Czy "prawdziwi ślązacy" po niemiecku też piszą fonetycznie?

19.09.01, 02:25
    • Gość: Niymrawa Re: Czy IP: *.dip.t-dialin.net 19.09.01, 02:27
      No i jak z Tobom godac ?
    • waldemar123 Re: Czy 19.09.01, 02:55
      moim zdanie fonetycznie piszą analfabeci, fonetyczne pisanie po polsku nie
      uczyni z nikogo prawdziwego niemca ani ślązaka. nie tylko jednak pisownia
      niektórych uczstników niniejszego forum jest kompromitująca także stan ich
      wiedzy historycznej urąga wszelkim normom przyzwoitości. według jednego z
      niemieckich filozofów "mówimy tak jak myślimy, myślimy tak jak mówimy" to co
      mogę dekodować z niektórych wypowiedzi tu zamieszczonych to intelektualna
      ruina.
      • Gość: Szwager Re: Czy IP: *.dip.t-dialin.net 19.09.01, 12:12
        So ludzie kere myslom ze jak napiszom cosik fajnie no np po chinsku to juz som
        pieronym mondre , pieronym kulturalne i pieronym wielke chinczyki . Niy pija
        sam do zodnego ale czi niy ma lepiyj godac swojom godkom niz udowac kogos
        inkszego . Chyba ze sie komuz zdowo ze je kims inkszym . A terozki pija do
        Waldika - a co mosz nom sam takego pieronym ciekawego i pieronym daleko
        lezoncego od ruin kere sam widza ?

        Pyrsk !
        • Gość: Jo Re: Do intelektualnyj ruiny ! IP: *.dip.t-dialin.net 19.09.01, 12:24
          Waldik suchej no , a mozno nom sam pokozesz jak cza szkryklac slonskom godkom .
          Abo niy poradzisz sie znizyc na taki poziom ? Pozdrowio cie ajnfachowy slonski
          JO .

          Pyrsk !
          • Gość: Obrzida Czy "prawdziwi polacacy" po polskuku piszą tylko duzymi literami? IP: *.dip.t-dialin.net 19.09.01, 17:24
            waldemar123 napisał(a):

            > SZWAGER JA SIĘ NA ŚLĄSKU URODZIŁEM TAK JAK MOI RODZICE ALE TAKĄ GWARĄ JAK TY
            > NIE MÓWIĘ. TYM NIEMNIEJ UWAŻAM SIĘ ZA PRAWDZIWEGO ŚLĄZAKA. W DOMU O ŚLĄZAKACH
            > MÓWIĘ TYLE CO O POLAKACH, NIEMCACH, CHIŃCZYKACH, GLIWICZANINACH,
            WARSZAWIAKACH,
            >
            > WIELKOPOLANINACH ITP. CZYLI SPORADYCZNIE MAM PO PROSTU MNIEJ NACJONALISTYCZNE
            > TEMATY ROZMÓW. W OGÓLE RANI MNIE UTOŻSAMIANIE ŚLĄZAKA Z JAKIMŚ PÓŁ NIEMCEM
            PÓŁ
            > POLAKIEM CZY INNĄ ISTOTĄ O TAJEMNICZYM POCHODZENIU (AUTOCHTONEM). JA JESTEM
            > ŚLĄZAKIEM BO SIĘ NIM CZUJE. JESTEM TEŻ GLIWICZANINEM. O POCZUCIU REGIONALNEJ
            > TOŻSAMOŚCI NIECH NIE DECYDUJĄ STEREOTYPY. NIECH ZYJE ŚLĄSK!!!!

            Waldek ty jestes terz analfabeta! Widze ze nie masz najmniejszego pojecia gdzie
            duza agdzie mala litera pisac. Typowy objaw analfabetyzmu!

