sss9
18.05.07, 15:36
Kilkanaście tysięcy osób w Gliwicach będzie musiało wkrótce zmienić adres.
Zgodnie z ustawą dekomunizacyjną mają się zmienić nazwy ulic i placów.
Prawo i Sprawiedliwość już przygotowało ustawę o usuwaniu komunistycznych
symboli. Z polskich miast i wsi mają zniknąć m.in. nazwy miejscowości, ulic i
placów gloryfikujących komunizm. Będą się tym zajmować samorządowcy, ale jeśli
będą się ociągać, to zastąpi ich wojewoda.
W Gliwicach adres zmieni wkrótce kilkanaście tysięcy osób. Wciąż są tu bowiem
ulice Gwardii Ludowej, Czwartaków, Władysława Gomułki, Karola Marksa i Róży
Luksemburg. Gliwiczanie do planów posłów PiS-u podchodzą jednak z rezerwą.
- Nie chodzi o przywiązanie do komunistycznych symboli, ale o koszty wymiany
dokumentów, które najpewniej nas obciążą - mówi jeden z mieszkańców os.
Gwardii Ludowej.
Marek Jarzębowski, rzecznik magistratu, przyznaje, że kiedy ustawa powstanie,
miasto czekają duże zmiany. - Tylko kto za to zapłaci? Najpewniej koszty
zostaną przeniesione na gminę i mieszkańców. Tablice z nazwami ulic to i tak
pestka w porównaniu z całą masą dokumentów, które trzeba będzie zmienić. Do
końca roku po nowe plastikowe dowody musi się jeszcze zgłosić 40 tys. osób. A
potem co? Będziemy przerabiali to samo? - zastanawia się Jarzębowski.
Marek Kopała, przewodniczący klubu PiS-u w gliwickiej radzie miejskiej,
przyznaje: - Koszty na pewno będą duże, ale są to nazwiska, które powinny
zniknąć z ulic.
Nie wiadomo, czy zdekomunizowana zostanie również dzielnica Bojków. W
"Roczniku Muzeum w Gliwicach" można przeczytać, że jej niemieckich mieszkańców
miały wymordować w 1945 roku wojska radzieckiego generała Bojkowa. Później
jednak miejscowość (od 1975 roku dzielnica Gliwic) została nazwana jego imieniem.
O istnieniu generała jest przekonana większość mieszkańców. - Bojkow zginął
gdzieś pod Knurowem - mówi Barbara Bosakowska. Na skwerze niedaleko kościoła
wciąż stoi zrujnowany obelisk. - Kiedyś była tu czerwona gwiazda. Upamiętniała
generała i jego żołnierzy. Ojciec opowiadał mi, że samochód Bojkowa jechał
drogą. W lesie zaczaił się niemiecki czołg i wszyscy zginęli. O tam! -
pokazuje w stronę Knurowa Edward Kowal.
Jednak zdaniem Dawida Smolorza, który zajmuje się historią Bojkowa, nazwa nie
ma nic wspólnego z generałem. - Być może zginął tu jakiś ważny dowódca, ale
najprawdopodobniej niejaki Bojkow w ogóle nie istniał. W ten sposób nazywano
pobliski las i stąd nazwa Bojków - mówi Smolorz.
- Pierwszy raz słyszę o generale Bojkowie, ale jeżeli pojawiają się takie
wątpliwości, to chyba będzie je musiał wyjaśnić ustawodawca albo Instytut
Pamięci Narodowej - mówi Jarzębowski.
serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,4141096.html
jest duża szansa, że kilku księży bądź biskupów zagości w waszych dokumentach.
cieszycie się? ;)