bardzonielubiepisu
21.09.06, 21:49
Z braku lepszego zajęcia wybrałem się dzisiaj na spotkanie zorganizowane przez
stowarzyszenie Gliwiczanie dla Gliwic, reklamowane tutaj już wcześniej.
Chciałem wysłuchać tych zapowiadanych ekspertów, być może wziąć udział w
dyskusji. Oczywiście skłamałbym gdybym powiedział, że poszedłem tam bez
uprzedzeń, ale założyłem sobie, że kulturalnie wysłucham racji stowarzyszenia,
kto wie myślałem może w pewnych miejscach przyznam im rację. Niestety nie dano
mi takiej szansy. Mieli być eksperci, znawcy tematu, autorytety a wysłuchałem
wypowiedzi kilku pracowników instytutu onkologii wspieranych przez polityków
Zielonych 2004.
Na sali zebrało się około 50 osób. Trzydziestu paru emerytów ze stowarzyszenia
i kilkunastu około dwudziestoletnich młodych ludzi.
Pierwszy referat wygłosiła pani z Instytutu Onkologii poświęcony był on
głównie historii miasta z naciskiem na lansowaną już nie raz XIX wieczną
koncepcję „Miasta Ogrodu”.
Potem pani rzuciła jeszcze garść uwag o tym że była ostatnio w Strasburgu i że
generalnie Strasburg to fajne miasto i mają super tramwaje i było by fanie
jakbyśmy też takie mieli. Pomyślałem sobie, fakt XIX wieczne koncepcje
urbanistyczne bardzo ciekawe, aczkolwiek słyszałem już parę ciekawszych
wykładów na ten temat, może dlatego że były prowadzone przez historyków sztuki
a nie onkologów. Co do tramwaji to się zgadzam było by super jakby takie
jeździły w Gliwicach.
Potem był wykładzik kolejnego „eksperta” czyli pana profesora Chorążego. Miał
być o urbanistyce, ale był głównie o wymianie korespondencji między
stowarzyszeniem a różnymi instytucjami, przy czym przedstawiciele instytucji,
którzy mieli czelność mieć inne zdanie niż stowarzyszenie zostali nazwani
przez pana profesora „głupcami”. Trochę byłem zawiedziony, że miało być o
urbanistyce a było o epistolografii, ale zwarzywszy na to że profesor jest
„ekspertem” od genetyki to może i lepiej.
Najlepszy był zdecydowanie referat wygłoszony przez takiego pana z Warszawy z
partii Zieloni 2004. Zaczęło się niewinnie, od oskarżeń, że w Polsce rząd nie
prowadzi polityki ekologicznej i że powinniśmy się kierować zasadą
„zrównoważonego rozwoju”. Ten „zrównoważony rozwój” to się jeszcze parę razy
pojawiał i cały czas czekałem, że mi laikowi ktoś wyjaśni co to takiego, no
ale się niedowiedziałem. To zdaje się jest take słowo wytrych, którego się
używa w ten sposób, że jak coś się Zielonym 2004 nie podoba to z pewnością
„zrównoważonym rozwojem” nie jest. Z resztą najlepsze było dopiero później,
otóż pan polityk warszawski z Zielonych 2004 stwierdził, że w Polsce się nie
powinno w ogóle budować autostrad, bo np. za 100 km autostrady to można w
całej Polsce założyć szerokopasmowy internet i wtedy wszyscy będą mogli sprawy
w urzędach przez internet załatwiać i nie trzeba będzie jeździć autem. Potem
pan mówił jeszcze, że za budową autostrad stoi potężne lobby – no tak
pomyślałem sobie, to pewnie dlatego budują te autostrady w takich ogromnych
ilościach i tak zabójczym tempie. Ale to jeszcze nic, otóż na koniec pan
ekolog wyskoczył z tezą, że problemy z nadmiernym ruchem to właśnie wynikają z
tego że powstają nowe drogi i że jak się nie będzie tych dróg budować to się w
ten sposób zniechęci ludzi do jeżdżenia samochodami i ruch zmaleje. Cóż mogę
tylko pana ekologa odesłać do rodzin ofiar kilkudziesięciu tysięcy wypadków do
jakich dochodzi co roku z powodu tragicznego stanu dróg w Polsce, żeby im
powiedział, że sami są sobie winni bo mogli pojechać na rowerze albo autobusem.
Na tym zakończyła się część oficjalna i miała nastąpić dyskusja, ale wcześniej
pan Andrzej Pieczyrak założyciel Niezależnego Serwisu Informacyjnego
opowiedział wzruszającą historię o tym jak z prostego przeciętnego obywatela
głosującego na PO stał się społecznikiem i to do tego społecznikiem, którego
lada dzień policja poszukiwać będzie listem gończym. Panie Andrzeju urzekła
mnie pana historia. Z reszta nie tylko mnie bo radny Malec (a jakże był i on)
oświadczył że złożył kontrdoniesienie do prokuratury na kogo się tylko dało.
Dobrze, że mamy jeszcze takich bezinteresownych radnych, którzy w obronie
obywateli potrafią złożyć doniesienie na biuletyny rad osiedlowych i
biblioteki publicznej.
No i potem była owa dyskusja. Dyskusja przebiegała spokojnie dopóki
towarzystwo szacownych emerytów klepało się po plecach. Nieprzyjemnie zaczęło
robić się gdy kilku dwudziestoparoletnich na oko słuchaczy zaczęło się z
szacownym gronem niezgadzać i przedstawiać kontrargumenty. Z sali dało się
słyszeć okrzyki „kłamstwo!” „pan kłamiesz!” itd. Generalnie już tak było do
końca jak ktoś miał czelność mieć inne zdanie niż prowadzący to był niemalże
wygwizdywały a po kątach dało się słyszeć stłumione wyzwiska. Pomyślałem sobie
wtedy że ci ludzie nie są miłośnikami dialogu, to niespełna 30 osobowa grupka
ludzi, którzy najlepiej czują się we własnym gronie gdzie spokojnie mogą
przyznawać sobie rację. Nie będę się zatem już im naprzykrzał i na kolejnym
spotkaniu się nie pojawię.