Od tego jest matka, nie?

    • annubis74 Nie wierzę... 31.07.09, 12:20
      w autentyczność tego maila
      też myślę że jest on "wytworem" pań redaktorek
      ewentualnie jakąś "kreacją" bezdzietnych z wyboru
      dlaczego?
      sama nie byłam specjalnie dzieciolubna, dziecko urodziłam majac lat
      34, nie pod wpływem nagle wzbudzonego instynktu ani tykajacego
      zegara biologicznego
      po prostu postanowiliśmy zaryzykować, z pełną świadomością tego co
      mamy do stracenia: życie towarzyskie, kulturalne, podróże bez bagażu
      itd. Nie było tak jak piszą w ckliwych poradnikach dla mamuś, nie
      było tej miłości od pierwszego wejrzenia, raczej powolny proces
      oswajania i adaptacji. Był moment kiedy czułam jakby mi ktoś uwiązał
      kulę u nogi... Ale nie wierzę że człowiek (kobieta lub mężczyzna)
      nie będący człowiekiem upośledzonym emocjonalnie, po takim okresie
      adaptacji, burzy hormonów i totalnego chaosu, nie pokocha własnego
      dziecka. Skoro jesteśmy w stanie obdarzać miłością obcych, to jak
      nie kochać włąsnego dziecka, choć nie zawsze jest to miłość łatwa
      • gondra Re: Nie wierzę... 31.07.09, 13:31
        > w autentyczność tego maila
        > też myślę że jest on "wytworem" pań redaktorek
        > ewentualnie jakąś "kreacją" bezdzietnych z wyboru
        > dlaczego?
        > sama nie byłam specjalnie dzieciolubna, dziecko urodziłam majac lat
        > 34, nie pod wpływem nagle wzbudzonego instynktu ani tykajacego
        > zegara biologicznego

        Fajne jest na forum, gdy ludzie nie wierzą w jakąś teorie i jako uzasadnienie
        podają przeciwstawną historię z własnego życia lub z życia kogoś
        znajomego/rodziny. Bo jeśli ja czegoś nie doświadczyłam/nie widziałam, to tak
        nie może być.

        Nikt nie miałby problemu z uwierzeniem, że matka alkoholiczka tłukąca dziecko go
        nie kocha. Ale już ciężej jest zaakceptować, ze matka zajmuje się dzieckiem, nie
        krzywdzi go bezpośrednio i jednocześnie nie kocha. To jest trudniej zrozumieć.
        Ta samo jak nie dziwi, że menel tłucze żonę ale to samo w wykonaniu szanowanego
        profesora szokuje - a zdarza się.

        Niektórzy przywołują przykład zwierząt - a nie znacie historii, gdy miłość do
        zwierzęcia przechodzi? I właściciel zajmuje sie nim z obowiązku, bo kiedyś je
        przygarnął? Albo np. psa kupiono bo dzieci wybłagały, po kilku miesiącach
        straciły nim zainteresowanie i rodzice na zasadzie "no trudno" zajmują się psem?
        Albo nawet małżeństwa, po latach będące ze sobą z przyzwyczajenia, bo nie chce
        im się stawiać życia na głowie? Naprawdę, wspólna egzystencja nie uruchamia
        automatycznie miłości.
        • kadanka Re: Nie wierzę... 05.08.09, 22:38
          a pomyslcie tak: jak wielu jest ludzi, ktorzy maja depresje, sa
          nieszczesliwi i gdy poddadza sie terapii okazuje sie ze ich poczucie
          cierpienia wynika z poczucia bycia niekochanym przez matke/ojca. to
          jest bardzo czesty powod roznych naszych problemow psychicznych. i
          co, nadal utrzymujecie ze ten przypadek jak autorka listu jest taki
          osobliwy?? ja mysle ze mnostwo ludzi tak naprawde, w glebi serca
          czuje obojetnosc do wlasnych dzieci. to nie jest patologia tylko
          rzeczywistosc, jestesmy tylko ludzmi.
          • annubis74 Re: Nie wierzę... 06.08.09, 12:45
            jest też inny temat, bardziej tabu niż bezdzietność
            depresja poporodowa
            te wszystkie ckliwe historie o metafizycznych poradach, ekstazie
            karmienia piersią, gadanie z włąsnym brzuchem pitulenie o
            dzidziulkach, fasolkach itd. tylko wzmacnia w kobietach poczucie że
            z nimi coś nie tak... wg statystyk większość kobiet przeżywa
            etap "baby blues", u sporej części (nie pamiętam danych liczbowych)
            rozwija się depresja poporodowa, która może trwać latami i
            przybierać rózne formy
    • zdanka1 Re: Od tego jest matka, nie? 31.07.09, 15:29
      Hmmm...No cóz, do uczucia nikogo nie da się zmusic, sami siebie tez
      nie mozemy zmusic do miłosci - zadnej - bo to tak nie działa.

      A ci, którzy uwazają, z e to nieludzkie, nienturalne - sugeruję
      zastanowic sie czy pokochałybyscie tak naturalnie dziecko i
      absolutnie dziecko z gwałtu. Jakos watpię ...
      • annubis74 Re: Od tego jest matka, nie? 01.08.09, 22:07
        ale tu o gwałcie nic nie było
        poza tym akurat bezdzietność w Polsce nie jest karalna - a urodziłam
        dziecko w wieku 34 lat, jak ktoś mnie pytał czemu nie wcześniej,
        odpowiadałam "bo nie chciałam" linczu nie było
        • zdanka1 Re: Od tego jest matka, nie? 02.08.09, 10:09
          Za to bohateka dokonala gwaltu sama na sobie - zdecydowała sie na
          dziecko, nie chcąc go, dlatego, z e partner chciał mieć dziecko .
          Urodziła po prostu dziecko dla męzczyny. A potem partnerowi się
          odwidziało i zabrał manatki, rezultat chcenia przestał go obchodzić.
          No i są rezultaty.
          Mozna duzo mówić o ponoszeniu konsekwencji itp - ona ponosi, po
          prostu nie kocha i wcale mnie to nie dziwi zbytnio, tak się
          zazwyczaj kończy robienie czegoś wbrew sobie.

    • delorka-is-me Od tego jest matka, nie? 31.07.09, 16:38
      jestem czterdziestoletnią kobietą. po rozwodzie. częściowo zapewne
      też dlatego, że nie mamy/nie mieliśmy dzieci. nie myślę o nowym
      związku, ale o tym, że nie powinnam być "taka porządna". powinna
      wpaść, kiedy byłam młodsza nie dbając o zapewnienie wygodnego domu
      dla przyszłych pociech.
      nasze prawo nie pozwala, aby samotna kobieta oddała swoje dziecko
      inne samotnej kobiecie, uszczęśliwiając je obie jednocześnie.
      oczywiście,nie piszę tu o uczuciach dziecka. ale myślę, że oddane
      tuz po urodzeniu byłoby szczęśliwe, mając przy swoim boku kochającą
      i oddaną matkę nienaturalną.
    • a.z.pl Od tego jest matka, nie? 01.08.09, 23:37
      Myślę,że dla Twojej córeczki byłoby lepiej gdybyś ją jednak oddała, nawet
      teraz. Twoje podejście na dłuższą metę może wręcz zrujnować jej życie. Z
      Twojej relacji przebija taki chłód, że Twoja córka prawdopodobnie niebawem
      zorientuje się jak jest naprawdę. I zamiast tych zabawek i lekcji języków
      będzie wolała jedno szczere przytulenie. Którego Ty nie będziesz umiała i
      mogła jej dać.
    • kshak Od tego jest matka, nie? 07.08.09, 11:08
      dziękuję Ci za ten list...ja nie mam dziecka i mieć nie bedę. kiedy mówię, że
      będę posiadaczką kotów widzę uśmieszki na twarzach znajomych i rodziny. cały
      świat łącznie z moja mamą na czele czeka na małe,różowe,pachnące
      dzieciątko...bo przecież jesteśmy już 2 lata po ślubie, bo babcie, ciocie
      pomogą. a mnie ogarnia obrzydzenie na samą myśl o ciąży...mówisz o obcym w
      brzuchu a ja słyszę siebie. najgorsze są święta i życzenia tych wszystkich
      "życzliwych" babć o wnuka. mam nadzieję, że mój mąż nigdy nie postawi mnie pod
      ścianą i nie każe wybierać. on zna moją decyzję. pozdrawiam Cię i życzę dużo
      siły!!!
      • iza.legat2 Re: Od tego jest matka, nie? 09.08.09, 01:13
        ale nie oddawaj dziecka bo ktos złoży ci oferte...wiem jak to jest,
        ale Ona /ciebie kocha...
    • alurka Od tego jest matka, nie? 09.08.09, 13:39
      Ohyda! na serio....i mxymalna obluda.
      czemu masz jakies obiekcje,by oddac dziecko? ano dlatego bo co by
      ludzie powiedzieli.
      flaki sie wywracaja na taka hiokryzje!
    • bozenna73 Od tego jest matka, nie? 09.08.09, 18:33
      "Dziecko jest pergaminem szczelnie zapisanym drobnymi hieroglifami, których część tylko zdołasz odczytać, a niektóre potrafisz wytrzeć lub tylko zakreślić i własną wypełnić treścią."

      Janusz Korczak - Jak kochać dziecko.
      Ps. Mam nadzieję, że pewnego dnia pokochasz swoje dziecko.
    • ejtataga dobry psycholog czyni cuda. 10.08.09, 13:42
      Ten list jest przerazajacy, dlatego ze autorka ma powazne problemy ,
      ktore da sie rozwiazac. Jezeli dba o swoje dziecko, to dla swojego i
      jego dobra powinna zatroszczyc sie o wlasne zdrowie psychiczne. Jest
      to kwestia odpowiedzialnosci i zdrowego rozsadku. Nie moge zrozumiec
      dlaczego w Polsce odwiedzenie psychologa jest ostatnim pomyslem jaki
      ludziom do glowy przychodzi. Jezeli ktos ma astme to idzie do
      lekarza, to samo powinno dotyczyc problemow psychicznych. Dobry
      psycholog czyni cuda.
      Nie chodzi o to, zeby ta pani nagle zapalala ogromna miloscia do
      coreczki, ale zeby ktos jej pomogl jak poradzic sobie z zaistniala
      sytuacja w zdrowy sposob, wlasnie po to,zeby NIE wychowac kaleki
      emocjolanej, bo niby co dobrego z tego przyjdzie?
      zycie daje w kosc i czlowiek nie zawsze sobie moze z tym wszystkim
      sam poradzic i nie ma sie czego wstydzic!trzeba wziac sie w garsc i
      poszukac pomocy...tylko trzeba chciec.
    • malina510 Od tego jest matka, nie? 13.08.09, 22:27
      "Odsiaduję wyrok z nadzieją na przedterminowe zwolnienie za dobre
      sprawowanie" - czekasz aż umrze? To byłoby ok? woadnie pod samóchód
      i Cię uwolni? ktoś porwie? ucieknie?
      Współczuję Tobie, zrobiłaś najpodejszą rzecz na świecie, a chciałaś
      dobrze. Najbardziej współczuję Twojej córeczce, boy nigdy nie
      dowiedziała się o tym liście. dzieci mają prawo do miłości. rzuć
      tego faceta (chyba tego w głowie nie zrobiłaś), spójrz, co i kogo
      masz, naprawdę masz. Może, daj Boże, zdołasz pokochac o docenić.
      Pozdrawiam
    • olsza7 Idź do psychologa, oddaj do adopcji 22.08.09, 17:21
      Dobrze, że się o takich kwestiach mówi, bo osób w takiej sytuacji
      jest więcej.
      W kwestii praktycznej: Chyba prawo nie zabrania aby autorka listu na
      tym etapie oddała dziecko do adopcji?
      Ja bym najpierw skorzystała z pomocy psychologa, aby upewnić się, że
      negatywne uczucia, które kieruję do dziecka to rzeczywiście wynik
      braku miłości do niego.
      Jeśli po pracy z psychologiem okaże się, że to faktycznie dziecko
      jest problemem, i ona naprawdę go nie chce (co uważam za całkowicie
      realne, bo nie każdy człowiek ma zadatki na rodzica) wtedy należy
      zacząć szukać rodziny adopcyjnej z opcją adopcji otwartej, w końcu
      dziecko wie kim jest matka.
      Może się w trakcie terapii jednak okazać, że ona tak naprawdę kocha
      swoje dziecko, a problem leży gdzie indziej.
      Od siebie dodam też, że presja osób najbliższych, jak mąż, rodzice,
      przyjaciele może być przytłaczająca, szczególnie dla młodej osoby i
      nie wolno obarczać jej całkowitą odpowiedzialnością za nietrafną
      decyzję. Bezgraniczna, automatyczna miłość do urodzonego przez
      siebie dziecka też nie trafia się każdej kobiecie. Czasem potrzeba
      dużo czasu aby relację z dzieckiem rozwinąć. Czasem to w ogóle się
      nie udaje. Każda relacja dziecko-matka jest inna.
      Życzę autorce listu i innym osobom w podobnej sytuacji, aby
      odnalazły spokój ducha i właściwą dla swojej natury drogę.
    • mru-uu Od tego jest matka, nie? 20.09.09, 14:37
      Jestem synem matki podobnej do Pani. Też z pozoru było wszystko ok. Zawsze
      zadbany, zajęcia dodatkowe, trochę poświęcenia.
      I brak miłości, brak więzi. Czytając Pani list, jakbym cofał się do swego
      dzieciństwa.
      Efekt: w dorosłym życiu nieumiejętność stworzenia prawdziwej więzi z drugim
      człowiekiem, głębokie zaburzenia emocjonalne, leczenie, depresja i lata
      psychoterapii. Dopiero tam nauczyłem się, jak dalej żyć dźwigając na plecach
      bagaż niekochanego dziecka.
      Matce nie wybaczę nigdy. Nigdy nie dopuszczę jej do siebie - a okazało się, że
      jestem ciekawym człowiekiem, ktory ma sporo do dania. Nie ufam jej nadal, tak
      jak nie ufałem do pewnego momentu nikomu. Bo jak tu ufać komukolwiek, jeśli
      własna matka cię nie kocha, może nie chce? Ciężko mi budować rodzinę, mając
      tak fatalny wzór z domu.
      Pani córeczce głęboko współczuję. Może w życiu czeka ją prawdziwe piekło? Jak
      mnie? Tyle rzeczy w Pani jest podobnych do mojej matki.
      Z takiego domu człowiek już na zawsze pozostaje okaleczony.
    • delphine85 a gdy by się swego czasu nie zdecydowała? 28.09.09, 12:56
      A gdyby te pare lat temu nie zdecydowała się na zajście w ciążę? Do dziś słuchałaby babć, cioć, rodziny dalszej, bliższej, znajomych - rzucających przy każdej okazji hasła, że w końcu powinna się zdecydować, że zegar tyka, że czas na dziecko, że przekona się po porodzie, że dziecko to najlepsze co może się przytrafić w życiu, że każda kobieta realizuje się jako matka. I wszystkie wiedziałyby lepiej od niej jak powinna ułożyć swoje życie. Bo skoro one urodziły - to każda inna też musi. A ona zdecydowała sie na dziecko, trochę dla świętego spokoju od babć, cioć, mamuś - trochę dla mężczyzny, którego kochała i któremu na tym dziecku zależało, trochę chyba dla siebie - po praniu mózgu "zobaczysz że będzie tak jak mówimy, ty nie masz racji".
      I tutaj niespodzianka - babcie, ciocie racji nie miały, nie pokochała. I w związku z tym znowu gromy (tym razem tuta) z każdej strony, że jaka wstrętna kobieta, że jak można nie kochać swojego dziecka, że zwyrodnialec, psychiczna. Jasne, z perspektywy czasu wiadomo, że lepiej było nie rodzić. Ale jak o tym przekonać wszystkie te, które "lepiej wiedzą"? Jak przekonać samą siebie, gdy wszyscy dookoła nie pozwalają samej myśleć, samej podejmować decyzji o sobie?

      Każdy wybór autorki listu był złym wyborem. Bardzo jej współczuję, że poświęciła się dla kogoś, dla kogo nie warto było się poświęcić i ponosi tego konsekwencje. Ona - i to dziecko. Którego być może już wcale nie pokocha, bo to trochę tak, jakby w domu postawili przed Wami człowieka, którego w domu nie chcieliście i nakazali "masz, kochaj go, natychmiast". Można próbować, może się udać, nie musi.

      Taka nasza paskudna mentalność decydowania za innych o ich szczęściu :/
    • dantishcum Re: Od tego jest matka, nie? 30.09.09, 11:17
      O tym liscie slyszalam juz wczesniej . Dzis go przeczytalam.
      Jakkolwiek by oceniac relacje Twoje z corka, mysle,ze aby napisac
      taki list trzeba miec wiele odwagi. Nawet przed samym soba.
    • pies74 Od tego jest matka, nie? 16.04.10, 11:31
      Bardzo smutna historia, w 100% Cię rozumiem. Podobną sytuację sama
      przeżyłam, tylko jak zaczęła się 'zmiana frontu' ze strony partnera, po
      prostu poprosiłam, żeby się wyprowadził. Dzisiaj ma dziecko z inną
      kobietą. Nie uszczęśliwiło go to wcale, chciał tylko mieć to, co inni
      mają. Dzieckiem zajmuje się żona, on głównie się upija. To piekło mogło
      być moim udziałem, ale w ostatniej chwili podjęłam decyzję, żeby się
      ratować i okazała się słuszna.
      • vento_p Re: Od tego jest matka, nie? 16.04.10, 13:10
        hmm, kaleka emocjonalna- jak wychowali ją rodzice? czy naprawdę
        uważacie, że to defekt na który nic nie można poradzić? Zrzucanie
        odpowiedzialności - jego dziecko , on mnie zwiódł. Skrajnie
        niedojrzałe. I teraz niedojrzale ubolewam nad sobą jakie mam Ja
        beznadziejne życie. Popatrz na swoje dziecko i zastanów się co
        możesz zrobić, żeby nie było takie jak ty.Idź do psychologa, nie
        wiem szukaj rozwiązania. Szkoda dziecka - ciebie nie. Ty masz wybór
        ono nie.
    • pj.pj Re: Od tego jest matka, nie? 18.06.10, 00:19
      cytrynka3 napisała:

      Życzę Ci abyś pokochała swoją córeczkę i aby Wasze
      > wspólne życie było nie tylko z obowiązku ale i z wyboru.

      A dlaczego, mamo trójki dzieci, nie potrafisz życzyć autorce listu, żeby
      znalazła dobrą rodzinę dla swojej córki, i ułożyła sobie życie tak jak chce?
      Myślę, że takie rozwiązanie byłoby lepsze, bo Ty chcesz, żeby autorka listu się
      zmieniła ze względu na dziecko, a nie pozostała sobą. Nie każdy realizuje się w
      byciu rodzicem i życzenie wszystkim, żeby tak było, jest swoistym egoizmem.
    • betahcg Od tego jest matka, nie? 11.03.11, 23:40
      A ja Cię rozumiem. Dzieci to pasożyty. Mam dwoje: 2 i 6 lat i też jestem z nimi sama. Nienawidzę gadania o "fasolkach" w brzuchu i że dzieci się kocha już w łonie. Ja nie byłam pewna czy kiedykolwiek pokocham drugiego syna, bo jego ojciec opuścił mnie jak byłam w 3 miesiącu ciąży, za co go znienawidziłam. Jak mogłam pokochać coś, co od niego pochodzi? Na szczęście się udało pokochać, ale mimo wszystko traktuję synów ich jak intruzów. Czasem warczę jak suka, której szczeniaki włażą na głowę. Zwłaszcza kiedy próbuję się uczyć, czy poczytać coś dla przyjemności, a oni mają akurat tysiąc przeróżnych żądań.
Pełna wersja