Dodaj do ulubionych

Lecznica Weterynaryjna Gliwice - Polecamy

IP: *.broker.com.pl 23.07.10, 10:26
Witam, czy mógłby się ktoś podzielić informacjami, dobrej lecznicy dla
zwierząt w Gliwicach???
Obserwuj wątek
        • Gość: kluska_slaska Klinika weterynaryjna przy ul. Toszeckiej IP: *.gl.digi.pl 25.10.11, 08:21
          Jestem właścicielką dwóch królików. Króliki zostawiały wodniste cekotrofy, było podejrzenie kokcydiozy. Zbieram więc wodniste kupy do pojemnika do badania kału i pędzę do kliniki, aby poprosić o badanie kału w kierunku obecności pasożytów. Wcześniej telefonicznie upewniłam się, czy w klinice wykonywane są takowe badania.
          Miejsce akcji: klinika weterynaryjna przy ul. Toszeckiej w Gliwicach.
          Czas akcji: wrzesień 2011.
          Wiek królików: 2 miesiące.
          Osoby: Pani z rejestracji (P), lekarz weterynarii (Lek), właścicielka zwierząt - ja (Ja)
          Ja: Dzień dobry, czy mogę oddać kał królików do badania na obecność pasożytów?
          P: Dzień dobry, tak, proszę poczekać, lekarz do pani za chwilkę przyjdzie.
          Ja: Tylko chciałam oddać kupy do laboratorium, czy naprawdę potrzebny jest do tego lekarz? (Myślę sobie w duchu - po co chłopa gonić, chodzi tylko o to, żeby kupy oddać, zapłacić, dostać karteczkę uprawniającą do odbioru wyniku lub ew. być poinstruowaną, jak można dowiedzieć się o wynik badania).
          P: Musi pani porozmawiać z lekarzem, proszę poczekać, za chwilkę przyjdzie.
          Faktycznie, po chwiluni (czekałam może ze 2 minuty) przychodzi lekarz.
          Ja: Dzień dobry, chciałam prosić o badanie kału królików na obecność pasożytów, w szczególności kokcydii.
          Lek: Dzień dobry, a skąd pani wie, że to kokcydioza?
          Ja: No właśnie nie wiem, dlatego proszę o badanie kału. Króliki robią wodniste kupy.
          Lek: Czy króliki były leczone na kokcydiozę?
          Ja: Nie były, ponieważ nie wiem, czy mają kokcydiozę. Jaki jest sens leczenia ich na kokcydiozę, skoro nie wiem, czy te kokcydiozę faktycznie mają?
          Lek: To badanie nie ma sensu, to są pieniądze wyrzucone w błoto. Kokcydioza występuje również w postaci wątrobowej i w badaniu kału nie zostanie to wykryte.
          Ja: Wątpię, by była to postać wątrobowa, podejrzewam postać jelitową, ponieważ są to młode króliki i robią wodniste kupy.
          Lek: To są pieniądze wyrzucone w błoto.
          Ja: Mimo wszystko, są to moje pieniądze i mogę je w błoto wyrzucić. Czy można u państwa wykonać to badanie, czy nie?
          Lek: No można.
          Następnego dnia zadzwoniłam z pytaniem o wynik badania. W kale znaleziono nieliczne kokcydia i pojednyncze jaja nicieni. Komentarz pani z rejestracji bezcenny: "Lekarz powiedział, że tego się nie leczy.".
          • ewka74r Lecznica Weterynaryjna Gliwice - Toszecka Polecam! 17.02.12, 15:09
            Mój kocur nadal żyje-chociaż byłam pewna, że już się z tego nie wyliże...
            Nie mam wątpliwości, że żyje dzięki dr Magdzie i Jackowi Cymbryłowicz oraz Pani dr Dorocie Mierzwie-Ćwik. Jeśli wasz kot zachoruje urologicznie i trzeba będzie wyszyć mu cewkę moczową to są to najlepsi lekarze w tym fachu!!! Pomimo panującego tam bałaganu -jeśli traficie dokładnie na tych lekarzy wasz zwierzak na pewno będzie w najlepszych rękach na jakie może trafić!!
        • Gość: Anna Re: Lecznica Weterynaryjna Gliwice - Polecamy IP: *.devs.futuro.pl 11.07.13, 22:43
          Nie chce nic spekulować, ale ja uważam, ze chgyba najlepsza klinika w mieście, działają sprawnie, mają najnowszy sprzęt, a ilość osób w poczekalni świadczy o dobrej robocie, którą robią. Ja z moim owczarkiem niemieckim przyjeżdżam do kliniki weterynaryjnej w Gliwicach z Katowic. Uratowali mojego poprzedniego psa robiac poważny zabieg na który żaden inny lekarz się nie decydował.
          100% polecam
        • Gość: M. Re: Lecznica Weterynaryjna Gliwice - Polecamy IP: 212.106.176.* 09.12.13, 11:00
          Po 3 tygodniach od śmierci mojego psa wreszcie odkryłam prawdziwą przyczynę tego, co sie stało. I niewątpliwie byl to błąd/ ignoranctwo/ niedouczenie (lub kazdy z tych czynników) weterynarza. Pies mógłby żyć, gdyby pan Jacek C., wlasciciel tej pseudokliniki 4 miesiące wcześniej, gdy u niego bylam nie potraktowal mojego psa standardowo (czyt.leki przeciwbólowe, przeciwzapalne, antybiotyk) i zlecił badanie, które dobry lekarz powinien zlecic w tej sytuacji. W wakacje mój pies zaczął niespodziewanie piszczeć. Zlokalizowałam ból w okolicach barku. Zdziwiło mnie to, bo pies nie wykonywał żadnego ruchu w momencie pojawienia sie bólu, spokojnie siedział. Natychmiast pojechałam do weterynarza, któremu dokladnie przedstawiłam okoliczności, w których pojawil sie ból u mojego psa. Diagnoza pana Jacka C.- zwichniecie stawu barkowego. Poprosiłam o zdjęcie RTG, które...tego NIE potwierdzilo! Pana C.to jednak nie zaniepokoiło, nie sklonilo również do poszukiwania innej przyczyny - zaaplikowal psu leki przeciwbólowe, przeciwzapalne i sprawa zalatwiona. Faktycznie -podzialalo, wiec uwierzylam w trafność postawionej diagnozy (w końcu nie jestem lekarzem) Po 4 miesiącach od tamtego zdarzenia pies z dnia na dzien padł. Nie reagowal na bodźce, leżał, musiał strasznie cierpiec. Pojechalam (niestety!) znowu na Toszecka. Tam trafilam na dyżurze jeszcze "lepszego" lekarza - Artura M. (szczerze odradzam leczenia jakiegokolwiek zwierzęcia u niego!). Calkowity brak profesjonalizmu i totalna nieświadomość sytuacji do samego końca. Jego diagnoza? - wypadnięcie dysku i dalej już standardowo - leki przeciwbólowe, przeciwzapalne, antybiotyk. Poprosilam o zdjęcie RTG, żeby to potwierdzić - odmowil twierdząc, ze nie ma potrzeby jeśli leki zadzialaja. Leki poprawily sytuacje, ale po 5 dniach przyszedl kryzys (wymioty wodą, którym towarzyszył straszny pisk psa, ciemny mocz, czarny kal), wiec znów pojechałam na Toszecka i znów zastałam tego samego weterynarza, Artura M. Przywitał mnie zapytaniem "gdzie leczę tego psa?" Myslalam, ze źle słyszę. Jak to? 5 dni temu mnie przyjmował z niemal nieprzytomnym psem, rasy siberian husky, a teraz mnie nie pamieta?! Niestety, od razu widac, jaki ma stosunek do swoich pacjentow. Jego kolejna diagnoza? Wrzody żołądka. Dal leki i wypuścił psa do domu. Wtedy zrozumialam, ze ten człowiek nie wie, co robi i co sie dzieje. Usiadlam przed komputerem, zagladnelam na Internet i dowiedzialam sie co dolega mojemu psu. Wszystkie objawy pasowaly do zapalenia otrzewnej. 3 godziny po wyjściu z naszej "wspanialej" gliwickiej kliniki weterynaryjnej musiałam do niej wrócić. Pies byl w stanie krytycznym, ale tego lek. Artur M.dalej nie zauwazyl. Zrobil łaskawie RTG, ale nic nie wykazało i chcial mi oddać psa do domu. Nie zgodzilam sie, bo wiedzialam, w jakim jest stanie. Wymusilam usg, które wykazalo, ze jama brzuszna wypelniona jest plynem. Zadzwonil do kogoś i wrocil z informacja, ze stan jest powazny, najprawdopodobniej zapalenie otrzewnej, które wcześniej mu sugerowalam. Pies umarl nad ranem u nich w szpitalu. Przyczyna? Nie znają. Potwierdzili tylko zapalenie otrzewnej, sprawdzili nerki i wątrobę - byly ok. Przyczynę tego wszystego odnalazlam teraz, po 3 tygodniach. Dowiedzialam sie, ze bole barku i ramienia, które mój pies mial juz 4 miesiące wcześniej moga byc objawem chorob narządów wewnętrznych. I tak wlasnie najprawdopodobniej bylo. Gdyby lek. Jacek C.zamiast strzelac z diagnoza o zwichnieciu st.barkowego na oslep, albo chociaz gdyby zastanowilo go, ze zdjecie wtedy zrobione tego nie potwierdzilo i zlecil usg, pies moglby dzisiaj zyc. Podejrzewam, ze mial ropień, który przez te 4 miesiące rosl, nagle pękł (dlatego pies z dnia na dzień padł), a w konsekwencji tego zdarzenia doszlo do zapalenia otrzewnej i śmierci. Jak lekarz mogl nie skojarzyć bolu barku z tym faktem? - nie wiem. Widocznie jest bardzo kiepskim lekarzem. Dla nich bol barku wiąże sie tylko z urazem. Mam ogromny żal do tych ludzi, uśmiercili naprawdę wspanialego psa. Zaslugiwal, żeby jeszcze żyć. Nie zasluzyl na taka bolesna smierc, jaka przez nich mial. I mam zal do siebie, ze zawiozlam go do takich konowałów. Mam nadzieje, ze tym wpisem przestrzege kogoś przed popelnieniem tego bledu, który popelnilam ja i uratuje tym samym życie jakiegoś zwierzaka. Klinika na Toszeckiej jest dobra dopoki nie ma sie chorego zwierzaka. Diagnozy są zgadywane na oślep - raz sie uda, raz nie... To nie jest leczenie. To lud szczescia.
        • Gość: agata Re: Lecznica Weterynaryjna Gliwice - Polecamy IP: *.net.brewet.pl 07.01.15, 22:59
          Również odradzam tą klinikę weterynaryjną.. Niestety byłam u nich z kotem, który strasznie wymiotował oraz dusił się. Weterynarz, który nas przyjął 1 raz dał zastrzyk po którym miało być lepiej pomimo tego, że wcale lepiej nie było. Kazano nam stawić się na kolejną wizytę po której stwierdzono, że kot może mieć alergię.. Niestety okazało się to błędna diagnozą, więc postanowili zostawić kota na obserwację. Pupilowi wykonali masę badań wraz z prześwietleniem płuc.. Za wizyty i lekarstwa jakie dostał kotek zapłaciliśmy masę pieniędzy a nic nie pomogły.. Postanowiliśmy więc zmienić weterynarzy, a okazało się to "dobrym" wyborem ponieważ znaleźli u naszego pupilka raka płuc... Pomimo tego, że miał robione prześwietlenie płuc. Odradzam tą klinikę
      • Gość: Witam Re: Lecznica Weterynaryjna Gliwice - Polecamy IP: *.impulseserve.com 14.08.10, 01:32
        Gliwice ul. Toszecka
        powinno się omijać szerokim lukiem
        lekarz Nigdy niczego nie wyjaśnia, kot po operacji trafił do klatki w której
        siedziała chora kotka na koci katar,po prostu zamienił je miejscami, co nie jest
        normalne, bo zagraża zarażeniu.
        Znajoma która przyszła z ciężarną kotką, lekarz nawet tego nie zauważył, nie
        zbadał, od razu podawał lek...Wielokrotnie błędna diagnoza, a dawki leków
        końskie. Z kolei inny znajomy który był tam na praktykach to opowiadał jak się
        traktuje zwierzęta które zostają u nich pod opieką...i że nigdy by swojego psa
        tam nie przyprowadził, nawet za darmo. Mówił jak jedna z lekarek trzyma przez
        cały dzień swojego psa w klatce:/ żeby jej nie przeszkadzał.
        Zdecydowanie odradzam.
        Pozdrawiam
        • Gość: Dobbber Re: Lecznica Weterynaryjna Gliwice - Polecamy IP: *.webair.com 22.08.10, 15:08
          znam znam tą całą klinikę weterynaryjną na Toszeckiej 19, miałem okazję się
          przekonać ich "trafnymi" diagnozami, faszerowanie nie potrzebnymi lekami, nigdy
          nie robią wywiadu tylko od razu zastrzyki, ich ulubiona metoda 3 zastrzyki, albo
          mierzą temperaturę każdemu zwierzęciu tym samym nieumytym termometrem, czego
          byłem świadkiem, poprosiłem by go zdezynfekować, to bezczelnie umył go pod
          kranem przez 2 sekundy. Stół na którym kładzie się zwierzęta do badania, nigdy
          nie jest wycierany po poprzednim zwierzaku. Kiedyś zadałem pytanie odnośnie
          pewnego leku który podał mojemu psu, to "pan lekarz H.K" nie był w stanie nic o
          nim powiedzieć, o jego skutkach ubocznych itp itd....Ta "klinika" to totalna
          porażka.
          • Gość: Ola Z-P Re: Lecznica Weterynaryjna Gliwice - Polecamy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.13, 15:42
            Ludzie co wy tu piszecie za głupoty ???uwazam ze te posty daje ktoś specjalnie ponieważ ta lecznica jest dlaniego konkurencja , lecze tam moje psy od początku i są to prawdziwi fachowcy a to ze drogo to może i drogo ale jest czynna cała dobę i to sie liczy a lekarze poświęcają sie bez reszty polecam te klinice i nie sluchajcie bzdur bo może niektórzy nie rozumieją co lekarz do nich mówi a potem maja pretensje moja Chihuahua była umierajaca serce przedstawiało bić dzięki lekarzom mój Ringus żyje więc przestańcie oczerniac każdy ma prawo wyboru nie pasuje ci ta klinika????idz do innej gdzie nie maja nawet sprzętu pozdrawiam
    • kropkaaga Re: Lecznica Weterynaryjna Gliwice - Polecamy 08.05.11, 23:58
      Polecam lecznicę przy ul,Ku dołom.Wiele razy pomogli moim zwierzakom,trafnie stawiali diagnozę i pamiętam jednego dnia przyjechałam z chorym psiakiem a Oni już zamykali lecznicę.Mogli mnie odesłać a nie zrobili tego,otworzyli lecznicę i bardzo fajnie zajęli się moją sunią.
      Natomiast odradzam zdecydowanie lecznicę przy ul.Toszeckiej.Weterynarze bez podejścia.Moja kotka była dla nich nie do przejścia.Jedna przez drugą wymigiwały się by nas przyjąć bo nie mogły sobie dać rady z małym kotem.Niestety musiałam tam jeździć przez parę dni,codziennie.Za każdym razem mieli stres,bo moja kotka do miłych nie należy.Słono nas policzyli a kot został bez diagnozy:-/
      Parę lat wstecz wyciągali od nas kasę by utrzymać przy życiu sunię,która już nie miała szans.Miałam wrażenie,że kolejny lek przedłuża tylko jej agonię.Sunia zmarła nam na rękach:-(Rachunek też był niemały.
    • Gość: Nulka Re: Lecznica Weterynaryjna Gliwice - Polecamy IP: *.play-internet.pl 27.07.11, 13:55
      Bardzo polecam lecznicę weterynaryjną przy ul. Wójtowskiej 3. Prowadzą moją sunie owczarka niemieckiego od początku, miała już w te lecznicy dwa zabiegi: usunięcie przepukliny pępkowej i zabieg zespolenia nogi, która została złamana w nieszczęsnym wypadku samochodowym, którego historię trochę przybliżę. Wspaniali, opiekuńczy lekarze dla których najważniejsze jest zdrowie i życie psa a nie zdzieranie pieniędzy z przestraszonego, zapłakanego i panicznie przerażonego o swojego pupila właściciela jak maja w zwyczaju weterynarze w pięknej, nowiutkiej całodobowej(zapewne zaciągnietej na kredyt) klinice przy ulicy toszeckiej. Taka lecznica to nie lada wydatek, trzeba na nią zarobić a najprostszym sposobem jest ściąganie kolosalnych sum z ludzi którzy zaufają "fachowcom" weterynarzom. Po raz kolejny przekonałam się, że dobro zwierzaka nie jest dla nich rzeczą najważniejszą. W dniu wczorajszym moja suczka wyskoczyła na jezdnie. Nie mogę sobie tego wybaczyć bo to jeszcze szczenie ma tylko 3 miesiące i wiem,że to moje wielkie zaniedbanie. Darzyłam ją zbyt wielkim zaufaniem bo przeciez zawsze szła grzecznie po chodniku ale tym razem zauważyła po drugiej stronie ulicy w opuszczonej szybie auta ojca mojego chłopaka i stało się ;( Całe szczęście nie wpadła pod koła, odbiła sie od zderzaka ale przy dużej prędkości (kierowca się bardzo śpieszył nie raczył się nawet zatrzymać). Dla mnie to był dramat, miałam najgorsze myśli, zojka i ja byłyśmy w strasznym szoku. Do kliniki przy ulicy Toszeckiej mamy 2 minuty, a że do zdarzenia doszło o godz 5.30 była to jedyna opcja dla mojej suni. Lekarz od samego początątku był bardzo spięty, niemiły i oschły, ze zdziwieniem zapytał co ja w ogóle robiłam z psem o takiej porze na dworze (głupie pytanie nieadekwatne do tej sytuacji). Zmierzył temperaturę, zrobił zastrzyk nie informując co podaje i po co, nie upierałam się bo powinien wiedzieć co robi. Zabrał Zojkę na usg po czym stwierdził, że stan jest bardzo poważny gdyż zbiera sie płyn w brzuchu prawdopodobnie krew (pęcherz nie był uszkodzony więc nie mógł to być mocz) ale nasuwało się pytanie skąd ten płyn się wziął? RTG brzucha, kolejne zdjęcie i jeszcze jedno gdyż na żadnym nie było niczego widać. Zoja wróciła