gazeta_katowice
02.07.02, 16:01
Długo zastanawiano się, co kojarzy się z regionem, a równocześnie mogłoby stać
się sympatyczną maskotką. Wybór padł na... kozę
W tym roku Instytucja Kultury "Ars Cameralis" przygotowuje dwie ogromne
imprezy: kolejną, jedenastą edycję Górnośląskiego Festiwalu Sztuki Kameralnej
oraz Dni Śląskie w Nadrenii Północnej-Westfalii. Obie odbędą się jesienią.
Organizatorzy tych wydarzeń postanowili znaleźć symbol naszego regionu, który
mogliby zabrać ze sobą za naszą zachodnią granicę. Zdecydowano się na kozę. -
Zdajemy sobie sprawę, że nasz wybór może wzbudzać kontrowersje. Jednak koza
kształtowała ten krajobraz. Koza jako żywicielka stale towarzyszyła tutejszej
ludności. Jest także stałym elementem, pojawiającym się choćby w naiwnym
malarstwie śląskim. Poza tym zazwyczaj była odbierana jako coś sympatycznego -
mówi Marek S. Zieliński, dyrektor Ars Cameralis.
Na żywe zwierzęta się jednak nie zdecydowano. Kozy będą rzeźbami. Projekt
przygotowuje Marek Mielczarek, artysta z Olesna, wykładowca w Wyższej Szkole
Pedagogicznej w Częstochowie. Do akcji malowania tych specyficznych dzieł
sztuki włączy się Akademia Sztuk Pięknych w Katowicach. Każda koza będzie
odlana z tworzywa sztucznego i razem z podestem będzie miała 1,7 m wysokości.
Mielczarek ma nadzieję, że przynajmniej jedną uda się odlać w brązie. Od
inwencji artystów zależy ubarwienie zwierząt. Kozy będą malowane również w
Nadrenii Północnej-Westfalii przez tamtejszych artystów. - Chcemy, aby powstało
aż 100 kóz. Później pojawią się w naszych miastach, zakładamy, że część z nich
ktoś kupi - dodaje Zieliński. "Kozi" projekt będziemy mogli zobaczyć w
listopadzie podczas Festiwalu Sztuki Kameralnej.
Kozy do dzisiaj z sentymentem wspominają najstarsi mieszkańcy Nikiszowca,
Giszowca, Szopienic i Bogucic. W zakładzie fryzjerskim Pod Kasztanami na
Giszowcu wisi obraz Ewalda Gawlika, pochodzącego stąd malarza amatora. Na
obrazku domek, babcia, kolejka wąskotorowa prowadząca do nieistniejącej już
cegielni i kozy. - Nie pamiętam, od kiedy tu wisi - mówi Irena Locher z
zakładu. - Kiedyś na Giszowcu w każdym domku była koza, na mleko dla dzieci -
przypomina sobie.
- To wdzięczne zwierzę, łatwe w hodowli. Je wszystko, nie wymaga specjalnej
opieki, wystarczy zapewnić jej miejsce na nocleg i jakąkolwiek łąkę. Jest przy
tym bardzo inteligentna, grzeczna, przywiązuje się do ludzi - mówi reżyser
Kazimierz Kutz. Kozę uwiecznił w swoich śląskich filmach. W "Perle w koronie"
kozy towarzyszą górnikom w czasie strajku, idą za nimi w pochodzie. -
Solidaryzuje się - mówi o filmowej kozie reżyser. Wspomina, że wychowywał się z
kozami. - Było ich dużo, zwłaszcza w biedniejszych rodzinach robotniczych -
dodaje.
Kozy trzymało się w komórkach przy familokach, głównie na obrzeżach dużych
miast na Górnym Śląsku. - Dostarczały najtańszego pożywienia - opowiada dr
Halina Gerlich, etnolog - Na łąkach albo przy torowiskach wypasały je dzieci.
Czy koza mogłaby być symbolem Śląska? Dr Gerlich: - Trudno mi poprzeć ten
pomysł. Mnie Śląsk kojarzy się raczej z przemysłem i architekturą przemysłową.
Ciekawe, co o tym sądzi młode pokolenie, które nie miało kontaktu z tym
zwierzęciem? Ostatnio przetwory z koziego mleka stały się modne, bo są
ekologiczne, ale nie wiem, czy to dobry symbol naszego regionu.
Kutz: - Na pewno tak, bo jest synonimem biedy, a bieda wraca teraz na Śląsk, i
to w zastraszającym tempie.
A co Wy o tym sądzicie?