Dodaj do ulubionych

Najdalszy zasięg Słowian - specjalnie dla Ballesta

31.01.05, 13:36
Najdalszy zasięg Słowian - specjalnie dla Ballesta, który ma na końcu
nazwiska - ski (tego to nawet ja nie mam :))


piastowie.kei.pl/piast/mapa2.htm
Obserwuj wątek
    • Gość: perun Re: Najdalszy zasięg Słowian - specjalnie dla Bal IP: *.ath.cx / *.internetdsl.tpnet.pl 31.01.05, 13:55
      hehe najsmiesniejsze jest to za slazacy sa bardziej slowianscy od samych
      Polakow bo sie nie mieszali, takie bylo niepisane praw. Tylko biedaki o tym nie
      wiedza.Zreszta sami niemcy s w polowie slowianami , granica byla laba skad
      niemcy zmieszali sie ze slowianami , kulturowo to byli niemcy ale genetycznie
      juz nie. Zauwazyles ze Prusacy mieli bardzo polskie nazwiska.
            • lech_niedzielski Najdalszy zasięg Słowian -Tajemniczy lud Słowianie 02.02.05, 09:03
              Tajemniczy lud Słowianie

              Słowianie pojawiają się na europejskiej arenie historii jak diabeł z pudełka,
              wręcz jako ostatni, najmłodszy z osiadłych, to jest nie-koczowniczych,
              nie-stepowych ludów. Starożytność grecka i rzymska sprzed okresu Wędrówek Ludów
              nie zna ich wcale. Były wprawdzie domysły, aby za pra-Słowian uważać Neurów i
              Budynów wspomnianych przez Herodota na marginesie wydarzeń wśród Scytów około
              500 roku pne., ale pierwsze pewne wiadomości o Słowianach pochodzą dopiero z
              czasów równo tysiąc lat późniejszych, kiedy Prokop(iusz) z Cezarei, przyboczny
              historyk i propagandysta Belizariusza, "ministra wojny" wschodnio-rzymskiego
              cesarza i wielkiego odnowiciela Cesarstwa, Justyniana, spotyka ich gdzieś nad
              Dunajem. Autorzy z szóstego wieku ne. piszą o Słowianach jako o ludzie nowym, i
              wcześniej nie znanym, i dziwią się ich obyczajom. Z trudem można dopatrzyć się
              niepewnych śladów ich obecności wśród wojsk Hunów Atylii, a więc z połowy lat
              400-nych. Wcześniej historia grecka, rzymska, germańska ich nie zna (jak również
              chińska, która wcześniej niż Europejczycy zauważyła obecność Hunów, Alanów i
              Antów na Stepach). Również w zabytkach archeologicznych obecność Słowian daje
              się stwierdzić nie wcześniej niż w V, może IV wieku na Wołyniu i Podolu.

              Słowianie wydają się być "dziećmi Wędrówki Ludów". Ich wielka kariera: zajęcie w
              ciągu lat 500-nych i 600-nych Bałkanów, pogórza wschodnich Alp, ziem obecnej
              Słowacji, Moraw, Czech, dorzeczy Wisły, Odry i Łaby oraz górnego Dniepru (nad
              środkowym Dnieprem byli wcześniej) była możliwa dlatego, że w środkowej Europie
              wytworzył się obszar pustek, kiedy zamieszkujące dawniej ten obszar ludy, przede
              wszystkim germańskie, przesunęły się na zachód, łupiąc Zachód Państwa Rzymskiego
              i montując na gruzach Imperium własne królestwa. Okres Wędrówek ludów przyniósł
              regres, cywilizacyjną zapaść, wyludnienie wielkich obszarów ziemi. Dla Środkowej
              Europy Wędrówka Ludów tworzy historyczną nieciągłość, ciemne wieki, po których
              na tych samych ziemiach żyje już ktoś inny.
              • lech_niedzielski Re: Najdalszy zasięg Słowian -Tajemniczy lud Słow 02.02.05, 09:51
                Skąd się (nie) wzięli Słowianie?

                Na pewno nie z dorzecza Wisły i Odry, jak to niedawna było podawane w Polsce do
                wierzenia. Współcześnie z Państwem Rzymskim istniały na ziemiach obecnej Polski
                dwie wielkie kultury (w sensie kultur archeologicznych) - Wielbarska, której
                nosicielami byli Goci, oraz Przeworska, której odpowiadają wspomniane przez
                Tacyta i Ptolomeusza federacje plemion znane najpierw pod celtycka nazwą Lugiów,
                później pod germańską nazwą Wandalów. Kiedy ludy Kultury Przeworskiej -
                Hasdingowie i Silingowie - najeżdżają w roku 406 ne na rzymską Galię, są
                niewątpliwymi Germanami, chociaż od "wielbarskich" Gotów mnóstwo ich dzieli i
                wzajemna niechęć a często jawna wrogość wyniesiona jeszcze zapewne z czasów walk
                jednych z drugimi o ziemie nad Wisłą trwa do końca dziejów Wandalów.