na stolik weterynaryjny, kolejne zastrzyki i diagnoza: "bardzo ciężki stan, wylew w jamie brzusznej jakiegoś płynu z jakiegoś organu wewnętrznego. Pies musi zostać na obserwacji". Doszła do mnie sąsiadka, która miała już do czynienia z tym lekarzem, powiedziała mi żebym jej tam nie zostawiała,że ten pan chciał uśpić jej owczarka chociaż również nie był w stanie powiedzieć co psinie dolega (Dianka miała tylko złamaną łapkę, ma już 8 lat i ma się świetnie). Uspokoiła mnie,że zoja już dochodzi do siebie i najwiekszym zmartwieniem jest jej łapka, która strasznie ją bolała. Lekarz nadal twierdził że łapa nie nie jest teraz priorytetem, tylko trzeba zatamować wylew. Oczywiście zgodziłam się z tym bo urawy wewnętrzne są poważniejszym problemem niż złamanie.. Zdrowie zoi było najważniejsze, lekarz swierdził że zoja bd obserwowana o godzinie 9 powtórzą badania i dowiedzą się czy płyn przestał sie wylewać do jamy brzusznej i wystawił rachuchek za działania, które podjął do tej pory bagatela 350 zł :] w razie przymusu operacyjnego zatamowania krwotoku? kolejne 700 oprócz tego stała opieka nad psem w późniejszym czasie zajęcie się łapą nie był w stanie wycenić zabiegu (bo do tej pory nie zrobił zdjećia i nie wiedziła co z nią jest). Po tych wyliczenich i jego podejściu stwierdziłam że o godzinie 9 moja lecznica bd już otwarta, a dla psa mniejszym szokiem bd oczekiwanie na badanie ze mną z domu niż w klatce obok innych zwięrząt. Lekarz jednak upierał się aby pies został u nich.Niestety nie miałam przy sobie gotówki, pod spodniami i kurtką miałam jeszcze piżamę i nie myślałam o tym żeby biec do domu po portfel tylko żeby Zoję jak najszybciej oddać w dobre ręce. Przeprosiłam powiedziałam jaka jest sytuacja i że przyjdę urgulować rachunek jak wróci chłopak. Wet był bardzo zdziwiony, zapytał jak mogłam przyjść do kliniki bez pieniędzy (kolejne głupie pytanie), przecież przyszedł ze mną chłopak, który jechał do pracy i mógł mi zostawicć pięniadze na leczenie. Zapytałam tylko czy on ma w zwyczaju zabierać 400 zł na śniadanie do pracy, oburzona wzięłam psa na ręce i wybiegłam stamtąd. Zadzwoniłam do lekarza, opisałam wypadek i stan zoi, bez zastanowienia powiedział, że bd wcześniej w lecznicy i mam z nią przyjechać. Zmierzyył temp, zrobił usg, które nie wykazało żadnego płynu,stwierził brak zmian w jamie brzusznej. Nastepnie rentgen tylnej łapy, który wykazał poważne złamanie przynasadowe kości udowej prawej. Stan psa stabilny ale przy stałej obserwacji w domu. Zabieg zespolenia w tym samym dniu o godz 19. Poprosił o spis leków i zdjęcia rtg z toszeckiej. Po powrocie z pracy partner poszedł z kartą informacyjną i pieniędzmi do kliniki ABACUS początkowa rozmowa całkiem przyzwoita nie zgodził się na uiszczenie tak dużej kwoty gdyż diagnoza była błędna zaproponował mniejszą kwote, poprosił o wypisanie podanych leków i zdjęcia rtg. Wypisali nazwy medykamentów,po czym okazało się że nie ma już zdjęć bo je usunęli (dowodów kłamstwa i zdzierstwa trzeba się pozbyć). Dalsza rozmowa nie była już taka miła, zauważyć się dało że właścicielowi kliniki nzależało żeby nie rozmawiać przy innych "klientach" o tym zajściu,jednym słowem chciał się pozbyć niezręcznej sytuacji z poczekalni. Na swoją obronę przyjął tłumaczenie, że zbiegłam z psem a zdjęć rtg można psu robić do woli (niech sobie wypstryka cała galerie na NK i FB) i już nie wymagał zapłaty za "leczenie". RAdze omijać tą lecznice szerokim łukiem. Zoja jest po zabiegy, ma druciki w łapce ale już ma się dobrze. Na zdjęciach widać że kość jest bardzo dobrze poskladana. Szceniak odzyskuje energię,kuśtyka na tej łapce ale już jej jej tak nie boli. Cieszę się,że tak się to skończyło, chociaż w ogóle mogłoby nie dojść do takiego cierpienia gdyby nie moja głupota...
    • ewka74r Lecznica Weterynaryjna Gliwice Toszecka Odradzam!! 16.08.11, 11:34
      Ja również zdecydowanie odradzam tą klinikę, a Pan doktor H.K. może na leczeniu koni się zna..ale z resztą zwierząt powinien dać sobie spokój! Leczę zwierzaki tam od samego początku, jak klinika dopiero powstawała i potwierdzam że Pan Jacek i Magda Cymbryłowicz to naprawdę byli świetni fachowcy- tyle, że prowadzenie tej kliniki wyraźnie ich przerosło. Jestem świeżo po przejściach z leczeniem u nich kocura...leczenie kosztowało mnie juz ponad 1,2tys zł a w sumie w ciągu dwóch lat ponad 4 tys..i ciągle jeszcze jest nie zakończone! właśnie zamierzam ratować zwierzaka i przenieść się gdzie indziej...
      • Gość: Mila Lecznica Weterynaryjna Gliwice toszecka polecam! IP: *.devs.futuro.pl 11.07.13, 22:58
        Mój głupi sąsiad wpakował 20 śrutów w mojego owczarka i gdyby nie Pan Jacek i jego klinika to pewnie by zmarł. Przyjechałam z aresem o 21 i zajeli się nim odrazu, (prześwietlenie, antybiotyk, obserwacja, zabieg, opieka po leczeniu) i możecie pisać co chcecie zachwalać inne kliniki może sami lekarze się tu wypowiadają ale ja wiem jedno, że aresa bym nie miała gdyby nie Pan Jacek Cymbryłowicz i lekarze z kliniki na Toszeckiej.
        Polecam!
      • Gość: Hera84 Re: Lecznica Weterynaryjna Gliwice Toszecka Odrad IP: *.205.198.141.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 11.04.15, 23:53
        Zdecydowanie odradzam DYŻUR NOCNY. Pojechałam z psem bo została jej końcówka po kleszczu. Mam ją od miesiąca wiec nie ma do mnie zaufania. Była wystraszona i płochliwa, ale nie agresywna. Nie warczała ani nie ugryzła szanownej pani dr Aleksandry J. A ona zaczęła nią szarpać i się na nią WYDZIERAĆ. Co w konsekwencji spowodowało suczki większy strach. Ubrała jej kaganiec co jeszcze bardziej ją wystraszyło. Po czym dała jej głupiego Jasia, wyjęła końcówkę kleszcza bez problemu. I zaczęła na pół przytomnego psa OKLEPYWAĆ po mordzie. Po czym moja biedna mało kontaktująca sunia pokazała jej zęby a ona pyta co agresywna jest i lubi gryźć? Po takim zachowaniu sama miałam ochotę jej dać w mordę i zapytać co lubi pani gryźć? W życiu nie widziałam tak beznadziejnego lekarza. Nie wiem co lekarka swoim zachowaniem chciała udowodnić ale mnie przekonała żeby nigdy więcej tam nie wracać. Mój pies na codzień jest towarzyski i dla wszystkich miły i otwarty a przy niej bała się, uciekała od niej i ogromnie tuliła do mnie.NIGDY WIĘCEJ tam NIE WRÓCĘ. Polecam przychodnie na ulicy Chorzowskiej. Tam pani doktor jest miła, uprzejma i ma świetny kontakt ze zwierzętami. Byłam u niej pare razy z suczką i nigdy nie zachowała się w ten sposób wobec niej.
    • Gość: PAtrycja Re: Lecznica Weterynaryjna Gliwice - pies martwy IP: *.centertel.pl 24.10.11, 23:03
      Pies przychodzi z katarem a wychodzi martwy i nie słyszymy nawet "przepraszam".

      Zgodnie z wypisem "pies przyszedł z lekką poprawą (temperatura w normie), osłuchowo szmer pęcherzykow (brak szmaeru nad krtanią). Po podaniu leków pies wyszedł o własnych siłach,a po paru minutach wrócił z objawami wsządu. podjęto akcję reanimacyjną. w czasie terapi nastąpił krwotok. pacjent zmarł". Lekarz: Hubert Kowalski. Gliwicka Klinika weterynaryna na ul. Toszeckiej oraz Szobisowicka 2
      • tomeczeka Nasza sunia uratowana przez lekarzy na Toszeckiej. 20.11.11, 10:18
        Nasza 9,5 letnia bokserka źle się poczuła, miała twardy brzuch, problemy z chodzeniem. Byliśmy u weterynarza osiedlowego, który zbadał psa wzrokiem, dotknął brzuch i stwierdził, że są to wzdęcia. Zapisał nospę, a na wszelki wypadek dołączył zastrzyk z antybiotykiem. Ponieważ pies nie czuł się lepiej, a po posiłkach wystawał mu twardy brzuch, pojechaliśmy do kliniki na ulicy Toszeckiej. Lekarze przyjmujący psa wykonali RTG klatki piersiowej oraz USG brzucha. Okazało się, że pies ma ogromnego guza na śledzionie. Guz był tak duży, że lekarz nie widział innych narządów, całą jamę brzuszną wypełniał nowotwór. Zaproponowano nam badanie operacyjne guza w celu przeprowadzenia oceny, czy istnieje szansa na wycięcie narośli wraz z śledzioną. Podczas operacji okazało się, że guz rzeczywiście wyrasta ze śledziony oraz, że inne narządy nie są obrośnięte nowotworem. Całość śledziona plus nowotwór została przez lekarzy usunięta. Guz ważył chyba z trzy kilo. Psina po operacji została w szpitalu jedną dobę. Zwrócono nam psa, który wyszedł o własnych siłach. Po 10 dniach od operacji, po wyciągnięciu szwów pooperacyjnych, psina ciągnie nas za nogawki, biega po całym mieszkaniu, szczeka, chętnie chodzi na spacery, gdzie wyszukuje patyków, biega za innymi psami i jest najbardziej zadowolonym psem w Polsce. Dzięki lekarzom z kliniki weterynaryjnej na ul. Toszeckiej 23.
      • Gość: sliwka Re: Lecznica Weterynaryjna Gliwice - Polecamy IP: 193.34.220.* 26.06.12, 18:36
        Wreszcie ktoś napisał :)
        Tak, jeżeli szukacie weterynarza z pasją i fachowym podejściem do pacjenta, a przy tym zero parcia na kasę, to tylko (!) Pani Renata Schneider z Sośnicy. Leczyłam tam mojego ukochanego kota, który miał PNN. Robili cuda, starali się uruchamiać wszelkie swoje kontakty w zdobyciu EPO, słuchali naszych pomysłów, obaw i uwag i nie olewali ich. Naprawdę polecam, Pani dr Renata Schneider, to weterynarz z prawdziwego zdarzenia.
    • zadowolona07 Re: Lecznica Weterynaryjna Gliwice - Polecamy 25.10.12, 11:32
      Polecam Lecznice weterynarii na toszeckiej w Gliwicach. Mój piesek trafił tam w bardzo ciężkim stanie miał dyskopatię a pod wpływem podania złego leku dodatkowo krwotoczne zapalenie żołądka i jelit oraz mocznicę. Leczy Go dr. Magdalena Karkula, która jest świetnym weterynarzem! Pod jej opieką nie martwiłam się o pieska bo wiedziałam, że jest w dobrych rękach. Zrobiła wszystko co się dało żeby ratować moje zwierzątko... jego stan w obecnej chwili jest dobry (wyniki w normie). Nie mogę powiedzieć złego słowa na tą klinikę. Opieka i leczenie na wysokim poziomie.
    • jaxa9 Re: Lecznica Weterynaryjna Gliwice - Polecamy 15.12.12, 12:08
      Witam, czytam opinie o Klinice w Gliwicach i powiem szczerze ,że nie zgadzam się z opiniami negatywnymi o klinice.Pewnie i tak każdy będzie miał inne zdanie na temat kliniki zależny od postawionej diagnozy jego czworonoga.Maiłam okazję być z e swoim kotkiem w Klinice w Gliwicach i mimo ,że nie dało się uratować zwierzaczka mojego uważam ,że personel jest wykwalifikowany oraz ma duże podejście do zwierząt oraz do właścicieli czworonogów a to już duży sukces nawet jak czasem nie jest po naszej myśli i nie tak jak byśmy sobie życzyli z postawieniem trafnej diagnozy. Wi co piszę ja zbyt póxno dowiedziałm sie o klinice w Gliwicach ,żeby pomóc swojemu kociakowi ale była tam zaledwie parę godzin dowiedziłąm się wszystkiego co pewnie nigdy bym sie nie dowiedziała mnj. pszyczynę śmierci oraz wiem ,że próbowałam wszystkiego trochę z a późno ,żeby juz moc go uratować.Po co się chodzi ze zwierzętami do osiedlowych lecznic przec całe ,życie zwierzaka? ,żeby zasilać budżet lecznic!Czasami warto wcześniej trafić do profesjonalniejszej lecznicy chodzi mi o sprzęt możliwość postawienia jasnej diagnozy by móc uratować zwierzę.Nie zgodzę się raz jeszcze z negatywnymi opiniami o Klinice w Gliwicach chodź uważam ,że dużym szczęśiem jest trafienie na odpowiedniego lekarza do którego się trafi ze swoim pupilem.Postawienie diagnozy jednoznacznej o zwierzęciu wymaga pracy a nie zaniedbania go zajęcia się nim i zrobienia wszystkiego ,żeby móc jemu pomóc.Oczywiście s a przypadki gdzie nie da się nic zrobić ale samo przyjęcie do kliniki i odpowiednie postępowanie ze zwierzęciem już jest dużym sukcesem.Klinika w Gliwicach nie należy do najdroższych proszę mi wierzyć, nie znam wszystkich cen z a zabiegi kompleksowa leczenie ale wierzę w uczciwość tej jednostki i wiem co mówię. Do czego zmierzam w tym poscie, piszecie o KLinice w Gliwicach zdarza się negatywne opinie. Chcę napisać o tym ,że mam porównanie drugiej kliniki na śląsku W Mikołowie oraz w Orzeszu Klinika Teodorowskiego gdzie miałam okazję być wolontariuszem przez pewien czas!Powiem szczerzę piszę tylko to po to ,żeby ustrzeć właścicoieli czworonogów ,żeby strzeć się tej pseudo kliniki! Maiłąm okazję poznać ją od podszewki i chodz był to krótki czas powiem wam szczrze błędem jest i wielkim nieporozumieniem to co oferuje pseudo klinika ! Co ztego ,że z pokolenia na pokolenie dziła , ,że klinika wyposarzona jest w sprzet najnowszy w Orzeszu ze środkow pozyskanych z unni europejskiej. Wiele osób kóre trafiło z e swoimi zwierzakami tam jest poprostu werbowanych ładnymi słowami Pana dr!! ,Proszę nie pozwólcie jak tam traficie zostawiac zwierzęcia oprócz tego ,że za kazda dobę płaci sie słone sumy ! żwierze jest pozostawione w wielu przypadkach samo sobie, zaniedbywane, psiakom kneblowane pyski ,żeby nie ujadały! Ja osobiscie nie mołam patrzeć i wytrzymać teakiego postępowania!.Personel pracujący to lekarze na stażu zaraz po studiach , lub z małym doświadczeniem bez zanej moralnosci co do zwierząt! działaja jak automaty co doktor im powie to robią! pomoc asytsentki to osoby po liceum mało które obchodzi los tych zwierząt!Ludzi płaca po 1500,3000 tys za proste zabiegi! zreszta jak ktoś chce ratować sowjego pupila zrobi nie które osoby wszystko ,żeby pomóc a lekarze szczególnie własciciele wmówią takim osobom wszystko gdzyż i tak ludzie się na tym nie znają i wierzą chca wierzyć jak w obrazek!Podejscie do zwierząt i do włascicieli tych zwierząt jet dwulicowe ! jedna strona co sie mówi ludzią druga co sie dziej ze zwierzeciem gdy pozostawia sie go w klinice!Ja osobiście miałąm koszmary mo pobycie tam i wyrzuty ze nic nie moe zrobić! Pisze to z czystym sumieniem OSTRZEŻCIE innych przed tą pseudo kliniką! To z e ktoś nazwie zwykła lecznice Klinika o niczym nie świadczy! Ja mma nadziej ,że w życiu dobre rzeczy wracają do dobrych Ludzi a te złe do złych zawsze kiedyś wróca czy to teraz czy poźniej.Jednym słowem straszna rzeźnia KLinika Weterynarii w Mikołowie przy Żwirki i Wigury!!!Zwierzęta się ratuję jak można im pomóc a nie proponuję zastrzyk śmierci jak kogoś na to nie stać! bo mało kogo móie o przeciętnych ludziach stać na cenny jakie są u Pana Todorowskiego! Radzi sie włascicielom ,żeby poszedł gdzieś taniej zrobić zabieg bo idzie taniej wierzcie mi a nie nad płaczącym nad swoim pupilem własciecielowi mówi się stanowczo o o zastrzyku! nie proponując pomocy ani jakiegos jeszcze rozwiązania!! Rzeźnia tak to określę! Proszę was nie dajcie się zwieść nikomu kto łądnie mówi czasm jka jest cos powazniejszego dobrze pojechac po rady do 2 Klinik albo dobrych lekarzy.TO co widziłąm utkwi mi na długo w pamięci i bardzo negatywnie niestety.WArto być ostrożniejszym w doborze lecznic!
    • Gość: jatoja Re: Lecznica Weterynaryjna Gliwice - Polecamy IP: *.hellnet.pl 15.02.13, 22:39
      Zastanawiam się skąd tyle negatywnych opinii o klinice na Toszeckiej. Odwiedzamy to miejsce z moim zwierzakiem ostatnio bardzo często (leczenie wymaga wizyt 3 razy w tygodniu) - w poczekalni zawsze tłumy. To chyba najlepsza rekomendacja. Mam wrażenie, że większość piszących tutaj zgłosiła się do specjalisty zbyt późno i teraz są rozczarowani, że cudu nie było. Nauczona doświadczeniem, że w przypadku małych zwierzątek trzeba reagować bardzo wcześnie, przy wszelkich niepokojących objawach od razu pakuję sierściucha i jedziemy na wizytę. Nikt nas nie lekceważy, nie przepisuje witaminek i nie odsyła do domu. Jest pełna diagnostyka, solidna opieka, po zabiegu telefon z informacją itd, itp. Ceny? Chyba zależą od masy zwierzątka i... od płci lekarza :). Nie wiem dlaczego, ale panowie biorą więcej (mam porównanie, bo badanie i zastrzyki są te same). Polecam obie panie Magdy - bardzo zaangażowane i wrażliwe. Warunki lokalowe są niezłe, sprzęt na miejscu i dostępność 24h na dobę. No i najważniejsze - zwierzak ma się dobrze, ja nie bankrutuję.
    • Gość: gosc klinika toszecka IP: *.eimperium.pl 25.10.13, 16:23
      NAJGORSZA KLINIKA WSZYSTKIE JAKIE MIALAM ZWIERZAKI A BYŁO ICH SPORO WYKONCZYLI MI WŁASNIE TAM.MOZE TO BEDZIE SMIESZNE ALE JAK DO TEJ PORY JESTEM POD WIELKIM WRAZENIEM PRZYCHODNI W STALOWE WOLI WIEM JEST TO DALEKO BYŁAM TAM W OKOLICACH I JAKIS DEBIL POTRACIŁ PIESKA.PIESEK MIAŁ ZŁAMANIE NOZKI W 9 KAWALKACH I TO AK POSKLADAŁ MU PAN DOKTUR Z TEJZE PRZYCHODNI TO BYŁO MISTRZOSTWO SWIATA.ZADEN INNY LEKARZ BY SIE TEGO NIE PODJA.UDOWNI LUDZIE TAM PRACUJA .JESTEM PEWNA ZE W WOJ SLASKIM TAKIEJ PRZYCHODNI NIE MA.
    • Gość: M. Klinika weterynaryjna Gliwice Toszecka IP: *.230.5.160.gl.digi.pl 18.11.13, 05:50
      Wiele lat chodziłam ze swoimi zwierzakami (dwa koty i pies) do kliniki weterynaryjnej na Toszeckiej. Mimo wielu negatywnych opini, jakie słyszałam na ich temat od znajomych i znajomych znajomych (również hodowców psów), uważałam, że jest to dobra lecznica. Parę lat temu wyciągnęli mi psa z ciężkiej choroby (choć niewykluczone, że w innej klinice zrobiliby to samo) i ciągle miałam to w pamięci. Tym razem jednak przyczynili się, jeśli nie do śmierci, to co najmniej do spowodowania wielkiego bólu mojego kochanego psa. Klinika ta ma wielu lekarzy. Z wieloletniego doświadczenia wiem, że część z nich jest bardzo dobra. Ale tym razem trafiłam na nieodpowiedniego... Przywiozłam psa w ciężkim stanie, właściwie leżał tylko bez większej reakcji na to, co dzieje się wokół. Stan ten pojawił się nagle, bez żadnych wcześniejszych objawów. Lekarz stwierdził wypadnięcie dysku lub inny uraz kręgosłupa. Poprosiłam trzykrotnie podczas tej wizyty, żeby potwierdził to zdjęciem RTG. Stwiedził, że nie ma potrzeby, że jeśli leki nie zadziałają - wtedy wykona badanie. Dostała standardowo, jak chyba każde zwierze, które tam przychodzi z jakims problemem - leki przeciwbólowe, przeciwzapalne i antybiotyk, bo miała podwyższoną temperaturę. Tylko, że to nie był standardowy przypadek. I ja, nie będąc weterynarzem, wiedziałam, że zwierze w tym stanie kwalifikuje się do specjalistycznych badań, a nie strzelania diagnozy na chybił trafił. Po lekach nastąpiła poprawa. Pies wydawał się zdrowy. Jeździłam jeszcze 3 dni na zastrzyki, a potem dostała tabletki. Po kilku dniach pies zaczął wymiotowac, a właściwie chlustać wodą i przeraźliwie piszczał. Nie chciał się dać dotknać w okolicach brzucha. Wróciłam do kliniki i zastałam tego samego, niestety, lekarza, chociaż już wtedy pewnie było za późno, żeby cokolwiek zrobić. Do lekarza jakby nie docierały objawy występujące u psa, jakie podałam. Uznał, że to po tabletkach, jakie jej przepisał (takie chlustające wodą wymioty i towarzyszący im pisk?!) Dał no-spę w zastrzyku i tabletki na wrzody. Po 3 godzinach musiałam wrócić do kliniki z psem i niestety była to jej ostatnia podróż... Lekarz zbadał brzuch, stwierdził poprawę, że niby nie jest tak napięty, jak wczesniej (ale w koncu dostała no-spę, więc nie wiem, co go tak ucieszyło), ale zgodził się zrobić RTG. Nic specjalnego nie wykazało, więc chciał ją wypuścić do domu. Do ostatnich chwil nie był świadomy tego, w jakim stanie był mój pies. Ja byłam bardziej świadoma od niego i postawiłam trafną diagnozę szybciej, niż on. Nie zgodziłam się na zabranie psa do domu. Kazałam zrobić USG. Okazało się, że pies ma płyn w jamie brzusznej. Zrobił badania krwi, które nie wyszły najgorszej. Podał kroplówkę. Po konsultacji telefonicznej z innym lekarzem (tym, ktory kilka lat wcześniej postawił właściwą diagnozę w przypadku tego samego psa) stwierdził zapalenie otrzewnej. Jak wiadomo, jest to już stan krytyczny. I dopiero wtedy to do niego dotarło. Nad ranem pies zmarł i nic już tego nie odwróci. Może była bardzo chora, ostatecznie nie wiedzą, co wywołało zapalenie otrzewnej (wykluczyli nerki i wątrobę), ale mam przekonanie i na zawsze będę miała, że może gdyby ten lekarz spełnił moją prośbę, gdybym jeszcze bardziej nalegała przy tej pierwszej wizycie na to RTG i USG... może wtedy pies by jeszcze żył. A przynajmniej ominęłyby go te straszliwe bóle związane z zapaleniem otrzewnej.
      • Gość: Wojtek Re: Klinika weterynaryjna Gliwice Toszecka IP: *.proxnet.pl 04.12.14, 21:28
        Totalna porażka, totalna ignorancja, totalny brak kultury, zero profesjonalizmu.
        Ludzie którzy tam pracują podchodzą masowo do swoich obowiązków.
        Po odebraniu zwierzaka z zabiegu ignorują pytania właściciela, a przy dochodzeniu właściciela o okres i przebieg rekonwalescencji wymigują sie brakiem czasu na rozmowę.
        Reasumując banda ignorantów.
      • nataliasn Re: Klinika weterynaryjna Gliwice Toszecka 27.12.14, 22:23
        TO NAJGORSZA "KLINIKA WETERYNARYJNA" CI PSEUDO SPECJALISCI ZABILI MI KROLIKA,NIE MAJA ZADNEJ WIEDZY NA NICZYM SIE NIE ZNAJA.NIE MAJA ZADNEGO DOSWIADCZENIA,KASUJA PRZY TYM NIEMALE PIENIADZE.PRZESTRZEGRAM WSZYSTKICH ZA DUZO JEST TYCH HISTORII GDZIE BEZMYSLNY WETERYNARZ ZABIJE NICZEGO WINNE ZWIERZE. DZISIAJ ZASTANAWIAM SIE NAD WYTOCZENIEM SPRAWY SADOWEJ.
    • Gość: GOSC KU DOŁOM IP: *.eimperium.pl 08.01.14, 07:34
      WITAM MOIM ZDANIEM I POLECAM PRZYCHODNIE NA UL KU DOŁOM SWIETNI LEKARZE A SZCZEGÓLNIE DR. HAUN ANDRZEJ ZNA SIE NA RZECZY . NATOMIAST CO DO KLINIKI NA TOSZECKIEJ TO WIELKA PORAZKA DO NICZEGO SIE NIE NADAJA CHYBA TYLKO BYKOM J AJA CHUSTAC . POZDRAWIAM
        • Gość: M. nie polecam IP: *.230.5.160.gl.digi.pl 16.02.14, 00:55
          Zgadzam się w 100%! Najgorsza lecznica dla zwierząt w okolicy! Lekarze kompletnie głusi na to, co się do nich mówi (nie chcą nawet wykonywać badan, o które się prosi i za które się chce zapłacić), Artur M. - kompletna kpina a nie lekarz! Po kilku dniach od dyżuru nocnego, podczas którego bada psa i stawia mu (oczywiście nietrafną) diagnozę, na kolejnej wizycie nie rozpoznaje go i pyta "gdzie leczymy tego psa?" Problem, który tkwi w jamie brzusznej myli z wypadnięciem dysku, zrobienia badan odmawia (bo po co? może standardowy zestaw leków zadziała czyt. zastrzyk przeciwbólowy, przeciwzapalny), w końcu swoją ignorancją i opieszałością doprowadza do zapalenia otrzewnej, którą myli z wrzodami żołądka! (sytuacja dokładniej opisana już przeze mnie powyżej) Ostatecznie psa w stanie krytycznym (do którego sam mocno się przyczynia) chce wypuścić do domu... Nie chce zatrzymać go w szpitalu (jasne, po co brać sobie kłopot na głowę), zgadza się dopiero po mojej zdecydowanej interwencji. Konsultuje się telefonicznie z innym lekarzem, który podpowiada mu diagnozę (zapalenie otrzewnej), po czym informuje mnie, że może być konieczna operacja. Zgadzam się na wszystko. Ale pies umiera na ranem, parę godzin później... Przy opłacie za tą "wspaniałą usługę" dowiaduję się od innego lekarza tam pracującego (bo Artur M.zmył się i uniknął tym samym konfrontacji ze mną), że operacja w przypadku zapalenia otrzewnej nie wchodziłaby w grę, że to - cytuję - "błąd w sztuce" i jedyne, co można było zrobić w tej sytuacji, to punktowanie. Choroba mojego psa zaczęła się 4 miesiące wcześniej od bólu barku. Wtedy przyjmował mnie J.Cymbryłowicz, który co prawda wykonał zdjęcie RTG, ale stwierdził, że wszystko ok, niczego nie wykazało i olał sprawę (czyt. leki przeciwbólowe, przeciwzapalne - standard w tamtejszej klinice) mimo, że objawy były wyraźne i powinien szukać dalej skoro RTG nie potwierdziło urazu. Wystarczyło wykonać USG... Bo ból barku mojego psa był spowodowany bólem rzutowanym z jamy brzusznej. Gdyby lekarz postąpił wtedy tak, jak powinien - pies prawdopodobnie dzisiaj by żył. Słyszałam wcześniej wiele negatywnych opinii na temat tej kliniki - nie posłuchałam... Miałam dobre doświadczenia, bo trafiałam na dobre lekarki, jedyne dobre (a nawet bardzo dobre) w tej klinice - panią Karkulę i M. Cymbryłowicz. Tym razem nie miałam tyle szczęścia i przekonałam się, żeby już nigdy więcej tam nie wrócić.
          • Gość: Miłosnik Re: nie polecam IP: 193.34.220.* 25.03.14, 16:08
            Ludzie przecież ta cała klinika to jeden wielki skandal ! Mój kot wymiotował i postanowiliśmy działać i dać kota 6 miesięcznego na leczenie bo te wymioty były niepokojące i poszliśmy na Toszecką.Moja mam nie miała pieniędzy i powiedziała by mimo tego wystawili jakiś rachunek to jakoś to uregulujemy bo życie jest najważniejsze.To koleś taki łysy i kudłaty powiedział że jak chce za darmo to niech poszukam gdzie indziej i odprawił mnie z kwitkiem.Zastanawiam się nad złożeniem skargi do praw zwierząt za nie udzielenie mojemu kotowi niezbędnej pomocy lekarskiej. SKANDAL ! odradzam ! jeszcze typ bezczelnie koleś wyliczał ile to będzie kosztował i kazał mojej mamie zamknąć drzwi.Ja pie.... ludzie omijajcie klinikę na Toszeckiej dużym łukiem !!!! Mogli go zbadać i wystawić rachunek a on nawet nie podjął się diagnostyki ! NIEPOJĘTE !!!
    • Gość: Agnieszka Weterynarz IP: *.ip.netia.com.pl 15.04.14, 10:11
      Zdecydowanie nie polecam Przemka Gacławskiego z Ku Dołom- mimo dwóch USG w odstępie tygodnia, powiększonych sutków nie zdołał stwierdzić ciąży u mojej suczki.
      Koleżanka mi poleciła przychodnię na Rybnickiej- bardzo sympatyczny lekarz, diagnozy właściwe. Nie zdziera (chociażby za podwójne USG jak pan P. Gacławski) Po zabiegu płaciłam tylko za leki. Wiele sposobów domowych na leczenie psiaczka- jeśli jest wczesne stadium choroby.
      Na prawdę wart polecenia- życzliwy człowiek.
    • Gość: Tomek Dr Renata Schneider IP: *.na5.pl 17.04.14, 18:13
      Pan dr Słowik z ul. Rybnickiej jak najbardziej w porządku, jeśli chodzi o szczepienia i jakieś drobne dolegliwości to są świetni. Natomiast jeśli coś z zwierzakiem się dzieje gdzie trzeba poświęcić więcej czasu i wiedzy to bezapelacyjnie pani dr Renata Schneider, której lecznica znajduje się w Sośnicy. Mój pies miał guza na odbycie. W klinice na Toszeckiej zrobiono rentgen, w innych lecznicach leczono go nawet na hemoroidy .... faktycznie pomylić guza z hemoroidem to jak pomylić krowę z baranem .. no i ostatecznie po "n" nieudanych diagnozach i po odgryzieniu części guza przez mojego psa trafiłem na Panią Schneider... Uratowała mi psa. Jej wiedza, podejście, analiza, nastawienie ... Gigant, nie ma porównania.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka