Dodaj do ulubionych

pierwsza inseminacja ...

26.12.09, 10:13

jeśli ktoś miałby ochotę tu zaglądać i mi kibicować, to zapraszam.
28.12. mam wizyte w klinice i wtedy zaczynamy stymulacje.
1 IUI ma wypaść gdzies w 1 połowie stycznia.
Denerwuje sie troche, ale małz mnie dzielnie wspiera. Nie nastawiam
sie zbytnio na sukces za 1 razem, ale tez nie ukrywam, ze w
podświadomości tli sie nadzieja, ze moze jednak...
W tym samym cyklu, co IUI mam tez miec badana drożność. Podobno
drożność w tym samym cyklu, co IUI, dodaje troszke szans na
powodzenie.
Jedynym pozytywnym aspektem jest to, ze mamy 10% szans na
bliźnięta :)
i wcale byśmy sie nie pogniewali za taki wynik :)
Obserwuj wątek
      • chiyo28 Re: pierwsza inseminacja ... 28.12.09, 20:53

        sprawy mają się tak...
        od jutra, czyli od 3 dc dostałam stymulacje CLO. mam brac po 1 tab
        na noc przez 5 dni.
        6 stycznia (niestety dopiero wtedy byl termin) mam miec badaną
        drożność.
        Lekarz powiedział, ze jeśli śluzówka zdązy sie odbudować po badaniu
        drożności, to IUI bedzie jeszcze w tym cyklu. Ale jesli nie bedzie
        wyglądała dobrze, to IUI przesuniemy na nastepny cykl :(
        Niby mówi rozsądnie, ale ja juz sie psychicznie nastawiłam na ten
        cykl.

        Jedyne pocieszenie, to, ze dostałam dzis wyniki cytologii i mam
        gr I - prawie jak dziewica :D
              • chiyo28 Re: wielkie nadzieje... 06.01.10, 14:44


                już po :) troszkę bolało, ale da się przeżyć. Zabieg nie trwa długo.
                Oba jajowody mam ślicznie drożne :) Jama macicy prawidłowa.
                Do tego po CLO urósł piękny pęcherzyk - 11 dc - 24 mm.

                W związku z tym, ze pęcherzyk już duży, lekarz kazał się przytulać
                jutro i pojutrze. Mówi, ze może nam sie uda, bo jajowody są drożne,
                przepłukane. Jeśli nie, to od 1 dnia cyklu na nowo, zgłosić się po
                CLO i wtedy inseminacja.

                Tak więc żyję wielkimi nadziejami w tym cyklu...
                            • naftalka5 Re: wielkie nadzieje... 06.01.10, 16:35
                              Ja to mam to w sumie w doopie. Chyba ze któraś za dużo zdrobnień
                              użyje w jednym zdaniu to wtedy mi sie niedobrze robi :P
                              Coś jak: jestem po staranakch, była owulka i mam nadzieję na
                              fasolinkę :D
                              • smallcloud Re: wielkie nadzieje... 06.01.10, 16:40
                                W twoim zdaniu (zdanku, przepraszam) zabraklo mi jeszcze tempki :D

                                Dobra koniec z tym bo Gosia strzeli focha ze jej zasmiecamy jej
                                wlasny osobisty watek.
                                Gosia zmolestuj chłopa. trzymam kciuki :)
                                • chiyo28 Re: wielkie nadzieje... 06.01.10, 20:58

                                  nie no ja zdecydowanie sie nie boje słowa sex. używam go zamiennie.
                                  i dzisiaj akurat tak wyszło :D
                                  poprawiam sie-
                                  sex prokrecyjny ( bo przyjemność chyba bedzie na tym obolałym
                                  jajomacicowodzie średnia) odbędzie się jutro i pojutrze.
                                  Romashka od razu odpowiadam na Twoje pytanie z innego forum, bo
                                  wiesz, ze mi net kiepsko w domu działa :D
                                  Dobrze zrozumiałaś - IUI juz w tym cyklu nie bedzie, bo po
                                  stymulacji bardzo szybko mi pęcherzyk urósł. Gin mówi, ze musiałaby
                                  IUI być jutro, a dzien po badaniu drożności różnie moze byc ze
                                  śluzówka.
                                  Dlatego przełożone na nast cykl, a w tym naturalnie.
                                  Z tego wszystkiego zapomniałam go poprosic o duphaston na ten mój
                                  kiepski progesteron. pójde pojutreze do mojego lokalnego gina
                                  zobaczyc na USG czy pecherzyk pekl i poprosze o duphaston.
                                        • chiyo28 Re: wielkie nadzieje... 26.01.10, 13:39

                                          jutro 1 wizyta i mam dostac coś do stymulacji. pewno CLO.
                                          Czekałam z utesknieniem, a teraz jest mi tak strasznie smutno.
                                          Starać sie naturalnie jakoś łatwiej było. Jak sobie pomyśle, jak to
                                          teraz bedzie wyglądać, to na płacz mi sie zbiera.
                                          Jeszcze, żeby mi ktoś dał gwarancję, że sie uda... ale niestety
                                          trzeba próbowac i czekać. Jakoś nie mogę sobie miejsca znaleźć :(
                                          • smallcloud Re: wielkie nadzieje... 26.01.10, 13:46
                                            Gosia - a jest szansa aby sie wyrwac tylko we dwojke na okres staran?

                                            Mysle ze zmiana otoczenia moglaby wam troche pomoc w tym aby nie
                                            traktowac tego mechanicznie.

                                            Bedzie dobrze. Ja tam wierze w to. Trzymaj sie ciepło.
                                            • chiyo28 Re: wielkie nadzieje... 26.01.10, 14:05

                                              smallcloud czego my juz nie robiliśmy. Jakbyś poczytała na
                                              zawieszonych sporo wstecz, to byś widziała ile mieliśmy wspólnych
                                              wyjazdów. tak na szybko powiem tylko, że były super luzackie wczasy
                                              na wyspach kanaryjskich, super luzackie wczasy w Tunezji, wyjazd w
                                              góry na Słowację, wyjazd nad morze do Gdańska , romantyczne weekendy
                                              w Krakowie (teatr, kolacja ze świecami i apartament w hotelu)...

                                              Naprawdę wydaliśmy na to mnóstwo kasy i dupa...

                                              Dlatego histerii dostaje jak ktoś pisze, że trzeba zluzować. My
                                              naprawde przez 1 pół roku staraliśmy sie bez ciśnienia, bo przeiez
                                              juz mamy dzieci. Wtedy własnie było przyjemnie i romantycznie, ale
                                              jak widac nie pomogło.
                                              Psa tez sobie kupiłam szczeniaka, tez nie pomogło.
                                              • smallcloud Re: wielkie nadzieje... 26.01.10, 14:22
                                                Nie nie nie - Gosia zle mnei zrozumialas.
                                                Nie napisalam wyluzuj to si euda.
                                                Napisalas wczesniej ze jak pomyslisz o tym ze nie bedzie juz
                                                naturalnie, ze na akord to Ci sie odechciewa. Dlatego pomyslalam o
                                                zmianie miejsca "akcji"
                                                No chyba ze zle cos zrozumialam. Aczkolwiek nie chodzilo mi o
                                                wyluzowanie tylko o zmiane trybu dnia chociaz na tydzien.
                                                I nie zaluj wspolnych wyjazdow, zawsze to zbliza ludzi, nawet jesli
                                                w walce prokreacja macie 0:1
                                                • chiyo28 Re: wielkie nadzieje... 26.01.10, 14:51

                                                  dzięki za kciuki :) mozemy sie starać naturalnie, ale to nic nie da.
                                                  my sex na bieżaco uprawiamy, taki niestaraniowy.

                                                  smallcloud, ja to tak ogólnie napisałam. tzn zaczelam od wyjazdów,
                                                  ale dorzuciłam tez o wyluzowaniu, bo dopiero niedawno ktos inny
                                                  pisał, ze to działa cuda.

                                                  wogóle ostatnio mnie coś napadło, boli mnie jajnik odkąd @ dostałam
                                                  i wogóle jestem tak zła, że chyba te ferie jak najszybciej muszą
                                                  być, żebym wyjechała daleko i uspokoiła sie jak wrócę.
                                            • az-82 Re: wielkie nadzieje... 26.01.10, 14:05
                                              Gosiu, ale chyba wolno wam się normalnie starać też, czy macie zakaz?
                                              Jeśli wam wolno, to jak będziecie to robić, to potem nawet nie będziesz miała pewności, że dziecko z inseminacji.
                                              No i trzymam kciuki, żeby to był już wasz ostatni miesiąc starań. Potem, jak już będziesz w ciąży, to nie będzie takie ważne, jak to się stało.
                                              Trzymaj się!
                                              • ursgmo Re: wielkie nadzieje... 26.01.10, 15:53

                                                czytałam artykuł o medycznym uzasadnienu wyluzowania i trochę on do
                                                mnie przemawia , w skrócie :
                                                jeśli kobiecie bardzo zależy -> stresuje się , stres uwalnia hormon
                                                który przeciwdziała zagnieżdżeniu się zarodka , chroniąc przed
                                                powstaniem nowego życia w momencie zagrożenia ( a tak organizm
                                                odbiera stres)
                                                do czego zmierzam , myślę że niezależnie od metody poczęcia potrzeba
                                                jest odrobiny spokoju i wyciszenia aby pozwolić organizmowi
                                                zaakceptować nowe , bądź co bądź w 50 % obce życie
                                                dlatego Gosiu może nie tego znienawidzonego luzu Ci potrzeba bo tego
                                                sama wiem że ot tak się nie da "wziąś " i mieć , ale może jakiejś
                                                wiary że każda inseminacja może być tą która da Ci upragnione
                                                dziecko , nawet jeśli nie będzie to ta pierwsza i że to tyko kwestia
                                                czasu bo na 100% dziecko mieć będziesz !
                                                teraz myślę że moje dwie ciąże biochemiczne wystąpiły w momencie
                                                największych stresów : po 1 miesiącu starań kiedy najbardziej
                                                oczekiwałam że coś z tego wyjdzie i będzie bobas wiosenny, i po
                                                listopadzie kiedy to był ostatni miesiąc dający mi dziecko w jeszcze
                                                letnim okresie o którym marzyłam
                                                a pary adoptujące ?? jak często się zdarza że adoptują dziecko a
                                                zaraz potem jest ciąza ? u mojego ojca w rodzinie małżeństwo
                                                adoptowało chłopca i zaraz potem doczekali się córki , a mówili im
                                                że to naturalnie niemożliwe ........
                                                • miska83 Re: wielkie nadzieje... 26.01.10, 18:43
                                                  tez mysle ze cos w tym jest...ze organizm sie broni jesli jest zbyt
                                                  duzy stres i nie pozwala na zagniezdzenie.wiem ze nie jest to takie
                                                  latwe bo sama do tej pory sobie wytlumaczyc tego nie moge i wrzucic
                                                  na luz nie moge ale za kazdym razem sie staram...niewazne w jaki
                                                  sposob uda ci sie zajsc w ciaze wane by sie udalo.rozumiem ze dosc
                                                  nieciekawe moze byc cala to podejscie i otoczka ktora towarzyszy
                                                  inseminacji ale jak to ktos wiczesniej pisal -jesli mozecie w miedzy
                                                  czasie sie naturalnie starac to dzaialjcie a jak sie uda to nie
                                                  zastanawiaj sie czy udalos ie naturalnie czy nie.bo moze wlasnie uda
                                                  sie troche z dystansem podejsc do tego i uda sie dzieki temu
                                                  naturalnie mimo ze inseminacja bedzie miala miejsce?? cos jest w tym
                                                  ze ludzi ktorzy decyduja sie na adopcje nagle okazuje sie ze jednak
                                                  zachodza w ciaze...
                                                  mocno trzymam kciuki zebys nie odbierala negatywnie tej calej
                                                  sytuacji i zebys ie udalo.daj znac jak tam po wizycie.
                                                  • zaba_i_kijanka Re: wielkie nadzieje... 26.01.10, 19:23
                                                    Gosia może po samej inseminacji jak będziesz mogła to idźcie sobie
                                                    wspólnie na kolacjię lub do kina albo zróbcie coś razem co obije
                                                    lubićie, w jakiś sposób rozumiem bo mi było cięzkawo przy
                                                    monitoringu, jakieś cztery dni abstynęcij a potem na ura trzy razy
                                                    dziennie albo częściej i tak przez kilka dni w którymś momęcie
                                                    pomyślaąłm że kolejnego takiego cyklu nie przetrwam, i tak dobrze że
                                                    trafił nam się 11,11
                                                    Powodzenia oby się udało odrazu
                                                  • chiyo28 Re: wielkie nadzieje... 26.01.10, 22:42

                                                    miska chyba TY jedna mnie zrozumiałaś. właśnie o tę otoczkę chodzi.
                                                    stresuje mnie najbardziej to, że mój mąż będzie sie tam musiał
                                                    postarać, a ja mu w tym pomóc, żeby coś trafiło do tego cholernego
                                                    kubka.

                                                    co do stresu, to ja w to nie wierze. Ulu piszesz, ze przeszkadza w
                                                    rawidłowym zagniezdzeniu zarodka... tylko, ze w takich przypadkach
                                                    jak mój nie powstają żadne zarodki. W necie malo jest informacji na
                                                    temat nie upłynniania się nasienia.
                                                    Chyba nawet nigdy nie pisałam na tym forum, gdzie tak naprawdę jest
                                                    problem. Zeby była jasność sytuacji, to:
                                                    przez pierwsze 6 miesiecy staraliśmy się kompletnie na luzie
                                                    przeciez mamy 2 dzieci). Po tym czasie już wiedziałam, ze coś jest
                                                    nie tak. Zaczęłam od siebie. Jednak majac komplet dobrych badań,
                                                    przebadał sie mąż i tu wyszedł problem
                                                    Nasienie sie nie upłynnia, dodatkowo wystepuje aglutynacja, a
                                                    ruchliwość też nie jest zbyt dobra.
                                                    Taki wynik naprawde przekreśla naturalną ciążę. Powiedziało nam to 4
                                                    lekarzy.
                                                    Najprościej rzecz ujmując sperma nie przechodzi z gęstej
                                                    konsystencji w płynną i plemniki wogóle się nie uwalniają. nie mogą
                                                    nawet wejść do jajowodów, bo w tej gęstej spermie utykają, a ze
                                                    jeszcze sa kiepsko ruchliwe, to juz wogóle nie ma o czym mówić.
                                                    Jedyne wyjście to IUI.

                                                    Inna sprawa to jak zachodza w ciążę kobiety gwalcone, które chyba
                                                    mają mega poziom stresu...

                                                    Owszem czytałam, że stres może powodować blokadę owulacji, ale
                                                    akurat to mnie nie dotyczy :)

                                                    Nie stresuje sie faktem IUI, tylko samą stroną techniczną i tym jak
                                                    to się wszystko odbywa. Nie wiem, moze mi przejdzie po 1 razie...

                                                    OK, już Wam nie marudze, ide na sex ;)
                                                  • miska83 Re: wielkie nadzieje... 26.01.10, 23:33
                                                    no tak myslalam ze techniczna strona cie stresuje,nieprzyjemnie sie
                                                    o niej mysli...ale tlumacz sobie to tak...jedyna szansa zeby miec
                                                    dziecko wiec trzeba sie tego podjac bo przeciez pragniecie miec
                                                    kolejne dziecko i tak naprawde nie wazne jak do tego dojdzie wazne
                                                    ze bedzie! wy dacie mu milosc niesamowita i ono wam da jeszcze
                                                    wieksza bezwarunkowa:) a o technicznej stronie...zapomnisz szybko
                                                    jak o porodzie-bedzie sie liczyc tylko to ze jest maluszek a cala
                                                    reszta idzie w niepamiec:)
                                                    trzymam bardzo mocno za Was kciuki! jakos tak bardzo staram sie
                                                    sledzic co tam u was i paru jeszcze innych weteranek ktore znam
                                                    jeszcze z innych "miejsc" i wlasnie tej grupie najbardziej kibicuje
                                                    bo kurde blade no! wam sie to nalezy w pierwszej kolejnosci i tyle:)
                                                  • ursgmo Re: wielkie nadzieje... 27.01.10, 08:22
                                                    Gosiu ja tez zrozumiałam że chodzi o tę otoczkę , ale padło tam o
                                                    luzie to się uczepiłam , ostatnio o tym czytałam i się mi
                                                    przypomniało , no :-) chciałam poprostu żebyś bardzo się postarała
                                                    troszkę wyciszyć ? dla dobra całej "operacji" bo bardzo trzymam za
                                                    Was kciuki !
                                                    chodziło o czas kiedy po inseminacji dojdzie już do zapłodnienia ,
                                                    żeby stres wtedy nie zakłócił zagnieżdżenia
                                                    wiem że trudno wytłumaczyć sytuacje np. gwałtu ,pojęcia nie mam co
                                                    wtedy działa ,w jakimś artykule przeciw tezie o wyluzowaniu
                                                    przytaczano jeszcze obozy koncetracyjne gdzie wogóle o luz było
                                                    trudno a dzieci się rodziły .......
                                                    mam za soba rozmowę z mężem na temat całej otoczki , wiem jak w nim
                                                    wzbudzała przerażenie myśl o tym miejscu gdzie trzeba by się udac ,
                                                    o samym fakcie zmuszenia się do oddania nasienia , kiedy wszyscy
                                                    wiedzą co robisz myślę że większość facetów myśli o tym podobnie
                                                    rozumiem że te mechaniczne podejście nie ma za grosz romantyzmu ,
                                                    ale jak zobaczysz II kreski jestem pewna że nie będzie to już miało
                                                    żadnego znaczenia
                                                    może jak dziewczyny radzą coś romantycznego "po" ?
                                                  • kfiatuszek80 Re: wielkie nadzieje... 27.01.10, 10:36
                                                    Gosia bedzie dobrze,mnie sobie siebie i męża tez ciężko wyobrazić w
                                                    takiej sytuacji.Oby tylko nie było nam dane przez to przechodzić.za
                                                    was trzymam kciuki.jestes już tak blisko wymarzonego celu.Trzymaj
                                                    się :*
                                                  • chiyo28 Re: wielkie nadzieje... 27.01.10, 11:22

                                                    dzięki laski :) juz mi troche lepiej. dzisiaj było ekspresowo. gin
                                                    zrobił USG, zapisał CLO i zaprosił na podglądanie jajeczek w
                                                    poniedziałek. Tak wiec do poniedziałku nic nowego sie nie wydarzy...
                                                  • chiyo28 po wizycie 01.02.10, 21:23

                                                    Pęcherzyk urósł jeden, ale ładny - ma 21 mm.
                                                    Mam sobie dzisiaj o 23 zrobić zastrzyk z Ovitrelle w brzuch (Boże
                                                    jak ja się boję, ale przecież chyba sobie nie zrobię krzywdy. Mąż
                                                    obiecał pomóc ;)
                                                    I we środę o 10:50 ruszamy z IUI.
                                                  • miska83 Re: po wizycie 01.02.10, 21:37
                                                    dasz rade! krzywdy mysle ze nie zrobisz:) jakby tak latwo bylo sobie
                                                    ja zrobic to by pielegniarka musiala robic ten zastrzyk:) baaardzo
                                                    mocno trzymam kciuki! mysl o czyms przyjemnym:) bedzie dobrze! raz
                                                    dwa w srode bedzie po wszystkim a potem ferie i odpoczynek!
                                                  • zaba_i_kijanka Re: po wizycie 01.02.10, 21:50
                                                    POdziwiam za ten zastrzyk że sama bedziesz robić, miałam robiony nic
                                                    nieboli i dla normalnego człowieka jest do zrobienia
                                                    tylko że ja się boje igły wbijać, raz kiedyś męża miałam szczepić,
                                                    zrobiłam się prześwitująco fioletowa i mąż się sam zaszczepił :)
                                                    Dasz sobie radę, wielu ludzi zastrzyki robi sobie osobiście, i mocno
                                                    zaczynam trzymać kciuki za środę i za to co będzie się działo potem
                                                    powiem szczeże że przed wyjazdem możesz już sobie betę zrobić
                                                  • kola-dka Re: po wizycie 02.02.10, 09:44
                                                    Gosik i jak? Zrobilas sama zastrzyk czy mąz pomógl? Dla mnie najgorsze w tym
                                                    wszystkim jest samej sobie wkłuwac igle w brzuch. LAtem musialam przyjac 40
                                                    zastrzykow przeciwzakrzepowych w brzuch- wolalam zeby robil maz chociaz po
                                                    kazdym zastrzyku zostawal siniol. JAk zrobilas sama to wielki szacun :)
                                                  • miska83 Re: po wizycie 02.02.10, 11:25
                                                    najwazniejsze ze zrobiony!!
                                                    ja mocno trzymam jutro z rana za ciebie kciuki a ty trzymaj po
                                                    16...usuwam 8... mysliscie ze test z czuloscia 10 robiony na 2-3 dni
                                                    przed terminem miesiaczki pokazalby ewentyalna ciaze? nie staralismy
                                                    sie ale jedyna "antykoncepcja" to przerywany.watpie zebym wpadla bo
                                                    tak sie "zabiezpieczamy od 7 lat i wpadki nie bylo ale tak na
                                                    wszelki wypadek postanowilam jutro rano zrobic test przed tym
                                                    wyrywaniem bo pewnie mocne leki dostane...
                                                    bede pamietac jutro o tobie:)
                                                  • ursgmo Re: po wizycie 02.02.10, 12:29
                                                    Gosiu ale szybko zleciało i to już jutro !
                                                    będę myślami z Tobą i oczywiście trzymam kciuki !
                                                    za zastrzyk podziwiam nie wiem czy byłabym zdolna :/
                                                  • chiyo28 Re: po wizycie 02.02.10, 12:35

                                                    Ula dałabyś radę ;)
                                                    miska - chyba juz wole moja inseminacje od Twojego wyrywania zęba :)
                                                    bede chuchac w kciuki, zeby Cie nie bolało. ja własnie w zeszłym
                                                    tygodniu zakończyłam leczenie wszystkich zębów i jeszcze mi pan
                                                    doktor ładnie kamień wyczyścił :)
                                                  • chiyo28 Re: po wizycie 03.02.10, 21:38

                                                    dziekuje za kciuczenie :)
                                                    dopiero niedawno wróciłam, wiec jutro sie dopisze na reszte watków.
                                                    w skrocie bylo tak.
                                                    najpierw zaliczylismy szok - pod gabinetem usg pelno par. w sumie
                                                    bylo nas 11, ale do IUI zakwalifikowalo sie 9. to i tak duzo.
                                                    strasznie na poczatku sie kazdy stresowal. jak obejrzalam tych
                                                    cudzych facetów, to stwierdzilam, ze mój najlepszy i lepiej, zeby
                                                    sie nie pomylili inseminujac mnie jakas inna fiolką ;)
                                                    na USG wyszlo, ze pecherzyk nie pekł - ovitrelle mialam 36 h
                                                    wczesniej, wiec wisial na wlosku. endo podroslo na 9 mm. na
                                                    Pózniej maz poszed do pokoju pietro nizej, sam, bo kazdy facet sam
                                                    schodzil i stwierdzilismy, ze on tez sam pójdzie.
                                                    Stresowal sie strasznie, ale jakos poszlo.
                                                    Później doktor inseminowal na 2 gabinety, bo tyle ludzi bylo, wiec
                                                    położne przygotowywaly pacjentki, karty i "materiał, a on tylko
                                                    wchodzil , robil robote i do nastepnego gabinetu. kazda musiala 10
                                                    minut po lezec, wiec troche zeszlo.
                                                    moja IUI byla o 14, a pecherzyk pękł mi gdzies ok 17-18. Ból zaczal
                                                    mi sie gdzies z godzine po IUI i trwal kilka godzin. teraz ustąpił,
                                                    wiec jestem nna 99% pewna , ze pecherzyk pekł. Zawsze w owu mam taki
                                                    ból. Jeśli chłopaki się dobrze spiszą, to teoretycznie mamy warunki
                                                    idealne... ale teoretycznie, to ja juz dawno powinnam była urodzić...
                                                  • naftalka5 Re: po wizycie 04.02.10, 07:49
                                                    Gosia super że Wy również zostaliście zakwalifikowani. Męża masz
                                                    super, nie jeden by się na to nie odważył.
                                                    No to co, teraz przez kolejne 2tyg kciuki mocno zaciśnięte :)
                                                  • az-82 Re: po wizycie 04.02.10, 08:13
                                                    Gosiu, super, że macie to za sobą. Tak jak Natalia napisała, dobrze, że się udało i was zakwalifikowali. No i mąż się spisał! :)
                                                    Teraz najgorsze to czekanie, ale jestem pewna, że tym razem będzie na co :).
                                                    Trzymam dalej kciuki, żeby były dwie krechy.
                                                  • miska83 Re: po wizycie 04.02.10, 10:13
                                                    no to widze ze chyba nie bylo az tak zle jak sadzilas ze bedzie?? ta
                                                    otoczka chyba az tak beznadziejna nie byala? poza tym jest bardzo
                                                    duza szansa ze sie uda wiec to chyba wszystko wynagradza:)
                                                    zdecydowanie po twoim opisie woalalabym byc wczoraj na inseminacji
                                                    niz na tym rwaniu...:( tragedia! przy zabiegu nic nie bolalo -
                                                    doplacilam za lepsze znieczulenie,lepsze nici do szycia...ale jak
                                                    znieczulenie przestalo dzialac to wylam z bolu;/ dzis z tej strony
                                                    jetem jak chomik....jutro ponoc ma byc jeszcze mocniej spuchniete;/
                                                    ciagle na przeciwbolowych bo inaczej rycze z bolu:( rozmawialam z
                                                    lek jak do pon nie przejdzie taki bol tzn ze sie zrobil suchodol i
                                                    bedzie nieciekawie....chyba znowu starania trzeba bedzie przelozyc a
                                                    ja juz myslalam ze za pare dni bede sie starac:( ale mam
                                                    dola...jestem obolola i nie wiadomo jak z tymi staraniami:(:(

                                                    ale bardzo sie ciesze ze wam poszlo tak sprawnie i ze sie udalo to
                                                    wczoraj zalatwic:) juz jest po wszystkim! bede pamietac tobie,
                                                    wspomne slowko "do tego na gorze":) by tym razem sie udalo
                                                  • miska83 Re: po wizycie 04.02.10, 11:01
                                                    dzieki.
                                                    przepraszam ze na twoim watku wyzalilam sie ...ale czuje sie tak do
                                                    bani....juz ten bol tak bardzo mnie nie dluje jak mozliwosc tego
                                                    suchodolu i fakt ze siepewnie skonczy na jakims dodatkowym leczeniu
                                                    i luty przepadnie mi kolo nosa...
                                                    co do twoich staran...wierze ze sie uda:)! i trzymam bite 2 tyg
                                                    kciuki:) kiedy ty bedziesz wyjezdzac i ewentyalnie testowac przed
                                                    wyjazdem?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka