Bumar ciota znów przegrali przetarg a Polacy z USA

26.05.04, 08:11
Mordują naród Iracki:) Myślałem ,że za udział w bezprawiu międzynarodowym
dostaniemy jakiś "kąsek" a tu dymią nas w odbyt amerykańskie pedały za
Kwaśniewskiego samowlne decyzje! Trzeba zrobić rerwolucję w tym zasranym
kraju i wypieprzyć stąd wszystkich dupolizów Buscha!
    • Gość: ballest Re: Bumar ciota znów przegrali przetarg a Polacy IP: *.lbo.de.add / 62.138.243.* 26.05.04, 09:24
      Pod tym wzgledem Polakom pomoc nie mozna, ja probowalem na rozne sposoby, ale
      czasami mam wrazenie, ze 90% Polakow to pokrewienstwo MONIKI Lewinski!

      Trudno, z gluchym nie porozmawiasz, a jak prawde napiszesz, to nienawidzisz
      Polske i Polakow.
      Taki jest ich tok myslenia!

      --

      pyrsk
      ballest
      • niunnka Re: Bumar ciota znów przegrali przetarg a Polacy 26.05.04, 11:38
        A może jakiś kontrakt dla Izraela na broń na Palestyńczyków.
        Spaliłam temat....oni mają swoją super broń.
        A może wiatrówki i tarzcze z wizerunkami sławnych forumowiczów? Ja
        wybrałabym :aqua,fogg,psztymucel,husycki i gorol
        • aqua Re: Bumar ciota znów przegrali przetarg a Polacy 26.05.04, 11:50
          Dzięki niunka, że zaliczasz mnie do sławnych forumowiczów. Niemaż to jak
          komplement od ładnej dziewczyny.
          • ballest Re: Bumar ciota znów przegrali przetarg a Polacy 28.05.04, 20:32
            Aqua, nie lej wody, !!! Bumara wykiwali a wy dalej chodzicie w ochraniaczach
            kolan!
            • aqua Re: Bumar ciota znów przegrali przetarg a Polacy 31.05.04, 13:29
              Ballest, ty stary pierdoło, nadstawisz szyję jak przydą po ciebie?
              • ballestrem Bumar nie mial zadnych szans zeby wygrac. 31.05.04, 14:59
                Konsorcjum Nour, z którym polski Bumar przegrał rywalizację o iracki kontrakt,
                jest wspierane przez ludzi ze szczytów władzy w Waszyngtonie
                Lobbyści FaroukiegoRządzącej

                (c) AFP

                KRZYSZTOF DAREWICZ

                Z WASZYNGTONU

                Jeśli komuś wydaje się, że polski Bumar dwukrotnie przegrał kontrakt na dostawy
                broni dla Iraku z "jakimś tam" konsorcjum Nour, które jeszcze rok temu nawet
                nie istniało - jest w dużym błędzie. Prawda jest bowiem taka, że zarówno za
                Nourem, jak i za całym dzieleniem łupów na lukratywnym rynku odbudowywanego
                Iraku, kryje się potężne lobby w Waszyngtonie, dla którego Polska to zupełnie
                niegroźny rywal.

                Istniejące od maja ubiegłego roku konsorcjum Nour USA Limited, które na
                potrzeby drugiego przetargu wystąpiło pod nazwą Anham, nie jest jakąś firmą
                krzak. Tworzy je grupa doskonale ustosunkowanych w Iraku, na Bliskim Wschodzie
                oraz w USA biznesmenów arabskich. Jego prezes, Jordańczyk Abdul Huda Faruki, od
                wielu lat zajmuje się finansowaniem inwestycji w krajach arabskich, ma bliskie
                powiązania z czołowymi biznesmenami i politykami saudyjskimi, libańskimi,
                marokańskimi i palestyńskimi, a do tego rozległe układy z prominentnymi
                przedstawicielami poprzedniej administracji amerykańskiej, których kampanie
                wyborcze hojnie sponsorował. Partnerem Faroukiego w konsorcjum Nour jest z
                kolei znana jordańska firma, należąca do rodziny Sukhtian i działająca na
                rynkach bliskowschodnich od pół wieku.

                Nie byle jakie znaczenie ma też fakt, że w skład Noura wchodzi grupa
                prominentych irackich biznesmenów, którzy jeszcze za reżimu Saddama Husajna
                kontrolowali - na państwowych stanowiskach - znaczną część irackiej gospodarki,
                a obecnie stali się "sektorem prywatnym". Protektorem Noura w Iraku, a zarazem
                bliskim przyjacielem Faroukiego, jest Ahmed Chalabi, długo faworyzowany przez
                Penatagon członek Irackiej Rady Rządzącej. Rodzina i znajomi Chalabiego
                związani są z firmą Erinys Iraq, powstałą za pieniądze Faroukiego, który z
                kolei dorobił się kiedyś dzięki pożyczkom właśnie od Chalabiego. Erinys Iraq ma
                razem z Nourem realizować kontrakt, o który walczył Bumar.



                William Cohen (z lewej), sekretarz obrony w administracji Billa Clintona, i
                Dick Armey, były przewodniczący republikańskiej większości w Izbie
                Reprezentantów

                (c) AP


                Ludzie władzy

                Z Chalabim czy bez, konsorcjum Nour miałoby jednak nikłe szanse na zdobycie
                kontraktów, gdyby nie wsparcie potężnych amerykańskich lobbystów. To
                oni "pomogli" wygrać Nourowi zarówno kontrakt, o który zabiegał Bumar, jak też
                wcześniejszy kontrakt o wartości 80 mln dolarów na zabezpieczenie irackich pól
                naftowych. Formalnie grupa owych lobbystów działa pod nazwą Iraq Task Force, a
                tworzą ją dwa zespoły - The Cohen Group i Piper Rudnick LLP. Ich skład nie
                pozostawia wątpliwości, dlaczego Bumar nie miał szans w rywalizacji z Nourem.

                Na czele Cohen Group stoi bowiem sam William Cohen, sekretarz obrony w
                administracji Billa Clintona, a wcześniej przez ponad ćwierć wieku
                republikański senator i kongresman. Ten jeden z najbardziej wpływowych
                amerykańskich polityków ma ścisłe powiązania z Bliskim Wschodem, sięgające
                jeszcze końca lat 70., gdy został w Senacie przewodniczącym podkomisji
                nadzorującej politykę amerykańską w tym regionie i kontrolującej wszystkie
                dostawy broni dla krajów arabskich. W latach 1989 - 1997 Cohen kierował też
                senacką grupą studyjną ds. Bliskiego Wschodu i przewodniczył amerykańskiej
                delegacji prowadzącej dialog z państwami arabskimi w Kairze. To za rządów
                Cohena w Pentagonie biznesmen Ahmed Chalabi, który do dziś ścigany jest w
                Jordanii za malwersacje bankowe, stał się liderem irackiej opozycji i
                otrzymywał z USA fundusze na działalność swego Irackiego Kongresu Narodowego w
                Londynie.

                Wiceprezesem w Cohen Group jest z kolei gen. Joseph Ralston, do niedawna
                dowódca wojsk NATO w Europie, a wcześniej zastępca dowódcy sztabu generalnego,
                w której to roli nadzorował wszystkie zamówienia zbrojeniowe Pentagonu. Do
                swojej lobbingowej grupy Cohen i Ralston wciągnęli kilkunastu byłych szefów
                różnych kluczowych wydziałów departamentów Obrony, Stanu i innych centralnych
                urzędów.

                Skład Iraq Task Force jest jednak jeszcze bardziej imponujący, jeśli przyjrzeć
                się liście prominentów pracujących na rzecz czołowej amerykańskiej firmy
                prawniczej Piper Rudnick LLP. Na jej czele znajduje się bowiem George Mitchell,
                który był przez piętnaście lat senatorem, a w tym przez sześć przewodniczący
                demokratycznej większości w Senacie. Na liście tej jest też Dick Armey - przez
                osiemnaście lat był kongresmanem, w tym przez osiem przewodniczącym
                republikańskiej większości w Izbie Reprezentantów. Dla Piper Rudnick LLP działa
                również jeden z najznakomitszych amerykańskich lobbystów John Zentay, który
                przez prawie trzy dekady lobbował w Kongresie na rzecz korporacji naftowych, a
                potem reprezentował wobec Senatu rządową agencję USAID (U.S. Agency for
                International Development), nadzorującą obecnie większość kontraktów na
                odbudowę Iraku.

                Iraq Task Force to, naturalnie, nie jedyna grupa wpływowych lobbystów
                zabiegających o ulokowanie amerykańskich firm w Iraku, którego odbudowa - jak
                się szacuje - pochłonie od 100 do 500 mld dol.

                Na przykład grupą o nazwie New Bridge Strategies kieruje Joe Allbaugh, szef
                kampanii wyborczej George'a W. Busha w 2000 r., a później dyrektor Federalnej
                Agencji Zarządzania Kryzysami. Jego partnerem jest Ed Rogers, były doradca
                prezydenta George'a Busha seniora. Z kolei grupie Akin Gump doradza gen.
                Anthony Zinni, który za czasów prezydenta Clintona kierował w Pentagonie
                centralnym dowództwem. Były przewodniczący Izby Reprezentantów Bob Livingston
                stworzył własną Livingstone Group, zatrudniającą m. in. prominentnego irackiego
                prawnika Mohammeda Odeha al-Rehaiefa, który przyczynił się do uratowania
                amerykańskiej żołnierz Jessiki Lynch. O kontrakty dla zajmującej się
                agrobiznesem korporacji Angliss International zabiega Clayton Yeutter,
                sekretarz rolnictwa w administracji Busha seniora, który obecnie pracuje w
                lobbingowej firmie Hogan and Hartson. Do zdobycia kontraktu o wartości 200 mln
                dol. na telefonię komórkową w Iraku przez koncern Qalcomm przyczynił się walnie
                lobbing ze strony republikańskiego kongresmana z Kalifornii Darrella Issy'ego.

                Droga przez Waszyngton

                - Droga do Iraku wiedzie przez Waszyngton - otwarcie przyznaje Bart Fisher,
                współzałożyciel U.S. Iraq Business Council.

                - Firmy bez koneksji w regionie lub Pentagonie nie mają żadnych szans na
                konkurowanie - nie ukrywa William Tucker, były doradca prezydenta Ronalda
                Reagana, który ostatnio też zajmuje się w Bagdadzie lobbowaniem dla
                amerykańskich firm i jest bliskim przyjacielem Petera McPhersona, innego
                prominenta z czasów Reagana, kontrolującego w amerykańskiej administracji w
                Iraku sprawy gospodarcze.

                Lobbyści uważają, że ich działalność jest całkowicie legalna i etyczna.
                Wprawdzie głosy krytyki pojawiają się, ale zarzuty dotyczą raczej negatywnego
                wrażenia, jakie tego rodzaju praktyki wywołują na świecie.

                - Niestety, dla reszty świata wygląda to tak, jak gdyby prominenci z
                Waszyngtonu zajmowali się paserstwem. Podaje to też w wątpliwość czystość owych
                wewnętrznych powiązań i sens fundamentalnych powodów przystąpienia przez USA do
                tej wojny - twierdzi Chellie Pingree, który kieruje pozarządową organizacją
                Common Cause, zabiegającą o uczciwe sprawowanie władzy. Głosy niezadowolenia
                rozlegają się też w Bagdadzie.

                - Coraz bardziej niepokoi nas, że standardy wymagane przez Amerykanów nie są
                przez nich samych przestrzegane. Wydawało się nam, że Amerykanie będą
                współpracowali z irackimi ministerstwami, a nie działali jak ministerstwa -
                uważa Isam al-Khafaji, były iracki dysydent, który na znak protestu przeciwko
                zachowaniu Amerykanów wycofał się niedawno z grupy doradzającej Pentagonowi w
                sprawach gospodarczy
                • ballestrem Re: Bumar nie mial zadnych szans zeby wygrac. 31.05.04, 15:01
                  Coraz bardziej niepokoi nas, że standardy wymagane przez Amerykanów nie są
                  przez nich samych przestrzegane. Wydawało się nam, że Amerykanie będą
                  współpracowali z irackimi ministerstwami, a nie działali jak ministerstwa -
                  uważa Isam al-Khafaji, były iracki dysydent, który na znak protestu przeciwko
                  zachowaniu Amerykanów wycofał się niedawno z grupy doradzającej Pentagonowi w
                  sprawach gospodarczych.

                  Konsorcjum Nour najwyraźniej nie dba o wrażenie, jakie mogą wywoływać jego
                  powiązania z Cohenem, gdyż w wywiadzie dla telewizji NBC rzecznik konsorcjum
                  otwarcie przyznał, że były sekretarz obrony doprowadził do "przedstawienia"
                  Noura "stosownym partnerom". Również na internetowej stronie Cohen Group, w
                  dziale "przykłady sukcesów", nie kryje się, że przyczyniła się ona do "zdobycia
                  poważnego kontraktu przez amerykańską firmę, doradzając jej i pomagając w
                  kontaktach z władzami USA i tymczasowymi władzami koalicyjnymi w Iraku".

                  Skazani na porażkę?

                  Cohen, którego przedstawiciel był w listopadzie ubiegłego roku w Polsce, mógłby
                  z pewnością wyjaśnić wiele mechanizmów, które doprowadziły do skojarzenia Nour
                  z Ostrowski Arms. Zwłaszcza że po paru tygodniach do Polski zawitał Farouki, by
                  już razem z Andrzejem Ostrowskim prowadzić rozmowy z sześcioma poważnymi
                  polskimi firmami.

                  Na pewno obaj panowie nie spotkali się na ulicy. Być może Cohen zna również
                  odpowiedź na dręczące przegrany Bumar pytanie, kto na potrzeby przetargów
                  wystawiał Nourowi referencje, za które istniejące bardzo krótko i nigdy
                  wcześniej formalnie nie zajmujące się handlem bronią konsorcjum
                  dostało "zieloną", czyli niemal najwyższą ocenę.

                  Według nowojorskiego dziennika "Newsday" firmy należące do Faroukiego "przez
                  wiele lat wykonywały na zamówienie Pentagonu i Departamentu Stanu poważne prace
                  budowlane w Europie, na Bliskim Wschodzie i bazie Guantanamo na Kubie". A mowa
                  tu o okresie, w którym szefem Pentagonu był również Cohen. Oferta, z którą Nour
                  pokonał w przetargach Bumar, musi zapewne zawierać jeszcze wiele innych
                  ciekawych punktów, skoro na przykład za zdolność do wywiązania się z zamówień
                  Nour dostał przy pierwszym podejściu najwyższą, "niebieską", ocenę, po czym
                  okazało się, że Farouki dopiero zacząć szukać dostawców i skierował zapytania w
                  tej sprawie również do... Bumaru.

                  Ale nawet jeśli i ten aspekt tajemnicy dotyczącej oferty Noura zostanie kiedyś
                  wyjaśniony, nie należy się raczej spodziewać znalezienia wyczerpującej
                  odpowiedzi na zasadnicze pytanie - dlaczego od dawna krążyła w Waszyngtonie
                  opinia, że Bumar nie ma szans wygrać z Nourem? Zastrzegające sobie anonimowość,
                  wiarygodne źródło ujawniło "Rz", że opinia ta pochodziła od "kogoś", kto miał
                  wszelkie dane po temu, by o z góry przegranej pozycji Bumaru mówić z całkowitą
                  pewnością. Czy dlatego, że i w tym wypadku droga do Bagdadu wiodła przez
                  Waszyngton? -

                  www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040528/publicystyka/publicystyka_a_7.html?k=on;t=2004052520040531

Pełna wersja