sloneczko1
08.07.05, 07:49
W krajach Europy Środkowo-Wschodniej, na drodze tak zwanej specjacji
spotęgowanej szybkimi zmianami społeczno-gospodarczymi, powstały dwa nowe i
bardzo interesujące podgatunki ludzkie. Są to gumbasy (przez innych zwane
łbami) i burasy.
Pierwszy z nich charakteryzuje się nadmiernie umięśnioną, zwalistą
sylwetką, dość dużym wzrostem i tępym wyrazem twarzy. Głowa osadzona jest na
krótkiej szyi, wyrastającej z pokaźnych rozmiarów karku. Tradycyjne gumbasy z
reguły strzyga się na jeża albo na łyso. Ubierają się po sportowemu w dresy i
tenisówki (tak zwani dresiarze) lub noszą dżinsy i obcisłe podkoszulki
wyraźnie uwydatniające ich muskuły, których wielkość wskazuje na regularne
używanie rożnego rodzaju sterydów, protein i innych środków wspomagających
wzrost masy mięśniowej. Niektóre gumbasy chodzą czasami w dobrze skrojonych
garniturach.
Gumbasy dużo czasu spędzają na siłowni pakując na ciężarach i ćwicząc
wszelakie techniki zadawania ciosów oraz kopniaków. Dobrze posługują się kijem
basebalowym, ale o samym basebalu raczej nie mają zielonego pojęcia. Kij
używany jest przez nich do bardziej prozaicznych celów, głównie do łamania
kości goleniowych, żeber czy też kręgosłupa. Innym narzędziem pracy jest
pistolet, karabin lub ładunek wybuchowy. Twarz typowego gumbasa nie wyraża
prawie niczego. Trudno w niej doszukać się jakiś oznak zaawansowanych procesów
myślowych, emocji czy tez uczuć. Gumbas jest istotą małomówną o raczej ubogim
zasobie słownictwa poza łaciną podwórkową. To taki typowy ludzki automat,
który nie ma myśleć, zbyt dużo mówić, a tylko wykonywać polecenia szefa
należącego do innego podgatunku, przez niektórych zwanego burasem.
Buras rożni się od gumbasa diametralnie. Jego sylwetka daleko odbiega od
ideału. Często buras ma nadwagę, ze szczególnie uwidocznionym mięśniem piwnym.
Widać, że lubi wypić i dobrze zjeść, co także odzwierciedla się na jego twarzy
w postaci worków pod oczyma, lekkiego przekrwienia policzków oraz podwójnego
podbródka. Buras z reguły ma znacznie inteligentniejszą twarz od gumbasa.
Widać, że zarabia na życie umysłem, a nie mięśniami, że jego szare komórki
zmuszane są do regularnego wysiłku. Aczkolwiek należy stwierdzić, że
inteligencja burasa to inteligencja typowego przekręta. Ciągle coś kombinuje,
głównie jak zarobić wszelkimi dostępnymi i przeważnie nielegalnymi metodami.
Burasy ubierają się raczej niepretensjonalnie i niezbyt gustownie. Rzadko
noszą dobrze skrojone garnitury, gdyż trudno byłoby coś stosownego dobrać do
ich nieproporcjonalnych sylwetek. Raczej gustują w dżinsach, sportowych
kurteczkach oraz drogich tenisówkach. Często noszą markowe złote zegarki i
bransoletki oraz naszyjniki, aby ostentacyjnie podkreślić swój stan
posiadania. Nieodzownym rekwizytem zarówno u burasa jak i gumbasa jest telefon
komórkowy.
Późny wieczór oraz noc są ulubionymi porami dnia burasów i gumbasów.
Można ich zawsze spotkać w lokalach nocnych o wątpliwej reputacji. Z reguły
podjeżdżają tam drogimi samochodami - mercami, bm-kami lub amerykańskimi
jeepami. Taką bryczkę często prowadzi gumbas, obok którego siedzi drugi
osobnik tego samego podgatunku. Buras raczej woli rozeprzeć się na tylnym
siedzeniu. Po zajechaniu pod lokal, gumbas otwiera drzwi burasowi, który
wolnym krokiem udaje się do wejścia strzeżonego przez inne gumbasy. Po
rozwaleniu się w wygodnym fotelu, albo na stołku barowym, buras zaczyna
zamawiać drinki. Kelnerki oraz barmanki spieszą na wyścigi, aby zaspokoić jego
pragnienie. Burasem interesują się córy Koryntu, wśród których można nawet
spotkać studentki zarabiające w pocie czoła i ciała na czesne. Typowy buras
zachowuje się bardzo jowialnie, lubi poklepać kelnerkę po zadku, posadzić
sobie jakieś ciało na kolanach. Zapłatę rzuca niedbale na bar albo stolik, w
postaci pomiętolonych banknotów o wysokim nominale. Po wypiciu i przekąsce
często wpada w dobry humor i zaczyna wyrażać w dość niewyszukanym języku swoja
aprobatę dla rożnych części anatomii barmanek i kelnerek. Nawet opowiada im
szczegółowo w jaki sposób chętnie by z nimi zaspokoił swoje chucie przerywając
ordynarne wywody rubasznym śmiechem. Buras może sobie na to pozwolić. Nikt z
obsługi nie zwróci mu uwagi. O wyrzuceniu za drzwi nawet nie ma mowy. Jako
stały bywalec, który zostawia w lokalu dużo kasy, cieszy się swoistego rodzaju
immunitetem. Obrażane kelnerki i barmanki nie powiedzą ani słowa, gdyż mogłyby
stracić pracę. Właściciele lokalu raczej nie reagują, gdyż z reguły też są
burasami. Poza tym kobieta w takich lokalach traktowana jest jako sprzęt
rozrykowo-dekoracyjny, a nie jak człowiek. Jeśli lokal dysponuje własnymi
pokojami, buras często załatwia swoje potrzeby seksualne na miejscu. Jeśli
nie, to odjeżdża w towarzystwie obstawy składającej się z gumbasów oraz
panienek zarabiających na życie anatomią ciała w zacisze własnej rezydencji
albo motelu. Następnego dnia oba podgatunki będzie można znowu spotkać w ich
ulubionych lokalach i zabawa trwa, a kasa przechodzi z rąk do rąk.
I tak sobie żyją razem gumbasy oraz burasy w wzajemnej symbiozie. Jeden
nie może istnieć bez drugiego. Oba podgatunki homo sapiens znalazły sobie
odpowiednią niszę ekologiczną jaka wytworzyła nowa rzeczywistość i
wykorzystują ją dość skutecznie. Jak długo będą prosperować to trudno jest
przewidzieć. Prawdopodobnie ich rola w lokalnej ekologii społecznej zmaleje w
miarę widocznego na każdym kroku postępu. Na razie maja się dobrze i stanowią
bardzo interesujący element krajobrazu, który zasługuje na poważniejsze
badania i zainteresowanie służb specjalnych.