            • Gość: Ballest Re: do wald dzika IP: *.67.164.157.Dial1.Frankfurt1.Level3.net 19.09.01, 22:23
              WaldeZmarl 123 boroczek
              • Gość: mesco Re: Ballest to Knut z forum schlesien.de IP: *.dip.t-dialin.net 20.09.01, 21:56


                Auf diese Nachricht antworten
                Hallo Jochen!
                Autor: Knut (---.67.88.26.frankfurt1.eu.level3.net)
                Datum: 01-09-20 09:59



                Gość portalu: Ballest napisał(a):

                > WaldeZmarl 123 boroczek

                • waldemar123 Re: Ballest to Knut z forum schlesien.de 02.10.01, 20:25
                  Od jakiegoś czasu czytam wypowiedzi Dietra, Ballesta, Jo i tym
                  podobnych "Ślązaków". Panom tym wydaje się, że piszą po śląsku. Niezbyt uważny
                  nawet czytelnik zapyta jednak czemu między używanymi przez nich słowami nie ma
                  żadnego podobieństwa. Czyżby pisownia poszczególnych słów była w języku śląskim
                  zupełnie przypadkowa.Czy przypadkiem nie jest tak, że panowie stylizują język
                  polski na śląski ukrywając swe podstawowe braki w ortografii (i nie tylko) tego
                  pierwszego. Obiektywnie przyznać trzeba, że pewne używane przez nich słowa
                  występują w śląskiej gwarze, jednak nie trzeba być Ślązakiem aby po pewnym
                  czasie, niezbyt długim zresztą swobodnie się nimi posługiwać. Ich sposób
                  pisania (mówienia) to raczej objaw językoewgo niechlujstwa niż świadome
                  posługiwanie się śląską gwarą. Czytając ich wypowiedzi przypomina mi się
                  twiedzenie jednego z niemieckich filozofów "Mówimy tak jak myślimy, myślimy tak
                  jak mówimy". Ich bełkot wskazuje nie tylko na niewysoki intelektualny poziom
                  ale również na zwykłe pozerstwo. Wymienieni przykładowo na wstępie panowie
                  (lista takich osób jest oczywiście o wiele dłuższa)podszywają się pod Ślązaków.
                  To zwykli gebelsi jak się ich u nas na Śląsku określa, którzy po 5 latach
                  pobytu w Niemczech zapomnieli polskiego. Są oni obiektem kpin w Polsce stąd ich
                  nienawiść do tego kraju, niestety także w Niemczech nikt ich nie ma w
                  poważaniu. Jednak uwagi Niemców pod swoim adresem ze względu na swą kiepską
                  znajomość niemieckiego nie są im znane. Nie jeden raz zwracali mi uwagę na to
                  zjawisko odwiedzający mnie niemieccy koledzy.
                  Osoby takie jeżdżąc mercedesami na kredyt i głośno posługujące się łamanym
                  niemieckim na szczęście pojawiają się coraz rzadziej.
                  Panowie auslanderzy jeśli uważacie się za prawdziwych Ślazaków ustalcie
                  między sobą jakieś zasady pisowni w tym języku. Każdy język przecież na to
                  zasługuje.
                  • Gość: Hermann Do waldemara123 IP: *.dip.t-dialin.net 02.10.01, 21:07
                    Górny Śląsk - Oberschlesien / Wyszukane aspekty (c) Bruno Nieszporek

                    Znaczenie socjalne ślońskij gotki

                    Dycki jak kiery pado co rychtis po ślońsku, słyszy się mniej lub więcej
                    określeń przejętych z języka niemieckiego. Norbert Reiter w książce "Deutsche,
                    Slawen und Balten" (Bonn 1989) omawia różne odcienie tego śląskiego zjawiska.
                    Udział wtrąceń niemieckich używanych nadal w ślońskij gotce jest mniejszy, niż
                    miało to miejsce nawet jeszcze długo po wojnie. Reiter pisze, że udział ten był
                    zróżnicowany i zależny nie tylko od terenu, ale także od pozycji socjalnej
                    osób. W wielu przypadkach nie można było nawet określić, czy mówiono jeszcze
                    zniemczonym językiem słowiańskim, czy językiem niemieckim ze śląskimi
                    wtrąceniami. W pozycji socjalnej wyżej ceniono posługiwanie się czystym
                    językiem niemieckim lub nieskaleczoną polszczyzną. Oba języki uważano za
                    bardziej wytworne. Posługiwanie się językiem polskim wyróżniało nawet bardziej,
                    jako że czysty język polski był znany tylko niewielu ślązakom, a jeszcze mniej
                    Ślązaków miało opanowaną polską ortografię. Wszystko co leżało pomiędzy tymi
                    dwoma czystymi formami językowymi, uważano za mniej wartościowe. Kiedyś, tak
                    jak i w współczesnym społeczeństwach, używany język wskazywał na statut
                    socjalny. Zamożne i wykształcone elity społeczne posługiwały się z reguły
                    językiem niemieckim, jednak mało który używał bezbłędnego języka niemieckiego.
                    Warstwy biedniejsze, w tym grubiorze i gospodorze godali po ślońsku, używając
                    przy tym dużo niemieckich naleciałości językowych. Reiter podaje przykład
                    autentycznego zdania o stosunkowo równym udziale języka polskiego i
                    niemieckiego: "Mach dem kanarek mat die klatka auf, da kann er rein- und
                    raushopsać." W wielu przypadkach udział niemieckiego przewyższał udział
                    polskiego. W kolejnym przykładzie zdania ilość wtrąceń niemieckich odpowiada
                    temu, co w zasadzie ślońsko gotka zachowała do dzisiaj: "Maryjko ty staro
                    kryko, ty mos tyn pysk jak stary wertiko." Za germanizmy rozpoznajemy tu
                    słowa "kryka" (Krücke) i "wertiko". Należało by się przyjrzeć uwarunkowaniom
                    historycznym, które doprowadziły do tak silnego niemieckiego zabarwienia
                    potocznie używanego na Śląsku języka. Pomińmy tu omawianie czasów niemieckiej
                    kolonizacji Śląska w wieku XIII. Dużo ważniejsze dla zrozumienia nastałych
                    stosunków językowych były czasy pruskie, które nastały w drugiej połowie wieku
                    XVIII. Król pruski, Fryderyk II, po odbiciu terenu Śląska spod wpływów
                    austriackich, zastał sytuację panującę na terenach dzisiejszego Górnego Śląska
                    za godną rozpaczy. Ludność Śląska żyła wtedy w skrajnej nędzy. W relacjach
                    podróżnych po Górnym Śtąsku z wieku XVIII opisane zostały wstrząsające warunki
                    panujące wtedy na tym terenie. Podróżujący Anglik tak opisywał swoje
                    spostrzeżenia:

                    "W oczy rzuca się opieszałość. ... Dlaczego zawsze za pracującą grupą tych
                    ludzi noszony jest gruby bicz? To nie jest przecież symbolem zbytniej
                    pracowitości. ... Wódka jest bożkiem tych ludzi. Wódka i myśli o niej robi z
                    tych, którzy są zazwyczaj tak powolni i opieszali, swawolnych, pogodnych i
                    beztroskich... Niegodne służalstwo, które nie wyraża głębokiego szacunku czy
                    pokory, wywodzi się z ucisku, obciążeń i ciężaru żelaznych rąk władających tą
                    krainą. ... Jest objawem bluźnierstwa dla należnego się człowiekowi szacunku,
                    gdy ten polsko-śląski człowiek, któremu strach siedzi głęboko w oczach, pada
                    przed każdym ubranym lepiej od siebie na kolana i całuje mu skrawek sukni ..."
                    Ten opis wskazuje dalej na to, że cała ludność ówczesnego Górnego Śląska, bez
                    względu na używany język, była wtedy bezgranicznie uciskana i wyzyskiwana przez
                    właścicieli ziemskich, którzy na przeciągu wieków okradli ją ze starych,
                    gwarantowanych praw. Warstwę właścideli ziemskich z reguły tworzyła
                    niemieckojęzyczna arystokracja, która osadzona została przez austriackich
                    władców Habsburg w następstwie posunięć antyreformacyjnych. Tych nowych władców
                    cechowała samowola, z czym godził się Wiedeń pod warunkiem, że zadbają o to,
                    aby ta kraina wróciła do wyznania katolickiego. W tym czasie ludność Górnego
                    Śląska mówiła głównie po polsku. Tak nie było jednak zawsze. Na tym terenie
                    jeszcze w wieku XVII był w silnej mierze rozpowszechniony język niemiecki.
                    Zdziesiątkowany on jednak został w czasie działań antyreformacyjnych, w
                    konsekwencji których duża część ludności tego obszaru wywędrowania na tereny
                    Śląska Dolnego. Górny Śląsk opuściły wtedy nie tylko rodziny niemieckie, ale i
                    polskie, ponieważ także w środowisku polskim wyznanie protestanckie znalazło
                    wielu zwolenników. Należy jednak przyjąć, że decyzję wywędrowania podjęły
                    głównie warstwy zamożniejsze, a ludność biedniejsza, bez względu na używany
                    język, pozostała na Górnym Śląsku. W konsekwencji tego kolejne pokolenia
                    ludności niemieckiej żyjącej pomiędzy większością ludności mówiącej po polsku,
                    przeszły na język polski. Ten proces nie objął jednak zwartych kolonii
                    niemieckojęzycznych, wywodzących się z okresu średniowiecza, jak Bojków koło
                    Gliwic.

                    W zgodzie z licznymi opisami można stwierdzić, że na terenie Górnego Śląska
                    panowała ciasnota, bieda i brak higieny. Tes stan rzeczy niepokoił króla
                    pruskiego Fryderyka II, który podejmował wiele starań dla polepszenia
                    paunjących warunków. Dużo sukcesów jednak to nie przyniosło, jako że miejscowa
                    arystokracja sabotowała te starania. Dopiero zainicjowana industrializacja
                    doprowadziła do dużo zmian. Za podstawę ekonomiczną tego procesu służył węgiel.
                    Ludność miejscowa nie była jednak w stanie sama przeprowadzić i kierować
                    procesem wydobycia węgla. Do tego potrzebne były wyszkolone siły fachowe, które
                    ściągnięto ze starych niemieckich centrów górniczych, jak z Gór Harz czy
                    Erzgebirge. Wydobycie prowadzono pod nadzorem państwowych urzędów górniczych.
                    Ludność miejscowa znalazła zatrudnienie przy pracach pomocniczych. Pod
                    kierownictwem niemieckich "hauerow" (Hauer) i "stajgerow" (Steiger) pracowała
                    ona za "szleprow" (Schlepper), "filerow", czy za "furmana" (Fuhrunternehmer).
                    Patronat państwowy zauważyć można łatwo w przypadku tradycyjnej "Königshutte"
                    (Huta Królewska, dzisiejszy Chorzów). Wraz z powstaniem nowych możliwości
                    zarobkowych przy wczesnym w Prusach uwolnieniu chłopów z poddaństwa, doszło do
                    dużej mobilności ludzi, która pociągła za sobą szybki wzrost ludności na nowych
                    miejscach produkcji.

                    Na Górnym Śtąsku zostały już w wieku XIII założone w odstępach po 20 do 30 km
                    liczne miasta, jak np. Gliwice czy Bytom. Nowe szyby górnicze budowane były w
                    pobliżu wsi, leżących pomiędzy miastami, przejmując przy tym tradycyjną śląską
                    nazwę pobliskiej miejscowości. Do nich też napływała nowa ludność. Wsie te
                    zmieniły w kolejnych 200 latach całkowcie swoje oblicze, przeobrażając się do
                    przemysłowych wsi, a później do wielkich miast, jak Zabrze czy Chorzów.
                    Pomiędzy przemysłowymi wsiami a miastami panowały wyraźne różnice socjalne. W
                    przemysłowych osadach mieszkali grubiorze a nikiedy i gospodorze. W doma godali
                    oni po ślońsku. Znany im język niemiecki używali jednak tylko tam, gdzie było
                    to potrzebne. W miastach skoncentrowana była warstwa ludności trudniąca się
                    zarządzaniem, która mówiła po niemiecku. Z niej jeżyk polski rozumiało tylko
                    niewielu. Ludność ta przyjechała na Górny Śląsk z terenów Śląska Dolnego i była
                    traktowana przez ludność rodzimą z dystansem. W miastach mieszkali też
                    przedstawiciele zawodów akademickich, którzy w coraz silniejszym stopniu
                    rekrutowali się z ludności miejscowej, która wcześniej używała gwary śląskiej.
                    Dalej w miastach mieszkali inni drobni przedsiębiorcy i rzemieślnicy, którzy
                    władali dobrze obydwoma językami, oczywiście z wyraźnym zabarwieniem lokalnym.
                    Ten socjalny podział mieszkańców Śląska wytworzony został na początku okresu
                    uprzemysłowienia. Wokół powstających grub zbierała się ludność męska, która
                    zakwaterowywana była w prymitywnych i przepełn
                    • Gość: Hermann Re: Do waldemara123 IP: *.dip.t-dialin.net 02.10.01, 21:11
                      - i przepełnionych kwaterach. Robotnicy, którzy oderwani zostali od swojego
                      rodzinnego środowiska chłopskiego i pozbawieni własnych rodzin, zatracali
                      szybko dobre obyczaje i zaczynali się rozpijać. To oczywiście odbijało się
                      negatywnie na możliwościach awansu w pracy, zwiększało wypadkowość i często
                      prowadziło nawet do opuszczania miejsc pracy i powrotu na rodzinne strony. Aby
                      tą ciężką sytuację załagodzić, kierownictwo zakładów pracy zaczęło budować
                      domy, nie koszary pracownicze, a rzędy domów czterorodzinnych lub w podobnych
                      formach. Na ich zapleczu znajdowały się zabudowania gospodarcze, w których
                      rodzinny robotników trzimali gowiedź, jak króliki, kury, kozy czy świnie. Do
                      tych familokow należały również małe poletka, na kierych baby sadzity kartofle,
                      abo inkszo gemiza. W tych mieszkaniach z kuchnią, sypialnią i pokojem gościnnym
                      mieszkała z regóły 7-8 osobowa rodzina. W tych warunkach ważną rolę odgrywały
                      baby, kiere musiały zorgać o cało familio. Rodziny były zabezpieczone przed
                      chorobą, wypadkiem, czy śmiercią w górniczych ubezpieczeniach "Knappschaft". Z
                      tą sytuacjo socjalną związany byt fakt, że językiem warstwy administracyjnej
                      był język niemiecki. Z nim związana była szansa socjalnego awansu, z której
                      korzystała również duża część ludności miejscowej. Tak też w trzeciej czy
                      czwartej generacji od rozpoczęcia okresu industrializacji język ten zaczął być
                      używany i w domu. Przez to, że posługiwanie się językiem niemieckim z reguły
                      warunkowało awans socjalny, a równocześnie śląsko gotka używana była przez
                      proletariat, wykrystalizowała się zasada, która wiązała język niemiecki z
                      wyższą pozycją socjalną, a ślońsko gotka z proletariatem. Jako że
                      funkcjonowanie społeczeństwa przemysłowego wymaga współdziałania i wymieszania
                      się różnych grup socjalnych, na terenie Górnego Śłąska doszło do wytworzenia
                      różnorakich wariacji i stopni wymieszania dwóch języków. Przy klasyfikacji tego
                      śłonsko-niemieckiego tworu językowego, nie można ograniczyć się tylko do
                      analizy stopnia udziału poszczególnych języków, a należy także uwzględnić
                      uwarunkwania socjalne. Kożdy handlyrz, kiery nie chciof splajtować, znał język
                      polski, język niemiecki i wszystkie śląskie formy pośrednie. Oczywiście język
                      używany przez jego kliętów, pasował do ich zachowania i ubrania. I tak, jak
                      prziszła do masarza baba owiniynto w szal, to padała: "dejcie mi
                      leberwursztu!". W tej formie wszystko do siebie pasowało, żaden nie miał też
                      tej kobiecie nic za złe, masorz pogodoł się z tom babom o bajtlach i o chłopie
                      i wszystko było w porządku. Jakby jednak ta kobieta powiedziała: "Mein Herr,
                      geben Sie mir bitte ein Pfund Leberwurst", to zrobiła by się przez to tylko
                      śmieszna. Przyszłaby jednak do tego masorza jakoś dama w pelcmantlu i
                      padałaby "font leberwusztu", zdeklasowałaby się przez to całkiem. Dalej, masarz
                      myślałby, że to nie jest żadna dama, a yno fajnie obleczono dziywka i zacząłby
                      może jej robić inne oferty. Do tego dochodzi, że prawdziwa dama nie
                      żądałaby "Pfund Leberwurst", a jedynie po ćwierć funta z całego sortymentu.
                      Oczywiście nie powiedziałaby też "krupnioki", a jedynie "Graupenwurst", za to
                      poprzednio opisana baba godafa dycki o "krup-niokach", a nigdy o "Graupenwurst".

                      Ten przykład uwidacznia znaczenie socjalne języka. Ślońsko gotka budziła
                      rodzinną atmosferę. Tak też przy bijatyce w szynku abo w doma, wszyjscy gadano
                      po ślońsku. Ten kto mówił po niemiecku, z zasady należał do lepszej sfery i
                      przez to się nie bił, a jak się proł, to wadziuł się przi tym po ślońsku. Język
                      niemiecki miał za to zapach języka urzędowego. Podział pomiędzy polskim a
                      niemieckim był jeszcze uwarunkowany rzeczowo. Rzeczy, które były
                      charakterystyczne dla warstwy proletariackiej, określano po polsku. Do tego
                      należy słowo "królik" a nie "Kaninchen", "kokot", a nie "Hähnchen", "koza", a
                      mniej "Ziege", przy szkacie "dupek", a nie "Bube". Jednak gry wyższych sfer,
                      jak damka czy szach, nie wprowadziły polskich określeń.

                      Wymieszanie się niemieckiego z polskim dialektem, którego stopień zależał od
                      sytuacji, rozważanych osób i pozycji socjalnej, istniało w przeróżnych
                      wariantach. To funkcjonowało, ponieważ ludność na tym obszarze od wielu
                      generacji była z sobą zgrana. To by nie funkcjonowało, gdyby na Górnym Śląsku
                      występowała polaryzacja narodowa pomiędzy ludnością mówiącą po niemiecku, a
                      takimi, co gadali w doma po ślońsku. Występowało jedynie zróżnicowanie socjalne
                      według zawodu, wykształcenia, zachowania i różnice wyznaniowe. Wśród ludności
                      nie występowało jednak zróżnicowanie narodowe. Różnice narodowe napływały na
                      Śląsk z zewnątrz. Tak też w oczach Ślązaków nie powiodła się akcja wspierana
                      przez berlińskie władze nacjonalsocjalistyczne, w której przebiegu zniemczano w
                      roku 1938 stare śląskie nazwy miejscowości i nazwiska ludności. W środowisku
                      śląskim nowe, obce nazwy nie przyjęły się i nadal posługiwano się nazwami i
                      nazwiskami w formie tradycyjnej. Także władze polskie w latach międzywojennych,
                      a ze szczególną intensywnością w latach powojennych prowadziły bezwarunkową
                      politykę polonizacji Śląska i jego tradycji. Jednak opis tego zagadnienia
                      wychodzi poza obręb poruszanego tu tematu.

                      Ciekawą pozycję na temat procesu tworzenia języków przyjął polski socjolog i
                      lingwinista Tomasz Kamusell. Podkreśla on, że do dziś przy omawianiu tematów
                      związanych ze śląskim językiem nadal używa się XIX-wiecznej terminologii. Wtedy
                      to język był traktowany za polityczny instrument w procesie budowania narodów,
                      a ówcześni filolodzy byli pod silnym wpływem silnych wtedy ideii
                      nacjonalistycznych i czynili to z pasią. Ale pierwotną i zasadniczą funkcją
                      języka to umożliwienie wzajemmnego porozuminia się. Języka nie można mylić z
                      formą manifestacji polityczno-nacjonalistycznych, chociaż do dziś wszyscy
                      nacjonaliści tak na język patrzą. W przeszłości nie istniały żadne standardy
                      językowe, do którego możnaby było się odnieść przy tworzeniu języków
                      narodowych. Język mówiony zmieniał się od wioski do wioski. Przyjmuje się, że
                      język używany w danej wiosce, tworzył subdialekt. Ale subdialekty zmieniały się
                      od wioski do wioski.

                      Na średniowiecznym Śląsku tylko nieliczni posługiwali się językiem pisanym. Z
                      czasem w ośrodkach władzy powstawały nowe języki pisane, też budowane na basie
                      regionalnych dialektów czy subdialektów, gdyż właśnie nimi ludzie na codzień
                      porozumiewali się. Te nowe języki stawały się językami kancelaryjnymi i dzięki
                      nim zarządzano i administrowano regionami czy całymi państwami. Tak też było na
                      Śląsku. Najpierw używano na Śląsku łaciny, później - zwłaszcza na Dolnym
                      Śląsku - łacinę wyparł niemiecki język kancelaryjny, a na Górnym Śląsku coraz
                      powszechniejszy stawał się czeski język kancelaryjny.

                      Przez to, że niemal w całym okresie, w którym tworzyły się narody Górny Śląsk
                      był częścią Prus. ścierały się na jego obszarze dwa kontinua językowe:
                      zachodnioermańskie i północnosłowiańskie. Ludność miejscowa nie była mobilna,
                      jedynymi grupami poruszającymi się po większym obszarze były księża,
                      arystokraci, szlachta, burżuazja. Ci ludzie mówili na Gónnym Śląsku po
                      niemiecku bądź posługiwali się łaciną. Ale oni stanowili tylko kilka procent
                      ludności. A cała reszta posługiwała się wspomnianymi już subdialektami, w
                      zależności od wioski - zachodniogermańskim, lub północnosłowiańskim. Bużliwy
                      rozwój przemysłu spowodował, że ludność związana dotąd z ziemią zaczęła
                      wędrować za pracą. W efekcie powstałych przez to kontaktów ludności mówiącej
                      dialektami północnosłowiańskimi z ludnością mówiącą dialektami
                      zachodniogermańskimi wytworzyły się tzw. pidżyny. Są to mieszane formy
                      językowe, które są efektem kontaktów ludności posługujących się różnymi
                      językami. Ta słowiańsko-germańska lub germańksko-słowiańska mieszanka języczna
                      wykszałtowała się na Górnym Śląsku do formy mowy codziennej. Przez to przez
                      wiele diesięcioleci mieszkań
                      • Gość: Hermann Re: Do waldemara123 IP: *.dip.t-dialin.net 02.10.01, 21:15
                        Przez to przez wiele diesięcioleci mieszkańcy Górnego Śląska wytworzyli własny
                        język z pominięciem standardowego języka niemieckiego, polskiego czy czeskiego.
                        • waldemar123 Re: Do Hermanna 02.10.01, 23:27
                          Przeczytałem Twój artykuł, bo tak to trzeba nazwać z wielkim zainteresowaniem.
                          Uważam go za jeden z najlepszych na forum gazety. Moim zdaniem tylko takie
                          podejście do tematu, merytoryczne i wyczerpujące zasługuje na aprobatę. Gdyby
                          rozmowy na tym forum prowadzone były w takim klimacie, bez uprzedzeń i
                          absurdalnego naginania faktów nie tylko zbliżałyby ludzi o różnych poglądach,
                          burzyły mury wzajemnej nieufności ale byłyby po prostu pouczające. Jak jednak
                          prowadzić rzeczowe dyskusje z osobami, które nawet jedząc buchają rasową
                          nienawiścią.
                          Co do treści Twojej jakże długiej wypowiedzi zgadzam się z nią w zupełności.
                          Jak słusznie w niej zauważasz język mówi wiele o społecznej pozycji jego
                          użytkownika. Artykół ten wyjaśnia również szczególną sytuację językową na
                          Górnym Śląsku zwłaszcza jeśli chodzi o jej aspekt historyczny.
                          Pewien fragment tego listu jakby szczególnie odnosił się do wyrażanych przeze
                          mnie wątpliwości; chodzi mianowicie o różnorodność występujących tu dialektów.
                          Ja mogę oczywiście przyjąć, że każdy z tych panów pochodzi z innej wsi czy
                          miasta i stąd ta różnorodność używanego przez nich języka. Dlaczego oni sami
                          jednak są niekonsekwentni w posługiwaniu się nim.
                          Nawet sam czytając swój artykuł zauważysz również pewną jednorodność językową.
                          • waldemar123 Re: Do Hermanna 02.10.01, 23:49
                            Świadczy ona moim zdaniem o pewnej językowej tradycji.
                            Jeśli ktoś jednak posługując się językiem przypominającym polski, uważając się
                            za osobę wykształconą raz pisze "też" a innym razem "terz" czy "tesz" to nie
                            można tego tłumaczyć proletariackim pochodzeniem. Wszak szkolnictwo podstawowe
                            jest i na tych ziemiach obowiązkowe (wg Konstytucji do 18 roku życia) i
                            obejmuje także młodzież o robotniczym rodowodzie.
                            Ja sam mam wiele problemów z poprawną pisownią ale pisząc staram się używać jak
                            najbardziej właściwej i nie dotyczy to bynajmnie tylko języka polskiego. Bo nie
                            chodzi tu nawet o ortografię ale o wszystkie językowe zasady.
                            Wydaje mi się natomiast, iż wiele zabierających tu "głos" osób nie zwraca w
                            ogóle uwagi na jakość swych wypowiedzi (przede wszystkim ich treść)a tylko
                            wypisuje różne obraźliwe rzeczy dla zawoalowania swej głupoty nadając im
                            charakter ślonskiej godki.
                            • Gość: Edmund Re: Waldika !!!!!!!!! IP: *.pppool.de 03.10.01, 02:04
                              hör mal waldi, my mogymy tysz po niymiycku - ale po tym bydziysz se zas burzol, ze nic niy verstehjujesz.
                              Zrozum, ze swiat nie jest malowany w kolorach czarno- bialych. z tym niestety musisz sie pogodzic. niezelaznie
                              od tego czy tobie to pasuje, czy tez nie. jezeli ktos nie chce uzywac jezyka polskiego - niezaleznie z jakich
                              powodow - tez jestes zmuszony to akceptowac. moze my mamy poprostu dosc polonizacji i ciaglego
                              pokazywania palcem....
                              wenn ftos godol inaczi jak ti, to znaczi, ze je wiesniak? verstehe endlich, nicht die (polnische) Sprache bestimmt
                              den Menschen. Mehr Bildung und Toleranz wird von Dir verlangt. Wenn Du dies nicht verstehen kannst, dann ist
                              dies nur Dein Problem. Und wenn dies zutreffen sollte, dann kann man dir leider nicht helfen, du arme Sau........
                              • waldemar123 Re: Edmunda!!!!!!!!! 08.10.01, 20:50
                                Tam też was polonizują ?
                                ....to ciekawe.
                            • Gość: Karl Re: Do Hermanna IP: *.pppool.de 03.10.01, 08:54
                              Waldi wlasnie, chwyc sie za twoj wlasny nos. Zobacz jakie ty tu ciekawostki pisales
                              i jaki kulturany byles!!!!!
                              • waldemar123 Re: Do Hermanna 08.10.01, 20:53
                                Co masz na myśli?

    • waldemar123 Re: a tak poza tym... 08.10.01, 20:58
      • waldemar123 Re: a tak poza tym... 08.10.01, 21:11
        To mam nadzieję, że poczytaliście sobie list kolegi. Po jego przeczytaniu na
        pewno będziecie się mogli samookreślić.
        Na mnie robicie wrażenie tzw. fizoli czy jak kto woli proletariatu (zbytni
        eufemizm) albo plebsu (bliżej). Na szczęście internet jest dla wszystkich i
        cenzus wykształcenia nie jest tu przepustką.
        Pewnie najwyższe stanowisko, na którym was Niemcy zatrudniają to Bauarbeier.
Pełna wersja