fafloczka
12.04.07, 16:14
Kiedy zamawiałam wymianę okna i drzwi balkonowych w punkcie firmy Alsecco w
Gliwicach w grudniu 2006r. wszystko brzmiało pięknie i prosto.Zależało mi na
kosztach dla własnej firemki, więc zgodnie z obietnicą, że faktura będzie
zgodna z miesiącem wpłaty, zamiast za karpiami przed wigilią, odstałam w
banku, żeby przelew całości wyliczonej z usługą kwoty przekazać 22 grudnia.
Potem okazało się, że przedstawiciel firmy źle policzył vat, więc dyskutowano
ze mną o cenie, co jeszcze potraktowałam jako rozrywkę. Przestało być
zabawnie, kiedy okno, które mi przywieziono, okazało się źle zrobione, bo
otwieralnej części lufcika po prostu w nim nie było. Ponieważ okazało się, że
nie byłam jedynym klientem, sklinającym tego samego mierniczego od siedmiu
boleści, okno wróciło do fabryki, ja zgodziłam się na dopłatę rzędu 200zł, bo
nie dojrzałam jego mini-rysuneczku na umowie, gdzie ten feler uwieczniono. Po
dyskusjach z fabryką w Nysie doczekałam faktury na 1300zł z datą co prawda
grudniową, ale z nagłówkiem "zaliczka", więc mogę sobie ją tylko w ramki
oprawić, bo Vatowcem nie jestem. Księgowa z Nysy tłumaczyła, że za całość
mogą wystawić po montażu. Na tenże czekałam następne 2 miesiące, bo cenę
usiłowano mi podwyższyć, jakby PCV miało zostać ozdobione co najmniej
srebrmymi klamkami, ale, że nikt ze mną już żadnego aneksu nie spisał,
zapowiedziałam, że wycofuje się z umowy, co poskutkowało, bo przedstawiciela
już zwolniono. Montażu doczekałam końcem marca, przelew 200zł wykonałam
błyskawicznie. Plastik, leżący w magazynie, zyskał rysy i brud trudny do
zszorowania bez użycia drastycznej chemii, ale machnęłam ręką. Teraz firma
oferuje mi marcową fakturę na 200zł za naprawę okna, jakby leżąca im na
koncie 3 miesiące kwota przestała być ważna.
Przyznam, księgową nie jestem, więc pojąć mi trudno, o co w tym wszystkim
chodzi. Może ktoś miał podobne przejścia?
Następne okna postanowiłam odmalować, bo na samą myśl o wymianie robi mi się
niedobrze...