry, ale klasyczny
        przyklad 'nie moge, bo nie musze'. Zdrowy, dorosly chlop, a zwyklego spaghetti z
        sosem albo kawalka kury z jarzynami nie umie zrobic...wez mnie nie rozsmieszaj :-)
        Zgadzam sie z Bene: to wez i sie naucz. Sukcesow!
    • zielony.raj Matki same jesteście sobie winne 02.06.09, 12:46
      U mnie w domu tez faceci nic nie robią. Takich i matka wychowała.
    • aneta1008 Służąca, czyli żona - List tygodnia 02.06.09, 13:40
      Wielkie dzięki tym Panom, którzy jednak decydują się pomagać swoim żonom lub ukochanym w porządkach, zakupach, gotowaniu. Zasadniczo nie powinno się dziękować, bo przecież czemu miałoby to być zajęcie tylko dla kobiet - przecież obie strony jedzą, brudzą i używają. A jednak dziękujmy tym, którzy są świadomi, że prawdziwie męscy nie są ci, co siedzą z założonymi rękami, przyglądając się jedynie, jak kobieta przygotowuje obiad, zmywa, pierze....etc.
      • gondra Re: Służąca, czyli żona - List tygodnia 24.06.09, 13:21
        > Zasadniczo nie powinno się dziękować, bo przecież czemu miałoby to
        > być zajęcie tylko dla kobiet - przecież obie strony jedzą, brudzą
        i używają.

