Dodaj do ulubionych

Porodówka w Gliwicach- zbieram opinie

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.07.05, 12:10
czy to fajny szpital? jak obsługa medyczna czy trzeba dawać jakąs kase aby być
dobrze traktowaną? Mam zamiar rodzic tam we wrzesniu i chciałabym dowiedziec
sie czegos od osób które miały kontakt z w/w szpitalem.
Pozdrawiam smeagoul
Obserwuj wątek
    • Gość: Arkadiusz Re: Porodówka w Gliwicach- zbieram opinie IP: *.123.197.129.ratownikow.pirx.pl 27.07.20, 08:37
      Opisuję doświadczenia z porodówki. Krótkie podsumowanie - omijać szerokim łukiem. Dłuższa wersja:
      - przyjęcie ok
      - trafiliśmy od razu na salę bo żona już była w dość zaawansowanym stanie. Odeszły zielone wody, ale próbowaliśmy rodzić naturalnie. Z każdym parciem maszyna pokazująca tętno dziecka pikała. Położna uznała że to nie dziecko się dusi albo traci puls, ale że maszyna jest zepsuta.
      - położnej zajęło kolejne ~3h żeby zauwazyć, że dziecko jest źle ułożone i się nie urodzi. Żona próbowała rodzić naturalnie w sumie 3h 45min.
      - jak już uznała że dziecko jest źle ułożone to w sumie nie była pewna, więc poszła po lekarzy, żeby potwierdzili jej opinię. Zostaliśmy sami na sali nie wiedząc co robić - bo na szkole rodzenia (z tego samego szpitala) nie było powiedziane nic o takich sytuacjach.
      - lekarze przyszli, potwierdzili, posłali jakąś pielęgniarkę po papiery
      - czekamy na papiery (tutaj już byłem nieziemsko wkurzony, ale mówili żeby nie generować problemów jako mąż, tylko wspierać żonę). Żona oczywiście konsekwentnie ma dalej skurcze i dzieciak się dusi (skąd to wiem, niżej)
      - w końcu przyszły. Uznali że żonę trzeba przebrać na operację, więc pomiędzy skurczami rozebrali ją kompletnie do naga, w sytuacji gdzie na sali było 7 osób łącznie ze mną i nią.
      - chwycił ją skurcz, więc wszyscy się gapili i czekali
      - kazali jej podpisać te papiery (2 podpisy, były 2 kartki). Oczywiście nie było kiedy tego przeczytać, więc o jakiejkolwiek świadomej zgodzie nie było mowy - życie i zdrowie dzieciaka i żony było istotniejsze. Do dziś nie wiemy co ona tam podpisała. Obstawiamy że zgodę na cesarkę - ale nie dało się tego załatwić na przyjęciu, na wszelki wypadek?
      - w trakcie podpisów kolejny skurcz
      - zabrali ją na salę. Jedna pielęgniarka pozwoliła mi wejść (miałem ciuchy odpowiednie, było mówione na szkole rodzenia), ale 2 min później inna kazała mi wyjść
      - więc siedziałem sobie chyba około godzinę w pokoiku jakimś i czekałem na wieści (to co mi po głowie chodziło chyba można sobie częściowo wyobrazić)
      - przyszedł ktoś i kazał mi nasze rzeczy z sali porodowej zabrać, bo chcą czyścić i im przeszkadza (było już koło 19). Dokładnie o tym myślę, gdy taka sytuacja się rozgrywa ścianę obok. O sprzątaniu. Ale znowu, uznałem że nie będę się kłócił bo mnie ochrona wypieprzy i nawet się nie dowiem co z żoną.
      - po dłuższym czasie przyszła Pani pediatra i powiedziała że 9/10. Z dyskusji wyszło że położna miała do mnie wcześniej przyjść i powiedzieć co i jak, ale najwyraźniej nie dotarła. Więc pediatra mi pogratulowała syna i powiedziała że z żoną wszystko ok. Tutaj się dowiedziałem że młody był 3 razy owinięty pępowiną wokół szyi i raz wokół rączki. Nie było opcji żeby wyszedł naturalnie. Czyli się z każdym parciem dusił, czego położna nie chciała później przyznać, ale ta Pani pediatra już tak. Żona się męczyła bez sensu, bo położna nie wiedziała co robi.
      - żona karmiła od razu więc dzieciaka dostałem później, pilnowałem i kangurowałem, trafiliśmy na oddział, żona przyjechała niewiele później.
      - jako że była odurzona to niewiele pamięta, ale to założyli jej cewnik, a potem przy zmianie łóżek (żeby wyjechać na oddział) o nim zapomnieli i przy przenoszeniu jej między łóżkami go wyrwali to pamiętała. Pamiętała też że o nim przypomniała przed, ale najwyraźniej nikt nie zrozumiał (możliwe, jak jest się na tak mocnych środkach to można bełkotać)
      - lekarze powinni informować co wstrzykują i podają pacjentce. Nic takiego nie miało miejsca, żona musiała ciągle pytać co to i po co.

      Potem wcale nie było lepiej.

      - brak poszanowania pacjenta przez pielęgniarki na położniczym, wyjątkiem była Pani podająca posiłki. Dzwonisz po pomoc w nocy, dostajesz opieprz, prosisz żeby Cię podnieśli (bo żona miała awaryjną cesarkę i nie mogła nawet wstać do łazienki) to rzuci Ci pilota i powie że łóżko ma funkcje i możesz sobie sama wstać.
      - brak posiłków dla ojca, nawet za dopłatą, więc nie mogłem zostać cały czas
      - żona po takim przeżyciu pierwszą noc nie miała sił się dzieckiem zająć. Poprosiliśmy pielęgniarki dyżurujące o zajęcie się dzieckiem (ja bym został, ale na noc nie wolno, więc nie miałem jak pomóc). Podały mu mleko modyfikowane, choć wyraźnie wszędzie zaznaczaliśmy że chcemy go karmić tylko piersią. Wrócił w zażyganym ubranku. W efekcie każdą kolejną noc żona walczyła ze swoim ciałem po operacji żeby zająć się młodym
      - przeciwbólówki sam jej przywoziłem, bo to co dostawała nie starczało.
      - Pani od laktacji zamiast pomóc to ubliżała i wykorzystywała sytuację aby zrobić wrażenie inteligentnej. Sytuacja była trudna i pomimo tego prosiliśmy o jej pomoc 3 razy, efekt był zawsze taki sam - nie pomogła ale swoją wyższość nad moją żoną musiała odowodnić.
      - kogokolwiek nie spytasz o radę w temacie da Ci inną radę, za każdym razem wykluczające się. W efekcie nic się nie można dowiedzieć.
      - Żona karmi a bez pukania wpada jakiś facet, jak się okazuje fotograf. Po co mi fotograf? Co to za typ wchodzący na położniczy bez pukania? Może zapytać na przyjęciu? Albo po porodzie, zanim koleś przyjeżdża?
      - w trakcie codziennych badań dziecka pielęgniarki rozbierają dziecko z pieluchy. Zdarzy się że jest brudna, to wymieniamy od razu. Pielęgniarka podnosi dziecko za kostki do góry, żeby wyjąć pieluchę. KATEGORYCZNIE nie wolno tak robić. Gdzie oni się uczą?
      - przed jednym z tych codziennych badań, przychodzi pielęgniarka i mówi że zaraz przyjdzie Pani pediatra i żeby przygotować się. Karmimy, to mówimy że po karmieniu. Ona mówi że nie, żeby przerwać, bo zaraz wejdą. Okazało się że to "zaraz" to 40 min. Pediatra wchodzi i pyta kiedy był karmiony. Mówimy że z 5-6 godzin temu, a tak długo bo przerwano nam karmienie bo Państwo mieli przyjść. Dostaliśmy taki opierdol, jakbysmy byli jakimiś szczylami. Zero szacunku i reakcji na przyczynę opóźnienia.
      - dzień później ta sama pediatra z uśmiechem na ustach bada dzieciaka, mówiąc że pewnie teraz waga spadnie dużo i na święta będziemy musieli zostać (rodziliśmy 17 grudnia). Że to ta para co głodzi dziecko. Młody wręcz przeciwnie, na wadze już przybierał. Mina jej zrzedła.
      - młody urodził się cesarskim cięciem ale w książeczce zdrowia i na wypisie napisali że naturalnie, bo tak było planowane. Zero odpowiedzialności, do dziś to musimy tłumaczyć.
      - jak były badania słuchu dziecka, to pierwsze wyszło negatywnie. Pytam o co chodzi, a pielęgniarka komentuje że dziś wszystkie dzieci na pietrze są głuche, więc to raczej maszyna zepsuta. Ale wynik negatywny i tak wpisała w papiery. Dzień później, wszystkie dzieci magicznie odzyskały słuch (z 7-8 noworodków). W książeczce ma ten negatywny wynik wpisany.

      W sumie byliśmy 5 dni razem z wypisem, wszystkie równie paskudne i nieprzyjemne. Spędzałem tam tyle czasu ile się dało, żeby jakkolwiek pomóć żonie. W dzień wypisu z rana (ok 9.00) dowiadujemy się że wychodzimy. Zaczynam pakować rzeczy. Finalnie żona z dzieckiem wyszła po 17.00. Dlaczego?
      - pediatra nie miała czasu wypisać recept dla kobiet, najpierw była na porodzie (logiczne) a potem zapomniała i zniknęła. Lekarz dyżurny też potem miał poród. Jak kilka kobiet konsekwentnie o to pytało to w końcu łaskawie te recepty dostały. Nie można bez tego było wyjść, bo to zastrzyki po cesarce które kobieta musi mieć. Żona zdecydowała że zadzwoni na recepcję zapytać o e-recepty. O niczym takim na recepcji nie słyszeli i kazali gadać z lekarzami, z którymi próbowaliśmy te recepty załatwić od rana.
      - ktoś tam zapomniał zrobić wypisy. Czekaliśmy i czekaliśy, w końcu uznałem że wychodzimy. Jechałem jakiś tydzień później żeby to odebrać.
      - na szczęście żona przynajmniej dostała posiłki.

      To wszystko było ponad pół roku temu. To co wyszło z czasem to to, że nasze plany na założenie rodziny diabli wzięli, bo w związku z tą męczarnią przez którą żona przeszła w trakcie porodu, ma teraz niezrośniętą dziurę w macicy. Czeka ją kolejna operacja żeby to zamknąć i mieć nadzieję na jakiekolwiek jeszcze dzieci. Jak opisaliśmy sytuację w prywatnej klinice to się za głowę chwy
      • Gość: Arkadiusz Re: Porodówka w Gliwicach- zbieram opinie IP: *.123.197.129.ratownikow.pirx.pl 31.07.20, 20:34
        Chciałbym tylko doprecyzować, bo czytam to po paru dniach:
        1. Wulgaryzmy były zbędne, natomiast temat ten wywołuje u mnie silne emocje za każdym razem gdy o nim myślę. Przepraszam za nie.
        2. 3h 45min trwał sam drugi okres porodu
        3. Odnośnie dziury w macicy - jest to zwane również "niszą". Można się dowiedzieć o tym więcej np. pod tymi linkami:
        obgyn.onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1002/uog.20276
        www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC5798260/
        www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4643529/
        journals.viamedica.pl/ginekologia_perinatologia_prakt/article/view/54058/41057

        Większośc po angielsku, bo to międzynarodowe badania.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka