Konsternacja

IP: *.dip0.t-ipconnect.de 16.02.03, 15:39
Coz za konsternacja wsrod sprawiedliwych. Chamstwo niesamowite! Kto smial?
Panowie zapomnieli jak za plecami wyrzygnika pare miesiecy temu, tymi
metodami podchodzili ludzi, ktorzy to forum zalozyli.
Czyzby Szwagier, Ballest i spolka mieli taka krotka pamiec?
Jaki wtedy pan wyrzygnik byl dla was smieszny a teraz czemu sie wam nie
podoba?

Pyrsk!
ballest
    • Gość: ignor Re: Konsternacja IP: *.dip.t-dialin.net 16.02.03, 15:45
      .
      • Gość: szwager Re: Konsternacja IP: *.dip0.t-ipconnect.de 16.02.03, 15:50
        czemu ignor, przciez zawsze z Ballestem chetnie dyskutujesz?
    • ballest Re: Konsternacja 16.02.03, 15:50
      Tchorzu, odwal sie od mojego nicka !!
      • Gość: ballest Re: Konsternacja IP: *.dip0.t-ipconnect.de 16.02.03, 15:52
        nie denerwuj sie, podrobe piotlika uwazales za bardzo smieszna, czemu ci sie
        ten ballest nie podoba?
        • piotlik Re: Konsternacja 16.02.03, 16:55

          Wraca mąż z pracy do domu, otwiera mu żonka,
          podaje kapcie, obiad, potem piwko i gazetkę,
          włącza telewizor z ulubionym kanałem sportowym
          i nic nie mówiąc wychodzi do kuchni
          - do swoich kobiecych, domowych obowiązków.
          I tak jest co dzień od ślubu.v Jednak pewnego dnia żona przerywa swoje
          czynności,
          wpada do pokoju i pyta:
          - Kochanie, powiedz mi co to jest konsternacja.
          Mąż leniwie składajac gazetę, lekko wkurzony, że mu się przerywa, odpowiada:
          - Widzisz kochanie, gdybyś to ty wróciła wcześniej do domu po pracy,
          a ja tu z inną kobietą...
          to u ciebie właśnie wtedy wystąpiłaby konsternacja.
          - Ahaaa.... - powiedziała żona i wróciła do swoich czynności.
          Jednak po dziesięciu minutach wpada ponownie i pyta:
          - To znaczy, że gdybyś ty wrócił wcześniej do domu, a ja tu z innym mężczyzną...
          - Nie, nie, nie kochanie! Ty nie myl kurestwa z konsternacją!
          • Gość: ballest Re: Konsternacja IP: *.dip0.t-ipconnect.de 16.02.03, 17:08
            Szwagier to znaczy ja ty komus to jest konsternacja a jak tobie to kurestwo:-)
            • Gość: ... Re: Konsternacja IP: 212.106.152.* 16.02.03, 17:11
              Kali sie klaniac
              • Gość: ballest Re: Konsternacja IP: *.dip0.t-ipconnect.de 16.02.03, 17:18
                a co nie jest tak jak pisze, panie ...?
                • piotlik Re: Konsternacja 16.02.03, 17:32
                  Gość portalu: ballest napisał(a):

                  > a co nie jest tak jak pisze, panie ...?

                  Prawda o szczycie w Kopenhadze?

                  Miller, zbawca Polaków!
                  Szczyt w Kopenhadze wcale nie był końcem negocjacji Polska-UE. Tam odegrano
                  tylko psychodramę pod tytułem "Miller, zbawca Polaków". Prawdziwy koniec
                  negocjacji w sprawie akcesji nastąpił już 29 listopada - w domu kanclerza
                  Schrödera w Hanowerze. Kanclerz Niemiec dal wówczas premierowi Millerowi do
                  wyboru: albo wzrosną nieco dopłaty bezpośrednie dla rolników, albo państwo
                  uzyska rekompensaty budżetowe. Miller wybrał to drugie. I z tym przyjechał na
                  szczyt Unii w Kopenhadze.

                  Na spotkaniu w Hanowerze był obecny także Guntrem Verheugen - komisarz do spraw
                  rozszerzenia. Kilka dni później stwierdził, ze zgodnie z zapisami "Agendy
                  2000", czyli wieloletniego budżetu Unii, suma zaproponowana krajom kandydującym
                  powinna być o dwa miliardy euro wyższa. Miller pojechał wiec do Kopenhagi,
                  wiedząc, ze może wnioskować dodatkowo o polowe tej kwoty, czyli miliard sto
                  milionów euro. I tak tez zrobił. Kilka razy odchodził od stolika, groził,
                  kręcił, aż Schröder około 16.00 wyciągnął ten miliard dla Polski, twierdząc,
                  ze "ma to zachęcić rząd polski do zakończenia negocjacji". Tyle ze nasi cos
                  chyba źle zrozumieli w Hanowerze, bo Schröder tak naprawdę nie dal dodatkowego
                  miliarda, a jedynie zgodził się na przesuniecie go z puli funduszy
                  strukturalnych. Czyli żadnych dodatkowych pieniędzy nie było. Osławiony miliard
                  miał zostać po prostu wpłacony bezpośrednio z budżetu Unii do polskiego
                  budżetu. Tym samym Polska uniknęłaby całej procedury planowania inwestycji oraz
                  współfinansowania jej w wymiarze 50 procent. Widocznie Niemcy zrozumieli, ze w
                  żaden inny sposób Polska tych pieniędzy nawet nie powącha.

                  Zapanowała konsternacja, bo Miller chciał dostać miliard ponad poprzednia pule.
                  Myślał pewnie, ze tak się umówił w Hanowerze. Pojawiły się depesze, ze polska
                  delegacja odrzuca propozycje kanclerza. Nie tak się bowiem umawiali. Schröder
                  musiał wyjaśnić nieporozumienie. Wstrzymywał wiec do końca premiera Danii
                  Andrzeja Fogha Rasmussena przed zakończeniem negocjacji z pozostałymi
                  delegacjami. Ten bowiem uparł się, żeby zakończyć wszystko o 18.00. Ostatecznie
                  niemiecki kanclerz postawił sprawę na ostrzu noża i powiedział Millerowi w
                  cztery oczy, ze przestaje się wtrącać w decyzje Rasmussena i Polska zostaje
                  poza Unia. Po tej rozmowie Miller podkulił ogon pod siebie i ogłosił
                  zakończenie negocjacji. Ustalono, ze do polskiego budżetu przesunięte zostanie
                  bezpośrednio 12 proc. z zaoferowanych wcześniej Polsce 8,635 mld euro funduszy
                  strukturalnych na lata 2004-2006. Teraz 1,036 mld euro z tych funduszy może w
                  ciągu trzech lat trafić bezpośrednio do kasy Kołodki, z której z kolei bedzie
                  wypływało dwa i pól miliarda rocznie unijnej składki członkowskiej.

                  Na rozszerzenie przeznaczono dokładnie sumę 40,8 mld euro. Połączony PKB Unii
                  Europejskiej rozszerzonej o 10 krajów sięgnie ponad 9 bln euro rocznie, a
                  koszty zintegrowania nowych członków z uwzględnieniem ich składki członkowskiej
                  wyniosą około 9 mld euro rocznie, co odpowiada niespełna 0,1 proc. PKB
                  Piętnastki. Mówienie wiec o tym, ze z unijnych funduszy osiągnie się w Polsce
                  jakiś przełom cywilizacyjny, ze powstaną nowe drogi czy oczyszczalnie, jest po
                  prostu śmieszne. Jeśli ktoś będzie twierdził, ze to tylko na początku
                  członkostwa jest tak źle, niech uświadomi sobie, ze cały budżet wspólnot (EWG i
                  Euroatomu) wynosi około 1 procenta PKB. Polowa z tych pieniędzy idzie na
                  rolnictwo, czyli wspieranie kuriozalnej polityki rolnej, której efektem jest
                  BSE i góry zboża produkowanego pod dopłaty. Na inwestycje, takie jak
                  autostrady, kolej itp. Unia wykłada wiec około 1/3 procenta PKB i dzielić to
                  będzie na 25 państw. Suma zobowiązań wobec 10 nowych członków Unii wzrosła w
                  wyniku kopenhaskich negocjacji o nieco ponad 400 mln euro w stosunku do tego,
                  ile zaproponowano po niekorzystnym, jak sami mówili nasi politycy, szczycie
                  Unii w Brukseli. Unia przeznaczyła bowiem rzeczywiście dodatkowe 108 mln euro
                  dla Polski na zabezpieczenie granic. Ponieważ zaś nasza wschodnia granice będą
                  pewnie za jakiś czas patrolować unijni strażnicy, można uznać to za inwestycje
                  w siebie. Unia rozdzieliła miedzy pozostałych dziewięciu kandydatów 300 mln
                  euro na lata 2004-2006. Zasila one budżety narodowe nowych państw
                  członkowskich.

                  Niecałe 41 miliardów na rozszerzenie to suma niższa od wstępnych założeń
                  ustalonych przez "Piętnastkę" w 1999 r. na szczycie w Berlinie (42,5 mld euro)
                  w ramach "Agendy 2000".

                  A mimo to pojawiły się depesze ogłaszające sukces polskiej delegacji. Miller
                  powiedział nawet, ze zostały uwzględnione wszystkie polskie postulaty, łącznie
                  z podwyższeniem naszym rolnikom dopłat bezpośrednich. Miller wyraził się, ze
                  będą one "w sumie" wynosić 55 procent należnych zgodnie z unijnym prawem w 2004
                  roku, 60 - w 2005 r. i 65 - w 2006 r. Tyle ze Unia zapłaci odpowiednio 25, 30 i
                  35 procent. Reszta, tak jak to proponował Rasmussen, zostanie zapłacona z
                  przesunięcia 20 procent pieniędzy przyznanych nam przez Unie i już rozpisanych
                  w polskim ministerstwie rolnictwa, tworzących fundusz na rozwój obszarów
                  wiejskich - II filar Wspólnej Polityki Rolnej (opłaconych poprzez polska
                  składkę do wspólnotowego budżetu) oraz z naszego budżetu.

                  Czyli wszystko ponad to, co zaproponowała Komisja Europejska 30 stycznia,
                  musimy zapłacić sobie sami. Unia odrzuciła nawet taki postulat, aby pozwolić
                  nam przesunąć sobie 25 procent środków z II filaru. Do tego nie możemy dać
                  naszym chłopom więcej niż owe 55, 60 i 65 procent dopłat, jakie otrzymują
                  unijni chłopi. Wicepremier Grzegorz Kołodko od razu zastrzegł jednak, ze
                  dojście nawet do tych niskich pułapów jest niemożliwe dla polskiego budżetu.

                  Unia w ramy kwot zarezerwowanych na rozszerzenie wliczyła za to prawie 1,6 mld
                  euro, co ma pokryć koszty administracyjne związane z członkostwem nowych
                  państw. Wstawia się je po stronie pieniędzy dla kandydatów, tymczasem większość
                  tych pieniędzy zostanie wydana na dodatkowe koszty funkcjonowania instytucji
                  unijnych w Brukseli, Luksemburgu i Strasburgu.

                  W Kopenhadze nie udało się wywalczyć wyższej kwoty (limitu) produkcji mleka.
                  Unia zgodziła się jedynie na przesuniecie w jej ramach - kosztem podkwoty
                  sprzedaży bezpośredniej zwiększono podkwote sprzedaży hurtowej z 7 do 8,5 mln
                  ton. Łączna kwota pozostała na poziomie 8,96 mln ton w pierwszych dwóch latach
                  i może wzrosnąć o tzw. rezerwę restrukturyzacyjna w 2006 roku do 9,38 mln ton.
                  Polska wyprosiła tez przesuniecie 6 tysięcy ton z kwoty cukrowej do kwoty
                  izoglukozy. Nie udało się tez zwiększyć powyżej 3,0 ton z hektara plonu
                  referencyjnego służącego do kalkulacji należnych Polsce dopłat bezpośrednich. A
                  takie na przykład Niemcy maja ponad siedem ton z hektara!

                  W sumie wiec znów klęskę ogłoszono jako sukces. Nic wiec dziwnego, ze minister
                  Hübner chwaliła się, iż... dzięki wprawie negocjatorów w Kopenhadze wygrały
                  polskie pielęgniarki. Uznano bowiem równorzędność dyplomów polskich
                  pielęgniarek, które będą mogły pracować w Unii jako pomoc medyczna i opiekować
                  się unijnymi starcami.

Pełna wersja