        To raz. I z tego samego powodu nie powinno sie mowic, że "facet
        pomaga żonie
        w domu" bo praca w domu to nie jest zajecie
        przypisane ze względu na płeć, chociaż w ciasnych umysłach jako
        takie pokutuje.
    • arnika77 Dziękuję mojej teściowej, 03.06.09, 10:47
      że swojego syna, a mojego męża od dziecka uczyła pomocy w domu.
      Dzięki temu potrafi zrobić pyszne naleśniki, ciasto na pizzę,
      pierogi, kotlety, nawet szarlotkę i sernik. Bardzo się cieszy,
      kiedy wyjdzie mu coś pysznego, co mi smakuje. I wcale nie uważa, że
      to niemęskie.
      A powiem wam, że w przy tym gotowaniu jest straaaasznie sexy :D
    • olaliaa Służąca, czyli żona - List tygodnia 04.06.09, 18:32
      to nie jest kwestia umiejętności tylko szacunku dla drugiej osoby, miłości itd.
      jeśli facet się żeni tylko po to żeby mieć ugotowane, posprzątane i żeby mu żona
      myła nogi to szuka takiej która spełni jego oczekiwania...ale to kobieta
      decyduje z kim jest...niestety często nam się wydaje, że przy nas On będzie
      inny...na początku się staramy, gotujemy, pierzemy, a potem gdy my nagle chcemy
      się wyemancypować dziwi nas że on jest zły...
      Mój mężczyzna mnie kocha i szanuje, więc nie oczekuje, że spełnię jego
      oczekiwania...jest zadowolony kiedy mam ochotę ugotować obiad i być "kurą
      domową" ale kiedy mi się nie chce też nie ma problemu, sam namawia mnie do
      rozwoju, do działania, pomaga mi i mnie wspiera...ja mu się rewanżuję tym samym,
      sztywny podział ról w domu nie istnieje,
      Powtórzę, że jest to kwestia szacunku i miłości. No ale trzeba się tego nauczyć
      w domu rodzinnym...
    • sanmartino Służąca, czyli żona - List tygodnia 05.06.09, 15:51
      Kij ma dwa końce.
      Społeczne role w polskich rodzinach są dość jasno zdefiniowane.
      Autorka listu się złości, że każą jej gotować, a bratu nie. Ale mogę się
      założyć, że od chłopa jak nic wymaga fury, dobrej pracy i garniaka.
      Żeby nie było obciachu, że do pracy jeździ np.rowerem.
      A Adamowi współczuję. Będzie sobie musiał znaleźć jakiegoś zahukanego tłuka, co
      mu i rosół zaważy i gacie zaceruje.
      Śląska mamuśka i jej kumpele to prawdziwe nieszczęście. Złe babska, które
      wmawiają dzieciom bzdurne teorie, żeby odbić sobie całe beznadziejne życie
      złożone z siat, garów i sznura od żelazka.
      • lisa_marie Re: Służąca, czyli żona - List tygodnia 09.06.09, 12:31
        Moja teściowa jest Ślązaczką, ale swojego jedynego syna wychowała na szczęście inaczej. Mój mąż potrafi wiele rzeczy związanych z prowadzeniem domu i wcale tego nie uważa za niemęskie. Zasługa w tym głównie jego mamy, która angażowała go we wszystko, czym się zajmowała. Lubi też "męskie" zajęcia, a dziecinna ciekawość "jak to działa" doprowadziła go w końcu na politechnikę - tu zasługa teścia, który jest budowlańcem. Tak więc mój mąż z jednakową łatwością piecze ciasto drożdżowe jak tapetuje, wierci, maluje, lutuje i naprawia krany (czy co tam trzeba w domu).
        Dla kontrastu: mój kilka lat młodszy brat, żyjący pod skrzydłami nadopiekuńczej mamusi i starszej siostry jest kompletną życiową sierotą. Bo ani kotleta usmażyć, ani śrubki przykręcić. Nie wiem nawet czy on wie, którą stroną złapać za młotek. Czym się różni od mojego męża? Chyba tylko tym, że tamten nie miał starszej siostry, na którą scedowano wszystkie obowiązki.
        A więc moi drodzy WYCHOWANIE - dzieci trzeba włączać do wszystkiego, co w domu się robi, bez podziału na "męskie" i "babskie" zajęcia. Ja też często asystowałam nie tylko mamie, ale i ojcu. Zanim związałam się z moim mężem mieszkałam sama i sporo rzeczy związanych z remontem było na mojej głowie. Teraz większość rzeczy robimy wspólnie i nikt nie jest niczyim służącym - kiedy mamy czas, razem gotujemy, a kiedy trzeba, razem kładziemy tapety. Tak też wychowamy nasze dzieci. Bez seksistowskich ograniczeń.
    • iza650 Służąca, czyli żona - List tygodnia 05.06.09, 17:39
      Mój mąż niby nie umie gotować, ale kiedy leżałam z obiema nogami w gipsie, to
      nagle się okazało, że to nie takie trudne:) Ale raczej do garnków go nie
      ciągnie. Gotuję ja bo lubię. Mąż sprząta bo ja nie lubię. Czasem mówi, że czegoś
      nie umie, ja odpowiadam : "ja też nie urodziłam się z tą umiejętnością".
      Niedługo nasza rodzina się powiększy i nie zamierzam sama robić wszystkiego przy
      dziecku, tylko od początku wciągać męża do wszystkich zadań ( no, może poza
      karmieniem piersią, hehe)
      U niego w domu jest tak, że teściowa wszystko robi a teść sam w domu jest jak
      dziecko we mgle. Pomimo tego od samego początku, kiedy zamieszkaliśmy razem,
      było dla mnie oczywiste, że razem prowadzimy dom i dzielimy między siebie
      obowiązki. I oboje mamy prawo być tak samo zmęczeni po pracy. I On to doskonale
      rozumie.
      Acha, może warto po prostu od początku mówić wprost o swoich oczekiwaniach , a
      nie czekać aż facet się domyśli? Zasłaniając się swoją kobiecą dumą?
      I jeszcze jedno - kobiety często są same sobie winne - podchodząc do sprawy w
      stylu "ja to lepiej/szybciej zrobię". Uwierzcie mi, warto zacisnąć zęby i
      odpuścić, kiedy widzicie, jak wasz facet nieporadnie ( na początku) stara się
      posprzątać łazienkę, pozmywać naczynia, uprać czy przygotować kolację. To
      procentuje.
      • yavanna86 Re: Służąca, czyli żona - List tygodnia 05.06.09, 19:35
        Facet na początku nieporadnie stara się umyć naczynia i posprzątać
        łazienkę? Skąd się biorą takie sieroty?!!!!!
        Jak mieszkają ze znajomymi na studiach to służbę zatrudniają?!
        • annajustyna Re: Służąca, czyli żona - List tygodnia 06.06.09, 09:08
          Nie, po prostu nie sprzataja i zyja w chlewie.
          • kadewu1 Re: Służąca, czyli żona - List tygodnia 07.06.09, 19:50
            Mój ociec, wychowany bez przez samotną matkę, która przed wojną pracowała jako
            gosposia u zamożnych państwa, potrafi sobie ugotować i upiec. Mój trzyletni
            synek potrafi , nasypać płatków itd. Jeśli ktoś (bez względu na płeć) tego nie
            umie, jest kaleką i mi go szkoda.
            • kadewu1 Re: Służąca, czyli żona - List tygodnia 07.06.09, 19:55
              Post mi się troch`e skasował.
              Mój trzyletni synek potrafi zrobić ciasto naleśnikowe, kanapki, podać sztućce,
              talerzyki, wyjąć naczynia ze zmywarki, odkurzyć podłogę itd.
              Bez prostych umiejętności tego typu człowiek jest sierotą życiową.
              • nett1980 Re: Służąca, czyli żona - List tygodnia 07.06.09, 21:02
                Trzylatek? Dziwne szalenie. Mam nadzieje, ze sam wieczorem nie
                chodzi po lody do sklepu.
                • sir.vimes A dlaczego dziwne? 11.06.09, 20:36

