Kiedy potwór znika

    • anew3 Kiedy potwór znika 18.06.09, 12:42
      Nie zgdadzam sie z panioa psychterapeutka i jestem wrecz przeciwna
      wyglaszaniu takich opinii, ze jak nie potrafimy wybaczyc to sie sami
      niszczymy, zadreczami itd.Bzdura.Jak mozna wybaczyc zlo wyrzadzone z
      premetytacja, glupte itd?Jesli trzeba trzeba reagowac, chocby oddac
      sprawe do sadu, zerwac kontakty lub chocby miec nadzzieje, ze Bog
      kiedys osdzi takich ludzi(jesli my sami nie jstesmy w stanie
      doprowadzic do zadoscuczynienia).I tak prz yokazji rodzicami zostaja
      rozni ludzie, nie tylko dobrzy i mili, rowniez glupi , okrutni
      czasem psychopaci.A ich biedne dzieci maja sie z nimi zaprzyjaznic,
      wybaczyc, opiekowac sie nimi?Naprawde? Dlaczego?MOim zdaniem pani
      psycholog przesadzila.Rady nie powiazanbe z prawdziwym zyciem.
      • boykotka Re: Kiedy potwór znika 18.06.09, 12:57
        Zgadzam się, że trzeba jak tylko można takie sprawy zgłaszać na
        policję, prokuraturę lub do sądu. Potwory mają tę cechę, że są
        bezwzględne a w swojej bezwzględności po zniszczeniu dziecku
        dzieciństwa potrafią też skopać dorosłe zycie np. pozywając swoje
        pociechy o alimenty. Nie sądźcie, że będą mieć przed tym krokiem
        jakiekolwiek skrupuły !!!
    • cis4 Re: Kiedy potwór znika 18.06.09, 12:58
      Witajcie.
      Serce się kraje, kiedy czytam artykuł i niektóre wypowiedzi. Według mnie artykuł dość dobrze przedstawia rzeczywistość niektórych domów. Znam to "z autopsji", w tej chwili jestem przy końcu terapii. Uważam, że dobry terapeuta naprawdę może pomóc, i ofiarom przemocy, i agresorom, polecam na przykład terapię NEST, dostępną w wielu miastach Polski. Jeszcze pół roku temu nie miałam pojęcia, że można tak zmienić swoje życie i nastawienie do świata. Zgadzam się z tym, że trzeba dopuścić do głosu swoje prawdziwe uczucia. Lepiej to zrobić w gabinecie, żeby niepotrzebnie nie skrzywdzić tej osoby, z którą ma się problem. Przeszłość można przepracować tak, że, kiedy przyjdzie do rzeczywistego kontaktu, rozmawiać na zasadzie równości, nie mścić się i nie podkładać kolejny raz. Prawdziwe wybaczenie zależy od nas, co innego pojednanie, ono może się dokonać jedynie z udziałem krzywdziciela, przy jego skrusze. Przebaczenie nie oznacza, że pozwolimy się znowu skrzywdzić. Trzeba nauczyć się stawiać granice i dbać o swoje dobro. To nie jest egoizm, a raczej jest to zdrowy egoizm. Kiedy ofiara zmienia swoje zachowanie, już samo to często powoduje pozytywne zmiany w zachowaniu agresora. Naprawdę można przerwać to zaklęte koło.
    • ekkd Kiedy potwór znika 18.06.09, 13:00
      Czy jeżeli dziś swojemu dziecku nie dałam pieniędzy na impreze, to
      za jakiś czas tez będzie wypisywało, że je krzywdziałam i nie
      dawałam mu pieniędzy?
      Jak nasi rodzice rozczarowują nas tak i my rozczarowujemy ich. Może
      dlatego, że tak trudno jest zaakceptować człowieka jakim jest, a nie
      swoje wyobrażenie o nim. Czy tylko dzieci czuja się pokrzywdzone? A
      rodzice nigdy? są zawsze tylko oprawcami? Nie piszę tu o rodzianch
      patologicznych.
      • echtom Re: Kiedy potwór znika 18.06.09, 13:06
        > Czy jeżeli dziś swojemu dziecku nie dałam pieniędzy na impreze, to
        > za jakiś czas tez będzie wypisywało, że je krzywdziałam i nie
        > dawałam mu pieniędzy?

        Niewykluczone.
        • mrumru81 Re: Kiedy potwór znika 18.06.09, 13:48
          Nie tylko dzieci mogą się czuć pokrzywdzone, ale dzieci są
          emocjonalnie bezbronne wobec rodziców, długo. I dobrze wiesz, że nie
          chodzi tu o nie dawanie kasy na imprezę. Zdrowy rozsądek jest na wagę
          złota. Niekoniecznie u psychologa.
          Nie jest przyjemnie, gdy nie można pochwalić się rodzicami, ale trzeba
          z tym żyć. I nie bardzo rozumiem za co mam płacić psychologowi.
          • echtom Re: Kiedy potwór znika 18.06.09, 13:51
            > dzieci są emocjonalnie bezbronne wobec rodziców, długo.

            Chyba nie takie bezbronne, skoro potrafią doprowadzić rodziców do
            rozstroju nerwowego.
            • mrumru81 Re: Kiedy potwór znika 18.06.09, 14:13
              Małe dziecko jest uzależnione od matki. Z wiekiem się to zmienia.
              Matki często manipulują tą więzią, zgodnie ze swoimi interesami, lub
              kalectwami psychicznymi.

              Zanim dziecko dorośnie, ma potrzebę bliskości z matką. Bolesny jest
              moment straty złudzeń. Oczywiście dzieci różnie odpłacają rodzicom.

              Nie myślę o patologiach.
            • gondra Re: Kiedy potwór znika 18.06.09, 17:05
              Echtom, a Ty naprawdę nie widzisz siebie i swoich błędów, swojej częściowej winy
              w tym, że córki tak a nie inaczej sie zachowują? Ty jesteś cacy, a one be?
              • echtom Re: Kiedy potwór znika 18.06.09, 17:09
                a Ty naprawdę nie widzisz siebie i swoich błędów,

                Widzę i tym bardziej żałuję, że to, co robiłam w najlepszej wierze, okazało się
                błędem. Czasu już nie cofnę.
                • gondra Re: Kiedy potwór znika 18.06.09, 17:20
                  No to juz połowa sukcesu, ale ciagle podkreślasz swoja nieomylność, to "w dobrej
                  wierze". Wiesz co bardzo pomoglo w moich relacjach z mamą? Kiedy
                  porozmawiałyśmy, ja powiedziałam, ze mam świadomosć tego jaką głupią i wredną
                  nastolatką byłam i jakie glupie decyzje potrafilam podejmować. A ona przyznała,
                  ze też robiła źle - bez żadnego w dobrej wierze, chciałam dobrze a tak wyszło.
                  Po prostu zrobiła kilka rzeczy źle i juz, bez tłumaczenia sie "nie chciałam, to
                  przez przypadek". Usłyszałam od niej słowa "niektórzy ludzie nie powinni mieć
                  dzieci" o moim ojcu, czasu nikt nie cofnie i nic z tym nie zrobi, ale dla mnie
                  to jest dużo, że ona wie, że to był jakiś jej błąd, a nie wszystko moja wina.
                  • echtom Re: Kiedy potwór znika 18.06.09, 17:39
                    > ciagle podkreślasz swoja nieomylność, to "w dobrej wierze".

                    "W dobrej wierze" to nie podkreślanie nieomylności, tylko dobrych intencji - chyba widzisz różnicę. Ot, po prostu chciałam dać moim dzieciom swobodną i radosną młodość, jakiej sama byłam pozbawiona - to cała moja zbrodnia. Zaufałam im, myślałam, że przez paręnaście lat zdążyłam je wyposażyć w zbiór wartości, którymi będą się kierować w życiu i nie przyszło mi do głowy, że mogą zrobić z wolności zły użytek.
                    • gondra Re: Kiedy potwór znika 18.06.09, 18:22
                      No ale Ty potwierdzasz moje słowa. Nie masz sobie nic do zarzucenia - tylko
                      tyle, że Twoje dobre intencje nie wypaliły i to był Twój błąd. Chyba widzisz to,
                      co chcesz widzieć. Taa, moja mama też kiedyś twierdziła, że jej największym
                      błędem było to, że była dla mnie za dobra. A Ty nawet tego, że czasy sie
                      zmieniły nie widzisz i piszesz, że 30 lat temu. Tam 30, 10 lat temu ja ani żadna
                      z moich ówczesnych rówieśniczek nie miała internetu i nie wstawiała
                      roznegliżowanych zdjęć na NK, a dzisiejsze siedmiolatki biegają z komórkami.
                      Tu nie ma co porównywać. To że Twoje córki tak sie zachowują to "porazka" (?)
                      Twoja, ich i moze jakiś znak czasów. Tylko, że Ty za bardzo nie potrafisz sie w
                      tym odnaleźć i nie wiesz co zrobić. Może psycholog dla Ciebie i córek by sie
                      przydał?

                      Ja w LO wcale sie nie uczyłam. Prawie zawaliłam szkołę przez swój bunt, depresje
                      i ówczesne niedostosowanie społeczne. Które nie wzieły sie z sufitu. A ty chyba
                      traktujesz takie rzeczy jak fanaberie nastolatków. Takze przez lenistwo. Jakims
                      cudem dostałam sie na studia i dopiero na nich sie obudziłam. No niestety,
                      niektórzy późno dojrzewają.
                      • echtom Re: Kiedy potwór znika 18.06.09, 18:58
                        W takim razie Ty sprecyzuj mój błąd, skoro uważasz, że piszę bez sensu. Do
                        psychologa chodziłyśmy i nic to nie dało. Co do "zmiany czasów" - owszem,
                        zmienia się scenografia i gadżety, ale emocje, wartości i fundamenty dobrego
                        życia pozostają niezmienne od tysiącleci. Ileś tam lat temu przeciętny 15-latek
                        pracował na utrzymanie rodziny, a 15-latka wychodziła za mąż - dzisiaj w tym
                        wieku uczą się w szkole. Po prostu mają inne społeczne zadania do wykonania, ale
                        je mają, a nie dryfują w próżni. I zamiast się cieszyć, że nie muszą ciężko
                        pracować i ponosić odpowiedzialności na miarę dorosłego człowieka, kapryszą, że
                        im w szkole nudno. Co ma do rzeczy internet - czy nakłada przymus wstawiania
                        roznegliżowanych zdjęć na NK? Narzędzie jest moralnie obojętne - od człowieka
                        zależy, jaki zrobi z niego użytek. Nawet w "dzisiejszych trudnych czasach" jest
                        młodzież, która chleje piwo na imprezach i taka, która w tym samym czasie
                        pracuje w wolontariacie. I te zamierzchłe 30 lat temu były w liceum "grzeczne
                        dziewczynki" i imprezowiczki uprawiające seks - tylko dziwnym trafem obie grupy
                        równie poważnie traktowały szkołę. I dziś też istnieje grupa młodzieży, która
                        poważnie traktuje szkołę, czyli jednak można mimo internetu i komórek.


                        --
                        Nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto nie musi ich zrobić sam.
                        • victta Re: Kiedy potwór znika 18.06.09, 23:27
                          "Ot, po prostu chciałam dać moim dzieciom swobodną i radosną młodość".

                          Więc popełniłaś błąd, ponieważ swoboda i radość w przypadku wychowania się
                          wykluczają. Dzieci nie potrzebują, ani wolności, ani swobody, tylko szacunku,
                          miłości i jasnego, klarownego stawiania im granic. Nie wierze, że rodzice,którzy
                          zadają sobie trud od najmłodszych lat wdrażają dziecko do współdziałania, pomocy
                          i współodpowiedzialności, nagle po kilku latach budzą się w domu z egoistą,który
                          nie zanosi talerza po sobie.
                          • echtom Re: Kiedy potwór znika 18.06.09, 23:39
                            Nie chciałam, żeby cierpiały tak, jak ja w tym wieku. Jak widać, rodzice popełniają błędy albo powielając zachowania własnych rodziców, albo je odreagowując. Trudno znaleźć "trzecią drogę".

                            > Dzieci nie potrzebują, ani wolności, ani swobody

                            Ja potrzebowałam jak powietrza. Może jestem dziwna.
                            • victta Re: Kiedy potwór znika 19.06.09, 07:56
                              Znalezienie trzeciej drogi jest bardzo łatwe. Wystarczy mądrze
                              kochać, a nie wykorzystywać dzieci do odreagowywania swoich
                              problemów z dzieciństwa. Mamy rozum i potrafimy przewidywać
                              konsekwencje naszych zachowań, na szczęście. Jeśli wytresujemy
                              dzieci na bezwzględnie nam posłuszne, bedziemy mieć złamanego
                              człowieka z nerwicą i problemami. Jeśli pójdziemy drugą drogą
                              pt.róbta co chceta, masz dziecko wolność i swobode, nic nie musisz,
                              bo mamusia wszystko zrobi, to wychowamy egoistę, który polegnie w
                              pierwszej poważnej konfrontacji z życiem. Przecież to jest
                              zrozumiałe.
                              • echtom Re: Kiedy potwór znika 19.06.09, 08:21
                                Nigdy nie szłam drogą "róbta co chceta". Zauważ, że problemy mam od niedawna, a
                                nie od zawsze. I słowo "wykorzystywać" nie jest chyba najtrafniejsze.
                            • trzy-koty Re: Kiedy potwór znika 19.06.09, 08:26
                              echtom napisała:

                              > Nie chciałam, żeby cierpiały tak, jak ja w tym wieku. Jak widać, rodzice popełn
                              > iają błędy albo powielając zachowania własnych rodziców, albo je odreagowując.

                              Alleluja. Znam co najmniej kilka przypadków rodziców tak bardzo nie chcących robić swoim dzieciom tego, co robili im ich rodzice, że osiągnęli mistrzostwo na przeciwległym krańcu tego continuum, przeginając w inną stronę. Myślę, że w każdej relacji, nie tylko z dziećmi, trzeba się kierować rozsądkiem, a nie wciąż walczyć z potworami z przeszłości, bo taka relacja nie ma szans być zdrową. Dzieci nie mogą być poligonem doświadczalnym ani metodą uwalniania się od przeszłości. Mam też alergię na oczekiwanie, że dziecko ma docenić starania matki i być wdzięczne za wszelkie ich przejawy, bo przecież ona chciała jak najlepiej. To jest świetna metoda do oparcia relacji z dzieckiem na poczuciu winy, tylko chyba nie na tym to powinno polegać. Warto tez pamiętać, że to chcenie jak najlepiej to jest z perspektywy matki, dziecko może swoje "najlepiej" definiować zgoła inaczej. Sama byłam ofiarą tego, jak moja matka definiowała moje "najlepiej" i powiem szczerze, jak to była wersja najlepsza to boję się myśleć, jaka była wersja najgorsza. Na pewno żadna nie była moją wizją mojego życia, niemniej jakoś nie pozbyłam się wrażenia, że moja definicja mojego życia i mojego szczęścia nikogo specjalnie nie interesowała. Ze sposobu, w jaki się wypowiadasz, echtom, wybijają mi się bardzo podobne tony. I w tle wyrzut, że zrobiłaś wszystko by je uszczęśliwić, a one tak się odpłacają, i uporczywe przekonanie, że postępowałaś dobrze. Na każdy argument masz swoje "ale", a sugestie autorefleksji pomijasz milczeniem lub uważasz za zbędne. A może po prostu przestać dzieci na siłę wciskać w foremkę własnych oczekiwań i je zwyczajnie kochać za to, jakie są? Będzie z tego więcej pożytku niż z systematycznej hodowli "społecznie użytecznych" (coś mnie przeraża w tym twoim określeniu, chyba brak jakiejkolwiek emocji), poprawnie wykształconych i sprzątających po sobie jednostek?
                              • echtom Re: Kiedy potwór znika 19.06.09, 10:09
                                > A może po prostu przestać dzieci na siłę wciskać w foremkę własnych oczekiwań
                                i je zwyczajnie kochać za to, jakie są? Będzie z tego więcej pożytku niż z
                                systematycznej hodowli "społecznie użytecznych" (coś mnie przeraża w tym twoim
                                określeniu, chyba brak jakiejkolwiek emocji)

                                Akurat z kochaniem dzieci nie miałam nigdy najmniejszych problemów i nadal ich
                                nie mam. Nie pytam, czy masz dzieci i w jakim wieku, ale chyba zdajesz sobie
                                sprawę, że rodzicielstwo to nie tylko swobodny przepływ emocji, ale również
                                odpowiedzialność - właśnie za wychowanie, obojętnie jak to nazwiesz,
                                "społecznie użytecznych", wartościowych itp. jednostek. Dlatego jest takie
                                trudne. Na swobodny przepływ emocji mogą sobie pozwolić dziadkowie, bo oni nic
                                nie muszą. Będę powtarzać do znudzenia, że nie wciskam dzieci w żadne foremki i
                                nie planuję im drogi życiowej, ale chyba byłoby dziwne, gdybym na zupełnym luzie
                                podchodziła do tego, że łamią prawo, bo do tego w dużym stopniu problem się
                                sprowadza? Mam wiedzę n/t "psychologii nastolatka" - przecież nie żalę się na
                                forum, że nastoletnia córka mi odpyskowała albo nie chce nosić sukienki z
                                falbankami, jaką jej kupiłam :D Mogę natomiast mieć żal, że dziecko robi mi kuku
                                i ściąga na kark sąd rodzinny albo perspektywę zapłacenia grzywny w wysokości 3
                                pensji? Najprawdopodobniej wynika to z tego, że nie ma wiedzy prawniczej i
                                zupełnie nie zdaje sobie sprawy z możliwych konsekwencji, niemniej stres jest silny.
                                Nie wciskam w "foremki", bo nie zaplanowałam sobie, że córka ma zostać
                                prawnikiem lub lekarzem. Nie ma sprawy, może być fryzjerką albo piosenkarką.
                                Może zdecydować, że chce się zająć domem i dziećmi - jej wybór. Nie chciałabym
                                natomiast, żeby dryfowała przez życie bez wykształcenia i zawodu, utrzymywana
                                przez jakichś "konkubentów", i tyle w temacie "społecznej użyteczności". Dziwne?
                              • echtom I jeszcze 19.06.09, 10:18
                                A propos odreagowywania - moja mama zapracowała sobie na beznadziejnie nudną starość i teraz oczekuje, że będę ją zabawiać 24x7. Mając takie doświadczenie, tak układam swoje życie, żeby na starość nie być emocjonalnym ciężarem dla swoich dzieci. Według Ciebie to na pewno jest źle, więc doradź mi, proszę, co powinnam robić, żeby było dobrze.
                        • gondra Re: Kiedy potwór znika 19.06.09, 07:22
                          Ech, Ty naprawdę nic nie rozumiesz. W dodatku chesz żebym JA
                          sprecyzowała Twój błąd. No tak, wartosci sie nie zmieniaja, u
                          psychologa byłam alen ie pomogło, w zachowaniu córek nie ma mojej
                          winy, one po prostu sią irraccjonalnie leniwe, a ja zrobilam
                          wszystko i to wszystko dobrze. Rozłożę ręce i ponarzekam na forum na
                          to jaki niezawiniony pzreze mnie pech mnie spotkał.
                          • echtom Re: Kiedy potwór znika 19.06.09, 08:22
                            W dodatku chesz żebym JA
                            > sprecyzowała Twój błąd

                            Sorry, rzeczywiście za wiele wymagam od teoretyka.
      • gondra Re: Kiedy potwór znika 18.06.09, 17:03
        > Czy jeżeli dziś swojemu dziecku nie dałam pieniędzy na impreze, to
        > za jakiś czas tez będzie wypisywało, że je krzywdziałam i nie
        > dawałam mu pieniędzy?

        Czy wy naprawdę nie odróżniacie problemów ze zbuntowanym małolatem od takich z
        maltretującym (psychicznie i/lub fizycznie) dziecko rodzicem?
        • minna Re: Kiedy potwór znika 19.06.09, 11:47
          Gondra! Masz rację.
          Poza tym nie wiem, dlaczego echtom zdominowała wątek, który
          kompletnie jej nie dotyczy - bez urazy, ale może załóż osobny wątek
          o problemach z dziećmi - zresztą jest takie forum o wychowaniu na e-
          dziecku i tak na pewno znajdziesz wsparcie. Ten wątek dotyczy
          problemu osób - jak pisze słusznie gondra - maltretowanych
          psychicznie/fizycznie przez swe matki (z tego, co widzę, Ty echtom
          swoich dzieci nie maltretujesz...).
          Jak słusznie napisało tu parę osób - matka ma absolutną władzę nad
          dzieckiem i może go od pierwszych dni życia zniszczyć,
          zaprogramować, spacyfikować. A jej destrukcyjny wpływ będzie trwał
          całe życie, często powielany w nieuświadamianych zachowaniach przez
          nieszczęsne dzieci - w ich samoocenie, braku zaufania do siebie itd.
          itp. To jest naprawdę jak choroba popromienna - rodzimy się jakiejś
          nieodpowiedzialnej - często niezrównoważonej osobie - i do końca
          życia musimy cierpieć nie za swoje czyny i grzechy. I to nie chodzi
          teraz o jakiś odwet na biednych mamusiach i o nasz brak
          wdzięczności. NIe każdy ma matkę jak z piosenki MIeczysława Fogga.
          I wcale słowo "matka" nie usprawiedliwia niczego - a w tym kraju
          faktycznie nie wolno krytkować dwóch osób: papieża i własnej matki.
          Ja czytając ten wątek (oczywiście poza nieadekwatnymi wpisami
          echtom) trochę się pocieszyłam - wprawdzie wszystko, o czym
          piszecie, jest straszne, ale przynajmniej wiem, że nie ja jedna mam
          matkę-demona.
          MOja matka - wykształcona, a jakże, pani nauczycielka - poza
          wszystkimi tymi chwytami, o których piszecie, doskonale opanowała
          zasadę zbiorowej odpowiedzialności, która kompletnie wiązała nam
          ręce. Bo gdybym ja otwarcie wystąpiła przeciwko niej, wiedziałam, że
          natychmiast konsekwencje poza mną poniesie także siostra i ojciec. A
          ponieważ ich kochałam, nie chciałam ich narażać na koszmar - i
          dlatego milczałam. Oni z tych samych powodów byli kompletnie
          ubezwłasnowolnieni.
          I dużo by jeszcze pisać o łamaniu charakteru - ile razy człowiek
          musiał przepraszać, kiedy to ona mnie zgnoiła - nie tylko cierpiałam
          z powodu jej świństw, ale jeszcze bardziej czułam się zeszmacona, bo
          musiałam się kajać i prosić ją i przyznawać się do strasznej
          winy.Jak ktoś tego nie przerobił, ten nie wie, co to znaczy, dla
          człowieka - nie tylko nie dostać miłości matki, ale na dodatek
          stracić szacunek dla siebie i na końcu stać się cynikiem, który
          niczego dobrego nie spodziewa się po ludziach.
          Nie wiem ,jak można tak nienawidzić własnego dziecka, które rodzi
          się z wpisaną miłością do swej matki. Widzę to teraz, gdy mój synek
          obdarza mnie na wyrost i kredyt bezgranicznym uczuciem - tak po
          prostu i za nic. Jak można takie słabe i ufne dziecko tak okrutnie
          męczyć? A na starość winić je jeszcze za wszystkie nieszczęścia tego
          świata.
          Ale wiecie co - gdyby moja matka od dzisiaj po prostu przestała i
          zaczęła się normalnie zachowywać - jak człowiek - to ja bym w
          podskokach zapomniała o wszystkim. Byle juz było normalnie.
          • echtom Re: Kiedy potwór znika 19.06.09, 12:10
            Cieszę się, że oceniasz moje wpisy jako "nieadekwatne". Zdaje sobie sprawę, że
            mój "podwątek" jest na obrzeżach tematu - może chciałam zasugerować, że czasem
            te "potwory" są wyolbrzymiane i hodowane w głowach małych i dużych dzieci, a
            matka, której dzieci robią czarny pi-ar, bywa przeciętną osobą, który jak każdy
            ma wady i słabości, ale można się z nią dogadać.
          • echtom A teraz zupełnie na temat 19.06.09, 12:44
            Największym problemem nie są tacy czy owacy rodzice, tylko nasz strach przed dojrzałością i wzięciem odpowiedzialności za własne życiowe wybory. To jednak pewien komfort móc powiedzieć: "Małżeństwo mi się rozpadło, bo mamusia się wtrącała" zamiast: "Małżeństwo mi się rozpadło, bo nie miałam dość siły, by wyrzucić mamusię z naszego życia". Sama od kilku lat tkwię w beznadziejnym układzie opieki nad starą, egocentryczną matką, bo z dwojga złego wolę tak, niż żyć z wyrzutami sumienia i piętnem wyrodnej córki. I to jest źródło problemów z rodzicami: zamiast w dorosłym życiu stanowczo i asertywnie ułożyć zdrową relację z rodzicami, a w skrajnych przypadkach zerwać z nimi kontakt, pielęgnujemy w sobie dziecko, które całe życie czeka, aż oschła mamusia wreszcie pogłaszcze po główce albo nadal spełniamy życzenia mamusi w obawie przed jej gniewem lub łzami. Tyle w temacie.
            • trzy-koty Re: A teraz zupełnie na temat 19.06.09, 13:31
              ogólnie się zgadzam, acz jak ja się zastanawiałam przez lata nad tematem to
              doszłam do wniosku, że nie tyle jest to kwestia pielęgnowania w sobie dziecka,
              co raczej typowo polskiego kultu Matki Polki, której trzeba słuchać, być
              wdzięcznym za sam fakt istnienia, bez względu na jakość tego istnienia i broń
              boże nie krytykować i nie podważać zasadności działań, jakie by one nie były. I
              ponieważ złe traktowanie psychiczne i fizyczne odbywa się w chmurce uświęconego
              macierzyństwa to nie zapewnia ono spokojnego, radosnego dzieciństwa, a raczej
              przedwczesną dojrzałość i zgorzknienie dziecka. Stąd może trudno mi myśleć o tym
              jako o pielęgnowaniu w sobie dziecka, a raczej myślę o tym w kontekście poczucia
              winy z powodu wystąpienia przeciw świętości, które skutkuje często odrzuceniem i
              przez rodzinę i przez szersze otoczenia za sam fakt sprzeciwu.
              Wiem, co mówię, bo ja lata temu przestałam się bawić w tą zabawę w kult matki i
              zerwałam kontakty z moją rodzicielką. Owszem, musiałam nieco przeżyć, nieco
              dorosnąć, musiała też pewnie sięgnąć jakąś granicę mojej wytrzymałości. Było to
              właśnie w kontekście podawanego przez echtom za przykład małżeństwa a raczej
              niezgody mojej matki na mój ślub. By było jasne, nie byłam podlotkiem z mlekiem
              pod nosem,ale 27-letnią kobietą. Parę miesięcy zajęło mi uporanie się z tym
              wdrukowywanym nam poczuciem winy, ale się dało. I okazało się, że postawienie
              się matce w imię obrony swojej niezależności, integralności, swoich praw,
              przekonań, uczuć i co tam jeszcze chcecie, nie powoduje końca świata, a wręcz
              przeciwnie. Ulgę, oddech, poczucie kontroli nas swoim życiem, swobodę i
              poczucie, że w końcu wszystko jest tak jak trzeba i jest spokój. Zwykły,
              codzienny spokój. I każdemu osiągnięcia tego spokoju oraz kontroli nad własnym
              życiem właśnie życzę.
              Po prawie 5 latach mam z matką od paru miesięcy sporadyczny kontakt. Przestałam
              kochać ją parę lat temu i już jej nie pokocham. Mam do niej stosunek zupełnie
              obojętny, jak do dowolnej osoby sporadycznie spotykanej na ulicy. Możliwe, że
              było to konieczne do tego, bym mogła z nią mieć kontakt na zasadach, które mnie
              nie ranią i w granicach, które akceptuję. Dzięki temu tez pewnie nie myślę o
              starych urazach i nie szukam zemsty. Nie czekam też na to, by zrozumiała błędy,
              jakie popełniła. Jakby je miała choćby uznać, stałoby się to dawno temu.
              Wszystko co było mam za sobą i nie wzbudza to we mnie przykrych emocji. Co do
              matki - zwyczajnie straciłam co do niej złudzenia i odpuściłam sobie liczenie na
              cud (to to powoduje, że wiele osób ciągle wraca i ciągle się naraża na nowe
              ataki - liczą na nagłą i niczym nieuzasadnioną zmianę). Matka jest jaka jest.
              Jedyna zmiana w niej polega na tym, że wie jedną rzecz na pewno - że jak
              przegnie, to zniknę tym razem na zawsze. Już wie, że nie można mi zrobić
              wszystkiego.
            • meg303 Re: A teraz zupełnie na temat 19.06.09, 13:37
              Dlatego ja postanowiłam w 39 roku zycia, że nigdy więcej moja matka mnie nie
              skrzywdzi. Oczywiście teraz robi to wyłacznie słownie, ale kiedys złamała na
              moich plecach kij od szczotki, mam pęknięty krag w kręgosłupie. Tłukła mnie czym
              popadnie do czasu aż wyprowadziłam się z domu. Miałam wtedy 19 lat.
              Dawno pogodziłam sie z tym, ze dla mojej matki zawsze będę zła. Ona musi mi to
              udowadniać, bo w ten sposób poprawia swoje samopoczucie.
              • echtom Re: A teraz zupełnie na temat 19.06.09, 15:02
                No widzisz, mam więcej szczęścia, bo mnie rodzice nie bili i rzadko wyzywali, natomiast od najwcześniejszych lat wychowywali metodą szantażu emocjonalnego. Musieli być w moim życiu najważniejsi, ich gusta i poglądy były jedynie słuszne i każda moja próba wypowiedzenia zdania odrębnego kończyła się awanturą i wbijaniem mnie w poczucie winy. Podam przykład, może śmieszny, ale znamienny - wiele lat temu oglądałam z mamą katalog mody i na każdej stronie pokazywałyśmy sukienkę, która nam się najbardziej podoba. Kiedy raz wskazałam inną niż mama, śmiertelnie się na mnie obraziła. Innym razem histeryzowała przez godzinę, że jej nie kocham, bo nie chciałam dojeść oblizanych przez nią lodów. Nie miałam nic do gadania w kwestii wyboru ubrań, fryzury itp. Przepraszanie za niepopełnione winy było oczywiście standardem. A czemu do 19 roku życia nie chodziłam na żadne imprezy? A bo rodzice chcieli mieć spokój, zamiast się denerwować, że na strasznej miejskiej dyskotece jakiś bandzior potnie mnie żyletką. Trochę czasu zajęło mi przekonanie się, że świat jest zasadniczo miejscem bezpiecznym i przyjaznym :) Na studiach wychodziłam z domu od czasu do czasu, rzadziej niż koleżanki. Teoretycznie byłam dorosła i wystarczyło po prostu wyjść, trzaskając drzwiami, ale... No właśnie - ojciec coś marudził, a mama mówiła po cichu: "Ewa, nie wychodź, bo on mi cały wieczór będzie truł." Jakże mogłam skazywać na to moją biedną mamę :D Jedno muszę przyznać, że pozostawili mi wybór studiów i męża, aczkolwiek z tego drugiego byli baaardzo niezadowoleni. Niemniej jako 29-letnia mężatka i matka z drżeniem prosiłam o pozwolenie, czy mogę wyjechać do pracy poza Gdańskiem. Zgodzili się, pojechałam, przeżyłam tam 9 najlepszych lat swojego życia, mimo że musiałam posłusznie się meldować w domu na wszystkie święta (chociaż marzyłam, żeby czasem spędzić je u teściów). Po 9 latach oznajmili, że już nie dają sobie sami rady i muszę wracać, by się nimi zaopiekować. 38 lat tresury zaprocentowało i oczywiście wróciłam. I tkwię tak od 7 lat - 4 lata z obojgiem, od 3 tylko z mamą, której przecież nie zostawię, bo... No właśnie, bo jest taka biedna, stara, schorowana, samotna i ma tylko mnie na świecie. I będę tak tkwić do usr..., bo najdłużej z wszystkich żyją te wiecznie chore, cierpiące i kwękające niewiasty. A wystarczyło 7 lat temu walnąć pięścią w stół i powiedzieć, żeby znaleźli sobie jakąś panią z PCK albo dom opieki, zamiast rozwalać moje życie. Ciekawe, czemu nie umiałam? :)
                • meg303 Re: A teraz zupełnie na temat 19.06.09, 23:18
                  Dlatego, ze nie chcesz byc wyrodną córką. Masz wpojonone poczucie winy. Jak ja.
                  Słowa o konieczności wybaczenia krzywdy sa prawdziwe, ale co robic aby nie
                  pozwalac krzywdzić siebie wciąż na nowo?
                  • echtom Re: A teraz zupełnie na temat 19.06.09, 23:58
                    W sumie wybaczyłam i próbuje być odrobinę asertywna, żeby coś dla siebie wywalczyć. Choć czasem mi przykro, kiedy pomyślę, że rodzice 45 lat temu zrobili sobie ze mnie polisę na starość. I przykro uświadomić sobie, że w życiu i sercu mojej mamy byłam na 4. miejscu i słyszeć, że ona nie ma już rodziny, bo wszyscy z jej rodziny (matka, siostry, mąż) umarli. I uważać, by nie zwierzyć się w chwili słabości z problemów z dziećmi, bo potem wykorzysta to przeciw mnie, wbijając szpilę, która będzie bolała przez tydzień. Naprawdę bardzo nie chcę zrobić tego moim dzieciom za 30 lat i boję się, że w tej "dobrej wierze" znów popełnię jakiś błąd :(
                • cis4 Re: A teraz zupełnie na temat 21.09.09, 15:52
                  "I będę tak tkwić do usr... A wystarczyło 7 lat temu walnąć pięścią w stół" - a
                  dlaczego nie zrobisz tego teraz?
                  • echtom Re: A teraz zupełnie na temat 22.09.09, 17:46
                    Bo teraz ona jest naprawdę stara i schorowana i trudno zostawić ją samą. Ale przynajmniej jasno postawiłam jedną sprawę, tzn. że nie pozwolę więcej szantażować się emocjonalnie. Jej foch - jej problem, nie będę przepraszać za niepopełnione winy i pierwsza wyciągać ręki. Jeżeli woli się obrażać i siedzieć sama w pokoju, nie będę się narzucać. Chyba działa, bo już drugi tydzień fochów nie ma ;)
    • e4ska Co by tu jeszcze przypiąć potworom? 19.06.09, 23:55
      Kwestia interpretacji...

      Czytamy:
      "Pracowałam kiedyś z kobietą po czterdziestce, niepijącą alkoholiczką, która
      mieszkała w jednym domu ze swoją matką, ona na dole, a matka na piętrze.
      Wołała ją z góry: 'Chodź, napijemy się herbaty'. Córka biegła, krzątała się po
      kuchni uszczęśliwiona, że mama wychodzi z inicjatywą. A ona siadała przy stole
      i podnosząc kubek, oświadczała: 'Ten kubek! Z niego piłam ocet, żeby się
      ciebie pozbyć, kiedy byłam z tobą w ciąży!'. Po czymś takim kobieta przez parę
      miesięcy była rozbita, ogromnie cierpiała. A kiedy mama znowu wołała ją na
      górę, ta znowu szła jak w dym".

      Skąd to cierpienie, usprawiedliwiane przez terapeutę? Czy czasami klientka
      przyciśnięta do muru nie przypomniała sobie dowodu na emocjonalny sadyzm,
      jakiego MUSIAŁA doznawać od matki. W sytuacji długotrwałego stresu potrzebny
      jest kozioł ofiarny, a potwory z dzieciństwa są w pracy terapeutycznej
      nieocenione.

      Czy matka nie dała do zrozumienia, że chociaż nie chciała dziecka i ciąża ją
      przerażała, to przecie urodziła w cierpieniu (wtedy nie znieczulano przy
      porodach) i wychowała w wielkim trudzie. Ileż kobiet w ciąży było przerażonych
      i czego one nie wyprawiały, żeby pozbyć się niechcianego lokatora? A przecie,
      gdy przyszedł na świat, pokochały i opiekowały się najlepiej, jak potrafiły.
      Czy matka nie ma potrzeby oczekiwać zrozumienia, a choćby i wdzięczności - od
      dorosłej córki? Wyżebrała tę herbatę od córki - a przecie czuje, że coś jest
      nie tak... bo w tej relacji dzieje się źle. Z winy matki czy raczej z tajonej
      chęci odegrania się na matce, z bachorowatej złośliwości, która tej młodszej
      nie minęła z wiekiem?

      Interwencja terapeutki jeszcze bardziej przepaść pogłębia. Gdyż obecnie
      lansuje się mit, że kobieta kocha nad życie dziecko wielkości ziarnka grochu.
      A ta, która nie kocha swojej ciąży, powinna iść na terapię... Na tej
      podstawie klientka jest przekonywana, że jej matka to potwór, gdyż nie kochała
      córki, gdy ta znajdowała się w fazie prenatalnej.

      Co tu się dziwić, że teraz ludzie nie chcą mieć dzieci. Też bym nie chciała.
      Strach - bo jak trafią na terapię;-)
      • echtom Re: Co by tu jeszcze przypiąć potworom? 20.06.09, 00:02
        > Ileż kobiet w ciąży było przerażonych i czego one nie wyprawiały, żeby pozbyć się niechcianego lokatora? A przecie,gdy przyszedł na świat, pokochały i opiekowały się najlepiej, jak potrafiły.

        Ok, ale w tym kontekście tekst o kubku jest zupełnie bez sensu. Ja bym w życiu nie powiedziała swojemu dziecku, że go nie chciałam i próbowałam się pozbyć. Do czego człowiekowi taka wiedza jest w życiu potrzebna?
        • e4ska Re: Co by tu jeszcze przypiąć potworom? 20.06.09, 00:40
          Ty byś nie powiedziała. Bo teraz nawet klaps jest grzechem.
          :)

          Co widzisz złego w przyznaniu się dorosłej kobiecie, że była dzieckiem
          nieplanowanym? Ja kocham swojego syna nad życie, a też go nie chciałam. Wiemy
          już od dawna, że powstał z przypadku i zaniedbanej ciąży ;-)

          Przecie to normalna sytuacja. O co te gniewy i żale córczyne? Nie wiem.
          • echtom Re: Co by tu jeszcze przypiąć potworom? 20.06.09, 08:08
            > Co widzisz złego w przyznaniu się dorosłej kobiecie, że była dzieckiem nieplanowanym?

            A co w tym jest dobrego? I chyba jest różnica między stwierdzeniem, że dziecko było nieplanowane, a szczegółowym opisywaniem prób pozbycia się go? Nie wiem, jakie to uczucie, bo ja akurat byłam dzieckiem planowanym, ale brzmi nieprzyjemnie. A szczególnie bez sensu w ustach kobiety, która zaszła w ciążę w czasach pełnej dostępności aborcji. To co, urodziła, żeby mieć komu wypominać? Albo to, co wcześniej pisałaś o bolesnych porodach. Jaką odpowiedzialność może ponosić za to noworodek? Rozumiem jeszcze, że można okazywać niezadowolenie ze świadomych wyborów dorosłych dzieci - nie mówię, że to słuszne, lecz przynajmniej w jakimś stopniu racjonalne - ale mścić się na dziecku za coś, na co nie miało żadnego wpływu? I to przez kilkadziesiąt lat? Sorry, ale dla mnie to przejaw pewnego, hmmm, niezrównoważenia.
            • meg303 Re: Co by tu jeszcze przypiąć potworom? 20.06.09, 09:46
              Nie w tym rzecz, ze matka staruszka nieopatrznie powiedziała córce z czym
              kojarzy się jej ów kubek. To jest zaledwie część wieloletniego procesu znęcania
              sie nad własnym dzieckiem, dzieckiem którego się ( świadomie lub nie)
              nienawidzi. Więc przy każdej okazji niszczy sie je psychicznie, mówi rózne
              bzdury o nim do jego dzieci, męża i wszystkich innych. Każda próba naprawy
              wzajemnych kontaktów kończy się kolejnymi ciosami.
              Moja matka nigdy mnie za nic nie pochwaliła. Wiem, ze nigdy się to nie zdarzy.
              Kiedyś przypadkiem usłyszałam rozmowę mojego teścia i jej. Teść za coś tam
              wychwalał mnie pod niebiosa. Moja matka na to" nie udało mi sie jej wychować".
              Mam prawie czterdzieści lat. Mówię dość.
              • echtom Re: Co by tu jeszcze przypiąć potworom? 20.06.09, 10:42
                mówi rózne
                > bzdury o nim do jego dzieci, męża i wszystkich innych.

                Ja mam inne wspomnienie. :) W dzieciństwie mama wiecznie mnie krytykowała, a kiedyś przypadkiem podsłuchałam, jak mówi gościom, że jestem dobrym dzieckiem i nie ma ze mną kłopotów. Qrczę, nie mogła mi tego samego powiedzieć? :) Ale to pewnie była taka metoda, żeby nie "zepsuć" dziecka pochwałami.
            • e4ska Re: Co by tu jeszcze przypiąć potworom? 20.06.09, 10:00
              "-Co widzisz złego w przyznaniu się dorosłej kobiecie, że była dzieckiem
              nieplanowanym?
              -A co w tym jest dobrego?"

              I o to chodzi, pani kochana:-) Napisałam: kwestia interpretacji.

              To, że można tak odmiennie interpretować jedno i to samo wydarzenie, świadczy o
              wartościowaniu opartym na wcześniej istniejących fundamentach. Nie tylko
              uczuciowych, ale też etycznych.

              Propagowany w kraju obecnego naszego Wielkiego Brata etos skrzywdzonych dzieci:
              nie zajmujesz się dzieckiem zbytnio - źle, zajmujesz - jeszcze gorzej... wchodzi
              w miejsce właściwego naszej starej kulturze etosu ofiarnych rodziców.
              Pogrobowcy Freuda nawet II wojnę potrafią wyjaśnić złym wychowaniem. Fajnie
              byłoby uczyć się takiej historii, która nie dzieje się w gabinetach politycznych
              i fabrykach zbrojeniowych, tylko w kołyskach. A że Wielki Brat cały czas wojuje?
              Widać matki tamtejsze pokątnie hołdują nazistowskiemu wychowaniu. Za mało
              terapeutów ;-(

              W cieniu wielkich teorii rzuca się okruszki zawiedzionym kobietom. Kobieta to
              stworzonko tęskniące za szczęściem. Najczęstszym bardzo łatwym i prostym.
              Ponieważ - mimo tylu wielkich wojen - miejscem kobiety jest dom i rodzina, więc
              podstawia się kobiecie znudzonej, niepewnej, nieszczęśliwej atrakcyjną ofertę.
              Jesteś nieszczęśliwa, znudzona, rozciapciana mimo swojej udanej pracy zawodowej
              i partnera... cóż, bo matka cię stłamsiła. A na to jedyne lekarstwo - terapia.
              Najlepiej, żebyś zaciągnęła na terapię swoją mamusię... no, trochę to kosztuje,
              ale czego się nie robi dla szczęścia... I z głupoty.
              • echtom Re: Co by tu jeszcze przypiąć potworom? 20.06.09, 10:52
                Ogólnie zgadzam się z Tobą całkowicie - też widzę to nakręcanie psychozy skrzywdzonego dziecka, żeby zapełnić gabinety i portfele terapeutów. W poprzednich postach uczepiłam się konkretnego przykładu - mówienie dziecku, że samym pojawieniem się na świecie spieprzyło matce życie, że macierzyństwo to "krew, pot i łzy", że miało być chłopcem, a nie dziewczynką itp., jest według mnie irracjonalnym okrucieństwem i świadczy o zaburzeniach emocjonalnych matki. Normalna kobieta mimo związanych z wychowaniem dziecka trudów, kryzysów i rozczarowań kocha swoje dzieci i uważa macierzyństwo za doświadczenie pozytywne.
                • meg303 Re: Co by tu jeszcze przypiąć potworom? 20.06.09, 18:02
                  Dodam jeszcze, ze terapia nie jest panaceum na wszystkie przypadki.
                  Psychoterapia mojej matki byłaby tylko strata czasu i pieniędzy. Ona sama uważa,
                  ze najlepiej pomaga jej Pan Bóg, a wszyscy psychologowie to głupcy. Łącznie z
                  moim bratem który wykonuje ten zawód.
                  • pan_i_wladca_mx Re: Co by tu jeszcze przypiąć potworom? 21.06.09, 12:18
                    tylko gdy nadejdzie czas, ze trzeba bedzie mame karmic, przewijac i nosic po
                    schodach to gdzie wtedy bedzie jej pan bog? poda jej szklanke?

                    po przeczytaniu artykulu i waszych wypowiedzi od 2 dni chodze po scianach.
                    naprawde ciezko przyjac do wiadomosci, ze oto mamy obraz najpopularniejszej
                    przemocy, ukrytej za wielkimi plytami.
                    • agasz301 takie piekło sworzyła mi własna babcia 21.06.09, 20:51
                      manipulowała moja matka,ona ja słuchała, do dzis nie wiem dlaczego
                      nie chroniła mnie własnego dziecka tylko krzywdziła, bo tak ona moja
                      babka tak kazała. Kazała bic bez powodu, matka biła czym popadło,
                      najlepszy był kabel..babka mowiła ze brałam narkotyki, matka wiem,
                      ze w głebi duszy wiedziała, ze nie ale kara musiała byc. piekło
                      ktore przeszłam przez lata nie da sie opisac słowami. znecanie
                      psychiczne i fizyczne.inny przykład ciezkie miesiaczki, mdlałam, nie
                      mogłam zrobic kroku, jakos dostałam sie do łozka, przyszła babka,
                      poprosiłam ledwo przytomna o karetke bo musiałam dostac zastrzyk. a
                      ona " ty ku..o pewnie w ciazy jestes i poraniasz to tu zdychaj.." i
                      poszłą sobie. Ile razy chciałam uciec, ale dokad, isc napolicje, ale
                      bałam sie ze mnie zabija potem.matka była zalezna od dziadków,choc
                      nigdy nie zrozumiem,dlaczego na to pozwalała, babki nienawidze i jak
                      odwiedzam mame nawet na nia nie patrze nie istnieje dla mnie.
                    • echtom Re: Co by tu jeszcze przypiąć potworom? 21.06.09, 22:42
                      > naprawde ciezko przyjac do wiadomosci, ze oto mamy obraz najpopularniejszej przemocy, ukrytej za wielkimi plytami.

                      A ja czytając zastanawiam się, jaka jest dokładna definicja potwora. Czy większą rolę odgrywa przemoc fizyczna czy psychiczna, w jakich proporcjach i przejawach? Czy jest np. potworem matka, która nigdy córki nie uderzyła i nawet nie wyzywała, ale związała ją ze sobą na całe życie, uniemożliwiając założenie własnej rodziny?
                      • pan_i_wladca_mx Re: Co by tu jeszcze przypiąć potworom? 23.06.09, 12:09
                        mysle, ze tak. definicja potwora (a wynika to z tych 200 paru komentarzy) jest
                        wyjatkowo szeroka. toksycznosc na kazdym poziomie. od bicia, przemocy fizycznej
                        do delikatnie ale pernamentnie saczonego jadu, uniemozliwienie normalnego
                        funkcjonowania, od braku milosci po milosc chora nie znoszaca sprzeciwu.

                        nadal jestem przerazona, naprawde mamy w spoleczenstwie mnostwo emocjonalnych kalek
                        • bene_gesserit Re: Co by tu jeszcze przypiąć potworom? 23.06.09, 13:19

                          Bezbronnego latwo skrzywdzic, a kazde naruszenie granic to krzywda.
                          Imho okreslenie 'emocjonalne kaleki' jest tu jednak nie na miejscu,
                          bo jakos nie widac w nim szacunku dla cierpienia.
                          Zreszta - nie znam nikogo, kto by w dziecinstwie nie zostal
                          doswiadczony ponad wlasne sily w taki czy inny sposob.
                          Przypominam sobie wywiad ze znanym politykiem - o jego dziecinstwie
                          i ojcu, ktory bil jego i braci (za gowno, przy byle okazji, czyli
                          tradycyjny psychopata-sadysta). Dorosly czlowiek opowiedzial jedna
                          czy dwie historyjki o tym, jak tate ponioslo w formie
                          rodzinnych anegdotek (!). Ze tatus robil to z milosci i ze w koncu
                          przestali lobuzowac i wyszli z bracmi na ludzi.

                          Swiadomosc doznanej krzywdy, ktorej pewnie do dzis nie ma ten
                          czlowiek, to pierwszy i najwazniejszy krok do poradzenia sobie z
                          trauma.
    • allexys111 Kiedy potwór znika 23.06.09, 10:42
      Mam 3siostry, kazda z nich jest inna... Mama nie zawsze miala dla wszystkich
      czas z osobna, moja wiez z mama wzmocnila sie kiedy wyjechalam na raptem
      3miesiace z kraju, wierze ze nie byla to tylko materialna sprawa. Cos jednak
      sie zmienilo w relacjach z mama, stala sie bardziej troskliwa i opiekuncza.
      Wiem ze gdy wyjde zamaz za pare lat bedzie to ciezko przezywac, ja rowniez.
      Pepowine bedzie trzeba odciac - kocham mame taka jaka jest - bo nie ma
      idealow. Rozmawiam z nia jak z przyjaciolka, czasem kloce sie z chlopakiem ale
      to do mamy przychodze sie wyplakac, a wieczorami wskakuje do jej lozka zeby
      polezec z nia i wspolnie ogladamy jakis film, ktory lubimy. Staram sie byc
      lepsza ale widze w niej ze bardzo to docenia. Dba o mnie i teskni - czasem
      tylko chce mi sie plakac ze nie widzialam tego wczesniej wobec moich siostr.
      Mysle ze jestem kims w sensie pokuty, nie chce jej obwiniac - bo mnie nic
      zlego nie zrobila. Trudny ciezar ale jest tylko czlowiekiem ma prawo do bledow
      i potkniec, ja tez je popelniam. Poprosilam kiedys mame zeby przenigdy w zyciu
      nie kierowala mna i nie pragnela ze spelnie jej marzenia - mialam moze wtedy
      14lat. I nadal wiem ze bedzie moja mama i mama moich siostr. Zawsze moge do
      niej przyjsc, wole jej krytyke niz obcej osoby.Jej opinia jest dla mnie
      najwazniejsza...

      Ola lat 20
      • minna Re: Kiedy potwór znika 24.06.09, 08:28
        PaDroga Olu, lat 20,
        dziękuj Panu Bogu, że masz doświadczenia zupełnie inne od większości
        osób, które się wypowiedziały w tym wątku, i że na szczęście nie
        wiesz, co to znaczy mieć matkę, która swoje dzieci traktuje jak
        osobistych wrogów i której wszystko wolno, bo przecież jest "matką",
        a to w tym kraju wszystko usprawiedliwia.
    • anoresk Kiedy potwór znika 25.06.09, 12:24
      Moja matka jest charakteropatką . Niestety nie wiedziałam o tym będąc
      dzieckiem , może mniej bym miała ze sobą kłopotów. Biła mnie i mojego brata (
      mnie częściej i mocniej , byłam mniejsza od niej ), uważała , że się do niczego
      nie nadaję , musiałam walczyć , żeby iść na studia , bo jak mówiła , byłam " za
      tępa " i powinnam iść do zawodówki. Próbowała kontrolować całe środowisko wokół
      nas , wykorzystywała do tego religię , dodatkowo była ( i jest ) w permanentnej
      depresji- cały świat był żly , wszyscy ludzie tylko czyhali , żeby zrobić nam
      jakąś krzywdę.
      Żeby kontrolować cokolwiek w moim życiu zaczęłam się odchudzać,straciłam 3
      lata studiów na anoreksję , do tej pory mam problemy ze stanami depresyjnymi.
      I wiem to już , że być może nigdy jej nie wybaczę tego bicia. Wiem z czego
      to się wzięło , wiem , że sama nie miała i nie ma lekko . Ale zrozumienie nijak
      się ma do przebaczenia.
      Ułożyłam sobie życie. Jest dobrze , wiem jednak , że od mojej mamy pewnych
      rzeczy nigdy nie dostanę - tak już jest i tego nie zmienię , bo nie zalezy to
      ode mnie.
    • e4ska Kompeks matki 26.06.09, 00:02
      Warto sobie uprzytomnić, na czym bazuje (i jednocześnie żeruje) psychoterapia,
      fundująca naiwnym fałszywą pamięć i proponując niecierpliwym tanie szybkie
      szczęście.

      W "Albo albo" bodajże nr 2 (s. 22-23) ks. K. Pajor rozpatruje kompleks matki w
      wielu aspektach i pisze m.in.
      "Na podstawie wielu kontaktów z amerykańskim środowiskiem Jung stwierdził, że w
      Ameryce kompleks matki występuje często i to bardzo wyraźnie, chyba wskutek
      silnej dominacji macierzyńskich wpływów w rodzinie, jak tez wskutek społecznej
      pozycji kobiety w ogóle
      Silna pozycja społeczna amerykańskich kobiet
      rozwija przede wszystkim swoją męską stronę
      . Prawdopodobnie rola kobiety
      współczesnej w Europie jest zdecydowanie większa niż ta, jaką cieszyły się
      Amerykanki na pocz. XX wieku, gdy Jung je ocenia. Fakt ten oznacza, ze należy
      się liczyć z coraz częstszym i silniejszym występowaniem kompleksu matki w
      europejskiej cywilizacji".

      Jung i autor uważa, ze źródłem kompleksu jest maskulinizacja matek. Ja sądzę, że
      problem tkwi w maskulinizacji córek. Stąd te humorystyczne formy terapii - mają
      one przywrócić córkom pewnego typu damską "miękkość", dziecinną naiwność,
      anielskość itp. słodkie głupotki. Bez owej anielskości córki nie są w stanie
      zrozumieć ani zaakceptować swoich matek - w końcu wychowanych w innej kulturze.

      Tak więc postęp ma swoje ciemne strony, niszcząc czułe związki matek i córek.

      Oczywiście, trafiają się formy patologiczne, ale dawne kultury dobrze sobie z
      tym zjawiskiem radziły - na pewno lepiej od naszej wzorowanej na amerykańskich
      gustach.
      ;-)
      • minna Re: Kompeks matki 26.06.09, 08:27
        Witam E4ska - myślę, że nie do końca rozumiesz, o czym ludzie piszą
        w tym wątku - a jeśli nie rozumiesz, to znaczy, że miałaś cholerne
        szczęście i nie urodziłaś się matce z psychicznymi zaburzeniami.
        Naprawdę nikt tutaj nie próbuje podważać czułych związków matek z
        córkami i naprawdę nie ma tutaj apologii taniej psychoterapii i
        szybkich ścieżek dostępu do szczęścia. Ludzie, którzy tu piszą, może
        po raz pierwszy wyartykułowali to, na co cierpią od kilku
        dziesięcioleci, co zniszczyło ich tożsamość i przyszłość. I pewnie
        wiecej niż połowa nie zaczęła jeszcze żadnej psychoterapii -
        widzisz, dziecko rosnąc w jakiejś rodzinie myśli, że jego dom jest
        jakoś tam normalny i że wszędzie tak być musi, że matka nienawidzi,
        bije czy poniża - dopiero w jakimś momencie dowiaduje się, że inni
        tak nie mają. Ja jak byłam mała też kochałam swoją mamę, ale potem
        strach był silniejszy niż cała reszta - wtedy jeszcze myślałam, że
        tak jest wszędzie. POtem okazało się, że piekło jest tylko w naszych
        czterech ścianach (najgorsze rzeczy działy się w weekendy - matka w
        nocy chodziła po naszych pokojach, krzyczała, płakała, pozorowała
        samobójstwo - oczywiście z naszego powodu - łykając tabletki itd,
        itp) - wtedy zaczęłam się wstydzić i nikomu nie mówiłam, co się u
        nas dzieje. Ten wstyd towarzyszy mi do dzisiaj i myślę, że jest
        udziałem wielu z nas - to wcale nie jest tak, że wszyscy teraz chcą
        się odegrać na swoich czułych mamusiach i wykpić ich w ramach
        psychoterapii. Już w życiu dorosłym przekonałam się, że nie ma co
        szukać zrozumienia u tzw. normalnych ludzi, bo i tak nikt nie chce
        przyjąć do wiadomości, że matka może być potworem. Ostatecznie to ja
        wychodziłam na niewdzięczną córkę, która nie docenia poświęcenia
        swojej mamusi. Nawet nie wiesz, co to jest za bezsilność, gdy masz
        życie w ruinie, a całe otoczenie jeszcze Cię potępia, że nie
        odwiedzasz co tydzień swojej mamusi - podczas gdy każde takie
        odwiedziny kończą się myślami samobójczymi.
        Dlatego zlituj się i przynajmniej na tym wątku daj ludziom
        powiedzieć, co czują, i nie wychowuj ich i nie wykpiwaj, że robią ze
        swych mam potwory na siłę i z przekory. Bo naprawdę mało jest
        miejsc, gdzie można powiedzieć na głos takie rzeczy i znaleźć parę
        osób, które rozumieją, co przeszłam.
        • echtom Re: Kompeks matki 26.06.09, 09:31
          Z tego, co zrozumiałam, piszesz o matce chorej psychicznie, czyli
          wymagającej konkretnego leczenia. W wątku chodzi chyba raczej o
          matki poczytalne, które z premedytacją dołują swoje córki albo
          rozwalają im życie "dla ich dobra".
          • e4ska Re: Kompeks matki 26.06.09, 09:54
            Nie mam zamiaru nikogo dołować - chodzi mi o pewne zjawisko... w kulturze
            tworzonej coraz bardziej przez kobiety. Które nie wiadomo dlaczego chcą być
            nagle dziećmi. To może już zostawić rządy nad światem - mężczyznom?

            Przynajmniej państwo czy zbiorowość w jakiejś swojej postaci nie wchodziły
            człowiekowi do domów, nie wychowywały dzieci od A do Zet, a do tego nie wolno
            było rozmaitym natrętom nawet pomyśleć o wychowywaniu starych rodziców.

            Sama miałam takie doświadczenie, że mi się nagle matka przestała podobać, ojciec
            też stał się okropny - nawet próbowałyśmy na forum jednej z naszych koleżanek
            ustalić (też tu napisała, pozdrawiam serdecznie), co charakteryzuje wyrodną
            matkę. Mój osobisty wniosek: każda matka jest wyrodna. Każda rodzina jest
            nienormalna. W każdej znajdziesz niezadowolone dziecko i matkę, która czegoś nie
            zrozumiała, dokuczała, pastwiła się, ścierką przylała i kupowała biustonosz
            deformujący nasz biust(kiedyś to nawet jak się samej kupowało bieliznę - nie
            wolno było przymierzyć!).

            Wychowanie bez przemocy ze strony rodziców, nauczycieli, kolegów - nie istnieje.
            Zawsze boli... więc trzeba zgodzić się na kontrolę z zewnątrz??? W pracy i w
            domu. Ze swojej prywatności uczynić żałosną dramę na poziomie III klasy dla
            dzieci specjalnej troski.

            I tutaj Orwell robi w strone matriarchatu - a kuku!
            • meg303 Re: Kompeks matki 26.06.09, 10:45
              Byłam bita przez matkę do czasu wyjścia z domu, czyli do 19 roku życia.
              Obiecałam sobie, ze nigdy nie uderzę swojego dziecka. Przez 16 lat dotrzymałam
              słowa. Nie było lania tylko rozmowy, rozmowy i rozmowy. I dużo miłosci.
              Dziś moja córka zdała do najlepszego liceum m mieście, świetnie się uczy, pomaga
              mi , mam z nią bardzo dobry kontakt. Jest dobrym czlowiekiem. Jestem z niej dumna.
              Agresja rodzi agresję.
              Kto sieje wiatr zbiera burzę
              • e4ska Re: Kompeks matki 26.06.09, 11:00
                A moja matka miała zwyczaj potwornego zrzędzenia. Tymczasem ja w ogóle nie umiem
                zrzędzić. Wszelkie konieczne pogadanki wychowawcze zamykały się u mnie w paru
                zdaniach.

                Czyli - nie dziedziczymy pewnych zachowań. Że np. kto w domu był bity, ten
                będzie bił swoje dzieci. I wbrew potocznym opiniom - ten, kto bity nie był, może
                bić! Komu matka nie marudziła, ten może marudzić swoim dzieciom.

                Jakimi matkami będą nasze świetnie wychowywane córki? Na razie to młode
                pokolenie córek nie za bardzo chce mieć dzieci.

                O biedne moje przyszłe wnuczęta...;-)
                • minna Re: Kompeks matki 26.06.09, 11:31
                  Eska, wybacz, ale naprawdę nie wiesz, o czym piszą tu ludzie. I
                  jeszcze raz powiem, masz szczęście, że tego nie wiesz.
                  Jedną rzeczą są zwykłe problemy wychowawcze i odwieczny konflikt
                  pokoleń, niezadowolenie ze "starych" itp., a inną rzeczą jest
                  autentyczna przemoc w rodzinie.
                  A swoją drogą, jak łatwo ludziom przychodzi formułować teorie
                  wszystkiego. Twoje szybkie wnioski bardzo mi przypominają wyklinaną
                  przez Ciebie współczesną psychoterapię. Naprawdę nie na każdy temat
                  człowiek musi mieć wyrobioną opinię.
                  • e4ska Re: Kompeks matki 26.06.09, 16:27
                    Lęki przed "teorią wszystkiego" są bardzo niedobre - gdyż atomizują
                    człowieka, alienują... stajesz się zaledwie jednostką w niezrozumiałym dla
                    ciebie świecie, który - również i pod postacią spotworniałej matki - czyha na
                    twoją zgubę. Myśleć na swój rachunek - żaden grzech. To wielka zaleta, bo
                    inaczej łatwo cię zmanipulować.

                    Zapewne generalizacja... ale czy nie masz w sobie potrzeby bycia pokrzywdzoną? i
                    co o tym decyduje? twój charakter jedyny i niepowtarzalny czy presja środowiska?
                    Czy to jest uwarunkowanie psychiczne, czy społeczne, kulturowe?

                    Mnie jest o wiele łatwiej przyjmować pewne sprawy, przeciwstawiać się kłopotom,
                    jeśli ustawiam się na tle kulturowym właśnie. Co do pojawienia się kompleksu
                    matki aż w takim natężeniu - czy nie ciekawi cię, jakie czynniki obiektywne, nie
                    zaś subiektywne, o tym decydują?

                    Wracając do martyrologii córek współczesnych - jeśli uważasz, że ta przerażająca
                    matka z przykładu podanego przez autorkę artykułu jest zdegenerowanym typem,
                    dręczącym córkę... Cóż, ja napisałam, że sugestia przemocy psychicznej,
                    stosowanej przez matkę z kubkiem, jest tylko i wyłącznie interpretacją. To jest
                    jedna z opinii, a nie sam fakt. Z równym zacięciem można dowodzić, że
                    przykładowa matka pragnie, aby córka okazała jej więcej miłości - przecie
                    zasłużyła na to, przecie nie chciała, ale jednak - została matką. Niemowlę
                    trzeba było wykarmić... potem chodzić na wywiadówki... itd.

                    Jest dość przerażające, że aż tyle osób - kobiet samodzielnych, wykształconych,
                    inteligentnych - tak boleśnie odczuwa ten kompleks. Jaka jest tego przyczyna?
                    Czy faktycznie w każdej z rodzin dochodziło do przemocy? Dlaczego 19-letnia
                    dziewczyna pozwalała się bić? Co jej pomoże terapia - TERAZ zamiast WTEDY? Czego
                    córka naprawdę oczekuje? Wybaczenia matce czy usprawiedliwienia własnego
                    niedołęstwa?

                    Strategie marketingowe: przyjdź, a my ci już znajdziemy fajny kompleksik,
                    zaleczymy i będziesz piękna...

                    Zakazać święta matki. Koniecznie.
                    • pan_i_wladca_mx Re: Kompeks matki 26.06.09, 18:13
                      chyba jednak nie o to chodzi. przeczytaj chocby te 200 postow, tu nie ma lasek
                      roztkliwiajacych sie nad soba bo `mama nie byla moja najlepsza przyjaciolka co
                      ja ze soba poczne`. za to znajdzie sie pare pokaleczonych w dziecinstwie (a to
                      sie pamieta o tak) kobiet, ktore do dzis nie potrafia sobie radzic z tamtymi
                      emocjami, a wracaja one jak bumerang.
                      • meg303 e4eska 26.06.09, 21:14
                        Jesli mowa o moim niedołęstwie, to od matury utrzymuję sie sama. Czyli jakieś
                        dwadzieścia lat. Matka i tak nie jest zadowolona. Nigdy nie będzie. Tylko teraz
                        to juz jej problem.
                        Czytam twoje posty i wiem, ze nie wiesz o czym jest ten wątek.
                        Jeśli nie wiesz, nie pisz OK?
                        • minna Re: e4eska 27.06.09, 10:42
                          Hej Meg,
                          fajnie, że się odezwałaś. Generalnie wkurzyło mnie, że Twój wpis
                          posłużył Esce do kolejnej hipotezy. Jak ktoś czegoś takiego nie
                          przeszedł, ten może się rzeczywiście wymądrzać bez świadomości jak
                          bardzo te wymądrzania są nie na miejscu.
                          To trochę jak z ludźmi, którzy chorym na depresję mówią, że są
                          niedołęgami i powinni wziąć się w garść i że życie przecież jest
                          piękne itp.
                          Dlatego ja też dołączam się do Twojej prośby - eska załóż sobie
                          własny wątek - ten naprawdę nie dotyczy Ciebie, nie musisz bronić
                          wszystkich matek świata, a nam sugerować, że jesteśmy łamagami,
                          szukamy wymówek dla własnych porażek, no i że jesteśmy córkami
                          zmaskulinizowanymi... bo tak generalnie to brzmi to dość obraźliwie,
                          z czego sobie eska pewnie (oby) nie zdaje sprawy.
                          • meg303 Re: e4eska 28.06.09, 00:32
                            Są ludzie którzy wiedza lepiej i tacy którzy wiedzą najlepiej. Ci ostatni sa
                            zdecydowanie gorsi...
                            Pozdrawiam wieczornie, jeszcze kawał szczęsliwej przyszłości przed nami:)bez
                            względu na to co się już wydarzyło.
                            • minna Hej Meg! 29.06.09, 08:41
                              Dzięki za optymistyczne podsumowanie! Trzymaj się i wszystkiego
                              dobrego
                            • mimbla.londyn Re: e4eska 27.07.09, 14:32
                              meg303 napisała:

                              > Są ludzie którzy wiedza lepiej i tacy którzy wiedzą najlepiej. Ci
                              ostatni sa
                              > zdecydowanie gorsi...
                              > Pozdrawiam wieczornie, jeszcze kawał szczęsliwej przyszłości przed
                              nami:)bez
                              > względu na to co się już wydarzyło.


                    • ilonka45 Re: Kompeks matki 30.06.09, 15:28
                      Wkurzylas mnie tymi swoimi "madrymi" wypocinami, nie wiedzialam do 3
                      klasy podstawowki, ze mam taka wspaniala rodzine tzn. matke i babke,
                      odwiedzajac kolezanki ze szkoly uswiadomilam sobie z bolem, ze mozna
                      byc inaczej traktowanym tzn. normalnie. W moim przypadku norma bylo;
                      idz stad ty glupi znajduchu (babka)i histeria, bicie, drapanie po
                      twarzy, plucie i wyzwiska (matka)i ciagle: nienawidze cie, nie
                      wiedzialam tez, ze wlasnie takie traktowanie mnie z ich strony
                      zawazy na moim dalszym zyciu, tzn. spanie na lawkach w parku,
                      alkoholism, narkotyki, poczucie wlasnej bezwartosciowosci
                      bezradnosci. Napewno nie nauczono mnie milosci czy szacunku. Nie
                      pamietam tez, zebym widziala kiedys moja matke usmiechnieta, nie
                      pamietam jednej normalnej rozmowy... kiedy mysle o niej widze jej
                      wykrzywiona nienawiscia lub pogarda twarz...Kiedys jej
                      nienawidzilam, teraz jest mi obojetna, mieszkam w innym kraju,
                      utrzymuje sporadyczny kontakt. Matka moja nie pila nigdy alkoholu,
                      nie palila, nie brala zadnych lekow, jest wyksztalcona kobieta,
                      dlatego boli mnie to, ze nie potrafila zrozumiec krzywdy jaka mnie i
                      bratu wyrzadzila. E4ska nie wymadrzaj sie na temat, o ktorym na
                      szczescie nie masz najmniejszego pojecia, pozdrawiam osoby, ktore
                      przezyly i rozumieja pieklo.
    • cafe_justysia Re: Kiedy potwór znika 09.07.09, 14:56
      Nigdy nie rozmawiałam z moją mamą o poważnych sprawach,które są dla
      mnie ważne,rzadko kiedy słyszałam pochwałę z jej ust,często brakuje
      mi bym mogła z nią normalnie pogadać o swoich problemach ale
      myślę,że ona by chyba nie dała rady ze mną tak rozmawiać,często jest
      tak,że mówimy o jej problemach,nigdy o moich...
      --
      Bo jest paru ludzi,bo jest parę w życiu dobrych chwil,bo jest parę
      złudzeń,które warto mieć,by żyć...
      • mojekonto-0 Re: Kiedy potwór znika 09.10.09, 11:59
        cafe_justysia napisała:

        > Nigdy nie rozmawiałam z moją mamą o poważnych sprawach,które są
        dla
        > mnie ważne,rzadko kiedy słyszałam pochwałę z jej ust,często
        brakuje
        > mi bym mogła z nią normalnie pogadać o swoich problemach ale
        > myślę,że ona by chyba nie dała rady ze mną tak rozmawiać,często
        jest
        > tak,że mówimy o jej problemach,nigdy o moich...
        > --
        > Bo jest paru ludzi,bo jest parę w życiu dobrych chwil,bo jest parę
        > złudzeń,które warto mieć,by żyć...


        rozumiem ciebie doskonale..
        popłakałam sie czytajac ten tekst osoba która jego mi dzis podsuneła
        do przeczytania nawet niewie co sobie uswiadomiłam

        moja matka ma prawie 60 lat nieawidzi mnie za wszystko codziennie
        wytyka mi błędy jestem w trakcie rozwodu nawet nie zapyta sie na
        jakim etapie nawet teraz obwiniam siebie za to że majac 29 lat nie
        potrafie sprostać jej trudnym wymaganiom ma żal do niej o to że
        nigdy mi nie powiedziała że mnie kocha nie pochwaliła za cos co
        zrobiłam dobrze .....
        dziekuję autorce listu .... ona pewnie wie za co
    • mojekonto-0 Kiedy potwór znika 09.10.09, 12:15
      popłakałam sie i jest mi bardzo smutno i źle jak bliski człowiek
      może niszczyć swojedziecko
      • mojekonto-0 Re: Kiedy potwór znika 09.10.09, 12:18
        mojekonto-0 napisała:

        > popłakałam sie i jest mi bardzo smutno i źle jak bliski człowiek
        > może niszczyć swojedziecko
    • eulogete Kiedy potwór znika 10.12.09, 12:05

      Echtom


      mam wrażenie że strasznie mocno starasz się spełnić oczekiwania wszystkich wokół: swojej mamy (bo trzeba opiekować sie staruszką), swoich córek (żeby dać im to czego sama nie miałaś), otoczenia (marzysz o tym, żeby mieć przykładne dzieci). Tak strasznie dobrze chcesz a wychodzi jak zwykle... Wygląda na to ,że najgorzej na tym wychodzą twoje córy - tango z figurami z matką dotyczy w końcu dorosłych osób, które powinny (albo chociaz mogą) rozeznać się w swoich emocjach , motywacjach, żalach , potrzebach. I jeśli już sie rozeznają - naprawde mogą zacząć sobie z tym jakoś radzić, Jak nie same to z pomocą przyjaciół, psychologów, terapeutów. Po to żeby móc działać zgodnie z własnymi (dobrymi zwykle) intencjami. Zobacz jak bardzo chcesz dobrze. Jak rozpaczliwie szukasz pewności że robisz dobrze. Jak chcesz byc doceniona przez matkę. Jak chcesz zdobyć uznanie córek.
      A małolaty na poziomie gimnazjum MOGĄ wagarować. Mogą nie wstać z łóżka rano (ach, jestem kandydatką na potwora - bo ściągnęłabym kołdrę, włączyła głośno radio i zażądała opuszczenia łóżka. Bez krzyku, wyzwisk, bicia - ale bez szansy na dalsze spanie. być może ze ściągnięciem z łóżka i wstawieniem do łazienki. ) Ty pozwalasz im na spanie w imię swobody, o której sama marzyłaś. Odsuwasz w czasie przykry skutek zarwanej nocy. w kwestii wagarów, nauki, systematyczności powtarzasz ten schemat.
      Ustawiłaś się w pozycji zupełnie bezradnej osóbki. Wiem, że tego nie planowałaś ani nie zamierzałaś. Że wynika to ze sposobu w jaki zostałaś wychowana, że i twoja matka zawaliła sprawę. Tylko że teraz to ty jesteś "duża". Możesz zastanowić się nad tym, co robisz. A potem dlaczego. A potem to zmienić.
      Powodzenia
      • echtom Re: Kiedy potwór znika 10.12.09, 12:28
        Pisałam w tym wątku, będąc w ogólnie kiepskiej formie, ale przez pół
        roku sporo się zmieniło. Wyluzowałam i przestałam się tak strasznie
        tym wszystkim przejmować. I jest lepiej - i w kwestii relacji z
        mamą, i wstawania dzieci do szkoły. Jak dobrze pójdzie, może za pół
        roku pochwalę się tutaj pierwszą wygraną batalią o szkołę :)
        • kkkkkarolina Re: Kiedy potwór znika 23.05.10, 18:24
          Prawie nic konstruktywnego nie da się wyczytać z komentarzy, bo
          tylko Echtom, Echtom i Echtom...
          Dżizas...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja