Dodaj do ulubionych

legynda o dzioble ze Toszka

25.02.05, 12:28
prawie sie za niy biera i juz mie sztopuo, mozno Ramon poradzi mi pomoc -
poczebuja wiedziec jak sie nazywo dzisiej Burgwallstr. we downym Tost?
Obserwuj wątek
      • rita100 Re: O gwozdziach i cieslach ze Glywic co sie na zu 19.03.05, 22:12
        O gwozdziach i cieslach ze Glywic co sie na zurze chowali

        Bou czas jak Glywice suynouy ze kowalstwa. Robiouo sie wtedy we Glywicach
        nojwiyncyj na coukim Slonku gwozdzi. Na tym oparuo sie tysz potym powstanie
        huty we Glywicach. Ale gwozdzie tysz bouy do czeghos poczebne - a co dopiyro
        take fajne kute. Nojwiyncyj i nojlepszych majstrow- ciesli miauy tysz Glywice i
        okolice Glywic. Z czego je suawny Gorny Slonsk? Dyc ze fajnych drzewnianych
        koscioukow. We drugyj pouowie XIX wieku bouo we archidiakonacie Oppeln samych
        ino drzenianych koscioukow 268. Dzisiej je ich jeszcze ino kajsik 120.
        Nojpiykniejszy je tyn we Olesnie (Rosenberg), kery je poswiyncony swiyntyj
        Anie. Mo on ksztaut rozy, kero mo piync puatkow i sztyngel. A kto go mog
        narichtowac tak fajnie, jak niy jedyn glywiczok - bouo mu Martin Sempek. Dostou
        ta robota do zrobiynio we 1668 roku i za dwa lata bou z niom fertik. A tak "w
        tajymnicy" powia wom z czym mi sie kojyrzy nazwa "Schrotholzkirche" ("... es
        waren vor allem Fichte und Kiefer, aus deren geschroteten, d.h. mit der Axt
        behauenen Stämmen die Schrotholzkirchen in Blockbauweise errichtet
        wurden ..."). Dyc jak sie chciauo nakisic zuru, to cza bouo isc do gospodorza
        po "szrotka"(rube pomielone ziarno jak otrymby). Ja, ze "szrotkom" na zur
        zawsze mi sie ta nazwa kojarzoua. I zdo mi sie co te ciesle i kowale ze Glywic
        i z kole Glywic musieli mocka zuru sie najysc, coby miec sioua do roboty. Dyc
        ze zuru chop jak z muru!

        Pyrsk !

        pytanie będzie
                • ballest Re: O gwozdziach i cieslach ze Glywic co sie na z 19.03.05, 22:51
                  Rita "Schrotholzkirchen" chodzi genau o kosciouy z deskowych odpadek na ktorych
                  jeszcze kora z drzew byla,(na poczatku tartaki dowali te odpadki za darmo i
                  powiedzmy za darmo budowano te kosciouy, bo odpadki nic nie kosztowaly) w
                  rzeczywistosci byly tam tez te normalne deski uzywane, tak, ze przewaznie te
                  nowsze kosciouy byuy budowane z calych desek.
                        • laband ps 20.03.05, 10:51
                          sam cos o tym:

                          "Könnte mir bitte jemand Informationen über die Entstehung der Familienname
                          SCHROEDER senden ?



                          Hallo Marcos, hallo Werner,
                          ob der Bierfass-Ablader der Häufigkeit des Namens SCHRÖDER [SCHRÖTER] gerecht
                          wird, möchte ich bezweifeln. Wie wär's mit folgenden Deutungen:

                          1. Neben den Mehlmühlen gab es allenthalben - besonders in den Städten -
                          sogenannte Schrotmühlen, in denen das Braumalz zerkleinert wurde, bevor es der
                          Brauer im Gärbottich zu Bier weiterverabeitete. Der SCHRÖTER könnte also ein
                          Schrotmüller gewesen und auch der Bierkutschen-Beifahrer urprünglich von diesem
                          abgeleitet sein.

                          2. Besonders in Oberschlesien sind die Schrotholzkirchen weit verbreitet und
                          auch die Bauernhäuser waren noch bis zum Beginn des 20. Jh. vielfach in
                          Blockbauweise ganz aus Holz errichtet. Schrotholz nannte man die roh mit dem
                          Beil behauenen Stämme und Bohlen. Schröter könnte also auch aus die
                          entsprechende Berufsbezeichnung sein.

                          Grüße aus Hilden,
                          Günther Böhm"

                          • ballest Re: ps 20.03.05, 10:54
                            No to uech se trocha hachnou, ale wydaje mi sie, ze mowersja tysz niezlou je !
                            ;)
                            Bo my na te deski schrottholz godali, z tego uech to wywnioskowu

                            W Rudzincu bou kedys tartak (wlasciwie do Laskarzowki nalezou) a my tam po tyn
                            schrottholz jezdzieli!
                            • laband Re: ps 20.03.05, 10:58
                              ja mosz recht, jo te okreslynie tysz znom - czynsto z czasym ajnfach niykere
                              okreslynia zmiyniajom znaczynie
                              • rita100 Re: ps 20.03.05, 21:06
                                dziękuję za wyjaśnienia, wszystko zrozumialam, legenda ciekawa, siega bardzo
                                głebokich czasów. Kiedy tam były kościły drewniane, jeszcze bez heblowanych
                                desek ?
                                Chyba już takiego kościółka nie znajdziemy nigdzie.
                                No i ten żur śląski :)
                                cdn
                                • rita100 Re: Zloltou kaczka 20.03.05, 21:15
                                  Zloltou kaczka
                                  A take cos szkryfnou Ramon na forum glywickim Gazety Wyborczyj:

                                  "We tym "Zamku" we Supsku boua w piwnicy, blank nadole, prawie dwa stocki we
                                  ziemi, studnia. Grofy mieli studnie w domach a to jeno poto zeby we zima jem
                                  woda nie zamouzua. No ja, ta studni boua takou guambokou ze ten powroz co kibel
                                  do niego bou pszywionzanw prawie ze 10 m dugi bou. Staziki gudali ze we ty
                                  studni konczol sie tunel kery wiod az do toszeckego zamku. Ajak w Toszku cojsik
                                  niebouo tak, to ludze ze zamku poradieli bez tyn tunel do Supska uciec i sie
                                  uratowac. A jak tam ludzie niy loutali to lajziola w tym tunelu zloltou kaczka.
                                  Ona pokompala sie trocha we stawie we parku ponizy zamku, a potym zaj sie
                                  jakojs stracioua. W 1961 "Zamek" zostou zbulony bo PGR poczebowou miejsce na
                                  obory i od tego czasu juz zouden ty zloty kaczki nie widiou. Mie sie zdouwo ze
                                  stary Schulz i jo byli lostatni co jom we Supsku widzieli.
                                  m.s.m
                                  Ramon

                                  Ramon, czy te zameki jeszcze istnieją i ta studnia i oczywiście ten staw ?
                                  A złotą kaczkę gdzieś widzialam :)
                                  niech to , ale macie legendy :)

                                    • rita100 Re: Zlotou kaczka do Ramona - ciekawy dodatek 20.03.05, 22:07
                                      bardzo ciekawe - wspomina sie tam o kaczce z 11-toma złotymi jajkami.
                                      Najwidoczniej Ramon widział pokolenie tych kaczek. Pewnie od tego czasu została
                                      tylko jedna. Brdzo to ciekawe, można by powiązać fakty i poszerzyć legynde.
                                      oto ten urywek :
                                      Wspomniana ruina zamku stoi na skalistym pagórku. Zamek posiadał dawniej cztery
                                      wieże, był dobrze umocniony grubymi murami, rowami itd., tak że jego
                                      właściciele, byli w czasach podjazdowych wojen 15 wieku, dostatecznie
                                      zabezpieczeni przed napadami wrogów. Ruina zamku na stromym skalistym wzgórzu,
                                      stanowi od strony zachodniej, do którego dołącza się od strony południowej
                                      winnica, romantyczny widok, a resztki pozwalają ocenić dawną wspaniałość małej
                                      twierdzy. Zamek posiadał dawniej dwa podziemne chodniki. Jeden prowadził na
                                      wschód, do leżącej 1/2 mili od Toszka, miejscowości Kotliszowice, do prastarego
                                      budynku zamkowego, a drugi

                                      9.

                                      prowadził w kierunku północno-zachodnim do leżącego 1/4 mili od miasta,
                                      dziewiczego lasu Grabina., do którego dzisiaj przylega folwark o tej samej
                                      nazwie. Oba chodniki służyły do wypadów celem zaatakowania, z tyłu oblegających
                                      zamek. W takim położeniu zamek mógł znajdować się częściej, bowiem na ścianie
                                      frontowej, od strony miasta, wmurowano jako pamiątkę, dwie kamienne kule, które
                                      mogły być miotane na zamek. Według podania miała się znajdować w zamku złota
                                      kaczka z 11 złotymi jajkami, a ta ogólnie znana opowiastka z dawnych lat, jest
                                      tym dziwniejsza, że poprzedni właściciel hr. Leopold v. Gaschin, w akcie kupna
                                      zawartym z Królewskim Radcą Handlowym Guradze, zastrzegł sobie złotą kaczkę i
                                      tych 11. złotych jajek, dla siebie i swoich następców 1. stopnia. Wielokrotnie
                                      szukano tego skarbu, jednak jak dotychczas zawsze bez skutku. Prawdopodobnie
                                      legenda wzięła swój początek kiedy przed ok. 20 laty, w czasie renowacji
                                      tutejszej gorzelni, przy zrywaniu starego muru, odnaleziono wielką ilość
                                      starych srebrnych monet.

                                        • broneknotgeld Re: Zlotou kaczka do Ramona - ciekawy dodatek 20.03.05, 23:14
                                          Złoto kaczka toszecko

                                          Jak Leopold Gaschin był tu zamku panym
                                          Som we wielkim pryku czynsto niywyspany
                                          Szukoł piykny frelki kero by mu dała
                                          Miyłość i potomstwo wiela yno chciała

                                          Stało sie - mioł ślubno - prziwioz jom z daleka
                                          A piykno tyż była nad zochwyt czowieka
                                          Dyć w Toszku sie łona za dobrze niy czuła
                                          Niy miała gowiedzi keryj ziorno suła

                                          Graf jak sie dowiedzioł kupioł kaczki kury
                                          Gołymbie furgały jak paczołś do gory
                                          Terozki we zamku tela było ptoctwa
                                          Że ludzie pytali - Po co te dziwoctwa?

                                          A wszysko skiż pszonio tyj gryfnyj Gizeli
                                          By dobrze sie czuła we swyj nowyj szteli
                                          Leopold w niyj widzioł wielke szczyńście swoje
                                          Pedzioł - Dom ci dziubku wszysko co jest moje

                                          Na pamiontka tego kaczka podarowoł
                                          Kerom sie tyż tukej niyjedyn dziwowoł
                                          Piyknie jom zrobiyli ze złota szczyrego
                                          Gniozdo srebrne miała i jojka do tego

                                          Była to terozki pamiontka rodziny
                                          Co szczyńście niyś miała w toszecke dziedziny
                                          Jednak niy na dugo wszysko to tak trwało
                                          Ktosik ciepnoł urok - niyszczyńście sie stało

                                          Dyć jednego razu po wielki zabawie
                                          Jak wszyscy na zamku pospali sie prawie
                                          Łogyń buchnoł kajsik - zarozki był wielki
                                          Wiater mu pomogoł - pryndko trowioł belki

                                          Gizela von Gaschin we izbie sie budzi
                                          Chce uciyc ze łognia - na darmo sie trudzi
                                          We strachu sie ciepie na łobroz łod przodka
                                          I schodzi w podziymia głymboko do środka

                                          Ze kaczkom tom złotom uciyko lochami
                                          Juz ledwo mo siyła przebiyrać nogami
                                          Zymdlała i ptoka po drodze straciyła
                                          Jakosik wylazła jak sie łocuciyła

                                          Śmiertelnie zmynczono do grafa dotarła
                                          I jymu na rynkach juz wtedy umarła
                                          A kaczka we lochu do dzisioj kajś leży
                                          Kedyś jom szukali - teroz niy chcom wierzyć

                                          Że to jest legynda nojczyńści godajom
                                          Po prowdzie to przeca pojyńcio niy majom
                                          Jak lochy pod zamkym sie ciongnom daleko
                                          Tyn skarb tam na śmiałka ciyrpliwie durś czeko.
                                          • broneknotgeld Re: Toszek 20.03.05, 23:15
                                            Toszek

                                            Łoziym wiekow tymu graf miyszkoł tu zocny
                                            We pobliskich lasach łon lubioł polować
                                            Gon prowadzioł Toszek - pies we łowach mocny
                                            Dyć inksze przi niymu niy śmiały se stować

                                            Roz łodbioł daleko - stracioł swego pana
                                            Pogonioł za dzikym - łapy fest poniosły
                                            Aż trefioł na pełno tych zwiyrzy polana
                                            Tam lochy odyńce w szczympy go rozniosły

                                            Graf nadjechoł w końcu - wzion to co łostało
                                            Pochowoł go we wsi - tyż dynkmal postawioł
                                            No i take miano już miejsce to miało
                                            Toszek przeca swoje i psa imie wsławioł.
                                            • broneknotgeld Re: Bioło Dama z Chudowa 20.03.05, 23:16
                                              Bioło Dama z Chudowa

                                              Graf ze Chudowa we Czechach bawioł
                                              Tam poznoł tyż zakonnica
                                              Ło jyj urodzie kożdy durś prawioł
                                              -"Gryfne niy yno som lica"

                                              Prziszło ze tego pszonie im wielke
                                              Frelka z zakonu uciekła
                                              Za nic przeszkody były w tym wszelke
                                              Razym niy boli sie piekła

                                              W Chudowie cicho sie już pobrali
                                              Dyć radość krotko ich była
                                              Ślubno choroba pryndko powali
                                              Kostucha do sia jom wziyła

                                              Rycerz pochowoł jom we Orzeszu
                                              Żył som we srogi żałości
                                              Wiedzioł że przeciw Bogu fest zgrzeszoł
                                              W duszy niy chowoł łon złości

                                              Dyć co sie dzieje? W nocy przichodzi
                                              Do zamku przepiykno zjawa
                                              Strach z pszoniym jakoś sie razym godzi
                                              Choć to już niy jest zabawa

                                              Co noc doglondo chopa swojego
                                              Na droga jednak narzeko
                                              Bo gynstym lasym łazi do niego
                                              Wiy że łon na nia tyż czeko

                                              Dyć graf nad duchym sie ulitowoł
                                              Tunel kopali mu sługi
                                              Tym jakby znak swyj miłości dowoł
                                              Aż do Orzesza jest długi

                                              Choć z downych wiekow historio cało
                                              Godajom ło tym w Chudowie
                                              I Bioło Dama tu zno niymało
                                              Niyjedyn widzioł jom czowiek

                                              Bo wieczno jeji przeca pokuta
                                              Do dzisioj łazi po murach
                                              Słychać tyż czasym smutnawo nuta
                                              Co traci sie kajsik w dziurach.
                                              • broneknotgeld Re: Bioło Dama ze Toszka 20.03.05, 23:17
                                                Bioło Dama ze Toszka

                                                We piyrszy dziyń Wielkanocy
                                                Zamek toszecki łobchodzi
                                                Spotkosz jom tu ło połnocy
                                                Szterować freli niy godzi

                                                Bo łona fatra durś szuko
                                                Co pomarł z wielki żałości
                                                We dzwiyrza komnat postuko
                                                Czasym wystraszy tyż gości

                                                Tako tu bywo łod wiekow
                                                Skiż historyji ponury
                                                Kero cie wzruszy czowieku
                                                Choć żeś ze gruby jest skory

                                                Grof srogi zamkym tym włodoł
                                                Gnymbioł poddanych i sługi
                                                "Djoboł" - niyjedyn nań godoł
                                                Taki niy znoloz sie drugi

                                                Wiela skiż niego ciyrpiało
                                                Głod lochy inksze mynczarnie
                                                Na nic to wszysko sie zdało
                                                Ludzie kończyli tu marnie

                                                Dyć grof mioł sługi wiernego
                                                Co dboł ło pana jak umioł
                                                "Dioboł" żył możno skiż niego
                                                Choć małowiela rozumioł

                                                Sługa zaś cera mioł szwarno
                                                Skarb to był jego jedyny
                                                Bez niyj toż życie już marność
                                                Grof niy zastompi rodziny

                                                Zło jednak wielke czychało
                                                Do Gliwic fatra posłali
                                                Panu sie cery zachciało
                                                Jyj łojciec mioł być kajś dali

                                                Dyć frela sie łopiyrała
                                                Choć boła tyż zymsty srogi
                                                Życie za cnota łoddała
                                                Syn wieczny był dlo niyj błogi

                                                Do studni wciepli jyj ciało
                                                Fater znojść cery niy umioł
                                                Ale sie w końcu wydało
                                                Pan błond swoj wtedy zrozumioł

                                                Bo sługa pomarł z żałości
                                                Niym jednak ducha wyzionoł
                                                Klontwa nań ciepnoł we złości
                                                Grof zginoł a zamek runoł

                                                Yno ta dziołcha na bioło
                                                Ciyngym ło wszyskim pamiynto
                                                łojca na murach durś woło
                                                Co roku - jak momy świynto.
                                        • laband Re: Zlotou kaczka do Ramona - ciekawy dodatek 20.03.05, 23:32
                                          Biouo dama ze Toszka II

                                          Kopa loty curik zomek we Toszku miou Graf Colonna, kery do swoich ludzi niymiou
                                          nic a nic serca. Najgorzyj miou sie snim ale stary wachtyrz od odniego zomka.
                                          Tym wachtyrz i odniego cera mieli inkszo wiara. Dlo tego starego wachtyrza bouo
                                          ino jedne szczynscie, to boua ta odniego cera. Ale niywiela miou sie tyn fater
                                          niom jeszcze radowac. Prawie szuo na Wilijo i stary wachtyrz musiou pojechac
                                          ponakupowac rzeczow Grafowi, a ta odniego cera ostaua sie sama w doma, stoua we
                                          oknie i na niego czekaua i paczaua jak fajnie sniyg leciou i biouo sie na placu
                                          zrobiouo. Naroz ktos czi razy zaklupou do dzwiyrzow. Ta cera od wachtyrza
                                          roztwrua te dzwiyrza i couko sie blado po gymbie zrobioua ze strachu. Jakis
                                          przebleczony chop stou we dzwiyrzach i padou do niyj „pondziesz symnom ty
                                          pieronsko dzioucho; tera ci pokoza!” Cera od wachtyrza ino zdonzoua ryknononc ze
                                          strachu i juz jom tyn przebleczony chop coing ze coukyj siouy za rynce i
                                          kludziou mit. Jak tyn stary wachtyrz od zomka we Toszku prziszou curik z tym co
                                          pokupiou do Grofa, to juz zodnego w doma niy bouo. Uaziou po ludziach i sie
                                          pytou eli eli cos niy widzieli abo niy suyszeli, ale zodyn mu nic pomoc niy
                                          poradziou, zodyn niy wiedziou ize skisz inkszyj wiary siedzi ona tera kajs we
                                          lochach starego zomka we Toszku, tam kaj niy widac eli suonce abo ksiynzyc
                                          swiyci na niebie. Pora dni potym zaklupou ale do tego wachtyrza do dzwiyrzow
                                          mody synek kery dowou obacht na krowy od Grofa i padou ize suyszou roz jakos
                                          dzioucha wouac prawie jak tyn wachtyrz bou furt nakupowac. Stary wachtyrz
                                          domoslou sie co sie stauo i przeklon Grofa i odniego zomek, „niych sie zawali
                                          tyn couki zomek i dopiyro bydzie juzas jaki bou kej przindzie kerys kery wybawi
                                          odniego cera.
                                          Potym pojechou stary wachtyrz furt a od tego czasa coroz to widzieli ludzie we
                                          ruinach tego zomka na biouo obleczono modo kobiyta. Mocka juz ludzie, ze i kole
                                          Toszka, od tego czasu widzieli, ale zodyn sie niyznod coby miou odwaga wybawic
                                          ta „biouo dama”.

                                            • rita100 Re: Biała Dama 21.03.05, 20:20
                                              Każda legenda ma coś w sobie. Ta o białej damie, która się błąka do dziś w
                                              ruinach zamku przynosi sławę zamkowi. Zostały ruiny z białą damą. W zimie
                                              pewnie się ona uaktywnia i możne stanowić dla Toszników pretekst do
                                              odwiedzania choćby samych murów. Są one jeszcze ?
                                              Wiele turystycznych szlaków jest na świecie - ale ja u was odnalazłam szlak
                                              legend. Takiej ilości chyba nie ma nikt. Szlak zamków nad Loarą, szlak orlich
                                              gniazd, a tu mamy szlak śląskich legend. Jest jednak w tym coś ciekawego i
                                              urokliwego. Dodamy do tego legendy z fraszki Bronka i macie wspaniale
                                              wypracowanie dla przyszłych pokoleń.
                                              ale checa :)Brakuje tylko rysunków, zdjęć i fotografii.
                                  • Gość: Ramon Re: Zloltou kaczka IP: 5.3.* / *.proxy.aol.com 21.03.05, 22:24
                                    hallo Rita,
                                    ta chstorija o zamkuw Slupsku pod toszkiem jest prawdziwa - no powiedzmy prawie
                                    ze - stary Szulc jusz wtedy nie zabardzo dobrze widzial i byc moze tej kaczki
                                    tak dokladnie nie zobaczyl;-)
                                    Zamek (budynek wlasciciela)istnial faktycznie do 1961 roku a studnia byla tez w
                                    glebokiej piwnicy. Do dzisiaj pozostal jusz tylko zdziczaly park i staw wzdloz
                                    ktorego cagne sie waska alleea po obu stronach starymi kasztanami obramowana.
                                    zaczynam sie robic romantykiem, ale wydaje mi sie ze czym czlowiek starszy tym
                                    piekniejsze sa miejsca dziecinstwa.

                                    Pozdrowienie Swiateczne dla Ciebie i Twojej rodziny.
                                    • rita100 Re: Zloltou kaczka 22.03.05, 11:03
                                      pozdrawiam równiez i zabieram się już do prac swiatecznych.

                                      Wiecie co, to są najpiekniejsze chwile, kiedy mozna coś sobie powspominać, coś
                                      znaleź co zainteresuje, coś dociekać i widzieć coś co już dawno nie istnieje, a
                                      jednak istnialo. Przenieś się na chwilę w świat , który zaginął, a dzięki
                                      legendom w pamięci ludzkiej na nowo go odtwarzamy. Czyż nie piekny musiał być
                                      zamek pełen zycia, czyz nie piękne bylo otoczenie i natura zamka w tamtych
                                      czasach, zadbana, wypielegnowana. Jak sie porówna dzisiejsze zycie z dworskimi
                                      czasami to z miłą chęcią zgłębiam wiedzę. Było inne i pełne tajemnic.
                                      Popatrz Ramon, mówisz, że ten teren zamkowy jeszcze jest. Jest zaniedbany, czyż
                                      nie można było obudzić w nim zycie, czyz nie mozna bylo go zagospodarować, tak
                                      by pamięć została i do tej pory cieszyło okolicę. Nie , nic u nas nie mozna,
                                      zawsze są wyzsze inne cele. A jak już kompletnie nie ma co zburzyć, to zburzmy
                                      nawet ruiny -jak pewnien król Ubu mówił;)
                                      A ta Wasza złota kaczka przefruneła, odfruneła i widziałam ją przez pewnien
                                      czas w moim gospodarstwie, powaznie , całkiem poważnie była taka. Nigdy bym nie
                                      uwierzyła, że kaczki umia fruwać, a jednak odfruneła na moich oczach i już
                                      nigdy jej nie zobaczyłam. Miała bardzo kolorowe pióra. Jak będziecie w
                                      Toszkach - zobaczcie czy jednak nie wróciła :)
                                      A może u Was tam gdzieś jest ? - wystarczy sie rozglądnąć.
                                      Wesołych Świąt - odpoczynku, relaksu i złotych kaczych jajek.
                                      Słyszałam, że w Niemczech - w Święta kolorowe jajka znosi zając :)))To już
                                      chyba bajeczka nie legenda:)
                                      Wesołych Świat
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka