Czy Niemcom można zaufać?

IP: *.dip.t-dialin.net 08.05.05, 12:16
Hamburski SPIEGEL zamieścił na swych łamach wywiad z historykiem Michaelem
Wildtem na temat młodej elity narodowego socjalizmu.

Niemiecki historyk przypomina, że na przykład Albert Speer zostaje w wieku 37
lat najbardziej wpływowym ministrem, Heinrich Himmler w wieku 35 lat szefem
niemieckiej policji, trzydziestoletni Reinhard Heydrich szefem pruskiego
gestapo. Elita była młoda, natomiast Hitler, rocznik 1889, jednym z
najstarszych w gremium przywódczym.

W dalszej części wywiadu niemiecki historyk wyjaśnia w SPIEGLU, co wywołało u
tej młodej generacji zafascynowanie narodowym socjalizmem?

Wildt twierdzi, że były to możliwości jakie tym ludziom stwarzał. W kręgu
Hitlera było wielu młodych z wyższym wykształceniem, lecz bez widokòw na
przyszłość.

Spośròd blisko 13.000 aplikantòw i asesoròw po studiach prawniczych, w 1931
roku jedynie 980 znalazło pracę.

To, że niektòrzy młodzi nie ulegli obietnicom reżimu podyktowane bylo zdaniem
Wildta tym, że od początku podchodzili doń z rezerwą. .

Ale – jak twierdzi dalej – były to wyjątki, bo powszechne nastawienie na
uniwersytetach już w latach dwudziestych było narodowe i antysemickie.

NSDAP od założenia prezentowała się jako partia młodych,
krytykująca „gerontokratów systemu weimarskiego”.

Radykalizacja na wyższych uczelniach to jedno,ale jak mogło dojść u
inteligentnych w końcu ludzi do takiego zaślepienia – pyta SPIEGEL.

Wildt twierdzi, że ci młodzi inteligenci nie chcieli być teoretykami.
Miernikiem pracy miały być dla nich czyn i sukces. Stawiali na przewagę
silniejszego; na silną wolę i nieugiętość a nie na pytanie, co dobre a co złe.

To pokolenie było nośnikiem systemu – podkreśla niemiecki historyk w
rozmowie ze SPIEGLEM. W jego przekonaniu elicie tej obce były i empatia i
wspòłczucie.

Monstrualny projekt Alberta Speera o nazwie „Germania” – czytamy dalej - miał
być realizowany dla mas, nie dla człowieka.

W planach zasiedlenia wschodu przewidywano wypędzenie żyjących tam narodów
albo uczynienie z nich niewolnikòw czy też wymordowanie ich.

Ludzie pokroju Speera czy Heydricha nie akceptowali granic, stawianych im
przez rzeczywistość. Chcieli je przekraczać przy pomocy jeszcze
radykalniejszych środkòw, prowadzących do celu.

DIE ZEIT, w związku z 60 rocznicą wyzwolenia spod jarzma hitleryzmu, stawia w
swym piśmie pytanie: „Czy można Niemcom ufać?”

Jeden z autoròw twierdzi, że tak; że żyjemy dziś w kraju, ktòry ma za sobą 60
lat demokracji; że radykalizm czy to z prawego czy lewego skrzydła nie ma u
większości społeczeństwa szans. Antysemityzm w Niemczech nie wybiega poza
ramy tego, co obserwujemy w innych poròwnywalnych krajach.

To, co w byłych faszystowskich Włoszech jest na porządku dziennym
mianowicie, że postfaszystowska partia wystawia wicepremiera a szef rządu
nazywa Mussoliniego „dobrodusznym dyktatorem” jest zdaniem DIE ZEIT w
Niemczech niewyobrażalne.

„Dziś uważa się nas za nudnych, ponieważ ani nie trzeba się nas bać ani też o
nas lękać”. „Teraz wolno nam nawet zostać papieżem” – konkluduje hamburski
tygodnik.

Tyle w części zatytułowanej „Pro”, teraz kolej na „kontrę”.

Niemcom ufać nie można, czytamy na tej samej stronicy DIE ZEIT.

Autor wyjaśnia, że tęsknota za narodowosocjalistyczną wspòlnotą jest wśród
ludzi nadal żywa; że jedynie przeniosła się z polityki do życia prywatnego;
że tkwi ona w nieufności kontrolerów, w miłośnikach zakazów i kar, we wrogach
jakichkolwiek odstępstw od normy.

Tkwi w autorytarnych charakterach; w sąsiedzie, skrupulatnie sprawdzającym
kto w danym tygodniu ma myć schody; w przechodniu, ktòry denuncjuje kierowcę
za nieprawidłowe parkowanie mimo, że nie ma powodu czuć się poszkodowanym; w
matce, ktòra na placu zabaw poucza inne matki; i tak dalej i tak dalej.

DIE ZEIT radzi każdemu Niemcowi zrobić rachunek sumienia a dopiero potem
odpowiedzieć sobie na pytanie, czy Niemcom można ufać. Wprawdzie autor
artykułu twierdzi, że bać się Niemców nie ma powodu, ale tak naprawdę
beztroskie życie wsròd nich jest w jego przekonaniu niemożliwe.
    • lech_niedzielski Re: Czy Niemcom można zaufać? 08.05.05, 15:19
      www.polonikmonachijski.de/19739/19766.html?*session*id*key*=*session*id*val*
      Niemiecki koń trojański
      Bilion dolarów Niemcy są winni Polakom za II wojnę światową
      Gdyby Polacy wystawili nam rachunek za zniszczone miasta, zrujnowane fabryki,
      zrabowane dzieła sztuki czy zapóźnienie cywilizacyjne będące konsekwencją wojny,
      bylibyśmy dłużnikami w nieskończoność" - ostrzegał Günter Grass, niemiecki
      pisarz, laureat Nagrody Nobla. - Jeśli pani Erika Steinbach i jej podobni będą
      się domagać jakichkolwiek odszkodowań za utracone na wschodzie mienie, możemy im
      wystawić rachunek, którego nie będzie w stanie spłacić kilka pokoleń Niemców -
      mówi prof. Władysław Bartoszewski, były minister spraw zagranicznych RP.
      Policzyliśmy, ile Niemcy musiałyby zapłacić Polsce, gdybyśmy domagali się
      reparacji wojennych. Łącznie odszkodowania wyniosłyby co najmniej bilion dolarów
      (około 4 bln zł). To ponad sześciokrotnie więcej, niż wynosi nasz produkt
      krajowy brutto, to także ponad połowa rocznego niemieckiego PKB.
      Gdyby Niemcy spłacały tę gigantyczną sumę tak, aby nie doszło do krachu
      gospodarki tego kraju, zajęłoby im to około
      40 lat. Erika Steinbach, wysuwając żądania pod adresem Polski, nie tyle zagraża
      Polakom czy przyszłości Polski, ile zakłada pętle na szyje kilku pokoleń Niemców.

      Na jakiej podstawie możemy Niemcom wystawić rachunek
      Zwróciliśmy się do znanych amerykańskich prawników Edwarda Kleina i Michaela
      Hausfelda z pytaniem, czy podjęliby się sporządzenia i wniesienia pozwu o
      reparacje wojenne dla Polski, gdyby pojawiły się niemieckie roszczenia wobec
      naszego kraju. Edward Klein m.in. oskarżał powojenne władze Polski o zagarnięcie
      mienia Żydów, a także reprezentował wobec niemieckich firm byłych robotników
      przymusowych z Polski i innych krajów Europy Wschodniej. Michael Hausfeld
      reprezentował z kolei polski rząd podczas negocjacji o odszkodowania za pracę
      przymusową i niewolniczą. - Taka sprawa musiałaby być rozpatrywana przez
      międzynarodowe sądy, tu nie wystarczyłby cywilny pozew, bo chodzi o roszczenia
      państwa wobec państwa - mówi "Wprost" mecenas Edward Klein. Michael Hausfeld
      stwierdził z kolei, że można by znaleźć podstawy prawne do wniesienia takiego
      pozwu i nie byłby on bez szans. Sam Hausfeld - jako sygnatariusz umowy w sprawie
      odszkodowań dla robotników przymusowych - nie mógłby się jednak zaangażować w
      podobny proces, bo byłby to konflikt interesów. Nie podważając sensowności
      pozwu, Hausfeld wątpi, czy taka sprawa mogłaby trafić na amerykańską wokandę.
      Jakie są możliwości uzyskania przez Polskę reparacji wojennych od Niemiec?
      Furtka znajduje się w komunikacie rządu PRL z sierpnia 1953 r. Wtedy to, po
      zamieszkach robotniczych w Berlinie Wschodnim, rząd sowiecki zrzekł się
      reparacji od NRD. Dzień później to samo zrobił rząd PRL. W komunikacie mówiono
      wprawdzie o Niemczech, a nie NRD, lecz ZSRR pobierał reparacje tylko ze swojej
      strefy okupacyjnej, czyli właśnie z terytorium wschodnich Niemiec. Polska miała
      otrzymać 15 proc. z tego, co trafi do władz sowieckich. Rząd PRL nie mógł więc
      zrezygnować z czegoś, do czego de facto nie miał prawa, czyli z odszkodowań od
      całych Niemiec. Mimo iż w dyplomacji światowej uznano, że Polska jednostronnie
      zrzekła się wtedy należnych jej reparacji od całych Niemiec, podstawy prawne
      takiego stanowiska są wątpliwe. Zdają sobie z tego sprawę sami Niemcy, dlatego
      gdy w 1990 r. w Polsce pojawiły się głosy nawołujące do ponownego rozpatrzenia
      sprawy odszkodowań wojennych, Bundestag podjął uchwałę, w której stwierdzono, że
      "rezygnacja Polski z reparacji od Niemiec z 1953 roku zachowuje moc obowiązującą
      także dla zjednoczonych Niemiec." Polski rząd w ogóle nie odniósł się do tej
      deklaracji.
      (...)
      - Gdyby niemieccy politycy zanegowali obowiązujące obecnie porozumienia, można w
      zgodzie z prawem międzynarodowym rozpatrywać kwestię reparacji wojennych -
      przekonuje prof. Jan Sandorski z Katedry Prawa Międzynarodowego Publicznego UAM
      w Poznaniu. Niemieccy politycy już to robią, choćby Erika Steinbach i w bardziej
      zawoalowany sposób Edmund Stoiber. - Polacy powinni być świadomi tego, że
      żądania Związku Wypędzonych nie są częścią niemieckiej polityki. Ważne, żebyśmy
      nie słuchali tych wszystkich złych podszeptów, które pojawiają się w obu naszych
      krajach, lecz by nasze rządy zdecydowanie kroczyły pojednawczą drogą - mówi
      "Wprost" Markus Meckel, deputowany SPD do Bundestagu. To prawda, że roszczenia
      Związku Wypędzonych nie są częścią polityki niemieckiego rządu, ale - jak
      zauważył w "Gazecie Wyborczej" prof. Leszek Kołakowski - w wypadku Niemiec to,
      co dzisiaj wydaje się niemożliwe, jutro może być realne.

      Związek Wypędzonych, czyli ambasada III Rzeszy
      Gdy w ubiegłym roku do wyborów na kanclerza Niemiec startował Edmund Stoi-ber,
      przewodniczący CSU i premier Bawarii, na zjeździe Ziomkostwa Prus Wschodnich
      oznajmił on, że po wygranych wyborach wprowadzi do oficjalnej polityki wobec
      Polski i Czech kwestię powojennych wysiedleń Niemców. Innymi słowy: Stoiber
      zapowiedział możliwość domagania się od Polski i Czech odszkodowań za mienie
      utracone przez Niemców, których wysiedlono z obecnych terytoriów tych krajów.
      Stoiber powiedział to, czego od dawna domaga się Erika Steinbach i
      reprezentowany przez nią Związek Wypędzonych. Na deklarację Stoi-bera ostro
      zareagował szef polskiej dyplomacji Włodzimierz Cimoszewicz. Stwierdził on
      wówczas: "Polska ma rachunki z przeszłości i jak będzie trzeba, to je
      przedłoży". - Nie mam wątpliwości, że trzeba Niemcom przypominać, kto jest
      ofiarą, a kto agresorem, że trzeba hamować ich zapędy w relatywizowaniu win i
      odpowiedzialności za zbrodnie wojenne. Niemieckie społeczeństwo nadal nie może
      się otrząsnąć ze swojej buty, z megalomanii związanej z pojęciem Herrenvolk -
      mówi "Wprost" dr Marek Edelman, ostatni żyjący dowódca powstania w getcie
      warszawskim.
      W ubiegłym roku ukazała się praca "Przejęcie majątków niemieckich przez Polskę
      po II wojnie światowej" dr. Mariusza Muszyńskiego, radcy prawnego w
      Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Muszyński wskazał przesłanki, jakie musiałyby
      się pojawić, aby sprawa reparacji wojennych dla Polski wróciła. Jedną z nich
      jest przeniesienie pretensji wypędzonych na forum oficjalnej niemieckiej
      dyplomacji i jakakolwiek próba podważenia przez niemiecki rząd federalny
      popoczdamskiego status quo. Czy taka próba jest realna? Na razie Niemcy otwarcie
      domagają się odszkodowań od Czechów. Te żądania już kilka lat temu poparł Klaus
      Kinkel, minister spraw zagranicznych w rządzie Helmuta Kohla. Poparł je też
      ówczesny minister finansów Theo Weigel. Niemiecki dziennik "Süddeutsche Zeitung"
      wielokrotnie pisał, że już siedem lat temu Niemcy zaczęli się starać o zwrot
      majątków leżących na zachodnich i północnych ziemiach Polski, które kiedyś
      należały do nich lub ich rodzin. Głośna jest sprawa Herberta Wehry, który domaga
      się zwrotu należącego przed wojną do niego majątku w Mosinach koło Człuchowa.
      Podobne żądania wysunęło już wobec Czech ponad 20 tys. Niemców z Sudetów.
      Niemcy są jedynym krajem, którego rząd finansuje organizację jawnie domagającą
      się przewrócenia popoczdamskiego porządku w Europie. Historyk Richard Chesnoff,
      autor m.in. pracy "Banda złodziei", w której opisuje nazistowską politykę
      grabienia żydowskiego mienia w Europie, zauważa, że Związek Wypędzonych pełni
      funkcję swego rodzaju ambasady III Rzeszy w Republice Federalnej Niemiec.
      Związek powstał w 1951 r. i wszystkie rządy Niemiec w praktyce traktowały go
      jako ekspozyturę Niemiec w granicach z 1937 r. W ten sposób zawsze swój podmiot
      miały ewentualne roszczenia do mienia utraconego w 1945 r. Związek Wypędzonych
      po prostu legitymizował te roszczenia, przez co rządy mogły demonstrować, że nie
      zapomniały o krzywdzie wypędzonych, a wobec społeczności międzynarodowej
      twierdzić, że oficjalnie żadne roszczenia nie wchodzą w
      • Gość: socer Re: Czy Niemcom można zaufać? IP: 80.50.20.* 08.05.05, 18:44
        "Zwróciliśmy się do znanych amerykańskich prawników Edwarda Kleina i Michaela
        Hausfelda z pytaniem, czy podjęliby się sporządzenia i wniesienia pozwu o
        reparacje wojenne dla Polski".

        Co my mamy dzisiaj. Ciekawe co ci amerykańscy prawnicy by odpowiedzieli Wietnamczykom i Irakijczykom. Polska napadła na Irak wbrew Papieżowi, ONZ, NATO, większości obywateli swiata.
        Jak myślicie, zaplaci im Polska jakieś odszkodowania za to? Popatrzcie jak dzisiaj Irak wygląda (nie liczac już pozabijanych ludzi). Ruina. Za co?? Co takiego zrobił. Za to że wymordował kurdów pare lat temu za przyzwoleniem USA. Dlaczego w tedy ci obrońcy demokracji nie protestowali, bo może wówczas Irak był sojusznikiem USA w walce z z Iranem. Może Polska wychodzi z założenia że Amerykanie mogą bezkarnie napadać na inne kraje.
        Jeszcze raz - czy Irakijczycy mogą się spodziewać jakiś odszkodowań od POlski za zrujnowany kraj? Dzisiaj juz wiemy że ani jeden powód wywolania tej agresji nie był prawdziwy.
        Może by należało postawić pytanie dzisiaj CZY POLAKOM MOŻNA ZAUFAĆ.
        W Niemczech 60 lat po zakończeniu tej wojny poczynając od kanclerza Schrodera, prezydenta Kohlera i wszystkich ważniejszych polityków niemieckich uczestniczylo dzisiaj w mszy świętej o wolność i pokój na całym świecie. Oni nie uczestniczą dzisiaj w żadnych działaniach wojennych i za to im chwała.
        • Gość: sss Re: Czy Niemcom można zaufać? IP: *.pc.tek.pl 08.05.05, 19:33
          mylisz pojęcia socer , większość Polaków jak i pozostałych obywateli państw
          zaangażowanych w sprawę Iraku , była i jest przeciwna ich tam obecności. To
          rządy tych państw wysłały tam swe wojska wbrew opinii swoich obywateli.
          stąd pytanie czy Polakom można zaufać jest z gruntu fałszywe , bo samo
          społeczeństwo polskie nie legitymizuje w tym przypadku działań rządu ,tak jak to
          miało miejsce w hitlerowskich Niemczech.
          • Gość: socer Re: Czy Niemcom można zaufać? IP: 80.50.20.* 08.05.05, 20:04
            Ale korzysci Polacy od Amerykańców za posłuszeństwo przyjmują. Pokaż mi jednego Polaka który się temu sprzeciwi.
            • Gość: sss Re: Czy Niemcom można zaufać? IP: *.pc.tek.pl 08.05.05, 20:33
              żółć zalewa ci oczy.
              a kto normalny sprzeciwia się korzyściom ?
          • rado10 Re: Czy Niemcom można zaufać? 08.05.05, 20:46
            Gość portalu: sss napisał(a):

            > mylisz pojęcia socer , większość Polaków jak i pozostałych obywateli państw
            > zaangażowanych w sprawę Iraku , była i jest przeciwna ich tam obecności.
            >
            Tak,tak 3 razy s.Jak cos zlego to nie my,to inni.Idz sie leczyc.
            • Gość: socer Re: Czy Niemcom można zaufać? IP: 80.50.20.* 08.05.05, 21:15
              rado10 napisał: "Tak,tak 3 razy s.Jak cos zlego to nie my,to inni.Idz sie leczyc."
              rado10 - za 50 lat Polacy będą wszystkim wmawiać że Polska była przeciwko wojnie w Iraku. Dzisiaj pokazywali demonsrtacje w Holandii przeciwko wizycie Busha. W odróżnieniu do Holandi w Polsce Bushowi dywany rozkładają.
              sss napisał: "a kto normalny sprzeciwia się korzyściom ?".

              Co to za korzyści z czyjegoś nieszcześcia? Wypiłeś dzisiaj coś że piszesz że Polacy są przeciwni wojnie w Iraku? Na jakiej podstawie tak sądzisz? Co wy tam dzisiaj robice.
              • rado10 Re: Czy Niemcom można zaufać? 08.05.05, 21:32

                >
                Wypiłeś dzisiaj coś że piszesz że Po
                > lacy są przeciwni wojnie w Iraku? Na jakiej podstawie tak sądzisz?

                Socer,a myslisz ze on w ogole trzezwieje???????
                • Gość: sss Re: rado10 i socer... można zaufać? IP: *.pc.tek.pl 09.05.05, 08:42
                  jest to ogólnie dostępna wiedza. w każdym kraju robi się chociażby badania
                  opinii publiczej , ale wy , kałmuckie trepy skąd mielibyście o tym wiedzieć ,
                  pra ? : )))
                  • rado10 do 3razy s! 09.05.05, 08:49
                    A ty z samego ranca znowu Jabole grzejesz?????
    • Gość: edi CZy Polakom można zaufać? IP: *.dip0.t-ipconnect.de 09.05.05, 08:46
      szczegolnie, jezeli wzmie sie pod uwage, ze do wiekszosci zbrodni popelnionych
      przez siebie nie sa sie wstanie przyznac.
Pełna wersja