sss9
26.01.06, 16:13
Łukasz Partyka, wom 25-01-2006, ostatnia aktualizacja 26-01-2006 08:39
Wielki sukces polskich astronomów. Znaleźli planetę podobną do naszej Ziemi
jak żaden inny znany glob spoza Układu Słonecznego
Lodowo-skalna planeta o temperaturze -220 st. C krąży wokół swojej gwiazdy
prawie w samym centrum Galaktyki. Jest mała - ma masę zaledwie 5,5 razy
większą od masy Ziemi. - Znalezienie tak małej planety daje nadzieję, że
gdzieś w kosmosie istnieją planety bliźniaczo podobne do naszego rodzinnego
globu - mówi prof. Andrzej Udalski z Uniwersytetu Warszawskiego - jeden z
głównych autorów odkrycia opisanego w najnowszym "Nature".
Do tego to najdalej położona ze wszystkich znanych do tej pory planet -20 tys.
lat świetlnych od Ziemi.
- Planeta jest też unikalna, bo to pierwszy tak mały obiekt poza Układem
Słonecznym, krążący tak daleko od swojej macierzystej gwiazdy - około trzy
razy dalej niż odległość Ziemi od Słońca - mówi prof. Udalski.
Odkrycie to przede wszystkim zasługa dwóch ludzi - prof. Udalskiego i
pracującego na stałe w Princeton University prof. Bohdana Paczyńskiego. Ten
drugi jest wymieniany w ostatnich latach obok prof. Aleksandra Wolszczana jako
jeden z głównych kandydatów do fizycznego Nobla. Udało mu się bowiem rozwinąć
metodę tzw. mikrosoczewkowania grawitacyjnego, które pozwala na szukanie
odległych planet do tej pory wymykających się naukowcom. Profesor Wolszczan i
jego naśladowcy odkrywali globy leżące kilka tysięcy lat świetlnych od nas.
Profesor Paczyński zainicjował w 1992 roku projekt poszukiwania planet "OGLE",
do którego całe oprzyrządowanie zaprojektował prof. Udalski.
W polskim obserwatorium w Las Campanas w Chile astronomowie każdej nocy
mierzyli jasność ponad 100 mln gwiazd. Udało im się znaleźć dwie planety, były
to jednak olbrzymy wielkości naszego Jowisza - takich jednak znamy już ok. 170.
Ale dopiero teraz trafili na glob inny niż wszystkie poznane wcześniej. Nikt
tam oczywiście nie poleci w najbliższym czasie, nikt nie będzie w stanie
stwierdzić, czy istnieje tam życie. Odkrycie dostarcza jednak ważnego
potwierdzenia teorii formowania się układów planetarnych. Dla Paczyńskiego i
Udalskiego może to zwiastować Nagrodę Nobla.
Polska szkoła odkrywania planet
Polacy od samego początku odgrywają ważną rolę w poszukiwaniu planet poza
Układem Słonecznym. Pierwszy system planetarny zaobserwował profesor
Aleksander Wolszczan z Uniwersytetu Stanu Pensylwania w 1992 r.
Najprawdopodobniej składa się on z trzech olbrzymów przypominających Jowisza i
jednej komety.
Naśladowcy Wolszczana znajdują kolejne planety głównie dzięki delikatnym
zmianom światła docierającego do nas z odległej gwiazdy. "Tańcząca" pod
wpływem przyciągania obiegających ją planet wysyła do nas światło o lekko
zmieniającym się kolorze. Badania spektroskopowe tego światła pozwalają
obliczyć liczbę, rozmiary i orbity dalekich planet. Astronomowie projektują po
prostu modele całego układu i sprawdzają, który najlepiej wyjaśnia
rejestrowane zmiany światła gwiazdy. Słabością tej metody jest jednak
ograniczony zakres zastosowania. Żeby planeta wyraźnie zaburzała ruch swojej
gwiazdy, musi być albo bardzo masywna (jak np. Jowisz), albo krążyć bardzo
blisko względnie niewielkiej gwiazdy. Podobny problem dotyczy obserwacji
gwiazd lekko przyćmiewanych przez przechodzące na ich tle planety. To drugi
sposób tropienia odległych globów.
W obu przypadkach astronomowie muszą się pogodzić, że tylko niewielki obszar
kosmosu jest dostępny dla takich poszukiwań. - Metodą spektroskopową znajduje
się planety do około 400 lat świetlnych, a tzw. metodą zaćmień - 3 tys. lat
świetlnych - wyjaśnia prof. Udalski. Jego zespołowi udało się odkryć nową
planetę 20 tys. lat świetlnych stąd.
Metoda którą zastosowano, czyli mikrosoczewkowanie grawitacyjne, została
rozwinięta i upowszechniona przez prof. Bohdana Paczyńskiego. Pomysł opiera
się na zjawisku, które Albert Einstein traktował jako ciekawostkę: nawet
światło w okolicy dużej masy trochę skręca. Czasem astronomom udaje się
zaobserwować, jak bardzo odległa gwiazda nagle jaśnieje albo pojawia się w
dwóch miejscach naraz. Na niebie zmienia się jej obraz, bo światło po drodze
uległo zakrzywieniu i do Ziemi dotarło go więcej niż zwykle. Soczewką
grawitacyjną skupiającą w ten sposób słabe promienie gwiazd może być
przelatująca na ich tle galaktyka albo czarna dziura. Czasem nawet pojedyncza
gwiazda. W wyjątkowych przypadkach niewielką rolę odgrywa nawet obiegająca tę
gwiazdę planeta. Masa planety wywołuje po prostu defekt grawitacyjnej soczewki.
Warszawscy astronomowie regularnie monitorują ponad 170 mln gwiazd w Centrum
Galaktyki (gdzie jest ich szczególnie dużo), a dodatkowe 33 mln w orbitujących
dookoła naszej Galaktyki Wielkim i Małym Obłoku Magellana. Kiedy któreś z tych
licznych słońc staje się soczewką i skupia na Ziemi promienie odległej
gwiazdy, Polacy alarmują astronomów w obserwatoriach na całym świecie. Tak
było 11 lipca ubiegłego roku. - Od tego momentu zjawisko było intensywnie
monitorowane przy użyciu sieci teleskopów znajdujących się na trzech
kontynentach umożliwiających 24-godzinne nieprzerwane obserwacje - relacjonuje
profesor Udalski. 10 sierpnia udało się zaobserwować nową planetę.
W ciągu owych kilku letnich tygodni Polacy wspierani przez inne zespoły
astronomów zbierali dokładne dane. Nad odkryciem pracowało łącznie 73
naukowców. Nową planetę znają tylko jako niewielki pik na regularnym wykresie
jasności docierającego stamtąd światła. Ale wśród ponad 170 globów odkrytych
dotąd przez inne zespoły jest niewątpliwie wyjątkowo ekscytującym obiektem.
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3131417.html