Dodaj do ulubionych

Pecha mam albo inne fatum...

04.05.10, 18:12
Pozwoliłam sobie załozyc na ta okolicznosc watek bo długa to
historia.

Mam pecha, autentycznie od jakiś dwóch miesięcy nie opuszcza mnie
jakieś fatum, podcina skrzydła, frustruje, dokłada stresu,
zrezygnowania i apatii.

Zaczeło się od samochodu. Jedna naprawa potem druga w końcu za
trzecią wyszło że sprzegło ze od razu to sprzegłó a nie hydraulika,
czy pompa czy coś jeszcze - wowczas bylismy w plecy 2 tys. na
naprawy.

Potem nasi najemcy powiedzieli że sie wyprowadzaja - kolejne 2 tys w
plecy bo sami mamy dołożyc do raty kredytowej. Nie bede oryginalna,
i żadna to tajemnica jeśli napiszę że z kasy za wynajem 3/4 szło na
rate kredytową.

Po drodze spierdzielił się domofon, zgubiliśmy klucze, coś tam z
elektryką pierdykneło w hacie, nagle tez po dwóch latach
przypomniała sobie o nas gazownia dorzucając nam niezły rachunek - i
znow w plecy 2 tys.

Jestem zapożyczona w firmie...

Potem okazało się że kluska może mieć wade serca.... Kolejny stres,
moje "walenie głową w ściane"..

Kiedy samochod w końcu był na chodzie, a my znaleźliśmy szczesliwie
najemców na nowe mieszkanie i myśleliśmy że już koniec "atrakcji"
przytrafiła się kolejna apokalipsa..

Wczoraj rano dostajemy telefon od najemców co to dosłownie dwa dni
mieszkają, że z rury pod wanna cieknie.
Nic to - wział Konrad narzedzia i pojechał. Okazało się (nigdy nie
mieliśmy okazji sprawdać) że żeby dostać się do wanny trzeba kuć
kafelki bo ówcześni właściciele nie pomyśleli o dostępie do nich..

Myślimy więc ze kiepsko zaczeło im sie mieszkanie, musieliśmy
zakmnąć wodę w wannie i czekać na wtorek i "dostęp" do hydraulika.
Kafelki tez okazało się trzeba będzie jakiekolwiek dokupić bo tamte
skute nie nadaja się do ponownego położenia.

Bardzo poźnym wieczorem dzwonią do mnei najemcy że im sufit, spadł
na łóżko kiedy leżeli i oglądali TV..

Dziewczyna ma pocharatana nogę, spuchnietą, guza na czole, mają
uszkodzonego laptopa i najedli się mnóstwa strachu.
Odpadł okragły fragment 2m na 2m z sufitu.
Sąsiadów z pietra wyżej nei ma.
Nie wiadomo co się stało i dlaczego.
Nie wiadomo kogo powiadamiać?
Policje?
Główny inspektorat budowlany?
Spoldzielnie?
No i nasz PZU bośmu ubezpieczyli mieszkanie...

Najemcy stwierdzili że sory winetu ale oni mają już traumę, że nie
chcą tez mieszkać w "remontach" i żeby im cokolwiek się psuło,
dodatkowo mamy zwrócić 3 tys (kaucje i m-c najmu)...

Wczoraj usiadłam i ryczałam dwie godziny - nie daję już psychicznie
rady, ciągle coś się wydarza, ciągle mamy kase w plecy, ciągle coś.

Kluska wierci się bo ja jestem znerwicowana, jarać mi się chce
jakbym na głodzie była od tygodnia a nie od paru m-cy.


Rano pojechaliśmy do społdzielni, potem do pzu - każdy rece umywa.
PZU wyśle dopiero rzeczowznawce w piatek - wiec nie można tego
ruszać do piatku, administrator powiedział że musi sciągnąć
inspektora budowlanego aby oszacował od czego to i czy to wina
konstrukcji.

Sasiadow wciąż nie ma.

Mamy taka teorie że nawet rok, poł roku temu oni zalali w tym
miejscu podloge (przez akwarium, może kalofyrer pękł, albo mieli na
wakacjachotwarte okno i zalalo - bo dziura jest tuz przy oknie). Nie
powiadomili nas, i to sobie korodowało przez iks czasu a potem ni z
gruszki ni z pietruszki pierdyknęło na Bogu ducha winnych ludzi...

Ale jeśli nawet to u nich po tym śladu nie będzie i nigdy się nie
dowiemy, bo się nie przynadzą.

To całe szczęście że tam nikogo nie zraniło bardziej...

W przyszły weekend przyjeżdza moj tesc z fachowcem, beda kladli nowe
kafelki (od czapy nie pasujące) tylko na boku wanny i jednej ściance
(bede miała pstrokata lazienke) no i bedą tynkować tą dziurę.
Kolejna kasa w plecy - nie mam już pojecia skad pozyczac.
Proponowałam najemcom żeby sie u nas zatrzymali, owszem nie znamy
się ale może jakos damy rade na czas remontu?
Nie podjeli jeszcze decyzji...


I Tak wlasnie sie dzieje od jakiegoś czasu.
Nie mam pojęcia komu zaleźliśy za skórę, albo kogo skrzywdziliśmy że
los/Bóg nas tak doświadcza.
Pojęcia nie mam ile to jeszcze potrwa, no i ile jeszcze zniosę.
Dziś miałam prawie reguralne skurcze :((
Obserwuj wątek
    • kola-dka Re: Pecha mam albo inne fatum... 04.05.10, 21:22
      Martusia, o rany :( wspolczuje Ci bardzo. Faktycznie wszystko sie jakby na Was
      uwzięlo :(
      Kłopoty z kasą są Wam teraz na maksa na potrzebne :/
      Życie czasem jest do dupy- pomysl ze najwazniejsze, ze Kluseczka jest zdrowa,
      masz fajnego meża. To jest najwazniejsze. I ze tym ludziom nic powaznego sie nie
      stalo- wtedy mielibyscie DUŻY problem :/
      MArta, jeśli mogę jakoś pomóc to daj znac. Tule Cie mocno!
        • az-82 Re: Pecha mam albo inne fatum... 05.05.10, 08:09
          Marta, współczuję ci bardzo :(.
          Wyjdziecie na prostą, pech was opuści. Spróbuj znaleść trochę czasu, chociaż z godzinkę, przejść się do parku, odpocząć, poszukać czterolistnej koniczynki.
          Pewnie cię to nie pocieszy, ale moim dziadkom spadł cały sufit z sypialni, jak spali. Nic strasznego się nie stało, ale też było wszystko do remontu. Zdarza się.
    • smallcloud Re: Pecha mam albo inne fatum... 05.05.10, 08:41
      Dzieki dziewczyny :*

      Kasiu mnie to chyba najbardziej dobrego słowa trzeba i oderwania od
      tych spraw bo ciagle mam telefony w tej sprawie (od lokatorow, od
      inspektoa budowlanego, od spoldzielni, pzu..)

      Ja wiem Ula ze czasem sie rypie wszystko (takie prawo murphego) ale
      to sie bardzo zle odbija na małej bo ja nie umiem odseparowac emocji
      i jej sie udziela..

      Ania - gdyby nie tesciowie to w jeszcze wiekszej doopie bysmy byli,
      moja mama jakos sie kurde srednio przejela... Coz
      • zaba_i_kijanka Re: Pecha mam albo inne fatum... 05.05.10, 10:16
        Marta życzę szybkiego i pomyślnego poukładania spraw i wyjśćia na
        prostą.
        To walenie się wszystkiego i na kazdym fronicie każda z nas w jakimś
        stopniu zna niestety. W takich chwilach warto szukać dobrych stron i
        chwil zobacz malutka jest zdrowa to naprawdę wiele. Wiem że jest
        tródno ale jak któraś z dziwczyn pisała jeszcze zaświeci słońce.
        Myślę o tobie ciepło
        • smallcloud Re: Pecha mam albo inne fatum... 05.05.10, 17:24
          Hej Kasiu. Dzis troche lepiej - emocje opadły, aczkolwiek wciaz
          czekam na decyzje lokatorow czy cos znalezli czy zostaja..
          Wczoraj w nocy kluska tak kopała ze jak sie przytulałam brzuchem do
          pleców do meza to dostał konkretnie od cory :D

          Dzis nei dam rady bo ma przyjsc kobita z pzu w psrawie ubezpieczenia
          mieszkania tu na urysnowie (strzezonego... i tak dalej)
          Ale jak jutro bedziesz na chodzie to miedzy 10 a 15 jestem dree :)

          Kochana jestes :*
          • kola-dka Re: Pecha mam albo inne fatum... 05.05.10, 21:54
            Marta, ja jutro nie dam rady- mam usg genetyczne, a potem lecę do pracy :(
            Trzymaj kciuki zeby moj dzieciaczek byl zdrowy. No i zebym wyrobila zdzierżyć tę
            rudą jedze i jej złosliwe komentarze :/
            Poza tym mój mąż zachorowal-ledwo zywy wrocil z pracy. Kurde u nas w zdrowiu to
            za dlugo nikt nie moze byc :( Będę musiala go w weekend separować od Zuźki, zeby
            jej nie zaraził.

            Może sie spotkamy na poczatku przyszlego tygodnia, hę?

            Kurde, chyba nie zasne przed jutrzejszym usg...
              • smallcloud Re: Pecha mam albo inne fatum... 06.05.10, 10:47
                Dzieki dziewczyny za wsparcie - kochane jestescie :*
                Sytuacja ma sie tak:

                Najemcy (mlodzi ludzie ok 23 lata) jednak postanowili zostac - na
                czas remontu (tu jest problem bo ten czas ciezko dookreslic, ale
                miejmy nadzieje ze 2-3 dni) beda spac u nas.
                Trudno jakos sie przemeczymy, moze nie gryzą :D

                Jutro jest wizyta likwidatora ktory oszacuje ta dziure i pwie czy
                nam wyplaca kase i ile (moj maz twierzi ze rzuca nam jakis ochłap w
                postaci 200 zł ;/)

                Tesc ma zjawic sie w poniedzialek ale niestety jego kolega fachowiec
                od hydrauliki i kafelkow wypial sie na niego i nie mamy fachowca od
                tego.

                Bo procz dziury na suficie najwieksza trudnoscia jest peknieta rurka
                pod wanna i cieknaca woda. Musielismy zaknac wode - dlatego oni
                musza sie wyprowadzic no bo jak tu funkcjonowac?

                Trzeba tez w lazience skuc kafelki i polozyc nowe.

                Czy ktoras zna fachowca od kafelkow? Hudraulika moze? Pod wanna jest
                mega kiepski dostep do rur ;/

                No to tyle wiesci z frontu.
    • kfiatuszek80 Re: Pecha mam albo inne fatum... 05.05.10, 11:22
      Martuś często tak własnie jest że jak się wali to dosłownie wszystko
      na raz.Tak to już jest,problemy ,brak kasy i jeszcze zdrowie
      szwankuje...Ale to taka chwilowa burza,po której zawsze wychodzi
      słońce.musisz sobie poukładać plan i wg niego działać.I absolutnie
      sie nie stersuj choc wiem ze to trudne do zrealizowania ale pamiętaj
      ze sters udziela sie małej a ona napewno najmniej tego teraz
      potrzebuje.:*

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka