Ważne, by ten "nowy Śląsk" był krnąbrny, nieposłus

IP: *.adsl.inetia.pl 22.04.07, 12:00
jakos przypadkiem znalazlem wywod Andrzeja Wawrzyczka (mieszka)

Ważne, by ten "nowy Śląsk" był krnąbrny, nieposłuszny, ambitny i przebojowy

Zacznę od tego, że ze Śląska nie wolno uciekać. Zamiast tego trzeba go zmieniać. Najważniejszą rzeczą powinna być zaś zmiana mentalności samych Ślązaków. Trzeba zerwać ze źle pojmowaną "tradycją", która skazuje nas w kraju na pośmiewisko. Z przykrością przyznałem rację Irkowi Dudkowi, który pisał, że "Ślązak idzie jak koń do roboty, swoją działkę wykonuje, nie myśląc nawet o jej sensie". Tak, niestety, jest i to właśnie trzeba zmieniać.

Jak wiadomo, narząd nieużywany z czasem obumiera. Przez lata, w czasach PRL-u, Ślązacy nigdy nie byli zmuszani do zbytniego wysiłku intelektualnego, co skończyło się tym, że zdolność myślenia zupełnie u nich zanikła. Dobrze było to widać w momencie, gdy zamykano kolejne kopalnie, a górnicy odchodzili z pracy z pokaźnymi odprawami. Dostawiali pieniądze nie tylko po to, żeby lżej było im rozstać się z kopalnią, ale też po to, żeby rozsądnie te pieniądze zainwestowali, żeby założyli za nie własne firmy, dzięki którym mogliby utrzymywać dalej swoje rodziny. Część z nich rzeczywiście tak zrobiła, ale większość bezmyślnie roztrwoniła te gigantyczne sumy i wcale mnie to nie zdziwiło.

Jakże mogliby oni z powodzeniem prowadzić własne firmy, skoro nikt nigdy nie zmuszał ich do jakiejkolwiek aktywności? W czasach PRL-u górnik miał zapewnioną pracę, miał zapewnione mieszkanie, o wszystkie jego sprawy troszczył się dział socjalny na kopalni, a on miał tylko, jak pisze Dudek, chodzić "jak koń do roboty". I teraz nagle zmienił się ustrój, a od tego górnika wymaga się aktywności i trzeźwego pomyślunku, do którego on zwyczajnie nie jest zdolny. Jest on swego rodzaju "inwalidą społecznym", pozbawionym jakichkolwiek horyzontów poznawczych i nieprzystosowanym do życia w otaczającym go świecie. Podstawowym problemem nie jest więc to - nawiązując do artykułu redaktora Kortko - że śląskie miasta zamierają wieczorami, że budynków nie projektują nam Libeskind i Foster, że na ulicach leżą psie kupy itd. Podstawowym problemem jest to, że na Śląsku wciąż mieszkają tysiące ludzi nieprzystosowanych do wymagań, jakie rzuca im współczesny świat. Jeśli chcemy być kiedyś dumni ze Śląska, to przede wszystkim musimy pomóc właśnie tym ludziom. Jak to zrobić?

No właśnie, jak to zrobić? To jest podstawowa kwestia. Myślę, że bardzo istotnym problemem jest tu typowo śląski konserwatyzm połączony z typowo śląskim konformizmem. Śląskie osiedla robotnicze to matnia, z której niezwykle ciężko jest się wyrwać. Z jednej strony trzeba bowiem wyłamać się z wszechobecnego konserwatyzmu, który nakazuje młodym ludziom czerpanie wzoru ze swoich rodziców czy dziadków, co kończy się tym, że i oni stają się takimi samymi "inwalidami społecznymi", skazanymi na pozbawione perspektyw życie w dzielnicy robotniczej. Z drugiej zaś strony muszą przetrwać jakoś silny ostracyzm społeczny, związany z jawnym odrzuceniem tegoż konserwatyzmu.

Nie wystarczy więc podawać młodym Ślązakom nowe wzory do naśladowania, ale trzeba także służyć im wsparciem w dążeniu do ich realizacji. Myślę, że istotnym krokiem naprzód mogłoby być rozhermetyzowanie śląskich dzielnic robotniczych, wpuszczenie do nich powiewu świeżości i nowości. Wymaga to bardzo przemyślanych działań ze strony samorządów, które dziś bardzo chętnie mówią o rewitalizowaniu terenów poprzemysłowych, ale zapominają o rewitalizowaniu - że tak się wyrażę - "ludności poprzemysłowej". Tymczasem potrzebne są intensywne działania właśnie w tej materii. Potrzebne są instytucje oświatowe, które poszerzałyby horyzonty poznawcze młodych Ślązaków, rozbudzały w nich ambicję i mobilizowały ich do aktywności. Akcje, które pozwalałyby im wyjść poza dzielnicę i poznawać ten inny świat, który znajduje się za pewną niewidzialną, nieprzekraczalną granicą.

Takich działań jednak się nie podejmuje (albo podejmuje się bardzo niewiele). Zamiast tego promuje się tę właśnie, nieprzystającą do dzisiejszych warunków, źle pojmowaną "tradycję", której internalizowanie zamyka Ślązaków pod kloszem nieudolności, nieumiejętności i bezmyślności. Cały czas mam przed oczami hasło, które kilka lat temu widziałem na ścianie jednego ze śląskich gimnazjów, zlokalizowanego w takiej właśnie tradycyjnie śląskiej dzielnicy: "Kopalnia musi być, aby Śląsk mógł być... i górnik musi być". To jest właśnie ten konserwatyzm wymieszany z konformizmem - mieszanka zabójcza dla młodego, ambitnego i chłonnego wiedzy umysłu. Tak mówić nie wolno!

Przeciwnie, trzeba młodym ludziom mówić, że kopalnia wcale nie musi być, ani górnik nie musi być. Trzeba im mówić, że Śląsk może istnieć dzięki nowoczesnym technologiom, dzięki nauce, dzięki kulturze, a nie tylko dzięki kominom i szybom górniczym. Trzeba ich zachęcać do działania, do aktywności, do poszukiwania ich własnej, niezależnej ścieżki w życiu, a jednocześnie skłaniać ich rodziców czy dziadków, żeby też ich do tego zachęcali, żeby im to umożliwiali, a w najgorszym razie, żeby przynajmniej im tego nie uniemożliwiali. Żeby nie wpajali im na siłę tych wszystkich sloganów o śląskiej tradycji, o kopalni-żywicielce, o tym, że ważna jest tylko uczciwa praca fizyczna, a nie jakieś tam, nikomu niepotrzebne magisteria i doktoraty itd.

Zgadzam się z tym, co pisał jeden z czytelników, że "młode pokolenie stworzy nowy Śląsk". Chcę jednak zwrócić uwagę, że najpierw trzeba to młode pokolenie właściwie ukształtować, że trzeba pamiętać nie tylko o tym, żeby nasze miasta i nasz region się rozwijały, ale przede wszystkim, żeby rozwijały się równomiernie. Nie jest sztuką przekształcić nasze miasta na wzór południowoamerykańskich metropolii, gdzie bajecznie bogate centrum otoczone jest koszmarnie biednymi fawelami. Sztuką jest sprawić, żeby całe miasta rozwijały się dynamicznie, żeby nie było ludzi zapomnianych, osamotnionych w swoich problemach i słabościach, którzy zostali okaleczeni przez dawny system i którzy nie potrafią sami dostosować się do wymogów nowego systemu. Sztuką jest stworzyć jak najszerszy front ludzi aktywnych, którzy będą w stanie zaradzić następnie tym problemom, które dostrzegamy w naszych miastach na co dzień. Myślę, że wspólnie Ślązacy są w stanie tej sztuki dokonać i że warto ten trud podjąć. Myślę, że warto wspólnie budować ten "nowy Śląsk".

Ważne jednak jest to, by ten "nowy Śląsk" był krnąbrny, nieposłuszny, ambitny i przebojowy. Ważne, żeby mógł w pełni wyrwać się z okowów źle pojmowanej "tradycji", która skazuje go na stagnację i "dupowatość", żeby mógł wyznaczać nowe kierunki, wytyczać nowe ścieżki i śmiało nimi kroczyć. Śląsk musi wreszcie zacząć myśleć samodzielnie, a wtedy będzie mógł pozbyć się swych kompleksów, dumnie podnieść wzrok i z odwagą patrzeć w przyszłość.

miasta.gazeta.pl/katowice/1,35053,3949523.html
Pełna wersja