turzyca
20.07.09, 10:19
Jeśli można być muzułmańską feministką, to dlaczego nie można by było być
katolicką? Trzeba tylko ustalić, co to jest feminizm - a wbrew pozorom, to nie
jest (tylko) walka o prawo do aborcji. To raczej niezgoda na wartościowanie
ludzi ze względu na ich płeć. I wynikająca z tego niezgoda na przymuszanie ich
do określonych zachowań w tym przymuszania kobiet do jednej jedynej roli
społecznej wyznaczonej im przez tradycję. Co nie oznacza, że feminizm zabrania
wyboru akurat tej roli. Ale domaga się, żeby to był właśnie dobrowolny wybór,
akceptowany tak samo jak inne drogi.
Wydaje mi się, że spokojnie można budować swój feminizm w oparciu o wiarę
chrześcijańską. Bo skoro stosunki pozamałżeńskie są zabronione obydwu płciom,
to dlaczego za brak wianka kobietę spotyka ostracyzm, a o jej narzeczonym mówi
się z pobłażaniem, że musiał się wyszaleć? Dlaczego skoro mężczyzna przysięga
przy ołtarzu miłość i szacunek, to gdy przestaje dotrzymywać tej przysięgi i
zaczyna bić żonę, nie spada na niego potępienie kościelne? Dlaczego akurat to
odstępstwo od przysięgi nie jest powszechnie wyklinane z ambon? Dlaczego,
skoro KK od lat dopuszcza posługę dziewcząt przy ołtarzu, w polskich parafiach
ministrantki to takie rzadkie zjawisko? Bo tak jak w mojej warszawskiej
parafii słyszą, że to w ogóle nie wchodzi w grę? Skoro szafarzami sakramentów
mogą być kobiety, to dlaczego ich u nas prawie nie ma? Dlaczego kobiety w
polskich kościołach mają w zasadzie tylko jedną misję czyli sprzątanie? Jak
widać można zadawać feministyczne pytania bez wysadzania Kościoła w powietrze. ;)
A pytanie o wyświęcanie tylko mężczyzn też bym chętnie zadała. Ale najpierw
feministycznie domogłabym się tych praw, które już przyznane są, ale z racji
tradycji wciąż odrzucane.
PS Uwielbiam przyznawać się, że jestem feministką. Bo bazując na szoku, jaki
wywołuje skonfrontowanie stereotypowych oczekiwań z moimi obcasami, przechodzę
do kontrnatarcia i zazwyczaj okazuje się, że rozmówca jest feministą. Tylko o
tym nie wiedział. ;)