krzysztofczyz
05.07.09, 21:54
Pani Kingo. Problem nie w ilości miejsc na listach wyborczych lecz
opowiedzialniści przed wyborcami za proponowanych kandydatów lub
kandydatki. Nie należy Pani do żadnej partii politycznej bo
wiedziałaby,że kobiety stanowią w nich mniej niż 10% i to nie na
skutek dyskryminacji lecz dla tego ,że nie chcą. Partia kobiet
przecież się rozsypała? Ustalanie ilości miejsc na listach może
oznaczac łapanki na chętne do polityki. Możliwe, że jest Pani
zwolenniczką systemu monopartyjnego/do tego dąży PO/ bo tylko wtedy
można będzie zrealizowac Pani postulat.