sss9
18.05.11, 18:42
- Trzeba zrozumieć miasto, poznać jego wartościowe cechy i dowiedzieć się, czego mu brakuje - mówił wczoraj w Katowicach Peter Bishop, człowiek, który odmienił w ostatnich latach Londyn. Niestety, na spotkanie z nim nie przybył prawie żaden z naszych samorządowców. A z wielu rad, prawie od zaraz, powinni skorzystać
Bishop, główny planista Londynu, którego do Katowic zaprosił europoseł Jan Olbrycht, opowiadał o przygotowaniach do przyszłorocznych igrzysk olimpijskich. Władze brytyjskiej stolicy doszły do wniosku, że ważne są nie tylko nowoczesne obiekty sportowe. Aby impreza nie oznaczała tylko uciążliwości dla mieszkańców, a goście wynieśli miłe wspomnienia, trzeba dużo więcej.
W Londynie zaczęto od rewitalizacji zapuszczonych doków. Ze zgłoszonych do konkursu różnych pomysłów wybrano trzy najciekawsze. Dzięki temu okazało się, że w miejscach, które jeszcze niedawno wszyscy omijali z daleka, mogą być: interesujący budynek (cały z drewna) ze sklepami i warsztatami, "Ogród przyjemności", gdzie odbywają się festiwale i koncerty (z miejscem dla stutysięcznej publiczności) oraz "pływający", czyli dający się przenosić z miejsca na miejsce, basen.
- O mieście trzeba myśleć jak o scenie, na której cały czas musi się coś dziać, w pustych miejscach warto stawiać rzeźby i sadzić drzewa, zaś centrum musi być przestrzenią aktywności mieszkańców - radził Bishop.
Receptą na sukces - jego zdaniem - jest wciągnięcie do różnych prac mieszkańców. - Nie można zmieniać miasta bez relacji z ludźmi. Jeżeli mamy się rozwijać, to musimy pozwolić im działać, przestrzeń miasta trzeba oddać artystom - podkreślał planista i jako przykład takich działań pokazał zdjęcia pewnego londyńskiego placu. Do niedawna zapyziały, teraz tętni życiem, a wystarczyło ustawić na nim stoły do ping-ponga. Wykonali je miejscowi bezrobotni stolarze.
Według Bishopa najczęstszym błędem rządzących jest ich wiara, że do sukcesu wystarczy im tylko plan. - To za mało. Trzeba mieć jeszcze kontrolę nad terenem i pieniądze, i przede wszystkim rozumieć problemy ludzi. Nie można narzucać im projektów - podkreślił gość z Londynu. Jego zdaniem skuteczniejszym od kosztownych i wymagających czasu inwestycji sposobem na odmianę miasta są małe projekty w myśl zasady "krok po kroku". - Wiem, że politycy chcą się wykazać wielkimi inwestycjami, ale naszą rolą jest przekonywać ich, by nie zapominali o tych mniejszych. One przecież też mogą dać im kapitał do dalszych zmian - zapewniał Bishop.
Takim opiniom przyklasnął Olgierd Dziekoński, architekt i były wiceprezydent Warszawy, a dziś minister w Kancelarii Prezydenta RP. Wytknął samorządowcom, że często przy okazji różnych inwestycji wieszają plakaty z informacją, że coś budują. - Nic bardziej mylnego. To mieszkańcy budują - mówił minister.
- Może by tak władze aglomeracji poprosiły naszego gościa o pomoc? - rozmarzył się europoseł Olbrycht. Niestety, wśród słuchaczy tej dyskusji samorządowców było bardzo niewielu. Spośród prezydentów zauważyliśmy tylko Piotra Koja z Bytomia.
Więcej... katowice.gazeta.pl/katowice/1,35019,9621753,Dobre_rady_dla_Katowic.html#ixzz1MirmsW9t
ktoś nadal ma wątpliwości, kto rządzi w Gliwicach? niech czyta ten tekst do skutku. prezydent nie musi, bo on czyta tylko wazeliniarskie listy i laurki, ale nawet jeśli znajdzie chwilę na lekturę powyższego (wszak na spotkanie czasu nie znalazł), to i tak niczego nie zrozumie.
:)