                  > Trzylatek? Dziwne szalenie.

                  Ja jako 3 latka obierałam pod opieką mamy ziemniaki.

                  Moja córka jako 3 latka wygniatała ciasto - dla dziecka to doskonała zabawa.
                  Umiała też posmarować pokrojony chleb nożykiem do masła i położyć nań serek czy
                  pomidorki.
                  Co w tym dziwnego?
                  • nett1980 Re: A dlaczego dziwne? 14.06.09, 00:49
                    Ok, moj tez ze mna miksowal, gniotl ciasto, ale zeby robic
                    nalesniki, tzn. wbic jajka, tak zeby skorupek nie bylo, dobrac odp.
                    ilosc maki, wody i oleju, to troche za duzo. Czytac i pisac w tym
                    wieku tez jeszcze nie umial :)
                    Maslo smarowal dopiero od 6 roku zycia, ale musze dodac, ze u mnie
                    maslo zawsze twarde(trzymane w lodowce, bo najczesciej bio), bez
                    olejow itp. Margarny, masmixow nie uzywam, przynajmniej tych z
                    utwardzonymi tluszczami.
                    • sir.vimes Re: A dlaczego dziwne? 14.06.09, 10:48
                      tzn. wbic jajka, tak zeby skorupek nie bylo, dobrac odp.
                      > ilosc maki, wody i oleju, to troche za duzo.

                      to jakaś wyższa szkoła jazdy;P
                      Ja wlewam ileś mleka (na oko), wsypuję trochę mąki (na oko) i wbijam jajko
                      (najtrudniejsze) - 3 latek chyba z MOIM przepisem by sobie poradził;P

                      Wbijania jajek i oddzielania żółtka od białka mała uczyła się około 3 roku życia
                      - w ramach zabaw w kuchni. Wtedy dzieci lubią bawić się w kuchni, babrać w
                      jedzeniu, jak sama wiesz. No i czegoś przy okazji się uczą. A kawałki skorupek
                      można wyjąć z ciasta łapką.

                      Masło trzymam poza lodówką w maselnicy i mam do niego bezpieczny nożyk.

                      Ale nie postuluję by wszystkie 3 latki smarowały chleb - tylko, jeśli umieją, to
                      nic w tym specjalnie dziwnego nie ma.
                    • kadewu1 Re: A dlaczego dziwne? 15.06.09, 10:40
                      Co w tym dziwnego? Ciasto wyrabiamy ręcznie, nie mikserem. Ewentualne skorupki
                      wyławiam z ciasta ja. Uwaga o wychodzeniu dziecka wieczorem po lody jest
                      chamska. Nie widzę związku z samodzielnością dziecka (każde chce być
                      samodzielne), a zaniedbywaniem go przez rodziców, jak to miało miejsce w sprawie
                      zaginionej Nikoli - sprawy sprzed kilku tygodni znanej z mediów.
                      Dodam, że naleśniki również smażę ja. Akurat trzylatek jest na to za mały.
                      Poza tym umie też obsługiwać odkurzacz, umyć blaty, zamiatać. Oczywiście,
                      niedoskonale. Ale nie o to chodzi.
                      Moja zasada jest taka, że dziecko jest przede wszystkim człowiekiem i bez
                      względu na płeć musi pewne czynności opanować dla własnego dobra.
                • gondra Re: Służąca, czyli żona - List tygodnia 24.06.09, 13:15
                  nett1980 napisała:

                  > Trzylatek? Dziwne szalenie. Mam nadzieje, ze sam wieczorem nie
                  > chodzi po lody do sklepu.

                  :)))
                  Chyba jako jedyna Cię poprę, bo jak to zawsze bywa matki (na forum)
                  maja genialne dzieci.:) A babranie sie przez malucha w kulinariach
                  (no ba, ja też to robiłam jako kilkulatka, na tej samej zasadzie jak
                  wlewałam kosmetyki do miski i robiłam z nich czarodziejska miksturę:)
                  nazywamy "zrobieniem ciasta naleśnikowego".:)
                  • nett1980 Re: Służąca, czyli żona - List tygodnia 24.06.09, 14:23
                    Moje dziecko malo umialo w tym wieku, tzn. bawilo sie klockami,
                    samochodami i ksiazeczkami. Cos tam probowal mi pomagac przy
                    odkurzaniu, bawilo go wrzucanie klockow do pudelka(tzn. sprzatanie
                    po sobie), czasem pomogl mi przytrzymac blender, gdy mieszalam
                    ciasto do jego nalesnikow. Zwyczajnie w swiecie zostawialam mu
                    jednak duzo czasu do aktywnosci wlasnej, co wg najnowszych teorii
                    jest calkiem dobre. Sama bylam dziewoja, ktora nic nie musiala
                    robic, gdy byla przedszkolakiem. Zajmowalo mnie lazenie po drzewach,
                    jazda na rowerze, czasem robienie babek z blota. W przedszkolu nikt
                    mi nie kazal bawic sie lalkami, z chlopakami budowalismy wspaniale
                    domki z klocow.
                    Kiedys bylismy u pewnych rolnikow, dziewcze ok. 15 lat na oko,
                    przyuczane do roli gospodyni domowej, skubalo jakas kure, potem ja
                    wypatroszylo i zaczelo robic rosol. Stary patrzyl z uznaniem, ja z
                    przerazeniem, bo wtedy bylam mloda wegetarianka. Troche suszyl mi
                    glowe ojciec, ale szybko wybilam mu z glowy, ze to wspaniala
                    dziewczyna byla, co najwyzej bedzie z niej dobry automat do obslugi
                    meskich domownikow.
                  • sir.vimes Re: Służąca, czyli żona - List tygodnia 30.06.09, 01:08
                    A ja nie rozumiem czemu to samo babranie w wykonaniu osoby dorosłej jest już
                    szacownym zrobieniem ciasta a w wykonaniu rozbawionego malucha - czymś
                    gorszym? Mniej świadomym?

                    Gniecenie ciasta czy wycinanie pierników wydaje mi się wspaniałą zabawa właśnie
                    dla malutkich dzieci. 10 latka klejące się ciasto na rękach już nie bawi,
                    prędzej irytuje a dorosły - no cóż, może wykonać bardziej skomplikowane prace w
                    tym czasie.

                    na tej samej zasadzie jak
                    > wlewałam kosmetyki do miski i robiłam z nich czarodziejska miksturę:)

                    I nic też by się nie stało gdyby przy okazji ktoś pokazał ci przepis na jakąś
                    całkiem istniejącą i działającą "miksturę".
                    Nie po to by na siłę edukować i hodować geniusza ale ot, tak, dla obopólnej
                    rozrywki.
                    • gondra Re: Służąca, czyli żona - List tygodnia 08.07.09, 12:45
                      > A ja nie rozumiem czemu to samo babranie w wykonaniu osoby dorosłej jest już
                      > szacownym zrobieniem ciasta a w wykonaniu rozbawionego malucha - czymś
                      > gorszym? Mniej świadomym?

                      Naprawdę tego nie rozumiesz? Lol...
      • janinkaxx Re: Służąca, czyli żona - List tygodnia 19.06.09, 21:47
        Takze zuważyłam taką tendencję u mężczyzn do zasłaniania się
        tekstami " ty zrobisz to lepiej, szybciej" , " ja tego nie
        potrafię". Nie wynika to z ich wrodzonego braku zdolności do "prac
        domowych" ale głównie z lenistwa. Przecież o wiele przyjemniej jest
        usiąść z gazetą lub przed komputerem niż pozmywać brudne , oblepione
        naczynia, albo wyczyścić toaletę.
        Na szczęście teraz to sie zmienia. Od czasu, kiedy kobiety zaczęły
        aktywnie pracowac zawodowo i często przynoszą do domu więcej
        pieniędzy niż ich mężowie, to one stają sie głównymi żywicielami
        rodziny i wielu panów zaczyna dostosowywać się do nowej sytuacji. A
        gdy sami muszą wreszcie odkurzyć pokój czy zrobić pranie, zaczynają
        takze bardziej doceniać trud , jaki przez lata wkładały w opiekę nad
        domem ich babcie i mamy.
    • mago.k Służąca, czyli żona - List tygodnia 08.06.09, 16:08
      Niestety to prawda. Byłam na komunii u szwagra na Śląsku półtora roku po śmierci jego żony. Nie wiedział jak włączyć piekarnik (miały być podane udka). Mojemu mężowi dał krajalnicę do naprawy ... nie była zepsuta, po prostu nie wiedział, że trzeba nacisnąć DWA GUZICZKI.
      LUDZIE OPAMIĘTAJCIE SIĘ JEŚLI NIE DACIE SYNOM PRAC DOMOWYCH DO WYKONANIA WYCHOWUJECIE KALEKI !!
      • gagnon Re: Służąca, czyli żona - List tygodnia 11.06.09, 20:01
        Bez wzgledu kto byl jak wychowany, obowiazuje swieta zasada :
        robienia wszystkiego po polowie i rownouprawnienia!!!
        Jak to wyglada w praktyce?
        Obowiazki dzielimy po rowno, w wypadku kiedy jedna ze stron nie umie
        lub nie lubi itp to placi sprzataczke, kucharke, hydraulika,
        mechanika itd itd...
        Proste jak 2+2 :)
      • janinkaxx STUDIA poza domem kazdego faceta nauczą 19.06.09, 21:54
        Nic tak dobrze nie działa na rozwój młodego faceta jak studiowanie
        daleko poza domem. Daleko od mamy, w akademiku czy na stancji, w
        końcu każdy młody człowiek zapozna się z miską i proszkiem do
        prania, bądź też z patelnią i kuchenką gazową.
        Naprawde, wszystkie moje koleżanki, które maja mężów po studiach (
        ale jedynie tych , którzy w trakcie studiów mieszkali daleko od
        domu) nie mają żadnego problemu z podziałem ról w domu.
    • boykotka Służąca, czyli żona - List tygodnia 20.06.09, 07:39
      Życie jeszcze wszystko może skorygować. Mój brat kiedyś był taki jak
      Adam. Wyjechał na studia do Warszawy i zamieszkał w akademiku.
      Pierwsza wizyta w domu i szok: mój brat zjada buraczki do obiadu,
      wcześniej danie nieobecne na naszym stole, że względu na gusta
      brata. Pod koniec studiów mój brat się ożenił. Właściwie to się
      pobrali, bo kupowali mieszkanie z kredytem. Zaproszono mnie do brata
      na kilka dni. Pierwszy szok. Andrzej rozłóż pościel, dziś twoja
      kolej, mówi moja bratowa. Braciszek potulnie rozkłada lóżko.
      Andrzej, zmuj naczynia, dziś twoja kolej słyszę dalej....Brat bez
      protestów czyni o co prosi żona. W szoku nie odzywam się.
      A obiecywałam sobie, że przed ślubem brata odbędę "męską" rozmowe z
      jego przyszłą żoną :)) Jak widać nie musiałam :))
      Mimo wszystko przestroga dla przyszłych żon : odetnijcie jak
      najwcześniej pempowinę łączącą syna z matką lub babcią. Z wiekiem co
      raz ciężej to przychodzi....
      • free.nebraska co za bzdury!!!! 24.06.09, 09:53
        Do pierwszej pracy poszłam, żeby zarobić na pomoc domową. Powiecie,
        że to absurd. Nieprawda. Jest wiele kobiet, dla których możliwość
        zarobienia dodatkowych pieniędzy jest czystym dobrodziejstwem. A ja
        moglam rozwijac sie zawodowo. Po roku zarabialam juz tyle, ze bylam
        w stanie wykupic swoj czas a to, co zostalo, stanowilo znaczacy
        wklad w budżet. Zadowolona, szczesliwa z bycia z dziećmi. Moglam
        wykupic dla nich tenisa, a sama zasiąść w silowni przy maszynach.
        Po co robicie z siebie męczennice? Wasi mężowie nie żenili się z
        gosposiami! Sami też nie szykowali dla siebie takiej kariery.
        Przyjdzie pani to posprzata. Najlepsza metoda, żeby zmusić męża do
        odłożenia skarpetek na właściwe miejsce. Kto chce się o rozwalone
        ciuchy przewracać?
    • zdjelka19 Służąca, czyli żona - List tygodnia 27.06.09, 14:06
      na szczęście u mnie w domu to mój ojciec również gotuje obiady i sprząta. Byłoby dla mnie czymś nienormalnym gdybym jako mężatka miała sama prać sprzątać, gotować, a mój mąż czytał by gazetę i patrzył w telewizor :/
    • foxygirl Służąca, czyli żona - List tygodnia 27.06.09, 23:08
      A ja musze przyznac, ze w moim zwiazku jest odwrotnie. Przyznaje, ze bylam dosc
      rozpieszczana, zreszta moja mama nalezy do kobiet, ktore lubia robic wszystko
      same. Nigdy nie bylam zmuszana do pomagania w domu, jedyne co musialam robic to
      dbac o porzadek w swoim pokoju i w lazience- to byl zakres moich obowiazkow. Nie
      gotowalam nigdy. Natomiast moj chlopak ze wzgledu na sytuacje rodzinna od zawsze
      musial radzic sobie sam. Swietnie gotuje, umie robic czynnosci o jakich ja nie
      mam zielonego pojecia (jak np. wymiana drzwi czy przykrecenie kontaktu). Jest mi
      troche wstyd dlatego staram sie nadrobic zaleglosci i wiele sie od niego ucze w
      kuchni, jednak on mnie kocha wlasnie jako taka kuchenna niezdare i uwielbia, jak
      krzycze i uciekam na widok kipiacego garnka i patrzec, jak zachwycam sie czyms,
      co ugotowal on :)
    • croyance Re: Służąca, czyli żona - List tygodnia 29.06.09, 23:54
      U mnie w domu bylo inaczej: oboje rodzice pracowali, sprzataniem i
      gotowaniem zajmowala sie wynajeta pani, a dziecmi i sprawami dzieci
      (nas) zajmowal sie ojciec. W mojej obecnej rodzinie gotuje maz, a nie
      sprzata nikt.
    • aneta1008 Służąca, czyli żona - List tygodnia 08.07.09, 12:09
      No co tu można nowego powiedzieć, jak się wychowa chłopaka, tak pewnie będzie się zachowywał w dorosłym życiu (chyba że poczuje potrzebę odmiennego działania) i pewnie taki model z jakim spotkał się w domu, będzie starał się przenieść do swojego. Myślę, że zawsze można zmienić jednak w związku niezbyt dobrze działający model podziału obowiązków - niech po prostu każdy znajdzie swoją niszę i to co najmniej mu doskwiera z obowiązków domowych - bo w sumie z jakiego powodu mężczyzna ma nie wynieść śmieci, nie pozmywać naczyń albo ponosić zakupów? Kiedyś to kobiety robiły kompletnie wszystko co związane z domem, ale nie pracowały zawodowo, dziś sytuacja kompletnie się zmieniła - obie strony pracują, z tymże kobiety często na dwa etaty, ehh...
Pełna wersja