sikorniczanka
17.07.07, 18:49
Przepraszam, że jako kolejna zaczynam nowy wątek o prof. Berezowskim, ale nie
wiedziałam, gdzie to wrzucić. Wydarzyło się natomiast dzisiaj coś takiego:
Jako, że są wakacje, od szkoły wolne, więc wybrałam się dzisiaj do centrum,
żeby pobyć trochę wśród ludzi. Około 13 usiadłam sobie na skwerku za UM i
wystawiałam buzię do słońca. Tymczasem w pobliżu mojej ławeczki rozłożyła się
ekipa TV Gliwice i nagrywała rozmowę z radnym Jarosławem Wieczorkiem z PiS.
Zanim jednak zaczęli coś w ogóle nagrywać, między ekipą a radnym wywiązała
się krótka rozmowa na temat samej telewizji, która za chwilę przeszła na
temat hali Podium. Ku mojemu zdziwieniu, nominalnie opozycyjny radny, nie
dość, że w pełni popierał jej budowę, to jescze opowiadał o tym z takim
zacięciem, jakiego nigdy nie widziałam nawet u Frankiewicza.
I w tym samym momencie stanął mi przed oczami obraz prof. Berezowskiego, jaki
zapamiętałam z przedostatniej sesji (tej, gdzie była mowa o Podium), który
idee budowy hali Podium podważa, krytykuje, a nawet żąda jej natychmiastowego
zarzucenia. No i nagle zrodził mi się w głowie taki dziwny dysonans. Bo
przecież radny Wieczorek i radny prof. Berezowski zasiadają w tym samym
klubie radnych, siedzą prawie obok siebie na sesjach, a jednocześnie mają tak
diametralnie różne poglądy na sprawy, co by nie powiedzieć, fundamentalne.
Odkąd wróciłam do domu, ciągle się zastanawiam, jak oni właściwie są w stanie
ze sobą współpracować, skoro są tak diametralnie różni. Zaczęłam też myśleć o
innych radnych PiS i o tym, jakie oni mogą mieć poglądy na te sprawy. No ale
myślę (tak po głosowaniach chociażby), że chyba myślą podobnie, co radny
Wieczorek. W ten sposób stworzyła mi się w głowie wizja klubu radnych PiS,
gdzie jest pięciu radnych o w miarę podobnych, umiarkowanie opozycyjnych
poglądach i jeden prof. Berezowski, który ma poglądy zupełnie inne (skrajnie
opozycyjne). Który do tego do PiSu w ogóle nie należy i gdzie tylko może, to
podkreśla, że jest bezpartyjny.
No i wniosek z tego całego mojego wywodu myślowego jest taki: jak długo
jeszcze będzie trwało to małżeństwo z rozsądku (no bo raczej nie z miłości)?
Zastanawiam się, czy się w tej kadencji doczekamy sytuacji, w której drogi
radnych PiS i prof. Berezowskiego po prostu się rozejdą? No i kto będzie w
tym rozstaniu stroną dominującą: czy to prof. Berezowski sam odejdzie z
klubu, czy też może to klub zadecyduje o wykluczenu go ze swoich szeregów?
Jestem ciekawa, co w o tym myślicie.