bereklon
17.02.09, 14:12
Pamiętam Gliwice z lat 60-tych i 70-tych: każde miejsce miało swoją nazwę, które było ściśle związane z życiem lokalnym(ulice, sklepu,urzedy, fabryki, nawet stare drzewa zawsze były w tym samym miejscu), ludzie znajdowali sie na swoim miejscu, były dla mieszkańców jak ich własny dom, z poważaniem traktowano pamiątki i zabytki w mieście.Stan taki istniał od lat 20-tych aż do połowy lat 90-tych. Pomimo, że nastapiła w latach 1945 -85 znaczna wymiana ludności i zbudowano nowe osiedla to jednak było to ciągle to samo miasto, znane wszystkim pokoleniom - przyjazne dla mieszkańców. Dzisiaj to już nie jest moje miasto; obce miejsca, obcy ludzie, inne zwyczaje. Nawet ul. Zwyciesta i Rynek nie jest tą samą ulicą; życie na nich zamiera. W miejscu gdzie były czesto isniejace od przedwojny sklepy takie jak np. Delikatesy, Centrala Rybna( dawne Nordsee itp.) powstały banki gdzie nie tętni już dawne życie, Rynek stał się sztucznym tworem - jedna wielką piwiarnią podobnie jak z przyległymi ulicami za wyjątkiem może ul. Bytomskiej i Basztowej gdzie istnieje jeszcze normalne życie.Strefa ekonomiczna działa przytłaczajaco; wokół dawne tereny wartościowo przyrodniczo zamierają (usychajace drzewa w wyniku obniżenia poziomu wód gruntowych spowodowane budową kan'alizacji deszczowej i regulacją licznych cieków wodnych na tym terenie). Kapielisko leśne, które dwoma malowniczymi akwenami wraz z charakterystyczną zabudową kąpieliskową i parkiem było ozdoba, zostało zeszpecone poprzez zbudowanie w tym miejscu kilku ban'alnych basenów. Architektura Osiedla domków jednorodzinnych takich jak. np. przy ul. Wojciecha i Myśliwskiej, czy w starych Żernikach również jest niszczona poprzez wprowadzanie nie dostosowanej architektonicznie ich rozbudowy, czy nadbudowy. Podobne osiedla można b. licznie spotkać w Niemczech, lecz tam pomimo ich modernizacji wygląd jest zachowanyn bez zmian; czerwone spadziste dachy pośród rosnacych wokół starych drzew przyciągaję swoim urokiem. Powiekszono cmentarz lipowy o tereny leśne, które były tradycyjnie miejscem rekreacji i sportów oraz niedzielnych spacerów już od końca XIX w. Nie mam nic przeciwko rozwojowi miasta, ale powinien odbywać się w sposób nie niszczący dawnej substancji i terenów przyrodniczych i kulturowych. Odnosi sie wrażenie, że do miasta wkroczyli obcy ludzie, którzy dokonują przeobrażeń zupełnie obcych dla zamieszkujacej w nim ludności.