fesia
09.02.12, 09:39
W związku z tym, że w sieci ukazał się kłamliwy i oszczerczy tekst, jakobym 28 października 2011 r. potrącił na pasach rowerzystkę, a teraz żądał od niej 15 tys. zł za naprawę samochodu,
OŚWIADCZAM:
1. W tym dniu, ani nigdy, nie potraciłem na pasach rowerzystki.
29 października 2011 r. jechałem samochodem wraz z żoną ul. Harcerską w kierunku ul. Toszeckiej. Kiedy znaleźliśmy się tuż przed skrzyżowaniem obu ulic, w bok naszego samochodu uderzyła rowerzystka, jadąca z dużą prędkością chodnikiem w ciągu ul. Toszeckiej. Prędkość samochodu w chwili kolizji, tuż przed ruchliwą ul. Toszecką, była znikoma. W wyniku zderzenia rowerzystka upadła na jezdnię. Bok naszego samochodu został uszkodzony. Do wglądu jest dokumentacja fotograficzna uszkodzeń.
Nikogo więc nie potrąciłem. Nie da się najechać na kogokolwiek bokiem pojazdu. Tu nie ma wątpliwości, kto na kogo najechał, i kto jest winny. To rowerzystka, nie zachowując należytej ostrożności i popełniając wykroczenie - próbowała przejechać po pasach przejścia dla pieszych – uderzyła w samochód, który prowadziłem.
Po zderzeniu szybko wstała i podniosła swój rower. Twierdziła, że nic się jej nie stało i chce kontynuować podróż do pracy - do szpitala przy ul Radiowej. Zawieźliśmy ją więc (wraz z rowerem) pod szpital. Po kilku godzinach w rozmowie telefonicznej powiedziała, że badało ją dwóch lekarzy i nie stwierdzili poważnych obrażeń. Pozostaje zatem w szpitalu na stanowisku pracy. Następnego dnia byliśmy również w kontakcie telefonicznym. Dowiedzieliśmy się między innymi, że po dyżurze wróciła na rowerze do domu. Kiedy jednak zostaliśmy w kolejnej rozmowie poinformowani o złym stanie zdrowia uczestniczki kolizji, to istotnie zmieniło sytuację. Udaliśmy się więc na policję w celu złożenia wyjaśnień.
2. Nie żądałem i nie żądam od sprawczyni zdarzenia żadnych pieniędzy.
Oddaliśmy uszkodzony samochód do naprawy korzystając z własnej polisy AC. Na dalsze działania towarzystwa ubezpieczeniowego nie mamy wpływu. Warto może dodać, że nie występujemy do sprawczyni kolizji o zwrot tzw. „udziału własnego”, który zapłaciliśmy w warsztacie samochodowym, chociaż mielibyśmy do tego prawo.
Zygmunt Frankiewicz
Ps. Nie miałem zamiaru wracać do tej sprawy i roztrząsać jej na forum publicznym, ale skoro ktoś próbuje publicznie obarczyć mnie winą za nieszczęśliwe zdarzenie, do którego nie ja doprowadziłem, postanowiłem opisać jego przebieg. Dodatkowo, dziś doszły do mnie informacje, że ktoś z rodziny rowerzystki, która spowodowała kolizję, odwiedza gliwickie redakcje prasowe i próbuje je zainteresować fałszywymi informacjami przez siebie powtarzanymi. Powiem więcej, moja żona 3 lutego skontaktowała się telefonicznie z rowerzystką i deklaruje jej pomoc, a następnego dnia w Internecie pojawił się kłamliwy i oszczerczy tekst.
nie ma to jak ścieżki rowerowe malowane pędzlem na chodniku......czytaj sukces Pinokia- 80km takich scieżek;)