Gość: Od Observera
IP: 82.160.239.*
04.12.08, 18:59
Władze Gliwic po raz drugi w tym roku organizują konkurs na dyrektora Muzeum.
Za pierwszym razem podobno nie było odpowiedniego kandydata na schedę po
Leszku Jodlińskim, aż wtem po wakacjach okazało się, że jakikolwiek wysoki
stołek jest na gwałt potrzebny jednemu z gliwickich radnych, który co dopiero
utracił dwa lukratywne etaty w Katowicach. Zachował wszak dwa inne - jeden w
Gliwicach a drugi w Katowicach, ale przecież co cztery wypłaty to nie dwie.
No, trzy mogłyby wystarczyć.
Cóż za zbieg okoliczności: puste lukratywne miejsce nierozstrzygnięty konkurs
i będący w POtrzebie kolega partyjny, więc koniecznie lukę tę trzeba
odpPOwiednio zapełnić.
Cel jest, kandydat też, więc ogłoszono konkurs, w którym odPOwiednio obniżono
wymagania wobec kandydata(ów), a żeby nie wyglądało to podejrzanie, wystawiono
kontrkandydata z tej samej partii, również radnego.
Konkurs zatem został rozstrzygnięty już we wrześniu, kiedy radni uchwalali
jego ogłoszenie. Oczywiście, nieistotnym jest, że nie zebrała się jeszcze
szacowna komisja i nie zajrzano do ofert. Przecież wszystko jest już ustalone!
Tymczasem w kuluarach politycznych Gliwic krążą (bynajmniej nie
filozoficzne)anegdoty o wpadającym w oko niewiast jedynym słusznym kandydacie,
który nie potrafi się oprzeć ich wdziękom. I o tym jak to w Gliwicach - po
latach prosperity - kultura ześliznęła się na koniec przewodu pokarmowego,
wydając głośne pomruki: GORNIG!