                Nad Wisłą i Odra w starożytności po prostu nie było takiego miejsca, gdzie można
                by "zmieścić" Słowian. Ale ponieważ teoria autochtoniczna czyli pogląd o
                pochodzeniu Słowian z dorzecza Odry i Wisły był propagowany u nas przez
                kilkadziesiąt lat, i wielu ludzi nie zna innego, wymienię w wielkim skrócie
                sprzeczności do których ten pogląd prowadzi:


                - rzymscy autorzy nie wymieniają ludów z dorzecza Odry i Wisły, które by nosiły
                słowiańskie nazwy;


                - miejscowości wymienione na mapie Ptolemeusza noszą nie-słowiańskie nazwy. Jest
                tam wprawdzie Kalisia, która mogłaby być późniejszym Kaliszem, ale inne dowody
                przekonują, że owa Kalisia leżała w obecnej Słowacji (co jednocześnie dowodzi,
                że ta nazwa nie była słowiańska, jak że po południowej stronie Karpat Słowian w
                Starożytnosci na pewno nie było.);


                - nie pojawiają się w źródłach rzymskich żadni ludzie o słowiańskich imionach,
                podczas gdy wymienionych z imienia Germanów czy Sarmatów są tysiące. I
                odwrotnie, kiedy niewątpliwi już Słowianie wymieniani są przez źródła
                bizantyjskie w VI-VII w., natychmiast dają się poznać po charakterystycznych
                imionach, jak Radogost, Całogost, Niebyl, Wszemir i inne;


                - Słowianie nie istnieją jako sprzymierzeńcy Gotów i Wandalów, którzy wyszli z
                "naszych" ziem. Gdyby Słowianie tu byli, niewątpliwie pociągnęliby razem z
                tamtymi germańskimi ludami (albo w ślad za nimi) na Rzym w okresie Wędrówek
                Ludów, tak jak to zrobiła jakaś grupa bałtyjskich Galindów z obecnych Mazur.


                - w języku słowiańskim brak jest starych zapożyczeń z łaciny i greckiego,
                których mnóstwo jest w językach germańskich. Wniosek: przodkowie Słowian w
                starożytności żyli poza strefą bezpośrednich wpływów rzymskich. Tymczasem strefa
                takich wpływów obejmowała dorzecze Wisły i Odry, przejawiając się przez handel,
                związki polityczne, wyprawy wojskowe Rzymian i wojny z nimi;


                - nie ma w języku słowiańskim starych zapożyczeń celtyckich. A byłyby, gdyby
                Słowianie pochodzili znad Wisły, jako że ziemie nad górną Wisłą, na Górnym
                Śląsku i na Kujawach były zasiedlone przez Celtów. Uważa się, że Kultura
                Przeworska powstała w wyniku nałożenia się wpływów celtyckich na jakąś ludność
                wcześniejszą, skąd znowu wniosek, że Słowian tu nie było;


                - zagadkowe w świetle teorii o pochodzeniu Słowian znad Wisły i Odry są
                zapożyczenia językowe irańskie w słowiańskim;


                - Słowianie nie mają rodzimej nazwy dla bursztynu, która z pewnością istniałaby,
                gdyby byli jednym z ludów Bursztynowego Szlaku w starożytności. (Słowo
                bursztyn=bernstein='płonący kamień' jest z niemieckiego, jantar z litewskiego
                gintaras);
                • lech_niedzielski Re: Najdalszy zasięg Słowian -Tajemniczy lud Słow 02.02.05, 10:07
                  Słowianie a Bałtowie

                  Największe podobieństwo języków - widoczne nawet dla nie wtajemniczonych
                  językoznawców - łączy w obrębie języków indoeuropejskich rodzinę słowiańską z
                  rodziną bałtyjską. Litewski autor V. Mażiulis pokazał jaki rodzaj terytorialnych
                  związków łączył obie rodziny:



                  Słowianie (a raczej ówcześni językowi przodkowie Słowian) stanowili po prostu
                  południową peryferię Bałtów. Kiedy tak było? W połowie pierwszego tysiąclecia
                  pne, czyli około 500 r pne. Bałtowie (zawierający w sobie późniejszych Słowian)
                  zajmowali wtedy dorzecza Niemna, górnego Dniepru i górnej Oki. Późniejsi
                  Słowianie byli tym południowo-wschodnim pograniczem tego obszaru, i właśnie tam
                  - nad Desną, Teterwią a może i Oką - stykali się z Irańczykami, czyli najpierw
                  Scytami, a później, od lat 300-nych pne. - Sarmatami, którzy byli kolejną, ale
                  już ostanią falą ludów irańskich na czarnomorskich stepach. Po nich przyszli
                  Hunowie, pierwszy zastęp ludów ałtajskiej grupy językowej, których zbiorczo,
                  choć w uproszczeniu, nazwać można Turkami.



                  MAPA kultur pre-bałto-słowiańskich
                  (Uwaga! Aż 169 KB)

                  Bałtowie sami w sobie są wielką osobliwością, a to z powodu archaiczności swoich
                  języków, które wyglądają jak zabytki ze starożytności. Widoczne to jest do
                  pewnego stopnia już w słowiańskich: Polak uczący się sanskrytu raz po raz
                  napotyka słowa, które w tym staroindyjskim języku brzmią uderzająco podobnie do
                  słowiańskich o tym samym znaczeniu: "wieś" w sanskrycie brzmi: viś, "sieć" to
                  śić (piszę z kreską nad ć, żeby przeczytać tak jak się wymawia), "liże":
                  limhati, "mięso": mamsa (m jest z kropką, i znaczy tyle, że poprzednie a jest
                  nosowe) - i tak dalej. Inne podobieństwo są ukryte, ale ukryte tuż pod
                  powierzchnią: "czarny" w sanskrycie to kRszna (R tworzy sylabę, sz piszę jak po
                  polsku bo nie mam odpowiednich czcionek.) Ale nasze słowo wcześniej wymawiało
                  się czRsny! Litwin lub Łotysz znajdzie tych podobieństw - wskazujących na stare
                  indoeuropejskie powiązania - jeszcze więcej.

                  Większość prahistoryków przyjmuje, że pierwsze ludy mówiące językiem (lub
                  językami) praindoeuropejskim zamieszkiwały obszary na północ od Morza Czarnego:
                  między Karpatami a Kaukazem, zarówno step jak i las, prowadząc gospodarkę
                  zarówno pasterską jak i rolną. Językoznawcy dzielą języki indoeuropejskie na
                  dwie wielkie grupy: Kentum i Satem, zależnie od tego, jak był wymawiany
                  liczebnik "sto". Skraje obszaru indoeuropejskiego, a więc Grecy na południu,
                  Celtowie i Italikowie (w tym Rzymianie-łacinnicy) na Zachodzie, Germanowie nad
                  Bałtykiem i Tocharowie gdzieś na wschodnich stepach należeli do grupy Kentum.
                  Ludy Satem: Ariowie, którzy najechali Indie, Irańczycy, którzy prócz Wyżyny
                  Irańskiej zamieszkiwali stepy dzisiejszej Ukrainy i Kazachstanu, oraz Słowianie
                  i Bałtowie, stanowili grupę centralną, która rozeszła się w różne strony świata
                  później niż ludy Kentum. (Dodam, że najdawniej oddzielona grupa
                  Indoeuropejczyków, Hetyci z obecnej Turcji, którzy weszli w styczność z
                  Mezopotamią, Egiptem jak również Prażydami, mówili językiem, który wykształcił
                  się przed podziałem na Kentum i Satem i do żadnej z tych grup nie należy.)

                  Kusi następująca hipoteza: Bałtowie (a wśród nich językowi przodkowie Słowian)
                  są ta częścią Indoeuropejczyków Satem, którzy żyli nie na Stepie, lecz w Lasach.
                  Ci Stepowi poszli dalej na południe i zasiedlili Iran, Azję Środkową i Indie. Ci
                  Leśni pozostali na miejscu (co najwyżej z pewnych terenów wypierając Finów,
                  starszą warstwę ludności). Ich zasiedziałość zgadzałaby się z ich językowym
                  konserwatyzmem - bo przecież języki słowiańskie, w tym polski, a jeszcze
                  bardziej litewski (i łotewski) strukturalnie przypominają inne indoeuropejskie -
                  indyjskie, grecki, irańskie, germańskie - ale z ich etapu rozwojowego sprzed
                  dwóch tysięcy lat. W słowiańskich i w bałtyjskich istnieje np. pełna odmiana
                  przez przypadki, którą wszędzie poza tym zanikła, i to właśnie tysiąc kilkaset
                  lat temu. Języki bałtyjskie zachowały nawet archaiczne końcówki rzeczownika -s,
                  -us, -is, -as, które tak rzucają się w oczy choćby w łacinie i w starej grece.

                  Południowa peryferia Bałtów, ta z której w końcu wyodrębnią się Słowianie, była
                  bardziej od reszty bałtyjskiej dziedziny wystawiona na wpływy zewnętrzne.
                  Sąsiadowali z nią irańscy Sarmaci (a wcześniej Scytowie), których świat sięgał
                  aż po góry Uralu, Ałtaju i Pamiru, po granice Rzymu i imperiów perskich. Dzięki
                  podobnemu językowi mieli on dostęp do dominujących w Iranie nauk Zaratusztry.

                  W 300-nych latach ne. Południe Bałtyjskie dostało nowych sąsiadów, mianowicie
                  Gotów, którzy przywędrowali tu szlakiem wzdłuż Bugu i Bohu (obie rzeki noszą do
                  dziś podobną starogermańską nazwę). Na ziemiach obecnej Ukrainy Goci
                  sprzymierzyli się z tubylcami Sarmatami/Alanami, a ich wspólną społeczność
                  archeologowie zidentyfikowali jako Kulturę Czerniachowską. (Nazwaną tak od nazwy
                  miejscowości koło Kijowa.) Stopiliby się w jeden naród, który istniałby może do
                  dziś... ale Historia chciała inaczej. Era Irańczyków na stepie gwałtownie się
                  kończyła. Z gór Syberii wyroił się nowy lud, który miał zdominować Stepy na
                  następne półtora tysiąclecia - Ałtajczycy. Ze wschodu szła ich pierwsza fala -
                  Hunowie, a trwoga przed nimi kazała Gotom, Alanom i naszym krajanom Wandalom
                  uciekać na ziemie Rzymu.

                  Przewaga Hunów trwała tylko dwa pokolenia. Synowie Atylii nie umieli już
                  utrzymać jego państwa. Dwa imperia - Hunów i Rzymskie - upadły niemal
                  jednocześnie. Wandalowie siedzieli już w Afryce, Goci w Galii, Italii i
                  Hiszpanii, wraz z nimi na Zachód pociągnęli Alanowie. Środek Europy stanowił
                  pustkę - bez władzy, bez państw, a często po prostu bez ludzi. (Wystarczy
                  niewiele wyobraźni, aby sobie uświadomić to stulecie wyniszczającej wojny
                  wszyskich ze wszystkimi...) Był jednak jeden lud, który umiał te pustkę wypełnić.

                  Jest kilka nazw etnicznych, które pojawiają się gdzieś nad Dnieprem zarówno
                  przed, jak i po najeździe huńskim. Są to: Antowie, Serbowie i Chorwaci. Plemiona
                  sarmacko-alańskie, których przedstawiciele, w kilkadziesiąt lat po rozproszeniu
                  się Hunów, noszą już słowiańskie imiona i mówią słowiańskim językiem, zachowując
                  (Serbowie i Chorwaci aż do dziś) stare plemienne nazwy.

                  W "ciemnym wieku" Wędrówek Ludów i inwazji Hunów dokonała się etnogeneza
                  Słowian. (Przyznam, że o tym momencie dziejów myślę z dużym wzruszeniem...) Co
                  właściwie wtedy się stało, lub raczej mogło się stać, jako że skazani jesteśmy
                  tylko na domysły? Tamte trzy plemiona - lub raczej ich części - nie uciekły
                  przed Hunami na zachód, lecz schroniły się na ziemiach swoich północnych
                  sąsiadów, Bałtów. Tych Bałtów z południowej peryferii. Nie sądzę, żeby ich
                  podbili, ani tym mniej zamienili w swoich poddanych - bo gdyby tak było, u
                  Słowian istniałaby jakaś struktura władzy oparta na dominacji. Tymczasem
                  Słowianie, tak jak ich widział Prokopiusz i inni Grecy, żyli w pełnej
                  demokracji, o ile nie w anarchii. (Dodatkowym argumentem jest tu pełny niemal
                  brak rodzimych słów słowiańskich oznaczających władców: "książę" i "władza" to
                  pożyczki gockie, "pan" - od Awarów, "król" - od imienia sławnego władcy Franków;
                  jeden "wojewoda" jest własny, ale to przecież funkcja demokratyczna.) Zapewne ci
                  Sarmaci i ich potomkowie stanowili "zbrojne ramię" rolniczego ludu leśnej
                  strefy, mając większe obycie z walką konną. Zapewne chętniej niż inni byli
                  obierani na wodzów ("wojewodów") zbrojnych i łupieskich wypraw, jakie wkrótce
                  nastąpiły.

                  Sarmaci przynieśli Południowym Bałtom (czyli późniejszym Słowianom) swoje
                  wyobrażenia religijne, czego śladem jest około czterdziestu słów pochodzenia
                  irańskiego, oznaczających najważniejsze pojęcia religijno-moralne. Należą tu
                  słowa "bóg", "wiara", "raj", "święty", "chwała" i inne. Reszta Bałtów, od
                  których pochodzą obecni Litwini i Łotysze, zachowała dawniejsze słowa rodzime.

                  Można domniemywać, że domieszka "krwi" sarmackiej u Południowych Bałtów
                  przyniosła również przewrót w ich poglą
                  • lech_niedzielski Re: Najdalszy zasięg Słowian -Tajemniczy lud Słow 02.02.05, 10:09
                    Można domniemywać, że domieszka "krwi" sarmackiej u Południowych Bałtów
                    przyniosła również przewrót w ich poglądach na świat. U tych mieszkańców błot i
                    puszcz świat przestał się kończyć za najbliższą rzeczką. Zaczęły działać miraże
                    dalekich krajów, szerokich stepów, bogatych miast gdzieś na krańcach ziemi.
                    Narastał mit, krążyły opowieści. Znaleźli się pierwsi śmiałkowie, którzy
                    zaciągali się na wojne do Hunów. Niektórzy wracali, przynosili nowe opowieści.
                    Kiedy wnukowie pierwszych uciekinierów byli dorośli (mówili już językiem swoich
                    słowiańskich matek, a zresztą ten język też w tym czasie się zmienił), do
                    leśnych osad docierały coraz bardziej poruszające wieści: nie ma Hunów! Ziemie
                    stoją puste. Wystarczy zbudować łódź, albo załadować dobytek do wozu, pogonić
                    stada... Świat stoi otworem. Wyobrażam sobie, jak wszyscy powtarzali magiczne
                    słowa: Dniestr, Dunaj, Wisła... Tam była wolność i była niepowtarzalne szansa. Z
                    czym to porównać? Może podobny pęd kazał Amerykanom iść za Mississippi i za Góry
                    Skaliste.

                    Owo "pięć minut" dla Słowian trwało nie dłużej niż dwa pokolenia. W 556 r ne na
                    północ od Kaukazu zjawili się Awarowie, druga (po Hunach) turecka fala ze
                    Środkowej Azji. Wydarzenia nastąpiły w tempie końskiego galopu. W 561 i 566 r
                    nowi konni wojownicy najechali Franków i przystąpili do budowania imperium nad
                    Dunajem. Różne są doniesienia o roli Słowian w państwie Awarów: z jednych źródeł
                    wynika, że mieli przydzieloną rolę poddanych i "mięsa armatniego", które
                    wygrywało bitwy na korzyść swoich panów. Inne doniesienia każą widzieć Słowian
                    jako wolnych sprzymierzeńców tamtego tureckiego ludu. Mogło być i tak, i tak.
                    Słowianie byli już mocno zróżnicowani pomiędzy sobą. Być może najazd awarski był
                    przyczyną drugiej ekspansji Słowian, tym razem na północ i północny wschód - w
                    górę Dniepru, nad Okę, górną Wołgę, nad Ilmeń i w stronę Białego Morza. Także
                    Słowianie osiedleni nad Wisła, Odrą i Łabą uniknęli okupacji awarskiej.
                        • lech_niedzielski Najdalszy zasięg Słowian -Tajemniczy lud Słowianie 04.02.05, 17:58
                          Na czym mogła polegać przewaga Słowian?

                          Kiedy rozważa się tamte czasy początków słowiańskiej historii, narzuca się
                          pytanie: dzięki czemu Słowianie rozmnożyli się i zalali Europę, a liczne inne
                          ludy z tamtej epoki, w tym również sąsiedzi Słowian - Langobardowie, Awarowie,
                          Gepidzi - zniknęli bez śladu? Wydaje się, że przewagą Słowian były te własnie
                          cechy, które pozornie składają się na ich rzekomą słabość i niższość.
                          Germanowie, Sarmaci i Turcy w tamtej epoce występują jako ludy o dość
                          rozbudowanej hierarchii społecznej: z podziałem na plebs i arystokrację, z
                          dynastycznymi władcami. Potrafią organizować państwa liczące setki tysięcy i
                          miliony poddanych, na terytoriach większych nawet niż obecne państwa Europy.
                          Posiadają ośrodki wyspecjalizowanego przemysłu (jak zagłębia hutnicze w Górach
                          Świętokrzyskich i nad Utratą na Mazowszu). Biorą udział w międzynarodowym handlu.

                          Słowianie tego wszystkiego nie mieli. Nie mają nad sobą władców (co zdumiewało
                          greckich kronikarzy). Nie mając zorganizowanych państw są nieuchwytni dla
                          wrogów. Wolni, bez władzy, czują siłę, jaką dać może tylko wolność pomiędzy
                          równymi. Nie zależąc od handlu i przemysłu, są samowystarczalni w ramach
                          niewielkiej wspólnoty, a taką najtrudniej zniszczyć. Brak władzy, jak każdy to
                          dzisiaj widzi, to także ogromna oszczędność. Wydaje się więc, że w tamtej tak
                          tragicznej dla cywilizowanej Europy epoce, Słowianie instynktownie przyjęli
                          najlepszą metodę przetrwania: rozproszyć się, przypaść do ziemi, brać środki do
                          życia z gospodarki bezpośredniej. (Z bardzo podobnych powodów, aby ośrodki
                          dowodzenia mogły przetrwać atak jądrowy, Amerykanie zbudowali internet...)
                          Ciężkie czasy wymagały skrócenia łańcuchów krążenia energii w społeczeństwie. I
                          Słowianie to zrobili. (Chociaż jednocześnie zapomnieli jak się robi ozdoby na
                          broni, i wyrzucili, może jako zbędny balast, koła garncarskie.)
                          • lech_niedzielski Re: Najdalszy zasięg Słowian -Tajemniczy lud Słow 04.02.05, 22:49
                            Problemy religijnej natury

                            Każdy, kto interesował się dawną, przedchrześcijańską religią Słowian naraża się
                            w końcu na frustrację: można przeczytać wiele grubych tomów, i nadal nie
                            wiedzieć o niej nic. Dawne ruskie, niemieckie i inne kroniki przekazały kilka
                            imion bóstw (niepewnych i poprzekręcanych), strzępy opisów obyczajów i obrzędów,
                            które często trzeba odrzucić jako wymysł pisarzy. Do tego dodajmy niejasne
                            związki z religiami innych ludów, układane zwykle w drętwe schematy. Kiedy
                            przechodzi się do studiowania religii i mitologii nie tylko greckiej, czy
                            indyjskiej, ale również celtyckiej i germańskiej, ogarnia żal i kompleks
                            niższości. Dlaczego przekazy dotyczące wiary naszych przodków są tak żałośnie
                            okrojone?

                            Jakąś winę ponosi za ogólny duch kultury eurochrześcijańskiej, która z odrazą
                            patrzyła na "pogaństwo". Tym bardziej, że Słowianie dołączyli do Europy w
                            najgorszym momencie, jeśli chodzi o zainteresowanie dla pogańskiej odmienności.
                            Minął już czas, kiedy zachodnie chrześcijaństwo się formowało, czerpiąc to i owo
                            ze starszych, tubylczych wyobrażeń; kiedy układano legendy o świętych na
                            podobieństwo mitów o pogańskich bóstwach. Z drugiej strony daleko jeszcze było
                            do renesansowej ciekawości świata, która sprawiła, że jednak spisano pewniejsze
                            wiadomości o pogaństwie litewskim.

                            Więc mnóstwo wiadomości o dawnych bóstwach i obrzędach nigdy nie doznało
                            zaszczytu być utrwalonymi na pergaminie. Ale była też z inna przyczyna: religia
                            Słowian była znacznie uboższa, jeśli o postacie boskie i mityczne chodzi, od
                            germańskiej, celtyckiej i greckiej. Jak również religijne wyobrażenia Słowian
                            zapewne zbyt mocno odbiegały zarówno od monoteistycznych-chrześcijański ch, jak i
                            od pogańskich sensu stricte czyli politeistycznych. Można podejrzewac, że
                            religia Słowian była tak odmienna zarówno od chrześcijaństwa, jak i od
                            greckiego, celtyckiego i germańskiego pogaństwa, że przez ówczesnych misjonarzy
                            i neofitów przez nich wychowanych w ogóle nie była postrzegana jako religia!

                            Wymienione poprzednio cztery religie (chrześcijańska, grecka, germańska,
                            celtycka - i inne także) opierają się na wyobrażeniu osobowych bogów, z których
                            każdy jest, powiedzieć można, solidną jednostką. Ale znane też są religie, w
                            których "istoty duchowe", opatrywane imionami i służące w pewien sposób ludziom
                            (a więc: bogowie), są mgliści i beztwarzowi, i co więcej: są przez pewne
                            rytualne działania przywoływani tylko jakby na chwilę z niebytu. Tak było w
                            religii rzymskiej, gdzie byli bogowie tacy jak Terminus czyli Miedza, Limentus
                            czyli Progownik, bóg progu, albo Fabulinus czyli Gadałek, który uczył dzieci mówić.

                            Coś podobnego działo się również w religijnej wyobraźni Chińczyków - i książki o
                            mitologii chińskiej traktują o równie mglistym przedmiocie, jak dzieła o
                            mitologii Słowian.

                            Religie o wybujałej mitologii i teologii wymagają kapłańskich kolegiów i całej
                            kapłańskiej kasty, wymagają świątyń i ich obsługi, a dalej świętych pism albo
                            wyróżnionej grupy ludzi, którzy pełnią rolę "żywych ksiąg", ucząc się (jak
                            bramini i druidzi) świętych tekstów na pamięć. Takie religie wymagają więc
                            religijnej władzy. A tej Słowianie, tak samo jak i władzy świeckiej-państwowej,
                            nie mieli.

                            Wcale bym się nie zdziwił, gdyby się okazało, że w VI-tym wieku wyobrażenia o
                            Perunie, Wełesie i Swarożycu były wśród Słowian równie niejasne, jak dziś wśród
                            badaczy słowiańskich starożytności. Kult bogów wyobrażonych w posągach (nie
                            mówiąc już o świątyniach), bogów, którzy wspierają władców w ramach jednej
                            państwowo-sakralnej liturgii, jest najwyraźniej zjawiskiem późnym, które nigdzie
                            oprócz Połabia się nie miało czasu ani warunków, aby się rozwinąć.

                            Kijowska Kronika Nestora ("Powieść minionych lat") stwierdza wyraźnie: "I począł
                            władać Włodzimierz w Kijowie sam jeden, i postawił bałwany na wzgórzu za dworem
                            teremnym: Peruna drewnianego z głową srebrną i wąsem złotym, i Chorsa, Dadźboga
                            i Strzyboga, i Simargła, i Mokosza. (...) Włodzimierz tedy posadził Dobrynię,
                            wuja swego w Nowogrodzie. I przyszedł Dobrynia do Nowogrodu, postawił bałwana
                            nad rzeką Wołchow, i składali ofiarę jemu ludzie nowogrodzcy jako bogu." Było to
                            przed rokiem 986. Z cytatu tego niewątpliwie wynika, że Włodzimierz w Kijowie
                            powołał nowe miejsce kultowe z posągami bogów - nie zaś, że kontynuował
                            tradycyjne praktyki religijne. Stało się to zaś wtedy, kiedy "począł władać sam
                            jeden", a więc zarówno pozbył się krewnych-współwładców, jak i oderwał się, jako
                            monarcha, od starszych, domokratyczno-wiecowych tradycji. Religia władzy, kult
                            wyraźnie określonych, osobowych bogów wyobrażonych pod postacią posągów
                            najwyraźniej były i w Kijowie, i w Nowogrodzie, nowinką religijną. Nowinką,
                            która ponadto pojawia się u Słowian dopiero po pięciuset latach ich odrębnego
                            istnienia jako ludu i kultury.
                            • lech_niedzielski Re: Najdalszy zasięg Słowian - Słowiańskie zagadki 05.02.05, 09:05
                              Nazwy rzek. Nazwy rzek w dorzeczu Wisły i Odry (i w krajach sąsiednich) są w
                              ogromnej większości niesłowiańskie. (Niektóre, jak Bug, dają się rozpoznać jako
                              germańskie, inne, jak Wisła, mają brzmienie "podejrzanie" celtyckie. Większości
                              nie da się wyprowadzić z żadnego znanego języka.) Stad wniosek, że musiały
                              zostać przejęte od poprzedniej ludności. Co oznacza, że jednak jakieś osady
                              "przeworskie" i "wielbarskie" przetrwały Wędrówkę Ludów, i ludzie tu mieszkający
                              posłużyli Słowianom jako informatorzy, a może przewodnicy. Co się stało z tą
                              ludnością? Jak była proporcja pomiędzy słowiańskimi przybyszami a
                              nie-słowiańskimi tubylcami? Czy tylko nazwy rzek im przekazali?
                              • lech_niedzielski Najdalszy zasięg Słowian - Słowiańskie zagadki 05.02.05, 11:47
                                Nazwy miast. W przeciwieństwie do rzek, nazwy miejscowości na ziemiach obecnie
                                polskich są prawie bez wyjątku słowiańskie (pomijam tu średniowieczne osadnictwo
                                niemieckie, skąd Limanowa, Łańcut i Rabsztyn, pomijam też ziemie dawniej pruskie
                                i jaćwieskie). Tym większą mają wartość ewentualne przedsłowiańskie nazwy
                                miejscowości. Które to są? Czy np. Kraków pochodzi o d imienia rzekomego Kraka,
                                czy może słowiańską końcówkę "ów" doczepiono do celtyckiego rdzenia? Miasto
                                Kobryń na Wołyniu nosi nazwę (jakoby) gocką - może podobne są i po naszej
                                stronie Bugu?
                                  • lech_niedzielski Najdalszy zasięg Słowian - Słowiańskie zagadki 05.02.05, 15:17
                                    Nazwy miast a władza.

                                    Słowianie nie mieli władców. Jak to pogodzić z faktem, że większość nazw
                                    miejscowości pierwotnie znaczyła "gród/wieś/osada takiego-to-a-takiego"?
                                    Warszawa = 'gród Wrócisława/Warsza', Poznań = 'gród Poznana', Inowłódz = 'gród
                                    Inowłoda', Sieradz = 'gród Wszerada', Wolbórz = 'gród Wolibora'. Kim w
                                    rzeczywistości byli ci mężczyźni, których imiona wskazują, że ich społeczność
                                    ceniła sobie wojenne męskie cnoty (-sław, -bor, -woj, -sąd, -mir, -gniew), i
                                    odnosiła się z szacunkiem do nich, skoro ich imionami nazywano miasta?
                                    • lech_niedzielski Re: Najdalszy zasięg Słowian - Słowiańskie zagadk 06.02.05, 08:33
                                      Imiona Słowian.

                                      Religia Słowian jawi się nam jako twór mglisty, guślarstwo raczej niż choćby
                                      porządny szamanizm, nie mówiąc już o politeizmie. Jak to pogodzić z faktem, że
                                      ich imiona tworzą tak precyzyjny system? Gdyż wśród tych imion przeważa typ
                                      wyrażający życzenie, zwykle składający się z dwóch części: Rado-gost,
                                      Stani-sław, Zby-gniew, Sędo-mir, Wsze-drog. Zasady tworzenia tych imion są
                                      bardzo rygorystyczne: mogą w nich występować tylko pojęcia abstrakcyjne, cnoty
                                      wojenne (-bor, "walka, waleczny") i pokojowe (-mir, "szacunek, ład, prawo"),
                                      czasem są odwołania do 'ojców' i 'dziadów'. Żadnych imion bogów, żadnych mieczy,
                                      włóczni, tarcz i koni, żadnych zwierząt, których pełno w imionach germańskich,
                                      greckich, celtyckich. Wśród Słowian niemożliwe byłyby imiona w rodzaju
                                      Hippolytos ('puszczający konie luzem'), ani Eberhard ('silny jak dzika świnia')
                                      - ani Kalidaśa ('sługa bogini Kali'). System słowiańskich imion sprawia wrażenie
                                      czegoś dostojnego i wyrafinowanego. I znowu - jak to pogodzić zarówno z
                                      prymitywizmem kultury materialnej, jak i z ową "mglistością" religii. A może ta
                                      mglistość i prymitywizm to pozór, skrywający lud miłujących prostotę mędrców?
                                      (XIX-wieczni Amerykanie mieli Indian za prymitywów, dziś się od nich uczą jak żyć.)
                                        • lech_niedzielski Najdalszy zasięg Słowian - Słowiańskie zagadki 06.02.05, 11:49
                                          Chrześcijaństwo u Wandalów i Gotów.

                                          Jeden i drugi lud germański, kiedy najeżdżał Państwo Rzymskie, był już
                                          ochrzczony: miał już za sobą przyjęcie chrześcijaństwa. Czy misje
                                          chrześcijan-arian nie docierały na ziemie obecnie polskie - wtedy zamieszkane
                                          przez Wandalów i Gotów - już w IV wieku ne.? Nie można tego wykluczyć.
                                          • lech_niedzielski Najdalszy zasięg Słowian - Słowiańskie zagadki 06.02.05, 14:05
                                            "Pisać" i "czytać".

                                            Słowianie, jak się wszyscy zgadzają, nie mieli swojego rodzimego pisma (w
                                            odróżnieniu od Germanów znających pismo runiczne, i Turków, piszących podobnymi
                                            znakami), i aż do przyjęcia chrześcijaństwa byli niepiśmienni. Dlaczego wobec
                                            tego język słowiański posiada rodzime słowa zarówno na "czytanie" jak i na
                                            "pisanie", oraz na "księgi" i "bukwy"-litery?
                                            • lech_niedzielski Re: Najdalszy zasięg Słowian - Słowiańskie zagadk 06.02.05, 15:18
                                              Głagolica. Cyryl i Metody, Grecy znający Słowian i ich język, pierwsi misjonarze
                                              wśród Słowian, kiedy zaczęli spisywać ich język i tworzyć chrześcijańską
                                              liturgię w tym języku, stworzyli alfabet, nazwany głagolicą. Alfabet ten, słabo
                                              przypominający jakiekolwiek znane wówczas pisma, nazwano słowiańska nazwą.
                                              "Cyrylicą" nazwano inny alfabet, utworzony później, już po śmierci Cyryla i
                                              mniej oryginalny niż głagolica, będący adaptacją greckiego. Czy czasem głagolica
                                              nie jest oryginalnym pismem słowiańskim, zaledwie wykorzystanym przez obu
                                              Apostołów Słowian, lub - to w wersji mniej radykalnej - zawiera litery z
                                              wcześniejszego, oryginalnie słowiańskiego alfabetu?
                                              • lech_niedzielski Słowianie wciąż tajemniczy 06.02.05, 15:58
                                                Każdy słyszał o prehistorycznym grodzie w Biskupinie i o świętokrzyskich
                                                dymarkach, starożytnych hutach żelaza. Co roku w Biskupinie i w Nowej Słupi pod
                                                Świętym Krzyżem są organizowane archeologiczne festiwale i niejeden ze
                                                zwiedzających jest przekonany, że ogląda prasłowiańskie zabytki. Kilka pokoleń
                                                Polaków uczyło się z podręczników historii, że między Karpatami a Bałtykiem
                                                jesteśmy tubylcami i to od paru tysięcy lat. Tymczasem... były to tylko
                                                patriotyczne złudzenia. Naprawdę nasi przodkowie przywędrowali nad Wisłę i Odrę
                                                dopiero około 500 roku naszej ery, czyli niedługo po upadku zachodniej połowy
                                                Cesarstwa Rzymskiego.

                                                Skąd Słowianie przyszli? Skąd wyroili się w tak wielkiej liczbie, że zasiedlili
                                                połowę Europy? Jaka kulturę stworzyli, jaką wyznawali religię? Na te pytania
                                                niełatwo odpowiedzieć; być może wielu rzeczy o naszych przodkach nie dowiemy się
                                                nigdy. Słowianie, gdy przyjrzeć się ich najwcześniejszej historii, okazują się
                                                najbardziej tajemniczym ludem Europy.
                                                  • lech_niedzielski Re: Słowianie wciąż tajemniczy 06.02.05, 19:08
                                                    Co było przed Słowianami?

                                                    W starożytności, w czasach rozkwitu cywilizacji Grecji i Rzymu, o
                                                    Słowianach nikt nie słyszał. Tak jakby ich nie było. Na pewno zaś nie było ich
                                                    nad Wisłą i Odrą, podobnie jak nie było ich na Bałkanach ani nad Morzem Czarnym.
                                                    Starożytni geografowie wyliczają różne ludy żyjące gdzieś na północ od Karpat,
                                                    ale ich nazwy - różni Agatyrsowie, Androfagowie (czyli "ludożercy"), Gelonowie,
                                                    Scirrowie, Hirowie brzmią dla nas obco i trudno w nich dopatrzyć się Słowian.
                                                    Gród w Biskupinie wzniesiono w roku 736 pne., z pni dębów wyciętych w ciągu
                                                    jednej zimy, ale kim byli jego budowniczowie, jakim językiem mówili - nie wiemy.
                                                    Archeologowie nadali temu ludowi umowną nazwę "kultury łużyckiej". Ten sam lud
                                                    odprawiał obrzędy na Ślęży, ale to działo się 1200 lat przed przybyciem Słowian.

                                                    W czasach Cesarstwa Rzymskiego, kiedy rzymskie legiony stały nad Renem i
                                                    Dunajem, większość naszych ziem zamieszkiwał lud, który archeologowie po swojemu
                                                    nazwali "kultura przeworską", a rzymski historyk Tacyt znał pod imieniem Lugiów.
                                                    Nazwa Lugiów jest celtycka, znaczyła "Sprzysiężeni", ale w czasach rzymskich
                                                    zmienili oni język na germański i nosili germańskie imiona. W przeciwieństwie do
                                                    innych Germanów - Kwadów i Markomanów, którzy toczyli z Rzymianami zaciekłe
                                                    wojny, Lugiowie rozwinęli na wielką skalę hutnictwo żelaza i bogacili się
                                                    sprzedając wojowniczym sąsiadom miecze, groty do strzał i obręcze do kół. To ich
                                                    dziełem były świętokrzyskie dymarki i drugie wielkie zagłębie hutnicze, na
                                                    Mazowszu koło obecnego Milanówka i Błonia. Śladem ich udanych interesów są setki
                                                    kilogramów srebrnych i złotych rzymskich monet, które zainkasowali i...
                                                    zakopali, ku uciesze archeologów.

                                                    Jaki był dalszy los Lugiów? Znaczna ich cześć przeniosła się na
                                                    południe, do obecnych Węgier. Przybrali tam nowa nazwę: Wandalów. Niektórzy
                                                    służyli w rzymskim wojsku. Jeden z nich, imieniem Stylicho, był przez wiele lat
                                                    faktycznym władcą cesarstwa. Aż w roku 407 zebrali się w "grupę uderzeniowa",
                                                    przełamali opór legionistów na Renie i najechali rzymskie państwo. Złupili Galię
                                                    (czyli obecną Francję) i Hiszpanię, przeprawili się do Afryki i tam założyli
                                                    państwo na terenie obecnej Tunezji. W 534 roku rozbił ich i rozproszył cesarz
                                                    Justynian - ten sam, który zbudował gigantyczny kościół Hagia Sophia w swojej
                                                    stolicy, Konstantynopolu.

                                                    Zanim to się stało, na Pomorzu wylądowali Goci. Chociaż mówili pokrewnym
                                                    wschodnio-germańskim językiem, byli zaciekłymi nieprzyjaciółmi Wandalów, zarówno
                                                    nad Wisłą, jak i wiele lat później, kiedy już Wandalowie władali Afryką, a Goci
                                                    Italią. Goci na Pomorzu pozostawili po sobie trwałe zabytki: słynne kamienne
                                                    kręgi w Odrach i Węsiorach. Archeologowie nazwali ich "kulturą wielbarską".
                                                    "Wielbarscy" Goci wyparli "przeworskich" Wandalów z Mazowsza i wzdłuż Bugu
                                                    ruszyli na południe. W ciągu kilku pokoleń skolonizowali Ukrainę i pod wodza
                                                    króla Hermanaryka z rodu Amalów stworzyli wielkie państwo, które swoimi
                                                    handlowymi agendami sięgało aż do Uralu, skąd Goci sprowadzali złoto.

                                                    "Złoty wiek" wschodnich Germanów trwał jednak krótko. Z głębi Azji szedł
                                                    już nowy lud konnych łupieżców, przed którym zarówno Goci jak i Wandalowie
                                                    uciekli w panice. Nadciągali Hunowie... Zatrzymał ich dopiero rzymski wódz
                                                    Aecjusz na Polach Katalaunijskich pod obecnym Paryżem. W straszliwej bitwie po
                                                    obu stronach, rzymskiej i huńskiej, walczyli głównie Germanie. Obie potęgi, Rzym
                                                    i Hunowie, nie wytrzymały tego wysiłku. Zachodnia część Cesarstwa Rzymskiego
                                                    upadła; Hunowie zaś, zdziesiątkowani, poszli na służbę do cesarzy wschodnich. Po
                                                    stu kilkudziesięciu latach nieustannej wojny wszystkich z wszystkimi środkowa i
                                                    wschodnia Europa stała się bezludziem. I w tę pustkę wkroczył...
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka