sss9
19.08.05, 09:10
Ewa Furtak 18-08-2005 , ostatnia aktualizacja 18-08-2005 21:47
Niskie ceny, wysoki poziom usług, dobre jedzenie i reklama zrobiły swoje. W
najbliższych tygodniach do ustrońskich sanatoriów przyjadą tysiące kuracjuszy
z Niemiec
65-letni Horst Sczendzina pochodzi z Bytomia, w latach 70. wyemigrował do
niemieckiego Szwarcwaldu. Ma tamtejsze obywatelstwo, przyznano mu emeryturę.
Do końca sierpnia będzie odpoczywał w ustrońskim sanatorium Równica. - Na
pobyt w niemieckim sanatorium musiałbym odkładać cały rok, na przyjazd do
Ustronia mogę sobie bez problemu pozwolić. Jakość usług leczniczych jest tu
bardzo dobra, a jedzenie świetne - tłumaczy Sczendzina.
Indywidualni kuracjusze z Niemiec pojawiali się w Ustroniu od dawna, teraz
jednak zaczęły przyjeżdżać zorganizowane grupy. Tuż po wejściu Polski do Unii
Europejskiej Przedsiębiorstwo Uzdrowiskowe Ustroń rozpoczęło bowiem intensywną
promocję swoich usług w niemieckiej prasie, internecie i na branżowych
targach. - Pomogli nam też ludzie z niemieckich miast zaprzyjaźnionych z
Ustroniem - mówi Andrzej Piechocki z PUU, prezes Towarzystwa Kontaktów
Zagranicznych.
Choć na efekty trzeba było trochę poczekać, opłaciło się: przedsiębiorstwo
podpisało już umowy z przedstawicielami kilku niemieckich biur podróży
zajmujących się tzw. turystyką leczniczą. Pierwsze grupy pojawiły się na
początku sierpnia. W ciągu kilku najbliższych miesięcy tylko jedno z biur ma
ich przywieźć kilkanaście tysięcy.
Czym udało się ich zachęcić? - Jakością usług, która jest naprawdę bardzo
wysoka, i niskimi cenami. Po wejściu Polski do Unii kuracjusze z Niemiec mogą
liczyć na pokrycie części kosztów z ubezpieczenia - mówi dr Katarzyna Wencel,
dyrektorka ds. lecznictwa w PUU.
To nie koniec zalet Ustronia - niedaleko są aż trzy lotniska: w Ostrawie,
Katowicach i Krakowie. Uzdrowisko zapewnia swoim kuracjuszom transfer.
Niemieckie grupy przyjeżdżają na razie na tydzień, od przyszłego roku mają to
być turnusy dwutygodniowe. Największą popularnością cieszą się masaże
lecznicze (w zakładzie przyrodolecznictwa trzeba było otworzyć kilka
dodatkowych gabinetów), kąpiele solankowe i borowiny. W wolnym czasie
kuracjusze jeżdżą po tzw. Pętli Beskidzkiej, do Krakowa, Zakopanego. Jest z
tym problem, bo nie ma dla nich przewodników. - Tylko kilku naszych
przewodników zna język niemiecki. Musimy szybko zorganizować jakiś kurs
językowy - mówi Władysław Orszulik, prezes cieszyńskiego koła przewodników PTTK.
Zachęcone sukcesem ustrońskie sanatoria już zaczynają walczyć o kuracjuszy
m.in. z Węgier i Wielkiej Brytanii. Przyjadą też na pewno Amerykanie, bo
przedsiębiorstwo podpisało umowę z firmą z Chicago.
Nasi pacjenci nie muszą się obawiać, że z powodu najazdu obcokrajowców będą
dłużej czekać na miejsce w sanatorium. Liczba zakontraktowanych przez NFZ
miejsc została zabezpieczona, obcokrajowcy przyjeżdżają na te niewykorzystane.
Zwłaszcza że interesuje ich pobyt nawet w listopadzie, kiedy nasi pacjenci nie
chcą przyjeżdżać.