chiyo28
14.12.09, 21:08
spokojnie miałam na myśli koniec tych starań naturalnych. zaliczyłam
w ciągu popołudnia 2 ginów. tego od monitoringu i tego w klinice
niepłodności.
Obaj zgodnie stwierdzili, ze pecherzyk pękł w sobote.
Gin od monitoringu powiedział, ze u mnie jest cudnie i życzy nam
powodzenia w klinice, bo on cykl wymonitorował i wsio jest u mnie
ok.
Gin z kiliniki niepłodności pobrał wymazy, usiedlismy i sie
zaczelo...
przejrzał badania jeszcze raz i nakreślil kolene etapy, których było
az 2.
PLAN mojego gina od niepłodności:
ok 21.12. zadzwonic po wyniki badan.
Jesli bedą ok to:
- czekać na miesiaczke - jesli nie przyjdzie, to zrobic test ( jak
bedą 2 kreski tzn, ze jestem w ciąży :D
- jeśli @ sie zjawi zadzwonic do niego i pomiedzy 1 a 5 dniem cyklu
spotykamy sie i zaczynamy stymulacje do inseminacji... po drodze
zrobimy drożność i drożność byłaby w tym samym cyklu, co inseminacja.
tak wiec ta inseminacja spadła na nas jak grom z jasnego nieba, bo
myślelismy, ze to dopiero gdzies w lutym... ale juz 4 ginów nie mówi
o niczym innym niz inseminacja, wiec chyba te nasze nasionka
kiepskie są i już :(
wniosek: chciałabym i boję się, ale klamka zapadła i nie ma odwrotu.